Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 30 Sty 2016 21:00 

Rejestracja: 30 Sty 2016
Posty: 6
Islandia to taki dziwny kraj, do którego jadąc pakujemy zimowy ekwipunek w postaci rękawiczek, szalika oraz czapki tuż obok stroju kąpielowego. Jednocześnie mamy pewność, że zarówno jedno, jak i drugie zostanie wykorzystane. Przejazd przez tę wyspę dostarcza ekstremalnie pięknych przeżyć, którym towarzyszy niemała gama uczuć – od głębokiego poruszenia, przez poczucie grozy aż po zachwyt i ekscytację. Islandia jest niezwykle inspirująca, a pobyt na niej pozwala wchłonąć w siebie potężne dawki magii i ukojenia. Bez wątpienia podróż przez tę krainę lodu i ognia można uznać za godnego kandydata do wpisania na listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Nawet horrendalne – jak na polską kieszeń – ceny schodzą na dalszy plan w obliczu prawdziwej, niczym nieoszukanej natury Islandii.

Islandia przeżywa prawdziwe oblężenie kolorowych kurtek, których grono także my zasililiśmy. W przeciągu czterech lat liczba turystów odwiedzających Islandię wzrosła dwukrotnie. W 2014 roku było już ich ponad milion, co oznacza, że na jednego Islandczyka przypada ok. 30 gości z zagranicy. Przewiduje się, że w 2017 roku na Islandię zawita już 1,5 miliona turystów. Tej inwazji nie sposób nie zauważyć, gdyż 90% mijanych na drodze samochodów należy do wypożyczalni ;) Zwłaszcza przy głównych atrakcjach odczuwa się lekki ścisk i natłok wycelowanych obiektywów. Są jednak tego niezaprzeczalne korzyści w postaci dużej ilości dobrze wyposażonych punktów widokowych, informacyjnych czy postojowych. Chcąc poczuć się nieco bardziej swobodnie, w oddali od ludzkości, wystarczy odjechać nieco poza okręg stołeczny. Na wschodzie kraju jest już znacznie luźniej, a w okolicach północy, w rzadziej uczęszczanych miejscach (np. na półwyspie Vatsnes) ruch spada do minimum. Pomimo wbiegających w kadr turystów każdej narodowości, nie warto z tego powodu rezygnować z odwiedzenia najbardziej znanych atrakcji. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i przyzwyczaić do stałej obecności tłumów.

Materiału jest dość sporo, więc na zachętę podaję stworzony przez nas filmik Częstujcie się :) Najlepiej w wersji full hd.



Złoty Krąg

Złoty Krąg znajduje się na obowiązkowej liście każdego turysty odwiedzającego Islandię. A przynajmniej powinien :) W niedalekiej odległości od stolicy kraju Reykjaviku ulokowane są trzy miejsca, z których każde oferuje coś zgoła innego.

1) Park Narodowy Þingvellir – na terenie wpisanego na listę UNESCO parku znajduje się szczelina stanowiąca granicę dwóch płyt tektonicznych – euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej (Islandia to jedyny tak blisko położony Ameryki Północnej kraj w Europie). Pierwsza pozycja Złotego Kręgu ma wartość przede wszystkim historyczną i kulturową. To właśnie tutaj w 930 roku powstał najstarszy na świecie parlament – Althing. Z wytyczonego między skałami szlaku widać największe jezioro wyspy – Þingvallavatn i jeden z najstarszych kościołów – Þingvallakirkja. Sceneria jest dość surowa i skąpa, ale przy dobrej pogodzie bywa bardzo urokliwa.
Image
Image
Image

2) Geysir – ten znajomo brzmiący termin oznacza nie tylko cały obszar na którym występują gorące źródła, ale przede wszystkim także wygasły już gejzer, który zapoczątkował to nazewnictwo. Na szczęście w okolicy znajduje się również nie mniej atrakcyjny Strokkur, tryskający wodą co 5-10 minut na wysokość 30-35 metrów. Cały udekorowany mniejszymi (acz raczej uroczymi niż widowiskowymi) źródłami obszar jest niesamowicie barwny. Intensywny niebieski kolor kontrastuje z jasną, pastelową, otaczającą go skałą. Wokół rozpościera się po jednej stronie ognista czerwień, po drugiej zaś króluje żywa zieleń. Nic więc dziwnego, że teren został umieszczony na liście 25 najlepszych do fotografowania miejsc na świecie. Przybycie tutaj, to konieczność.
Image
Image
Image
Image

3) Gullfoss – ostatni punkt Złotego Kręgu znajduje się bardzo blisko jednej z tras prowadzących do interioru (wjazd w głąb kraju jest niemożliwy bez samochodu z napędem na cztery koła!). Ten wodospad jest o tyle ciekawy, że składa się z dwóch poziomów. Jeden jest wysokości 11 metrów, a drugi niemal dwa razy wyższy. Zwłaszcza nad tym wyższym unosi się charakterystyczna, szeroka ściana wodnej mgiełki. Tańczący korowód kolorowych kurtek jest tutaj chyba najbardziej widoczny ;)
Image Image
Kraina wody i lodu

Rzucona w północne wody Atlantyku Islandia, ma dwa oblicza wyznaczane przez siły żywiołów. Jedno z nich jest spod znaku wody i lodu. Na wyspie znajduje się wiele wyjątkowych wodospadów oraz prastarych, majestatycznych lodowców.

Tęcza na Islandii jest tak powszechnym zjawiskiem, że trzeba mieć wyjątkowego pecha, żeby jej nie uświadczyć. Wyjątkowych krajobrazów nie brakuje, więc jeśli się pojawi mamy pewność, że będzie to spektakularny widok. W okolicy miasteczka Skógar znajduje się Skógafoss – wodospad mierzący 62 m wysokości i 25 m szerokości. Gdy już dostrzegliśmy nad nim kolorową łunę, to niemal biegiem udaliśmy się w jej kierunku, żeby przekonać się o jej autentyczności. Podwójna tęcza pokazała się w pełnej, niepodrabialnej krasie. Rozbudziła podziw, szczęście i umocniła tylko przekonanie o porażającym pięknie Islandii. Stała się odpowiedzią i jednocześnie dowodem miłości do podróżowania.
Obok wodospadu znajdują się schodki, które prowadzą na szczyt, gdzie perspektywa znacząco się zmienia i odkrywa nowe oblicza wodospadu i otoczenia. Widzimy jak z małej rzeczki rzuconej w poszarpane skały, stopniowo rodzi się pokaźna kaskada wody. Jeśli dysponujemy większą ilością czasu, to z powodzeniem możemy wybrać się na dłuższy spacer prowadzący przez nabierające w siłę pagórki.
Image Image Image Image Image Image

Seljalandsfoss to zlokalizowany na południu kraju wodospad liczący 60 m wysokości, choć może sprawiać wrażenie nieco wyższego ze względu na znacznie mniejszą szerokość. Prowadząca dookoła niego ścieżka pozwala w każdym calu przyjrzeć się odważnie wylewającej się wodzie, która wydaje się nie mieć końca. Przy stawianiu kroków trzeba zachować pewną ostrożność, bo nieustannie śliska powierzchnia bywa niekiedy zdradliwa ;)
Image Image
Znajdujący się na terenie parku Jökulsárgljúfur wodospad Dettifoss może poszczycić się pierwszym miejscem wśród europejskich wodospadów pod względem ilości przepływającej wody (193 m3 na sekundę!). Potęga jaka z niego bije oddziałuje na wszystkie zmysły. Już podczas kilkuminutowego spaceru dociera do nas wyraźny i nieco budzący grozę dźwięk potężnej, spadającej w dół ilości wody. Kiedy naszym oczom ukazuje się szeroki na 100 metrów wodospad, stajemy się maleńkimi punkcikami na jego tle. Całość uzupełniają siarczyste krople wody, które w miarę zbliżania się do wodospadu oblepiają całe nasze ciało (nie oszczędzając też aparatu).
Image

Stosunkowo niedaleko Reykjaviku ukrywa się najwyższy wodospad w całej Islandii – mierzący 198 metrów Glymur. Piękna, nieco opustoszała trasa prowadząca do niego przebiega przez tzw. fiord wielorybów. Glymur to zdecydowanie najdzikszy i najmniej dostępny wodospad spośród wszystkich, które odwiedziliśmy. Żeby go obejrzeć, musimy najpierw pokonać kilka przeszkód. Początkowo spacerujemy około 15-20 minut po dość płaskim terenie, gdzieniegdzie upstrzonym prześlicznym mchem, czy miniaturowymi drzewkami, w tym m.in. brzozą karłowatą. Następnie przechodzimy przez niewielką jaskinię dochodząc aż do rzeki, przez którą przeprawiamy się idąc po kłodzie. Spokojnie – nasze akrobacje asekurowane są dzięki rozciągniętej, stalowej linie :) Po pierwszym, nieznacznym wysiłku przygotowujemy się na kolejny, najdłuższy etap. Podążamy cały czas do góry, wspomagając się liną, która niejednokrotnie ustrzegła nas przed upadkiem na śliskiej, czasami błotnistej skale. Kiedy liny się kończą, stopniowo schodzimy w dół. Od tego momentu naszą jedyną asekurację stanowią rozsądnie wymierzone kroki. Po drodze, z wysokiego punktu odsłania się przepiękny horyzont eksponujący zachodzące, jakby scalone z morzem słońce. Aura jest iście magiczna. Ukryty w wysokich skałach Glymur stwarza niesamowitą atmosferę tajemnicy. Od wody oddziela nas ogromna przepaść, nad którą szybują ptaki. Większość z dotychczas widzianych przez nas wodospadów była na wyciągnięcie ręki. Ten pozostał niezdobyty, a już sam jego widok był okupiony cierpliwością i przyjemnym wysiłkiem.
Image Image

Wodospad Svartifoss jest niewątpliwie jedną z ciekawszych atrakcji parku narodowego Vatnajokull, głównie z uwagi na swój specyficzny wygląd będący inspiracją dla wielu architektów, w tym Gudjuna Samuelssona. Svartifoss stał się pierwowzorem najpopularniejszego na Islandii kościoła – znajdującego się w Reykjaviku Hallgrímskirkja. Wychodzimy z centrum informacji turystycznej i zgodnie z informacją na tabliczce idziemy na 1,5 kilometrowy spacer prowadzący do wodospadu otoczonego bazaltowymi skałami w kształcie ogromnych organów. Już z nieznacznego wzniesienia widać to specyficzne dzieło natury, ale jeśli ktoś miałby ochotę przyjrzeć się bliżej, to musi poświęcić dodatkowe pół godziny i wyjść nieco wyżej. My doszliśmy do wniosku, że całość, składająca się w specyficzną „rzeźbę” robi spore wrażenie już z pewnej odległości i na tym poprzestaliśmy.
Image Image

Vatnajökull to ogromny lodowiec, który stanowi bramę do lodowej części Islandii. Na całym jego obszarze utworzono największy w Europie park narodowy. W centrum turystycznym można się dowiedzieć nieco więcej o początkach założenia parku, wcielenia do niego dwóch innych (Skaftafell i Jökulsárgljúfur), a także o samym lodowcu. W środku znajduje się ciekawa ekspozycja prezentująca autentyczny sprzęt użyty przez brytyjskich studentów, którzy zaginęli badając lodowiec w latach 50-tych XX wieku. Tuż obok, swoje budki mają firmy oferujące różnego rodzaju „lodowe” wycieczki. Do wyboru jest m. in. spacer po lodowcu prowadzący do jęzora Skaftafellsjökull. Oferowane trasy mają różne poziomy trudności. Istnieje też możliwość wypożyczenia niezbędnego sprzętu, w tym m.in. raków. Wycieczki odbywają się z wykwalifikowanymi przewodnikami i tylko z nimi można w ogóle stanąć na lodowcu. Niestety to, co nas najbardziej interesowało, czyli eksploracja lodowych jaskiń była niemożliwa ze względu na panującą latem zbyt wysoką temperaturę.
Image Image Image Image

Prawdziwą perełką tego rejonu okazały się jeziora lodowcowe. Pierwszą z trzech lagun, które zobaczyliśmy była Fjallsarlón. Wrażenie spotęgował dodatkowo fakt, że jadąc na niewielki pagórek, w ogóle nie spodziewaliśmy się trafić na jedno ze wspomnianych jezior. Jęzor lodowca i oderwane bryły błyszczącego lodu wydają się gigantyczne w stosunku do maleńkich sylwetek ludzi. Fjalssarlón jest zdecydowanie bardziej dzikie i mniej skomercjalizowane od położonego niedaleko Jökulsárlón, które można by określić mianem głównego jeziora. Będąc na miejscu, można skorzystać z usług firmy Glacier Lagoon Tours i przepłynąć czerwoną amfibią tuż obok ogromnych brył lodu. Sceneria jest prawdziwie hipnotyzująca, a cienie światła padające pod różnym kątem sprawiają, że obraz nigdy nie jest jednakowy. Ci, którym lód kojarzy się głównie z bielą i błękitem mogą się nieźle zaskoczyć, ponieważ mieniących się barw jest zdecydowanie więcej. Niesamowity widok.
Image Image Image Image

Jökulsárlón
Image Image Image

Po przeciwnej stronie drogi widać plażę i otwarty Ocean Atlantycki. Nie jest to jednak zwykła plaża. Abstrahując od tego, że piasek jest czarny, to przede wszystkim wybrzeże jest usiane bryłami lodu wszelkich rozmiarów i kształtów. Odważni i żądni przygód, mogą wskoczyć na pokaźne kry, które zostały wyrzucone przez Atlantyk i postawić nogi na odłamach zatopionego w oceanie lodu.
Image Image Image

Sólheimajökull to odnoga czwartego pod względem wielkości lodowca na Islandii, który nazywa się Mýrdalsjökull. Można tutaj wykupić pieszą wycieczkę, chociaż jeśli chcemy po prostu rzucić okiem na lodowy krajobraz, to wystarczy skorzystać z wytyczonej, ogólnodostępnej ścieżki i zrobić sobie kilkunastominutowy spacer. Widok jest o tyle ciekawy, że dominującym kolorem jest czerń, co daje bardzo ciekawy efekt wizualny.
Image Image

Reynisfjara została umieszczona w latach 90-tych na liście 10 najpiękniejszych plaż świata wg amerykańskiego magazynu podróżniczego i w pełni zasługuje na to miano. Wypełniona maleńkimi czarnymi kamyczkami plaża odbiega od standardowej wersji wybrzeża. Uwagę przyciągają ogromne kolumny w kształcie organów (bardzo podobne do skał otaczających Svartifoss), prowadzące do malutkiej jaskini Halsanefshellir. Spacer wzdłuż plaży prowadzi do skał Reynisdrangar. Miejsce obowiązkowe do zobaczenia. Uwaga: zdarzają się tam niemiłosiernie wiatry. Na pobliskim płaskowyżu Dyrholaey istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo spotkania prawdziwego symbolu Islandii jakim jest maskonur :) Dodatkiem jest niewątpliwie piękny krajobraz czarnego wybrzeża upstrzonego sandrami.
Image Image Image Image Image Image Image

Kraina ognia i ziemi

Drugie oblicze Islandii kojarzy się z siłą ognia i ziemi. Wyspa nosi niezliczone ślady aktywności geologicznej, która sprawia, że jej krajobraz jest tak wyjątkowy i zróżnicowany. Nieraz przyjdzie nam stąpać po zastygniętych polach lawowych i wdychać charakterystyczny zapach siarki.
Będąc w okolicach jeziora Mývatn możemy zwiedzić wiele miejsc, które uwidaczniają tę ognistą odsłonę wyspy. Pola geotermalne Hverarönd, kuszą swoim nietuzinkowym krajobrazem już od pierwszego wejrzenia. Niesamowity zestaw barw z pewnością przykuje uwagę każdego miłośnika fotografii. Hverarönd to obszar wypełniony oczkami przeróżnych kształtów z bulgocącym błotem o wyjątkowym, stalowo-szarym kolorze. Teren można obejść specjalnie wytyczonym szlakiem, pamiętając, by w miarę możliwości nie zbliżać się do wyjątkowo wrzących otworów w ziemi. Ciekawość budzą też dymiące, ułożone w stożki kominy.
Image Image

Nad obszarami geotermalnymi unosi się specyficzny zapach siarkowodoru, który przypomina smród zgniłego jajka. Dla niektórych może być odrobinę drażniący i uciążliwy, ale na szczęście nawet największa eksploracja terenu nie jest na tyle długa, żeby zapach towarzyszył nam w nieskończoność.
Często w nowym miejscu, wiedzieni fascynacją i ciekawością chcemy jak najszybciej tam dotrzeć, nie zważając na podłoże, czy inne (czasami bolesne w skutkach) warunki. Doprowadzenie butów do względnej czystości, po 20 minutowym spacerze po Hverarönd zajęło nam co najmniej drugie tyle ;) Błoto było dosłownie wszędzie, nie wspominając o metamorfozie kolorystycznej, jaką przeszły czarne buty.
Image Image

Zmierzając w kierunku formacji skalnych Dimmuborgir, przejeżdżamy obok liczącego sobie 2500 lat krateru Hverfjall. Na szczyt mierzący 452 m. n.p.m. można się dostać idąc przeznaczonym do tego szlakiem. My niestety nie skorzystaliśmy z tej możliwości, ze względu na niemiłosierną ulewę, z którą nawet płaszcze przeciwdeszczowe nie potrafiły sobie poradzić.

Dimmuborgir to czarne, powykręcane formacje skalne, które powstały około 2000 lat temu z wylewającej się z kraterów lawy. Trudno odmówić im mistycyzmu, czy fantazji kształtów. Nie da się też ukryć, że na tle deszczowego, pochmurnego nieba są raczej upiorne i przygnębiające niż zjawiskowo piękne.

Nazwa 320 metrowego krateru Viti oznacza „piekło”. Z piekłem na szczęście niewiele ma wspólnego. Wewnątrz wypełniony jest wodą o błękitno-mlecznym kolorze. Wokół znajduje się pole lawowe Leirhnjúkur oraz czynny wulkan Krafla.

W pobliżu miejscowości Skutustadahreppur znajdują się dwie jaskinie o podobnie brzmiących nazwach: Stóragja i Grótagja. Nam udało się dotrzeć do tej drugiej, chociaż trudno ukryć, że widok okazał się być nieco rozczarowujący. Niewielkich rozmiarów jaskinia ukryta jest w ogromnej, popękanej skale, do której wejście może być utrudnione ze względu na duże głazy. W środku wypełniona jest parującą, przejrzyście błękitną wodą o temperaturze 45 stopni. Znacznie ciekawszy wydał się nam widok z zewnątrz, głównie dlatego, że skały układają się tam na kształt dużego rozłamu, straszącego szeroką szczeliną.
Image Image

Kierując się z powrotem na południe przy trasie nr 1 możemy zatrzymać się przy kraterze Grabrok. Jego ogromną jest poprowadzona od samego początku drewniana kładka. W ten sposób wystarczy podążać wytyczonym szlakiem, żeby obejść cały wygasły wulkan mierzący sobie 173 m. n.p.m. Z samej góry rozpościera się malowniczy widok na okolicę i sąsiedni krater Grabrokarfell.
Image Image Image Image

Obszary geotermalne znajdują się również na półwyspie Reykjanes kilkadziesiąt kilometrów od Reykjaviku. Rejon o nazwie Krýsuvik został wybrany na akcję książki polskiego pisarza, który zatytułował w ten sposób jedną ze swoich nowel. Na jego terenie znajduje się jedno z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejsze pole geotermalne na wyspie. Seltun oferuje krajobrazy tak nierealne i odjazdowe, że każdy kamyczek wydaje się godny upamiętnienia na zdjęciu. Miejsce odbiera się wszystkimi zmysłami: nad polem unosi się znany nam już zapach zgniłego jaja, wszędzie unosi się para, a przejście przez nią gwarantuje przyjemną mgiełkę ciepła. Oczy natomiast szaleją z natłoku form i kolorów. Dużym udogodnieniem jest drewniana kładka i balkonik, z którego można rzucić okiem na okolicę.
Image Image

Niedaleko znajdują się klify Krýsuvikberg oraz jezioro Kleifarvatn. Dojazd do klifów jest zalecany raczej dla posiadaczy samochodów terenowych, ale wystarczy zostawić samochód w bezpiecznym miejscu i udać się na dłuższy spacer. Jeśli mamy dodatkowy zapas czasu, to warto się przejść, żeby zobaczyć uderzające o ląd wody oceanu, ale nie jest to atrakcja obowiązkowa. Otoczonego wulkaniczną scenerią jeziora Klefiarvatn nie sposób pominąć jadąc drogą numer 42. Islandzkie podania mówią, że w jeziorze kryły się potwory. Pomimo że na przestrzeni lat objętość wody poważnie się skurczyła, to jezioro nadal pozostaje imponujące.
Image Image

Jadąc dalej na zachód dotrzemy do pól Gunnuhver. Opary są tam tak gęste, że mieliśmy niepowtarzalną okazję doświadczenia czegoś bardzo ciekawego. Wjeżdżając na ten teren, chmury gazów były tak nisko, że przez moment zostaliśmy całkowicie otoczeni przez białą ścianę. Samo pole geotermalne nie jest tak widowiskowe jak pozostałe. Obraz jest raczej monotonny, ale na swój sposób ciekawy.
Image

Gorące źródła

W klasyfikacji gorących źródeł Blue Lagoon kontra Jarðböðin við Mývatn ta ostatnia wypada zdecydowanie korzystniej. Począwszy od ceny biletu, która jest wyraźnie niższa, na kameralności miejsca skończywszy. Wejściówka do odpowiednika Blue Lagoon położonego nad znajdującym się na północy wyspy jeziorem Mývatn ma zniżkę dla studentów, młodzieży, a dla dzieci poniżej 12 roku życia jest całkowicie bezpłatna. Jeśli odczuwamy dyskomfort z powodu dzikich tłumów turystów, Jarðböðin także pod tym względem okaże się lepszym wyborem. Powierzchnia basenu faktycznie jest wyraźnie mniejsza od tego na południu kraju, ale w zasadzie nie ma to żadnego znaczenia, gdy chcemy zwyczajnie relaksować się w przyjemnie ciepłej wodzie o mleczno-błękitnej barwie. Zarówno w Blue Lagoon, jak i Jarðböðin temperatura wody jest zbliżona i waha się w granicach 36-40 stopni. Gdy na zewnątrz panuje 8-9 stopni (co latem na północy jest wielce prawdopodobne), pobyt w tego rodzaju spa jest niezwykle odprężający.
Blue Lagoon jest oczywiście kompleksem o światowej renomie do którego kuszą nas ogromne billboardy już po wyjściu z samolotu. Na miejscu można skorzystać z ekskluzywnej restauracji, zrobić zakupy w butikach oferujących naturalne kosmetyki o zawrotnych cenach, czy wynająć jeden z odpowiednio wcześniej zarezerwowanych pokoi. Mimo wszystko, jeśli udajemy się w podróż dookoła wyspy, a w naszych planach jest jezioro Mývatn, to warto skusić się na odrobinę relaksu w tamtejszym, kameralnym basenie.
Image Image Image

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 30 Sty 2016 23:54 

Rejestracja: 30 Sty 2016
Posty: 6
Pomimo że na tle większości europejskich stolic Reykjavik ze swoimi 120 tys. mieszkańców jawi się raczej jako małe miasto, to dla Islandczyków jest to wręcz metropolia. Ponad 200 tysięcy obywateli zamieszkujących okręg stołeczny stanowi 3/5 populacji kraju!
Koniecznie trzeba przejść się po najbardziej popularnej ulicy Laugavegur, przy której nie brakuje wszelkiego rodzaju pubów, barów i sklepików. Co nie powinno dziwić w Reykjaviku jest największy wybór pamiątek na całej wyspie. Zresztą gadżety są tak pomysłowe i ekstrawaganckie, że asortyment w najbardziej popularnych europejskich miastach blednie w trybie natychmiastowym.
Za symbol miasta uchodzi charakterystyczny kościół Hallgrímskirkja, którego projekt zostały zainspirowany bazaltowymi kolumnami, których nie brakuje w krajobrazie Islandii. Za bezbłędną perełkę architektoniczną uznaliśmy jednogłośnie Harpę. Absolutnie fantastyczna opera hipnotyzuje swoim nietuzinkowym wyglądem. Godzinami można ją fotografować zarówno z zewnątrz – wraz z porą dnia mieni się różnymi kolorami, zmieniając nieco swój układ – jak i od wewnątrz, gdzie kreatywne oko dostrzeże dziesiątki różnych perspektyw, wdzięcznie „leżących” w kadrze.
Image Image Image Image Image Image

Z innych ciekawszych atrakcji stolicy można wymienić Muzeum Fallologiczne na którego ekspozycję składa się ponad 200 członków należących do zarówno najmniejszych jak i największych ssaków :)
Warto podjechać do kompleksu Perlan, który znajduje się poza centrum. Sam budynek nie jest szczególnie ciekawy, chociaż bawić może fakt, że dysponuje własnym, sztucznym gejzerem. Za to rozpościerający się z tarasu widok na Reykjavik i okolicę całkowicie rekompensuje stracony jakby się wydawało czas.
Otwierany w każdy weekend pchli targ Kolaportið warto odwiedzić, żeby pokręcić się trochę między Islandczykami grzebiąc w sprzedawanych przez nich płytach muzycznych, ubraniach, książkach i innych różnościach.
Nie mając świadomości, że przypadający na trzeci weekend sierpnia Reykjavik Marathon i Noc Kulturowa (Menningarnótt) obejmuje nasz pobyt w stolicy, zostaliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni bombardującą ilością rozrywek i atrakcji. Skorzystaliśmy z darmowej kawy (w deszczową pogodę smakowała jak napój bogów). Dostaliśmy też kleinury – islandzki rodzaj faworków – oraz gofry posmarowane islandzkim dżemem. W kościele odbywał się festiwal muzyczny i można było posłuchać występujących chórów, także zagranicznych. Na ulicach co kilkanaście metrów odbywały się koncerty rockowe, didżeje rozkręcali imprezy, a fani hip hopu bawili się przy lustrzanej kuli, oglądając pokazy taneczne. Przez całą dobę miasto kipiało energią.
Image Image Image Image
Jeśli mamy w zapasie kilka godzin przed udaniem się na lotnisko, warto wpaść do Keflaviku, żeby poznać trollicę o imieniu Skessa. Potężna figura trolla została umieszczona w specjalnej jaskini z zewnątrz przypominającej chatkę. Stwór głównie śpi, ale niemiłosiernie przy tym chrapie, mlaska, a czasami... beka. Obok znajduje się niewielki port. Z bezpłatnych atrakcji należy wymienić Duushus, który zawiera m.in. ogromną i ciekawą kolekcję modeli statków. Można też tutaj poznać historię regionu, obejrzeć autentyczne przedmioty codziennego użytku z poprzedniego stulecia, czy dowiedzieć się więcej o islandzkiej florze i faunie.
Image Image

Akureyri nieoficjalnie (a w niektórych kręgach oficjalnie) nazywane jest islandzką stolicą północy i mogę śmiało przyznać, że bezsprzecznie na to miano zasługuje. W centrum miasta największą uwagę zwraca kościół Akureyrarkirkja. Jeśli wcześniej odwiedziliśmy Reykjavik i sławetną świątynię Hallgrímskirkja, to budynek sakralny górujący nad Akureyri wyda nam się bardziej niż znajomy. Kryje się za tym wspólny dla obydwu świątyń, islandzki architekt Guðjón Samúelsson. Pomimo odważnego projektu, wnętrze kościoła może zaskakiwać prostotą i minimalizmem. Samo miasto zyskuje na uroku ze względu na całkiem spory, jak na islandzkie możliwości ogród botaniczny (wstęp jest bezpłatny). Oświetlony maleńkimi lampkami i ozdobiony uroczymi altankami zaprasza na spokojny, leniwy spacer w otoczeniu przyrody.
Akureyri oprócz miejskiej wersji urokliwej scenerii uwiodło nas wyśmienitą kuchnią. To tutaj, po siedmiu dniach poszczenia i żywieniu się głównie w islandzkim odpowiedniku Biedronki – Bonusie, którego symbolem jest sympatyczna świnka-skarbonka – postanowiliśmy udać się na prawdziwy, islandzki obiad (cokolwiek miałoby to oznaczać). Perspektywa ta, pomimo wcześniejszego kontaktu ze wstrząsającymi cenami wydała się na tyle kusząca, że decyzja została szybko podjęta. Skorzystaliśmy z oferty dnia w eleganckiej restauracji The Mulaberg znajdującej się w hotelu w centrum miasta. Do wyboru były dwa zestawy. Ten, na który ja się zdecydowałam, oprócz zupy oferował rzadko spotykaną w sklepach atlantycką rybę brosmę z puree i salsą. Całość wraz z nielimitowaną, krystaliczną wodą w wyjątkowo niskiej cenie równowartej ok. 60 zł.
Image Image Image
Tuż po Akureyri naszym głównym celem stała się położona 10k m za miastem Chatka Mikołaja (Jólagarðurinn). Z przewodnika wyczytałam szczątkowe informacje o możliwości zakupienia w niej ozdób choinkowych z całego świata. Ekscytacja stopniowo rosła wraz z pojawiającymi się przy ulicy tabliczkami przedstawiającymi Świętego Mikołaja, ale zenitu sięgnęła gdy naszym oczom ukazała się być może nieco kiczowata ale genialnie wystylizowana chatka. Z zewnątrz co rusz napotyka się przeróżne ozdoby: a to doniczki w postaci mikołajowych butów, a to maleńkie domki czy jeszcze mniejszy kościółek. Można się nawet udać do świątecznej toalety! Obok domku znajduje się skrzynka na listy, gdyby ktoś akurat chciał podzielić się swoją listą marzeń :) Wewnątrz poczułam niepohamowaną radość, gdy zobaczyłam rozpalony kominek, a nad nim powieszone skarpety z prezentami. Kiedy już na wejściu przywitał mnie intensywny zapach pierniczków, wiedziałam, że to miejsce na długo utkwi mi w pamięci. Oczy nie potrafiły ukryć zachwytu na widok najpiękniejszych ozdób świątecznych, jakie można sobie wyobrazić. Od drewnianych myszy, przez świnki, oryginalne choinki, błyszczące dziadki do orzechów na psich ozdobach wcale się nie zatrzymując. Dwupiętrowa chatka bezsprzecznie zajęła pierwsze miejsce w mojej klasyfikacji najoryginalniejszych sklepów w jakich dane było mi przebywać. Wizytę warto zakończyć z przynajmniej jedną, kolorową rózgą w ręce :)
Image Image Image Image Image Image
Przemierzając wschodnie wybrzeże Islandii warto zajechać do przynajmniej jednego z wielu rybackich miasteczek, takich jak Djúpivogur czy Seyðisfjörður. Symbolem tego pierwszego jest Búlandstindur (1069 m. n. p. m.) – uznawana za jedną z najpiękniejszych, a już na pewno najbardziej charakterystycznych gór na Islandii, która kształtem przypomina piramidę.
Image
Założona przez norweskich rybaków osada Seyðisfjörður jest bajkowo usytuowana pośrodku fiordu, co z pewnością przyczyniło się do przyznanego jej tytułu najpiękniejszego miasta Fiordów Wschodnich. Sceneria z powodzeniem mogłaby posłużyć jako pierwowzór krainy zamieszkiwanej przez Elsę i Annę z filmu Frozen :) W mieście można się natknąć na klasyczne, skandynawskie domki, co dodatkowo wzmacnia efekt klimatu północy. Do przyjazdu tutaj zachęca też największe w kraju stado dziko żyjących reniferów.
Image
Fauna Islandii ze względu na surowość warunków nie jest zbyt bogata. Niemniej pobyt na wyspie dostarcza okazji do napotkania kilku wyjątkowych gatunków zwierząt.

Żeby w pełni cieszyć się obecnością figlarnych fok, warto udać się na półwysep Vatsnes, który otaczają wody zatoki o wdzięcznej nazwie Húnaflói (isl. Zatoka niedźwiadka). Już zbliżając się w okolice Hvammstangi – największej osady na półwyspie – napotyka się na drodze znaki informujące o obecności fok w tym rejonie. Wystarczy kawałek odjechać, żeby trafić na „foczą plażę” i móc obserwować niczym nieskrępowane, licznie występujące tam zwierzęta. Ze względu na wieczorową porę i utrudnioną widoczność, zdecydowaliśmy się spędzić noc na parkingu, z wielką nadzieją, że już rano będziemy podziwiać foki w ich naturalnym środowisku. Nie rozczarowaliśmy się. Kilkuminutowy spacer przy brzegu oceanu, drewniana budka, a w niej dwie, pokaźne lornetki pozwoliły nam zaobserwować nieśmiale wynurzające się z wody podobne do psich łebki Niektóre się wylegiwały na skałach, a inne bawiły w wodzie. Co bardziej ciekawskie foki nic nie robią sobie z obecności człowieka. Co więcej, chętnie pozują i pozwalają uwiecznić się na zdjęciach. Warto wspomnieć, że zwierzaki tam występujące należą do gatunku foki pospolitej. W helskim fokarium można poznać urocze, liczące sobie sześć fok stado foki szarej. Foka pospolita jest wyraźnie mniejsza od szarej i w odróżnieniu od niej, mają nozdrza ułożone w kształt litery V.
Image
Lis polarny – to mały, niezwykle sprytny drapieżnik, który jest prawdziwym włóczykijem w zwierzęcym świecie. Życie prowadzi dość surowe, podporządkowane pokarmowi, za którym wędruje setki kilometrów (często podążając szlakiem niedźwiedzi polarnych). Nie wzgardzi resztkami pożywienia, ale najchętniej zwędzi jajko z gniazda i czym prędzej ucieknie, szukając odpowiedniego miejsca na zakopanie zapasów po to, żeby... inny lis przyszedł i przywłaszczył znalezisko ;) Jego umaszczenie zmienia się w zależności od pory roku. W maju zaczyna zrzucać grubsze, białe, zimowe futro, które w lecie przybiera koloru brązowego, czasami niebieskiego. Czasami można spotkać czarne lisy, które takie umaszczenie zachowują przez cały rok. I my takiego gagatka ujrzeliśmy na swojej drodze. Czmychnął przed samochodem na drodze pomiędzy Staður a Borgarnes na tyle wolno, że oczy zdążyły się napatrzeć. Nawet aparat skorzystał z tej okazji i uwiecznił zabawnie podskakującego liska :)
Image
Koń islandzki inaczej nazywany kucem, to aktualnie najczystsza rasa wśród koni (przez 800 lat obowiązywał zakaz przywożenia na wyspę koni innych ras). To nieduże, przyjazne rumaki o dość krępej budowie ciała. Liczna populacja występująca na wyspie dostarcza wielu okazji do podziwiania ich uroku. Dla miłośników jazdy konnej istnieje możliwość wypożyczenia konia na przejażdżkę, ale nie jest to tania przyjemność.
Image Image
Maskonur zwyczajny (isl. lundi, ang. puffin), to prawdziwy symbol Islandii i jednocześnie świetny obiekt marketingowy. Jego motyw na stałe zapisał się jako typowa pamiątka z wyspy. Niewielki, przeuroczy ptak z charakterystycznym, czerwonym dziobem świetnie radzi sobie zarówno w wodzie, jak i na lądzie. Maskonury zamieszkują skaliste nabrzeża, gdzie w niedostępnych dla człowieka miejscach zakładają swoje gniazda. Niestety, w niektórych restauracjach serwowany jest jako obiad. Nic jednak nie przebije możliwości wykupienia sobie wycieczki na polowanie na te zwierzęta 
Image
Na Islandii jest ponoć 3 razy tyle owiec, co samych Islandczyków. Przejeżdżając przez wyspę, nie sposób ich nie zauważyć – są stałym elementem krajobrazu. Są owce białe, czarne, brązowe, szare czy też w łatki. Lubią czasami wybiec na drogę, żeby chwilę później jednak zawrócić ;) Baranina zajmuje wyjątkowe miejsce w kuchni islandzkiej. Tradycyjnym daniem jest chociażby barani łeb. W przemyśle włókienniczym natomiast ogromną popularnością cieszą się islandzkie swetry lopapeysa. Jeżeli wolimy nie wydawać kilkuset złotych na sweter możemy kupić np. islandzkie skarpetki albo rękawiczki za równowartość około 100 zł. Jest jeszcze tańszy wariant: skarpetki z królika, który stał się plagą w kraju.
Image
Wycieczka na wieloryby – pytanie czy warto się na taką wycieczkę udać pozostaje otwarte. Stolicą wypraw na wieloryby na Islandii jest Húsavik. Trzy główne firmy na rynku oferują w gruncie rzeczy to samo – z drobnymi różnicami w postaci ceny niższej o 2 euro, czy dostępu do Wi-Fi na pokładzie statku. Jednak żadna firma nie zagwarantuje ujrzenia przepływającego obok łodzi płetwala błękitnego. W przypadku, gdy nie uda się trafić na wieloryby, drugie wypłynięcie jest darmowe. Wystarczy zobaczyć koniuszek ogona walenia, żeby zaliczyć jego obecność. Tak udało nam się spotkać humbaka. Plusem jest szansa na bliższe spotkanie z innymi zwierzakami. Tuż obok naszej łodzi wyskoczyły dwa delfiny z białym grzbietem. Wypłynięcie na lodowaty ocean w deszczową pogodę, pomimo ochronnego kombinezonu może skończyć się zmarznięciem i przemoczeniem butów (tym bardziej jeśli stanęło się w niefortunnym miejscu). Do tego dochodzi pewien szczegół w postaci choroby morskiej. Nawet jeśli myślimy, że to obce nam zjawisko, możemy się srogo zdziwić, kiedy wybuja nami na wszystkie strony świata. Uwaga – z przodu jest najgorzej! Decyzję jednak każdy musi podjąć sam. Wychodzę z założenia, że jeśli mamy taką możliwość, to żal z niej nie skorzystać. A nuż będziemy tymi szczęściarzami od wspomnianego wyżej płetwala?
Image
Renifery sprowadzono na Islandię w XVIII wieku. Zadomowiły się na wschodzie kraju i tam można natrafić na ich dzikie stada. Niestety, my (być może ze względu na deszczową aurę) nie zaznaliśmy tej przyjemności. W restauracji hotelu Aldan znajdującym się w Seyðisfjörður zamówić można hamburger z – jak się pewnie domyślacie – renifera. Za niewielkie danie trzeba zapłacić równowartość lekko ponad 80 zł. Nie skorzystaliśmy z tej możliwości, chociaż w jednym z nas głód mocno protestował. Na całe szczęście portfel go uciszył. Później znalazłam informację o drastycznym kurczeniu się populacji tych zwierząt i jeszcze bardziej ucieszyłam się z podjętej decyzji.

Podróżowanie po Islandii
Jeżeli na podróż na Islandię przeznaczamy więcej niż kilka dni, najsensowniejszym rozwiązaniem jest wynajem samochodu. Są jeszcze dwie, inne możliwości zwiedzenia wyspy, ale ich znaczące wady potrafią skutecznie zniechęcić.
Podróż autostopem. Pomimo, że na Islandii nie brakuje rozległych, dzikich terenów (które jeśli nawet są zamieszkane, to dość skąpo), to ze względu na wzrastającą liczbę turystów nietrudno spotkać samochód. Na parkingach przy głównych atrakcjach aż roi się od potencjalnych, pomocnych kierowców. Niestety, pogoda jest bezlitosna i w ciągu kilku minut czyste niebo może przerodzić się w dotkliwą ulewę. Przed deszczem mamy szansę się ochronić. Przed zwalającym z nóg wiatrem już nie. Widziałam doszczętnie przemoczonych włóczykijów, którzy wytrwale czekali na okazję i ze smutkiem muszę przyznać, że nie chciałabym znaleźć się w ich skórze. Podejrzewam, że niewielu kierowców w pierwszej chwili (która jest kluczowa) chce zabrać do wypożyczonego samochodu przemoczonego, ubrudzonego podróżnika z pokaźnym ekwipunkiem – przykre realia. Podróżując stopem jesteśmy całkowicie zależni od innych i skazani na pomoc, którą nie zawsze od razu otrzymujemy. Jest to oczywiście podróż w nieznane i znakomita przygoda, ale jeśli nasza odporność i cierpliwość na chłód i inne, uprzykrzające życie czynniki jest niska, to powinniśmy się trzy, a może jeszcze pomnożone przez kolejne trzy razy zastanowić.
Podróż autobusem. Istnieje możliwość wykupienia sobie biletu na autobus okrążający całą wyspę w ciągu dwóch dni. Możemy wysiąść w dowolnym miejscu i po jakimś czasie wsiąść w kolejny, nadjeżdżający autobus. Jest to wydatek rzędu 1200 zł (jeśli chcemy wykupić poszerzoną o interior wersję należy dołożyć kolejne 500 zł). Niestety i tym razem uzależniamy naszą podróż od osób trzecich. Autobus zatrzymuje się w konkretnym miejscu, a ilość kursów na dzień jest ograniczona, więc plan musi być sztywno dostosowany pod rozkład jazdy autobusu. Jeśli coś podczas jazdy przykuje naszą uwagę, to nie możemy się zwyczajnie zatrzymać i udać w to miejsce.
Podróż samochodem. Wynajem samochodu pomimo że jest najdroższą z opcji, jest jednocześnie najrozsądniejszym wyborem. Liczba wypożyczalni i ich rozbudowane oferty dają spory wybór. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym podczas podejmowania decyzji i dokładnie przeczytać warunki wynajmu, by nie narazić się na dodatkowe koszty. Niestety, żeby dokonać rezerwacji, konieczne będzie posiadanie karty kredytowej. Jeśli jej nie mamy, wpłacamy dość wysoki depozyt. Do kosztów należy doliczyć ubezpieczenie, którego jest kilka opcji. Z naszego doświadczenia wynika, że warto wykupić polisę od uszkodzeń w wyniku uderzeń przydrożnych kamyczków. Na Islandii wiele dróg jest pokrytych żwirem i pyłem więc przy dłuższej trasie takie uszkodzenia są nieuniknione. Podstawowe pytanie podczas wyboru samochodu dotyczy trasy, którą zamierzamy przemierzyć. Jeśli chcemy wjechać w interior (dostępny jedynie w okresie letnim), musimy wypożyczyć samochód z napędem na cztery koła, a te są już bardzo kosztowne. Jeśli natomiast nasza trasa obejmuje główne punkty przy drodze krajowej nr 1, spokojnie można wynająć najzwyklejszy, ekonomiczny samochód typu toyota yaris, którym podróżowaliśmy my. W przypadku niefortunnego uszkodzenia pojazdu powinniśmy to koniecznie zgłosić. Mieliśmy dość nieprzyjemną sytuację na jednym z głównych parkingów, gdzie pasażer sąsiedniego samochodu z impetem otworzył drzwi, uderzając przy tym w nasze i powodując czarne zadrapanie. Bezpieczniej jest taki incydent zgłosić do wypożyczalni, a ta skontaktuje się z ubezpieczycielem sprawcy zdarzenia. Dobrze jest też sporządzić protokół. Z naszej strony polecić mogę firmę Route1, która nie tylko była bezproblemowa, ale i pomocna, gdy pojawiły się problemy z kartą kredytową, której nie posiadaliśmy. Stacje benzynowe na Islandii są samoobsługowe i dotyczy to również płatności. Płacimy w automacie kartą, wybierając wcześniej, za jaką kwotę chcemy zatankować.
Podróż promem lub samolotem.
Image Image Image
W wielu miejscowościach, szczególnie na północy, istnieją firmy oferujące wycieczki promem no okoliczne wysepki. Z Húsaviku można popłynąć na niezamieszkałe Flatey i Lundey. Pakiety są przeróżne, więc każdy może znaleźć coś szczególnie interesującego. Foldery kuszą przede wszystkim barwnymi zdjęciami zwierząt – od maskonurów, po foki i wyjątkowo pożądane wieloryby. Niektóre z firm oferują też dalsze podróże, np. na Grenlandię. Jednak koszt takiej wycieczki jest zatrważająco wysoki.
Z miejscowości Dalvík możemy popłynąć na małą wysepkę Hrisey, którą zamieszkuje około 170 osób, lub na Grimsey, która jest o tyle kusząca, że przebiega przez nią koło podbiegunowe. Zamieszkuje ją zaledwie około 80 osób (niemal drugie tyle jest samych gatunków ptaków), co czyni ją najbardziej wysuniętym na północ zamieszkanym terytorium Islandii. Jeśli bardzo zależy nam na odwiedzeniu tej wyspy, możemy skorzystać z oferty islandzkich linii lotniczych Air Iceland i polecieć tam z Reykjaviku, lub bliższego Akureyri. Promem (z portu Landeyahöfn) lub samolotem można się też wybrać m.in. na archipelag Vestmannaeyar.
Gdyby ktoś się zastanawiał nad podróżą koleją, to niestety musi się rozczarować, ponieważ na Islandii nie ma ani jednego kilometra torów.
Noclegi, zakupy koszty
Dla niskobudżetowych podróżników (do których i my się zaliczamy) najkorzystniejszym finansowo wyjściem będą noclegi na campingu, opcjonalnie w samochodzie. Jeśli planujemy dłuższy pobyt na wyspie, to najlepiej jest wykupić sobie specjalną kartę obejmującą nocleg na kilkudziesięciu polach namiotowych na wyspie. W stolicy znajduje się bardzo sensowny, duży camping wyposażony we wszystko co niezbędne (http://www.reykjavikcampsite.is/). Nie trzeba tutaj dodatkowo płacić za gorący prysznic (w niektórych miejscach stosuje się taka praktykę). Do dyspozycji jest też duża kuchnia, w której od biedy można znaleźć wiele produktów zostawionych przez innych gości. Koszt spędzenia jednej nocy na campingu to około 50 zł za osobę. Po dwóch spędzonych tam nocach już do końca wyjazdu nie rozkładaliśmy namiotu. Przy głównej drodze co kilkaset metrów znajdują się miejsca postojowe, a przy większości z nich bez problemu można zostać na noc nie uiszczając żadnej opłaty.
Pogoda na Islandii nie rozpieszcza, nawet jeśli w momencie rozkładania namiotu nie pada deszcz, a wiatr nie zwala z nóg, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że w nocy będziemy się modlić o niezawodność i nieprzemakalność namiotu. Dlatego samochód na 10 dni okazał się naszą ostoją, która niejednokrotnie uratowała nas przed wyziębieniem. Mnie sam widok ulewy i temperatury za oknem napawał przerażeniem, tym bardziej pokochałam naszą yariskę.
Szczerze powiedziawszy w niektórych miejscach wybór campingu na nocleg, to raczej akt samobójczy. Mowa o najbardziej wietrznych miejscowościach, w których na niewielkim polu, niczym nieosłonione namioty są targane przenikliwie zimnym wiatrem, a za ciepłą wodę trzeba dodatkowo zapłacić.
Z uwagi na horrendalne ceny właściwie wszystkiego zdecydowaliśmy się na ostre cięcie budżetu. Zakupy robiliśmy głównie w Bonusie, w którym ceny wielu produktów są zbliżone do tych w Polsce. Odżywialiśmy się dość skromnie, starając się kupować mimo wszystko islandzkie specyfiki. Spróbowaliśmy kilku smaków skyra (w zależności od firmy mogą się bardzo różnić między sobą), czyli czegoś na podobieństwo jogurtu (produkowany na bazie zsiadłego mleka). Pokochałam bezgranicznie cynamonowe bułeczki, których zapach zabijał nawet największe wyrzuty sumienia spowodowane wydanymi pieniędzmi :) Kupiliśmy też kulur – czekoladowe kulki wypełnione karmelem, także w wersji batonika i limitowaną edycję Prince Polo, który na Islandii cieszy się niesłabnącą popularnością. Sklepy sieci Bonus znajdują się głównie w południowej części kraju, więc zakupy trzeba robić raczej konkretne. Nie zginiemy (ani nasze portfele) robiąc zakupy w Kronan – niewiele droższym od świnki-skarbonki. Zaskakujący wydał się nam ogromny kontrast między tymi dwoma, najtańszymi marketami i pozostałymi sklepami, w których wszystko jest okrutnie drogie. W miarę możliwości staraliśmy nie dopuszczać do sytuacji podprogowych, w których wizyta w takim sklepie byłaby konieczna.
Ostatnia kwestia, nieco bolesna dla kieszeni (ale absolutnie warta każdej złotówki!), dotyczy podsumowania kosztów naszego 10-dniowego wyjazdu na Islandię. Podany koszt poszczególnych kwestii obejmuje dwie osoby
Bilety lotnicze na trasie Gdańsk – Reykjavik – Gdańsk: 1168 zł
Bagaż (lecąc WizzAirem i planując noclegi „na żywioł” wykupienie bagażu jest niezbędne): 274 zł
Jedzenie: 441 zł
Wynajem samochodu: 2683 zł
Paliwo: 550 zł
Noclegi (dwie noce na campingu): 206 zł
Obiad w restauracji: 163 zł
Gorące źródła: 187 zł
Wycieczka na wieloryby: 553 zł (o matko, nie wierzę)
Kartki i pamiątki: 161 zł
Ubezpieczenie: 87zł (nie ma takiej konieczności, zwykle tego nie robimy, ale w kraju, gdzie za wizytę u lekarza płacisz fortunę, woleliśmy nie ryzykować zdrowotnych potknięć).
Łączny koszt wyniósł około 3300 zł na osobę.
Wskazówki
1. Jeśli posiadasz lustrzankę, lub inny sprzęt na którym Ci zależy, zainwestuj w obudowę przeciwdeszczową, tudzież zwykłą folię, która powinna bez problemu ochronić aparat. Zestaw szmatek do przetarcia szkła może uratować świetny kadr, więc warto zawczasu o tym pomyśleć. W okolicy tak licznych wodospadów można być bardziej niż pewnym, że niejednokrotnie nasz sprzęt zostanie potraktowany wodną mgiełką (w najlepszym wypadku!) lub siarczystym deszczem.
2. Jeśli zastanawiasz się czy czapka, szalik tudzież rękawiczki przydadzą Ci się w lecie – lepiej spakuj je jak najszybciej. Możesz popełni
3. tragiczny błąd w przygotowaniach ekwipunku i nie spakujesz czegoś, co niejednokrotnie okaże się zbawienne.
4. Zważywszy na to, że pogoda islandzka jest całkowicie nieprzewidywalna, o czym mówi dość trafne powiedzenie „If you don't like Icelandic weather, just wait 5 minutes”, warto zabrać ze sobą przeciwdeszczową odzież. Płaszcz za 6 zł się nie liczy (sprawdzone). Pogoda bywa nieubłagalna, a jeśli nie chcemy spędzić w samochodzie kilku dni, tylko dlatego, że każde wyjście z niego poskutkuje doszczętnie przemoczoną odzieżą, to tak – warto.
PS. dla zainteresowanych mogę podesłać stworzoną przez nas trasę z zaznaczonymi wybranymi atrakcjami.
Jeśli chodzi o zgłębienie wiedzy nt. Islandii gorąco polecam kilka pozycji:
- książkę „Islandzkie zabawki” Mirosława Gabrysia
- film „Na głębinie” (jeśli się dotknie lodowatej wody Oceanu Atlantyckiego i odczuje to paraliżujące zimno, to filmowa historia wyda się nierealna)
- genialną muzykę fantastycznie oddającą klimat Islandii, w której nie brakuje światowych gwiazd pokroju Björk czy Sigur Rós. Można się w niej wręcz zatracić. Gorąco polecam zespół Ylja i młodego artystę, który podbija islandzkie listy przebojów czyli Ásgeira Traustiego. Niestety, ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu, w islandzkim radiu nie uświadczy się fascynującej muzyki wyspy, a jedynie mocno komercyjną muzykę popową.

Różności:
Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group