Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 10 Gru 2015 00:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Lis 2015
Posty: 3
Zapraszamy na II część naszej relacji z amerykańskiego #honeymoon. Część I znajdziecie tutaj: http://86915.fly4free.pl/blog/1574/hone ... a-czesc-i/

DZIEŃ 4., 06.10
Z samego rana jedziemy na klasyczne, tłuściutkie śniadanie do rewelacyjnego baru, który pamiętaliśmy ze zdjęć ekipy Busem Przez Świat: Mr D’z w Kingman, Arizona. Dzięki temu, że stawiliśmy się tam już o 8 rano, byliśmy jedynymi klientami i mogliśmy swobodnie obfotografować całą knajpę. Po sycącym śniadaniu ruszamy na Route 66. Mijamy kolejne klimatyczne miasteczka, oldschool’owe sklepy i stacje benzynowe, takie jak kultową Hackberry General Store.

Image

Image

Image

Image

Jadąc dalej, w pewnym momencie wzdłuż drogi zaczęły pojawiać się czerwone tabliczki z humorystycznymi wierszykami - to bardzo znana w latach 50. reklama Burma-Shave. Z nieba siąpi deszczyk, zwiedzamy kolejne miasteczka, które przetrwały dzięki sławie Drogi Matki: Selingman i Williams.

Image

Image

Z Williams skręcamy na północ, a naszym celem jest 1,5km dziura w ziemi… Tak, chodzi o Wielki Kanion. Trochę obawiamy się poziomu skomercjalizowania tego miejsca, a sznur samochodów przed wjazdem na teren Parku zdaje się to potwierdzać – zobaczymy, co będzie dalej…W międzyczasie znajdujemy idealne miejsce na drugie śniadanie:

Image

Mamy jeszcze jakieś 2h do zachodu słońca, jedziemy więc szybko na camping, rozstawiamy namiot (mimo braku rezerwacji udaje nam się znaleźć wolne miejsce w cenie 18$) i pędzimy na South Rim.
Pierwsze zderzenie: wow! Widok jest naprawdę niesamowity i trudny do opisania, co brzmi jak banał, ale tak naprawdę jest! Najbliższy z punktów widokowych - Mather Point - jest faktycznie oblegany przez turystów, decydujemy się więc na szybki spacer ścieżką w kierunku zachodnim.

Image

Image

Wystarczy przejść kilkaset metrów, by znaleźć puste miejsca, w których można w pełni rozkoszować się tymi fascynującymi widokami. Podziwiamy spektakl chmur, światła i cieni:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wracając na camping zahaczamy o Grand Canyon Village, gdzie jemy bardzo sycącą zupę. Wspomnienie gorącego posiłku przyda nam się tej nocy – temperatura spadła wtedy prawie do 0°C.

DZIEŃ 5., 07.10
Rano zrywamy się około 5 – obudziły nas wyjące kojoty, przenikające zimno i chęć zaliczenia wschodu słońca nad Wielki Kanionem. Niestety, było dość pochmurno i szaro, spektakularnych zdjęć zatem nie będzie. Z drugiej strony, klimat niczym w krainie Mordoru też ma swój urok…:)

Image

Początkowo planowaliśmy zejść do Kanionu jednym ze szlaków, ale zbliżający się deszcze skutecznie nas do tego zniechęcił, ruszyliśmy więc dalej. Po wyjechaniu z terenu Parku Narodowego udało nam się znaleźć trasę, z której roztaczał się rewelacyjny widok na wschodni kraniec Wielkiego Kanionu.

Image

Dalej droga prowadzi przez rezerwat Indian, a zza okien naszej Srebrnej Strzały podziwiamy półdzikie konie i… stoiska z indiańskimi łapaczami snów, przy których Czerwonoskórzy parkują swoimi extra samochodami. Założę się, że na tych „oryginalnych wyrobach” na pewno jest pieczątka „Made in China”.

Image

Image

Image

Przejeżdżamy przez Painted Desert i docieramy do mostu Navajo. Termometr wskazuje już prawie 30oC. Jest pięknie – stalowa konstrukcja mostu kontrastuje z ognistoczerwonymi skałami, schodzącymi do rzeki Kolorado.

Image

Choć plan pierwotny był inny, decydujemy się pojechać trasą kilkanaście kilometrów za mostem. Podziwiamy skalne grzybki i docieramy do odcinka rzeki, gdzie jej kolor nie jest taki błotnisty, a hipnotyzuje zielono-niebieskimi odcieniami. Jest to miejsce zwężenia Kolorado, dzięki czemu nurt jest tu bardzo wartki, co stanowi frajdę dla spływających kajakarzy.

Image

Image

Wracamy na trasę do Page. Tego dnia zaliczymy jeszcze dwie atrakcje. Pierwszą z nich jest Waterhole Canyon, gdzie nie ma żadnych oznaczeń trasy i na czuja przemierzamy skalne pustkowie wzdłuż małego kanionu. Drugą atrakcją jest Horseshoe Bend – jedno z miejsc, które koniecznie chcieliśmy zobaczyć. Podkowa naprawdę robi wrażenie, nawet na moim obiektywie, który wprost nie ogarnął jej ogromu;)

Image

Image

Image

Image

Image

Pod wieczór zajeżdżamy do Page, gdzie śpimy w Lake Powell Campground – świetna miejscówka, z widokiem na piękne jezioro położone na granicy stanów Arizona i Utah.

Image

Rozbijamy namiot, wracamy do miasta na Taco Bell. Po gorącym prysznicu (2$) zajeżdżamy jeszcze do pobliskiego ośrodka - na campingu otrzymaliśmy vouchery, dzięki którym mogliśmy wejść na teren basenu hotelowego i przy okazji skorzystać z wifi – co za luksusy!

DZIEŃ 6., 08.10
Rano jemy śniadanie w towarzystwie rozkosznych króliczków i zwijamy dobytek. Zwiedzamy marinę i tamę na jeziorze Powell.

Image

Image

Naszym kolejnym celem jest Antelope Canyon, jednak na miejscu okazuje się… zamknięty z powodu ostatnich opadów! Sytuacji tej o mało nie przypłaciliśmy rozwodem – ja byłam zdesperowana, by zobaczyć ten cud natury i gotowa rozbić tam namiot i czekać do skutku, a Leszek ze swoim zdroworozsądkowym podejściem pozostał niewzruszony;) Po kilku minutach niepewności zapada ostateczna decyzja: ruszamy dalej do Navajo National Monument. Kilometrowa trasa prowadzi nas do punktu widokowego, z którego najlepiej widać jaskinię z ruinami osady, w której blisko 700 lat temu mieszkali Indianie Anasazi.

Image

Image

Obraliśmy kurs na kolejny punkt z listy marzeń – Monument Valley. Zanim tam dojedziemy, zatrzymujemy się przy charakterystycznej tablicy informującej nas o wjeździe na teren stanu Utah.

Image

Image

Na teren Doliny Monumentów wjeżdżamy po uiszczeniu opłaty 20$ (tak jak wspominałam, jest to teren zarządzany przez Indian i Annual Pass tu nie działa). Największym przeżyciem jest dla nas zdecydowanie off-road po czerwonej, piaszczystej drodze pomiędzy Monumentami – świetne emocje!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W ulubionej miejscówce Johna Wayne’a spędzamy jakieś 1,5h, niestety trzeba jechać dalej. Chwilę przed zachodem słońca podziwiamy jeszcze inną znaną formację skalną – Mexican Hat. W zupełnych ciemnościach znajdujemy ostatnie wolne miejsce na campingu.

DZIEŃ 7., 09.10
Zwijamy mokry od wilgoci namiot (rano okazało się, że spaliśmy nad rzeką) i jedziemy na kawę i zwiedzaniu fortu/osady w miejscowości Bluff. Miasteczko ma dla nas jeszcze jedną atrakcję: najprawdziwszy School Bus, który okazuje się być otwarty. Siadamy za kierownicą żółtego cudaka i przypominamy sobie wszystkie filmy, w których pojawiały się sceny z dzieciakami wracającymi ze szkoły. Extra!:)

Image

Image

Mijamy Church Rock i wjeżdżamy na teren Canyon Rims, gdzie jedziemy do Needles Overlook. Podziwiamy istnie marsjańskie krajobrazy i widoki przypominające te z Wielkiego Kanionu.

Image

Jedziemy dalej do Moab, będącego bazą wypadową do dwóch parków narodowych: Arches National Park i Canyonlands. Pierwszy z nich zachwyca formami skalnymi w kształcie łuków, w tym spektakularnymi Windows Arches.

Image

Image

Image

Image

Nie mamy jednak czasu na zrobienie trasy, na końcu której można podziwiać najbardziej znany ze wszystkich zgromadzonych tu łuków - Delicate Arche. Ciekawostka: to właśnie on zdobi tablice rejestracyjne mieszkańców Utah. Czeka nas przecież jeszcze Kraina Kanionów, a słońce znów niebezpiecznie zbliża się do linii horyzontu. Canyonlands oferuje wiele punktów widokowych i tak naprawdę jest podobny do Needles Overlook, które zwiedziliśmy wcześniej, a gdzie straciliśmy dobre 2h, tak więc dla planujących podobną trasę radzimy zdecydować się na jedną z tych atrakcji.

Image

Image

Wszystkie campingi w pobliżu Moab są przepełnione, udaje nam się znaleźć miejsce dopiero w Green River. Okazuje się, że wygraliśmy życie – jest to camping położony w zielonej oazie nad rzeką – po raz pierwszy od tygodnia śpimy nie na skałach czy twardym żwirze wbijającym się w plecy, a na miękkiej trawie! Nocleg kosztuje nas 28$, jednak mamy dostęp do prysznicy i prądu.

DZIEŃ 8., 10.10
Rano startujemy do Goblin Valley (park stanowy, opłata 10$). Jest to urocza kraina usiana formami skalnymi, pomiędzy którymi można się gonić i troszkę powygłupiać.

Image

Image

Stamtąd jedziemy do Little Horse Canyon, który ma nam wynagrodzić wrażenia, które ominęły nas dwa dni wcześniej przez powódź w Antelope Canyon. Robimy 1,5h trasę, prowadzącą dnem kanionu, który systematycznie robi się węższy i węższy.. Strasznie nam się tam podoba, miejsce to zachwyca skałami mozolnie formowanymi przez płynącą wodę.

Image

Image

Jedziemy dalej do Capitol Reef National Park. Nie wiedzieliśmy o tym miejscu zbyt wiele i specjalnie się na nie nie nastawialiśmy, tymczasem zaskoczyło nas bardzo pozytywnie kilkoma cudami! Pierwszym z nich była piękna trasa prowadząca do Hickman Bridge.

Image

Image

Image

Po 1,5h trekkingu ruszamy w dalszą drogę, jednak już po chwili zatrzymujemy się przy wielkim sadzie z jabłkami z zachęcającym napisem przy wejściu „U-PICK”. Okazuje się, że jest to „samoobsługowy” sad, gdzie można specjalnym przyrządem zrywać jabłka prosto z drzew, następnie je zważyć i wrzucić odpowiednią kwotę do metalowej skrzyneczki (1$/funt). Przednia zabawa!

Image

Image

Z dwoma funtami świeżutkich jabłek jedziemy do miejsca, na którym szczególnie zależało Leszkowi, gdzie można podziwiać petroglify, mające być dowodem na odwiedziny obcych na naszej planecie. Ryty naskalne wykute przez rdzennych Indian faktycznie robią wrażenie.

Image

Kolejną niespodzianką na trasie jest Scenic Drive. Droga ta okazuje się być strasznie zajmująca – pierwsze 2km pokonujemy blisko 2h, zatrzymując się co chwilę i podziwiając jelenia, sarny, indyki i zabudowania dawnych osadników.

Image

Intensywny dzień zwieńczyliśmy genialnymi hamburgerami z frytkami, popijanymi waniliowym shake’m w Torrey. Czujemy się błogo, jednak jest już po zmroku, a musimy jeszcze znaleźć nocleg. Dojeżdżamy do campingu znajdującego się na terenie Dixie National Forest. Latarką znajdujemy ostrzeżenie dotyczące grasujących tu niedźwiedzi – trzymajcie kciuki za tę noc!

C.d.n.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group