Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 07 Wrz 2026 18:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 792
Loty: 1448
Kilometry: 2 997 031
Krajów: 129 / 60.3%
platynowy
K2 - drugi, najwyższy szczyt na ziemi; 8611 metrów n.p.m. Niedostępna góra, którą nawet miejscowe plemiona nigdy nie nazwały. K2 pozostała jako nazwa oficjalna po tym jak brytyjski geograf T.G. Montgomerie oznaczył go jako drugi na swojej mapie (po K1 – dzisiejszym Maszerbrumie).

Nie tak łatwo go zobaczyć, nie wiedzie do niego żadna prosta droga. Trzeba przedrzeć się przez cały lodowiec Baltoro i zajrzeć w bok z bazy w Concordii aby go dojrzeć, tak dobrze jest ukryty.

Ile osób weszło na szczyt K2 w 2026 roku? Odpowiedź brzmi: ZERO. To najtrudniejszy ośmiotysięcznik do zdobycia. Pogoda jest niesamowicie kapryśna na tej górze. Corocznie ginie podczas wspinaczki co najmniej kilka osób. K2 zyskała angielską nazwę „The Savage Mountain” czyli „Dzika góra” lub po prostu „Góra Śmierci”.

Moja fascynacja tym szczytem rozpoczęła się od obejrzenia filmu „K2” z 1991 roku z Michaelem Biehnem. Zobaczenie K2 na własne oczy stało się od tej pory moim marzeniem. Stał się dla mnie nawet bardziej pożądany niż sam Mount Everest.

Po zeszłorocznym przejściu Annapurna Circuit poczułem wiatr w żagle i chęć zmierzenia się z tym moim górskim nemezis – czyli konkretnie dotarciem do K2 Base Camp, który znajduje się na wysokości około 5100 metrów n.p.m. i ponad 90 kilometrów od pierwszej bazy gdzie da się dotrzeć terenówką.
To będzie trekking a nie wspinaczka wysokogórska czyli w moim zasięgu, zwykłego zjadacza chleba, który już liznął trochę chodzenia po górkach i nie boi się wysokości. Oczywiście trzeba wynająć przewodnika, porterów i muły aby dotrzeć na miejsce. Nie ma tam żadnej infrastruktury. Wszystko łączenie z jedzeniem i namiotami trzeba przynieść ze sobą i na dodatek wynieść śmieci. Całość trekkingu odbywa się w Karakorum w Pakistanie, obszarze lekko niestabilnym politycznie i ciągle pod nadzorem wojskowym (do tej części Kaszmiru roszczą sobie prawa Indie).

Trudnością nie będą strome podejścia, ale bardzo wyczerpująca wędrówka powyżej 4000 metrów po niestabilnym lodowcu Baltoro. Dziennie trzeba pokonywać odległości rzędu 15-20 kilometrów pod górę i nawet więcej podczas schodzenia. Nie jest to łatwa wycieczka górska typu „Bieszczady” jak się domyślacie.

Zebrałem moją zeszłoroczną ekipę „oldbojów” (tylko jeden z kolegów nie mógł jechać ale zgłosił się inny chętny przyjaciel) i ruszamy pod koniec sierpnia na ponad dwa tygodnie do Pakistanu po uprzednim załatwieniu wszystkich formalności i specjalnych pozwoleń połączonych ze zdobyciem „Mountaineering & trekking visa”.

Jak prezentuje się K2 o poranku widziany z Broad Peak Base Camp?

Image

Ile ośmiotysięczników można na raz zobaczyć z campu Concordia?

Image

Jak wygląda baza pod Broad Peakiem po zakończeniu sezonu wspinaczkowego?

Image

Czy Grupa Trango wraz ze słynnym Tower wygląda bardziej groźnie przy złej pogodzie?

Image

Czy na lodowcu Baltoro występują jakieś inne kolory niż czerń i biel?

Image

Image

Image

Jakie ozdoby ma typowa ciężarówka w Pakistanie?

Image

Czy zatrzymała nas lawina na Broad Peak?

Image

No i kluczowe pytanie – czy zdobyliśmy K2 Base Camp?

Image

O tym wszystkim będzie ta relacja. Przygotujcie się na wiele odcinków i bardzo dużo zdjęć. Podsumowanie kosztów i odpowiedzi na pytania zamieszczę na końcu. Miłego czytania 😊.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
48 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
USA: Nowy Jork + Miami w jednej podróży od 2918 PLN! 🦅🌊 Od drapaczy chmur po rajskie plaże 🏙️☀️ USA: Nowy Jork + Miami w jednej podróży od 2918 PLN! 🦅🌊 Od drapaczy chmur po rajskie plaże 🏙️☀️
Weekend w Wenecji za 719 PLN🏛️Loty + 3* hotel w historycznej dzielnicy 🇮🇹🏨 Weekend w Wenecji za 719 PLN🏛️Loty + 3* hotel w historycznej dzielnicy 🇮🇹🏨
Offline
#2 PostWysłany: 08 Wrz 2026 15:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 792
Loty: 1448
Kilometry: 2 997 031
Krajów: 129 / 60.3%
platynowy
Przygotowania do wyprawy zaczynam pół roku wcześniej. Nie ma takiej możliwości aby zdobyć odpowiednie pozwolenia samemu ani zorganizować ten trek na własną rękę więc otwieram mapę google miasta Skardu i wyszukuję sobie lokalne agencje. Znalazłem ich co najmniej pięć i piszę do wszystkich pytanie o wynajem porterów, organizację pozwoleń i przewodnika. Wszystkie co do jednej odpowiadają praktycznie tego samego dnia (komunikatorem przewodnim jest whatsapp). Ceny w zasadzie są podobne. Tylko dwie mają jakieś odpalone ceny w kosmos. Największa różnica wynika z decyzji czy chcemy dołączyć do już zorganizowanej grupy czy wolimy osobną karawanę tylko pod naszą szóstkę.

W naszym przypadku liczy się czas. Chcę zmieścić się w dwóch tygodniach ze względów urlopowych i innych zobowiązań. Zgranie sześciu osób to też wyzwanie, więc okazuje się, że pasuje nam tylko jedno okno czasowe – od 22 sierpnia do 6 września. Niestety w tym terminie żadna z agencji nie ma gotowej grupy do której można dołączyć. Robimy więc harmonogram szyty tylko dla nas 😊. Różnica w koszcie to rząd około 200 USD.

Wybieram w końcu jedną z ofert, która najbardziej mi pasuje. W dwa tygodnie zrobimy tak zwany Skardu-to-Skardu trek bez przełęczy Gondogoro. Do Skardu dotrzemy na własną rękę pomimo, że agencja oferuje kompleksowe usługi. Abbas jest bardzo pomocny i szybko uzgadniam z nim wszystkie szczegóły. Wpłacamy zaliczkę po 170 USD i dostaję komplet dokumentów wraz z zaproszeniem, skanem licencji biura i przewodników oraz pismem przewodnim agencji do załatwienia tak zwanej „Mountaineering & Trekking Visa”. Abbas doradza aby nie kupować jeszcze biletów lotniczych zanim nie przyznają nam wizy. Musimy wypełnić na stronie www wizowej dość skomplikowany formularz z dokładnym opisem naszego treku, załączyć zdjęcie, opłacić wniosek (35 USD) i uzbroić się w cierpliwość.
Nasze wizy przychodzą po 35 dniach, ale jeden z kolegów czeka równo jeszcze jeden miesiąc dłużej. Po interwencji w ambasadzie otrzymujemy w końcu komplet dokumentów.

Kupuję bilety lotnicze. Do Islamabadu zawiezie nas z Warszawy Air Arabia plus Fly Jinnah (te linie mają codeshare więc lecimy na jednym bilecie z bagażem nadawanym prosto do Islamabadu). Loty do Skardu odbywają się tylko rano więc przenocujemy w Islamabadzie i rano używając Pakistan Airlines skoczymy do Skardu.

Aby trochę zobaczyć więcej Pakistanu, powrót zaplanowałem przez Karaczi. Ze Skardu to też będzie Pakistan Airlines a do Warszawy zabierze nas z przesiadką w Abu Dhabi, Etihad Airways. Wszystko to w całkiem dobrej cenie 😊.
W międzyczasie trenujemy, głównie na bieżni ustawionej ze wzniosem oraz podbiegi na wiadukty (lub szybkie marsze pod górkę). W lipcu weekendowo zaliczam jakieś pomniejsze górki rzędu 1300m aby się rozruszać. To powinno wystarczyć (mamy doświadczenie z lat ubiegłych). Czeka nas ponad 190 kilometrów do przejścia po bardzo trudnym terenie, głównie po lodowcu Baltoro. Przewidywane przewyższenia nie są aż tak duże:

Image

Pogadałem z Abbasem jak będzie wyglądać nasza logistyka. Bierzemy 11 ludzi w tym przewodnika, porterów i kucharza. Do tego zapas żywności dla wszystkich w tym trochę żywych kur. Dodatkowo do porterów będzie jeszcze 9 mułów oraz osłów. No prawdziwa karawana 😊. Nasz bagaż, który oddamy do noszenia nie może przekroczyć 17 kilogramów. Abbas wysyła mi szczegółową listę rekomendowanych rzeczy do spakowania. Dla mnie to nie pierwszyzna więc pakuję się dość kompaktowo i mieszczę się finalnie w 15 kilogramach:

Image

Na lodowcu w nocy będziemy się spodziewać ujemnych temperatur (do -15C) więc śpiwór musi być naprawdę porządny. Kilka bluzek termicznych też się przyda. Lepiej wziąć kilka warstw cieplejszych niż wielką i ciężką kurtkę zimową.

Nadchodzi moment wyjazdu, AirArabia zabiera nas w piątek wieczorem bezproblemowo do Szarży, tam mamy 2,5 godziny czekania na lot Fly Jinnah do Islamabadu.

Image

Image

Zabukowałem hotel w Islamabadzie względnie blisko lotniska, bo nazajutrz wcześnie rano mamy lot do Skardu. W Islamabadzie działa Yango, apka typu Uber. Za całe 730 rupii (czyli 9,88zł) razy dwa, dostajemy się do hotelu.
Jest wczesne popołudnie więc na recepcji pytam o samochód z kierowcą aby nas trochę powoził po Islamabadzie. To oczywiście żaden problem i już za chwilę mamy busika na naszą 6-kę na całe popołudnie (za 18k rupii).

Image

Image

Islamabad nie ma czegoś specjalnego do zaoferowania turystom więc po krótkich konsultacjach z „ejajem” prosimy o zawiezienie pod Meczet Króla Fajsala.

Image

Jesteśmy jedynymi turystami w okolicy i doświadczamy po raz pierwszy niezwykle miłego kontaktu z miejscowymi. Sporo ludzi podchodzi do nas się przywitać, zapytać skąd jesteśmy i życzyć powodzenia. Nie spotkało mnie takie coś nigdzie jeszcze w takiej skali. Wszyscy dookoła się do nas uśmiechają i czujemy się naprawdę komfortowo i bezpiecznie. Przed meczetem jest sporo straganów z przekąskami i napojami. Korzystamy, zwłaszcza że ceny są śmiesznie niskie.

Image

Image

Kolejnym punktem jest Margalla Hill Viewpoint. Taras w górach z widokiem na cały Islamabad. Niestety miasto jest pogrążone w smogu i niewiele widać.

Image

Meczet Króla Fajsala z góry:

Image

Przyjeżdżają tu całe rodziny z dziećmi na spędzenie miło czasu. Oczywiście już po chwili zdobimy zapewne mnóstwo wpisów z pakistańskich sieciach społecznościowych jako lokalna atrakcja, chyba połowa miejscowych robi sobie z nami fotki.

Image

Image

Image

Image

Kolejnym miejscem na liście jest Pakistan Monument. Bardzo ładny pomnik w kształcie otwierającego się kwiatu symbolizuje jedność narodu. Cztery płatki reprezentują wszystkie ludy mieszkające w Pakistanie – Pasztunów, Punjabi, Baloch i Sindhi.

Image

Image

Kończymy w fajnej, polecanej restauracji niedaleko naszego hotelu na pakistańskim mutton karachi.

Image

Nasz hotel by night. Nie mamy żadnych obaw spacerując po zmroku, czujemy się naprawdę bezpiecznie. Ale przed wejściem do hotelu czuwa ochroniarz z kałachem przewieszonym przez ramię.

Image

Rano Pakistan Airlines zabiera nas do Skardu, to tylko godzina lotu z Islamabadu.

Image

Skardu leży już wysoko w górach, praktycznie w kotlinie, więc podejście do lądowania (oczywiście jak są warunki, loty dość często są odwoływane) jest też ciekawe:

Image

A tak te zakręty wyglądają z kabiny:

Image

Lotnisko cywilne dzielone jest z wojskiem.

Image

Zrobiłem rezerwację na pierwszą noc w tanim Zimsa Skardu Resort (adres był potrzebny do otrzymania wizy) i chłopaki odbierają nas dwoma samochodami z lotniska. Szybko zaprzyjaźniamy się z miejscowym taksiarzem.

Image

Chłopaki z agencji wpadną do hotelu zgarnąć resztę kasy, nasze paszporty i zdjęcia potrzebne do załatwienia trekking permit (150 USD) i opłacenia Environmental fee (190 USD) – takie haracze na początek. Hotel za 120zł za dwuosobowy pokój ze śniadaniem jest bardzo przyzwoity.

Image

W oczekiwaniu na dokumenty idziemy się przejść po Skardu. To nie jest turystyczne miasteczko w górach jakby się można było spodziewać tylko zwykła zapchana pakistańska wiocha z milionem sklepików i zakładów usługowych sprzedających wszystko wszystkim.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Miejscowy meczet jest nawet ładny:

Image

Image

Rano poznajemy Abida, naszego przewodnika. To młody chłopak pochodzący z Askoli, pierwszej wioski na szlaku. Wsiadamy do dwóch terenowych toyotek. Nasz pierwszy cel, właśnie wioska Askoli, leży ponad 140 kilometrów od Skardu i ten odcinek pokonamy samochodami. Będą to już wąskie, górskie dróżki więc terenówki są jedynymi możliwymi pojazdami na ten dojazd. Mamy to oczywiście w pakiecie.

Image

Po drodze coraz bardziej górskie krajobrazy.

Image

Image

Mijamy mosty i rzeki.

Image

Image

Image

Image

Podpatrujemy lokalnych mieszkańców.

Image

Image

Image

Image

Pniemy się coraz wyżej, Askoli leży na wysokości 3000m n.p.m.

Image

Image

Image

Image

Podróż trwa długo między innymi dlatego, że chłopaki muszą pogadać z każdym napotkanym kierowcą samochodu z naprzeciwka! Jest to bardzo zabawne :)

Image

Na 10km przed końcem trasy psuje się nasza toyotka.

Image

Chłopaki robią szybką rozkminę i z pobliskiej rzeki dolewają płynu do chłodnicy 😊 Jedziemy dalej. W końcu po siedmiu godzinach (!) dojeżdżamy do Askoli. To mała mieścina z prostym campingiem. Będzie to nasz pierwszy nocleg w namiotach. Poznajemy naszą ekipę, która uwija się gotując już dla nas obiad.

Image

Ale najpierw ważenie bagaży! No tak jak pisali, sprawdzają dokładnie czy któraś z naszych miękkich toreb nie przekracza 17 kilogramów.

Image

Mamy chwilkę więc idziemy na spacer po okolicy. W Askoli jest malutkie muzeum miejskie, gdzie można znaleźć artefakty z wczesnych wypraw na K2 sławnych himalaistów i podpatrzeć jak żyło się tutaj 100 lat temu:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wioska jest ładnie położona na zboczu doliny rzeki Braldu.

Image

Image

Image

Image

Tutaj właśnie jutro rano rozpoczniemy nasz trekking. Zapowiada się piękna pogoda.

Stay tuned…
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
34 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 08 Wrz 2026 19:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2970
Loty: 1037
Kilometry: 2 269 714
Krajów: 145 / 67.8%
HON fly4free
Przekozak jesteś. Też odkąd oglądałem K2 to marzył mi się wyjazd tam. Szkoda, że będąc tak blisko nie zobaczę go.
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 09 Wrz 2026 11:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 792
Loty: 1448
Kilometry: 2 997 031
Krajów: 129 / 60.3%
platynowy
Abid odwiedza nas tuż po obiedzie na pierwszy briefing. Nasz dzień będzie wyglądał następująco: pobudka zwykle około 5.15-5.30 (robi się wtedy widno), śniadanie w specjalnym żółtym namiocie będziemy mieli o 6 rano i po nim tak około 6.30-6.45 wyruszamy na szlak. Trzeba do tego czasu spakować i oddać bagaże do załadowania do worków jutowych, które będą nosić nasze muły. Po około 8-10 kilometrach będzie serwowany lunch w terenie, zwykle coś na ciepło. Przewidywany termin dotarcia do kolejnego campu to 14-15sta i tam o 18-tej będzie serwowana obiadokolacja na ciepło. I tak codziennie przez dwa tygodnie.

Ekipa będzie zawsze gotować dużo wody więc wieczorem i rano będziemy mieli możliwość napełnienia naszych bukłaków, butelek lub camelbacków w zależności kto co niesie. Sugerowana ilość wody do zabrania to około 3 litry na dzień. W podręcznych plecakach warto mieć coś przeciwdeszczowego, dodatkową ciepłą warstwę, batony proteinowe i na początek więcej nie ma co dźwigać. Ja biorę jeszcze moją lustrzankę więc mój bagaż rano z wodą będzie miał lekko licząc około 8 kilogramów.
W Askoli nie ma już zasięgu naszych komórek (jest sieć ale nie ma z nią roamingu nikt z nas). I tak na następne dwa tygodnie tracimy całkowitą łączność ze światem – no internet ani komórki 😉

Nasze pierwsze śniadanie wygląda tak:

Image

Owsianka lub płatki, omlety, jajka sadzone, tosty i roti. Zawsze jest kawa i herbata, miód, nutella, masło orzechowe i dżem. Głodni na pewno nie będziemy na tym trekkingu 😊.

Ale mamy też pierwszy „zonk”! Jeden z kolegów budzi się zziębnięty mocno po nocy w namiocie. Za chwilę wali się dłonią w czoło – wziął nie ten śpiwór na trek. Kardynalna pomyłka przy pakowaniu, ma letni śpiwór z komfortem na +5C. To zdecydowanie za mało. Idę pogadać z Abidem, ten drapie się po głowie i obiecuje coś wymyślić.

- Oj zmarzniesz brachu! – pocieszamy na wesoło naszego towarzysza, któremu akurat wcale nie jest do śmiechu.

Na szczęście ciągle jesteśmy w Askoli i Abid woła nas gdzieś do wioski, tam jakiś lokales oferuje wypożyczenie ciepłego śpiwora za całe 50 USD na dwa tygodnie. Ufff- kasa do przełknięcia ale poważny problem rozwiązany.

Ruszamy w końcu :)

Image

Image

Image

Słoneczko świeci i już po pierwszych 2 kilometrach rozbieram się do krótkiego rękawka. Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić to jest zameldowanie się w biurze parku.

Image

Image

Image

Nasza mapa trekkingu:

Image

To tylko formalność, więc zaraz idziemy dalej. Abid zapowiedział nam, że pierwsze dwa dni to niewymagający trekking wzdłuż rzeki Braldu z niewielkimi przewyższeniami. Łatwe dwa dni z 40 kilometrami w sumie do przejścia.

Image

Image

Na horyzoncie majaczy coś o wiele trudniejszego co nas czeka w następnych dniach.

Image

Zaczynamy podziwiać pierwsze widoczki na góry Karakorum.

Image

Image

Mija nas helikopter, zakładamy, że leci po kogoś.

Image

Jest przepiękna pogoda i bardzo ciepło. Krajobrazy są cudowne a droga łatwa.

Image

Image

Image

Image

Image

Spotykamy pierwszą grupę powracającą. To Brytyjczycy. Nosy mają trochę na kwintę jak pytam jak im poszło. Okazuje się, że dotarli do Concordii w bardzo złych warunkach atmosferycznych – wiało, lało i było mega zimno. Na dodatek kilku z nich się pochorowało na żołądek i podjęli decyzję o powrocie bez ataku na bazę przy K2 :o Uuups, wyglądali na mocarzy przy nas. No cóż, mamy nastroje bojowe i na dodatek pięknie świeci słońce. Może nie będzie tak źle?

Miejscowi nie mają oporów z piciem wody prosto z górskich strumyków:

Image

Roślinność zanika, oprócz ptaków wronopodobnych widzimy tylko jaszczurki:

Image

Spotykamy jednego z naszych porterów. Niesie krzesełka plastikowe, my ubrani w trekkingowe ciuchy a on w starych sandałach…

Image

Cały dzień mija nam szybciutko na pięknym „spacerku”. Naszym celem dziś jest camp Jhula. Ostatnie parę kilometrów to ścieżka wykuta w skale.

Image

Image

Image

Oraz wąska kładka nad strumieniem.

Image

Image

Drugi camp jest w szczerym polu. Mały kamienny budyneczek i pole namiotowe. Jesteśmy sami jak palec.

Image

Patrzę jak chłopaki rozbijają obóz, dochodzą nasze muły i osły i cała ekipa sprawie zwija się przy pracy. My siedzimy sobie na słoneczku na przyniesionych przez młodego portera plastikowych krzesełkach i nic absolutnie nie musimy robić oprócz rozłożenia własnej karimaty i śpiwora.

Image

Image

Stadko naszych kurek biega sobie swobodnie po obozie. Dziś będzie o jedną mniej po kolacji….

Image

Tak wygląda nasz namiot kuchenny:

Image

W bazie Jhula można kupić 2-litrową colę. Kosztuje 1000 rupii (w sklepie w Skardu była za 400 rupii). I teraz ciekawostka – taką colę będzie można kupić praktycznie w każdym campie po drodze tylko za inną cenę. W Paju to będzie 1500 rupii, w Urdukas 2000, a na samym K2 Base Camp przyjdzie do nas lokales oferując ją za 5000 rupii :D

Noc jest o wiele cieplejsza niż w Askoli. Zmrok zapada już o 19-tej. Chłopaki odpalają na godzinkę generator prądu. Mamy możliwość doładowania komórek, zegarków i powerbanków. Codziennie będzie na to około godziny.

Image

O 20-tej cały obóz idzie spać. No i my też. Spać mi się będzie znakomicie na tym wyjeździe w namiocie pod ciepłym śpiworem.

Image

Image

Rano nasz cykl powtarza się niezmiennie. Po śniadaniu (zestaw prawie taki sam przez całe dwa tygodnie) ruszamy na kolejny łatwy 20-kilometrowy odcinek.

Image

Image

Image

Image

Image

Czeka nas 400m przewyższeń, ale mocno rozłożonych na trasie więc bez żadnych wymagających podejść. Teren robi się trochę trudniejszy, więcej chodzimy po kamieniach niż ścieżce.

Image

Image

Image

Image

Image

W pewnym momencie dostrzegam coś mega świecącego na biało wśród gór w oddali.

Image

Abid objaśnia – Jest super przejrzyste powietrze dziś i to co widzicie to … Broad Peak!!! Mamy do niego jeszcze jakieś 70 kilometrów. Widać go stąd tylko z tego jednego miejsca.

Przed campem Paju teren robi się coraz bardziej wymagający ale dalej bez żadnych trudnych podejść.

Image

Image

Image

Image

Image

Docieramy do Paju Camp.

Image

Image

Jest ciągle bardzo ciepło. W Paju odkrywam w jednej z toalet deskę (wszystkie inne na całym treku to na narciarza).

Image

Camp jest fajnie położony wśród oazy z drzew.

Image

Spotykamy drugą grupę, Niemców tym razem. Byli na wspinaczce na Trango Towers. Mieli dwa dni dobrej pogody i dwie osoby w grupie osiągnęły szczyt. To są prawdziwi wspinacze. Ale jesteśmy wspólnie na campie więc mamy ten sam status :) Gratuluję im serdecznie sukcesu a oni życzą nam powodzenia i dobrej pogody (co jest tu absolutnie podstawą).

Wieczorkiem zwyczajowa odprawa z Abidem. Mam w moim planie następny przystanek w Urdukas. Abid opowiada, że jutro dochodzimy do Khorbutse. Moment – coś się nie zgadza. Wyciągamy nasz otrzymany od agencji plan a Abid pokazuje swój. No i zonk. Ma zupełnie inny plan niż my, dłuższy o 4 dni! No way- mamy kupione bilety powrotne i nie możemy sobie ot tak przedłużyć. Szybkie konsultacje i wychodzi, że chyba ktoś się rąbnął i to nie raz w naszej agencji. Nie dość, że nasz plan jest kompletnie od czapy (pewnie dla wyczynowców typu Adam Bielecki jest super) to jeszcze nie zgadza się z tym co ma w zamiarze Abid. Idzie gdzieś dzwonić (on ma zasięg, my nie) i wraca z propozycją nowego planu. Kreślę długopisem na kartce nasz nowy routing, zniknął dzień na odpoczynek i na koniec mamy sporo do przejścia w dół:

Image

Ale – uprzedzając fakty: ten plan będziemy modyfikować przez najbliższe dwa tygodnie jeszcze …. 6 razy!!!

Przed nami czoło lodowca Baltoro, od jutra zaczną się prawdziwe schody.

Image

c.d.n.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 10 Wrz 2026 10:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 792
Loty: 1448
Kilometry: 2 997 031
Krajów: 129 / 60.3%
platynowy
Łatwo już było trzeba sobie powiedzieć. Najbliższe cztery dni to wspinaczka do góry prawie w całości po niestabilnym lodowcu Baltoro. Wyruszamy wcześnie rano o czasie i widzimy jęzor lodowca przed sobą.

Image

Image

Paju Camp jest na wysokości 3410m n.p.m. a Khorbutse gdzie dziś idziemy na 3830m. Niby niewiele, odległość tylko 12 kilometrów ale jak popatrzyliśmy sobie na profil szlaku to okazuje się, że dziś podejdziemy pod górę 725 metrów a w dół 287m. I to jest prawdziwy obraz naszej trasy na następne dni. Mnóstwo małych górek i podejść kończących się ponownym zejściem bez zyskania wysokości. Na dodatek teren robi się trudny, idziemy po zwałach kamieni niesionych przez lodowiec i gdzieniegdzie wystaje czysty i śliski lód.

Image

Image

Na jednej z pomniejszych wzniesień Abid łapie mnie za rękę i pokazuje coś w oddali. Robię zdjęcie na zoomie i…..

Image

- Tak, to sam szczyt K2 widziany trochę z boku. Mamy niesamowite szczęście z przejrzystością powietrza. Do K2 jest coś około 50km stąd. Widać go tylko tutaj z tego miejsca, potem dopiero z Concordii – opowiada uśmiechając się.
Wow, widziałem już z oddali Broad Peak a teraz czubek K2! Jakby nie było pogody dalej to mam taką namiastkę. Idziemy dalej przez początek lodowca, widać skąd się bierze rzeka.

Image

Image

Image

Po paru kilometrach otwiera się nam widok na Trango Towers:

Image

Pięknie stąd widać ten strzelisty szczyt Trango II, który ma wysokość 6237m n.p.m.

Image

Trango Towers stanowią osobne wyzwanie w Karakorum jako cel wypraw wspinaczkowych. Wcale się nie dziwię – ma gładkie, prawie pionowe ściany o kilometrowych długościach (podobno najdłuższa taka pionowa ściana na świecie) i prawie na pewno jest jednym z najtrudniej zdobywanych szczytów po K2 oczywiście.
Ich widok naprawdę zapiera dech!

Image

Po ośmiu kilometrach robimy sobie przerwę w campie Liligo, gdzie nasza ekipa serwuje nam zupkę i makaron.

Image

Dookoła już wysokie góry.

Image

Image

Do Khorbutse zostało już tylko 4 kilometry, które jakoś schodzą dobrze. Idziemy skrajem lodowca podziwiając wielkie zwały lodu. Cały czas coś się tam dzieje, obsypują się skały, słychać trzaski i pomruki. Baltoro zachowuje się jak żywy organizm.

Image

Image

Image

Image

Jeszcze jedna rzeczka z mostkiem i już widać niskie budyneczki campu Khorbutse.

Image

Image

Image

Czekają na nas oczywiście krzesełka i korzystamy z ostatnich promyków słońca w krótkim rękawku. Jak tylko zachodzi robi się przeraźliwie zimno. Czuć ten mroźny podmuch lodowca.

Image

Camp Khorbutse jest położony dokładnie na wprost Trango Castle – czołowej formacji Trango Group.

Image

Po kolacji jak zwykle mamy pogadankę z Abidem. Tak jak się spodziewaliśmy ma dla nas całkiem nowy plan na najbliższe dni :D. Znowu nanoszę poprawki na nasz stary arkusz:

Image

Wygląda to już o wiele lepiej, ale jak zapowiadałem, będziemy jeszcze sporo tu zmieniać w kolejnych dniach. Abid zapowiada na jutro bardzo trudny technicznie odcinek. Zwłaszcza między Khorbutse a Urdukas musimy przejść przez dwa pola lodowca, gdzie schodzą często lawiny i nie ma jednej ścieżki a jest za to nagromadzenie dużych głazów. Całość na jutro aż do Gore I to 13 kilometrów. Gore I jest już na 4170m n.p.m. ale do góry i w dół będziemy szli odpowiednio 711m i 356m.
Niestety w nocy zaczyna padać :( Zasypiam z niepokojem, że wyczerpaliśmy dobrą pogodę i zastaniemy wszystkie ośmiotysięczniki zasnute na długo chmurami…
Wstaję o brzasku pełen najgorszych przeczuć, wyglądam z namiotu a tam….

Image

…. ani jednej chmurki na niebie :D – juppi!

Ruszamy, Abid uśmiecha się pod nosem – Zaraz za załomem skalnym coś zobaczycie. – zapowiada tajemniczo. Przeszliśmy 2 kilometry i nagle …. BACH! Broad Peak (8051m) w pełnej krasie bez najmniejszej chmurki!

Image

A obok – Gaszerbrum IV z wychylającym się zza niego tak zwanym „Hidden Peak” czyli Gaszerbrum I (8068m)!!!

Image

Abid śmieje się widząc nasze opadnięte szczęki. – Ten widok będzie nam towarzyszył aż do samej Concordii jak oczywiście utrzyma się dobra pogoda. Ale czas na podziwianie ośmiotysięczników szybko mija bo musimy się uporać z polem wielkich kamieni po drodze.

Image

Image

Image

To ciężka wędrówka, gdzie często trzeba pomagać sobie rękami.

Image

Image

Image

Sporo czystego lodu wyziera spod kamieni więc miejscami jest bardzo ślisko.

Image

Dajemy radę i już po 2,5 godzinie meldujemy się w Urdukas na krótki odpoczynek (i colę za 2k rupii).

Image

Image

Image

Image

Tu znajduję też pierwsze tabliczki o zmarłych himalaistach. Najwięcej takich pamiątek jest przypiętych do tzw. Kopca Gilkeya przy K2 Base Camp. Ale i w Urdukas jest polski ślad:

Image

Image

Image

Latają tu całymi stadami miejscowe kruki zwane wieszczkami:

Image

Image

Tu też po raz ostatni widzimy jakąś roślinność.

Image

Image

Urdukas leży wysoko na zboczu, więc są z niego fajne widoczki:

Image

Image

Image

Image

Za Urdukas mamy kolejny trudny odcinek tym razem wśród niestabilnych gór lodowych. Jest mniej kamoli ale za to więcej trudnych podejść i zejść po lodowcu.

Image

Image

Image

Image

Image

Po prawej odsłania się nam piękny szczyt, nazwany przez Brytyjczyków K1 ale mający swoją lokalną nazwę: Maszerbrum (7821m).

Image

Lodowiec Baltoro w tym miejscu to mieszanina brył lodowych przykrytych zwałami gruzu i kamieni. Miejscami widoczki są prześliczne:

Image

Image

Image

Image

Kilka kilometrów przed Goro I chłopaki rozkładają nam na lodzie materace i w szczerym polu wśród kamieni pichcą makaronik 😊

Image

Broad Peak i Gaszerbrum widać z każdego miejsca coraz bardziej wyraźnie:

Image

Image

Nasze muły i osły też muszą przebrnąć przez ten trudny teren niosąc dodatkowo nasze manatki i wyposażenie obozu.

Image

Image

Image

Już niedaleko zaraz za momencik będzie Goro I.

Image

Image

Image

Jest! Nasz dzisiejszy obóz rozbity jest w tak zwanym szczerym polu - nie ma żadnej infrastruktury (i nikt nie sprzedaje coli :( ).

Image

Padamy wyczerpani do namiotów, niby nie było dużo kilometrów, ale teren był bardzo trudny. No i jesteśmy już powyżej 4000 metrów więc w powietrzu zaczęło ubywać tlenu.

Jutro już prosta ścieżka do Concordii – tam mam nadzieję zobaczyć K2 w całości. Trzymajcie kciuki za pogodę!

Stay tuned…
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 11 Wrz 2026 10:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 792
Loty: 1448
Kilometry: 2 997 031
Krajów: 129 / 60.3%
platynowy
Budzę się o brzasku po dość zimnej nocy. Na szczęście ciepły śpiwór i bielizna termiczna robią robotę. Wychylam się za potrzebą, idę w krzaki… wróć, w kamienie 😉.

Pogoda będzie przepiękna. Zza ośmiotysięczników pojawiają się pierwsze promienie słońca.

Image

Za chwilkę tuż nad szczytem Gaszerbrumu IV pojawia się słońce. Mamy nieziemsko oświetlony obóz.

Image

A po drugiej stronie doliny dalej wisi jeszcze księżyc.

Image

Do Concordii mamy 16 kilometrów, trzeci ciężki odcinek. Główna baza pod ośmiotysięcznikami położona jest na wysokości 4580m n.p.m. Ale nie ma w planie trasy już takich głębokich dolinek i górek. I rzeczywiście, idziemy po dość równym szlaku z drobniejszymi kamieniami w miarę prosto pod górę.

Image

Image

Krajobraz jest księżycowy, co chwila trzeba omijać przepiękne góry lodowe.

Image

Image

Image

Ale są też miejscami i trudne odcinki jak trzeba pokonać kilka lodowych rozpadlin.

Image

Image

Generalnie odczuwamy, że jest sporo łatwiej niż dzień wcześniej nawet pomimo znacznej wysokości powyżej 4000m.

Image

Naprzeciwko niezmiennie Broad Peak i Gaszerbrum. Po bokach inne pomniejsze szczyty Karakorum:

Image

Image

Image

Image

Image

Na 10 kilometrze robimy tradycyjną przerwę na makaron.

Image

Image

Image

Image

Mam okazję lepiej przyjrzeć się Gaszerbrum I, który wychyla się zza czwórki.

Image

A z tyłu ciągle macha do nas Maszerbrum, dziś w "czapeczce".

Image

Baza przed nami, której nie ma na mapie to jeszcze nie Concordia ale posterunek wojskowy.

Image

Image

Gościnnie korzystamy tylko z kibelka 😉 i to pomimo ostrzeżeń.

Image

W bazach panuje bardzo duży rygor zbierania śmieci co do okruszka. Park Narodowy wyznaczył karę 900 USD na organizatora treku jeżeli zostanie przyłapany na zostawieniu choćby papierka. Z tym bardziej zdziwieniem przyglądamy się okolicom posterunku wojskowego – kupa śmieci niesprzątana od lat wala się w promieniu kilkuset metrów od ich campu. No halo!

Image

Naczytałem się o Concordii jako o bardzo ruchliwym i zatłoczonym miejscu, gdzie swoje bazy główne robi sporo wypraw do Karakorum. Tym bardziej zdziwiony staję na wzgórzu i …. coś tam jakoś pustawo.

Image

No jest to ewidentnie Concordia.

Image

Image

Dopiero z tego miejsca można zajrzeć w boczną dolinę, gdzie 12 kilometrów dalej znajduje się K2. Uwierzcie ale nie widać K2 i tej tej doliny z żadnego innego miejsca, dopóki nie wejdzie się do Concordii!

Image

Image

Stoi, jest majestatyczny, przepiękny. Wiecznie otoczony chmurkami. Znalezienie momentu kiedy nic go nie otacza graniczy z cudem.

Image

Przyglądam się szczytowi, coś tam pewnie mocno wieje dzisiaj.

Image

Zapada we mnie jakaś klapka szczęścia, jestem tu, zobaczyłem K2 na własne oczy. Plan minimum zrealizowany :D

Image

Ale z Concordii jest również piękny widok na Broad Peak:

Image

I patrzę na sam wierzchołek:

Image

A to panorama wszystkich szczytów dookoła:

Image

Image

Przyznaję, że co chwila wychodzę z namiotu popatrzeć na K2 :D tak, jakby od jutra już miał być w chmurach do końca wyjazdu. Słońce zachodzi powoli nad jego wierzchołkiem...

Image

Podziwiamy jeszcze piękny zachód słońca nad Baltoro.

Image

Jutro ostatni trudny dzień – wspinaczka do K2 Base Camp i nocleg w Broad Peak BC. Pogoda będzie na pewno dobra :)

c.d.n.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"


Ostatnio edytowany przez hiszpan, 11 Wrz 2026 10:29, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
Kasia_S uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 11 Wrz 2026 10:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 2265
Loty: 400
Kilometry: 706 728
Krajów: 90 / 42.1%
niebieski
@hiszpan nawet nie wiem co napisać :) zdjęcia cudowne, ale zobaczyć to na własne oczy...zapewne nie do opisania ;)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#8 PostWysłany: 11 Wrz 2026 11:54 

Rejestracja: 30 Maj 2012
Posty: 560
Loty: 405
Kilometry: 613 733
Krajów: 83 / 38.8%
złoty
Niezależnie od tego co będzie dalej, gratulacje @hiszpan za świetną wyprawę i zwycięstwo w konkursie na Relację roku ;)
_________________
Image

Relacja LIVE Athos i okolice
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 11 Wrz 2026 12:01 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 3744
Loty: 40
Kilometry: 97 863
Krajów: 11 / 5.1%
srebrny
Dokladnie to samo pomyślałem. I kalendarz f4f bedzie w 2027 z górami na bank

Wyslane z telefonu przez Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#10 PostWysłany: 11 Wrz 2026 15:58 

Rejestracja: 07 Lip 2012
Posty: 857
niebieski
Super. Jak oceniasz "trudność kondycyjną" w porównaniu do np treku do Everest BC?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#11 PostWysłany: 11 Wrz 2026 19:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 792
Loty: 1448
Kilometry: 2 997 031
Krajów: 129 / 60.3%
platynowy
Wstajemy wszyscy w dobrych humorach, zdrowi i co najważniejsze pełni zapału do osiągnięcia celu głównego naszego trekkingu czyli dojścia do K2 Base Camp. Można powiedzieć, że mamy taki mały, własny „atak” na K2 BC 😊. Pogoda jak na zamówienie oczywiście!

Image

Teraz trochę od kuchni – Camp Concordia ma żelazne zasady co do toalet. To znaczy są dwa oznaczone miejsca, gdzie należy się udawać w sprawie dwójki.

Image

Wszystko musi zostać potem wywiezione.

Drugi temat to woda. Na niżej położonych campach takich jak Paju a nawet Khorbutse są lokalne źródełka, gdzie można opłukać ręce i umyć zęby. Już na lodowcu takiego luksusu nie ma. Nasza ekipa przygotowuje nam osobny baniaczek wody tylko do mycia. Zaletą jest, że z samego rana ta woda jest ciepła, wadą, że jest jej niewiele, ale do umycia rąk, twarzy i zębów wystarcza.

Image

Trzecia sprawa to nasze kury - rozglądam się i nie ma ani jednej. Dochodzi do mnie, że wczoraj wieczorem zjedliśmy na kolację ostatnią! :shock: No pięknie, już się przyzwyczaiłem do ich codziennego gdakania... Czekają nas do końca wyjazdu wege dania :(

Jemy śniadanko na bogato – dziś owsianka ma duże wzięcie.

Image

Abid zapowiada, że nie będzie dziś lunchu klasycznego. Dostajemy porcje na drogę – gotowane jajko, ziemniaka i jakieś ciastka i orzechy.

Czeka nas 12 kilometrów w górę do bazy pod K2 a potem 6 kilometrów zejścia do bazy pod Broad Peak gdzie dziś planujemy nocować. To około 400m w górę, gdzieś pod koniec marszu przekroczymy 5000 m. n.p.m.

Czas ruszać, jest 6.30 rano.

Image

Zarówno K2 jak i Broad Peak przykryte są czapeczkami z chmurek.

Image

Image

Obok K2 mamy mniejszy szczyt wyglądający jak jego miniaturka. Ma „ledwo” 6802 metrów i nazywany jest Angel Peak lub Angelus.

Image

Zaraz za Concordią mamy połączenie dwóch jęzorów lodowcowych, naszego Baltoro oraz lodowca spływającego spod K2 zwanego Goldwin-Austen. To niestabilny teren z wieloma szczelinami, który musimy pokonać. Zajmuje to prawie godzinę.

Image

Image

Image

Image

Wychodzimy w końcu na główny szlak w górę. Niestety lodowiec Goldwin-Austen to znowu niewygodne kamienie.

Image

Rzut oka do tyłu:

Image

Ktoś tu zgubił rogi...

Image

Ale już po przejściu około 5 kilometrów natykamy się na taką samotną tabliczkę!

Image

Wooow, dotarliśmy do Broad Peak Base Camp! Leży ona dokładnie na szlaku na K2.

Image

Ale nic kompletnie tu nie ma. Po sezonie wspinaczkowym (który skończył się 15 sierpnia) baza kompletnie opustoszała. Pozostały jakieś elementy namiotu ratowniczego i śmieci (!)

Image

Robimy obowiązkową sesję zdjęciową 😊 z naszą flagą narodową oczywiście.

Image

Patrzę na Broad Peak. Maciek i Tomek leżą gdzieś tam kilka kilometrów ode mnie :( . Odmawiam za nich po cichu modlitwę. Broad Peak chyba zostanie w sercach Polaków na zawsze…

Image

Idziemy dalej. Schodzimy z kamieni i Abid kieruje nas prosto na jęzor lodowcowy.
- To taka lokalna autostrada – opowiada.

Image

I rzeczywiście – lód jest niesamowicie chropowaty i pokryty warstwą małych kamyczków. Idzie się po tym świetnie jak po asfalcie prawie. Nie potrzeba raczków, przyczepność jest doskonała.

Image

Image

Image

Mijamy ciekawe głazy wiszące na lodzie.

Image

Idę sobie spokojnie i nagle słyszę huk! No jakby jakieś działo ktoś odpalił. Rozglądamy się szybko, ze zbocza Broad Peaku sunie lawina!

Image

OMG! Jak ona szybko się przemieszcza. Nagrałem filmik.



Patrzę na Abida – stoi spokojnie i ręką daje znak, że nic nam nie grozi. Podchodzę do niego a on opowiada. – Dokładnie tym samym żlebem zeszła lawina 30 lipca. Stałem tu jak teraz z inną grupą. Ale najpierw podziwialiśmy grupę himalaistów wchodzących na Broad Peak. Lawina ogarnęła ich w mgnieniu oka. Mam to też nagrane, pokażę Wam w bazie. Dziś na szczęście nikogo nie ma na zboczu Broad Peaku.

Image

Jeszcze chwilkę stoimy wstrząśnięci. 30 lipca zginął tu między innymi słynny Nirmal „Nims” Purja – nepalski himalaista znany ze zdobycia wszystkich ośmiotysięczników w najkrótszym czasie i pierwszego wejścia zimowego na K2. Zdjęcia i filmik nie oddają skali, ale to było potężne zjawisko!

Trzeba iść dalej. W którymś momencie zegarek pokazuje mi przekroczenie 5000m 😊

Image

Image

Image

Image

Image

Podchodzimy w końcu pod sam K2. Gdzieś tu jest baza.

Image

Image

W końcu doszliśmy – czy to jest ten słynny K2 Base Camp?

Image

Image

Image

No najwyraźniej to tu:

Image

Niesamowite, zrobiliśmy to. Jesteśmy mega zmęczeni, aż nie ma siły się cieszyć!

Image

Zza rogu pojawia się lokales z colą po 5000 rupii :D

Image

Siedzi tu chyba tylko po to aby na niej zarabiać.

Mam swoje K2 Base Camp :D wymarzone, cel główny osiągnięty!

Image

Rozglądamy się, jakiś wodospad leci z góry:

Image

Dotknąłem głównej skały K2 - mam Cię czarna góro! Patrzę w górę, są chmurki, ale szczyt co chwila się odsłania:

Image

Tak jakby zapraszał mnie do pójścia wyżej – „Chodź, to łatwe, zobacz jaka świetna pogoda, dasz radę, to tylko 3,5 kilometra ….” – kusi.

Ale oczywiście zdrowy rozsądek trzyma mnie na miejscu. Trzeba wracać, jeszcze mamy sporo kilometrów do pokonania. Ale na szczęście – tu mnie nachodzi wspaniała myśl – od tego miejsca już wracamy tylko w dół!

Pozostał nam jeszcze Kopiec Gilkeya. Tak wygląda z Base Campu.

Image

Image

Na miejscu duża szara tablica z nazwiskami Maćka i Tomka. Z polską flagą zatkniętą obok. Ale i wiele innych polskich nazwisk tych co tu zostali na zawsze – „Mrówka”, Wróż, Piotrowski, Syrokomska a nawet Artur Hajzer, który zginął na Gaszerbrum a którego znałem osobiście….

Ale miejsce, ściskające za gardło.

Image

Image

Wracamy, już w dół, naszą lodową autostradą. Przed nami hen daleko Concordia.

Image

Za mną ciągle K2:

Image

Znowu autostrada:

Image

Image

Image

Image

Niewiarygodnie, ale bazę pod Broad Peakiem osiągamy w 2,5 godziny.

Image

Tam szybki obiad - makaron, dużo makaronu.

Image

Jeszcze nam chłopaki przyszykowali deser w postaci puddingu z napisem:

Image

Tak – tam jest napisane „Welcome to Broad Peak” jak nam przetłumaczył Abid zdziwiony, że nie znamy angielskiego 😉.

Zdejmuję tylko buty i kurtkę i tak jak stoję pikuję do śpiwora, tak jestem zmęczony. Będę dzisiaj spał cudownie dobrze prawie 11 godzin!

Stay tuned.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group