Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 9 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Trip to Japan
#1 PostWysłany: 11 Maj 2015 18:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Czemu akurat Japonia? - Pytali znajomi. Dla mnie wystarczającym powodem, żeby tam pojechać było to, że jeszcze tam nie byłem. Poza tym Japonia była w Top 10 miejsc, które chciałem zobaczyć najbardziej na świecie. Przed wyjazdem nie interesowałem się specjalnie kulturą Japonii, ani szybkim pociągami(to uległo zmianie po wyjeździe :) ). Zaczęło się od tego, że znalazłem stosunkowo tanie bilety lotnicze, myślałem nad terminem - oczywiście musiał obejmować kwitnienie wiśni. Zdecydowałem się na Lufthansę, były co prawda tańsze bilety lotnicze Aeroflotu, ale słyszałem negatywne opinie i odpuściłem sobie rosyjskiego przewoźnika(tym razem). Przed samym odlotem jeszcze piloci musieli sobie postrajkować, we wtorek miała miejsce tragedia Germanwings w Alpach, a w czwartek wylecieliśmy. Potem zaczęło się planowanie, na podstawie przewodnika Wiedzy i Życie, zaznaczyłem sobie miejsca, które chciałem zobaczyć i tak zaplanowałem cały wyjazd, aby dało radę. W Japonii jest o tyle świetnie, że z pomocą strony http://www.hyperdia.com można zaplanować podróż pociągiem po niemal całym kraju. Tak też zrobiłem. Czemu akurat pociągiem, a nie samolotem? Samoloty na miejscu były drogie, przynajmniej połączenia, które mnie interesowały, a o pociągach słyszałem same dobre słowa. Kupiłem w Polsce Japan Rail Pass- to taka "migawka", która umożliwia podróże pociągami niemal po całej Japonii (bez Nozomi i Mizuho - tych najszybszych), ale można nią podróżować wolniejszymi Shinkansenami - jeżdżą do ok. 280km/h. W rezerwacji hoteli pomógł Booking i pojechaliśmy (ja i moja dziewczyna).

Image

Sugestywny artykuł w Angorze przed wylotem

Image

Zaczeliśmy od japońskiego jedzenia w locie z Monachium do Tokio

Image

Wylądowaliśmy w Tokio - Haneda

Image

W Tokio byłem trochę zaskoczony, że nie czuć, że to wielkie miasto - jedno z najwięszych na świecie, tylko czuć świeże morskie powietrze. Drugie wrażenie miałem takie, że jest dużo b.nowoczesnych
rozwiązań, ale przelatają się z tymi starymi - np. zwisające kable jak w mniej rozwiniętych krajach.

Image

Już po drodze lotniska i z pokoju widzieliścy kwitnącą wiśnię, - był 27.03.2015r. Tak naprawdę, wiśnie kwitną jedna po drugiej, a nie na gwizdek, także jedne jeszcze nie zakwitły, drugie właśnie zakwitły, a trzecie już opadały podczas naszej wycieczki.

Image

Tego dnia doszliśmy do Tokio Sky tree - Wieży widokowej - 634m n.p.m. Wjechaliśmy na nią kolejnego dnia. Ten złoty plemnik, to pomnik kropli piwa Asahi - swoją drogą świetne piwo!

Image

Tego dnia obaliłem też swoją własną teorię, że Japończycy znają dorze j.angielski. Znają go niektórzy, ale ogólnie znajomość j.angielskiego jest słaba. Przekonaliśmy się o tym chcąc kupić japońską kartę do tel., żeby mieć internet...w końcu się udało, ale nie było łatwo. :) To był strzał w dziesiątką, aby mieć net w tel. i google mapy. W Japonii albo nie ma adresów, albo są poukrywane, albo nie po kolei, trafienie gdzieś po adresie graniczy z cudem. Za to z mapami i GPS to już bez problemu i właśnie tak przemieszczliśmy się przez resztę wyjazdu. Nie licząc momentów, kiedy rozładowały nam się telefony, ale na szczęście moja orientacja w terenie jest nienajgorsza. :)

Image

Japonię kulinarną wyobrażałem sobie jako nieskończony ciąg sushi barów i restauracji. Not. Sushi schodzi na drugi plan. Podstawowym jedzeniem w Japonii są taki potrawy jak powyżej - np. cos a la. zupa Udon -zupa z kluskami, kielkami, jajkiem, kapusta i plasterkiem jakiegos miesa na goraco, kurczak w tempurze, nadziewane mieso na patyku z grilla, zupa z wodorostow, osmiornice, cos a la ciasto paczkowe i np. mięso zapiekane w tym cieście i inne rzeczy ktore trudno zidentyfikować.

Image

Sushi i sashimi, choć też spotykane, nie jest codziennym jedzeniem Japończyków!

Image

Po jedzeniu czas na Pachinko, ulubioną grę miejscowych po pracy, po szkole, w wolnej chwili. Podobna do pinball, kasyna są w Japonii zakazane, ale nie to. :)

Nadszedł czas na Fudżi!
Z Tokio można tam podjechać pociągiem w 2h. Fudżi (czynny stratowulkan i zarazem najwyższy szczyt Japonii (3776 m n.p.m.) można zbodyć tylko latem - bez odpowiedniego sprzętu itp., ale trudno i tak było świetnie.

Image

Image

Najpierw podjechaliśmy piociągiem od strony wschodniej, a potem pojechaliśmy do Kawaguchiko - na północ od Góry Fudżi.

Image

Image

To kraina Pięciu Jezior Fudżi - to jezioro Kawaguchiko. Postanowiliśmy je obejść, miało strasznie dużo zakrętów i zajęło nam to sporo czasu. Po kilkunastu km spaceru doszliśmy do wniosku, że lepszy byłby rower ;). Następnym razem.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze słodkaliśmy takiego słodziaka! Ps. Pies też był ładny - to rasa Pomeranian. Japończycy mają mało psów, ale jak już mają to konkretne! :D

Image

Image

Image

Image

36 widoków na Górę Fudżi - znany motyw w sztuce:



Image

Zaczęło się już robić późno, ale postanowiliśmy pobiec jeszcze nad 2gie z 5ciu jezior Fudzi - Saiko - udało się zobaczyć dwa z Pięciu Jezior Fudżi. :)

Image

Image

Image

Na koniec wyprawy wypiliśmy zasłużone piwo Fujiyama i zjedliśmy chipsy o smaku zupy z kraba. Na szczęsie udało nam się złapać autobus do Kawaguchiko, stamtąd pociąg do Tokio. Cd. wkrótce.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 03 Cze 2015 19:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Po wycieczce na Górę Fudżi wracamy do Tokio. Noc jeszcze młoda, więc jedziemy do dzielnicy rozrywki Shinjuku. :)

Image

Dworzec Shinjuku jest wielkości ośmiu dworców Warszawa Centralna. Jeszcze dobrze nie znamy komunikacji w Tokio, okazało się, że jest tu kilka różnych rodzajów komunikacji miejskiej : metro, pół-metro-pół-pociąg, lokalny pociąg, pociąg, szybki pociąg shinkansen. Wszyskie te środki transportu jeżdżą po albo pod Tokio i są na nie różne bilety. Ale przy posiadaniu Japan Rail Pass i biletu na metro, można jeździć wszystkim. Poruszanie się po tym dworcu na początku to wyzwanie, ale w końcu dajemy rade. :)

W oczy rzucają się neony z reklamami i zdjęciami jedzenia i nie to nie sushi! :)

Image

Image

Gry i Pachinko to norma, grają wszyscy, w środku panuje niezły hałas!

Image

Image

Image

Karaoke.

Image

Street-artyści grają coś w stylu disco. ;)

Image

Image

To wyglądało jak małże/przegrzebki, a w hotelu mieliśmy tylko czajnik, bez szans, żeby to ugotowac ;). wracamy do domu. Mieszkamy przy stacji Higashi-Jujo w Flexstay Inn. Już o 24 przestaje jeździć nasza linia pociągu, dojeżdżamy inna trasą. O 1 jesteśmy w domu, jeszcze wizyta w seven-eleven(które jest na każdym rogu) po kanapki Onigiri na śniadanie, szybki sen i od rana dalsze zwiedzanie.

Image

Kolejny dzień zaczynamy od Świątynii Sensoji. Generalnie Japończycy nie się zbyt religijni. Czy to Shinto, czy buddyzm, odwiedzają swoje świątynie raz w roku i to bardziej wynika z tradycji. Przy Świątynii Sensoji jest ogromny targ.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Do samej świątynii nie można wejść, najwyżej popatrzeć na "ołtarz". Obrządki shinto, które zaobserwowaliśmy to: okadzanie się dymem, wrzucanie monet do kotła i dzwonienie poprzez ciągnięcie za długą szarfę uwieszoną u dzwona.

Image

Image

Image

Image

Świątynia płynnie przechodzi w wielki targ, na którym głównymi klientami są Japończycy. "Japonki" wyglądają tutaj inaczej niż u nas, ale odpuszczamy, nasze plecaki nie są bez dna. ;)

Image

Maski Power-rangers, kimona, paleczki, obrazki i tysiące innych Japońskich mniej lub bardziej kiczowatych pamiątek. Idziemy dalej. :) I milion ludzi, nie przesadzam. ;)

Image

Image

Nie bym był sobą, jakbym tam nie wjechał. Tokio Sky Tree 634m. wysokości, można wiechać na tarasy na wysokości 350m i 450m, wjeżdżamy!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Niezły widok na jedno z największych miast świata. Tokio, Jokohama i Kawasaki, które są ze sobą połączone jak Warszawa, Piaseczno i Łomianki (co za przykład :D ) zamieszkuje 35 milionów ludzi, czyli prawie tyle, co w całej Polsce. Robi wrażenie.

Image

Image

Widok w dół też niezły.

Podobno z tej wieży przy dobrej widoczności widać Górę Fudżi, chyba przez lunetę i nie wiem jak dobrej widoczności... :)

Zjeżdżamy na dół. 90 sekund windą z 450m do 0m dłuży się niemiłosiernie. ;)

Tokio nie jest szalone, ale pojedynczy ludzie jak najbardziej.

Image

Image

Z wieży widzimy Park Sumida, pełny kwitnących wiśni. Wybrałem właśnie ten termin, żeby zobaczyć kwitnące wiśnie. :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jest wiele odmian kwitnącej wiśni, łączy je to, że nie mają owoców.

Image

Image

Image

Image

Image

Świątynia w parku Sumida

Image

Po drodze natrafiamy na muzeum Edo-Tokio. Może być, ale nie jakieś świetne. Pokazane jest jak kiedyś żyli i żyją Japończycy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ciąg dalszy w Trip to Japan- Part.3 More Tokio
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 08 Cze 2015 19:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Robi się już późno. Wtedy (29.03.2015) w Tokio robiło się ciemno o 18, co było słabe pod względem zwiedzania, bo było mniej czasu na oglądanie za dnia.

Idziemy do Parku Ueno. Podziwiamy ciemno- różowe wiśnie. Najlepsze, że Japończycy są nie mniej zachwyceni kwitnieniem wiśni niż my.

Image

Image

Image

Image

Image

W parku panuje niemały ścisk.

Image

W Japonii jest mało psów, ale jak już są to konkretne, wyglądają jak małe misie.

Image

Kawałek dalej widzimy jakieś okropne czarne ptaszyska - nie wiem, co to mogło być.

Image

Jest już 19nasta, od śniadania minęło trochę czasu, robimy się bardziej głodni. Przypadkiem natrafiamy na targ z "ulicznym" jedzeniem. Japan street food to ogólnie nabite na patyk rozmaitości. Mogą to być paluszki krabowe, ośmiornice, suszone ryby, jakieś grzyby, wodorosty, warzywa, niezidentyfikowane potrawy ;), a także na słodko ciastka, czekoladki, gumowe ciasto pączkowe(nie polecam ;) ),

Image

Image

Image

Image

Image

Decydujemy się na paluszki krabowe z grilla, całkiem smaczne.

Image

Po zaspokojeniu pierwszego głodu idziemy poszukać Sushi/Sashimi, bo taki był pierwotny plan. Natrafiamy na małą knajpkę z taśmą na ladzie. W takich miejscach można zjeść najtaniej sushi/sashimi w Japonii. Za 2 os. i po kilka porcji, jak poniżej, do tego 2 piwa, płacimy 150zł, podobnie jak w Warszawie.

Image

Po jedzeniu jedziemy prosto do dzielnicy Shibuya. Jest rozrywkowa, dużo młodzieży, ogólnie jest tam dużo ludzi! :) Jeśli widać jakiś "Gotów", albo jakoś śmiesznie ubrane osoby, to są to jednostki. Generalnie Japończycy ubierają się b. elegancko, co już zauważyliśmy wcześniej.

Zmierzamy do Shibuya crossing.

Image

Image

Shibuya crossing. Zaraz na skrzyżowanie wejdzie 5 tysięcy ludzi! Ale dopiero jak będzie zielone, to nie Londyn, Paryż czy NYC! ;) Japończycy wydają się być karni, to znaczy pozwalają sobie na małe szaleństwa, ale w granicach prawa. Jak ktoś łamie prawo, to jest spychany na margines, jako nie potrafiący dostosować się do obowiązujących reguł, a przynajmniej takie odniosłem wrażenie. :)

Image

I weszli na skrzyżowanie składające się z pasów o szerokości 15m ułożonych jak gwiazda pięcioramienna. Jedni się spieszą, drudzy na luzie, trzeci strzelają selfi na środku ulicy (jak my ;).

Image

W Japonii jak się zapomni kupić napoju, to nic nie szkodzi, co 10m są automaty z napojami. Można natrafić na niedobrą herbatę, a można też na pyszny sok winogronowy. Co ciekawe w niektórych automatach można kupić gorącą kawę w puszce, w jeszcze innych piwo, a w jeszcze innych no właśnie, o tym później. :D

Image

Nie bez trudu odnajdujemy swoją trasę na zatłoczonym dworcu Shibuya, który jest wielkości ośmiu dworców Warszawa Centralna i zmierzamy do naszego ciasnego pokoju w hoteliku Flexstay Higashi-jujo. Jest już druga w nocy, a kolejny dzień zaczyna się bardzo wcześnie!

Image

Muszę jeszcze zaznaczyć, że mimo tłoku, Japończycy zachowują się w komunikacji w sposób kulturalny, tzn. czekają w kolejce, aby wejść do metra/pociągu, nie pchają się (chyba, że inaczej nie pojadą, bo jest mega tłok ;), nie rozmawiają przez tel. i ogólnie nie rozmawiają w komunikacji (co jest uważane jako faux pas). Nie mówię już o jedzeniu śmierdzącego kebaba! :D Zresztą kulturę Japończyków widać na każdym kroku. Jak już wróciłem do PL, robiąc zakupy przypominam sobie jak było w Japonii. Tam nikt nie rzuca sklejoną reklamówką w sklepie, z wyrazem twarzy - sam sobie Pan zapakuj, mam to gdzieś! ;) W Japonii nie dość, że niepytani zawsze ładnie zapakują, przeliczą resztę i dadzą do ręki, to jeszcze się ukłonią, podziękują i uśmiechną, chociaż nie znają w ogóle angielskiego. Niby taka mała rzecz, a jednak.

Image

Następnego dnia wstajemy rano, o godz. 7:30 jesteśmy juz na targu rybnym Tsukij.

Image

Image

Image

Ruch na tym targu jest obłędny, nie tylko duży. Ledwo udaje nam się przejść, aby nas nie przejechali tymi śmiesznymi samochodzikami.

Image

Do środka niestety nie pozwalają nam wejść, o czym informuje ochroniarz i sklepikarze.

Image

Obserwujemy ten kocioł z boku. Miejsce, gdzie tuńczyk zamienia się w Sashimi jest głośne, gwarne, praca naprawdę wre, nie ma ani sekundy do stracenia!

Image

Śmieszne samochodziki składają się z "beczki", na której jest kierownica, stojącego miejsca dla kierowcy i plandeki. Są mega skrętne i dość szybkie.

Image

Image

Jesteśmy w dzielnicy portowej, idziemy się przejść po okolicy. Natrafiamy na dzielnicę biznesową, coś w stylu Canary Wharf.

Image

Jest 8:40, ludzie zmierzają do pracy. Kojarzy mi się to tylko z Zombi walk. ;) Wrażenie potęgują te maseczki. Po co oni je noszą ? Z tego, co mi wiadomo powody są następujące: są chorzy, a pracować trzeba, nie chcą być chorzy, bo trzeba pracować, boją się zanieczyszczenia (jak już pisałem powietrze w Tokio jest lepsze, niż w Warszawie, takie świeże, morskie), dziewczyny zakładają maseczki, jak nie chce im się umalować, noszą maseczki, aby być bardziej incognito, jako element stroju. W Tokio, z widzenia, co 7 osoba nosi maseczkę, w pozostałych częściach kraju dużo rzadziej.

Image

Image

Ciąg dalszy w kolejnej części. Trip to Japan- Part.4 Long walk and night life Tokio
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#4 PostWysłany: 09 Cze 2015 23:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Po dzielnicy biznesowej udajemy się do dzielnicy Ginza. Są tam dobre sklepy, ale jak przychodzimy, świeci pustkami. Jest 10:00, pewnie szał zakupów zaczyna się później.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze mijamy dworzec Tōkyō, otwarty w 1914r. Ten stosunkowo nieduży budynek, to tylko czubek góry lodowej, w podziemiach są bezkresne przestrzenie, perony i centrum handlowe. Pod ziemią bardziej przypomina lotnisko. :)

Image

Image

Image

W podziemiach dworca robimy małe zakupy: 2 piwa, bento, kanapki onigiri i szukamy parku, aby zjeść lunch. Jest 13:00, a już spokojnie przeszliśmy 10km. Najlepszym miejscem na konsumpcję będzie park otaczający Pałac Cesarza Akihito. Niestety, tam nie da rady. Obchodzimy ogromny park z Pałacem Cesarskim pośrodku Tokio, gdzie ziemia jest na wagę złota. Robi wrażenie. Skwar leje się z nieba.

Image

Image

Image

Wśród biurowców, można znaleźć oazę spokoju.

Image

Image

Image

Image

Image

Pałac Cesarza Akihito w Tokio można tylko podziwiać z zewnątrz, chyba, że jest się zaproszonym jak prezydent naszego kraju. :)

Image

Image

A najlepsze jest to, ten park jest zdecydowanie nie dla mnie. :)

Image

Idziemy kawałek dalej, naszym oczom ukazuje się Park Hibiya. Ten położony również wśród biurowców park jest prawdziwą oazą spokoju dla pracujących w okolicy biznesmenów, którzy wpadają tu na lunch, albo po prostu się przejść w przerwie od pracy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ten park jest idealny na nasz lunch. Niespiesznie jemy, podziwiamy otoczenie i odpoczywamy leżąc na trawie. Relaks podczas długiego spaceru po Tokio - jak najbardziej! Leżymy ponad 1h.

Image

Odpoczynek umilają nam grające w tenisa Japonki na kortach w parku.

Image

Image

W tym parku sprzedawali też kwitnące wiśnie, ale przewiezienie tego do Polski byłoby niezłym wyzwaniem i sobie odpuściliśmy. Zresztą w Polsce też można kupić niektóre gatunki kwitnącej wiśni.

Image

Fajnie się leży, ale Tokio się samo nie zwiedzi, idziemy dalej. :) Kolejny przystanek, to Świątynia Zozoji. To świątynia Shinto, czyli okadzanie, dzwon i kocioł na pieniążki.

Image

Image

Image

Image

To wygląda jak małe urny na prochy, pytaliśmy się napotkanych ludzi, co to jest, nie byli w stanie powiedzieć. Faktycznie, chyba Japończycy nie są nazbyt religijni, religia, to dla nich bardziej tradycja.

Image

Image

Zza świątyni wychyla się Tokio Tower- kolejna wieża w Tokio. Oczywiście nie mogłem sobie odpuścić. Ma 333m wysokości, bardzo przypomina wieżę w stolicy jednego z europejskich państw... ;)

Image

Image

Image

Image

Pod wieżą można kupić "crepy" jak w Paryżu. W ogóle w Japonii są widoczne wpływy francuskie, można znaleźć sklepy z francuskimi winami, boulangerie i pâtisserie. Jak ktoś zatęskni za polskim chlebem, który w Japonii prawie nie występuje, to zawsze można się zadowolić bagietką. :)

Widoki z wieży są świetne!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na czubku wieży był robot, z którym można było pogadać. :)

Image

Z Tokio Tower udajemy się do dzielnicy finansowej Roppongi, a w zasadzie do parku Roppongi. Bardzo przyjemny park, kupujemy pudełko z ostrym jedzeniem z ryżem na wynos i jemy pałeczkami pośród wiśni. Na deser idealnie pasuje wino musujące z kafejki w parku. :)

Image

Image

Image

Image

W tym parku spotkaliśmy również jedyny akcent świąteczny (były wtedy Święta Wielkanocne) podczas naszej wycieczki! :)

Image

Image

Idziemy dalej, po drodze chcieliśmy wejść do muzeum, ale już zamykali - i tak wszystkiego nie zobaczymy. Zawsze problemem jest czas, a raczej jego brak!

Image

Image

Po drodze wstępujemy do sklepu ze sztuką tradycyjną. Po sprawdzeniu cen, cieszę się, że o nic nie zahaczyłem plecakiem. Małe jajko z porcelany kosztowało 40tys. PLN. Uff. :)

Image

W Japonii mało jest drogich, sportowych samochodów, bardziej stawiają na małe praktyczne auta, np. Mitsubishi eK Wagon. Jest mało miejsca, ludzie są szczupli, to i samochody są małe (odwrotnie niż w USA :) ).

Image

Po dwudziestu paru km na nogach docieramy do miejsca, którego nie mógłbym sobie odpuścić w Tokio.
Akihabara - dzielnica mangi, elektroniki, sex-shopów i wszelakiej rozrywki! Bardzo wesoła dzielnica. Pamiętam, jak jako chłopiec oglądałem japońskie bajki: Capitain Tsubasa, Gigi la Trotola, Yattaman i inne. Pewnie nie tylko ja - większość mojego pokolenia! :) Teraz jestem w stolicy mangi!

Image

Image

Image

Knajpa, gdzie wszystkie kelnerki tak wyglądają. :)

Image

Image

Image

Manga, manga, manga!

Image

Elektronika nie była tam jakaś zaawansowana, częściowo starszy sprzęt, żadnych nowinek.

Image

Ciekawe, co teraz się wydarzy. :) Jak już pisałem nie ma dużo "niestandardowo" ubranych ludzi, bardziej to jednostki.

Image

Obiecałem wcześniej w relacji - to specjalne automaty z dziewczynami, można kupić cały set ich zdjęć. Znaczy tak się domyślam. :)

Image

Image

W rozrywkowej i wesołej Akihibarze spędzamy trochę czasu, a potem wracamy do hotelu. Na zwiedzanie Tokio mieliśmy mało czasu, ale coś się udało zobaczyć! Jutro wyjazd z Tokio w daleką wyprawę! Ciąg dalszy nastąpi! :)

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#5 PostWysłany: 17 Cze 2015 21:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Wstajemy rano, słońce już wschodzi, możemy ruszyć dalej. W planie mamy przejazd na północ 1500km pięcioma pociągami. Na wyspie Honsiu są super szybkie pociągi, ale już na innych wyspach np. na Hokkaido i Kiusiu są wolniejsze pociągi.

Plan przedstawia się następująco, tylko, że pociągiem, nie samochodem, ale googlemaps nie dał rady wyznaczyć tej trasy pociągiem.

Image

Widok z okna w Tokio, hotel Higashi-jujo.

Image

Opuszczamy nasz mały pokoik w Tokio: 8m^2, łóżko chowane na ścianę, na lewo od wejścia mała łazienka: umywalka, toaleta, mini wanna 0,5m/1m z prysznicem, mały zlew z palnikiem w pokoju, bardzo mały kredens i hmm okno. W większości miejsc, w których byliśmy w Japonii pokoje w hotelach tak właśnie wyglądały.

Image

To co mnie zdziwiło w Japonii, to to, że to nowoczesny kraj, ale dużo jest starych rozwiązań, np. ten kredens albo zwisające kable na bocznych uliczkach.

Image

O 7:00 jesteśmy już na dworcu Ueno, skąd odjeżdżają Shinkanseny. Małe śniadanie w postaci kanapek Onigiri i o 7:30 odjeżdża nasz pociąg.

Image

Pociągi w Japonii są świetne, nie spóźniają się, są szybkie i komfortowe, a jazda pociągiem w Japonii jest o niebo lepsza niż w Polsce.

Image

Shinkansen z wagonami sypialnymi.

Image

Całujące się Shinkanseny. ;) Łączą tak pociągi jak częściowo jadą jedną trasą, a potem ich drogi się rozchodzą. Tak, należy się upewnić, że jest się w dobrym przedziale.

Image

Po drodze w pociągu nie może zabraknąć bento - pudelka rozmaitości !

Image

Po wielu godzinach w 3 pociągach dojeżdżamy do Hakodate. Zrobiło się zimno, wyciągamy kurtki i przesiadamy się w pociąg, który przejeżdża pod dnem z wyspy Honsiu na Hokkaido. Głębokość wody w tym przesmyku dochodzi do 140m, dodatkowo 100m ziemi, a pod spodem jedziemy my - pociągiem. :)

Image

Udaje się przeżyć, jesteśmy na Hokkaido. Ta nazwa oznacza "drogę na północ" - zgadza się - pierwszy raz na naszej wycieczce widzimy śnieg - jest 1.04.2015r. Kiedyś była zamieszkiwana przez Ajnów( ich kulturę zgłębiał Bronisław Piłsudski, brat Józefa Piłsudskiego) których Japończycy zaczęli prześladować. W kolejnym okresie na Hokkaido zsyłano wyrzutków, więźniów i ukrywali się tam zbiegli ludzie. Następnie zdecydowano o rozwoju wyspy, która dziś żyje z upraw ryżu, rybołówstwa, browaru Sapporo i turystów.
W dużym skrócie naświetliłem tło historyczne, a jak wygląda dzisiaj ? Widać biedne domki, łodzie rybackie, mało ludzi, niedostępne tereny. Hokkaido wygląda trochę jak Mazury, trochę jak Bieszczady, z tym, że na Hokkaido są aktywne wulkany!

Image

Image

Dojeżdżamy do Kushiro, bo tu mieliśmy pierwszy nocleg. Nie ma tam nic ciekawego, a zatrzymaliśmy się tam tylko po drodze do miejsca docelowego - Mashu.

Wstajemy rano, jemy śniadanie w stylu japońsko -europejskim i idziemy pieszo z plecakami nad Ocean Spokojny. :) Żeby dojść do tego portu musieliśmy się przebić przez doki, które wyglądały jak z filmów o Jakuzie. Chwilę patrzymy, gdzieś tam daleko za portem są Stany.

Image

Od razu poczuliśmy się bezpieczniej. ;) Japonia to rejon sejsmiczny, zdarzają się trzęsienia ziemi, a więc i tsunami. Podobno trzęsienia do 4,5 stopnia Richtera można nawet nie poczuć, to tak jakby tir przejechał obok. Czuliśmy coś takiego parę razy w Tokio.

Image

Idziemy na śmieszny pociąg i jedziemy do Mashu. Miał tylko 1 wagon, bo ta trasa nie jest bardzo uczęszczana. Siadamy, a nagle inny pasażer - Japończyk puszcza na cały głos bumboxa w naszym wagonie. To trochę dziwne, bo generalnie Japończycy w pociągach nawet nie rozmawiają przez tel. Nagle wszystko jest jasne, facet jest nawalony, a ma ze sobą cały arsenał: wódka, wino, piwo itp. Robi sobie drina i zaczyna śpiewać. Dziwna sytuacja, jest 8:30 rano. Widzieliśmy już wcześniej pijanych Japończyków w parku, wcześniej siedzieli w biurze, przynajmniej tak wywnioskowałem, jak jeden zaczął zdejmować białą koszulę, krawat i śpiewać. Jak wypiją, to są trochę nieobliczalni. :)

Image

Mijamy za oknem bagna, puste pola, lasy i góry. Z daleka widzimy sarny.

Image

Image

Dojeżdżamy do Mashu. Na dworcu czeka już na nas Japończyk u którego będziemy mieszkać (wcześniej zadzwoniłem, żeby go uprzedzić, uff znał trochę angielski). Jedziemy 20km autem do naszego domku młodzieżowego. Ten Japończyk wygląda bardziej jak Eskimos, albo Kałmuk, taki z Syberii. Japończycy przywędrowali na swoje wyspy z Półwyspu Koreańskiego, ale chyba jego przodkowie bardziej z północy przez wyspę Sachalin. W domku poznajemy jego żonę i syna - prowadzą go razem. Najlepsze, że ten chłopak wygląda jak Anaruk -chłopiec z Grenlandii, jak z książki Czesława Cętkiewicza! Do tego jest pyzaty, ma szeroko rozstawione oczy, ale zna trochę angielski i jest bardzo miły. Pożycza nam 2 rowery - co prawda takie mniejsze górale, bo Anaruk ma 14 lat, ale zawsze. Szybkie przegrupowanie i jedziemy na wycieczkę rowerową! :) Oczywiście, mamy na sobie kurtki i czapki, jest ok 3C, to nie ciepłe Tokio.

Nasz domek.

Image

I hałda śniegu przed nim.

Image

Chwilę później jesteśmy już nad jeziorem Kussharo.Podobno w środku mieszka potwór Kushi (stąd nazwa), coś jak w jeziorze Loch Ness. Nie widzieliśmy. ;)

Image

Śmigamy wzdłuż jeziora Kussharo.

Image

Pod drodze natrafiamy na Onseny - czyli gorące źródła siarkowe, które, są popularne ...,ale latem, a na wiosnę nie ma tam żywej duszy.

Ikenoyu Hot Spring

Image

Image

Po jeziorze pływają łabędzie, ale w przeciwieństwie do polskich mają proste i żółte dzioby.

Image

Image

Image

Image

Po drodze stajemy na jedzenie, to był świetny pomysł, bo była to jedyna restauracja na naszej trasie, w dodatku z dobrym jedzeniem i widokiem na jezioro.

Image

Zupa miso, ryż, krewetki w tempurze.

Image

Zupa z krabem w środku, ryż z kawiorem z łososia.

Image

Spotykamy tu też nielicznych ludzi.

Image

Image

Jedziemy dalej, a naszym oczom ukazuje się... aktywny wulkan! Wylatuje z niego dym i zielona lawa - siarka. To Mount Io. Podchodzimy obejrzeć bliżej i jedziemy w dalszą trasę.

Image

Image

Image

Po przejechaniu ok 60km na przymałych rowerkach od Anaruka docieramy do punktu relaksu - Onsen Kotan. Już wcześniej go sobie wybraliśmy po drodze. Pytamy się jednego z nielicznych ludzi w okolicy, czy po prostu możemy tam wejść i się pomoczyć, facet nie wiem czy zrozumiał, ale przytaknął - wchodzimy. Mężczyźni i kobiety oddzielnie, ale baseny mają połączenie. Siarkowe źródła są bardzo gorące, ledwo udaje nam się zamoczyć. Na zewnątrz temperatura spadła do 0C, ale to nie pomaga. Jest świetnie. Oglądamy zachód słońca. Po ok. 1h przysiadają się do nas Japończycy, bardzo mili, rozmawiamy. Okazało się, że jeden z nich urodził się w Sapporo, potem wyjechał do Tokio, ale wrócił do tej głuszy, aby założyć restaurację. Może to niegłupi pomysł, w promieniu 30km jest tam jedna restauracja, a latem podobno jest więcej ludzi. Przychodzi opiekun onsenu. Zaczyna krzyczeć - Japończyk tłumaczy, że źle położyłem buty. Była tam taka mała przebieralnia męska i damska, obie z taką małą kratką przed nią. Położyłem buty na kratce, a nie przy kratce :/. Tak samo jak moja dziewczyna. Przepraszamy - Japończycy na tym punkcie są bardzo wyczuleni. Wchodzi się do domu, zdejmuje buty i zakłada kapcie, a jak się pójdzie do toalety to czeka nas kolejna zmiana - na kapcie toaletowe! :)

Image

Image

Image

Po 2h kąpieli już mocno wymoczeni ubieramy się, wsiadamy na rower i wracamy ok 2km do naszego domku. Po takiej pełnej wrażeń wycieczce śpimy bardzo dobrze i krótko.

Widok z okna naszego domku

Image

Wstajemy wcześnie, bo już o o 5, pakujemy się i czekamy na właściciela, żeby nas odwiózł na pociąg. Wcześniej poprosiłem, żeby nam spakowali śniadanie, bo mieliśmy w cenie. Rano pytam o nie, a gospodarz przeprasza i mówi, że zapomnieli. Mówię dobra, trudno, jedziemy, bo nam ucieknie pociąg. Nic z tego, gospodarz budzi żonę i Anaruka, podnosi głos i zaczyna się krzątanina. Okazało się, że Anaruk upiekł specjalnie dla nas chleb i to taki, który smakował jak polski, ale zapomniał zrobić kanapek. :( W tej sytuacji dali nam do chleba uwaga, uwaga, taką słodką pastę do smarowania o smaku wanilli -ciekawe połączenie ;). Niemniej jednak gospodarze byli bardzo mili, mieszkanie fajne - jak traficie na Hokkaido, to polecam - Kussharo Genya Youth Guesthouse. Ogólnie Hokkaido jest trochę niedostępne, zimne, takie dzikie, jest mało ludzi, ale jest przyjemne - chciałbym tam jeszcze kiedyś pojechać, może latem - podobno są pola lawendy jak w Prowansji! O 6:30 odjeżdżamy jedno-wagonowym pociągiem z Mashu i kierujemy sie na zachód, potem na południe, a potem na południowy-zachód. Na sam dół Japonii!

Image

Nasze nietypowe śniadanie poprawiamy bento z dodatkami! Odpoczywamy, bo w pociągach Japonii się świetnie odpoczywa!

Image

Ciąg dalszy nastąpi.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#6 PostWysłany: 08 Lip 2015 20:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Znów w podróży. Plan był taki: przejazd 2500 km pociągiem z Mashu przez Akitę do Nagasaki w 2 dni. W Japonii taka podróż to nie problem, nawet dałoby radę szybciej, ale na Hokkaido i Kiusiu są wolniejsze pociągi i musieliśmy spać po drodze, bo nie mieliśmy biletów na nocne pociągi.

Image

Image

Wracamy na Honsiu i jedziemy do Akity. To przemysłowe miasto i port nad Morzem Japońskim na północnym-zachodzie Honsiu. Znane jest też z rasy psów hodowanych w tym regionie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Akita_(rasa_psa). W zasadzie to tylko tu śpimy, po drodze na południe, a potem na południowy-zachód.

Widok z pokoju w Akicie

Image

Do poczytania. :)

Image

Na śniadanie dostajemy typowo japońskie śniadanie, czyli zupa miso z wodorostami, 3 rodzaje ryżu z dodatkami, do tego surowe jajko, kiełki soji-chyba i sałatę z sosami. Co ciekawe podobny zestaw jak w Akicie na śniadanie dostaliśmy w Kushiro i w Kobe, więc to jakiś standard. Do tego były też elementy śniadania europejskiego, czyli małe bułki i dżem. Jemy i jedziemy w trasę, dobrze, że hotel był połączony z dworcem, bo zaczęło lać.

Image

Image

Image

W pociągu bierzemy oczywiście bento i piwo Asahi - cherry blossom edition.
Wysiadamy po drodze w Hiroshimie. Chciałem zobaczyć to miejsce, będąc w Japonii. Los Hiroshimy został przesądzony dopiero w dniu wybuchu - 6 sierpnia 1945r. Amerykanie mieli polecieć nad japońskie miasto, gdzie będzie idealna pogoda...a taka była w Hiroshimie. Chodziło o to, aby wybuch miał jak największą siłę rażenia. Na poniższym planie dwie rzeki łączą się w jedną i w ten most - Aioi planowali uderzyć Amerykanie, bo było łatwiej wycelować. Trafili bardzo blisko - 140m od mostu, nieopodal Atomic Bomb Dome, a kiedyś Hiroshima Prefectural Industrial Promotion Hall. To jedyny budynek, który ostał się po wybuchu, znajdował się prawie pod epicentrum wybuchu. Bomba została odpalona ok. 580m nad ziemią, żeby było więcej ofiar. W chwili wybuchu zginęło od razu 78 100 ludzi, 37 400 zostało ciężko rannych, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi zginęło w wyniku choroby popromiennej. Nie ma zdjęć z samego dnia wybuchu robionych z ziemi, ale są obrazy. Widać na nich, jak poparzeni ludzie chodzą z wyciągniętymi przed siebie rękami, aby zmniejszyć ból...Japończycy opowiedzieli się po złej stronie konfliktu, ale to niewątpliwie straszne, co ich spotkało. Tak jak ogólnie wojna jest straszna.
Na początek plan sytuacyjny.

Image

Idziemy do Parku Pokoju - jedynym miejscu, które przypomina o strasznej historii Hiroshimy. Leje jak z cebra - inwestujemy w parasolki. Miejsce w połączeniu z tą pogodą sprawia iście przygnębiające wrażenie.

Image

Cetonaf upamiętniający wszystkie ofiary wojny

Image

Ogień pokoju, zostanie wygaszony, jak ze świata zniknie wszelka broń atomowa...

Image

Image

Pomnik pamięci dzieci

Image

Dzwon Pokoju

Image

Atomic Bomb Dome, kiedyś budynek wystawowy prefektury Hiroshimy

Image

Image

Odchodzimy Park Pokoju - poza nim Hiroshima to zwyczajne miasto japońskie, oczywiście wszystko jest odbudowane i nie ma śladów po wybuchu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

To niesamowite, ale to drzewo przetrzymało wybuch, bo drzewa są odporne na silne podmuchy wiatru(w tym przypadku od fali uderzeniowej). Ale co z temperaturą ? Na zdjęciach jakiś czas po wybuchu widać jednak, że ostało się parę drzew.

Image

Spędzamy w Hiroshimie ok 2h, wracamy na pociąg i jedziemy dalej. W Hiroshimie są charakterystyczne tramwaje, jeżdżą bardzo wolno i z trudem docieramy na czas na wcześniej upatrzony pociąg do Nagasaki.

Image

Jedziemy dalej!

Image

Image

Moja dziewczyna śpi, a ja oglądam jak wygląda Kiusiu. Nawet się nie zorientowałem jak wjechaliśmy z Honsiu na Kiusiu - most ma tylko 700m. Kiusiu po drodze wygląda biednie, małe rybackie wsie, pola ryżowe.

Image

Image

Image

Docieramy do Nagasaki. Od razu po wyjściu z pociągu czujemy zapach morza i ryb! To przyjemne miasto o zapachu morza, ryb i... kwiatów, o czym przekonamy się później.

Image

Pociąg nie był najszybszy i mocno kołatało, ale tego się spodziewałem, na Hokkaido też były gorsze pociągi. Znajdujemy nasz hotel, szybko rozpakowujemy rzeczy i idziemy...prać. Tak pomyślałem przed wyjazdem, że mniej więcej w połowie wyjazdu zrobimy pranie, żeby nie musieć brać ze sobą tony rzeczy. Oczywiście sprawdziłem wcześniej, czy są pralnie w pobliżu. Proszek kupujemy w Lawson - sieci jak Żabka - nie był prosto, bo sprzedawca nie znał angielskiego i idziemy do pralni publicznej. Miła Japonka - też klientka pokazuje nam jak zrobić pranie i suszenie. Relaksujemy się piorąc przy piwie i małych hamburgerach z Lawson. Ok. 1 wracamy do hotelu, znowu szybki sen i zwiedzamy!

Image

Widok z okna na zatokę w Nagasaki jest świetny! Jest pochmurno, ale gorąco - ok. 30C i zapowiada się na deszcz i burzę. Nie widzieliśmy, aby w Japonii ktoś obchodził Święta Wielkanocne (i nic w tym dziwnego ;), ale my mieliśmy mały akcent świąteczny - ugotowane jajka w białej skorupce, pomarańczowe w środku - bardzo smaczne.

Image

W Nagasaki są widoczne wpływy europejskie: holenderskie, brytyjskie, francuskie. Zwiedzanie zaczynamy od portu.

Image

Image

Idziemy wzdłuż wybrzeża w stronę Nagasaki Prefectural Art Building. Pod drodze mijamy restauracje z sushi i innymi pysznymi potrawami, ale jest dopiero 9 rano - obiad będzie później.

Image

Mijamy duże przestrzenie i park, gdzie rosną obok siebie wiśnie i palmy, czuć zapach kwiatów, ryb i morza.

Image

Docieramy do Nagasaki Prefectural Art Building - ładny, nowoczesny budynek.

Image

Wchodzimy na dach, skąd roztacza się widok na całe Nagasaki.

Image

Image

Podświetlone obrazki w środku.

Image

Dalsze kroki kierujemy do kościoła Oura.

Image

To pierwszy kościół, który widzimy w Japonii. W tym kościele w latach 1931-1936r. prowadził misję św. ks. Maksymilian Maria Kolbe. Przyznaje, że nie wiedziałem o tym, że prowadził misję w Japonii. Natrafiamy na muzeum księdza, pokazane były tam lata misyjne, jak i wcześniejsze oraz późniejsze czasy -obóz koncentracyjny Auschwitz.

Image

Image

Palmy w Nagasaki, tu jest inny klimat niż na położonej 2500 km wyżej wyspie Hokkaido! :)

Image

Kolejny przystanek to Ogrody Glovera - szkockiego przedsiębiorcy, który prowadził interesy w Japonii - m.in kupował zieloną herbatę i założył ogrody.

Image

Ruchome schody w ogrodach - w Japonii to nie dziwi. :)

Image

Rezydencja Walkera (kapitana statków i przedsiębiorcy) i fenomenalny widok na Nagasaki.

Image

Image

Piękny ogród

Image

Image

Image

Dom Glovera.

Image

Thomas Glover z żoną Awajiya Tsuru, którą poznał w Osace.

Image

Patio w domu Glovera

Image

Małe muzeum m.in. z wężami.

Image

Sklepik z niezidentyfikowanymi alkoholami.

Image

Image

Image

Widok na port w Nagasaki z Ogrodów Glovera

Image

Mała świątynia shinto po drodze.

Image

Image

Wzgórze holenderskie i niebieskie domki.

Image

Image

Idziemy do Chinatown. Może się komuś narażę, ale od razu poznałem Chińczyków. Grali w coś a la domino, prawie wszyscy palili papierosy i ciągle pluli(tak konkretnie ;) ) na ziemię.

Image

Image

Image

W Chinatown postanowiliśmy zjeść obiad. Krewetki w panierce z ryżem do tego chińskie piwo Tsingtao - było smaczne.

Image

Image

Ostatni przystanek na naszej trasie to Most Okularów.

Image

Image

9 sierpnia 1945r. - 3 dni po ataku na Hiroshimę, Amerykanie zrzucili bombę na Nagasaki. W Nagasaki, podobnie jak w Hiroshimie jest Park Pokoju.Ten punkt programu sobie jednak odpuściliśmy. Wolałem zobaczyć inną stronę Nagasaki, co z pewnością nam się udało.

Image

Po dość szybkim spacerze o 17 kończymy zwiedzanie Nagasaki, opuszczamy wyspę Kiusiu i jedziemy do Kobe na Honsiu. Plecaki czekają w kolejce do wagonu, bo zawsze należy czekać w kolejce. :)
C.d. nastąpi.

Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#7 PostWysłany: 15 Lip 2015 14:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Po Nagasaki udajemy się do Kobe. Tam zaplanowałem wcześniej nocleg. Kobe też było obowiązkowym punktem naszej wycieczki, ale o tym później. Kolejny dzień zaczynamy od odwiedzenia zamku Himeji. Pierwotny fort wzniesiony był już w 1333r., potem rozbudowany w latach 1600-1618. Zamek ten posiada status Skarbu Narodowego Japonii i został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.Stanowił siedzibę szogunów i możnych rodów. Przez 400 lat nie został zburzony w trakcie działań wojennych.

Image

Image

Image

Image

Nie mamy szczęścia do pogody - ciągle pada. Zamek i tak wygląda imponująco, ale oświetlony słońcem prezentowałby się lepiej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W najbliższej okolicy zamku rośnie wiele rodzajów kwitnącej wiśni. Czekamy w długiej kolejce, aby wejść do środka. Wcześniej staliśmy w kolejce, aby wejść do ogrodów. To miejsce jest bardzo popularne, również wśród Japończyków.

Image

Wchodzimy do środka. Tu spotyka nas rozczarowanie, bo w środku zamek nie prezentuje się już tak okazale. Puste przestrzenie, wykończone dużymi drewnianymi balami, gdzieniegdzie skromne wystawy. Można wejść na 5 piętro. Na trzecim sobie odpuszczamy i wychodzimy, bo ciągle jest kolejka.

Image

Image

Image

Image

Image

Widok z zamku Himeji na ogrody i miejscowość o tej samej nazwie.

Image

Widok z ZOO na zamek Himeji.

Image

Image

Opuszczamy zamek i idziemy dalej. Po drodze zauważamy ZOO - wchodzimy. Nie lubię generalnie ZOO, bo wiadomo, że zwierzęta tam cierpią. Lepszy byłby już duży zamknięty teren i stworzenie namiastki środowiska naturalnego, zamiast ciasnej klatki. Ale wtedy doszłoby do selekcji naturalnej. Nie ma więc dobrego rozwiązania, najlepiej oglądać zwierzęta w ich środowisku naturalnym.

Image

Image

Kangury wyglądały na szczególnie cierpiące.

Image

Opuszczamy Himeji i jedziemy do Kobe.

Image

Kobe kojarzyło mi się tylko z jednym - z najlepszą wołowiną! Czy najlepszą na świecie, nie wiem, nie jadłem wszystkich, ale jak do tej pory najlepszą, jaką jadłem!

Image

Kierujemy się na Ikuta Road- miejsce, gdzie liczne restauracje serwują wołowinę z Kobe.

Image

Image

Z krów rasy Wagyū pochodzi wołowina najwyższej jakości. Krowy są karmione specjalną ekologiczną paszą, pojone piwem i puszczana jest im muzyka klasyczna. Wszystko po to, aby smak ich mięsa był najlepszy.

Image

Wjeżdżamy na siódme piętro do restauracji serwującej wołowinę z Kobe. Często w Japonii restauracje są położone nie na poziomie 0, ale właśnie na piętrach, o czym mówią reklamy.

Image

Image

Siedzimy w 6os. przy stoliku(my i 4 Japończyków) w kształcie litery U, po środku jest płyta grzewcza. Najpierw zamawiamy, a potem do naszego stolika przychodzi kucharz i pokazuje mięso. Pyta, jak chcemy mieć je wysmażone. Rozpoczyna się cała ceremonia. Najpierw kucharz oczyszcza płytę, potem wrzuca po kolei skrojone bakłażany, chipsy, grzyby(takie długie, nie wiem jakie) i dopiero wtedy przechodzi do mięs. Ten pokaz sprawia, że robimy się jeszcze bardziej głodni - robi wrażanie.

Image

Image

Kucharz szatkuje mięso, które niebawem będziemy jeść... pałeczkami.

Image

Tak wygląda gotowy set: zupa miso, wołowina z Kobe, chipsy, bakłażan, chipsy, jakieś gąbki.

Image

Z ogromnym smakiem zjadamy nasz posiłek, który zasłużył na miano najlepszego posiłku, który jedliśmy w Japonii! Wołowina była naprawdę świetna, miękka, bez wątpienia najlepsza, którą do tej pory jadłem, a steki to jedna z moich ulubionych potraw!

Z Kobe kierujemy się do Kyoto - c.d. nastąpi.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#8 PostWysłany: 15 Lip 2015 17:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Kioto - w latach 794 - 1868 było stolica Japonii, jest to kolebka kultury japońskiej, słynie z pięknych świątyń i ogrodów. Nie sposób pominąć Kioto podczas wycieczki do Japonii. Postanowiliśmy tu spędzić 3 noce, ale że chcieliśmy zobaczyć jeszcze Osakę i Narę, to na Kyoto pozostało nam półtora dnia. Oczywiście za mało, jak to zwykle bywa. Mimo to staraliśmy się, aby jak najwięcej zobaczyć. Opiszę Kioto w tym wpisie, mimo, że zwiedzaliśmy je po trochu przez 3 dni, aby zachować ciągłość miejsca.

Przyjechaliśmy wieczorem z Kobe do naszego...drewnianego domku, w którym przyszło nam mieszkać. Na początku Kioto sprawiało wrażenie jakbyśmy przenieśli się w czasie w przeszłość. Szliśmy przez wąskie dróżki pośród drewnianych domków, padał deszcz, tylko GPS na telefonie wiedział gdzie idziemy. ;)
Dotarliśmy bezbłędnie na miejsce, jednak teraz zaczęły się schody. Przychodzimy, a tam drewniany domek z przed 100-200 lat, otwarty, pusty w środku i tylko drewniany napis świadczy o tym, że dobrze trafiliśmy: Green Gables Machiya. Nauczony doświadczeniem, że do obcego domu się nie wchodzi ot tak, myślę co zrobić. Dzwonię do właściciela, niestety podał zły numer. Na szczęście przypominam sobie, że obok było mieszkanie o podobnej nazwie, więc zmierzamy tam. Spotykamy właściciela, który zawozi nas na miejsce i się okazuje, że dobrze trafiliśmy za pierwszym razem, a drzwi nie zamykają, bo zawsze ktoś może w nocy przyjechać. Na początku mieszkanie robi średnie wrażenie, ale z czasem cieszymy się, że śpimy jak miejscowi w drewnianym starym domku Japońskim, który pamięta z pewnością XIX wiek.

Image

Image

Pokój był duży w porównaniu to tych, w których spaliśmy w Japonii, w środku był niski stoliczek, materace futon, zasuwane drzwi. Gdyby nie telewizor, lodówka, klimatyzacja i nowoczesna toaleta na korytarzu, można by pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie.

Image

Zwiedzanie zaczynamy od położonej nieopodal Świątyni Daitoku-ji. Jest położona, a może bardziej ukryta w ogrodzie japońskim.

Image

Image

Image

Image

Teren ogrodu otacza las bambusowy.

Image

Po tej świątyni, odwiedziliśmy Złoty Pawilon i otaczający go ogród w stylu japońskim.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy w stronę zamku Nijo - należącego niegdyś do Szoguna. Po drodze mijamy kwitnące wiśnie, a w zasadzie już opadające. Jak opadną tworzą piękny dywan z kwiatów.

Image

Image

Image

Zamek Nijo

Image

Image

I jego ogrody.

Image

Image

Image

Image

Image

I wiśnie!

Image

Image

Image

I Japonki w narodowych strojach japońskich.

Image

Image

Bedąc w Kioto, musiałem to zobaczyć. Świątynia, chram i wzgórze Fushimi Inari. Miejsce, gdzie biegła gejsza w "Wyznaniach gejszy". W Japonii widzieliśmy wiele świątyń, ale ta szczególnie zapada w pamięć. Ponad 1000 bram Tori, wg wyznawców Shinto stanowiących bramę do innego świata(nieba) ze świata ziemskiego. Na każdej z tych drewnianych bram pomalowanych na pomarańczowo-czerwono są wyryte dane darczyńców, którzy je ufundowali i data darowizny.

Image

Image

Image

Lis strzeże wejścia do Świątyni. W zasadzie, to dwa lisy, jeden trzyma w pysku klucz, a drugi rybę.

Image

Do środka nie można wejść, a wygląda tak.

Image

W 40 minut wchodzimy na wzgórze, cały czas pod bramami Tori. To nie jest prosta trasa, ma kształt kilku połączonych ze sobą ścieżek, coś na kształt znaku Igrzysk Olimpijskich położonego na wzgórzu. ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Docieramy na cmentarz, widzimy charakterystyczne urny, małe brami Tori.

Image

Image

Image

Image

Docieramy na wzgórze, skąd rozciąga się piękna panorama i widok na Kioto.

Image

Image

Opuszczamy świątynię innym wyjściem, a w zasadzie, to bocznym, zupełnie nieuczęszczanym przez las bambusowy. Wracamy do Kioto. W Kioto co chwilę natrafiamy na świątynie.

Image

Po drodze spotykamy sklep z ceramiką japońską.

Image

Image

Zielona herbata jest bardzo popularna w Japonii. Spotykamy ją wszędzie, w automatach z napojami, herbaciarniach, sklepach, w postaci lodów, zimnych napojów, ciastek, czy makaronu.

Image

Sklep z rybkami

Image

Wreszcie - katany - tradycyjne dłuższe miecze japońskie. To są kopie w cenie ok 500-1000zł. Pytałem się, czy można kupić oryginalne katany - nie byli pewni czy jako obcokrajowiec mogę kupić katanę, do tego nie są tanie - ok 20k zł. Inną kwestią jest transport do PL.

Image

Idziemy do dzielnicy Gion - dzielnicy starodawnej, gdzie można spotkać gejsze i milion turystów.

Pagoda w Gion.

Image

Riksze

Image

Image

Pewnie jakiś dobry kabaret. :)

Image

Image

Wreszcie spotykamy prawdziwą gejszę! Japonki w narodowych strojach japońskich widzieliśmy już kilka razy. Gejsza ma na sobie nie jedno, a trzy kimona, które w sumie ważą 20kg! Do tego są zawiązane w specjalny sposób. Na stopach ma "japonki" i koniecznie białe skarpetki. Twarz ich zdobi biały puder ryżowy, ale nie kark - kark musi być niepomalowany. Wg Japończyków ten odsłonięty kark jest szczególnie podniecający. Do tego gejsza ma specjalnie ułożoną fryzurę. Gejsza również powinna mieć ogładę, dobre maniery, znać się na sztuce, literaturze, poezji, a w razie potrzeby na biznesie i polityce, aby móc porozmawiać z odwiedzającymi je biznesmenami. Co warte podkreślenia, gejsza to nie prostytutka. Co prawda gejsze mogą mieć swojego sponsora/patrona, ale usługi które świadczą sprowadzają się do towarzystwa, umilania czasu swoim towarzystwem i rozmową. Z drugiej strony niektóre prostytutki ubierają się jak gejsze i to może mylić, ale nie dajcie się zwieść - prawdziwa gejsza nigdy nie zaczepia nikogo na ulicy, jest skromna, dyskretna. Nie chce, aby nikt robił sobie z nią zdjęcia, albo nawet tylko jej.

Image

Image

Na koniec wybieramy się na "spacer filozofów" wzdłuż rzeki.

Image

Kioto jest niskim drewnianym miastem pełnym świątyń, jest zupełnie inne niż Tokio, czy Osaka. Jak los da, to jeszcze kiedyś tam pojadę, bo z pewnością warto.

W kolejnej części opiszę Narę, Osakę i ponownie Tokio.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#9 PostWysłany: 15 Lip 2015 21:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Paź 2014
Posty: 9
Loty: 77
Kilometry: 187 109
Krajów: 21 / 9.8%
Jak zwiedzać obecne i dawne stolice - to zwiedzać! Byliśmy w Tokio, Kioto, czas na Narę. W latach 710-740 oraz 745-784 Nara była stolicą Japonii i była jej pierwszą stolicą. Znajdują się tutaj zabytki wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

Image

Image

Image

Należy jeszcze dodać, że Narę zamieszkują oswojone jelenie. :)

Image

Image

Image

Image

Image

Wstępujemy do muzeum w Pałacu Cesarskim: Heijō-kyō.

Image

Kierujemy się w stronę Tōdai-ji - największej świątyni buddyjskiej w Japonii. Wejścia strzegą dwaj bożkowie.

Image

Image

Świątynia Tōdai-ji

Image

Image

Image

Budda o wysokości powyżej 20 metrów.

Image

Image

Ręka Buddy

Image

Zaciekawiło mnie po co oni się przeciskają przez ten słup. Jak się uda przejść - to dostąpi się Nirvany - stanu ukojenia wg wyznawców buddyzmu. Niektórzy by pewnie powiedzieli, że to dyskryminacja. ;) Japończycy nie powinni mieć tu problemu, są na ogół szczupli i średniego/niskiego wzrostu.

Image

Jelenie atakują turystkę, która kupiła specjalnie przeznaczone dla nich ciastka, do kupienia na każdym kroku.

Image

Nosił wilk razy kilka... Jelenie zorientowały się skąd pochodzą krakersy i zaatakowały sprzedawcę. :)

Image

W Narze jest jeszcze kilka świątyń buddyjskich i shinto, myślę, że jak ktoś odwiedzi Narę, to nie będzie się czuł zawiedziony.

Jedziemy do Osaki. Czemu chciałem odwiedzić Osakę ? Bo to duże miasto, a takie lubię i słynie z dobrego jedzenia. To wystarczyło. Słyszałem też, że to matecznik mafii japońskiej - Jakuzy. Ciekawe, bo w całej Japonii czuliśmy się bardzo bezpiecznie, Jakuzy też nie widzieliśmy.

Image

Wysiadamy na dworcu w Osace. Można to też nazwać 10-piętrową galerią handlową, gdzie na trzecim piętrze jest dworzec.

Image

Image

Widać pośpiech, ludzie się spieszą do domu po pracy, my bardziej na luzie, ale trzymamy szybkie tempo. :)

Image

Osaka jest miastem ze szkła w przeciwieństwie do Kioto, które jest z drewna. Osaka to jak obiecane szklane domy z powieści "Przedwiośnie". Jak płynie wodospad, to po betonie.

Image

Image

Idziemy do Umeda Sky Building, budynku z którego roztacza się świetna panorama na Osakę. Budynek sam w sobie jest ciekawy -dwie wieże i łączący je okrąg przyczepiony pośrodku.

Image

Osaka za dnia

Image

Image

Image

Osaka, gdy zapada zmrok

Image

Osaka by night

Image

Image

Image

Wracamy na dworzec na sushi. Na 15 restauracji na 10tym piętrze dworca w Osace są 2 typowe restauracje z sushi. Wybieramy jedną z nich. Musze dodać, że tu jedzenie smakuje dobrze, nie tak, jak jedzenie z dworca w PL. ;)

Zamawiamy po zestawie sushi/sashimi. W odróżnieniu od PL, w Japonii bardziej popularne jest sashimi, czyli mięso z surowej ryby. Oprócz dania głównego dostajemy również zupę miso i deser. Oba zestawy są świetne.

Image

Image

Do picia otrzymujemy zieloną herbatę.

Image

A na deser pudding z zielonej herbaty z dżemem wiśniowym i bitą śmietaną. Najlepsze, że myślałem, że deser już otrzymałem z daniem głównym. Jednak nie - to było coś a la jajko na miękko w sosie - w Japonii nigdy nic nie wiadomo. ;)

Image

W drodze z Kioto do Tokio jemy nasze ostatnie bento na tej wycieczce. Będzie mi tego brakowało po powrocie, a jeszcze bardziej super-szybkich pociągów... :(

Image

Image

W Tokio idziemy do dzielnicy Harajuku. Znałem ją chociażby z kawałka Gwen Stefani - "Harajuku Girls" - Harajuku Girls - You gotta wicked style...Generalnie Japonki noszą mega wysokie buty, bo są przeważnie niskie. Co prawda nie wszystkie potrafią potem w nich chodzić. ;) Ta dzielnica słynie właśnie z nastolatek noszących buty na dużych podeszwach, ubranych jak lalki, jak "goty" itp. Ogólnie wesołe miejsce. :)

Image

Image

Image

Image

Image

Mają też tam wielki sklep z żelkami na wagę, nie mogliśmy sobie odpuścić. :)

Image

Image

Park Jojogi, charakteryzujący się wysokimi drzewami i brakiem drzewek wiśniowych.

Image

Image

Świątynia shinto w parku

Image

A to prezent od Francuzów, w ramach przyjaźni francusko-japońskiej Francuzi przesłali Japończykom kilkaset beczek wina. Jak już pisałem widoczne są wpływy francuskie w Japonii. Był tam też bardzo mądry napis: "z obcego kraju bierz to co najlepsze, a odrzucaj to co złe".

Image

Idziemy do dzielnicy Shinjuku

Image

I Shibuya, na koniec, jutro powrót do Polski.

Image

Ostatniego dnia rano zahaczamy o park Hibiya.

Image

W drodze na lotnisko widzimy z daleka Most Tęczowy

Image

Wsiadamy na lotnisku Tokio Haneda w Boeinga 747 i lecimy do Frankfurtu nad Menem.

Image

Po drodze obserwujemy Syberię. Wielkie przestrzenie pokryte śniegiem i lodem, co jakiś czas mijamy wielką rzekę, brak śladów ludzi.

Image

Image

We Frankfurcie mamy 55 minut na przesiadkę, biegniemy przez terminal, przechodzimy jeszcze raz przez kontrolę paszportową i bagażu podręcznego, jedziemy pociągiem, dalej biegniemy i 15 min przed odlotem dobiegamy szczęśliwie do naszej bramki. :)

Image

Niecałe 2h lotu i lądujemy w Warszawie. To już koniec naszej wycieczki, wrażeń było sporo i minęło błyskawicznie. Jak tylko los da, to jeszcze tam wrócimy. :)

Bonus:

Przeglądałem gazetę wysyłkową i natrafiłem na takie ciekawostki.

Specjalna kredka, aby narysować kreskę nad okiem i wyglądać mniej azjatycko.

Image

Specjalna farba do zacierania przedziałka między włosami, aby te wydawały się bardziej gęste.

Image

Aby siad japoński był mniej bolesny. :)

Image

Specjalny aparat, który robi już gotowe zdjęcia z zabytkami, nie trzeba nigdzie jechać. ;)

Image

Coś dla miłośników Lego - Ninjago!

Image

I najlepsze - truskawki pakowane pojedynczo. Owoce są w Japonii bardzo drogie, melon kosztuje 200zł, awokado 50zł. Dlatego też Japończycy dużo ich nie jedzą, a to zdjęcie jest ze sklepu z upominkami. :)

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 9 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group