Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 15 Cze 2026 13:16 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 1204
Loty: 379
Kilometry: 759 148
Krajów: 80 / 37.4%
srebrny
-- 15 Cze 2026 11:09 --

Odwiedzenie Argentyny i Brazylii było w planie od dawna, ale ciągle coś nie pasowało: nie wszystkie miejsca da się odwiedzić z dziećmi, a za długi wypad by lecieć bez dzieci, no i oczywiście drogie bilety. W końcu dzieci podrosły, a ja uznałem, że trzeba tę część świata podzielić na kilka wyjazdów i na pierwszy po prostu kupiłem bilety - bez dzieci (żeby sprawdzić czy da się z dziećmi następnym razem - da się). Wylot do Buenos, powrót z Rio. Weekend majowy to dobry okres na Rio: koniec sezonu deszczowego i koniec karnawału (mniej turystów). Maj jest już miesiącem lepszej pogody, mniej pada, więcej słońca i chłodniej, bez upałów. Dla Buenos i okolic to koniec lata, ale pogoda nadal jest dobra do zwiedzania. Chciałem też odwiedzić Urugwaj i wodospady Iguazu. Szukając biletów lokalnych zauważyłem jednak, że linie argentyńskie mają dobre ceny także do .... Patagonii. No i to zasiało u mnie niepokój. W tym czasie w Patagonii kończy się jesień i zaczyna zima. Początek kwietnia to jeszcze kolorowe liście, ale z końcem kwietnia robi się pusto i zimno, możliwe są mrozy i śnieg. Szanse na jakiekolwiek słońce to nie więcej niż 20%, przy złej pogodzie gór nie zobaczymy, ale lodowiec Perito Moreno już tak. To wystarczy, więc zapadła decyzja, że kupujemy, bo pewnie nieprędko tam wrócimy. Co prawda mocno intensyfikuje nam to resztę trasy, bo uznałem, że głupio lecieć ponad 3h z Buenos na jeden dzień, więc będą to dwa dni: pierwszy na lodowiec, a drugi na jakieś szlaki by zobaczyć przyrodę i choć dać sobie szanse na zobaczenie szczytów Fitz Roy i Cerro Torre (choć gdzieś w prześwitach pomiędzy chmurami). Liczyłem, że jesień szczęśliwie dla nas przyjdzie tam później niż zwykle. Myliłem się ;) O ile pierwsza połowa kwietnia była ciepłą i słoneczna, to tydzień przed naszym wyjazdem pogoda zmieniła się drastycznie. Deszcze, śnieg, mrozy i wiatr taki, że z przerażeniem oglądałem obraz z kamerki internetowej w El Chalten, wiało tak, że kamera wpadała w silne drgania i nic nie było na niej widać. Zresztą jak obraz był stabilny to i tak widać było tylko szarość. Przed samym wyjazdem prognozy pogody dla Patagonii były tak złe, że musieliśmy zmienić plany bagażowe, by zabrać zimowe ubrania i to oznaczało konieczność zabrania większego bagażu podręcznego, a to tworzyło kolejny problem, bo na lotach lokalnych w Argentynie w cenie mieliśmy tylko mały podręczny jak w Ryanair. Rozwiązaniem było zabranie przeznaczonej do wyrzucenia starej walizki, udało się jeszcze raz dokleić do niej urwane kółko (poprzednia prowizoryczna naprawa wytrzymała rok i 6 wyjazdów). Walizka musi tylko wytrzymać do Buenos, gdzie już zostanie na zawsze.
Wreszcie czas wyjazdu. Urywamy się nieco wcześniej z pracy, lecimy do Frankfurtu, gdzie odpoczywamy na długiej przesiadce:
Image

Lecimy 747-800. Linie pozbywają się już tych samolotów, bo są drogie w eksploatacji. Tym bardziej fajnie załapać się na coś nietypowego:
Image

Lecimy w ekonomicznej premium, upgrade za vouchery wylatane przez 2 ostatnie lata. Jedzenie jest podobne jak w ekonomicznej, ale lepiej podane (ceramika). Na oko fotel jest tylko trochę większy, ale różnica przy spaniu jest ogromna, bo oparcie pochyla się bardzo mocno (co ciekawe znacznie mocniej niż w nowszych fotelach). Lepszy sen ma znaczenie, bo jak widać czeka nas ponad 13h lotu:
Image

Menu sugeruje, że będzie skromnie:
Image

Do Buenos dolecieliśmy z przygodami. Zamknięto lotnisko w Buenos z powodu mgły, loty które miały lądować w Buenos przekierowywano na inne lotniska. Skręciliśmy w stronę Rosario, a to oznaczało stratę nawet kilku godzin i ryzyko że załodze skończy się czas pracy (wtedy utknęlibyśmy tam na dłużej). Na szczęście już na podejściu kapitan powiedział, że mamy zgodę na lot do Buenos bo warunki nieco się poprawiły:
Image

Udało się wylądować za pierwszym razem, ale mgła rzeczywiście była gęsta, prawdopodobnie poniżej 200m widoczności. Musieliśmy jeszcze poczekać aż zwolnią się gejty z samolotów, które przez mgłę miały opóźnione starty. Łącznie wysiedliśmy z samolotu z opóźnieniem około 1-1,5h, więc bez dramatu. Gdy wyszliśmy z terminala wschodziło już słońce.
Image

Lotnisko EZE znajduje się daleko od centrum, to prawie 1h jazdy, dlatego taxi są drogie. Uznaliśmy, że pojedziemy autobusem publicznym, który jest bardzo tani (poniżej 1usd). Wiedzieliśmy, że są dwa autobusy z tym samym numerem, jeden zwykły, który jedzie ponad 2h, a drugi szybszy (semirapido) powinien dojechać w nieco ponad 1h. Wsiedliśmy w ten szybszy, ale i tak jechaliśmy do centrum prawie 2h. Następnym razem weźmiemy jednak ubera.

-- 15 Cze 2026 11:11 --

Wysiedliśmy przy głównym miejskim placu Plaza de Mayo. Akurat zaczynała się uroczystość zmiany warty:
Image

Plaza de Mayo to chyba najważniejsze miejsce w mieście, to główny plac miasta od momentu założenia Buenos przez hiszpanów. Nazwa odnosi się do maja 1810, gdy po podbiciu Hiszpanii przez Napoleona na plac wyszli ludzie sprzedziwiając się protektoratowi Hiszpanii i domagając się niepodległości. Później pod koniec XIXw, gdy Argentyna była już bogata plac stał się centralnym punktem w którym zbiegały się nowe miejskie ulice wzorowane na Paryżu.
Image

Zostawiamy bagaż w hotelu i idziemy na miasto (kółko od walizki wytrzymało prawie do wejścia do hotelu). Hotel to HTL Urbano wybrany po prostu najtańszy z tych z dobrymi opiniami w pobliżu terminala linii promowej Buquebus. Zwiedzanie zaczęliśmy od nowej dzielnicy portowej. W zasadzie to jest stary port Puerto Madero, zbudowany w latach świetności Argentyny, gdy budowałą swoją potęgę eksportera żywności do Europy pod koniec XIXw. Szybko zmieniły się standardy, pojawiły się większe statki i już po 15 latach podjęto decyzje o budowie zupełnie nowego portu, a ten popadł w ruinę. Dopiero pod koniec XXw podjęto się rewitalizacji tego terenu, zachowano część zabytkowych budynków i stworzono prestiżową dzielnicę biznesową. To udany projekt:
Image

Image

Ikoną dzielnicy jest most znanego architekta Santiago Calatravy:
Image

Ponownie przez Plaza de Mayo idziemy w głąb miasta do niezwykle szerokiej ulicy 9 lipca, przejście przez nią nie jest dla pieszych zbyt przyjemne bo to kilkanaście pasów ruchu. Dochodzimy do wielkiego obelisku, wybudowanego w miejscu wywieszenia flagi Argentyny po raz pierwszy. Tu opadamy z sił i z przymusu siadamy w jednej z małych kawiarenek. Bierzemy jakiś pakiet ciastko+kawa.
Image

Odpoczynek stawia nas na nogi do tego stopnia, że rezygnujemy z ubera i idziemy na piechotę przez dzielnicę Recoleta, tu jest więcej parków i sklepów, jest przyjemniej i chyba bardziej bogato.
Image

Image

Recoleta i Palermo to bogate dzielnice od końca XIX gdy przeniosły się tu elity z dotnikiętego epidemią San Telmo (1871). Nasz główny cel to stary cmentarz Recoleta, znany z unikalnej architektury, grobowców przypominających małe pałace i spoczywających tu znanych postaci w tym znanej nie tylko w Argentynie Evity Peron. Postaci do dziś kontrowersyjnej.
Image

Image

Image

Image

Uberem docieramy do dzielnicy La Boca. Tu w 1536 hiszpanie założyli pierwszą osadę, ale lokalni indianie ja zniszczyl. Kolejna próba miała miejsce dopiero w 1580 w miejscu Plaza de Mayo, tym razem udana próba. La Boca była jednak naturalnym portem dla Buenos. W XIXw to była już część miasta, która w drugiej połowie wieku szybko rosła w raz z napływającymi imigrantami (głównie z Włoch) kuszonymi bogacącą się Argentyną. La Boca to była niebezpieczna dzielnica marynarzy i biedoty, ale też tygiel kulturowy łączący wpływy lokalne, europejkie, a nawet przez potomków niewolników, afrykańskie. To tu i w sąsiedniej dzielnicy San Telmo narodził się nie tylko unikalny argentyński miejski slang lunfardo, ale i tango. Podobny proces miał miejsce w tym samym czasie w dzielnicach portowych Montevideo, miasta żyły wtedy ze sobą bardzo blisko. Z czasem tango stało się popularne i przeszło na salony, a slang lunfardo zostawił swoje ślady w argentyńskim hiszpańskim. Budynki które tu budowano były prymitywne w drewnianej konstukcji obitej później blachami, dla poprawy estetyki malowano je resztkami okrętowej farby w różnych kolorach. Dziś to co po nich zostało jest atrakcją. Niestety turystyczne ulice dzielnicy są dziś bardzo kiczowate. To głównie knajpy i ogromne sklepy z pamiątkami. Z wielu okien wychyla się sztuczny Messi z pucharem, każdy może zrobić sobie z nim zdjęcie (oczywiście za opłatą).
Image

Image

Image

Jak m się szczęście można też spotkać spacerującego żywego Messiego:
Image

Piłka jest w Buenos wszechobecna, a szczególnie w La Boca, ponad 100lat temu włoscy emigranci założyli tu klub piłkarski Boca Juniors, dziś jeden z najbardziej utytuowanych i znanych klubów na świecie. Tu na początku i na końcu kariery grał Diego Maradona. Lokalny stadion nazywany z powodu kanciastej architektury to La Bombonera, widzieliśmy go tylko później z samolotu. A to niewielkie podwórkowe boisko w samym środku La Boca:
Image

Image

Uberem docieramy do dzielnicy San Telmo, to blisko, ale okolica po drodze nie ma dobrych opinii. San Telmo było bogatą dzielnicą do epidemi w 1871, gdy bogacze sprzedali swoje duże domy i przenieśli się do północnych dzielnic Recoleta i Palermo. Ich domy zostały podzielone na niewielkie mieszkania, które wynajmowano biednym imigrantom. To także tworzyło kulturę podobną do La Boca. W połowie XXw dzielnicę prawie wyburzono, ale na szczęście dziś ma swój urok targowisk staroci i knajp z tangiem.
Image

Image

Na piechotę wracamy zmęczeni do hotelu. Buenos to fajne miasto i zdecydowanie czujemy niedosyt. Plan na teraz jest taki by się wyspać, bo kolejnego dnia wcześnie rano płyniemy problem do Urugwaju, a konkretnie miasteczka Colonia del Sacramento, potem autobus do Montevideo i późnym wieczorem prom powrotny do Buenos. Ponieważ pojutrze także wcześnie rano mamy ważny lot do Patagonii monitoruję prognozy pogody, a te zaczęły pokazywać silne wiatry po południu, nawet do 70-80km/h. Pytam więc szybko kolegę, który pływa, czy to już wartości istotne i okazuje się, że jak najbardziej mogą mieć znaczenie, ale to zalezy.... Zacząłem więc sprawdzać jakie są ograniczenia tych promów i wyszło, że są bardzo blisko. Szczególnie dłuższa trasa powrotna jest zagrożona, bo Montevideo to bardziej otwarty ocean i przez to znacznie wyższe fale przy podobnym wietrze. Dla nas ryzyko utknięcia oznaczałoby, że nie zdążymy na poranny lot do Patagonii, a przez to tracimy też loty powrotne do wodospadów Igazu i wszystkie noclegi pomiędzy. Z czasem prognozy wręcz się pogarszały, powstał więc plan, że pójdziemy do portu wcześniej i poprosimy o zmianę rejsu powrotnego z wieczornego Montevideo na popołudniowy bezpieczniejszy z Colonia del Sacramento. Nadal byłoby pewne ryzyko, ale marginalne, a przy tym nie tracilibyśmy biletów. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że się dogadamy i linia promowa zgodzi się na taką zmianę, a to jest wielka niewiadoma.

-- 15 Cze 2026 11:12 --

Zgodnie z planem rano, jeszcze przed wschodem słońca, idziemy do terminala promowego Buquebus. Nieśmiało podchodzimy do okienka i tłumaczymy, że po południu ma być silny wiatr i to zwiększa ryzyko odwołania wieczornego rejsu z Montevideo. Pani o prognozach nic nie wie, ale potwierdza, że to połączenie do Montevideo jest bardziej podatne i wtedy firma autobusami przewozi pasażerów do Colonia del Sacramento i to zdarza się dosyć często, ale oczywiście nie w nocy, a my musimy być rano na lotnisku. Pani nas rozumie i nie robi żadnych problemów z zmianą rezerwacji. Pojawił się jednak problem w systemie, bo na interesujący nas rejs powrotny z Colonia nie ma już miejsc. Są tylko droższe w klasie biznes.. ups. Pytamy ile trzeba dopłacić i okazuje się, że tylko 50zł od osoby - nie jest źle. Po prostu nasz bilet powrotny z Montevideo był droższy (to jednak kilkakrotnie dalej) i normalnie po zmianie na tańszy z Colonia nadpłata by się zmarnowała, a tak pokrywa część tych droższych biletów w biznesie. Miał być intensywny dzień, a będzie relaks, choć z pewnym niepokojem będziemy jednak czekać na wiatr. Będzie śmiesznie jeśli się nie pojawi.
Czekamy w terminalu. Przed nami odpływa szybki prom do Montevideo, bez problemów, bo rano wiatru jeszcze nie ma. Najsilniejszy wiatr ma być tylko po północnej stronie zatoki, nie w Buenos. Rozpatrywałem też wariant by zmienić kolejność i zaczać od Montevideo, a wrócić z Colonia, ale ostatni prom z Colonia jest bardzo wcześnie, znacznie wcześniej niż powrotny z Montevideo i cały plan nie spina się czasowo. Promy jest spore i wypchane pasażerami - dla większości Colonia to tylko przesiadka w drodze pomiędzy Buenos i Montevideo. Bezpośredni prom do Montevideo kursuje dopiero od niedawna, a standardowa trasa to właśnie prom do Colonia i dalej autobus. Nadal wiele osób tak podróżuje, bo tak jest taniej i taka trasa jest mniej wrażliwa na pogodę. Na promie spotykamy polską zorganizowaną wycieczkę, dowiadujemy się od nich, że 2 maja w sobotę przez przypadek trafiamy w Rio na darmowy koncert Shakiry. Wcale się nie cieszymy, bo to oznacza, że będzie więcej turystów. Gdy wypływamy akurat wschodzi słońce:
Image

Image

Colonia to sliczne zabytkowe miasteczko założone przez portugalczyków. To był w ogóle śmiały tajny projekt. Portugalii nie podobało się, że Hiszpania posiada aż tak duże tereny i absolutny monopol na handel morski. Powstał więc plan by wysłać po kryjomu kilka statków, które miały szybko stworzyć ufortyfikowaną osadę niemal pod nosem hiszpanów. Zrobiono to w styczniu 1680. Zaskoczona Hiszpania potrzebowała aż 7 miesięcy by uformować mini armię, która oczywiście rozniosła w pył pierwszą wersję Colonia del Sacramento, ale Portugalia już wiedziała, że eksperyment się udał. Udało się w tym czasie przejąć część ruchu handlowego i rozwinąć przemyty towarów do i z Buenos. Przez kolejne półtora wieku Colonia przechodziła z rąk do rąk aż 10 razy, kolejne fortyfikacje budowano już coraz lepiej i trwalej, ruiny pozostały do dziś. Hiszpania by blokować portugalską Colonię musiała zbudować po północnej zatoki nowe miasto portowe Montevideo, a Portugalia wiedziała, że Colonia o którą walczą i tak długoterminowo nie ma szans na rozwój i konkurencję z portami hiszpańskimi, ale nie o to Portugalii chodziło, mieli sprytniejszy dyplometyczny plan. Portugalia, a później Brazylia ogłosiła swoje roszczenia do całego terenu sięgającego od Brazylii do zatoki będącej ujściem rzeki Río de la Plata. Gdy na początku XIXw upadły imperia kolonialne spór pomiędzy nowymi krajami: Brazylią i Argentyną wcale nie ustał, wręcz przeciwnie, doszło do wojny. Pozycję mediatora przejęła Wielka Brytania, Brazylia miała gotowy plan z całkowitą rezygnacją z Colonii, pod warunkiem zwiększenia jej granic w innych miejscach, zyskała na tym ogromne obszary. A obszar sporny zmieniono na bufor, który wyodrębniono jako nowy kraj: Urugwaj. Być może dzięki temu Colonia pozostała niewielkim miasteczkiem, a jej zabytki są dosyć dobrze zachowane.
Image

Image

Najbardziej znana "ulica westchnień":
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jak widać Colonia del Sacramento to bardzo spokojne i relaksujące miejsce. Po około 2h przeszliśmy już wszystko, wracaliśmy wiec w te same miejsce, spotykając te same osoby. Miałem wrażenie, że wszyscy poza turystami chodzą z kubkiem yerba mate i termosem z którego co kilka minut dolewają sobie wody do kubka.

Poszliśmy wreszcie coś zjeść. A tam na TV widzimy jakieś pokazy F1, patrzymy, a to Buenos dookoła obelisku. Sprawdzam szybko w sieci i rzeczywiście to przekaz na żywo z pokazów Franco Colapinto. W sumie szkoda, że nas tam nie ma, ale nie można być wszędzie na raz. Gdy po jedzeniu wyszliśmy okazało się, że zaczęło mocno wiać, zgodnie z prognozami. Drzewa obrywają mocno, a im bliżej nabrzeża tym głośniej. Fale są już spore, ale nie takie by mogły zagrozić promowi (daleko im do standardów sztormowych na oceanie).
Image

Image

Powoli wracamy. Nie widać jednak żadnych oznak napięcia przy terminalu promowym, wszystko odbudowa się normalnie. Odpływa także znacznie mniejszy prom konkurencyjnej firmy Colonia Express.
Image

Z powodu wiatru nasz boarding jest czasem przerywany, musimy czekać aż prom się ustabilizuje, ale wreszcie wchodzimy do środka. Klasa biznes to górne pietro, dostajemy szampana przy wejściu i lepsze fotele, takie półleżące, wiszące na jednej nodze, które przy większych falach przyjemnie się kołyszą. Powrót jest więc bardzo relaksujący.
Image

Image

Wody ujścia Río de la Plata są bardzo żółte, to efekt olbrzymich ilości osadów mułu które niesie rzeka z około 20% obszaru całej Ameryki Południowej. Akurat w tym przypadku mowa o żółtej wodzie jest już w starych źródłach, ale rabunkowa wycinka lasów deszczowych spowodowała, że taki efekt pojawia się też w innych rzekach. W świetle zachodzącego słońca wygląda to marsjańsko:
Image

Dosyć wcześnie trafiamy do hotelu. Mamy więc wreszcie czas na odpoczynek i przepakowanie, które jest konieczne, bo większa walizka podręczna zostaje, musimy spakować się w malutką i mały plecak, a resztę, czyli wszystkie zimowe ubrania założyć na siebie. Standardowo sprawdzam prognozę pogody, a ta jest istotna, bo mając tylko 2 dni na Patagonie głupio popełnić jakieś błędy. Raczej bałem się zjawisk typu śnieg i mrozy, ale niespodziewanie okazuje się, że pierwszy dzień w Patagonii ma spore szanse na słońce, ten drugi zdecydowanie mniejsze. Znowu poszedłem późno spać, bo zrodził mi się w głowie plan jak lepiej wykorzystać pogodę. Właśnie by zostawić sobie pole do zmian, nie kupowałem jeszcze wejściówek do parku narodowego, bo trzeba przy nich podać miejsce pierwszego wejścia do parku, a to ostatecznie zamyka opcje zmian.

-- 15 Cze 2026 11:58 --

Rano uberem sprawnie docieramy na lotnisko. Do lotów lokalnych nie trzeba jechać na lotnisko EZE, Buenos ma drugie bardzo blisko centrum, do którego można dotrzeć w 20min. Do security jest spora kolejka. Śniadanie jemy w saloniku AMAE, jest dobrze wyposażony i w ogóle fajny. Patagonii w pierwszym planie nie było w ogóle, a teraz mocno się cieszę, że jednak jest. Lodowiec Perito Moreno to atrakcja na pół dnia, dlatego lodowiec w planie jest od razu po przylocie, potem długi przejazd do odległego El Chalten, gdzie mamy nocleg i cały następny dzień na treking. El Chalten to kultowe miejsce, baza wypadowa do szlaków u podnuży gór Cerro Torre i Fitz Roy. Mam w planie szlak na 6h tak by nie wracać tę samą drogą, ale przy złej pogodzie gór nie zobaczymy. Pomyślałem więc, by odwrócić kolejność, jeśli pierwszy dzień ma być ładniejszy to może zaczać od gór, a ten brzydszy dzień przeznaczyć na lodowiec, który nie potrzebuje idealnej pogody, byle tylko nie było mgły lub śnieżycy, a na to się przecież nie zanosi. Zmiana kolejności ma jednak swoje konsekwencje, nie będzie 6h na szlaki, bo do zachodu słońca zostanie 3-3,5h i to pod warunkiem, że wszystko inne pójdzie szybko i sprawnie. Lot nie ma opóźnienia. Nikt się nie przyczepia do naszego bagażu. Buenos żegna nas pięknym słońcem:

Image

Image

Image

Lecimy ubrami na cebulke w stare bluzy i polary. W kieszeniach czapki i szaliki. Lądujemy, a tu piękne słońce i czyste niebo. Czegoś takiego w prognozach zdecydowanie nie było.

Image

Biegniemy szybko po samochód, na szczęście jesteśmy pierwsi więc po kolejnych 10min już jedziemy. Słońce grzeje tak, że ściągamy te nasze zimowe ubrania. Oczywiście jedziemy w stronę gór, szanse zobaczenia Fitz Roya to okazja, która może się nie powtórzyć, zrobimy krótszy treking.

Image

W oddali nad szczytami widać trochę chmur, więc nie jest wcale pewne, że czyste niebo tutaj to brak chmur nad El Chalten - to góry, wszystko jest możliwe. Ale no coż, decyzje zapadły, mamy do przejechania 200km.

-- 15 Cze 2026 12:14 --

Zgodnie z planem rano, jeszcze przed wschodem słońca, idziemy do terminala promowego Buquebus. Nieśmiało podchodzimy do okienka i tłumaczymy, że po południu ma być silny wiatr i to zwiększa ryzyko odwołania wieczornego rejsu z Montevideo. Pani o prognozach nic nie wie, ale potwierdza, że to połączenie do Montevideo jest bardziej podatne i wtedy firma autobusami przewozi pasażerów do Colonia del Sacramento i to zdarza się dosyć często, ale oczywiście nie w nocy, a my musimy być rano na lotnisku. Pani nas rozumie i nie robi żadnych problemów z zmianą rezerwacji. Pojawił się jednak problem w systemie, bo na interesujący nas rejs powrotny z Colonia nie ma już miejsc. Są tylko droższe w klasie biznes.. ups. Pytamy ile trzeba dopłacić i okazuje się, że tylko 50zł od osoby - nie jest źle. Po prostu nasz bilet powrotny z Montevideo był droższy (to jednak kilkakrotnie dalej) i normalnie po zmianie na tańszy z Colonia nadpłata by się zmarnowała, a tak pokrywa część tych droższych biletów w biznesie. Miał być intensywny dzień, a będzie relaks, choć z pewnym niepokojem będziemy jednak czekać na wiatr. Będzie śmiesznie jeśli się nie pojawi.
Czekamy w terminalu. Przed nami odpływa szybki prom do Montevideo, bez problemów, bo rano wiatru jeszcze nie ma. Najsilniejszy wiatr ma być tylko po północnej stronie zatoki, nie w Buenos. Rozpatrywałem też wariant by zmienić kolejność i zaczać od Montevideo, a wrócić z Colonia, ale ostatni prom z Colonia jest bardzo wcześnie, znacznie wcześniej niż powrotny z Montevideo i cały plan nie spina się czasowo. Promy jest spore i wypchane pasażerami - dla większości Colonia to tylko przesiadka w drodze pomiędzy Buenos i Montevideo. Bezpośredni prom do Montevideo kursuje dopiero od niedawna, a standardowa trasa to właśnie prom do Colonia i dalej autobus. Nadal wiele osób tak podróżuje, bo tak jest taniej i taka trasa jest mniej wrażliwa na pogodę. Na promie spotykamy polską zorganizowaną wycieczkę, dowiadujemy się od nich, że 2 maja w sobotę przez przypadek trafiamy w Rio na darmowy koncert Shakiry. Wcale się nie cieszymy, bo to oznacza, że będzie więcej turystów. Gdy wypływamy akurat wschodzi słońce:
Image

Image

Colonia to sliczne zabytkowe miasteczko założone przez portugalczyków. To był w ogóle śmiały tajny projekt. Portugalii nie podobało się, że Hiszpania posiada aż tak duże tereny i absolutny monopol na handel morski. Powstał więc plan by wysłać po kryjomu kilka statków, które miały szybko stworzyć ufortyfikowaną osadę niemal pod nosem hiszpanów. Zrobiono to w styczniu 1680. Zaskoczona Hiszpania potrzebowała aż 7 miesięcy by uformować mini armię, która oczywiście rozniosła w pył pierwszą wersję Colonia del Sacramento, ale Portugalia już wiedziała, że eksperyment się udał. Udało się w tym czasie przejąć część ruchu handlowego i rozwinąć przemyty towarów do i z Buenos. Przez kolejne półtora wieku Colonia przechodziła z rąk do rąk aż 10 razy, kolejne fortyfikacje budowano już coraz lepiej i trwalej, ruiny pozostały do dziś. Hiszpania by blokować portugalską Colonię musiała zbudować po północnej zatoki nowe miasto portowe Montevideo, a Portugalia wiedziała, że Colonia o którą walczą i tak długoterminowo nie ma szans na rozwój i konkurencję z portami hiszpańskimi, ale nie o to Portugalii chodziło, mieli sprytniejszy dyplometyczny plan. Portugalia, a później Brazylia ogłosiła swoje roszczenia do całego terenu sięgającego od Brazylii do zatoki będącej ujściem rzeki Río de la Plata. Gdy na początku XIXw upadły imperia kolonialne spór pomiędzy nowymi krajami: Brazylią i Argentyną wcale nie ustał, wręcz przeciwnie, doszło do wojny. Pozycję mediatora przejęła Wielka Brytania, Brazylia miała gotowy plan z całkowitą rezygnacją z Colonii, pod warunkiem zwiększenia jej granic w innych miejscach, zyskała na tym ogromne obszary. A obszar sporny zmieniono na bufor, który wyodrębniono jako nowy kraj: Urugwaj. Być może dzięki temu Colonia pozostała niewielkim miasteczkiem, a jej zabytki są dosyć dobrze zachowane.
Image

Image

Najbardziej znana "ulica westchnień":
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jak widać Colonia del Sacramento to bardzo spokojne i relaksujące miejsce. Po około 2h przeszliśmy już wszystko, wracaliśmy wiec w te same miejsce, spotykając te same osoby. Miałem wrażenie, że wszyscy poza turystami chodzą z kubkiem yerba mate i termosem z którego co kilka minut dolewają sobie wody do kubka.

Poszliśmy wreszcie coś zjeść. A tam na TV widzimy jakieś pokazy F1, patrzymy, a to Buenos dookoła obelisku. Sprawdzam szybko w sieci i rzeczywiście to przekaz na żywo z pokazów Franco Colapinto. W sumie szkoda, że nas tam nie ma, ale nie można być wszędzie na raz. Gdy po jedzeniu wyszliśmy okazało się, że zaczęło mocno wiać, zgodnie z prognozami. Drzewa obrywają mocno, a im bliżej nabrzeża tym głośniej. Fale są już spore, ale nie takie by mogły zagrozić promowi (daleko im do standardów sztormowych na oceanie).
Image

Image

Powoli wracamy. Nie widać jednak żadnych oznak napięcia przy terminalu promowym, wszystko odbudowa się normalnie. Odpływa także znacznie mniejszy prom konkurencyjnej firmy Colonia Express.
Image

Z powodu wiatru nasz boarding jest czasem przerywany, musimy czekać aż prom się ustabilizuje, ale wreszcie wchodzimy do środka. Klasa biznes to górne pietro, dostajemy szampana przy wejściu i lepsze fotele, takie półleżące, wiszące na jednej nodze, które przy większych falach przyjemnie się kołyszą. Powrót jest więc bardzo relaksujący.
Image

Image

Wody ujścia Río de la Plata są bardzo żółte, to efekt olbrzymich ilości osadów mułu które niesie rzeka z około 20% obszaru całej Ameryki Południowej. Akurat w tym przypadku mowa o żółtej wodzie jest już w starych źródłach, ale rabunkowa wycinka lasów deszczowych spowodowała, że taki efekt pojawia się też w innych rzekach. W świetle zachodzącego słońca wygląda to marsjańsko:
Image

Dosyć wcześnie trafiamy do hotelu. Mamy więc wreszcie czas na odpoczynek i przepakowanie, które jest konieczne, bo większa walizka podręczna zostaje, musimy spakować się w malutką i mały plecak, a resztę, czyli wszystkie zimowe ubrania założyć na siebie. Standardowo sprawdzam prognozę pogody, a ta jest istotna, bo mając tylko 2 dni na Patagonie głupio popełnić jakieś błędy. Raczej bałem się zjawisk typu śnieg i mrozy, ale niespodziewanie okazuje się, że pierwszy dzień w Patagonii ma spore szanse na słońce, ten drugi zdecydowanie mniejsze. Znowu poszedłem późno spać, bo zrodził mi się w głowie plan jak lepiej wykorzystać pogodę. Właśnie by zostawić sobie pole do zmian, nie kupowałem jeszcze wejściówek do parku narodowego, bo trzeba przy nich podać miejsce pierwszego wejścia do parku, a to ostatecznie zamyka opcje zmian.

-- 15 Cze 2026 12:15 --

Rano uberem sprawnie docieramy na lotnisko. Do lotów lokalnych nie trzeba jechać na lotnisko EZE, Buenos ma drugie bardzo blisko centrum, do którego można dotrzeć w 20min. Do security jest spora kolejka. Śniadanie jemy w saloniku AMAE, jest dobrze wyposażony i w ogóle fajny. Patagonii w pierwszym planie nie było w ogóle, a teraz mocno się cieszę, że jednak jest. Lodowiec Perito Moreno to atrakcja na pół dnia, dlatego lodowiec w planie jest od razu po przylocie, potem długi przejazd do odległego El Chalten, gdzie mamy nocleg i cały następny dzień na treking. El Chalten to kultowe miejsce, baza wypadowa do szlaków u podnuży gór Cerro Torre i Fitz Roy. Mam w planie szlak na 6h tak by nie wracać tę samą drogą, ale przy złej pogodzie gór nie zobaczymy. Pomyślałem więc, by odwrócić kolejność, jeśli pierwszy dzień ma być ładniejszy to może zaczać od gór, a ten brzydszy dzień przeznaczyć na lodowiec, który nie potrzebuje idealnej pogody, byle tylko nie było mgły lub śnieżycy, a na to się przecież nie zanosi. Zmiana kolejności ma jednak swoje konsekwencje, nie będzie 6h na szlaki, bo do zachodu słońca zostanie 3-3,5h i to pod warunkiem, że wszystko inne pójdzie szybko i sprawnie. Lot nie ma opóźnienia. Nikt się nie przyczepia do naszego bagażu. Buenos żegna nas pięknym słońcem:

Image

Image

Image

Lecimy ubrami na cebulke w stare bluzy i polary. W kieszeniach czapki i szaliki. Lądujemy, a tu piękne słońce i czyste niebo. Czegoś takiego w prognozach zdecydowanie nie było.
Image

Biegniemy szybko po samochód, na szczęście jesteśmy pierwsi więc po kolejnych 10min już jedziemy. Słońce grzeje tak, że ściągamy te nasze zimowe ubrania. Oczywiście jedziemy w stronę gór, szanse zobaczenia Fitz Roya to okazja, która może się nie powtórzyć, zrobimy krótszy treking.
Image

W oddali nad szczytami widać trochę chmur, więc nie jest wcale pewne, że czyste niebo tutaj to brak chmur nad El Chalten - to góry, wszystko jest możliwe. Ale no coż, decyzje zapadły, mamy do przejechania 200km.

-- 15 Cze 2026 12:16 --

Mamy do objechania 2 jeziora, dopiero przy drugim mamy punkt widokowy z którego jesteśmy w stanie ocenić pogodę w El Chalten. No i.. jest pięknie. Ten najwyższy to Fitz Roy w odległości w linii prostej około 90-100km. Szansa na taką pogodę to ... nie wiem... może 2-3%.
Image

Ten nieco niższy szczyt na lewo od Fitz Roya, trochę w chmurach, to Cerro Torre:
Image

To wygląda tak, że nie możemy się powstrzymać i co chwilę stajemy by zrobić jakieś zdjęcia. A to niestety skraca nam okienko czasowe na wyjście w góry.
Image

Co tu mówić, to wygląda nierealnie:
Image

Lamy są tu wszechobecne, na lotnisku ostrzegali nas, że mogą wbiegać na drogę i trzeba uważać:
Image

No i jesteśmy, tam w oddali po prawej to właśnie miasteczko El Chalten
Image

Żeby wreszcie wyjść na szlak musimy jeszcze kupić jakieś picie i cokolwiek do jedzenia. Stajemy przy sklepie przy wjeździe do miasta:
Image

Chcemy jeszcze podjechać do noclegu i zrobić szybki check-in. A tam kolejna niespodzianka, mamy zarezerwowany tani Rancho Grande Hostel, ale zrobili overbooking i przenoszą nas do nowego Destino Sur Hotel & Spa o wyższym standardzie. Różnica jest ogromna, bo w tym Rancho Grande śmierdzi przepoconymi butami, a w Destino Sur pachnie drewnem i nowością. Wszystko fajnie, cieszymy się, ale tracimy przez to około 20min, a czas leci.

Do wejścia na szlak mamy z noclegu może z 400m, ale żeby było szybciej podjeżdżamy samochodem. Jest tam mały domek w którym jest kasa z biletami (wprowadzono je jesienią 2024). Bilet na drugi dzień jest z 50% zniżki, tu miałem jeszcze pewne obawy, bo na niektórych forach ludzie pisali, że by to zadziałało pierwsze wejście musi być przy Perito Moreno (to ten sam park), ale nie, bez problemu kupiliśmy bilet na dziś tutaj i pani zapewniała nas, że jutro zadziała przy lodowcu. Można płacić kartą i gotówką. Bałem się, że kolorów jesieni już nie zobaczę, ale jeszcze są. Pogoda je świetna, ale niestety zdążymy dojść tylko w okolice Laguny Capri. Powoli wchodzimy w górę zostawiając na dole malowniczą dolinę Río de las Vueltas:
Image

Image

Image

Image

U góry jest świetnie. Robi się wreszcie trochę chłodniej, szaliki jednak się przydały:
Image

Image

Image

Wracając widzimy kolorowe dzięcioły. Dopiero później sprawdziłem, że to symbol Patagonii: Dzięcioł Magellana. Ten to chłopiec:
Image

A to ten sam dzięcioł, ale dziewczynka:
Image

Słońce jest już bardzo nisko. Ostatni rzut oka na dolinę Río de las Vueltas:
Image

Image

Wracamy zadowoleni, to był udany dzień. Te widoki były rewelacyjne. A nasz nocleg to chyba najładniejszy budynek w mieście:
Image

Cały dzień liczyłem, że jeśli ten dzień był lepszy niż w prognozach, to może kolejny też będzie lepszy. Wieczorem sprawdzam prognozy i okazuje się, że dla kolejnego dnia owszem zmieniły się, ale na gorsze. Ma padać i to sporo. No coż, zobaczymy...
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży


Ostatnio edytowany przez rob_sad, 16 Cze 2026 12:50, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
kostek966 uważa post za pomocny.
 
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 15 Cze 2026 18:15 

Rejestracja: 10 Maj 2014
Posty: 1817
Loty: 134
Kilometry: 230 859
Krajów: 44 / 20.6%
niebieski
Fajnie się zaczęło 😁 Czekam na cd, bo wybieram się w tamte rejony 😁
_________________
http://ineedatrip.pl/
Góra
 Profil Relacje PM off
rob_sad lubi ten post.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 15 Cze 2026 19:26 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 1204
Loty: 379
Kilometry: 759 148
Krajów: 80 / 37.4%
srebrny
Rano leniwie idziemy na śniadanie, nie spieszymy się, bo wschód słońca o tej porze roku jest tu dopiero o około 9:00. Wnętrza są świetne. śniadanie też. Liczymy, że może uda się zobaczyć góry z punktu widokowego zaraz za miastem, ale wyjście na zewnątrz rozwiewa nadzieje, bo chmury są bardzo nisko. Jeszcze rzut okiem przez okno na nasze śniadanie:
Image

Dookoła mokro i pada, chmury wiszą nieruchomo:
Image

Staneliśmy na tym punkcie widokowym, licząc chyba na jakiś cód, ale jest naprawdę źle. Cały czas pada:
Image

Dalej od gór może pada trochę mniej. Przyłapujemy na gorącym uczynku lamy, jak przeskakują przez ogrodzenie. Robią to całkiem spawnie. To tłumaczy dlaczego chodzą sobie po drogach.
Image

El Calafate tylko przejężdżamy, w tej szarości wygląda przygnębiająco i mokro. Dalej robi się bardziej górzyście, a chmury jakby ciemniejsze:
Image

Nie wjeżdżamy wyżej, trzymamy się w pobliżu poziomu jeziora, ale linia śniegu jest jakby coraz bliżej nas, coraz niżej:
Image

Widać też pierwsze pływające bryły lodu
Image

Co gorsze gdy tylko wjechaliśmy na parking przy Perito Moreno deszcz zamienił się w intensywny śnieg. Myśleliśmy, że to chwilowe, ale nie, padało coraz bardziej. Przydały się wszystkie zimowe ubrania. Niestety widać tu bardzo zmiany klimatyczne. Lodowiec w porównaniu z zdjęciami sprzed zaledwie kilku lat (także tymi na mapach google) wygląda słabo. Jest cofnięty o 800m i znacznie niższy. Kurczy się w ogromnym tempie.
Image

Image

Niestety w sieci nadal można przeczytać bzdury, że ten lodowiec się nie cofa, więc ocieplenie klimatu nie jest takie straszne. Po spacerze po kładkach widokowych poszliśmy jeszcze poczekać do budynku z restauracją. Pewnie przez pogodę restauracja (a raczej bar) była bardzo zatłoczona. Pomimo, że jesteśmy już po sezonie tu przy wodospadzie jest dużo wycieczek, głównie z Chin. Nie było tego w ogóle w El Chalten, tam był spokój i raczej młodsi turyści. Wypiliśmy ciepłe kakao, ale śnieg ciągle padał i z czasem okolica wyglądała już tak:
Image

Bałem się tutaj tylko mgły i śnieżycy, obie opcje wydawały mi się nieprawdopodobne, ale jak widać jednak się stało. Nie było sensu dłuzęj czekać, a nie wiedziałem też czy pada tylko tutaj, czy drogę do El Calafate też zasypało co mogłoby znacznie wydłużyć nasz powrót. Coś tam widzieliśmy i porównując z El Chalten cieszę się, że jednak zamieniliśmy kolejność zwiedzania, bo przy tej pogodzie w El Chalten nie byłoby sensu w ogóle wychodzić w góry.
Na szczęście gdy zaczeliśmy wracać okazał się, że śnieg w góle nie padał już około 1km dalej. Być może takie lokalne ochłodzenie to wpływ lodowca. Warunki są dobre do jazdy, po prostu nadal pada deszcz:
Image

Image

Image

Miasto El Calafate jest znacznie większe niż El Chalten, ale nie ma tu klimatu, może trochę przypomina nam niektóre miasta Nowej Zelandii. Główna ulica to sklepiki z pamiątkami:
Image

Nasz nocleg pomimo że bardzo tani (najtańszy z całego wyjazdu: 160zł z śniadaniem) jest bardzo fajny. Hotel Jardín:
Image

Patrzę jeszcze na kamerki internetowe z widokiem na lodowiec Perito Moreno i na 15-20min przed zachodem słońca przestał padać śnieg, a chmury się rozstąpiły pokazują lodowiec w pełnej krasie i lepszym świetle. No coż, może warto było poczekać aż tak długo, ale wtedy wracalibyśmy do El Calafate po ciemku.
Mamy czas w hotelu na odpoczynek. Część przemoczonych ubrań już wyrzuciliśmy, część składamy i zostawimy je w hotelu, może komuś się przydadzą. My możemy już wracać z małym bagażem, nie mamy już problemów z tym by się pomieścić.

Wstajemy około 7:00 i idziemy na hotelowe śniadanie. Jest skromne, ale przy tej cenie za nocleg nie będziemy wybrzydzać. Później powoli jedziemy na lotnisko. Powoli zaczyna się rozjaśniać:
Image

Gdy kupowaliśmy bilety wylot miał być o 8:00, ale potem ten lot odwołano, dostaliśmy zmianę na inny o 9:00, który potem przesunięto na 10:00. To bardzo małe lotnisko więc można tam jechać z niewielkim wyprzedzeniem. Oddajemy samochód i okazuje się, że musimy czekać, bo security i strefa odlotów otwierają się dopiero 1h15min przed odlotem. Tego dnia w rozkładzie są tylko 4 loty, wszystkie Aerolineas Argentinas i wszystkie do Buenos. Gdy już wchodzimy do salonika (dostęp na Priority Pass) pierwsze promienie słońca oświetlają góry. Widok jest świetny:
Image

To bardzo ładny salonik, a widok sprawia, że jest chyba jednym z fajniejszych w których byłem. Jedzenia tam prawie nie ma, ale zdążyłem i tak wypić tylko kawę:
Image

Przeżywaliśmy tak, że facet z recepcji zaczął się z nas śmiać i pytał czy w naszym kraju mamy jakieś góry. Mówił, że sam stara się przynajmniej 2x w roku jechać do El Chalten by pochodzić po górach.

Image

Wołają nas do gejta. Przestraszyliśmy się, że pewnie jesteśmy jedyni z najtańszą lokalną taryfą która pozwala tylko na persnal item do 3kg i chcą sprawdzić nasz bagaż, ale nie.. dostaliśmy siedzenia przy wyjściu awaryjnym i to jeszcze po lepszej stronie z widokiem na góry i Buenos przy lądowaniu. Miło. Linie argentynskie na lotach lokalnych daja napoje i ciasteczka (czyli lepiej niz Lufthansa na lotach europejskich). Po starcie widać, że pomimo słońca i czystego nieba okolice El Chalten są jednak pod chmurami. To pokazuje jakie szczęście mieliśmy przedwoczoraj:
Image

Lądujemy z widokiem na Buenos:
Image

Image

Deboarding bez rękawa, a potem kolejna niespodzianka. Mamy nieco ponad 2h na przesiadkę na lot do Puerto Iguazu, a okazuje się, że dla przesiadających się jest security i niestety niewielkie, więc personel sprawdza karty pokładowe i dopuszcza do drogi na skróty tylko tych z krótkimi przesiadkami. Musimy wyjść na zewnątrz i przejść securituy tak jak Ci którzy przyjechali na lotnisko z miasta - słabe to. Na szczęście nie ma dużej kolejki, ale gdy docieramy do znanego nam już lounge AMAE okazuje się, że wszystkie miejsca zajęte i trzeba czekać w kolejce aż coś się zwolni. Jesteśmy już głodni, ale na szczęście idzie szybko i po 20min jesteśmy w środku:
Image

Lecimy wzdłuż rzeki Urugwaj. Widać jak miesza się woda z 2 rzek o różnych kolorach:
Image

Lądujemy w Puerto Iguazu bezpośrednio po burzy. Powietrze jest tak wilgotne, że okna w samolocie zaparowały od zewnątrz.
Image

Bierzemy szybko ubera i jedziemy do naszego noclegu. Uber działa tu od wiosny 2025 i to chyba późnej wiosny, bo nie byłem tego świadomy szukając noclegów. W Puerto Iguazu jest dużo fajny noclegów otoczonych przyrodą, ale chcąc oszczędzić wybrałem Rincon Escondido blisko dworca autobusowgo. Niby miał dobre opinie, ale okzał się być słaby, tylko sniadanie było ok. To jedyny nocleg podczas tego wyjazdu który bym zmienił.
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 15 Cze 2026 19:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 8106
platynowy
Super, że chociaż góry pokazały się w całej krasie (piękne zdjęcia!). A do Argentyny i tak pewnie jeszcze wrócicie, więc i Perito Moreno się Wam objawi :)
A te "lamy", to chyba raczej wikunie ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#5 PostWysłany: 16 Cze 2026 09:15 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 1204
Loty: 379
Kilometry: 759 148
Krajów: 80 / 37.4%
srebrny
Do Patagonii wracamy w ferie 2027, tym razem z dziećmi. Zaczynamy tez w Buenos, ale wracamy z Santiago i ma być głównie Chile (deal United oczywiście). Ale patrząc na ceny połączeń lokalnych w Chile to być może znowu polecimy do Calafate by autobusem dojechać do Puerto Natales w Chile. Zobaczymy, nie zaczałem jeszcze planować detali.
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#6 PostWysłany: 16 Cze 2026 13:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2015
Posty: 5623
złoty
śledzę relację bo mam też bilety do eze i podobną trasę chcę zrobić, co prawda w czasie remontu więc nie wiem jeszcze czy polecimy, ale ciekawi mnie Montevideo bo jakoś nie przypominam sobie czy coś o stolicy było czy przeoczyłem i czy warto, bo samo zaliczenie kraju to tak trochę szkoda czasu ?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#7 PostWysłany: 16 Cze 2026 13:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2468
złoty
@kostek966 masz parę informacji - w tym i moje - tutaj: montevideo-co-warto-zobaczyc,674,56509
Góra
 Profil Relacje PM off
kostek966 lubi ten post.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 16 Cze 2026 13:57 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 1204
Loty: 379
Kilometry: 759 148
Krajów: 80 / 37.4%
srebrny
kostek966 napisał(a):
śledzę relację bo mam też bilety do eze i podobną trasę chcę zrobić, co prawda w czasie remontu więc nie wiem jeszcze czy polecimy, ale ciekawi mnie Montevideo bo jakoś nie przypominam sobie czy coś o stolicy było czy przeoczyłem i czy warto, bo samo zaliczenie kraju to tak trochę szkoda czasu ?

My w czasie remontu robiliśmy mini RTW, skończyło się tym, że zamontowali nam drzwi balkonowe czarne zamiast białych ;)
Montevideo musieliśmy ominać z powodu ryzyka pogodowego. Byliśmy tylko w Colonia del Sacramento - ale nawet tam warto, choć tam to 3h zwiedzania wystarczą i jeszcze zdażysz zrobić przerwę na jedzenie. My planowaliśmy zrobić Colonię i Montevideo jednego dnia, by ugrać dodatkowy dzień na Patagonię. To jest możliwe, mieliśmy pierwotnie plan by brać samochód w Colonia i oddać w Montevideo, to daje 1h oszczedności wzgledem autobusu i dowolny czas wyjazdu, ale w Montevideo wszystkie wypożyczalnie w mieście są w niedziele zamknięte i to nam namieszało. Zrobienie tego autobusem nadal jest możliwe autobusem, ale wtedy trzeba się już sprężać.
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Profil Relacje PM off
kostek966 lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group