Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Sahara Zachodnia
#1 PostWysłany: 26 Sie 2026 09:58 

Rejestracja: 30 Maj 2017
Posty: 333
niebieski
Życie w zawieszeniu
Stado wielbłądów nieśpiesznie przechodzi przez drogę tuż przed moim autem, nie zwracając uwagi ani na mnie, ani na nadjeżdżającą z przeciwka ciężarówkę. Nikt nie trąbi, cierpliwie czekamy. Zwierzęta są u siebie. Być może bardziej niż Marokańczycy, Francuzi, Maurowie i wszyscy inni, którzy przez ostatnie stulecia uzurpowali sobie prawo do tej ziemi. Do Sahary Zachodniej – afrykańskiego tworu zawieszonego gdzieś pomiędzy państwem a kolonią, historią a teraźniejszością, pamięcią a zapomnieniem.


Przede mną ciągnie się droga N1. Jedyna prawdziwa arteria tej części świata. Łączy Tanger nad Morzem Śródziemnym z mauretańską granicą i dalej – aż do Senegalu i Gambii. Na mapie wygląda niepozornie. W rzeczywistości jest kręgosłupem zachodniej Sahary. Jadę nią od kilku godzin. Po prawej stronie Atlantyk, choć najczęściej niewidoczny zza wydm i skalistych wzgórz. Po lewej kamienista pustynia. Nie ma tu klasycznych, złotych wydm znanych z folderów reklamujących Maroko. Sahara Zachodnia jest surowa. Szara, brunatna, czasem czarna od bazaltowych skał. To pustynia, która nie stara się być piękna. Monotonia krajobrazu działa hipnotyzująco. Po pewnym czasie człowiek zaczyna dostrzegać rzeczy wcześniej niewidoczne: porzuconą oponę, szkielet wielbłąda wybielony przez słońce, jaszczurkę wygrzewającą się na kamieniu. Albo człowieka odpoczywającego przy drodze choć w pobliżu nie ma żadnego środka transportu a po horyzont nie widać żadnych zabudowań.
Przez całe dziesięciolecia ta trasa to był święty Graal podróżników. Asfalt kończył się setki kilometrów stąd, a do Mauretanii prowadziła droga przez piasek pustyni i pola minowe. Przejście graniczne w Guerguerat a to zamykano na całe tygodnie, a to otwierano znienacka na parę godzin. Wraki samochodów tych, którym się nie udało zalegały po obydwu stronach traktu. Wiele lat ten odcinek można było pokonać jedynie w wojskowym konwoju terenówką z napędem na cztery koła.
Tamte czasy pozostały dziś jedynie w opowieściach wagabundów. I to tych starszych. Ciężarówki, rejsowe autokary, turyści, suną dziś na południe, do Dakaru i Bandżul; rejestracje francuskie, hiszpańskie, nawet polska. Pomny opisów w Internecie przygotowałem kilkanaście fiszek z danymi paszportowymi dla żandarmów na punktach kontrolnych. Tyle, że punktów nie ma…. Okupacja bezobjawowa. O ile nie szuka się problemów.

Miejsce do życia
W Europie niewielu ludzi potrafi wskazać Saharę Zachodnią na mapie. Jeszcze mniej wie, dlaczego istnieje. Konflikt, który kiedyś zajmował pierwsze strony gazet, dziś niemal zniknął ze świadomości świata. W Dakhli, największym mieście południa, pytam mieszkańców, kim są. – Marokańczykami – odpowiadają niemal wszyscy. Gdy dopytuję, czy może jednak Saharyjczykami, reakcje stają się bardziej ostrożne. Młody recepcjonista hotelowy milknie na chwilę. – Oczywiście, że jestem Saharyjczykiem – mówi w końcu. – Ale jestem też Marokańczykiem. Jedno nie wyklucza drugiego. Starszy taksówkarz reaguje inaczej. – Nie rozmawiam o polityce – ucina. Jeszcze inny rozmówca śmieje się. – To pytanie dla dziennikarzy i polityków. Normalni ludzie mają inne problemy.
Właśnie to uderza najmocniej. W Europie Sahara Zachodnia istnieje głównie jako problem polityczny, dla Unii Afrykańskiej czy ONZ jest reliktem kolonialnej przeszłości, dla Stanów Zjednoczonych ziemią do przehandlowania w zamian za przystąpienie Maroka do Porozumień Abrahamowych. Na miejscu jest po prostu adresem do życia. Dakhla sprawia wrażenie miasta, które chce zapomnieć o sporze. Powstają nowe osiedla mieszkaniowe. Budowane są szkoły, hotele i restauracje. Nad zatoką latają setki kolorowych latawców. Miasto stało się jednym z najważniejszych światowych ośrodków kitesurfingu. Luksusowe ośrodki wypełnione są cudzoziemcami – młodymi ludźmi, głównie z Europy, szukającymi dobrej zabawy w umiarkowanej cenie. Przed budynkami land rovery, quady, drogi sprzęt do sportów wodnych. Jedno z najbardziej spornych terytoriów świata wygląda tu jak rozwijający się kurort. Tuż obok policja utworzyła checkpoint. Nie wiadomo dla bezpieczeństwa turystów czy bardziej ich kontroli.
Przy wyjeździe z miasta powstaje kompleks gmachów – uniwersytet medyczny połączony z polikliniką. Oczywiście imienia króla Mohameda VI, aktualnego władcy Maroka. Jak wszystko co tu powstaje – żeby nie było żadnych wątpliwości kto na to daje pieniądze. Na powstającym nieopodal osiedlu imienia monarchy można kupić 32-metrowe studio za 18 tys. euro. Dwa razy taniej niż we właściwym Maroku.
Wieczorem promenada nad oceanem zapełnia się rodzinami. Dzieci jeżdżą na rowerach. Mężczyźni piją herbatę, kobiety spacerują grupami. W powietrzu unosi się zapach grillowanych ryb. Ocean jest tu kluczem do zrozumienia regionu. Zimne prądy atlantyckie tworzą jedno z najbogatszych łowisk świata. Rybołówstwo daje pracę tysiącom ludzi. Porty pełne są kutrów. Ryby trafiają później do Hiszpanii, Francji, Japonii i Chin. Ekonomia okazuje się znacznie bardziej realna niż polityka. Ale ta wciąż jest – czai się z dala od turystycznych miejsc. Przy drodze do przejścia granicznego z Mauretanią stoi biały land cruiser z niebieskim napisem UN. Dwóch żołnierzy MINURSO siedzi w cieniu samochodu. Misja Organizacji Narodów Zjednoczonych działa tutaj od 1991 roku. Miała doprowadzić do referendum niepodległościowego. Trzydzieści kilka lat później referendum nie ma, ale misja nadal jest.

Front na papierze
Im dalej od turystów i bajecznych plaż, tym bliżej polityki. Wystarczy zjechać z N1 w stronę Awsard by zobaczyć świat wojskowych konwojów i militarnych baz. Po wietrznej przyjemnej Dakhli to jak wyjazd w inny wymiar. Temperatura natychmiast rośnie do 40 stopni, a drogę przekraczają nie tylko wielbłądy, ale i półmetrowe czarne jaszczurki. Mijają mnie wyłącznie wojskowe pojazdy: ciężarówki pełne żołnierzy lub patrole w toyotach z karabinami maszynowymi zamontowanymi na pace. Moja dacia zupełnie tu nie pasuje, ale nie zatrzymuje mnie nikt. Żołnierze uważają pewnie, że skoro jadę, to znaczy mam do tego prawo. Awsard nie liczy więcej niż 200 osób, całość to boczna ulica od głównej drogi przy której stoi kilkadziesiąt domów. Cała osada wygląda tak jakby ktoś zbudował ją wyłącznie dla potrzeb wojska. Koszary, magazyny, jest nawet checkpoint z dwoma spoconymi żołnierzami, bardzo zadowolonymi, że pod pretekstem kontroli z piekielnego żaru mogą na chwilę uciec do klimatyzowanego auta. Tuż obok bazy mała stacja benzynowa, tyle, że nie ma benzyny. Jest też sklepik. Wewnątrz wielka lodówka z zimnymi napojami, tyle, że akurat są ciepłe, bo nie ma prądu. Kilku mężczyzn siedzi w cieniu i pije herbatę. Jak wszędzie na Saharze, ceremonia parzenia herbaty jest niemal świętością. Pierwsza szklanka jest gorzka jak życie. Druga mocna jak miłość. Trzecia słodka jak śmierć. Tak przynajmniej głosi lokalne powiedzenie.
Starszy mężczyzna w błękitnej daraa – tradycyjnej saharyjskiej szacie – opowiada mi o czasach hiszpańskich. – Byłem dzieckiem, gdy byli tutaj Hiszpanie – mówi. – Potem przyszła wojna. Wszyscy mówili o wolności. Potem przyszli Marokańczycy. Teraz młodzi mówią o pracy.
To właściwie streszczenie najnowszej historii Sahary Zachodniej. Przez wieki był to obszar zamieszkany przez plemiona koczownicze. Granice nie miały większego znaczenia. Liczyły się studnie, szlaki karawan i miejsca wypasu wielbłądów. Pod koniec XIX wieku pojawili się Europejczycy. W czasie wyścigu kolonialnego Hiszpania zajęła wybrzeże Atlantyku. Tak powstała Hiszpańska Sahara. Przez dziesięciolecia była to jedna z najbardziej zapomnianych kolonii świata. Wszystko zmieniło się w latach siedemdziesiątych. Dekolonizacja ogarniała Afrykę. Saharyjczycy zaczęli domagać się niepodległości, powstał partyzancki Front POLISARIO. W 1975 roku Hiszpania zdecydowała się wycofać, Maroko natychmiast zgłosiło roszczenia do terytorium, a król Hassan II ogłosił Zielony Marsz. Setki tysięcy ludzi ruszyły na południe. Był to jeden z najbardziej spektakularnych politycznych teatrów XX wieku. Niedługo później wybuchła wojna. Partyzanci z Frontu wspierani przez Algierię walczyli przeciwko Maroku i przez pewien czas również przeciwko Mauretanii. Dziesiątki tysięcy ludzi uciekły do obozów uchodźców w okolicach algierskiego Tindufu.
Wojna trwała szesnaście lat. Pozostałością po niej jest gigantyczny wał obronny przecinający pustynię na długości ponad dwóch tysięcy kilometrów. Nazywany jest bermem. To jedna z najdłuższych fortyfikacji świata. Po zachodniej stronie znajduje się obszar kontrolowany przez Maroko. Po wschodniej wąski pas ziemi kontrolowany przez Front POLISARIO. Większość turystów nigdy go nie zobaczy. Większość mieszkańców również. To po prostu 2-3-metrowy wał ziemi i piasku w sercu pustyni słabo odznaczający się od okolicznych wydm. Nie przypomina muru berlińskiego ani granic znanych z telewizji. Można stać na nim i tego nie wiedzieć. O ile wcześniej nie wyleci się w powietrze na zapomnianej zardzewiałej minie.
Konflikt zamrożono w 1991 roku. ONZ obiecała referendum dotyczące przyszłości regionu. Minęły ponad trzy dekady, referendum nigdy się nie odbyło. Gdy rozmawiam z ludźmi, mam wrażenie, że wielu przestało wierzyć, iż kiedykolwiek się odbędzie. Zresztą, nie ma już sensu. Maroko zainwestowało miliony dolarów w infrastrukturę, nowe osiedla i szkoły. Nawet paliwo jest tu tańsze niż na Północy, a przesiedleńcy z właściwego Maroka dostają ulgi podatkowe. Nowymi instytucjami kieruje marokańska kadra, ściąga rodziny, wynajmuje domy i mieszkania od lokalnych właścicieli, wreszcie kupuje nowe od saharyjskich deweloperów. Dziś Marokańczyków jest już więcej niż rodowitych Saharyjczyków, z których część z pewnością nie zostałaby w ogóle dopuszczona do głosowania, a przecież też nie wszyscy zagłosowaliby za własnym państwem. Front POLISARIO, choć oficjalnie wciąż uznawany przez ONZ za reprezentanta Saharyjczyków, bez wsparcia międzynarodowego pozostał głównie na papierze, choć po 2020 roku od czasu do czasu przypomina o sobie ostrzałem okolic Semary.

Zasiedzenie
W Bir Ganduz, niemal przy granicy z Mauretanią, życie płynie jeszcze wolniej niż gdziekolwiek indziej. Miasteczko wygląda jak punkt serwisowy na końcu świata. Kilka sklepów, dwa hotele, meczet, warsztaty samochodowe, elegancka apteka. I stadion. To właśnie tam zwraca moją uwagę mur ozdobiony flagami afrykańskich państw. Szukam flagi Sahary Zachodniej. Nie znajduję, nie ma również żadnych napisów nawołujących do niepodległości, nie ma plakatów, nie ma transparentów. Nawet graffiti. Cisza. To właśnie ona jest najbardziej zaskakująca. Przez lata wyobrażałem sobie Saharę Zachodnią jako miejsce napięcia i konfliktu. Tymczasem spotykam przede wszystkim obojętność. Być może właśnie dlatego ten konflikt trwa tak długo. Nie dlatego, że jest nierozwiązywalny, lecz dlatego, że większość ludzi nauczyła się żyć tak, jakby już dawno został rozwiązany. Dla świata to wygodne, problemem jest teraz Iran czy Ukraina. Maroko przejęło Saharę przez zasiedzenie.
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
      
USA: Nowy Jork + Miami w jednej podróży od 2918 PLN! 🦅🌊 Od drapaczy chmur po rajskie plaże 🏙️☀️ USA: Nowy Jork + Miami w jednej podróży od 2918 PLN! 🦅🌊 Od drapaczy chmur po rajskie plaże 🏙️☀️
Weekend w Wenecji za 719 PLN🏛️Loty + 3* hotel w historycznej dzielnicy 🇮🇹🏨 Weekend w Wenecji za 719 PLN🏛️Loty + 3* hotel w historycznej dzielnicy 🇮🇹🏨
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group