| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Weekend z zorzą na Grenlandii weekend-z-zorza-na-grenlandii,1507,188787 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | hiszpan [ 25 Wrz 2026 15:13 ] |
| Temat postu: | Weekend z zorzą na Grenlandii |
Właściwie to tytuł powinien brzmieć „Weekend z żoną na Grenlandii” Jak się domyślacie, dzieciaki się po prostu obraziły. Nie trafiały do nich tłumaczenia, że rocznica, że chcemy świętować sami i się nam po prostu należy. Na hasło „Grenlandia” obsiadły mnie dookoła z błagalnymi oczami licząc, że się ugniemy. Moja małżonka wzięła moją stronę coś tam im w zamian na pewno im obiecując i jedziemy sami. Juppi!! No i właśnie w kwietniu namierzyłem promocję Air Greenland do Nuuk za 2900zł z Kopenhagi (do której, jak wszyscy wiemy, można się łatwo i tanio dostać). Niestety nie mam już we wrześniu wolnego urlopu więc musimy skrócić nasz pobyt tylko do trzech dni. Cena była za 5 dni więc skrócenie powoduje dodanie jeszcze dwóch stówek do biletu. A co tam, w końcu to ważna rocznica Cieszy mnie niezmiernie, że lecimy do Nuuk (pomimo chrapki na Arctic Circle Trail) bo tam właśnie wylądował jeden z moich ulubionych bohaterów – Walter Mitty z „Sekretnego życia Waltera Mitty”. Motto Life’a mam wydrukowane na ścianie w salonie – „To see the world, things dangerous to come to, to see behind walls, draw closer, to find each other and to feel, That’s the purpose of LIFE”. Na pewno odświeżymy sobie ten film w hotelu na miejscu. Nie nudzi mi się oglądając go n-ty raz, zwłaszcza, że kilka scen dzieje się właśnie w Nuuk. No właśnie – hotel w Nuuk. Jak się domyślacie ceny zwalają z nóg. Na szczęście z pomocą przychodzi serwis trip.com który ścina cenę wybranego hotelu (HHE Express) o prawie 30% w stosunku do portalu na B.! No pięknie i to do tego śniadanie w cenie. Plan jest prosty. W piątunio po pracy lecimy do Kopenhagi – tam wyjście na miasto-by-night a rano w sobotę Air Greenland (ich charakterystyczny, czerwony A330 też gra w filmie) zabiera nas do Kangerlussuaq. Tam tylko przesiadka na kolejny, krótki lot do Nuuk. Powinnyśmy być na miejscu przez 12 w południe w sobotę. Powrót w poniedziałek o 21.30 z lądowanie w Kopenhadze o 6 rano we wtorek. O 8 jest tani SAS do Warszawy więc w pracy będę na 10.00 😊. Niestety pewnego lipcowego dnia dostałem nieprzyjemnego maila z Air Greenland, że zmieniają rozkład na wrzesień i przyśpieszają nasz powrót do Kopenhagi o 9 godzin. Skraca mi to trochę plany na poniedziałek, ale nie mam żadnej innej opcji oprócz całkowitego zrezygnowania z podróży i zwrotu biletów (SASa by się już nie dało). No trudno. Lecimy mimo to. No i nadchodzi ten upragniony dzień. Pakuję ciepłe rzeczy do ubrania (bo w ciągu dnia będzie niewiele ponad 5C a nocy mróz). Patrzymy na prognozę pogody. Jeszcze tydzień przed wylotem zapowiadany jest deszcz i chmury na cały weekend. Ale w czwartek w prognozie wychodzi słońce, najpierw w poniedziałek a potem również w niedzielę SAS na CRJ-cie szybciutko zabiera nas do stolicy Danii. Zabukowałem nocleg blisko dworca kolejowego w taniej sieciówce turystycznej Cabinn City. Idziemy na wieczorne zwiedzanie miasta (oczywiście byłem w Kopenhadze wiele razy ale tak samemu romantycznie z małżonką to po raz pierwszy): Wylot w sobotę mamy o 7.50. Pod bramką czeka na nas A330-800neo Air Greenland. Samolot jest w tamtą stronę prawie pusty. Bez problemu wybrałem miejsca w rzędzie awaryjnym całkowicie za darmo. Po drodze do Kangerlussuaq linia serwuje śniadanie na ciepło. Przed lądowaniem całkiem ładne widoczki. W Kangerlussuaq mamy prawie półtorej godziny przerwy. Okazuje się, że nie wypuszczą nas do terminala ale bezproblemowo opuszczam samolot po schodkach żeby zrobić parę fotek tej malutkiej osady i wielkiego pasa startowego, pamiętającego jeszcze czasy zimnej wojny. Skok to Nuuk to tylko 30 minut. Ładnie okrążamy zatokę mając półwysep z Nuuk jak na dłoni. Na wodzie widać … góry lodowe! Co najważniejsze wita nas piękne słońce!!! No wspaniale, prognoza deszczowa się nie sprawdziła! Z płyty wędrujemy prosto do nowego terminala. Nuuk ma komunikację autobusową. Jest fajna stronka, gdzie wszystkie linie (w porywach 5) mają lokalizację i widać, gdzie znajduje się dany autobus. Jest to łatwe, bo w weekend jeżdżą tylko 4 autobusy wszystkich linii 😊. Bilet jednorazowy kosztuje 20 koron i kupuje się go u kierowcy. Rozkminiłem cały rozkład autobusów w Nuuk w 10 minut. Linia lotniskowa ma numer 3 i wiezie nas do centrum Nuuk w około pół godziny. W autobusie prawie sami autochtoni czyli Innuici. Sporo matek z dzieciakami. Sprawdzam w necie i stanowią prawie 90% populacji Nuuk. Miasto ma około 19 tysięcy mieszkańców. Jedna trzecia Grenlandczyków mieszka w stolicy. Przystanek mamy pod samym hotelem! Jest 12 w południe, piękne słońce a my mamy już pokój. Robię szybko rewizję moich planów. Przekładam „zwiedzanie” Nuuk na niedzielę i decydujemy się pójść na upatrzony szlak w góry. Wystarczy wsiąść w autobus nr. 1, który zatrzymuje się dokładnie na początku szlaku Quassussuaq Circular Trail. Mamy około 7-8 kilometrów do przejścia w dość łatwym terenie z niewielkim przewyższeniem 245m. Oczywiście zabraliśmy buty trekkingowe. Tak więc niecałą godzinę po wylądowaniu ruszamy już na szlak. Na początek zagroda z pięknymi końmi ale to obok szlaku. Rzut oka na kolorowe budownictwo: Wschodnia część Nuuk zwana Qinngorput, widok z pierwszego wzgórza. A centrum widać na horyzoncie: Po drodze piękne jeziora, na początek Quallussuaq: Szlak ma piękne oznaczenie: Mijamy małe wodospady: Potem kolejne jeziora wyżej, ale już malutkie: Trochę chodzenia po kamieniach, mam deja-vu z trekkingu pod K2 😊. Ale oczywiście to kilkaset metrów tylko tutaj, reszta jest mila i spokojna. Po przejściu przełęczy otwiera się widok na fiord Nuup Kangerlua: Jest naprawdę ładnie i to pomimo dość przejmującego zimna. Widok na drugą stronę Nuuk: I stację radarową. Szlak kończy się małym parkingiem. Stąd trzeba jeszcze 3 kilometry asfaltem dojść do przystanku autobusowego. Obserwujemy lądującego Dasha z jakiejś lokalnej podróży: Przy lotnisku przystanek duńskich Merlinów AW101: Wracamy znowu trójeczką do centrum Nuuk po ładnych 4 godzinach na świeżym powietrzu. Po południu idziemy do knajpki Cafe Esmeralda na polecaną w sieci słynną zupę rybną. No jest rzeczywiście przepyszna! Gigantyczna porcja prawie nie do przejedzenia. Do tego lokalne piwko: Wybór z kija też spory: Cała partia lokalnego browarku ma odwrotnie przyklejone etykiety. Pewnie jakiś kolekcjoner zaciera ręce, bo za kilkadziesiąt lat ta butelka będzie warta fortunę…. Wracamy do hotelu wieczorkiem na nasz zaplanowany seans filmowy. Trzeba też odespać ranne wstawanie w Kopenhadze i trudy trekkingu. Nagle budzi mnie głośne pikniecie telefonu. Patrzę na ekran, jest około 23-ej i taki komunikat się wyświetla: Miałem tą apke (Aurora) zainstalowaną już dawno temu. Ustawiłem parę tygodni wcześniej Nuuk jako lokalizację, ale jako że miało padać cały weekend to całkiem o tym zapomniałem. Wyglądam przez okno w ciemność a tam…. na niebie tak jakby coś co wygląda jak ślad po smudze kondensacyjnej samolotu! Jaki samolot, tutaj i o tej porze? Przez okno słabo widać, budzę małżonkę, ubieramy się pośpiesznie i wychodzimy przed hotel. Widok zwala z nóg! Zorza!!! Ale jaka! Całe niebo płonie na zielono. Zorza zmienia kształty i położenie, przemieszcza się ale jest cały czas baaaardzo mocna. Nie możemy się napatrzeć. Nagrywam krótki filmik, normalnie z ręki telefonem: Przed hotelem mamy stary cmentarz. Wykorzystuję krzyże jako statyw do aparatu i telefonu. No ujęcie zorzy na tle krzyży wygląda nawet dla nas nieziemsko. Jakby ktoś odprawiał czary nad grobami. Chce nam się śmiać – dostaliśmy tak niesamowity i niespodziewany prezent na rocznicę ślubu od Matki Natury! Siedzimy chyba godzinę na dworze. To cały czas centrum Nuuk z pełni oświetlonymi budynkami. Zorza jest tak intensywna, że światło miasta nie przeszkadza w obserwacjach. Po godzinie zjawisko zaczyna przygasać i wracamy do hotelu. Pani z obsługi wita nas z uśmiechem – Tak, to dla nas dość normalne, ale przyznaję, że dziś była wyjątkowo intensywna. W Polsce jest już 3 w nocy, ale oczywiście nie możemy się powstrzymać w wysłaniu tych fotek naszym dzieciakom. Już w duchu widzimy jak się poryczały. No nie robimy tego przecież po złości, będą miały swoje rocznice to sobie też tu przyjadą…. Stay tuned… | |
| Autor: | hiszpan [ 03 Paź 2026 11:14 ] |
| Temat postu: | Re: Weekend z zorzą na Grenlandii |
Nazajutrz jest niedziela i mam dla mojej małżonki niespodziankę – półdniowy rejs przez fiordy do opuszczonej osady Qoornoq. Łódka wypływa o godzinie 11 rano z miejsca zwanego Tide Water Steps. To 15 minut spacerkiem od naszego hotelu. Mamy więc spokojny poranek i czas na pyszne hotelowe śniadanko (na szczęście dla portfela w cenie). Takie widokowe rejsy organizuje Nuuk Water Taxi. Swój zabukowałem już w czerwcu i rzeczywiście mieliśmy 100% obłożenie. Widok na port: Tak wygląda nasza łódka przy nabrzeżu w Nuuk. Obok do dwóch podobnych pakuje się cała klasa lokalnej młodzieży z opiekunami i prowiantem – mają fajną wycieczkę szkolną. Naszą przewodniczką jest młoda Innuitka płynnie mówiąca po angielsku. Towarzystwo mocno międzynarodowe, nie ma żadnego Duńczyka. Jest nas raptem tylko 12 osób. Ciekawostką w naszej grupie jest matka z córką o aparycji wybitnie innuickiej, rozmawiające ze sobą płynnie po angielsku. Kiedy je zagaduje okazuje się, że pochodzą z Alaski i też są Innuitkami. No jesteśmy świadkami spotkania dwóch odległych plemion innuickich na jednym stateczku. Co ciekawe oczywiście rozmawiają z naszą przewodniczką po angielsku, ale starsza pani twierdzi, że rozumie znaczenie co któregoś słowa w lokalnym narzeczu grenlandzkim w którym nasza przewodniczka porozumiewa się ze sternikiem łodzi. Opuszczamy Nuuk podziwiając przy pięknej pogodzie zabudowania inne statki miasta z pozycji wody. Przed nami fiordy i góry. Ale całe morze zawalone jest górami lodowymi, które musimy omijać. Spotykamy inną łódkę krążącą wokoło – to zwiastuje pojawienie się wieloryba. I rzeczywiście, widzę na godzinie 11 wielki wytrysk pary wodnej na wodzie – mamy humbaka! Niestety jesteśmy dość daleko od niego i na dodatek oddala się w inna stronę niż płyniemy więc nie gonimy go, pomachał nam tylko wielką płetwą i popłynął gdzieś w siną dal. Mijamy lodowiec Sadelo: Spływająca z niego woda tworzy wodospad Sermitsiaq: Kanał się zwęża i pojawia się coraz więcej gór lodowych. W pewnym momencie mamy wszyscy wrócić do środka, bo lodu jest już tak dużo, że trzeba będzie mocno pomanewrować naszą łodzią aby w nic nie trafić. Po około dwóch godzinach od wypłynięcia pojawia nam się na horyzoncie Qoornoq – opuszczona dość dawno oryginalna wioska grenlandzka. Qoornoq założono około roku 1854 a opuszczono w 1971. Była to tętniąca życiem lokalna osada gdzie ludzie zajmowali się połowami dorsza. Zlokalizowana też była tu przetwórnia, gdzie ryby oprawiano, suszono a także pakowano do soli. Na jesieni mieszkańcy polowali na miejscowe karibu. Ślady pierwszego osadnictwa na tym półwyspie pochodzą już z 2000 lat przed naszą erą. Niestety w latach siedemdziesiątych rząd duński postanowił „zaopiekować” się mieszkańcami Grenlandii na swój sposób i zlikwidował Qoornoq i 20 podobnych osad i przeniósł na siłę wszystkich mieszkańców do większych miast takich jak Nuuk, budując blokowiska z wielkiej płyty Wysiadamy z naszej łódki na stały ląd: Pięknie ją widać za moment na tle lodu w wodzie. Zaczynamy zwiedzanie od małego półwyspu gdzie mieściły się przetwórnie: Jest początek września, w Polsce upały a tutaj już oddech zimy. Ponieważ to niedziela to widzimy kilka łódek miejscowych. Dzieciaki bawią się na plaży …. oczywiście na „grenlandzki” sposób. Plaża Domki są ładnie utrzymane. Ciekawostką jest miejscowy kościół, zbudowany w 1917 roku z bloków kamiennych (co jest rzadkością, bo buduje się tu z drewna). Nasza przewodniczka pozuje nam ładnie przed drzwiami. Ma klucz więc wchodzimy do środka. Podobno do dziś odbywają się tu ceremonie ślubne – oczywiście głównie wśród potomków dawnych mieszkańców. Na strychu kościoła zorganizowano małe muzeum: Wspinamy się na najwyższą górkę podziwiać okolicę: Trzeba wracać, wsiadamy na nasz statek obserwując stada mew polarnych. Mewy muszą uważać bo z góry polują na nie bieliki, które tu też występują: No po południu te góry lodowe zrobiły się naprawdę duże. Nasza przewodniczka opowiada, że taka duża ich ilość w fiordzie zwiastuje ciężką i śnieżną zimę. Na powrocie do Nuuk podziwiamy w słońcu kolorowe domki miasta. Zrobiło się niedzielne popołudnie. Znajdujemy kościół katolicki. Wiernych jest około 120 na całej Grenlandii a ksiądz przylatuje okazyjnie z Kopenhagi lub Liverpoolu. Dziś dla odmiany wybieramy kolejną polecaną knajpkę – Tapasbar Nivi. W menu drobne przekąski z miejscowych ryb i krewetek oraz burger z piżmowoła – palce lizać! Do tego robię przegląd miejscowych browarów 😊 Podziwiamy zachód słońca i wracamy do hotelu. O 23-ciej klasycznie pika mój telefon z informacją o zorzy. Zawczasu wybrałem sobie miejsce do obserwacji na małym wzgórzu nieopodal. No zorza się pojawia ale jest 5 razy mniej intensywna niż wczoraj. Zanika po około 40 minutach. Mamy więc zorzę zaliczoną dwa dni z rzędu 😊. Jutro ostatni dzień przeznaczony w końcu na zwiedzanie Nuuk. c.d.n. | |
| Autor: | hiszpan [ 09 Paź 2026 17:38 ] |
| Temat postu: | Re: Weekend z zorzą na Grenlandii |
Pozostał nam nieśpieszny spacer po mieście. Po śniadaniu udajemy się na punkt widokowy zwany Myggedalen. No piękne te kolorowe domki. Spacerujemy wokół nich przyglądając się co robią mieszkańcy. Nieopodal znajduje się wzgórze z pomnikiem jednego z założycieli Nuuk czyli dawnej Godthab. To luterański pastor Hans Egede. Założył małą osadę w 1728 roku. Koloniści ledwo przetrwali pierwsze zimy. Osada okazała się trwała i rozrosła się w większe miasteczko. Spod pomnika podziwiamy luterańską Katedrę Zbawiciela: Do środka nas nie wpuszczają, ale udaję się zobaczyć z daleka kobiety w ludowych strojach. U podnóża katedry nad wodą znajduje się wygodny deptak z widoczkami na zabytkowe budynki i waterfront. W morzu znajduje się rzeźba Matka Mórz – widoczna tylko podczas odpływu. Tu też jest najwięcej tablic wyrażających bezpośrednio stosunek Grenlandczyków do działań pewnego nieodległego mocarstwa…. 😉 Idziemy wzdłuż nadbrzeża. Kończą się ładne domki i zaczynają ….. olbrzymie blokowiska z wielkiej płyty! No tego widoku się nie spodziewaliśmy. Na końcu za Nuuk’ boardwalk znajduje się stary cmentarz (zawsze zwrócony w kierunku morza zgodnie z tradycją). Wracamy do centrum podziwiając domki, kilka pomników i kolejne deklaracje o niezależności wyspy. Jeszcze centrum handlowe po pamiątki, coś na ząb i po południu wsiadamy w autobus nr. 3, który zabiera nas na lotnisko. Przylatuje po nas ten sam czerwony Airbus 330 linii Air Greenland. Tym razem to lot bezpośrednio do Kopenhagi. Po południu linia serwuje pełny obiadek z winkiem do wyboru. W Kopenhadze, do której przylatujemy już bardzo późno, korzystamy z tego samego hostelu co pierwszego dnia – Cabinn City. Rano SAS zabiera nas do Warszawy a ja już o 10-tej jestem w pracy…. No cudownie udała się nam rocznica ślubu. Grenlandia wczesną jesienią jest prześliczna. Wprawdzie widzieliśmy tylko okolice Nuuk ale i tak wspaniale spędziliśmy czas – no i jeszcze ta zorza!!! The End. | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |