Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 5 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 20 Sty 2016 00:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 19
Loty: 33
Kilometry: 46 873
Krajów: 10 / 4.7%
Obok przygotowań ślubnych najważniejszym punktem są przygotowania do podróży poślubnej. Zgodnie stwierdziliśmy, że będą to Włochy (zakochaliśmy się w nich po prostu, to miał być trzeci wyjazd). Z nami jechały jeszcze 4 osoby, należało więc stworzyć jakiś plan. Na pewno miało być i zwiedzanie i plażowanie. Każdemu zależało na czymś innym: ktoś chciał Florencję, ktoś smażenie na plaży, ktoś Wenecję… a my mieliśmy tylko tydzień. Zaplanowaliśmy lot do Bolonii, gdyż nie tak łatwo było znaleźć coś w rozsądnej cenie na początek września. Zdecydowaliśmy się na ryanaira bo to zawsze trochę większy bagaż niż w wizzairze. Bilet W-wa Modlin – Bolonia kosztował 149zł, a powrotny 129zł w terminie 2-8.09.2015. Mamy więc do dyspozycji pełnych 6 dni, bo już o 8:25 mamy lądować w Bolonii, a lot powrotny już o 10:15. Teraz więc nadszedł czas na planowanie. Postanowiliśmy jako bazę wypadową obrać Rimini (4 noce, 3* hotel Fedora Rimini przy głównej ulicy wypoczynkowej przy brzegu morza za 156€ za 2 os. pokój ze śniadaniami) oraz Bolonię (2 noce, 4* Suite Hotel Elite, ok. 10 min od centrum za 100€ za 2 os. pokój ze śniadaniami). Parkingu jaki wybraliśmy tu nie opiszę, bo naprawdę nie był godny polecenia. Tak więc loty i noclegi zaplanowane. Plan był taki: Florencja, Rimini, San Marino, Bolonia i Wenecja. Nie mogliśmy się doczekać!

Dzień 1.
Pierwszy dzień był chyba najbardziej szalony. Samolot był już o 6:25 więc z Bydgoszczy wyruszyliśmy już w środku nocy. Na szczęście droga była bez niespodzianek. Odprawa i lot również. Na miejsce dotarliśmy o czasie uff, bo mieliśmy trochę ponad godzinę, by dostać się na dworzec w Bolonii, by stamtąd wyruszyć Megabusem do Florencji. Megabus ma naprawdę świetne oferty i połączenia, warto wziąć go pod uwagę planując podróż. Do tego są bardzo komfortowe i przynajmniej w naszym wypadku dwóch kursów punktualne. Za bilety w 1 stronę zapłaciliśmy 1₤!
Po przylocie zdecydowaliśmy się na taksówkę, gdyż po pierwsze zależało nam na czasie, a po drugie wychodziło taniej. Szkoda, że nie było dużych taksówek, więc wzięliśmy 2 i rozdzieliliśmy się po 3 osoby i zapłaciliśmy 14€ za kurs, natomiast autobus kursujący z lotniska kosztuje 6€. Lotnisko w Bolonii jest dobrze oznaczone, a postój taksówek znajduje się po lewej stronie od wyjścia. Jeśli podróżuje się w więcej osób to naprawdę dobra opcja. Na dworcu byliśmy przed czasem, odszukaliśmy peron i czekaliśmy na nasz autobus. Przez ok. pół godziny oczekiwania przyjechały 4 autobusy, za każdym razem na wszelki wypadek pytaliśmy czy to nasz. 10 min. przed odjazdem przyjechał nasz, a co lepsze kierowcą był Polak! Bardzo miło nam się rozmawiało, a po dojeździe na miejsce Pan Mirek zaprowadził nas na dworzec (kilkanaście metrów od przystanku) do przechowalni bagażu. Przystanek znajdował się przy murach miejskich. Na Bolonię mieliśmy bardzo wyliczony czas, gdyż na miejscu byliśmy o 11:35, a powrotny Megabus o 15:55. Za przechowanie bagaży zapłaciliśmy 6€ za sztukę (całkiem sporo, ale zwiedzanie z nimi na plecach nie byłoby zbyt komfortowe). P. Mirek zaprowadził nas także na odpowiedni autobus, którym dojedziemy do najodleglejszego miejsca – Piazzale Michelangelo (linia 12) i pożegnał się z nami. To było bardzo miłe spotkanie! Kupiliśmy bilety (90min za 1,20€) i za jakieś 30 min byliśmy już „u pośladków” św. Michała ;).
Image
Spodziewałam się większej rzeźby i nie zrobiła jakoś na mnie wrażenia, natomiast widok ze wzgórza, na którym się znajduje już tak! Zapierał dech w piersiach! Malowała się tu panorama całego miasta, przodowała oczywiście najbardziej rozpoznawalna we Florencji Katedra Santa Maria del Fiore wraz z dzwonnicą.
Image
Na placu jest mnóstwo budek z pamiątkami i innymi pierdółkami. Zakupiliśmy tu mapkę, choć w rezultacie zbytnio nam się nie przydała, gdyż ułożenie Florencji jest naprawdę proste do zwiedzania, gdy zacznie się właśnie od wzgórza i schodzi w dół. Miasto to jest jednak dość słabo oznaczone jeśli chodzi o drogowskazy do zabytków i ciekawych miejsc. Ze wzgórza kierowaliśmy się w dół w stronę starego miasta zahaczając oczywiście o ważne miejsca. Droga była malownicza, i te przepiękne widoki! Gdy zeszliśmy do rzeki odbiliśmy w lewą stronę kierując się do Ponte Vecchio.
Image
Tu zaczyna się już właściwie starówka i centrum miasta pełne niesamowitych zabytków. Po drugiej stronie rzeki widzieliśmy kościół Santa Croce oraz Bibliotekę Narodową, niestety mieliśmy mało czasu by do niej iść. Dochodząc do mostu, ale jeszcze go nie przekraczając można odbić w przeciwnym kierunku, gdzie dojdziemy do Piazza de’Pitti i do znajdującego się tam okazałego zamku. Jako, że mieliśmy niewiele czasu obejrzeliśmy go tylko od zewnątrz (dziś pełni on rolę kompleksu muzealnego). Dalej skierowaliśmy się na sławny i zarazem najstarszy we Florencji Most Złotników (Ponte Vecchio), który jest mostem o tyle ciekawym, że został zabudowany – początkowo mieściły się tam sklepy rybne i mięsne, a następnie zastąpiły je (na rozkaz króla) warsztaty jubilerskie i złotnicze. Dziś most jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów, toteż roi się tu od różnorakich sklepów oraz budek z lodami i jedzeniem, a także panów murzynków sprzedających różne cuda do utargowania. Ceny raczej nie są tu dużo wyższe niż w innych miejscach. O ile widok na most jest bardzo ciekawy o tyle na miejscu przez znajdujące się tu budynki nie czuć, że jest się na moście. Dalej skierowaliśmy się drogą wiodącą przez coś na kształt arkad w stronę słynnej Galerii Uffizi.
Image
Jest to jedne z największych i najstarszych muzeów w Europie. Żałujemy, że je także musieliśmy oglądać tylko z zewnątrz (bilet to koszt 6,5€. Są także zniżki m.in. ze względu na wiek) Idąc wzdłuż placu mamy galerię po obu stronach połączonych po środku pięknym łukiem, pod którym wychodząc znajdziemy się na Piazza della Signiora i przy pałacu Vecchio – obecnie ratusz z przepięknym dziedzińcem. Znajdują się liczne piękne rzeźby oraz fontanna. Dalej poszliśmy do Katedry Santa Maria del Fiore (zwanej też Duomo) z dzwonnicą Giotta. Jest najokazalszą katedrą we Florencji i jedną z najbardziej rozpoznawalnych we Włoszech. Jest naprawdę ogromna i ciasno postawione przy niej budynki trochę przeszkadzają, by oglądać ją w całej okazałości.
Image
Oczywiście Katedrę można zwiedzać, na dzwonnicy natomiast znajduje się punkt widokowy a obok jest także muzeum. Niestety kolejka do wejścia była baaardzo długa, a my lada chwila mieliśmy autobus. Jeśli jednak ktoś będzie miał więcej czasu to koniecznie musi tam zajrzeć. Wstęp do bazyliki jest darmowy, natomiast wejście na kopułę to 8€, a na dzwonnicę 6€. Obok znajduje się także Baptysterium, w którym mieści się muzeum. Następnie skierowaliśmy się w kierunku dworca mijając na pożegnanie piękne mury miasta, odebraliśmy bagaże i ruszyliśmy Mega Busem do Bolonii.
Image
Bardzo żałowaliśmy, że zrobiliśmy tylko taką „obiegówkę”. Florencja, mimo że patrząc na mapę wydaje się „skupiona” w jednym miejscu to posiada tyle wartych zobaczenia miejsc, że należałoby na nią przeznaczyć min. 2 dni. Oprócz tego co my zobaczyliśmy z zewnątrz warto odwiedzić te miejsca także w środku oraz odwiedzić kościół Santa Maria del Croce (Św. Krzyża) i przyległą do niego Bibliotekę Narodową, Kościół Św. Wawrzyńca, Muzeum San Marco, Ogród Botaniczny, Pałac Medyceuszy i wiele innych, na które tylko ktoś będzie miał ochotę. Reasumując bilety wstępu nie są jakoś szaleńczo drogie, jedzenie w przystępnych cenach, lody jak w całych Włoszech obłędne. Miasto małe i spokojnie można je zwiedzać pieszo, natomiast dość słabo oznaczone i opisane i zwiedzając zwłaszcza prawie, że w sezonie ma się wrażenie, że trochę tu ciasno. Mam nadzieję wrócić tu na dłuższe zwiedzanie.
W busie byliśmy już wykończeni, a przed nami jeszcze droga do Rimini. 2godziny w busie plus 1,5 godziny w pociągu. Dotarcie z przystanku busa (który w Bolonii znajduje się przy dworcu autobusowym) do dworca kolejowego okazało się nie lada przeprawą. Wysiadając dostrzegliśmy niby drogowskaz, jednak droga była bardzo zawiła. Wychodząc bowiem z dworca autobusowego należy przejść na drugą stronę ulicy i kierować się dość długo w lewo. Widząc nasze zagubienie pewien Pan (chyba pracownik) przeprowadził nas przez skrót (pełny oznaczeń zakazu wstępu ;) ) także dotarliśmy tam trochę szybciej. Być może można tam przejść jakoś inaczej choć ogrodzenie na to nie wskazywało. Kupiliśmy bilety do Rimini, pociągi kursują tam dość często więc czekaliśmy jakieś 20 minut. Bilet kosztuje 9,5€ w 2giej klasie. Należy pamiętać go skasować w kasowniku przy lub na peronie. W pociągu nie było zbyt wiele osób więc padliśmy na siedzenia i zjedliśmy resztę kanapek. Gdy wyszliśmy z pociągu była już 20:00 i na dworze było już ciemno. Nie mieliśmy zbytnio orientacji gdzie znajduje się nasz hotel, na dworcu nie było też dostępnych żadnych mapek Rimini. Przy dworcu znajdowała się co prawda pętla autobusowa i panowie policjanci powiedzieli nam jak tam trafić, jednak ostrzegali przed kieszonkowcami i doradzili kurs taksówką. Był to wspaniały pomysł, gdyż trafiliśmy na taką, do której zmieściliśmy się wszyscy i 5 minut i 12€ później znaleźliśmy się pod hotelem. Nasz hotel 3* Fedora Rimini nie był jakiś ekskluzywny, (może był 20 lat temu ;)) jednak był czysty, schludny z miłą obsługą i serwowanymi śniadaniami. Zostawiliśmy więc bagaże i poszliśmy na kolację i małe zakupy. Hotel był tuż przy plaży, wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Morze i plaża nas zachwyciły! Szeroka plaża z wyłożonym zejściem prawie do morza, równo ustawione leżaki i parasole, czynne restauracje na plaży, porządek i mało ludzi a woda cieplutka! Nie mogliśmy się doczekać następnego dnia. Po krótkim przywitaniu z morzem udaliśmy się do pobliskiej restauracji, a właściwie pubu (w którym lądowaliśmy codziennie podczas naszego pobytu) – o nazwie Lord Nelson. Jedzenie w przystępnej cenie, zróżnicowane menu i przyjemna atmosfera. Zjedliśmy pyszne Panini, czyli coś w rodzaju kanapki z tradycyjną włoską szynką (5€). Kupiliśmy wodę (obok nas znajdował się chyba całodobowy sklep) i poszliśmy spać nie wiedząc nawet, że z balkonu…
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN
Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍 Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍
Offline
#2 PostWysłany: 20 Sty 2016 13:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 19
Loty: 33
Kilometry: 46 873
Krajów: 10 / 4.7%
Kontynuacja relacji z podróży poślubnej do Włoch, gdzie w tydzień zwiedziliśmy Florencję, Rimini, San Marino, Bolonię i Wenecję.
Pierwsza część była poświęcona Florencji oraz informacjom związanym z organizacją wyjazdu. Teraz przenosimy się to skąpanego w Słońcu Rimini:

Dzień 2.
Na dzień drugi zaplanowaliśmy brak planów. To znaczy leżenie, plażowanie i odpoczywanie! Na śniadanie wstaliśmy przed 9, a że słońce już pięknie świeciło, więc postanowiłam otworzyć balkon i nawet nie wiedzieliśmy, że z naszego balkonu mamy widok na morze! Ach bajecznie!! Śniadania nie były jakoś bardzo wyszukane ale na pewno można było się najeść i były smaczne. Było pieczywo, dżemy, miody, soki, kawa z ekspresu, kiełbaski na ciepło, jajecznica, wędliny, coś na słodko no i przepyszne croissanty. Tak więc objedzeni ruszyliśmy na plażę. Jako, że była to nasza podróż poślubna ubraliśmy się na ślubnie, zabraliśmy akcesoria i ruszyliśmy do sesji na wesoło. Było przy tym mnóstwo śmiechu, nie wiem czy więcej naszego, czy ludzi, którzy nas mijali gratulując nam, pytając „matrimonio”? i robiąc nam zdjęcia. Bardzo pozytywni ludzie! Gdybyśmy w Polsce tak wyszli to raczej by się z nas śmiali i krzywo patrzyli. Tu była to świetna zabawa a i jakie efekty!
Image Image
Później przebraliśmy się, wykupiliśmy w hotelu leżaki i parasole (każde zejście ma wydzieloną prywatną plażę należącą do kilku hoteli, leżaki i parasole są płatne i cena zależy od bliskości do morza i zejścia od 12 do 16€ za cały dzień), zaopatrzyliśmy się w owoce i picie i ruszyliśmy na plażę. Naprawdę warto płacić za plażę, bo plaże są czyste, zadbane, wyposażone w liczne śmietniki, prysznice i toalety, więc komfort jest ogromny (nie można się rozbijać „na dziko” na ręczniku, czy kocu, jest do tego specjalnie wytyczona plaża kilka wejść dalej). Wylegiwaliśmy się na wspaniałym słońcu, kąpaliśmy się w cieplutkim morzu i delektowaliśmy się tymi cudownymi wakacjami. Co jakiś czas przechodzili Panowie murzynki oferując m. in. parea, okulary, czy biżuterię, nie byli jednak nachalni. Po leżakowaniu wybraliśmy się na obiad. Poszliśmy wzdłuż naszej ulicy, która była równoległa do tej przy plaży i pełna była barów, restauracji, pizzerii. Skusiliśmy się na jedną z nich, nie będę jednak przytaczać nazwy, gdyż jedzenie nie powalało. Ja zamówiłam ukochaną lasagne, Mateusz pizzę z anchois. Te słone rybki jednak nie są dla mnie.
Image
Po drodze zaleźliśmy tani market, w którym już później robiliśmy zakupy– Conad i minęliśmy także informację turystyczną (dość blisko hotelu, na tej samej ulicy) i zaopatrzyliśmy się w darmowe mapki Rimini. Mój zachłanny mąż zamiast wydrzeć jedną wziął cały plik ku niemałym zdziwieniu obsługi! Na szczęście zorientował się i wziął tylko po 1 dla każdego i oddał resztę. Wróciliśmy do hotelu i mieliśmy zamiar iść na jakąś małą imprezkę, bo poprzedniej nocy słychać było dobiegającą z pubów muzykę. Niestety albo słabo szukaliśmy, albo nie było typowego klubu gdzie można potańczyć, skończyliśmy więc w naszym Lordzie Nelsonie. Ten dzień był w miarę leniwy, jednak już w następnym planowaliśmy pozwiedzać trochę Rimini.

Dzień 3.
Dzień zaczęliśmy wschodem słońca. Nastawiliśmy sobie budziki na trochę po 4 i udaliśmy się na plażę. Było jeszcze trochę ciemno, a na ulicach i plaży pusto. Słońce zaczęło się leniwie wyłaniać z morza, widok niesamowity! Warto raz wstać wcześniej by to zobaczyć. Zrobiliśmy sobie trochę romantycznych zdjęć, wykąpaliśmy się i wróciliśmy spać.
Image
Później wstaliśmy na śniadanie i po nim wyruszyliśmy na zwiedzanie Rimini. Z hotelu przeszliśmy plażą do portu w jakieś 30 minut. Plaża jest piękna, szeroka i piaszczysta, więc była to sama przyjemność, choć słońce świeciło i to mocno. Port trochę mnie rozczarował, nastawiłam się bowiem tak jak w Polsce na smażalnię przy smażalni, serwujące pyszne z wielką panierką ociekającą po smażeniu w głębokim oleju rybki, a tu nic z tego. Było kilka restauracji serwujących różne dania. Sam port był dość spory choć poza ogromnym diabelskim młynem i akwarium Leoni Marini prezentującym występ fok (za 11€) nie było tam zbyt wiele atrakcji.
Image
Trzeba też było iść naprawdę daleko w głąb miasta (aż do mostu della Resistenza, czyli ok. 1,5km) aby przejść na drugą stronę plaży. Poszliśmy wzdłuż rzeki Marecchia kierując się do centrum. Wcześniej przygotowaliśmy sobie plan tego, co chcielibyśmy zobaczyć, w Rimini bowiem jest naprawdę kilka wartych uwagi miejsc. Samo miasto ma świetny typowo włoski klimat, trzeba jednak udać się trochę dalej od typowego kurortu. Dlatego właśnie idąc wzdłuż rzeki docieramy do imponującego mostu Tyberiusza (Ponte di Tiberio), który powstał w I w. n.e. Robi naprawdę ogromne wrażenie!
Image
Przechodząc przez niego docieramy do pięknego parku (Parco XXV Aprile), a odbijając w przeciwną stronę do niesamowitej dzielnicy Borgo San Guiliano, która słynie z urokliwych uliczek pełnych murali, ściśniętych kamienic z kolorowymi okiennicami i kwiatami w oknach. Są tam też liczne restauracje z tradycyjną włoską kuchnią i lodziarnie. Klimat jest naprawdę świetny, jakbyśmy cofnęli się w czasie o dobrych kilka stuleci.
Image
Po spacerze tą dzielnicą wróciliśmy przez most i skierowaliśmy się do centrum Rimini. Przeszliśmy obok murów ogromnego zamku Sismondo i dotarliśmy do mniejszej starówki, czyli placu Piazza Cavour, na której znajdował się piękny Pałac Palazzo dell’Arengo oraz ratusz (Comune di Rimini), w którym odbywają się różne wystawy, spektakle itp. (szczegóły można znaleźć na stronie internetowej ratusza). My trafiliśmy akurat na wystawę motocykli Ducati. W tym momencie mimo upału nagle spadł deszcz, schroniliśmy się więc w restauracji na tym placu, martwiąc się już o nasz portfel! Byliśmy jednak mile zaskoczeni, gdyż ceny były przystępne, a jedzenie po prostu genialne, tak więc polecam – Teatro Pane Vino e Cafe (Piazza Cavour 6). Mimo deszczu zajęliśmy miejsca na zewnątrz – było zadaszenie, obsługa rozłożyła także boczne, przezroczyste płachty, tak więc mogliśmy się napawać pięknem placu.
Image Image
Akurat zjedliśmy, gdy deszcz ustał więc ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie. Błyskawicznie razem z deszczem (a może nawet kilka sekund szybciej) pojawili się „sprzedawcy” z parasolami, pelerynkami i co by się tylko chciało. Było już widać, że jesteśmy w centrum, bo oprócz licznych restauracji rozpoczęły się także markowe sklepy. Musiałam zahaczyć o moje ulubione Kiko z kosmetykami do makijażu, które także polecam. Dalej dotarliśmy do ścisłego centrum z licznymi kościołami i zabytkami. Były drogowskazy kierujące do zabytków, jednak nie byliśmy w stanie odwiedzić wszystkich, zwłaszcza, że kierunek był wskazywany niezbyt dokładnie i kilka razy trochę zbłądziliśmy. Doszliśmy do głównego placu miejskiego, czyli Tre Martiri i stąd prosto ulicą Corso d’Augusto doszliśmy do chyba najbardziej, obok mostu, rozpoznawalnego miejsca w Rimini, czyli łuku Arco d’Augusto – widok jest imponujący, gdyż wygląda jakby wyrwany z muru.
Image
Ostatnia na naszej liście była świątynia Tempio Malatestiano – najsłynniejszej katedry w Rimini z XVw. Byliśmy już zmęczeni, do hotelu więc wróciliśmy autobusem.. Bilety są czasowe (1,3€ za 60 min., ale w automatach autobusowych są droższe, więc po drodze zahaczyliśmy jeszcze o park Federico Fellini, w którym jest piękna fontanna Czterech Koni – trzeba to zobaczyć! Piękny park z morzem w tle.
Image
Dalej wsiedliśmy z powrotem w autobus i wróciliśmy do hotelu. Po odpoczynku poszliśmy na plażę, byliśmy po 16 i zajęliśmy leżaki bez płacenia, wnioskuję więc, że w późniejszych godzinach można już z nich bezpłatnie korzystać. Wygrzaliśmy się w słońcu i wykąpaliśmy a na kolację poszliśmy do naszego ulubionego Lorda Nelsona na kolację. Nie chciało nam się zbytnio spać, pogoda była piękna, poszliśmy więc jeszcze do sklepu i kupiliśmy sobie małe co nie co na plażę.
Image
Co ciekawe można tam spokojnie wchodzić na plażę przez całą dobę, mimo to jest tam spokojnie, prawie nie ma ludzi i można rozłożyć się na leżakach. W sezonie jest pewnie więcej ludzi i wszystkie restauracje przy plaży są czynne, we wrześniu działała tylko co któraś, jednak ludzi w środku nie brakowało.
Na następny dzień mieliśmy zaplanowany wypad do San Marino.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 20 Sty 2016 22:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 19
Loty: 33
Kilometry: 46 873
Krajów: 10 / 4.7%
Dalszy ciąg wspomnień z naszej podróży poślubnej we Włoszech. W poprzednich wpisach relacja z Florencji i Rimini. Teraz zapraszam do San Marino!

Dzień 4.

Na ten dzień zaplanowaliśmy wyjazd do oddalonego od Rimini o ok. 30 km San Marino. Po śniadaniu zapytaliśmy w recepcji jak się tam dostać. Kursuje tam autobus z centrum i ma on przystanek obok dworca kolejowego przy pętli autobusów. Poprosiliśmy więc o sprawdzenie godzin, okazało się, że kursują one dość często, bo co 75 minut (w sezonie). Bilety można kupić u kierowcy lub w budce obok stacji kolejowej (są oznaczenia). Warto je tam zakupić, gdyż w prawdzie cena jest taka sama (5€ w 1 str.) to można tam otrzymać bezpłatny plan San Marino, oraz kupić także bilety na powrót. Po zaopatrzeniu się w bilety i mapki poszliśmy na przystanek. Nasz autobus się spóźniał, a ludzi przybywało. Muszę zaznaczyć, że największym (i właściwie jedynym jaki zauważyłam) minusem Rimini jest duża liczba Rosjan… Są strasznie głośni, namolni i wręcz chamscy. Mieliśmy tego świetny przykład czekając właśnie na autobus. Gdy ten przyjechał prawie nas podeptali i staranowali! I po co, skoro kierowca zamknął drzwi, zadzwonił po drugi autobus i dopiero zaczął ich wpuszczać. Tak czy inaczej do drugiego też ledwo się zmieściliśmy, ale jechaliśmy! Droga trwa prawie godzinę ze względu na kręte uliczki i wysokości, ale widoki są przepiękne i zapierają dech w piersiach! Zawsze lubię podziwiać w takich okolicznościach mieszkańców, którzy takie widoki i atrakcje mają na co dzień, mnie sam widok parkowania przyprawia już o zawrót głowy.
San Marino to osobne państwo republikańskie położone na siedmiu wzgórzach. Jego korzenie sięgają początku IV wieku, kiedy to chrześcijanin św. Marinus osiadł na najwyższym ze wzgórz – Monte Titano, gdzie schronił się przed prześladowaniem panującego wówczas cesarza rzymskiego. Powierzchnia San Marino to zaledwie 61 km2. Jest bardzo małe, ale niezwykle urokliwe, wręcz bajkowe! Grzechem byłoby być tak blisko i tam nie pojechać.
Gdy dojechaliśmy do celu obok kursowała także kolejka wyglądająca jak z bajki, która za 3€ docierała niemal do samej góry San Marino.
Image
Podzieliliśmy się więc, bo my z Mateuszem uwielbiamy chodzić pieszo. Właściwie mapa nie była nam bardzo potrzebna, wystarczyło tylko iść w górę podziwiając jednocześnie widok na piękną przyrodę. San Marino jest właściwie całe samo w sobie zabytkowe, pełno jest tu dawnych fortyfikacji i dawnych placów, czy domów oraz otaczają go dawne mury, wzdłuż których podąża się na szczyty. Droga w znacznej większości jest wybrukowana, wąska i ma wiele schodów, odradzam więc szpilki.
Image
Po drodze mijamy wiele sklepów, najsłynniejsze są te z wyrobami ze skóry i perfumami, które można tu nabyć za bardzo przystępną cenę. Są tu też różne muzea m. in. wampirów, lub figur woskowych. Pierwsze miejsce, do którego dotarliśmy to kościół Chiesa di San Quirino, znacznie różniący się od większości kościołów, skromny, ale piękny. Dalej przeszliśmy przez Portanova do Placu św. Agaty (Piazza Sant’Agata) i okazałego kościoła św. Franciszka i Galerii Sztuki. Następnie skierowaliśmy się do głównej atrakcji, czyli Pierwszej Wieży (Primera Torre) zwanej też zamkiem lub twierdzą La Rocca o Guaita. Idzie się już coraz bardziej stromo w górę gdyż jest to najwyższe wzniesienie w San Marino – Monte Titano o wysokości 750m., widok jest przepiękny.
Image
Przy zamku zaczyna się także rozległy park (Parco Naturale). Zamek można zwiedzać na zewnątrz i w środku, cena jednorazowego wejścia to 3-4,5€ . Można też kupić bilet łączony, który upoważnia do wejścia do 5 muzeów i jest ważny przez 10 dni (9-10,5€). My jednak nie wchodziliśmy bo kolejka była dość spora, a my mieliśmy jeszcze trochę do zobaczenia. Dalej udaliśmy się do Drugiej Wieży (Seconda Torre) czyli zamku La Cesta o Fratta, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Starej Broni (Museo delle Armi Antiche).
Image
Jest stąd przepiękny widok na Pierwszą Wieżę! Dalej droga była już niemal jak w górach i wiodła do Trzeciej Wieży (Teraza Torre zwanej Il Montale). To była już zwykła wieża, jednak zlokalizowana z dala od centrum w samym środku parku robiła wrażenie, jest ona zamknięta dla zwiedzających. Po zobaczeniu wszystkich trzech wież trochę zgłodnieliśmy, a gdy przechodziliśmy koło Pierwszej Wieży upatrzyliśmy sobie dwie restauracje, które miały przystępne ceny i piękny widok. Postanowiliśmy zjeść w tej bliżej wieży – La Capanna i bardzo ją polecamy! Zanim jednak dotarliśmy zatrzymałam się przy którymś z kolei stoisku z galanterią i wprost urzekł mnie jeden z portfeli. Powiedziałam do Mateusza, że ten błękitny mi się podoba, na co sprzedawca wyskoczył jak z pod ziemi i zaczął z nami rozmawiać po polsku! Świetnie mu to wychodziło, choć był rodowitym sanmaryńczykiem. Powiedział nam, że dziś San Marino gra z Anglią w piłkę nożną (to by tłumaczyło skąd się ich tu tyle wzięło , oblężyli wszystko, gdzie nalewano piwo i byli głośniejsi niż rozkapryszone dzieci…), powiedzieliśmy, że będziemy kibicować! Poubolewaliśmy nad tym, że Polska przegrała z Niemcami, na co Pan powiedział „no, kurcze pieczone!” Na portfel dał nam jeszcze rabat i pochwalił Polki. Bardzo miły sprzedawca, a poziom języka godny pochwały.
Dotarliśmy do restauracji gdzie cudem zajęliśmy stolik, było tam ciasno i gwarno, ale przepięknie. Jedliśmy oczywiście na zewnątrz, gdzie zachowana była oryginalna podłoga z kamieni i mieliśmy widok na zamek i miasto na dole. Za obiad, deser (nieziemskie tiramisu) i kawę zapłaciliśmy niespełna 25€, więc naprawdę warto się tam zatrzymać.
Image
Po obiedzie ruszyliśmy na ciąg dalszy zwiedzania miasta. Doszliśmy do Bazyliki św. Maryna (Basilica di San Marino/ Basilica del Santo) jest ona poświęcona założycielowi kraju. Akurat przygotowywali się w niej do ślubu, niestety nie załapaliśmy się, by zobaczyć pannę młodą, przybył tylko pan młody. Bardzo żałowałam, bo mieli dekoracje w tym samym kolorze, czyli zainspirowanym pierwszym wyjazdem do Włoch i wizycie u Tiffaniego (tiffany blue).
Image
Dalej udaliśmy się trochę w dół na Plac Wolności (Piazza della Liberta) z Ratuszem (Palazzo Pubblico), który jest jednocześnie siedzibą rządu. Przed budynkiem stali strażnicy, którzy chętnie pozowali do zdjęć.
Image
Na placu stała także Statua Wolności. Tutaj też symbolicznie kończył się mur otaczający San Marino. Obok kursowała także kolejka linowa (teleferique), która dojeżdżała do Borgo Maggiore, gdzie znajduje się m. in. Sanktuarium (Santuario della Beata Vergine della Consolazione), teatr, Muzeum Historii Naturalnej i wiele innych, ale my już z kolejki nie korzystaliśmy, gdyż była do niej długa kolejka (do Borgo Magiorre kursowała także ciuchcia/ kolejka, która jechała na szczyt San Marino).
Image
Przeszliśmy przez Porta della Rupe i wracaliśmy wzdłuż murów na autobus powrotny do Rimini. Gdy doszliśmy zostało jeszcze kilka minut do odjazdu, a już był przepełniony, jednak po kilku minutach na trasie został podstawiony dodatkowy autobus i wracaliśmy już komfortowo. Doczytaliśmy, że autobus dojeżdża do Marina Centro, czyli blisko hotelu, nie musieliśmy już więc przesiadać się na komunikację miejską. Wróciliśmy do hotelu na odpoczynek. Wieczorem poszliśmy tradycyjnie do Lorda Nelsona na kolację i na mecz, by kibicować San Marino. Niestety przegrali, ale są oni tak optymistycznymi ludźmi, że na pewno nie zmartwili się zbytnio porażką. Później przeszliśmy się trochę po Rimini, bo był to już ostatni wieczór tutaj. Nazajutrz przenosiliśmy się już do Bolonii.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#4 PostWysłany: 20 Sty 2016 23:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 19
Loty: 33
Kilometry: 46 873
Krajów: 10 / 4.7%
W poprzednich częściach zwiedzaliśmy Florencję, Rimini, San Marino. Teraz przenosimy się na dwie noce do pięknej Bolonii.

Dzień 5.
Ostatni dzień w Rimini chcieliśmy spędzić na plaży. Po śniadaniu zabraliśmy ręczniki i ruszyliśmy na pożegnanie z morzem. Około 12 wróciliśmy do hotelu po ręczniki, zachciało nam się bowiem jeszcze kąpieli, niestety okazało się, że pomyliliśmy godziny check-outu, który nie był o 14, a właśnie o 12. Na szczęście obsługa była miła i poczekała, aż się uporamy z bagażem, mogliśmy go też zostawić do czasu wyjazdu (o 15 mieliśmy pociąg do Bolonii). Udaliśmy się więc na spacer i zbieranie muszelek. Muszle są tam przepiękne, czasem można trafić na naprawdę ciekawe okazy – Michał znalazł chyba najoryginalniejszy – mianowicie sztuczną szczękę. Nie wiem czemu nie dołączył jej do kolekcji…
Po powrocie odebraliśmy bagaże i pojechaliśmy na dworzec. Bilety kupiliśmy w automatach, skasowaliśmy i zaraz przyjechał nasz pociąg, do Bolonii jechaliśmy 1,5h. Na dworcu nie było dostępnych darmowych mapek, więc skorzystaliśmy z mapy offline w telefonie i hotel wydawał się dość blisko, bo 2 km, jednak z bagażami trochę nam to zajęło. W sumie za pół godziny byliśmy już w hotelu. Pokoje trafiliśmy naprawdę okazyjnie, a hotel 4* był przepiękny, najlepszy w jakim byliśmy: duże przestronne pokoje z aneksem, balkonem i dużą łazienką. Dostępem do kawy, herbaty, wody i z wliczonym śniadaniem. W hotelu dostaliśmy też mapko – ulotkę z najważniejszymi informacjami, była bardzo przydatna. Odświeżyliśmy się więc i ruszyliśmy na obiadokolację bo była już prawie 17. Do centrum doszliśmy w około 20 minut. Zatrzymaliśmy się jeszcze na kawę i ciacho, żeby mieć siłę wytrzymać do kolacji.
Image
Droga z hotelu była dosłownie prosta. Do starego miasta wchodziło się przez bramę Porta San Felice, która wyznaczała granicę. Dookoła starego miasta jest aż 9 takich bram, przy wlocie każdej głównej ulicy. Idąc, już w połowie drogi znajdowaliśmy się na wprost najbardziej charakterystycznej wieży w Bolonii.
Image
Wieże, a dokładnie 200 wież, było symbolem Bolonii. Kiedyś znajdowały się w całym mieście i stawiane były w obronie przed wrogiem, dziś niestety zostało tylko kilka, z czego właściwie tylko Torre degli Assinieli (najwyższa, mierząca ponad 97m) jest tak okazała i dostępna dla zwiedzających. Stojąca obok niej niższa wieża była budowana jako pierwsza, ale zauważono, że jest ona pochyła i zaprzestano budowy, gdyż groziło to zawaleniem, dlatego nie została ukończona. Nie sposób było więc odmówić sobie wejścia na symboliczną wieżę Assinieli. Cena wstępu to 3€, nie było w niej windy, cała droga prowadziła przez wąskie schody. Widok z wieży był niesamowity: panorama pięknego skąpanego w słońcu miasta pełnego ciasno postawionych czerwonych budynków.
Image
Gdy zeszliśmy z wieży skierowaliśmy się do głównego placu: Piazza Maggiore, po drodze przechodząc przez Piazza del Neptuno, na którym znajdowała się piękna fontanna Fontana del Nettuno, gdzie wrzuciliśmy na szczęście po centusiu.
Image
Dookoła placu znajdował się tył budynku Palazzo Re Enzo (dostępny dla zwiedzających, w środku była także informacja turystyczna, odbywają się tu także imprezy), a naprzeciwko znajdował się okazały budynek Biblioteki (Biblioteca Sarabolsa), gdzie można było przycupnąć na schodach. Obok był budynek Ratusza (Palazzo Comunale) przy którym wychodziło się już na główny plac Piazza Maggiore. Plac był ogromny, dookoła same zabytkowe budowle: kolejne trzy pałace: Palazzo d’Accursio (stanowiący część Pałacu Miejskiego, jest tu także muzeum sztuki), Palazzo dei Notai i Palazzo dei Banchi. Do placu przylega także bazylika Basilica di San Petronio. To jeden z najpiękniejszych placów jakie widziałam.
Image
Co mi się też bardzo w Bolonii spodobało, to to że zabytki są świetnie oznaczone, także te których nie ma w przewodnikach posiadają tabliczki z nazwą i opisem danego zabytku - to bardzo pomaga przy zwiedzaniu. Gdy przyszliśmy na plac rozłożona była wielka scena i zebrało się już sporo osób na rynku, okazało się, że jest tu wielki koncert z okazji jubileuszu radia, na którym występować miał m.in. Alvaro Soler. My załapaliśmy się na same próby, gdyż właściwy koncert był planowany na 20-tą.
Image
Dalej przechadzaliśmy się uliczkami starego miasta, pełnymi restauracji, sklepów z serami i mięsem i upajaliśmy się klimatem. Co ciekawe Bolonia chyba nie jest jakimś bardzo turystycznym miastem, bo nigdzie nie mogliśmy znaleźć magnesów, ani innych pamiątek. A szkoda, bo jest naprawdę piękna, trochę tajemnicza z pięknymi zabytkami, urokliwymi uliczkami i pysznym jedzeniem! Zatrzymaliśmy się na kolację w jednej z małych restauracyjek przy stoliku na zewnątrz. Bo jak być w Bolonii i nie spróbować sosu bolońskiego? Zamówiłam lasagne bolognese, Mateusz tortellini ragu (coś podobnego do bolognese). Pan kelner przyniósł nawet osobny taboret dla mojej torebki. Przed daniem otrzymaliśmy pyszne bułeczki i parmezan, a danie główne było przepyszne.
Image
Pyszne jedzenie, piękne miasto, po prostu dolce vita. Po kolacji poszliśmy jeszcze na mały spacer po starówce, podziwiając piękne, zabytkowe budowle, kamienice i kościoły i powoli kierowaliśmy się w stronę hotelu, bo na plac napływało już mnóstwo ludzi na koncert. Po drodze zaopatrzyliśmy się w owoce i soki – jest mnóstwo sklepików jeden przy drugim, prowadzonych przez obcokrajowców i warto tam kupować ponieważ jest dość tanio, aczkolwiek wieczorem trochę strasznie. Dotarliśmy do hotelu, rzuciliśmy jeszcze okiem na połączenia do Wenecji, gdyż to był nasz jutrzejszy cel i poszliśmy spać.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#5 PostWysłany: 21 Sty 2016 11:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 19
Loty: 33
Kilometry: 46 873
Krajów: 10 / 4.7%
To już ostatnia część relacji z podróży poślubnej do Włoch. Zapraszam do poprzednich części, gdzie opisywałam pobyt we Florencji, Rimini, Bolonii i San Marino :)
Teraz zapraszam do pięknej Wenecji:

Dzień 6.
Dzień zaczęliśmy bardzo wcześnie rano – już o 7 poszliśmy na śniadanie, a właściwie ucztę. Jeszcze nigdy nie widziałam tak genialnego szwedzkiego stołu i choćby dla niego warto tam jechać. Chyba z 50 rodzajów wypieków na słodko – raj. Do tego warzywa, owoce, nabiał, wędliny, potrawy na ciepło, sałatki, co tylko dusza zapragnie. Do tego kelner parzący kawę. Aż nie chciało się wychodzić. Ale trzeba było i to raźnym krokiem, bo po 8 mieliśmy pociąg do Wenecji. Bilet kosztuje (oczywiście zawsze wybieramy te najtańsze w 2-giej klasie) 12,10 €, a pociąg jedzie około 2h. Prawie wszystkie miejsca były zajęte, ale podróż minęła spokojnie i tradycyjnie pociąg dojechał na czas. Po wyjściu kupiliśmy w automacie od razu bilety powrotne i wyszliśmy z dworca, aby wreszcie zobaczyć tę osławioną Wenecję. Po Wenecji (jak po wielu miastach turystycznych) kursuje autobus hop on – hop off, czyli autobus turystyczny, piętrowy, który porusza się wyznaczoną trasą i zatrzymuje się przy wszystkich ważniejszych zabytkach. Kupując bilet można przez całą dobę (lub dłużej zależnie od kupionej opcji) dowolnie z niego wysiadać i wsiadać. Są one jednak drogie – w Wenecji jest to 27€ za jednodniowy bilet. Jedno co dobre to ich mapki, które rozdają jako ulotki, gdyż właśnie zaznaczone są wszystkie ważniejsze miejsce. Minusem jest to, że nie są zbyt precyzyjne i nie wszystkie ulice są podpisane. Najważniejsze jednak, że są darmowe i dają obraz zwiedzanego miasta. Tak więc wzięliśmy taką mapkę i udaliśmy się do tramwaju wodnego – który jest tańszą opcją poruszania się po Wenecji. Bilet w 1 stronę kosztuje 7,5€. My spod dworca postanowiliśmy skierować się do Placu św. Marka (dalej tramwaj płynął już na wyspy – Lido i Murano i moglibyśmy nie zdążyć zwiedzić wszystkiego w jeden dzień, choć na pewno warto je zobaczyć, jeśli ktoś dysponuje większą ilością czasu) i stamtąd zwiedzać Wenecję na piechotę.
Image
Sam rejs odbywał się głównym kanałem (Canale Grande) i raczej nie jest jakoś bardzo komfortowy, dobrze więc zająć miejsce na zewnątrz, na końcu tramwaju, by mieć najlepszy widok i mieć czym oddychać. Przygotować się trzeba jednak na jakieś 40 minut stania, bo krzesełek jest jak na lekarstwo. Mimo to nie ma co narzekać – widok rekompensuje wszystko. Wysiedliśmy na placu św. Marka i ruszyliśmy na podbój Wenecji.
Image
Ma ona niepowtarzalny klimat i mimo ogromnego upału nic nigdzie nie śmierdzi. Za to nie można oderwać oczu od pięknych widoków zwłaszcza na lagunę wenecką z małymi wysepkami i przyciągających turystów budek z pamiątkami, które są przepiękne – maski, ubrania, wachlarze, magnesy… coś pięknego.
Image
Sam plac zostawiliśmy sobie na później i poszliśmy wzdłuż kanału. Najpierw przeszliśmy przy Ogrodach Pałacowych i wzdłuż Pałacu Dożów i kawałek dalej zauważyliśmy Most Westchnień (Ponte dei Sospiri).
Image
Dla romantyków mam złą wiadomość, ta nazwa pochodzi nie od westchnień kochanków, ale od więźniów, którzy wychodzili na ten most przed karą śmierci, by ostatni raz westchnąć nad pięknem Wenecji (bądź swego żywota). Dalej doszliśmy do okazałego pomnika Vittorio Emanuelle II, przy którym można było zrobić sobie zdjęcie z osobami przebranymi w weneckie stroje.
Image
Doszliśmy do skrzyżowania Riva Ca di Dio i Fondamenta Arsenale i szliśmy wzdłuż rzeki rio d’Arsenale, która wiodła do słynnego weneckiego zamku, a właściwie kompleksu wojskowo- stoczniowego Arsenał, w którym dawniej powstawały okręty wojenne i statki handlowe, a obecnie mieści się tu Muzeum Morskie (Museo Navale). Nie jest ono na co dzień dostępne dla turystów, jedynie podczas weneckiego festiwalu Biennale (odbywa się co 2 lata, w lata parzyste między majem a październikiem) dostępne są czasowe wystawy. Sam budynek jest okazały i z daleka widać już jego potężne fortyfikacje.
Image
Przeszliśmy przez piękny most Ponte de l’Arsenal (del Paradiso) i weszliśmy w głąb Wenecji przy Bibliotece „Dante Alighieri” z pięknymi kamiennymi posągami lwów. Znaleźliśmy się wśród pięknych kościołów, kamienic z oknami pełnymi kwiatów, wąskich uliczek i pięknych równie wąskich kanałów z pięknymi mostami – to był dopiero widok. I do tego te wspaniałe sklepiki z jedzeniem, maskami, biżuterią, ubraniami… Nie wiadomo, na co patrzeć.
Image
No i te bajeczne gondole, właściwie dopiero w tych ciasnych uliczkach można było się im lepiej przyjrzeć – każda była inna, pięknie wyrzeźbiona, ozdobiona, z wymyślnymi siedzeniami. I gondolierzy, którzy do perfekcji opanowali sterowanie tą wąziutką łódką stojąc na samym jej skrawku – chapeau bas! Niestety nie stać nas było na gondolę – cena za rejs ok. godzinny to 80-100 €, choć myślę, że atrakcja warta swojej ceny.
Image
Błądziliśmy tak sobie tymi uliczkami, gdyż w Wenecji nie sposób się nie zgubić, choć myślę, że zaliczyć to należy do jej autów – wtedy dopiero można dostrzec jej prawdziwe piękno. W Wenecji nie ma typowych drogowskazów, trzeba patrzeć na kamienice, jeśli na którejś jest tabliczka z napisem (właściwie kierują tylko do głównych miejsc, takich jak: Plac św. Marka, czy stacji Santa Lucia) to znaczy, że w tę uliczkę przy kamienicy należy skręcić. Nie jest to zdecydowanie łatwe zadanie. I my ulegliśmy czarowi zakupów w Wenecji: kupiliśmy mnóstwo pamiątek: maski (należy sprawdzać, czy są oryginalne- mają wtedy charakterystyczną pieczęć, że są wykonane w Wenecji), magnesy (warto patrzeć na cenę, można je dostać już od 1€ a jeśli kupimy więcej to nawet taniej), wachlarze itp. Wszędzie właściwie warto patrzeć na ceny, mogą się naprawdę bardzo różnić w różnych miejscach i nie kupować w pierwszym lepszym sklepiku, czy budce. Bardzo mało też jest tu sklepów spożywczych, więc lepiej się wcześniej zaopatrzyć w to co potrzebne. Powróciliśmy na Plac św. Marka, który był ogromny, pełen turystów, ale zachwycająco piękny!
Image
Przede wszystkim ogromna Bazylika św. Marka robiła niesamowite wrażenie. Na placu stała też potężna dzwonnica Il Campanile. Do tego zaraz obok okazały Pałac Dożów i widok z placu na lagunę – bajka! Naprzeciwko Pałacu znajdowała się Biblioteka Narodowa (Biblioteca Nazionale Marciana) a pomiędzy znajdowały się dwie wysokie kolumny (San Marco i San Todaro). Pozostałą część placu zajmują luksusowe sklepy i restauracje, gdzie rachunki z pewnością przyprawiają o zawrót głowy. Jeśli o mnie chodzi, wolę małą przytulną kawiarenkę, trattorię lub osterię z dala od zgiełku, w klimatycznej uliczce i tańszą.
Image
Wracając do wycieczki – poszliśmy dalej sobie błądzić między uliczkami, a ostatnim naszym punktem był most Ponte Di Rialto. Niby niedaleko od placu, a jednak trochę nam zajęło zanim do niego doszliśmy. Jakie było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że jest on w remoncie i po pierwsze nie zobaczyliśmy go, a po drugie pokrzyżował nam plany dojścia do dworca. Na Wielkim Kanale jest bowiem naprawdę mało mostów, a do tego nie da się iść wzdłuż kanału tylko wciąż trzeba wchodzić w boczne uliczki. Postanowiliśmy więc, że wrócimy do Placu św. Marka i będziemy kierować się tabliczkami na kamienicach, które będą prowadzić do Piazzale Roma tuż przy dworcu. Z małymi perturbacjami i przerwą na pizzę (za ostatnie pieniądze… dobrze, że kupiliśmy już bilety na pociąg) dotarliśmy do stacji. Pociąg odjeżdżał za kilkanaście minut, rzuciliśmy więc ostatni raz okiem na cudną Wenecję i wróciliśmy do Bolonii.
Droga z dworca była długa, bo byliśmy już zmęczeni. Po krótkim odpoczynku i odświeżeniu się postanowiliśmy iść do jakiejś restauracji w pobliżu. Na ulotce z hotelu było kilka wymienionych, więc wybraliśmy tę najbliżej. Pani w restauracji okazała się Ukrainką, zaraz więc znaleźliśmy wspólny temat. Co do kuchni to niestety szału na nas nie zrobiła, czuć, że nie była typowo włoska. Zamówiliśmy 3-daniową kolację, a nawet nie zmieniano nam do posiłku sztućców. Czar prysł już zupełnie, gdy do dań doliczono nam nieszczęsne coperto. Ale za to byliśmy najedzeni, więc wróciliśmy do hotelu. Ten czas naprawdę szybko zleciał… Jutro rano wracaliśmy już do Polski.

Dzień 7.
Na ostatni dzień nic poza śniadaniem nie planowaliśmy, gdyż już po 10 mieliśmy samolot.
Image
Jako, że autobus na lotnisko jest stosunkowo drogi (6€) to bardziej opłacało się skorzystać z taksówki. Poprosiłam Panią w recepcji o zamówienie dużej 6-osobowej taksówki, niestety trafiłam na niezłą jędzę (inaczej jej nie nazwę) i nie dość, że owej taksówki nie zamówiła, bo powiedziała, że mam jej nie zawracać głowy, zrobi to przed wymeldowaniem, to jeszcze zamówiła tylko 1 taksówkę! Część z nas była już na lotnisku, a pozostałej trójki wciąż nie było, a do odlotu coraz mniej czasu… Po ponownej interwencji Pani zamówiła kolejną, uwaga: 6-osobową! Także gdybyście byli w tym hotelu (który naprawdę polecam) radzę omijać szerokim łukiem blondynę z mocnym makijażem – taka mała dygresyjka. Na szczęście zdążyliśmy na lot i wszystko dobrze się skończyło. Lotnisko w Bolonii jest dość mało, szybko więc znaleźliśmy naszą bramkę i już niedługo lądowaliśmy w Warszawie.

Reasumując, mimo krótkiego czasu zobaczyliśmy spory kawałek Włoch, zdążyliśmy pozwiedzać, poopalać się, powypoczywać czynnie i biernie, zjeść pyszne specjały włoskiej kuchni, poszerzyć wiedzę o włoskiej kulturze i po prostu nacieszyć się wakacjami.
Zdecydowanie polecam Włochy na krótszy lub dłuższy wypad!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 5 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
cron
phpBB® Forum Software © phpBB Group