Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 4 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 07 Cze 2026 12:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 742
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
W ciemnościach słychać tylko cichy plusk delikatnie zanurzanych w wodzie żerdzi, którymi Bumps i jego pomocnik odpychają w płytkiej przy brzegu wodzie nasze mokoro czyli płaskodenne pirogi. Koryto Okawango pozostaje jeszcze ukryte za gęstym sitowiem, ale mocne światło księżyca i gwiazd pozwala dostrzec w oddali ruch i kotłowanie wielkich cielsk hipopotamów na rzece.

Staramy się wszyscy być naprawdę cicho, ale chlupot i chrumkanie hipopotamów, dla których to główna pora na żerowanie, stają się coraz bardziej intensywne. Najwyraźniej wyczuwają intruzów w miejscu należącym o tej porze nocy całkowicie do nich.

Bumps co chwila omiata zarośla latarką wydając krótkie polecenia dla pirogi przed nami. Musimy naprawdę wyczuć dobry moment, hipopotamy uspokajają się po chwili i na cichy sygnał Bumpsa pierwsza piroga wychyla się z zarośli i rozpoczyna przeprawę przez główny nurt rzeki. Bumps gestem nakazuje milczenie i ruszamy powoli drugim mokoro w mrok.

Image

Poznałem Bumpsa zaledwie kilkanaście minut wcześniej, czekał już na nas nad brzegiem Okawango, uścisnął mi dłoń i powiedział po prostu:

- Zrobimy to.

Ale co ja robię z żoną i przyjaciółmi o 10-tej w nocy w środku Delty? Nasz samochód przepadł, camp gdzie mieliśmy nocować zalała wczoraj woda a Foster, który mi obiecał zastępcza furę po prostu zawiódł. Walter wyświadczył nam przysługę podrzucając nas w to miejsce, ale sam nie mógł więcej zdziałać bez pomocy Fostera, który pewnie ciągle siedzi bezpiecznie w Kasane. Pokłócili się przed chwilą przez telefon przy ocalałej budce biura zalanego campu, cud, że Walter złapał jakiś zasięg. Zastaliśmy tam lokalną pracownicę, którą obudziliśmy i przekonaliśmy do pomocy. Walter, który został w to wplątany parę godzin temu, chce też nam pomóc więc nie ma zamiaru odpuścić. Miał świadomość, że i tak złamaliśmy dzisiaj mnóstwo zasad w tym zakaz jeżdżenia nocą po Delcie. O próbie przeprawy w nocy pirogami przez rzekę z hipopotamami nawet nie wspomnę. Efektem pozytywnym ich kłótni jest decyzja o podwiezieniu nas nad brzeg Okawango i przekazaniu Bumpsowi. Po drugiej stronie, około 500 metrów dalej, widać było pojedyncze światła innego obozu. Tylko tyle i aż tyle bo od nich dzieli nas kawałek rzeki z mnóstwem aktywnych, wielkich zwierząt nie za bardzo lubiących jak ktoś im zakłóca żerowanie. Hipopotamy to dla wielu sympatyczne, powolne i niezdarne wielkoludy, ale w wodzie w nocy są dla ludzi śmiertelnie niebezpieczne. Szacuje się, że rocznie odpowiadają za śmierć ponad 500 osób w Afryce.

Decyzje w końcu zapadły poza nami, sympatyczna dziewczyna z campu uśmiecha się do mnie, wlewając nadzieję na jakiś dach nad głową dzisiaj i prowadzi nas w ciemność. Jednak dopiero jak Bumps polecił nam wejść do mokoro, dochodzi do mnie co zamierzamy zrobić! To wszytko dzieje się za szybko i zanim przetrawiłem sytuację i zaprotestowałem Bumps już ruszył.

Pierwsze mokoro już pokonuje około jednej trzeciej odległości, kiedy i my wychylamy się z zarośli i po cichu i ruszamy jego śladem. Bumps kładzie mi dłoń na ramieniu w geście wsparcia, wchodzimy na otwarty nurt i rozpoczynamy przeprawę.

Nagle słyszymy niedaleko głośniejszy ruch w wodzie a potem potężny plusk. Odgłosy innych hipopotamów mocno się wzmagają. Bumps wstaje gwałtownie i krzyczy na całe gardło:

- Go!! Faster! - i rozpoczynamy szaleńczy wyścig.

Prowadząca piroga, w której siedzą moi przyjaciele minęła już połowę rzeki i kieruję się już ku zaroślom na drugim brzegu. Cisza przestaje obowiązywać, w wodzie za nami jeden z hipopotamów postanowił najwyraźniej przegonić intruzów zakłócających jego terytorium lub po prostu ruszył na nas, bo poczuł się zagrożony.

Na brzegu do którego zmierzamy, grupa ludzi zaczyna świecić latarkami, krzyczeć głośno i dodatkowo uderzać mocno kijami w wodę.
Nie mam czasu na zebranie myśli, kulę się w pirodze, usiłując balansować ciałem przechyły spowodowane intensywną pracą ramion Bumpsa stojącego w lodzi tuż za mną i ratującego nam tyłki.

Ścigający nas hipopotam zdradza swoją pozycję głośnym rozpryskiem wody więc słyszę go doskonale coraz bliżej za nami. Bumps nie ogląda się za siebie tylko co chwila ponagla pierwszą pirogę sam zwiększając tempo. Na brzegu naprzeciwko krzyki narastają. Gdy docieramy do sitowia nasze szanse wzrastają. Dwie osoby wbiegają do wody oby pomoc nam przedostać się przez płyciznę i nagle sięgają po mnie pomocne ręce wyciągając mnie dosłowne z łodzi na brzeg.

Napięcie natychmiast opada. Miejscowi wiwatują i śmieją się co najmniej jakby ktoś znajomy wygrał jakiś wyścig. Wyścig, w którym sam mimowolnie brałem właśnie udział.

Podchodzę do Bumpsa ze ściśniętym gardłem chwytając go za dłoń i mamrocąc podziękowania. Całe czoło ma zroszone potem i ciężko dyszy.

- Jesteśmy już bezpieczni, jesteśmy bezpieczni - odpowiada ale zaraz potem dodaje już tylko do mnie patrząc mi prosto w oczy:

- It was damn close….

Dlaczego Bumps i jego pomocnik narażali swoje życie? Nie prosiłem ich o to, nie wynająłem ich za pieniądze, aby się tak poświęcali! Dlaczego?

Co poszło nie tak, że jesteśmy tu bez pewnego i bezpiecznego miejsca noclegowego? Dopiero co z Walterem natknęliśmy na dwie lwice z młodymi śpiące sobie na środku dojazdówki niecały kilometr od campu. Ich ominięcie zajęło kilkanaście minut. Dopiero co słoń przedzierał się przez krzaki obok zalanego obozu, skutecznie przerywając kłótnie Fostera z lokalną pracownicą, która najwyraźniej chce nam jakoś pomóc. Stanęliśmy wszyscy jak wryci, dopóki Walter nie zapalił szybko świateł w samochodzie i słoń przeszedł obok.

Czy Foster jest, nomen omen, czarną postacią tej całej afery?

I najważniejsze - dlaczego cały mój misterny plan na spokojne zjechanie wynajętym samochodem Delty Okawango rozsypał się dziś jak domek z kart?

Na te wszystkie pytania odpowiem w tej relacji.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"


Ostatnio edytowany przez hiszpan, 07 Cze 2026 19:08, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Tunezja all inclusive tuż przy plaży 🏖️🍹 7 dni w 4* hotelu w Mahdii za 2599 PLN Tunezja all inclusive tuż przy plaży 🏖️🍹 7 dni w 4* hotelu w Mahdii za 2599 PLN
Bukareszt od piątku do niedzieli za 509 PLN 💙💛❤️ Wakacyjne loty i noclegi w hotelu ✈️🛌 Bukareszt od piątku do niedzieli za 509 PLN 💙💛❤️ Wakacyjne loty i noclegi w hotelu ✈️🛌
Offline
#2 PostWysłany: 07 Cze 2026 12:35 

Rejestracja: 10 Maj 2014
Posty: 1812
Loty: 134
Kilometry: 230 859
Krajów: 44 / 21.3%
niebieski
To gryzę pazurki i czekam ;)
_________________
http://ineedatrip.pl/
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 07 Cze 2026 13:34 

Rejestracja: 19 Lip 2016
Posty: 63
Będzie się działo...
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#4 PostWysłany: 08 Cze 2026 21:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 742
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
AKT I: T.I.A. czyli This Is Africa!

Delta Okawango, cóż to musi być za wspaniała kraina pełna dzikich ptaków i wielkich zwierząt afrykańskich, przepraw łodzią przez rozlewiska i cudownych krajobrazów sawanny i buszu!

Takie miałem wyobrażenie o tej największej śródlądowej delcie rzecznej na świecie. W niezliczonych programach przyrodniczych wymieniana jest jednych tchem obok Serengeti, Masai Mary i innych słynnych parków Afryki.

Dostanie się w jej pobliże znacznie ułatwiły mi promocje Ethiopiana, który już od jakiegoś czasu lata z Polski przez Wiedeń do Addis i stamtąd do Victoria Falls w Zimbabwe. A to już rzut kamieniem od Botswany gdzie znajduje się ta przepiękna kraina. Bilet RT z WAW do VFE kosztował 3060zł.
Pomny relacji i porad forumowiczów postanowiłem zaplanować 4 dni w parkach Moremi i Chobe. Mam zamiar dolecieć do Maun z Kasane lokalnymi liniami Air Botswana, tam wynająłem samochód z namiotami na dachu, zarezerwowałem campy w Delcie i zabieram żonę oraz małżeństwo przyjaciół na tą wyprawę.
Lądowanie w Victoria Falls umożliwi oczywiście dodatkowo zwiedzanie wodospadów oraz odwiedzenie Livingstone w Zambii.

Trasę planować będę z apką Maps4Africa, bardzo dobrze odwzorowującą większość dróg gruntowych i szlaków w Afryce (mapa HD na apkę kosztuje 49zł).
Po wylądowaniu zamierzamy zobaczyć wodospady po stronie Zimbabwe i przejazd bezpośrednio do Kasane. Tam nocleg i rano samolot do Maun (za 220zł), gdzie ma czekać samochód. Zwiedzać Deltę rozpoczniemy wyjeżdżając z Maun i po czterech dniach dotrzemy do Kasane. Następnie skok do Livingstone, wodospady od strony Zambijskiej i powrót do Zimbabwe gdzie leży Victoria Falls Airport, na lot powrotny. Może uda się zmieścić jeszcze lot heli nad wodospadami 😊
Nie każda wypożyczalnia w Maun pozwala na zwrot w Kasane a większość z nich nie chce wypożyczyć samochodu na mniej niż 6 dni. My jesteśmy ograniczeni czasowo przez inne zobowiązania w Polsce (komunie, rocznice itp.) więc lecimy do Afryki od niedzieli do niedzieli wraz z weekendem Bożego Ciała. Na tak długo nie chcę pożyczać więc szukam dłużej aż pozytywnie odpowiada Bushwheels.co.bw. Chce 740 usd z pełnym ubezpieczeniem za 4 dni plus 300usd za oddanie w Kasane plus jakieś opłaty za sprzątanie.

Mam dobry kontakt z Rayem z Bushwheels i wszystko dogaduję przez whatsappa. Jeszcze tylko campy w parku kosztujące od 35 do 40usd za osobę i podróż dopięta na ostatni guzik :D. Ależ nas czeka przygoda zapewne 😊 Jeździliśmy już tak po Namibii więc nocowanie w namiotach na dachu mamy dobrze przećwiczone.

Wszystko załatwiam już w lutym, aby nie mieć niespodzianek przy rezerwacjach. W międzyczasie Air Bostwana kombinuje z godziną wylotu z Kasane do Maun. Przez trzy miesiące przekłada ją trzy razy! Ale o godzinkę lub pół, wcześniej lub późnej więc nie ma to większego znaczenia.
Zabieramy cieplejsze rzeczy, bo w Delcie w czerwcu w nocy potrafi być chłodnawo – nawet poniżej 10C. Za to w dzień planowane jest pełne słońce i temperatury do 30C.

No i kiedy już jesteśmy spakowani i odliczam godziny do wylotu przychodzi mailem jeszcze jedna zmiana z Air Botswana. Tym razem to ….. odwołanie naszego połączenia! No katastrofa, nie ma innych możliwości w moim terminie dolecieć do Maun :?.
Szybko łączę się z Rayem i razem kombinujemy co można zdziałać przez 1,5 dnia do czasu mojego pojawienia się w Kasane. W końcu Ray proponuje, że podstawi nam nasz samochód do Kasane i przejedziemy sobie do Maun asfaltem naokoło. To ponoć 8 godzin jazdy. No trudno, jak wyjedziemy wcześnie rano to powinniśmy być w Maun mniej więcej w tym samym czasie co miał dolecieć nasz samolot. Nie zmieni to moich dalszych planów na szczęście. Oczywiście Ray chce dodatkową kasę za tę operację, ale dostanę (mam nadzieję) zwrot z Air Botswana więc niewiele muszę dopłacić. Najważniejsze, że jest gotów do pomocy i organizuje całą akcję. No dobrze 😊 pełni optymizmu wsiadamy na Okęciu do Dreamlinera Ethiopian Airlines:

Image

Na locie do Wiednia nie ma za dużo naszych rodaków, dopiero w stolicy Austrii dobije pełny skład samolotu. W Addis wygodna 3-godzinna przesiadka bez stresu. Idziemy jak zwykle na etiopską kawkę do ulubionej kafejki (przesiadam się n-ty raz w Addis).

Image

Lot do Victoria Falls bezproblemowy, zdobywamy dwukrotną wizę Zimbabwe za 45usd i jesteśmy w Afryce! Lotnisko VFA jest dość nowoczesne a na zewnątrz wita nas lokalny zespół folklorystyczny pieśni i tańca.

Image

Plan jest prosty – wynegocjować dobrą ceną za taksę do bramy wodospadów, zostawić tam graty i po zwiedzaniu złapać drugą taksę do Kasane.
To jest easy Afryka przecież jak mawiają 😉 Co może pójść źle? Omijamy naganiaczy w terminalu i na placu znajdujemy lokalesa z taksą. Niestety negocjacje kończą się zonkiem :?. Taksiarz Philip pokazuje nam swój samochód i wszystkie inne na parkingu mają takie naklejki:

Image

No tak, zmówili się i wszyscy mają stałą cenę – 40usd od samochodu. No trudno, jest nas czwórka jakoś przebolejemy.

Prezydent Zimbabwe wita nas przy wyjeździe:

Image

Po drodze oczywiście zagaduję Philipa o kolejny transport do Kasane. Dzwoni gdzieś i radośnie informuje nas, że przy wodospadach będzie czekać jego szwagier i on przypilnuje nam bagaży a potem odwiezie do Kasane. Krótkie negocjacje kończą się na 80usd od wszystkich. No i tak się dzieje właśnie. Bagaże przekładamy do samochodu szwagra i idziemy zobaczyć jeden z najwspanialszych wodospadów świata.

Image

Zanim zmoczy nas wodospad doznajemy zimnego prysznica przy kasie.

Image

Image

Tak, 58 usd od osoby za zwiedzanie strony Zimbabwe! No kogoś zdrowo pogięło. Płacimy i płaczemy dokładając jeszcze po 3usd extra za wynajem płaszczów przeciwdeszczowych. Są konieczne bo w czerwcu jest już pełno wody w wodospadzie i mgła wodna w powietrzu od siły spadającej wody jest olbrzymia.

Pełny wody wodospad Victoria Falls ma też duży minus. Mgły wodnej jest tak dużo, że ….. po prostu zasłania widok!
Troszkę byliśmy rozczarowani – zobaczcie sami:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Niestety większość punktów widokowych ma takie widok :(

Image

Na końcu ścieżki można podziwiać most pomiędzy Zimbabwe i Zambią, który będziemy przejeżdżać ostatniego dnia.

Image

Image

Po obu stronach stoi pomnik odkrywcy wodospadów – Lorda Livingstona.

Image

Nic to, jeszcze tu wrócimy ostatniego dnia od strony Zambijskiej a może i heli się uda.

Po wyjściu – o dziwo – szwagier czeka grzecznie z furą. Philip zresztą też, dopilnowuje naszego odjazdu i kasuje od nas 80 baksów dla szwagra, który ponoć „nie mówi po angielsku”. Easy Afryka jak dotąd 😊.
Szwagier jeszcze pokazuje nam wielki baobab na przedmieściach miasta oraz stację kolejową a potem sama jazda do granicy z Botswaną zajmuje nam godzinkę całkiem dobrym asfaltem.

Image

Image

Tam prosta budka, gdzie formalności wyjazdowe z Zimbabwe załatwiam sam, bo pogranicznik nie chciał nawet oglądać mojej ekipy. Cały czas łatwo i przyjemnie.

Image

Image

Image

Do czasu… szwagier odzywa się w końcu piękną angielszczyzną, że nie może wjechać swoją furą do Botswany ale mamy się nie martwić bo Philip załatwił drugi samochód z granicy do Kasane (to ok 15km). Przechodzimy więc przez przejście na piechotę i czekamy na ziemi niczyjej na drugi transport.
Czekamy i czekamy… nic. Na przejście podjeżdżają samochody terenowe z firm organizujących safari podrzucając zorganizowanych turystów, którzy mieszkają w Victoria Falls, byli na jednodniowym safari obok Kasane i wracają do Zimbabwe. Zagaduję jednego z wracających kierowców, jak mu opowiedziałem historię o szwagrze to pękł ze śmiechu:

- This is Africa, mister, T.I.A. zapamiętajcie ten skrót – śmieje się.

Oczywiście, żadnego transportu dalej nie ma :(. Philip ze szwagrem nas wystawili. No ale 15 kilometrów do Kasane to nie jest duży problem, kierowca od safari poleca nam przejść na drugą stronę granicy Botswany na piechotkę i tam na powrocie coś nam zorganizuje. Wjazd do Botswany jest bezproblemowy, trzeba tylko zdezynfekować wszystkie buty, taki wymóg sanitarny. Pani kazała nam otwierać bagaże i wyjmować buty, sandały i klapki i moczyć w roztworze!

Image

Uprzejmy gość kołuje nam taksę za 5usd od łebka. Wiem, że przepłacam, ale już trudno. Jesteśmy w drodze od wczoraj i potrzebujemy szybko dotrzeć do naszego Guesthouse w Kasane aby w końcu odpocząć i coś zjeść. No trochę przesadził z wielkością tej taksy na 4 osoby 😉 i nasze bagaże. Ale – T.I.A. This is Africa, wszystko się zmieści 😉

Image

Na rogatkach Kasane spacerują sobie po prostu .... słonie :shock:

Image

Image

Wieczorkiem jeszcze knajpka z lokalnym jedzonkiem i browarkiem. Ceny w Kasane niestety warszawskie :(

Image

Jeszcze Ray na whatsappie wysyła info, że samochód wcześnie rano podrzuci mi niejaki Foster i życzy mi szerokiej drogi. Wyspaliśmy się dobrze i na drugi dzień prawie punktualnie zjawia się nasza wypasiona terenowa Toyotka z namiocikami i pełnym wyposażenie campingowym.

Image

Już mamy ruszać w ten piękny słoneczny poranek do centrum Kasane, do tej pory wszystko układa się znakomicie, humory nam dopisują, samochód jest czysty i sprawny... sprawny???

Foster drapie się po głowie i z ociąganiem informuje nas, że coś tam jest malutkiego nie halo z olejem i że tu niedaleko jest zaprzyjaźniony warsztat, szybko tam podjedziemy i naprawią furkę w mniej niż godzinkę a my w tym czasie zrobimy zakupy na 4 dni w pobliskim markecie Choppies.

Czyżby to miłe złego początki? Foster jakoś nie jest przejęty tą sytuacją. Coś mi tu śmierdzi i nie jest to cieknący olej bynajmniej….

Stay tuned!
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 4 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group