Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 30 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
Offline
#21 PostWysłany: 02 Cze 2014 15:06 

Rejestracja: 19 Maj 2014
Posty: 33
Zbanowany
Pierwsza podróż do USA ( bilet faktycznie do Montrealu ).
W drodze powrotnej na lotnisku w Montrealu siedzę przy Gate ( jestem po całonocnej podóży Los Angeles - Montreal z przesiadkami w Las Vegas oraz Chicago - bo tak było najtaniej ) i niestety... przysnęło mi się. Budzi mnie pracownik lotniska, pytając czy nie lecę do Nowego Jorku, bo właśnie zamykają gate.. jeszcze trochę i nie wróciłbym do Europy.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#22 PostWysłany: 02 Cze 2014 17:37 

Rejestracja: 11 Sie 2010
Posty: 2555
HON fly4free
Ja w dokładnie ten sam sposób przegapiłem (a raczej przespałem) boarding w San Francisco. Całą noc wcześniej spacerowałem po Las Vegas, potem krótki lot do SFO i trochę za długa, 3-godzinna, przerwa. Zasnąłem na krzesełku, wszyscy byli tak mili, że mnie nie obudzili... Na szczęście pierwszy odcinek był United do Denver (potem Lufa...), miła pani bez żadnego problemu wydrukowała mi komplet kart pokładowych na loty dzień później...
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#23 PostWysłany: 02 Cze 2014 17:49 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 4239
Loty: 348
Kilometry: 685 062
Krajów: 64 / 29.8%
Wow :D Mogłabym się rozpisywać, ale napisze tylko o jednej wpadce.
Lądujemy w Paryżu, jedziemy już do centrum. Bilety na ROR zakupione z drobnych z kieszeni. W centrum przy przesiadce rzut okiem do portfela - PUSTY. Przetrzepane wszystkie kieszenie, torebki, bagaże, i nic. Zostaliśmy tylko z kilkoma drobnymi bez gotówki i bez kart a przed nami kilka dni w Paryżu i okolicy, podróż do Lionu i Saint-Étienne. Dzięki Bogu, że mam znajomych mieszkające we Francji i lecieliśmy cały wyjazd na pożyczonych pieniądzach.
_________________
Ιαπόνκα76
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#24 PostWysłany: 05 Cze 2014 20:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 980
Loty: 138
Kilometry: 294 716
Krajów: 30 / 14.0%
niebieski
Indie: Varkala. Bilety na pociąg do Palolem zabukowane przez internet na klasę sleeper. Wcześniej lataliśmy ale jak to? - nie przejechać się pociągiem w Indiach? No więc bilety zabukowane. Przyjeżdżamy na dworzec ok 1 h przed odjazdem. Miły Pan w okienku informuje nas że biletów nie ma. Pokazuje w komputerze, ze rezerwacja owszem, jest ale biletów nie ma (tak na marginesie do dnia dzisiejszego nie wiem gdzie był błąd:) ) Czyli co? Nie pojedziemy? Pojedziemy. Bardzo pomocny taksówkarz, który przywiózł nas na lotnisko tłumaczy, żebyśmy kupili bilety jakie są a jak przyjdzie konduktor to go na stronę, dycha w rączkę i on nam da sleepera albo nawet first class. Podoba nam się.
No to kupiliśmy te bilety. Klasa ostatnia w szeregu czyli drewniane ławki, kraty w oknach etc... W całym wagonie jesteśmy sami, już obmyslamy jak to w razie czego będziemy spać na ławkach(ok. 4 osobowych) i szerokich półkach na bagaż i jakoś się przemęczymy. Po 10 minutach na pierwszej stacji wagon się zapełnia. Wszystkie miejsca siedzące zajęte. Na następnej stacji okazuje sie, że jednak tych miejsc siedzących nie jest wcale 4 w ławce tylko 8. A na kolejnej, że te półki bagażowe nad nami to też miejsca siedzące. I podłoga też. Konduktor nie zjawił się nigdy. 22 godziny podróży. Pociąg trąbi z częstotliwością co 5 minut. Czyjeś gołe nogi dyndają mi przed nosem.Na ramieniu mojego męża śpi jakiś starszy Hindus, który budzi się co jakiś czas i składając ręce przeprasza go za te niedogodność po czym znów opada mu na ramię. Przejście do toalety graniczy z cudem więc nic nie jemy, wypijamy 1 butelkę wody na czterech. I co? I dzięki Ci, Boże za nieoczekiwane zdarzenia w podróży :lol:
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#25 PostWysłany: 23 Lip 2014 17:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lip 2013
Posty: 511
Loty: 31
Kilometry: 61 615
Krajów: 12 / 5.6%
niebieski
Podczas pobytu w Bułgarii(Złote Piaski 2012)z żoną i 10 letnią wówczas córką spotkała nas taka oto przygoda: córkę zaczęło boleć ucho,więc wezwaliśmy doktora.Bułgarski znachor pojawił się w hotelu,po czym podwiózł mnie karetką do apteki po medykament.Podczas jazdy odebrał telefon,po czym zapytał,czy może po drodze zboczyć ponieważ kolega potrzebuje pomocy-ja mu na to no problem.Zajeżdżamy pod jakiś hotel,"mój "lekarz wybiega z karetki,ja zdezorientowany obserwuję jak dwóch typów kopie innego lekarza,mój próbując też otrzymuje razy,po czym w pośpiechu obaj uciekają do karetki,w której siedzę ja....nie wiedząc jak się mam zachować...nie zdążyłem nawet pomyśleć co wypadało by zrobić...ja w Bułgarii w karetce pogotowia z dwoma pobitymi lekarzami!!!Jeden z nich przed chwilą udzielał pomocy mojemu dziecku,a teraz on tej pomocy wymagał :mrgreen:
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
namteH lubi ten post.
 
      
Offline
#26 PostWysłany: 03 Mar 2015 01:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lip 2010
Posty: 425
niebieski
Uśmiałam się przy niektórych historiach :D

Ja chyba aż takich niespodzianek nie miałam, choć była jedna sytuacja, która zaskoczyła mnie nieco;)

1 października 2013. Lecę z NY do Vegas, skąd 2 października mamy wyruszyć w trip po parkach narodowych, w tym mój wymarzony Grand Kanion. Na lotnisku dowiadujemy się, że jest goverment shutdown (noszzzzz...!), zamykają parki. Ale uznaliśmy, że do jutra na pewno się ogarną;) Dzień później się okazuje, że sprawa jest poważniejsza niż myśleliśmy, nawet nie działają strony www parków.
Znaleźliśmy info, że jeden z punktów widokowych nad Kanionem należy do Indian, czyli jest szansa, że pracują normalnie. Dzwonimy tam - tak! Zapraszają, wskazówki dojazdu na stronie. Spisujemy namiary i w drogę. Po drodze niespiesznie zajeżdżamy do Tamy Hoovera. Zbliżając się do naszego puntu docelowego (adres ze strony Indian, 2,5 godziny do zamknięcia punktu widokowego) trochę zaniepokoiło mnie, że jadąc oglądać Kanion zjeżdżamy do doliny ;) Ale twardo jedziemy, w końcu nawigacja pokazuje, że jesteśmy na miejscu a tam... jakiś mały domek nad rzeką. Wchodzę do środka, coś jakby recepcja, a za nią Indianka i pytam (jak blondynka): Gdzie jest Kanion? (bo jakoś nie zauważyłam :lol: )
Ona z pełną powagą odpowiada, że tu jest punkt obsługi turystów, a punkt widokowy przy Kanionie jest niedaleko... prawie 120 mil stąd. AHA. Ale trafimy na pewno, ona da nam wskazówki jak dojechać. Wyciąga kartkę i długopisem rysuje drogę po czym instruuje: Jedziecie 70 mil i przy DRZEWIE skręcacie w prawo :lol: Pytam czy będzie jeszcze coś charakterystycznego po drodze. Odpowiada, że nie ;) Następnie przy lesie skręcacie w lewo i tamtędy 20 mil drogą szutrową aż pojawią się drogowskazy.
Po drodze uznaliśmy, że wskazówki wcale nie były takie złe, bo w tym krajobrazie pustynnym faktycznie 1 drzewo to najbardziej charakterystyczny punkt na odcinku 100 mil ;)
Gorzej było z lasem... Przesiąknięciu europejskimi wyobrażeniami wypatrywaliśmy brzóz, no ewentualnie sosen, a tymczasem ten las wyglądał mniej więcej tak:
Image
Na szczęście była tabliczka, że to las :)

Na miejsce dotarliśmy 10 min przed zamknięciem (trzeba było wejść przed zamknięciem a zostać można było do zachodu). Zdecydowanie było warto. Widoki rewelacyjne! Polecam każdemu, tylko jednak sugerowałabym dokładniej sprawdzić adres;)
Góra
 Profil Relacje PM off
Grzegorz40 lubi ten post.
 
      
Offline
#27 PostWysłany: 03 Mar 2015 01:43 

Rejestracja: 04 Wrz 2013
Posty: 200
Loty: 143
Kilometry: 302 644
Krajów: 33 / 15.4%
niebieski
Rok 1999 moja pierwsza podróż dookoła świata. Z Polski do Indii lądem w dwa tygodnie za 100 USD. W Tebriz (Iran) wsiadam do autobusu mającego przewieźć mnie do Teheranu. Jest popołudnie a do celu mamy dojechać następnego dnia rano. Ludzi trochę mało, każdy siedzi wygodnie na swoim miejscu. Mniej więcej po 2-3 godzinach zasypiam. Budzę się i widzę tylko ciemność. Za to bodźce przekazywane przez nos są nie do opisania. Kilka centymetrów nad moją głową wiszą nogi pasażera siedzącego (wiszącego) za mną. Na stopach (bez butów) skarpetki o niewiadomym kolorze i takim samym zapachu - to unikalne połączenie orientu i ludzkiego potu pamiętam do dzisiaj, mimo upływu 15 lat. Sam nie wiem skąd znalazłem w sobie tyle sił aby wytrwać w tej atmosferze jeszcze kilka godzin.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez TomGSM, 03 Mar 2015 09:23, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
koncentrator lubi ten post.
 
      
Offline
#28 PostWysłany: 03 Mar 2015 02:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 428
niebieski
1. 2011 moja pierwsza podroz zagraniczna i to do USA, biedny student, ktory za ostatnie pieniadze wykupil lot, pieniadze w USA wydalem na zwiedzanie i prezenty (bagaz mialem ok 40kg ale i tak mnei Pan puscil bez doplaty)
ostatnie 3 noce mieszkam w hostelu w NJ i mam tak malo pieniedzy ze jem dwa posilki dziennie, mialem tez odlozone chyba to bylo ok 100$ na dojazd autobusem na lotnisko w Newark. W hostelu spie w pokoju z jakims Serbem, ktory w ciagniu dnia spi, a na miasto wychodzi o 23 i to z nozem, a raczej taka mala maczeta i zapytany mnie czemu woli miasto noca a nie w dzien i czy to moze aby nei jest niebezpieczne odpowiada ze w ogole nei jest niebezpieczne i ze on tak woli.
No i niestety ostatniej gina mi te pieniadze, wiec budze sie rano i nie mam jak dojechac na lotnisko, przerazony juz mysle co by tu sprzedac ale na szczescie zadzialala moja Polska karta w bankomacie i wyplacilem kolejna 100$. Wiem ze moze sie to moze wydac smieszne, dla mnie tez teraz jest, ale ja mialem wtedy 21 lat, mialem jakas tam karte bankomatowa wyrobiona w PKO i mialem ogromny strach czy ona gdziekolwiek zadziala, a pieniadze na wyjazd z Polski mialem w woreczku zawieoszonym na szyi bo tak radzili rodzice :D

2. Kolezanka z Węgier wylatujac z USA miala w bagazu teleskop zakupiony dla brata. Celnikom sie to niespodobalo, mysleli ze bron, 2 dni spedzila na lotnisku i ja przesluchiwali.

3. Wracamy z kolegą z Londynu, jestesmy jakies pol godziny od ladowania w Wawie (byla juz jakas 22) i nagle slychac jak sie otwiera podwozie, slychac taki dzwiek jakby robota, slychac raz, drugi, trzeci, czwarty.. siódmy, ludzie tak patrza po sobie komentuja, nagle moj kumpel na caly samolot "no nieee tyle kol to on na bank nie ma". Slychac bylo pierwsze modlitwy. Ale to nie koniec. Mija 10 minut i gasza sie nagle swiatla na pokladzie, slychac jeki zaskoczenia pytanai co sie stalo, a wtedy moj kumpel uspokaja innych podroozujacych "spokojnie, pewnie wypil sobie i mu sie przysnelo i sie obudzil teraz do ladowania i go razilo po oczkach". Do dzisiaj sie z tego smieje.
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#29 PostWysłany: 04 Mar 2015 22:54 

Rejestracja: 19 Kwi 2014
Posty: 477
niebieski
Moja pierwsza poważna podróż.

Czerwiec 2014 roku, ledwo skończone 19 lat, całkowicie samotnie.

Wracam Etihadem z Tokyo, do Frankfurtu, mam cały dzień na zwiedzenie Dubaju.
Wysiadam szczęśliwy i pełny zapału na lotnisku w Abu Zabi, po całonocnej podróży jestem bardzo głodny. Po załatwieniu wszystkich formalności wychodzę z lotniska i udaję się po zakup kawy i śniadania.

Miałem przy sobie jedynie 100 jenów (niecały dolar) i kartę płatniczą, przy bankomacie zorientowałem się, że jednak wcale nie jest tak kolorowo, ponieważ jednak tej karty nie mam i zostałem bez grosza na środku pustyni. Wróciłem na lotnisko i po wielu negocjacjach i zastawieniu u ochrony paszportu wpuszczono mnie na terminal z przylotami. Zgłosiłem sprawę w punkcie zagubionego bagażu, gdzie potraktowano sprawę bardzo poważnie, wręcz profesjonalnie i wysłano grupę dzielnych Arabów do przeszukania całego samolotu. Byłem pewien, iż zostawiłem ją w kieszonce fotela. Niestety nie udało im się jej znaleźć, ale stwierdziłem, że Dubaj i tak bardzo chcę zobaczyć, więc pojechałem lotniskowym busem do miasta. Przynajmniej dostałem zapas wody i mentosów. Bus dojechał tylko do bazy Etihad'a na obrzeżach, a że kierowałem się na Buruj Khalifa, musiałem całkiem sporo kilometrów przejść pieszo, w ponad czterdziesto stopniowym upale. Robiłem postój kiedy tylko się dało, na szczęście wszystkie przystanki autobusowe są klimatyzowane. Po kilku godzinach męczarni, gdzie ostatni posiłek jadłem w samolocie jakieś czternaście godzin wcześniej, dotarłem do Hotelu Armani w najwyższym budynku świata, zrobiłem dobre wrażenie, dlatego bardzo chętnie pomogli mi ze znalezieniem drogi do najbliższego banku, który mógłby mi pomóc. Po drodze jednak znalazłem The Dubai Mall, największe centrum handlowe na świecie, gdzie przyszedł mi do głowy genialny pomysł. Dostałem się do komputera z internetem, z pamięci podałem numery swojej karty i przesłałem trochę pieniędzy przez Western Union. Najadłem się do syta, zrobiłem trochę zakupów, zobaczyłem to, co w Dubaju chciałem zobaczyć i elegancko nadziemnym metrem pojechałem bezpośrednio pod bazę Etihad'a, skąd dojechałem na lotnisko w Abu Zabi. Po zrobieniu zakupów na bezcłowej i zamienieniu pozostałych pieniędzy na Euro, zostało ich dokładnie czterdzieści. Około 11 rano wylądowałem we Frankfurcie i bez żadnego planu musiałem koniecznie dostać się nad polskie morze na wieczorne rozpoczęcie sezonu w Mielnie. Jakimś cudem znalazłem na Blablacar panią, która swoim białym Porsche Cayenne podwiozła mnie do Berlina za 20 Euro, tam zjadłem obiad i złapałem busa do Szczecina za 10 euro, a później przyjechali po mnie przyjaciele i dotarliśmy na czas.

Przygoda, którą zapamiętam do końca życia, kilkugodzinny spacer przy takiej temperaturze to udręka. Kilkukrotnie prawie traciłem przytomność, zostałem otrąbiony niezliczoną ilość razy, ponieważ w Dubaju praktycznie nie ma chodników, bo wszyscy jeżdżą samochodami. Na szczęście wszystko bardzo dobrze się skończyło, mimo że mogłem na prawdę źle skończyć. Do dziś tylko zastanawia mnie, co stało się z tą kartą, zawsze bardzo pilnuję takich rzeczy i dla mnie to wielka zagadka.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#30 PostWysłany: 05 Mar 2015 09:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Kwi 2012
Posty: 1493
niebieski
1. Granica Kosowa z Macedoniom:
Jedziemy bezposrednim autobusem z Prisztiny do Skopje. Za kilka godzin odlot. Autobus staje na granicy i z powodu "wojny celnej" nie pojedzie dalej. Trzeba wysiadac. Na zewnatrz pada. Idziemy z buta. Po 5 min decydujemy sie lapac stopa (nigdy wczesniej nie jechalem na stopa). Drugie auto sie juz zatrzymalo i nas zabralo :-)

2. Hebron, Zachodni Brzeg Jordanu:
Ide przed siebie za bardzo nie znajac celu. Skrecam w ulice i czuje ze obok mnie spadaja kamienie, przede mna grupa palestynskich dzieci ciskajaca czym sie da, kilka metrow obok mnie jest grupa izraleskich zolnierzy przyklejonych do sciany chowajacych sie przed "gradoobiciem". Chowam sie rowniez i mysle co robic. Widzac moja konsternacje podchodzi do mnie palestynski kupiec i bezpiecznie przewrowadza mnie za tlum "kamieniarzy" :-)

3. Bruksela:
Druga wycieczka samolotowa, pierwszy raz lece sam i pierwszy raz bede korzystac z CS. Nie umialem jeszcze planowac wyjazdow. Jako ze przylot do CRL jest zaplanowany na srode o 23. Napisalem mojemu gospodarzowi ze bede w czwartek z rana, co by nie budzic go w srodku nocy. Laduje na CRL, biore autobus do Brukseli, na dworcu w Brukseli jestem po polnocy, klade sie na lawce i czekam. Kolo 1 podchodza do mnie ochroniarze i mowia ze dworzec jest zamykany i jesli nie mam biletu to musze wyjsc (de facto drzwi nie byly zamykane ale odprowadxaja mnie wzrokiem do wyjscia). Postanawiam zrobic sobie spacer i wrocic tak zeby mnie nie zauwazyli. Ide do okola budynku dworca zeby sie nie zgubic. Ide powoli bo nie mam co zrobic z czasem. Podjezdza do mnie auto, siedzi w nim 4 "nierdzennych Europejczykow", cos do mnie mowia, jus mysle ze mam prz******* ale ignoruje ich i ide dalej, oni jednak nie przestaja mowic. Zbieram sie na odwage i mowie im po angielsku ze nie rozumiem francuskiego, machaja reka z zawodu i odjezdzaja.
Z przyspieszonym biciem serca wracam na dworzec z zamieram nie opuszczania go az do switu. Szzesliwy ze udalo mi sie wejsc niepostrzezenie szukam jakiejs dobrej miejscowy. Dworzec wydaje sie byc dosc spory. W pewnym momencie za winklem wylania sie kiosk. Do okolo kiosku biega mezczyzna a za nim kobieta z nozem w reku wykrzykujac cos. Kobieta sprawia wrazenie chorej psychicznie. Starajac sie nie okazywac strachu mijam ich jak gdyby nigdy nic. Przyspieszam kroku i oddalam sie w inny rejon dworca.

Wysłane z telefonu. Przepraszam za brak polskich znaków.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
kevin lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 30 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 6 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group