Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 24 Sie 2016 02:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2016
Posty: 49
Loty: 72
Kilometry: 197 398
Krajów: 29 / 13.5%
3500 km autostopem, ponad 5000 km koleją transsyberyjską i 700 km transmongolską. 7 stref czasowych. 38 dni w podróży i 4 dni sraczki. 14 nocy w namiocie, 5 w kuszetce, 2 w autobusie, 2 na podłodze i 14 w hostelowych łóżkach. Wypatrzona jedna gobijska gazela, dziesiątki wielbłądów, setki orłów, tysiące koni i miliony Chińczyków.

Startujemy w Pekinie, gdzie spędzamy 4 dni. Jest tłoczno, głośno i gorąco. Zwiedzamy, smakujemy i obserwujemy, bo na rozmowy z lokalnymi nie mamy szans. Tutaj za Chiny nie dogadasz się po angielsku. Może w hostelu lub w knajpie opisanej w Lonely Planet, ale poza tymi miejscami jesteś skazany na język migowy i telefon z zainstalowanym tłumaczem. Internetu nie mamy. Na te kilka dni nie chciało nam się kombinować i obchodzić rządowej cenzury. Wielki chiński brat czuwa, a my staramy się zrozumieć, dlaczego wszyscy tutaj krzyczą, siorbią i plują pod siebie. Najgorsze jest charchanie i efekt tej czynności na chodnikach. Do tego mężczyźni suszący swoje spocone brzuchy podwijając koszulki pod szyję. No i toalety publiczne. Nie przeszkadza mi, że to tylko dziura w ziemi, ale dlaczego do licha bez żadnych ścianek? Publiczna od „załatwiania się publicznie”? Chiny to jednak inny świat. Warto przyjechać i doświadczyć samemu.

Image

Image

Image

Image

Image
Mur w Badaling, wcale nie taki zatłoczony

Po przekroczeniu granicy chińsko-mongolskiej wsiadamy do pociągu, który przewiezie nas przez pustynię Gobi. Widoki w czasie podróży warte każdej kropli potu wylanej w dusznym przedziale.

Image

Image

Jesteśmy w Ułan Bator. Ile to się naczytaliśmy, że to najbrzydsza stolica świata… No dobra, może i chaotyczna zabudowa, może i szarość blokowisk, może i wieczne korki, ale czujemy się tu dobrze. Dla nas ta mieszanka radziecko - chińskich wpływów w połączeniu z rozsypanymi po mieście jurtami to ciekawa egzotyka. Nomad pędzący na koniu przez środek miasta czy wielbłądy spacerujące chodnikiem – to Ułan Bator, bejbe!

Image

Image

Czekamy na Naadam – coroczne święto, podczas którego rozgrywane są tradycyjnie zawody w zapasach, łucznictwie i wyścigach konnych. To największe święto w Mongolii. Oprócz ciekawych występów, egzotycznych strojów na ulicach to również paraliż komunikacyjny, festyny z balonami i watą cukrową oraz szczyt ruchu turystycznego. Komu nie uda się zobaczyć wielkiego Naadam, nic straconego. Lokalne zawody odbywają się w różnych terminach w zależności od ajmaku (województwa).

Image

Image

Image

Image

Image

Udało nam się złapać autostop w postaci turystycznego busa (a raczej to on złapał nas). W ten sposób spędzamy 2 dni w parku narodowym Khorgo Terkhiin Tsagaan Nuur z niemiecką i mongolską parą, którzy zwiedzają kraj wynajętym autem z kierowcą.

Image

Image
Nad Jeziorem Białym

Image

Image

Image
Pola zastygłej lawy

Image

Po Mongolii podróżowaliśmy autostopem. Wg nas działa on tutaj wyśmienicie. I nie ma co się bać autostopu głęboko w stepie. Tam zatrzyma się każdy samochód, który będzie koło ciebie przejeżdżał. No chyba, że akurat nie przejedzie żaden... Brak miejsca w samochodzie również nie jest przeszkodą. Nie raz jechaliśmy osobowym autem z 6-osobową rodziną zapakowaną po brzegi. Nie wiem jakim cudem dopychali jeszcze nas. Najlepiej wspominamy podróże tam, gdzie kończyły się drogi, gdzie z zawrotną prędkością 30km/h mknęliśmy przez step. Droga już dawno zostawała za nami, a kierowca wyznaczał własne ścieżki pośród stepowych traw.

Image

Image

Image
Mury klasztoru lamajskiego Erdenedzuu chijd w Karakorum

Image

Image

Image

Image

Najlepszy transport trafił nam się, gdy drałowaliśmy kilometrami w deszczu z dręczącymi myślami, że jak tak dalej pójdzie, to najbliższe 50km będziemy musieli przejść pieszo. I wtedy pojawił się on, Nomad Wybawca, który zaprosił nas na noc do swojej jurty. Nocleg w gerze okazał się najzimniejszy ze wszystkich podczas tego wyjazdu. Jurta położona była na wyżynie (GPS wskazał 1800 m.n.p.m.), temperatura w nocy spadła więc znacznie. Nie pomógł nawet koc, którym zostaliśmy dodatkowo okryci. Mongolska rodzina miała niezły ubaw ze mnie zmarzlucha. Na nich takie temperatury nie robią wrażenia, co innego -40°C, z którymi muszą się mierzyć każdej zimy…

Image
Autostop z nomadem

Image
Połączenie tradycji z nowoczesnością

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Kuchnia w Mongolii bazuje na mięsie i produktach mlecznych. Je się tłusto a mongolska flora bakteryjna kompletnie nie współgra z europejską. U większości poznanych po drodze turystów żołądek manifestował swoje niezadowolenie. Nie inaczej było u nas. Ceny w knajpach wahają się w okolicach 5000T za danie, np. buuzy (pierogi z mięsem), gulasze, cujwan (makaron smażony z mięsem i warzywami). Do picia herbato – mleko, które najlepiej smakuje z głośnym siorbnięciem. W jurcie jedliśmy samodzielnie wypiekany borcog – chlebek w smaku przypominający babcinego pączka bez lukru. W połączeniu z czymś co przypominało masło – ser lub śmietano – masło stanowiło bardzo smaczne i syte śniadanie. A jako przekąskę je się różne rodzaje suszonych serów. Warto pamiętać, że tutejsza kuchnia jest uboga w warzywa i owoce, a na prowincji możecie ich w ogóle nie zobaczyć. Wspominałam o makaronie smażonym z warzywami? Tylko, że tym warzywem może być ziemniak.

Image

Image

Image
Poczęstunek w jurcie, borcog, śmietano-masło i ciepłe mleko

Image
Cudowna rodzina, u której spędziliśmy 2 dni. Kolacja w postaci placków ziemniaczanych smakowała wszystkim

Image
Królewskie łóżko i fotel Czyngis-chana w hotelu. W cenie brak bieżącej wody i wychodek na zewnątrz

Image

Podróżując po Mongolii po jakimś czasie przywyknęliśmy do widoku setek kóz i owiec przy drodze czy jaków, które ani myślały z tej drogi zejść. Ze zwierząt hodowlanych pełno tu właśnie kóz i owiec, konii i bydła. Są też wielbłądy. Mongolia zwierzętami stoi. A dają one wszystko, czego Mongołowie potrzebują: mięso, mleko, odzienie oraz opał – suche krowie placki idealne do kominka.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po 21 dniach w Mongolii przekraczamy granicę i trafiamy do Rosji. Chwila oddechu nad Bajkałem, zwiedzanie Irkucka i już siedzimy w legendarnym transibie. Przed nami ponad 5000 km i 4 dni w pociągu do Moskwy. Jedziemy 3 klasą tzw. plackartą. Wagon ma otwarte przedziały, co na pewno sprzyja integracji. Kilka razy dziennie są dłuższe postoje, na których można trochę odpocząć od kuszetki i ewentualnie uzupełnić braki w prowiancie. Do Moskwy docieramy w piątek rano i jeszcze tego samego dnia przekraczamy granicę z Łotwą. Potem Litwa, zwiedzanie Wilna i nocny autobus do Warszawy.

Image

Image
Pyszny wędzony Omul nad Bajkałem

Image
W Irkucku

Image

Image
Imponująca architektura drewniana, Irkuck

Image

Image
Transib od środka

Image
I tak przez 4 dni

Image
Babuszka peronowa, u której można kupić co nieco podczas postoju

W tej podróży pokochaliśmy autostop. Za to, że nigdy nie wiedzieliśmy co nas czeka, kogo spotkamy na swej drodze. Raz będzie to bogaty Mongoł w Toyocie Land Cruiser, który sunie 160km po szutrówce i częstuje cię Jack Daniels’em. Innym razem mongolska rodzina, która zabierze cie do swojego mieszkania, z którego nie wypuści przez 2 dni. W Rosji będzie to Drago, Serb, który akurat pędzi na granicę i te 600 km spod Moskwy przejedziesz w 4 godziny (to był pirat drogowy, ale bardzo miły pirat). Na Litwie będzie to para, która wieczorem zatrzyma się w mieście na środku drogi tuż przed oberwaniem chmury i uratuje twój tyłek. To będzie też Pani spod łotewsko-rosyjskiej granicy, która po zmroku pozwoli ci rozbić namiot pod swoim domem a rano przyniesie czajnik z gorąco wodą. I kochana Pani z Wilna, która zrobi ci drugą kawę, gdy dowie się, że brakuje ci 20 centów.
Autostop dał nam możliwość poznania wielu cudownych ludzi i zabrał nas tam, gdzie nie dostalibyśmy się sami.

Część filmowa:



Koszty na osobę:
bilet lotniczy WAW-KBP-PEK – 990 zł
autobus Pekin – Erlian: ok. 108zł, pociąg Zamyn-Ud – UB: ok. 67 zł, pociąg Irkuck – Moskwa: 407 zł, Ecolines, Wilno-Warszawa: 18 E
Sumarycznie koszt dotarcia do Pekinu samolotem i powrotu lądem – 1715 zł
noclegi – mniej niż 500 zł
wizy – 1032 zł. Niestety koszt nie do ominięcia. Chiny 260 zł, Mongolia 60E, Rosja 508 zł (można taniej, zależy od pośrednika)
pozostałe (jedzenie, bilety wstępów i inne) – 1040 zł
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group