Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 6 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 03 Lis 2026 10:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 422
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
Krajów: 106 / 49.3%
niebieski
Tak, poleciałam do Pakistanu. Tak, podróżuję zupełnie sama. Tak, boję się, ale to fajny pobudzający strach.

O dziwo w Abu Dhabi wszystko się udało z nadwyżką bagażu, której się tak obawiałam. Etihad zezwala tylko na jeden bagaż do 7 kg a ja miałam trzy, o łącznej wadze 18 kg. I mimo różnych kombinacji, pomiędzy kabinowką a plecakiem i torebką, waga nieubłaganie pokazywała taką samą sumę. Dokupiłam na dobę przed, 5 kg bagażu nadawanego, bo z relacji podróżników wynikało, że właśnie w Abu Dhabi potrafią mocno trzymać się limitów.
Oddałam więc solidnie zapakowany w worek na śmieci plecak z częścią ubrań i innych rzeczy. Ważył jak się okazało, blisko 7 kg, ale Pani przy check in nawet nie zwróciła na to uwagi. Potem chwila relaksu w saloniku biznesowym i o 1.30 w nocy boarding. Tam dwa razy próbowali namówić mnie na oddanie walizeczki do luku bagażowego, ale tłumacząc się potrzebą trzymania przy sobie leków, jakoś się udało. Wśród pasażerów samolotu byłam jedyną turystką i do tego obserwowaną przez pozostałych.
Na pokładzie od razu nawiązałam znajomość z przesympatycznym stewardem z Bułgarii. Jakieś dobre fluidy, do tego stopnia, że wymieniliśmy się kontaktami.
Lądowalismy po ciemku, ale już z góry widziałam, że Karaczi jest dużym miastem.

Szybka kontrola paszportu i można jechać do hotelu. Właśnie wstało słońce i niebo miało różowe barwy.
Zamówiłam z aplikacji taksówkę i po kilkunastu kilometrach byłam na miejscu. Kierowca nie chciał ode mnie pieniędzy, mimo, że apka pokazywała do zapłaty ok.3 USD. Problem w tym, że w rupiach pakistańskich, których nie miałam. A 5 usd nie chciał przyjąć, taka glupia sytuacja, bo dla niego tonsporo pieniędzy. Na koniec podróży jeszcze kierowca pokazał, że nie ma jednej nogi. Zupełnie nie było różnicy w jakości jazdy.
Hotel już wejście miał obskurne, ale to jeden z kilku, w których jako turystka, mogę spać. Podczas planowania, kilka razy hotele, mimo, że były na bookingu, to anulowały rezerwację, tłumacząc brakiem licencji na zagranicznych gości. Te, które były dostępne kosztowały niewspółmiernie drogo. Za noc wychodziło grubo ponad 200 zł.
Jak się okazało, hotel pracował pracował systemie 24 godzinnym, czyli kiedy zameldowałam się sie przed 8 rano, to za równo dobę musiałam się wykastrować. Tyle, że po spędzonej tam blisko godzinie sama uciekłam.
W pokoju pełno bylo karaluchów, na które nie zadziałał spray. Bo przecież zrobiłam raban, wchodząc i widząc jak się rozpieszczają w dziesiątkach na boki. Pościel na łóżku była brudna, chyba nikt jej nie zmieniał a poduszki pamiętały królową kolonizatorkę. Dopełnieniem była rodzina karaluchów, która czmychnęła, kiedy podniosłam jedną z poduszek.
Zgarnęłam swoje manatki i w szybkim tempie opuściłam hotel, szczęśliwa, że za niego nie zdążyłam zapłacić i oddali mi bez problemu paszport. Znalazłam się na ulicy i prawdę mówiąc chciało mi się ryczeć. I tak było trudno znaleźć coś dostępnego jeszcze na etapie planowania a stojąc z bagażami w podejrzanej dzielnicy, tym bardziej. Z drogi do hotelu pamiętałam małą knajpkę na rogu ulicyi tam się poczłapalam.
Nie miałam rupi pakistańskich, siły i nic do picia a upał zaczynał sie taki powyżej 30 stopni. Przysiadłam zebrać myśli. Wszyscy się na mnie patrzyli jak próbuje przekonać sprzedawcę, że zapłacę mu dolarami. Kierował mnie do banku, trzy przecznice na prawo. To było ponad moje siły.
Po kilku minutach przyniósł mi jednak butelkę zimnej pepsi nie chcąc zapłaty. Inny z pracowników zaoferował pomoc, wymieniając mi 5 dolarów. Miałam więc już trochę grosza. Dostałam jako resztę przepiękny niebieski dzbanuszek na herbatę z mlekiem. Taki obity, stary, ale o cudnym błękitnym malowaniu. Mieścił się w mojej dłoni.
Po jakimś czasie udało mi się znaleźć hotel, który przyjmował obcokrajowców i w opiniach był w porządku. Musiałam zmyć szybko z siebie wspomnienie tego pierwszego.
Tu bardzo pozytywne zaskoczenie, kolosalna różnica w standardzie, czysto i świeżo a cena podobna. Nawet mogłam zjeść śniadanie w dniu zakwaterowania. Prysznic i spać, bo za mną przecież zarwana nocka.

Po kilku godzinach snu pojechałam do kantoru wymienić dolce. Obok Charminar Chowrangi- charakterystycznego ronda, którego centralnym punktem jest replika historycznego zabytku Charminar z indyjskiego Hajdarabadu. Monument ten został wzniesiony jako hołd dla dziedzictwa kulturowego imigrantów, którzy osiedlili się w tej okolicy po podziale Indii w 1947 roku. Ze względu na swoją unikalną architekturę i kultowy charakter miejsce to bywało nawet wyróżniane w zestawieniach najciekawszych i najsłynniejszych rond na świecie. Tam spędziłam dobrą godzinę obserwując kolorowe i bogato ozdabianie busy. Co chwilę dopadały mnie dzieci, prosząc o pieniądze. Dorośli skutecznie je hamowali.
Na zachód słońca pojechałam na Clifton Beach, znaną również jako Sea View. To najpopularniejsza plaża w Karaczi, słynąca z tętniącej życiem atmosfery i charakterystycznych przechadzek na wielbłądach. To tłumnie odwiedzane przez mieszkańców nadmorskie miejsce stanowi idealny punkt do obserwowania zachodów słońca nad Morzem Arabskim. Niestety słońce na finiszu schowało się za chmury, ale i tak było warto pospacerować. Plaża bardzo szeroka, o ciemnym tłustym piasku, niestety, jak większość miejsc w Karaczi, brudna i pełna śmieci. Powrót w korkach do hotelu.
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#2 PostWysłany: 03 Lis 2026 10:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Cze 2013
Posty: 1851
platynowy
Uważaj na siebie i powodzenia!
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 03 Lis 2026 18:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 422
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
Krajów: 106 / 49.3%
niebieski
Po śniadaniu zamówiłam taksi i pojechałam szukać kolejnych kolorowych busów. Kierowca mówił po angielsku, więc miałam też przewodnika. W pierwszym miejscu niestety nie było ich za wiele, pojechaliśmy więc dalej. Trochę czasu zajął dojazd, bo było to na peryferiach miasta. Tam zupełnie inny klimat, pojawiły się wielkie kolorowe ciężarówki, równie bogato zdobione, co busy. Między paskami ulicy pasły się wielbłądy. Wszędzie duży ruch, zasady drogowe tu raczej są lekko traktowane. Co innego chyba myśli policja, która często zatrzymuje pojazdy. Nas też zatrzymali na jednym z rond. Nie fotografowałam, bo jest tu solidny zakaz. Policjanci bez pardonu przeszukiwali kieszenie zatrzymywanych ludzi.
W końcu dotarliśmy do miejsca, skąd ruszały busy. Kolorowe, zwane truck art, to ruchome dzieła sztuki pokryte skomplikowanymi wzorami, ręcznie malowanymi obrazami i portretami narodowych bohaterów. Tradycja ta wywodzi się z XX wieku, kiedy kierowcy ozdabiali pojazdy religijnymi symbolami i lokalnymi motywami, aby zapewnić sobie szczęście i wyróżnić się na drodze. Dziś te spektakularne dekoracje ważą nawet dodatkową tonę, a właściciele wydają na nie fortuny, traktując autobusy jak swój drugi dom i dumę rodową. Widać je z daleka, są prawdziwymi klejnotami, dla których warto przyjechać do Pakistanu.
Podobnie jak busy, pięknie kolorowe i ozdobione są też ciężarówki.
Kierowcy busów mieli tu miejsce do odpoczynku i jedzenia w zadaszonej garkuchni. Wszyscy uśmiechnięci i życzliwie nastawieni, wielokrotnie prosili o zdjęcia. Raj dla fotografa- kolory, sympatia i dobre światło.
Po powrocie do miasta kilka punktów z zabudową kolonialną, bo Pakistan, to dawna kolonia brytyjska. Powstał w 1947 roku w wyniku podziału Brytyjskich Indii.
Chwila odpoczynku w hotelu i ruszam dalej. Aż szkoda mi każdej chwili w pokoju, tu jest tyle ciekawych tematów.
Zaplanowałam zachód słońca w Port Grand, jednak uwagę moja najpierw przyciągnęła budowla nad brzegiem. To była historyczna świątynia Shri Laxmi Narayan, jedna z najstarszych i najbardziej znanych świątyń hinduistycznych w mieście – jej historia sięga ponad 200 lat wstecz. Miejsce to jest poświęcone bóstwu Wisznu (Narayan) oraz jego małżonce Lakszmi, a także bóstwu Hanumanowi, którego imię widnieje na uszkodzonym napisie pod główną tablicą. Świątynia ta jest ważnym centrum kultu religijnego dla lokalnej mniejszości hinduskiej w Pakistanie. Spędziłam tu kilka kwadransów obserwując modlących się ludzi. Nie przeszkadzaly im szczury, które biegały pod ścianami w poszukiwaniu resztek jedzenia.
Kolejnym był Port Grand- kompleks gastronomiczno-rozrywkowy położony w sąsiedztwie portu. Miejsce to zostało zlokalizowane na historycznym, dziewiętnastowiecznym moście Native Jetty Bridge. Wstęp płatny 1 tys. rupi a w tym 500 do wydania w licznych knajpach. Widok na zachodzące słońce nie był jakiś rewelacyjny, takie miejsce do wyciągnięcia kasy na każdym kroku.
W drodze powrotnej do hotelu wysiadłam wcześniej, bo chciałam zobaczyć warsztaty krawieckie przy ulicy.
Pakistańscy rzemieślnicy, nazywani karigar, pracują w warsztatach i na ulicach, gdzie materiał jest rozciągany na płasko na specjalnych ramach. Wzory są najpierw nanoszone na folię, a do dekoracji używa się także przyklejanych szkiełek, które później są starannie obszywane. Na jedną suknię ręcznie naszywa się dziesiątki tysięcy cekinów, koralików i metalicznych nici, co nadaje kreacjom niezwykle piękne, żywe kolory. Proces ten jest bardzo czasochłonny i zajmuje zazwyczaj od kilku tygodni do około miesiąca pracy. Gotowe, bogato zdobione stroje kosztują w przeliczeniu powyżej kilkuset złotych.
Niestety, ciemną stroną tego rzemiosła – podobnie jak wielu innych sektorów gospodarki w Pakistanie – jest powszechny problem pracy dzieci. Choć oficjalnie prawo zakazuje zatrudniania nieletnich, skrajne ubóstwo, brak dostępu do edukacji oraz systemowe zadłużenie ubogich rodzin sprawiają, że tysiące najmłodszych musi pracować w bardzo trudnych warunkach. Dzieci zamiast chodzić do szkoły są angażowane do precyzyjnych, lecz wycieńczających prac manualnych – co odbija się na ich zdrowiu, wzroku i odbiera im szansę na lepszą przyszłość.
Ten fakt skutecznie odebrał mi chęci do dalszego fotografowania, świat jest taki niesprawiedliwy....
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 03 Lis 2026 22:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sie 2016
Posty: 2734
HON fly4free
Świetne relacje. Czekamy na kolejne. Powodzenia i bezpieczeństwa w podróży :D
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#5 PostWysłany: 04 Lis 2026 01:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 422
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
Krajów: 106 / 49.3%
niebieski
Yaneck napisał(a):
Świetne relacje. Czekamy na kolejne. Powodzenia i bezpieczeństwa w podróży :D

Dzięki!
Nie umiem jak zwykle dodawać zdjęć, sytem wywala, ze za dużo ważą 😞
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#6 PostWysłany: 04 Lis 2026 16:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 422
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
Krajów: 106 / 49.3%
niebieski
Wieczorem nie za dobrze się czułam.
Może to po tych lodach na molo. Męczyłam się do późna z mdłościami. Na szczęście rano było już na tyle dobrze, że wybrałam się do portu rybackiego. Wspaniałe wyczucie czasu, pomyślałam, kiedy poczułam dość specyficzny zapach. Kierowca taksówki zaoferował, że na mnie zaczeka, ale z auta nie wysiadł, dla niego zbyt silny smród.
Port rybny w Karaczi to najważniejsze centrum przetwórstwa i handlu rybnego w Pakistanie, przez które przechodzi niemal cały morski połów kraju.
Charakterystycznym elementem tego miejsca są tradycyjne, drewniane kutry, które rybacy malują na niezwykle jaskrawe, żywe kolory i ozdabiają misternymi, unikalnymi wzorami ludowymi.
Te barwne szerokie łodzie kołyszące się masowo przy nabrzeżach, tworzą jeden z najbardziej malowniczych, wręcz kultowych widoków nad brzegiem Morza Arabskiego.
W drodze do nadbrzeża w alejce sprzedawano ryby, całe lub na miejscu patroszone. Wszędzie pełno kruszonego lodu, resztek ryb i łusek. Hałas wielki, bo każdy sprzedający zachwalał swój towar. Ciężko było mi się poruszać w klapkach, większość ludzi miała wysokie kalosze. Do tego woń była coraz bardziej porażająca. Znów zaczęło mnie mdlić i liczyłam na to, że nie zwymiotuję. Jak same krwiste obrazy mnie tak nie ruszały, co ten oblepiający smród. Jednak z drugiej strony bardzo mnie to ciekawiło.
Kiedy dotarłam do brzegu, moje nogi oblepione były mieszanką z resztek ryb i błota, jednak kadry i obrazy zupełnie wynagradzały niedogodności.

Większość tradycyjnych kutrów rybackich nie dysponuje wbudowanymi agregatami chłodniczymi ani nowoczesną klimatyzacją ładowni. Setki wielkich bloków lodu są kruszone i pakowane bezpośrednio między ryby, aby zabezpieczyć złowiony towar przed błyskawicznym zepsuciem w upale panującym na otwartym morzu, co pozwala utrzymać świeżość poływu aż do powrotu do portu. Wielkie bryły lodu dowożą kolorowe ciężarówki. Rybacy po zostawieniu połowu znów wyruszą w morze.

Czas rejsów bywa bardzo różny i zależy od wielkości jednostki oraz planowanej trasy:
Mniejsze łodzie przybrzeżne wypływają zwykle często rano, a wracają wieczorem tego samego dnia. Większe kutry spędzają na otwartym morzu od kilku do nawet około 10 dni, dlatego potrzebują ogromnych zapasów paliwa i setek bloków lodu, by móc przechować dużą ilość ryb podczas dalekiej wyprawy.

Po kilku kwadransach w porcie, rozmowach z bardzo przyjaźnie nastawionymi rybakami powrót na śniadanie do hotelu, chwila oddechu i pojechałam na Targ Cesarzowej, czyli zabytkowy Empress Market w historycznej dzielnicy Saddar. To wzniesiony przez Brytyjczyków pod koniec XIX wieku gigantyczny gmach z charakterystyczną wieżą zegarową, który stanowi jeden z najważniejszych symboli architektonicznych i handlowych miasta. Ten monumentalny budynek w stylu indogotyckim od pokoleń tętni niezwykłym życiem, łącząc kolonialne dziedzictwo z chaotyczną, autentyczną atmosferą tradycyjnego azjatyckiego bazaru. W jego wnętrzach oraz na otaczających go placach można kupić praktycznie wszystko, począwszy od świeżych owoców, warzyw, mięsa i ryb, a skończywszy na aromatycznych przyprawach, tekstyliach i rozmaitym rękodziele. Miejsce to przyciąga tłumy. Mnie jak zwykle na orientalnych bazarach, rozkłada cudny zapach kadzideł, przypraw i egzotyczne. Skutecznie przewietrzyłam swój układ oddechowy po wizycie w porcie.

Na bazarze spotkałam pierwszych od kilku dni turystów w liczbie czterech osób.
Powrót do hotelu, kolejny tego dnia prysznic i odpoczynek. Sympatyczny manager hotelu wiedząc, że mam pociąg dopiero późnym popołudniem, udostępnił mi pokój o pięć godzin dłużej.
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 6 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: tenebrosus oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group