Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 21 Mar 2016 23:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Mar 2016
Posty: 25
Loty: 72
Kilometry: 154 059
Krajów: 24 / 11.2%
W Krabi wylądowaliśmy po 3 dniach w Bangkoku. Liniami Bangkok Airways dostaliśmy się do turkusowego raju. Wybrzeże już wcześniej omotało nas cudnymi widoczkami zestawionymi z dość niskim poziomem turystycznej komerchy. Maleńka wioska miała zapewnić sielski klimat, puste plaże i bary z garstką tubylców. Tak to sobie umyśliłam.

Image

Jadąc taksówką z lotniska miałam wciąż w pamięci poranny przejazd przez Bangkok. Tuk-tuki, klaksony, tysiące aut. Teraz wgapiałam się w niewiarygodny błękit nieba. To tylko godzina lotu, a ostrość kolorów wzrosła dwukrotnie! Taksówkarz wysadził nas przed hotelem w Klong Muang. Kilkupokojowy, położony przy jedynej drodze we wsi wyglądał obiecująco. Młode małżeństwo z Rosji wydzierżawiło go na trochę i siedzi tu sobie jak u boga za piecem. Założę się, że jeśli mieli jakieś wątpliwości, taras na dachu przeważył szalę.

Image

Pognaliśmy na plażę. Stanęłam na białym piasku i pomyślałam, że znalazłam ilustrację dla metafory "rzygać tęczą"! Słitaśny kicz palm kokosowych i stu odcieni turkusu wchłonął nas na całego. Przez kolejne dni szaleliśmy w ciepłym morzu, goniliśmy kraby i łowiliśmy muszle. Odwiedzaliśmy nieliczne beach bary i restauracje. Serwują w nich kultowe pad thai, świeże papaya salad i prawdziwie spicy green curry. Do tego tutejsze rybki, kraby wielkie jak dłoń drwala i lody w orzechach kokosa. Żarełko trzyma poziom, ale jedna z knajp w wiosce, Motherhouse podbiła nasze podniebienia dobitnie i ostatecznie. Prowadzi ją mama, pomaga córka. Serwują najlepsze curry w okolicy i udka kurczaka marynowane w sosie sojowym i opiekane w liściach palmy. Bajka.

Image

Image

Image

Klong Muang leży 10 km od kurortu Aonang. Z rozmysłem nie wybraliśmy go na wypoczynek, ale uznaliśmy, że na świętowanie Tomka urodzin będzie jak ulał. Knajp, barów i sklepów jest zatrzęsienie. Ciągną się kilometrami, wszystkie oferują to samo żarcie, muzę, ciuchy i wycieczki. Ceny sporo wyższe niż w Bangkoku. Poza tym Aonang jest nadzwyczajnie zwyczajny. Bez klimatu i charakteru. Zjedliśmy kolację, ogarnęliśmy rejs po wyspach, a na świętowanie wróciliśmy do Klong Muang, na hamaki w Lazy Bar. Ra- upalony i szczęśliwy, robi najlepsze mohito na świecie, a to co serwuje poza kartą sprawia, że jego reggae brzmi jeszcze bardziej cool and lazy. Wieczór zakończył się nad ranem.

Image

Po śniadaniu pod hotelem czekał tuk-tuk. Zabrał nas do portu w Aonang. Wycieczka za 500 bathów (ok. 50 zł) obejmowała przywózkę i odwózkę do hotelu, rejs po pięciu wyspach, snurkowanie na rafie i lunch. W sumie grzech nie skorzystać. Zejście na 2 wyspy w parkach narodowych olaliśmy. 250 bathów za to, by stanąć na plaży to dużo jak na Tajlandię. Wysepki tak samo idyllicznie prezentowały się z łódki, widoczki nie gorzej, ogólnie rzygania tęczą ciąg dalszy. Słońce wydobyło z morza 110% turkusu, a ponoć w listopadzie wcale nie musi tak być. To początek pory suchej i zdarzają się dni, kiedy niebo na dłużej zasłania warstwa chmur. Któregoś dnia przywiało takie znad lądu i na dwie godziny raj zmienił się w piekło. Lało jak z cebra, wiało, a ulicami płynęła brunatna rzeka. Po godzinie było sucho. Temperatura nie drgnęła o pół stopnia. To jednak wciąż raj.

Image

Image

Rajska okazała się też dżungla. Ale nie ta, po której na smutnym słoniu obwieźli nas przewodnicy. To zresztą najbardziej gorzka historia naszego pobytu w Tajlandii. Dżungla widziana z grzbietu słonia to dżungla jego monotonii, tresury i łez (w każdym razie moich). Żałuję, że wzięłam w tym udział. Nigdy więcej. Ale nasza Cwietka namówiła nas na trekking. Osiem kilometrów po górach w pobliskim parku narodowym. W normalnych warunkach trasa dla dzieciaka. W warunkach 35 st. i 90% wilgotności trekking prawie nas zabił. Ale trasa, widoki i przyroda były rajskie. Liany, jaszczurki, bambusy, półki skalne. Było wszystko! Oprócz wody, której brakło nam już na trzecim kilometrze. Po wszystkim wypiliśmy we wsi litrowego Changa i wróciliśmy z martwych.

Image

Image

Ogólnie zaliczyliśmy wszystko i więcej. Changi, plaże i palmy. Tajską kuchnię, tajski masaż i skutery. Widzieliśmy pocztówkowe zachody słońca i poznaliśmy radosnych, uśmiechniętych ludzi. Były zachwyty i małe rozczarowania. Ale już teraz mogę powiedzieć, że Tajlandia nie jest na raz. Skosztowaliśmy tylko małego kęsa, ale jej smak na długo zapisze się pamięci. Nie tylko kulinarnej. Sawasdee Tajlandio! Bo że wrócimy, nie mam wątpliwości.

Image

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Relaks na Kanarach 😎🏖️ Wypoczynek na Fuerteventurze za 1669 PLN Relaks na Kanarach 😎🏖️ Wypoczynek na Fuerteventurze za 1669 PLN
Wietnam z Etihad Airways 🪷🌏 Hanoi z Warszawy za 2391 PLN 😍✈️🧳 Wietnam z Etihad Airways 🪷🌏 Hanoi z Warszawy za 2391 PLN 😍✈️🧳
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group