Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 04 Lip 2015 15:47 

Rejestracja: 30 Cze 2015
Posty: 2
Loty: 33
Kilometry: 73 568
Krajów: 11 / 5.1%
Wycieczka na wyspę Perhentian Kecil miała być zwieńczeniem całego pobytu w Malezji oraz najbardziej leniwą częścią naszego urlopu. Chcieliśmy pobyć w raju z białymi plażami i przejrzystą wodą, zanim długa droga powrotna zaprowadzi nas z powrotem do Warszawy i do pracy. Niełatwo tam dotrzeć, ponieważ transport odbywa się wyłącznie drogą wodną. Zdecydowaliśmy się na przelot z Penangu do Kota Bharu bardzo wcześnie rano, żeby mieć pewność złapania na miejscu łodzi motorowej i szansę na zakończenie dnia na plaży. Wybraliśmy niskobudżetowy FireFly i nie żałowaliśmy – przelot przebiegł dużo spokojniej niż z szalonymi pilotami AirAsia, a na pokładzie dostaliśmy nawet bezpłatny poczęstunek i coś do picia.

Na lotnisku w Kota Bharu bardzo łatwo złapać taksówkę, ale jedyne miejsce, gdzie rezydują biura podróży znajduje się tuż przed wyjściem ze strefy celnej. Zapłaciliśmy od razu za transport do przystani w Kuala Besut oraz powrotny bilet na wyspę. Przejazd autem wykorzystaliśmy na drzemkę, zmęczeni po wstawaniu o 3:30 w nocy, by zdążyć na samolot. Mieliśmy plan zakupu alkoholu w Kuala Besut, ponieważ wyczytaliśmy, że może być z tym kłopot na wyspie. Lecz najpierw konieczna była negocjacja z pracownikiem biura podróży, który był skłonny jak najszybciej zaprowadzić nas na łódź. W pobliskiej restauracji, w której dostrzec można było tylko lokalne twarze, dało się zakupić całą zgrzewkę piwa, ale o czymś mocniejszym można było tylko pomarzyć. W zapasach spod lady zaoferowano nam jedynie mocno zakurzoną butelkę whisky, za którą nie przepadamy. Po zakupach udaliśmy się na przystań i tam dostaliśmy miejsce na łodzi, po dość długim oczekiwaniu na swoją kolej. Oczywiście miejsca były przydzielane według znanych tylko miejscowym zasad… Jeszcze tylko wyzwanie z podaniem na łódź walizek bez utopienia ich i mogliśmy założyć kapoki, usiąść i rozkoszować się kolorem wody i prędkością.

Image

Łódź miała dwa potężne silniki produkcji japońskiej, więc na miejsce dotarliśmy w czasie około 30 minut. Najpierw zobaczyliśmy zbliżający się ląd, mocno porośnięty drzewami, dość pagórkowaty. Dopiero później zauważyliśmy zatoczkę, do której wpłynęła łódź, żeby przybić do – znaczącej wielkości i wątpliwej urody – betonowego pomostu. Dopiero później, obserwując pływy, zorientowaliśmy się, że jest on niezbędny, żeby większe jednostki miały gdzie przybić. W całej zatoczce woda była przejrzysta, turkusowa i pozwalała zobaczyć grupy korali oraz stada kolorowych rybek. Nie trzeba było zakładać maski i nurkować, żeby podziwiać podwodny świat!

Image

Naszym miejscem pobytu był Ombak Diving Resort, który wybraliśmy przez Internet po wielu godzinach poszukiwań. Ilość noclegowni na wyspie nie jest imponująca, a jeszcze mniej jest takich, które oferują murowany pokój w dobrym standardzie za przyzwoitą cenę. Bardzo nas zniechęciły zdjęcia chatek zbudowanych z płyt paździerzowych i uwag na temat grasującej w nich fauny. Pewnie trochę na wyrost, ale będąc jeszcze w Polsce, bardzo obawialiśmy się dżungli. W momencie przybycia na wyspę była już bardziej oswojona, ale pozostaliśmy przy poprzednim wyborze miejsca do spania. Jedną z zalet była restauracja, w której dostaliśmy darmowe śniadania, które nie były zapowiedziane na stronie podczas rezerwacji. Co więcej, nie były to tylko tosty z dżemem, a jajecznica, gofry, drugie ciepłe danie, kiełbaski, grzanki i inne podobne smakołyki, podane w formie bufetu.

W ciągu dnia i wieczorem można było zjeść lokalne i międzynarodowe przysmaki. Podawano również drinki, co uspokoiło nas w kwestii braków w zaopatrzeniu alkoholowym… Wieczór spędziliśmy na miłej kolacji oraz spacerze po plaży – wreszcie relaks po wcześniejszych dniach wykorzystanych do granic możliwości na zwiedzanie. Nie jesteśmy typami, które lubią leżeć, ale upały i wysoka wilgotność powietrza nie sprzyjają całodniowym spacerom.

Image

Image

Pierwszy pełny dzień pobytu przebiegł pod znakiem plaży, drinków i dobrego jedzenia. Poranek spędziliśmy po naszej stronie wyspy, ale kąpiel w Coral Bay była niezbyt przyjemna, ze względu na ryzyko podrapania się o wystające z dna skały i koralowce. Popołudniu przezwyciężyliśmy lenistwo i zachęceni przez spotkaną na plaży Holenderkę, przeszliśmy chodnikiem przez wzgórze i w ciągu 10 minut znaleźliśmy się na najpiękniejszej Long Beach na wyspie. Tutaj dno jest piaszczyste, na plaży są parasole i wiele knajpek ustawionych jedna przy drugiej wzdłuż pasa roślinności. Całe popołudnie spędziliśmy w wodzie, opalając się albo leżąc pod parasolami – słońce prażyło i wieczorem niestety okazało się, że krem z filtrem 30 nie wystarcza. Przy kolacji oceniliśmy nasze spalone plecy/pośladki/ramiona/łydki (niewłaściwe skreślić) i postanowiliśmy następnego dnia zmienić filtr na wyższy, założyć koszulki i głównie przebywać w cieniu parasola.

Image

Kolejnego dnia zdecydowaliśmy się rozpocząć nurkowanie – nie mogliśmy długo wytrzymać bez aktywności! Przy wyspie i w okolicach jest wiele miejsc nurkowych o dość zróżnicowanym charakterze. Wśród opcji jest łatwe nurkowanie do 12 m w zatoczce przy brzegu – tu szczególnie polecamy piękną, pokrytą koralami D’Lagoon i Romantic Bay. Są to miejsca, w których można się pokusić o tzw. intro diving, jeżeli jeszcze nigdy nie próbowaliście zanurzyć się z butlami na plecach, ale są też bardzo dobre do snurkowania. Można również wybrać się dalej od brzegu, np. do Temple of the Sea, gdzie nurkuje się głębiej i niestety pod wodą występują prądy. W rozsądnej odległości znajduje się kilka wraków. Odwiedziliśmy bardzo ciekawy Sugar Wreck. Do nurkowania w wodzie o tej temperaturze (30°C na głębokości 20 m!) nie potrzeba ubierać pianek – my wybraliśmy zestaw „strój kąpielowy i podkoszulek”. Zachwyciło nas bogactwo fauny – niektóre zwierzęta widzieliśmy tutaj pierwszy raz w życiu.

Image

W ostatni wieczór zdecydowaliśmy się na pieszą wycieczkę na wzgórze. Z wody przy D’Lagoon było widać długie schody prowadzące do platformy widokowej. Zachęcił nas również spotkany na wyspie Polak, który udał się tam wcześniej na wycieczkę z grupą Malezyjczyków. Z naszej strony wyspy złapaliśmy wodną taksówkę i przeprawiliśmy się w kierunku schodów. Nie wzięliśmy pod uwagę wiatru, który był odczuwalny tego samego dnia na Long Beach. Po przepłynięciu za cypel wyspy, zorientowaliśmy się, że jest dość wysoka fala, która sprawiła że płynięcie małą motorówką dostarczyło nam dodatkowych wrażeń i trochę nas zmoczyło… Samo lądowanie na brzegu stanowiło nie lada wyzwanie – pomost był częściowo podmyty i zatopiony, a schody w odczuwalny sposób przechylone. Dostanie się na pierwszą platformę pordzewiałych stopni wymagało wspięcia się po bambusowej drabince, zrobionej metodą chałupniczą nad przelewającą się w dole tonią.

Image

Po tych emocjach czekała nas ponad 20-minutowa wspinaczka po schodach, które ewidentnie najlepsze czasy miały już za sobą. Podesty wypełnione betonem były pordzewiałe, brakowało niektórych płyt, boczne zabezpieczenia dawno się rozsypały i tylko główna balustrada jakoś opierała się czasowi. Ktoś ewidentnie wydał mnóstwo pieniędzy na chybioną inwestycję i potem ją porzucił. Lekki niepokój o stan konstrukcji został nam zrekompensowany pięknym widokiem na szczycie, światłem zachodzącego z drugiej strony wyspy słońca i przyjemnym, chłodzącym wiaterkiem.

Image

Potem wystarczyło wrócić tą samą drogą i powalczyć o dostanie się z powrotem na łódź. W czasie naszej nieobecności jej właściciel wykonał kilka kursów na pobliską Long Beach i ewidentnie nie przejmował się falami, które podrywały nas z siedzeń w drodze powrotnej. Było trochę śmiechu i strachu, a na koniec nasze podsumowanie z ironią: „Eee, luzik, nuuuda. Znowu przeżyliśmy!”. Nie chciało nam się żegnać naszej rajskiej wyspy, ale następnego dnia o 11:30 stawiliśmy się grzecznie na pomoście, żeby rozpocząć nasz 35-godzinny powrót do Warszawy.

Image

Polecamy z całego serca Perhentian wszystkim, którzy chcą zaznać raju z białym piaseczkiem i przezroczystą wodą, lubią opalać się, odpoczywać, (s)nurkować, dobrze zjeść i spacerować po wzgórzach.

Image

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group