Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Malta dla oszczędnych
#1 PostWysłany: 04 Lut 2017 18:18 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 389
Loty: 338
Kilometry: 349 885
Krajów: 37 / 17.3%
niebieski
Z góry uprzedzam, że wpis jest długi, ale to chyba przywara podróżnika-laika, który chce zawrzeć jak najwięcej informacji i swoich odczuć.
Pod koniec zeszłego roku postanowiłem znaleźć ciekawą ofertę turystyczną, ale nie w formie zorganizowanej, tylko na własną rękę. Dodam, że od początku do końca wyjazd był planowany jako ekonomiczny w wydatkach (by nie powiedzieć aż za oszczędny), dlatego z góry wiedzieliśmy (ja i moja dziewczyna), że odpuścimy sobie wizyty w lokalach i wysoko płatnych atrakcjach turystycznych.
Po wielu, wielu latach bez wyjazdu za granicę chciałem to zmienić i skusiłem się na ofertę WizzTours. Wybór padł na Maltę. Dlaczego tam? Bo to kraj stosunkowo mało znany Polakom, a oglądając zdjęcia w internecie można się zauroczyć Maltą od pierwszego wejrzenia. Dla osób niezorientowanych w temacie – WizzTours to pakiet łączący przeloty WizzAir i pobyt w hotelu. Dodatkowo udało mi się skorzystać z publikowanego czasami kodu rabatowego i oszczędziłem na pakiecie 100 euro, skutkiem czego przeloty i trzy noclegi w dobrym hotelu dla dwóch osób kosztowały łącznie jedynie 701 zł.
Uwaga dla osób korzystających z WizzTours – czasami może się zdarzyć, że oferta ta jest droższa, niż wykupienie osobno przelotów WizzAir i osobno zarezerwowanie hotelu, np. przez stronę http://www.booking.com, więc zalecam ostrożność w tym temacie.
Wyjazd przypadł na koniec stycznia. Dlaczego w tak beznadziejnym miesiącu? Ano dlatego, że miało być tanio (maltański martwy sezon – okazało się, że martwy tylko w teorii) i lubię temperaturę ok. 15-20 stopni, a taki klimat jest właśnie na Malcie w styczniu (nienawidzę leżakowania na plaży!).

Dzień 1 – piątek 27 stycznia 2017r. - Z ziemi polskiej do maltańskiej
Wyjazd z rodzinnego miasta (Ostrowiec Świętokrzyski) w godzinach porannych, podróż do stolicy PolskimBusem i następnie krótki spacer po Krakowskim Przedmieściu. Po nim dojazd autobusem miejskim na lotnisko (ok. 40 minut), procedura odprawy i oczekiwanie na samolot. Wylot z Warszawy w godzinach popołudniowych, przylot na Maltę około godziny 20 po niespełna trzech godzinach lotu. Po wyjściu z samolotu pierwsze zdziwienie – oprócz ludzi z naszego samolotu nie było nikogo, pusta hala.
Przed halą kilkanaście taksówek i o ile dobrze zorientowałem się, to cena za kurs jest znana z góry i podawana za dojazd do konkretnej miejscowości, a nie dokładnie do określonego hotelu. Na tabliczce było podane, że kurs do miejscowości Sliema kosztowałby 20 euro, więc prawie 90 zł. Wybór mógł być tylko jeden – odpuszczamy taksówki.
Wcześniej wybadałem w internecie, że pod wybrany przeze mnie hotel (Hotel Sliema w miejscowości Sliema) podjeżdża autobus spod samego lotniska. Chwila szukania przystanku i wsiadamy do autobusu. Kolejne małe zdziwienie to reakcja kierowcy na ilość pasażerów, których było całkiem sporo w autobusie i jeszcze dwa razy tyle na przystanku. Otóż kierowca z trzy razy krzyknął do wnętrza autobusu „Move back!” (luźne tłumaczenie – Do tyłu!), machając przy tym sugestywnie rękoma. Mieliśmy szczęście, bo dosłownie po nas weszły jeszcze z dwie osoby i szofer machnął rękoma do oczekujących mówiąc coś w stylu „No more!” (luźne tłumaczenie – Wystarczy!) i … zamknął drzwi autobusu, chociaż na moje oko zmieściłoby się w nim jeszcze kilka osób.
Sam przejazd trwał z 40 minut i nużył się strasznie. Dodam, że do autobusu wchodzi się przednimi drzwiami i bilet kupuje się u kierowcy (1,5 euro), a chęć wysiadki należy zasygnalizować przyciskiem „Stop”, bo inaczej autobus będzie jechał i jechał, mijając kolejne usiane co jakieś 200-300 metrów przystanki.
Polacy będą zdziwieni panującym ruchem lewostronnym i rozwiązaniami drogowymi na Malcie. Ilość rond, zjazdów, zakrętów wywołuje niedowierzanie i przez to podróż zawsze jest dosyć męcząca. Autobusy mają automatyczną skrzynię biegów, skutkiem czego dość mocno szarpią.

Image

Zakwaterowanie w hotelu bezproblemowe, obsługa bardzo uprzejma. Hotel Sliema dysponuje pokojami wychodzącymi na morze i tzw. „inland”, czyli wychodzącymi na … nic. Nam przypadł widok na jakieś przejście, zaplecze techniczne budynku i blok leżący w pobliżu. Sam pokój jak najbardziej w porządku, czysto, wygodnie, była nawet mała lodówka. Nieco problemów sprawiła klimatyzacja, ale chyba nie umiałem jej obsługiwać ;) Pełniła ona funkcje „grzewcze”, bo w nocy temperatura spadała jednak o kilka stopni.

Image

Image

Image

Image

Późnym wieczorem wybieramy się na krótki rekonesans w pobliże hotelu, zachwycamy się wąskimi ulicami, architekturą i szukamy sklepów spożywczych, żeby mieć co pojeść i popić w kolejne dni. Pobyt wykupiony był bez wyżywienia, ale co można chcieć za 700 zł dla dwóch osób.

Dzień 2 – sobota 28 stycznia 2017r. - Valetta
Trzy dni na zobaczenie Malty to zbyt krótki czas, więc decydujemy się na kilka wybranych atrakcji. Wyposażeni w dostępne w hotelu i informacji turystycznej (zlokalizowanej w pobliskiej galerii handlowej) ulotki i foldery pierwszego dnia udajemy się do Valetty. Można tam dotrzeć albo jeżdżącymi co kilka-kilkanaście minut autobusami, albo … promem. Akurat Hotel Sliema znajdował się tuż przed bazą promów, więc wybieramy ten środek transportu. Płacimy po 1,5 euro i po kilku minutach jesteśmy po drugiej stronie zatoki. Kto był, ten wie, że „achom” i „ochom” na każdym kroku towarzyszy zdziwienie zastaną innością. Jest po prostu pięknie i inaczej, niż w Polsce. Wybraliśmy wersję zwiedzania dosyć hardcorową, bo przejścia wszystkich uliczek w Valeccie wzdłuż i wszerz i to się udało. Zobaczyliśmy obowiązkowe punkty każdej wycieczki, jak City Gates, Siege Bell, Barrakka Gardens, Gun Salluting Battery (niestety, strzelają chyba tylko o 16.00), ulicę handlową i wiele kościołów, ale tylko z zewnątrz. A dlaczego tylko z zewnątrz? Ano dlatego, że wszystkie były pozamykane (brakowało nawet klamek na drzwiach/wrotach!) i nie było żadnych informacji, kiedy można je zwiedzać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Chodzimy, oglądamy, mijamy budynki rządowe i ambasady, których praktycznie nikt nie pilnuje, widzimy mnóstwo turystów (w tym sporo Polaków) i zachwycamy się ogólnie Valettą. Podobno nie ma nawet kilometra kwadratowego powierzchni, a spędzamy w niej dobrych kilka godzin. Po południu wracamy również promem do hotelu i po krótkim wypoczynku zwiedzamy Sliemę (nie hotel, tylko miasteczko). Cóż, tutaj już widać na każdym kroku komercję, pootwierane bary, restauracje, sklepy, czyli standard turystyczny. Odpuszczamy sobie jedzenie w lokalu, kupujemy niezbędne artykuły spożywcze i na noc zaszywamy się w hotelu.

Dzień 3 – niedziela 29 stycznia 2017r. - Marsaxlokk, Rabat, Mdina
Wiedzieliśmy, że w niedzielę w miejscowości Marsaxlokk odbywa się słynny na całej wyspie targ rybny. Postanowiliśmy dotrzeć tam w miarę wcześnie, więc rano przejechaliśmy autobusem ze Sliemy do Valetty, gdzie znajduje się największy na Malcie dworzec komunikacji miejskiej i stamtąd odchodzą autobusy we wszystkich możliwych kierunkach. Poczekaliśmy kilkanaście minut i już jechaliśmy w kierunku Marsaxlokk. Ku naszemu zdziwieniu razem z nami podróżowało mało osób, które jak na komendę zaczęły wysiadać na jednym z przystanków. Spytałem kierowcę, czy to właśnie oczekiwane przez nas miasteczko i okazało się, że tak. Gdybym nie spytał szofera i uwierzył w komunikaty o przystankach wyświetlane na tablicach elektronicznych wewnątrz pojazdu, to pojechalibyśmy dalej.
Jakie wrażenia z Marsaxlokk? Cóż, ciężko jednoznacznie ocenić. Mojej dziewczynie podobało się nabrzeże, dziesiątki kolorowych stateczków i łódek, mi z kolei tylko trochę przypadł do gustu targ rybny. Spodziewaliśmy się, że targ ten będzie wielki, mnóstwo stoisk, rybaków, a okazało się, że z rybami było może z dziesięć straganów, a resztę stanowiły atrakcje spotykane na każdym polskim festynie, czy bazarze, czyli budki ze słodkościami, pamiątkami, owocami, warzywami, ubraniami. Trafił się nawet jeden Murzyn, który sprzedawał prosto z walizki oczywiście „oryginalne” buty Adidas, Puma, Nike.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po pewnych perypetiach (opisanych pod koniec relacji) znaleźliśmy się na przystanku pod największym szpitalem na Malcie, gdzie przesiedliśmy się do autobusu jadącego do Rabatu/Mdiny. Tego dnia padał akurat deszcz, więc aura nie sprzyjała spacerom, ale mimo to postanowiliśmy pozwiedzać te dwa miejsca. Zaczęliśmy od Mdiny, czyli dawnej twierdzy/fortecy i szczerze można polecić ją każdemu, kto lubi wąskie zaułki, piękne widoki, lubi poczuć na sobie kawał historii. Miejsce piękne, idealne do przemyśleń, spacerowania bez celu i jak wszystko na Malcie … małe obszarowo. Polecam widok ze swego rodzaju tarasu, który umożliwia ujrzenie wyspy z wysokości i perspektywa widokowa obejmuje minimum 5 kilometrów do przodu. Oglądanie oczywiście darmowe. Darowaliśmy sobie wizyty odpłatne w kilku miejscowych muzeach i atrakcjach turystycznych tym bardziej, że pogoda była coraz gorsza i ostatecznie zdecydowaliśmy się na powrót nie zwiedzając Rabatu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Autobus niestety jechał znów naokoło, m.in. przez dziurawe i piaszczyste tereny przemysłowe, skutkiem czego podróż zajęła około 50 minut. W drodze powrotnej wysieliśmy przy swego rodzaju pomniku / dziele sztuki, który zachwycił moją dziewczynę, a mnie uświadomił, że niezbadane są zakamarki kobiecego umysłu. Otóż "dziełem" tym był betonowy napis LOVE ustawiony do góry nogami. Reszta dnia to tradycyjny spacer po okolicy i zakupy spożywcze.

Image

Image

Polecam zajrzeć na blog http://radosc-zycia-plus.pl. Spojrzenie na świat i podróże kobiecym okiem.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN
Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍 Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍
Offline
#2 PostWysłany: 04 Lut 2017 19:04 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 389
Loty: 338
Kilometry: 349 885
Krajów: 37 / 17.3%
niebieski
Dzień 4 – poniedziałek 30 stycznia 2017r. - Atrakcje osobno dla dwojga i powrót do Polski
W jednym z folderów turystycznych widziałem przepiękne zdjęcie z konkatedry św. Jana w Valeccie (polecam Google, warto zobaczyć to arcydzieło) i postanowiłem zwiedzić to miejsce. Dzień wcześniej „odbiłem” się od drzwi wszystkich kościołów w Valeccie nie znajdując informacji o możliwości zwiedzania, postanowiłem „wziąć” konkatedrę podstępem i zwiedzić ją w czasie … mszy. Z rana wyruszyłem promem na drugi brzeg i pewny tego, że dobrze pamiętam lokalizację interesującego mnie kościoła, rozpocząłem ku niemu wędrówkę. Niestety, musiało mi się coś w głowie pomieszać, bo nie mogłem trafić do właściwego kościoła, a że padało bardzo intensywnie, to cały mokry dotarłem na pięć minut przed początkiem mszy i zająłem miejsce w środku podziwiając kunszt artystów, którzy stworzyli to arcydzieło. Z zewnątrz konkatedra prezentowała się dosyć mizernie, ale w środku to już jak marzenie.

Image

Msza była po maltańsku, nieco różniła się od naszej (głównie zachowaniem wiernych) i po pół godzinie skończyła się. Chciałem wówczas na spokojnie pozwiedzać resztę budowli, ale niestety od razu pojawili się pracownicy cywilni i swoim zachowaniem sugerowali, że za darmo jestem „persona-non-grata”, więc opuściłem kościół. Zdaje mi się, że koszt zwiedzania wynosił 10 euro, więc to trochę za dużo, jak na ekonomiczny pobyt na Malcie.
Kolejnym moim celem wycieczki był Rabat, którego z powodu deszczu nie udało mi się zobaczyć w poprzednim dniu. Udałem się autobusem i od razu przystąpiłem do zwiedzania tego miasteczka.

Image

Image

Image

Image

Image

Podobne było ono do pozostałych turystycznych miejsc, ale miałem w planach zobaczenie jednej, konkretnej rzeczy, a mianowicie katakumb. Doczytałem w folderach, że w Rabacie są trzy różne kompleksy katakumb i skusiłem się na najbardziej znane – św. Pawła. Bilet wstępu kosztował 5 euro i wycieczka rozpoczęła się od sali ogólnej z opisami miejsca i tradycji pochówków. Potem była wizyta w katakumbach: kilkanaście stanowisk, do których schodzi się po kilku schodkach pod ziemię i najczęściej stojąc na metalowym podeście można obejrzeć katakumby. Szczerze mówiąc, to po czterech-pięciu zejściach nabiera się przekonania, że wszystko jest do siebie podobne, a do tego ciasno, nisko i czasami wilgotno. Z jednej strony czuć mistykę tego miejsca, a z drugiej ma się wrażenie, że ingerencja człowieka współczesnego w kształt katakumb jest bardzo duża i trudno odróżnić historyczny wygląd od „podrasowanego” nowoczesnymi metodami. Ogólnie średnie wrażenia, ale przynajmniej historyczny obiekt na Malcie został „zaliczony”.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po katakumbach pospacerowałem z godzinę po Rabacie i wróciłem autobusem do Valetty. Znów spacer, zaduma nad otoczeniem i powrót promem do Sliemy. A co w tym czasie robiła moja dziewczyna? Otóż oddawała się wizycie w galerii handlowej „The Point” i napawała oczy widokiem zatoki i Morza Śródziemnego. Odpoczywanie w styczniu na ławeczce przy plus 20 stopniach – bezcenne. Wprawdzie chciała pojechać do swego rodzaju zoo, gdzie odbywają się pokazy tresury papug i delfinów, ale ostatecznie zrezygnowała i wybrała pełen relaks.
Około 14 znaleźliśmy polski sklep w Sliemie i jego właściciel zasugerował wcześniejszy, niż planowaliśmy dojazd na lotnisko, bo znając realia miejscowej komunikacji wszystko było możliwe. Szybko zabraliśmy rzeczy (wprawdzie doba skończyła się w hotelu o godz. 11, ale można bezpłatnie przechować swoje rzeczy w „Luggage Room”) i udaliśmy się na przystanek. Autobus przyjechał około kwadrans po czasie, ale na szczęście był prawie pusty i po ponad godzinie (dystans 10,4 km wg map Google!) dotarliśmy na lotnisko. Kontrola bezpieczeństwa bezstresowa i przez ponad dwie godziny oczekiwaliśmy na odlot. Sama podróż bez przygód, na Okęciu wylądowało się po godz. 23 i korzystając z Opti Taxi (wcześniej namierzyłem ich przez internet i wystarczyło zadzwonić po kierowcę) dotarliśmy do hotelu Ibis Budget (nocleg 39 zł). Drugiego dnia dojechaliśmy autobusem miejskim do Metra Młociny, skąd PolskimBusem wróciliśmy do Ostrowca Św.

Tak naprawdę to dopiero „liznęliśmy” troszkę Malty, na przyszły martwy sezon styczniowo-lutowy trzeba się tam ponownie wybrać i pozwiedzać podobno przepiękną wyspę Gozo i kilka innych atrakcji. Po trzech dniach pobytu czuło się niedosyt, że było się tak krótko i od razu chce się powrócić na Maltę. Czemu nie w lecie? Ekonomia bierze górę nad codziennością. Właśnie sprawdziłem, że trzynoclegowy pobyt na Malcie z przelotami, który nas kosztował 701 zł za dwie osoby, w połowie lipca kosztowałby … minimum 2600 zł.

Image

Na koniec troszkę o poniesionych wydatkach (ceny za dwie osoby):
22 zł – trasa Ostrowiec Św. – Warszawa PolskimBusem
8,80 zł – dojazd autobusem miejskim na lotnisko Okęcie
701 zł – przelot i pobyt na Malcie (trzy noclegi, bez wyżywienia)
28 zł – ubezpieczenie PZU Wojażer (nieobowiązkowe, ale warto mieć spory pakiet medyczny itp.; za późno zorientowałem się, że można zrezygnować z automatycznego ubezpieczenia WizzAir – oszczędność ok. 22 zł, które zwracają, gdy się napisze maila ws. rezygnacji)
20 zł – przejazd Opti Taxi w Warszawie z Okęcia do hotelu Ibis Budget przy ul. Bitwy Warszawskiej (polecam tą firmę zbliżoną w zasadach funkcjonowania do Ubera – kontakt telefoniczny, z góry podaje się miejsce docelowe kursu, infolinia podaje kwotę do zapłaty z góry i płaci się kierowcy – tylko gotówką; samochody starsze, niż w Uberze, są nieoznakowane, ale kto zwraca uwagę na takie szczegóły, gdy za trasę ponad 7 km w taryfie nocnej płaci się 20 zł! Po kontakcie telefonicznym przyszedł sms, jaki samochód i o której godzinie podjedzie, potem jeszcze zadzwonił kierowca i umówiliśmy się w konkretnym miejscu na lotnisku. Naprawdę polecam Opti Taxi, bo taryfiarze z korporacji lotniskowych chcieli za ten sam kurs ok. 40-50 zł).
39 zł – nocleg w hotelu Ibis Budget ul. Bitwy Warszawskiej
8,80 zł – przejazd autobusem miejskim na dworzec początkowy PolskiegoBusa Metro Młociny (bilety stamtąd są tańsze, niż spod PKiN, ale dojazd zajmuje około 45 minut, a potem jeszcze trzeba z pół godziny jechać pod PKiN i dopiero po zabraniu stamtąd pasażerów wyrusza się w drogę – mądry Polak po szkodzie)
11 zł – przejazd PolskimBusem Warszawa – Ostrowiec Św.

Ogółem podczas pobytu na Malcie wydałem na bilety, jedzenie, wstęp do katakumb itp. 62 euro, a moja dziewczyna 41 euro. Cóż, nie wzbogaciliśmy Malty, ale jak miało być tanio, to było tanio!

Kilka „naj” zdziwień maltańskich:
1. parkowanie samochodów – tutaj dopiero docenia się siłę hamulców ręcznych i sprawność manewrowania. Malta ogólnie jest dość pofałdowana, skutkiem czego są zjazdy i podjazdy na ulicach. Na zdjęciach widać, że znalezienie wolnego miejsca graniczy z cudem, a jak już ktoś ma szczęście i trafi na 5-6 metrów wolnej przestrzeni, to wjeżdża w nią tyłem. Widziałem kilka razy takie manewry i kierowcy obu płci bez problemu „zaliczali” kopertę za pierwszym razem. A teraz chwila autorefleksji – czy ty czytelniku umiałbyś tak zaparkować?

Image

Image

Image

Image

Image

Image

2. ruch uliczny – samochodów multum (chyba stosunek ilości aut do liczby mieszkańców to 1:1), ścisk na drogach, szybkie manewry, zapominanie o kierunkowskazach i trąbienie. Nie zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu z powodu ruchu lewostronnego i był to bardzo dobry krok, bo laik na pewno „poległby” na pierwszym skrzyżowaniu/rondzie o ruchu lewostronnym. Spostrzeżenia ze strony pieszego: oznakowane przejścia? Rzadkość. Więc jak przechodzić? Tak, jak się chce i gdzie chce, nikt nie zwraca na to uwagę. Przechodząc przez jezdnię liczysz sam na siebie, bo kierowcy rzadko przystaną, żeby przepuścić pieszego. Ciekawy był widok chłopaka przechodzącego sobie spokojnie przez środek dość dużego ronda, co nie wywołało żadnych negatywnych reakcji ze strony kierowców. Kolejnym niezrozumiałym dla mnie do tej pory elementem ruchu ulicznego było przemieszczanie się pojazdów policji i karetek pogotowia. Otóż były tego trzy odmiany: bez żadnych sygnałów świetlnych i dźwiękowych (normalka), z sygnałami świetlnymi i bez sygnałów dźwiękowych (u nas tylko stojące pojazdy tak sygnalizują udział w akcjach) i z sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi (normalka, dojazd na miejsce zdarzenia). Pierwszy i trzeci sposób ruchu rozumiem, ale środkowy jest niezrozumiały, bo kierowcy nie ustępowali takim pojazdom z drogi i stały one normalnie w korkach. I na koniec jako ciekawostkę podam wygląd większości stacji benzynowych – zapyziałe, małe stacyjki z dwoma dystrybutorami, przy których w Polsce nikt by się nie zatrzymał, a na Malcie to standard. Rzadkością były stacje z osobnym dużym budynkiem obsługi klienta.

Image

3. transport publiczny – wszystkie autobusy są biało-zielone i mają rejestracje jednakowe, np. „BUS 149”. Wszystkie taryfy są białe, samochody kilkuletnie, a rejestracje … tak, oczywiście, np. „TAXI 122B”. Jako atrakcje turystyczne można traktować ładne bryczki konne, ale dla większości cena będzie zaporowa – 35 euro za pierwszy kwadrans, potem trochę taniej. Koszt przejazdu autobusem to 1,5 euro do wykorzystania w ciągu dwóch godzin. Są również karnety elektroniczne, ale jako że nie mieliśmy w planach podróżowania zbyt często autobusem, to odpuściłem zainteresowanie tym tematem. Pamiętajcie o jednym – rozkład jazdy to tylko papier, a życie życiem. Panem i władcą jest kierowca, jeśli nie naciśniecie guzika „Stop”, to się nie zatrzyma by was wypuścić, a jak nie machniecie ręką na przystanku, to się nie zatrzyma, by was zabrać. Tak, kolejność jest właśnie taka: machamy ręką nawet na największym przystanku, autobus staje, wsiadamy, kupujemy bilet, jedziemy, wciskamy „Stop” i wysiadamy. Proste? Tak, bardzo proste. Jednak nie zdziwcie się, gdy autobus w ogóle nie przyjedzie (podczas wycieczki do Marsaxlokk nie podjechały dwa autobusy, skutkiem czego staliśmy na przystanku z 50 minut, aż zdecydowaliśmy się na przejazd w drugą stronę, żeby w końcu wydostać się z tego przereklamowanego miejsca). Na rozkładach napisane są główne miejscowości, a nie nazwy przystanków. Nie zdziwcie się, gdy będziecie mieli na mapie w linii prostej z 3 km odległości, a będziecie jechać z 30 minut, mijając z 20 przystanków – to dla mnie niewytłumaczalne, ale tak jest na Malcie. Jadąc na lotnisko z Hotelu Sliema (przypominam, że wg mapy Google to 10,4 km) spędziliśmy w autobusie ponad godzinę. Pieszo jest trudno się przemieszczać, bo nie wszędzie są chodniki, szczególnie poza głównymi szlakami.

Image

Image

Image

Image

4. budynki i budowle – nie będę się silił na opisy architektoniczne, bo się na tym po prostu nie znam. Powiem tylko, że na Malcie jest pięknie, czas jakby stanął w niektórych miejscach wiele, wiele lat temu. Budynki z ozdobnikami, piękne drzwi, balkony, wizerunki świętych przy większości drzwi, kołatki, nazwy ulic na tabliczkach, a nie na blachach … Może to tylko tak w turystycznych częściach wyspy, ale robi duże wrażenie. Podczas wizyty na Malcie nie widziałem ani jednego „ciucholandu”, może z trzy kebaby, warsztaty rzemieślnicze to najczęściej wnęki lub garaże wyglądające jak 100 lat temu, przez co mają swój niepowtarzalny urok. Kościoły, fortyfikacje, duże wysokości, widoki – czegóż można chcieć więcej?

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

5. ludzie – każdy mówi po angielsku (język urzędowy) i chyba każdy po maltańsku (język nie do zrozumienia przez Polaka). Ogólnie bardzo pomocni, uprzejmi, podpowiedzą, doradzą, uśmiechną się. Wyjątkiem była pani prowadząca podłej jakości bar w Rabacie, która usilnie dopytywała się z trzy razy, czy chcemy coś do picia (a nie chcieliśmy), a gdy skończyłem posiłek z talerza, trzymając w ręce jeszcze kromkę chleba, zabrała talerz i ostentacyjnie oczyściła blat stołu. Przypomniały się panie ekspedientki z czasów komunizmu, tylko że niewiele osób już je pamięta. Dla ostrzeżenia podaję nazwę baru: Saqqajja. Pozytywem, a może początkiem negatywu jest fakt, że na wyspie pojawiają się już czarni emigranci. Na razie jest ich mało, ale co będzie później?

6. miasta, miasteczka – wg danych z Wikipedii, Malta jest małą wyspą, jednak pobyt na niej wywołuje wrażenie, że jest się na wielkiej wyspie. Według polskich standardów nie nazwalibyśmy części tamtejszych miasteczek miasteczkami, bo ich granice są bardzo płynne, często nie zauważa się, że jest się już teoretycznie w innym miejscu. Mi bardziej odpowiadałaby nazwa dzielnica, a nie miasteczko. Tak właśnie traktuję Maltę – jako jedno spore miasto z wieloma dzielnicami. Patrząc na mapę przytłacza liczba uliczek, bardzo gęsto usianych (nawet 50-100 metrowe odcinki mają swoje własne nazwy). Mi się akurat bardzo one podobają, są w części po maltańsku i nie są na siłę przeprawiane na angielski. A że Polak nie wymówi poprawnie znakomitej części nazw? Nieważne, ale jak pięknie wyglądają nazwy miejscowości Naxxar, Ghaxaq, Marsaskala, Qrendi, Gharghur, czy ulic Zinja, Hagar, Haz-Zabbar.
Jak oni wprowadzili na ulice dźwigi, skoro już większy bus ma problem z ciasnymi zakrętami ustawionymi pod kątem 90 stopni???

Image

Image

Image

Image

Image

7. Ceny i produkty – my nastawiliśmy się na wybitnie ekonomiczne (czytaj: oszczędne) podejście do wyjazdu, więc nie traciliśmy pieniędzy (poza jednym wyjątkiem, który do tej pory żałujemy) na jedzenie w mniej lub bardziej porządnych lokalach. Ograniczyliśmy się do najbliższych sklepów spożywczych. Dla Polaka „niskobudżetowego” ceny mogą szokować, jeśli będzie się on bawił w przeliczanie euro na złotówki. No bo komu nie będzie szkoda wydać ok. 7 zł na 1,5l wody mineralnej (1,5 euro brzmi rozsądniej), 4,5 zł na najtańszą puszkę piwa (1 euro), czy 9 zł na chleb tostowy (2 euro)? Zdziwiliśmy się mocno, bo na półkach w różnych sklepach widzieliśmy sporo polskich produktów, jak piwa Lech i Tyskie, czekolady Goplana, czy różne polskie soki w kartonach. Cóż, świat jest mały. W lokalach jedzenie kosztuje od 7 euro (oczywiście są jakieś tańsze drobiazgi typu kawałek pizzy) do nawet 30 euro za lepsze potrawy. W Sliemie jest nawet polski sklep prowadzony przez polskiego obieżyświata, który – jak sam mówił – mieszkał już m.in. w Anglii, Izraelu, a od około 5 lat na Malcie. Jakże miło było poczuć się u niego w sklepie jak w osiedlowym polskim sklepiku, gdzie większość towarów była pochodzenia polskiego. Zażartował nawet, gdy kupowaliśmy u niego wodę, że płacimy „Złotóweczkę”. Ucieszyliśmy się z tej ceny, ale niestety szybko wyprowadził nas z dobrego nastroju tłumacząc, że miał na myśli jedno euro. Dodał również, że w sezonie ceny rosną co najmniej o 50%, więc i tak mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na martwe miesiące. Nawiasem mówiąc nie wyobrażam sobie, jak wygląda Malta w wakacje, gdy już w styczniu jest oblegana przez turystów z całego świata.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Polecam zajrzeć na blog http://radosc-zycia-plus.pl. Spojrzenie na świat i podróże kobiecym okiem.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group