Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 21 Lut 2026 00:09 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Wielu z nas marzy o odwiedzeniu wszystkich kontynentów. Antarktyda jest najtrudniejsza, bo ceny rejsów ciągle idą w górę, sezon jest dość krótki, a samo dotarcie na biały kontynent trochę trwa i kosztuje. Wydawało mi się, że ciężko to ogarnąć w wersji last minute w akceptowalnych pieniądzach – jeśli tańszy rejs, to loty na parę dni przed tanie już nie są :lol: Pewnie nigdy nie będzie to impreza „prawie” 4free.

Pomysł zrodził się z przypadku. Po powrocie z Karaibów 12 stycznia nadrabiałam forumowe zaległości. Przejrzałam też relację @marcin.krakow i komentarz @cart
Cytuj:
Farciarz, u mnie fale miały po 8 metrów...

No i pomyślałam, że może lepiej popłynąć w szczycie sezonu (grudzień-połowa lutego) niż później, bo może fale będą mniejsze. Oczywiście tu żadnej gwarancji nie ma. Poszperałam, pooglądałam filmiki i relacje z różnych wyjazdów w różnych miesiącach. Napisałam do kilku agencji z zapytaniem o rejsy i ceny w styczniu 2027. Cena rejsu, który najbardziej mi odpowiadał nie była niska:
Cytuj:
January 2027
Quad Porthole cabin @ US$ 11,600 per person
Twin Porthole cabin @ US$ 14,250 per person
Twin Window cabin @ US$ 14,900 per person
Twin Deluxe @ US$ 16,400 per person

Odpisałam pani, że pomyślę i dopytałam o ceny last minute. No i może minęły 2h od tego maila do decyzji, że jednak trzeba spróbować w tym roku :D :shock: lepszego czasu, miejsca i zdrowia (ceny prawdopodobnie też) może już nie być. Najpierw dostałam fajną ofertę na kajutę dla 2os na nowocześniejszym statku za 7500 USD/os. Oceny były dobre, więc zaczęłam szukać dolotów – tanio nie było :twisted: raczej trzeba liczyć 6000zł niż 3000zł. Loty za mile nie były dostępne z WAW, a z Europy wybiórczo w stawkach powyżej 30k mil OW + dopłaty od 1000zł w eco.

Minusem tej imprezy były tylko 4 dni w okolicy Antarktydy. Szukałam więc dalej.

Odpowiadał mi inny rejs z Oceanwide, z którym podróżowali zarówno @cart, jak i @hiszpan. Dużo aktywności w cenie, termin początek marca, na miejscu 7dni, cena do zniesienia. Minusy to konieczność wykorzystania 14dni urlopu (13 w wersji optymistycznej, jak podpasują loty) i marzec – niby sezon na wieloryby. Byłby więc ok 20 marca i ja już bym miała wykorzystane 19 dni urlopowych. Ciężki rok…
Szybko ten pomysł też upadł z innego powodu – w pracy nie dostanę w tym terminie urlopu.

No więc nie zostało mi nic innego jak wybór rejsu w lutym, tak aby najpóźniej 2-3 marca być w pracy. W danym budżecie zostało tylko kilka możliwości. Była mniej więcej środa, kiedy na krótkiej liście zostały 3 rejsy spełniające moje ograniczenia budżetu i czasu. Dałam sobie czas na zastanowienie i pogłębiony research. W czwartek zdecydowałam o wyborze rejsu operowanego przez Antarpply (statek MV Ushuaia) i trasę uwzględniającą Morze Weddella. W piątek wszystko opłaciłam, zabukowałam loty i pozostało mi czekać do kolejnej soboty na rozpoczęcie wyprawy.

Image

Podróż miała wyglądać następująco:
31.01 WAW-FCO za mile w najmilszym poniedziałku – najtańsza usługa na tym wyjeździe :mrgreen: :lol:
31.01 FCO-EZE na pokładzie Aerolineas Argentinas – tak jak kolejne odcinki południowoamerykańskie
2.02 AEP-USH
3.02 początek rejsu
14.02 powrót do Ushuaia w godzinach porannych
14.02 o godz. 18:50 lot USH-EZE i przesiadka na EZE-MAD o 23:50
15.02 MAD-WAW na pokładzie Wizz

Image

Image


Z kwestii organizacyjnych: po zabukowaniu rejsu dostałam poradnik, co zabrać i spakować oraz czego się spodziewać. Stworzono także osobiste konto z najważniejszymi informacjami o diecie i alergiach, zdrowiu (trzeba podać grupę krwi), datach i godzinach lotów do i z USH. Ważnym kosztem dodatkowym jest ubezpieczenie. U mnie operator wymagał wpisania szczegółów polisy na swoim profilu. Ubezpieczenie musiało obejmować:
Cytuj:
All passengers are required to carry travel insurance that provides emergency medical evacuation and repatriation from Antarctica for a minimum coverage of US$100,000.

Ostatecznie kupiłam w Generali na kwotę 1 mln zł za ok 400zł. Ze względu na krótki termin do wyjazdu ubezpieczenie na wypadek rezygnacji nie było już dostępne (min 30 dni przed).

Kolejna sprawa to odzież. Najczęściej obuwie do zejścia na ląd jest zapewnione. Niektóre firmy udostępniają też kurtki (nawet można je zabrać). Są też i takie, które wymagają konkretnej odzieży, żeby zejść na ląd:
Cytuj:
To ensure your safety during expeditions, we require all participants to wear waterproof trousers with a minimum rating of 15,000 mm during shore landings.

Jeśli ktoś nie ma odpowiednich ciuchów, to można wypożyczyć w Ushuaia lub po prostu kupić. Pytałam ludzi na miejscu i koszt wypożyczenia odzieży wierzchniej i rękawiczek to ok 150-200 USD/os. Potrzebna jest też bielizna termiczna, skarpety (najlepiej 2-3pary), czapka itp. Warto o tym pamiętać, bo z reguły to nie są tanie rzeczy. Całkowity koszt wyprawy może więc istotnie wzrosnąć.

Miałam ok 6 dni na skompletowanie ekwipunku i przygotowanie się do podróży. Z pewnymi obawami i ekscytacją czekałam na kolejną sobotę.

Image

Image

Image

Image

Image


BONUS
Zupełnie przypadkiem okazało się, że także zrealizowałam projekt „7 kontynentów w mniej niż 100 dni”. Zaczęłam liczyć moje ostatnie podróże i wyszło, że od mojej wyprawy na wyspy Pacyfiku i wizyty w Szanghaju w listopadzie 2025, przez Maroko w grudniu, Karaiby w styczniu i te kilka dni w Ameryce Płd w lutym do postawienia stopy na siódmym kontynencie minęło równo 98 dni 8-) Widać tak miało być


Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
42 ludzi lubi ten post.
13 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Wakacje w Alicante za 1083 PLN ⛱️🌊👣 Loty z weekendem i 2 noce w centrum miasta Wakacje w Alicante za 1083 PLN ⛱️🌊👣 Loty z weekendem i 2 noce w centrum miasta
Bułgaria z all inclusive na wakacje 🌊☀️ 7 dni w 4* hotelu w Słonecznym Brzegu za 2599 PLN Bułgaria z all inclusive na wakacje 🌊☀️ 7 dni w 4* hotelu w Słonecznym Brzegu za 2599 PLN
Offline
#2 PostWysłany: 21 Lut 2026 00:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Maj 2017
Posty: 3816
Loty: 662
Kilometry: 1 240 401
Krajów: 115 / 55.6%
platynowy
Gratuluję i podziwiam za Antarktydę na spontanie :twisted: i dołączenia do elitarnego klubu "100 dni" :D
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 21 Lut 2026 15:00 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Mając w pamięci sylwestrowy paraliż na lotnisku Chopina (lot do Londynu był opóźniony o 3,5h) wolałam polecieć do Rzymu bezpośrednio i z odpowiednim zapasem czasu. Pasował mi poranny lot LO, w dodatku był dostępny w Najmilszym za 7k mil + ok 90zł.

W sobotę rano ruszam więc na stołeczne lotnisko, gdzie kieruję się do saloniku na śniadanie. Ledwo kończę jeść, a już wzywają na Final Call, choć do planowanego startu jeszcze 40 minut. Zrywam się i biegiem lecę pod bramkę 38. Taka poranna rozgrzewka. Do samolotu ma nas dowieźć autobus. Wszyscy pasażerowie są w środku, a autobus dalej nie rusza. Po paru minutach wchodzi pan i mówi, że musimy wrócić do terminala, bo samolot ma problem z odpaleniem silników :twisted: w nocy w Warszawie było coś w okolicy -20C, odczuwalna obecnie to -21C. No nic. Pytam kiedy boarding i obsługa mówi, że za 10 minut będą mieć info. Nie chce mi się już iść do saloniku, więc czekam pod bramką. W efekcie po 30 minutach rozpoczął się właściwy boarding, a lot był opóźniony o 1h.

Samolot startuje, pogoda piękna. Czy gdyby Antarktyda była zurbanizowana, to wyglądałoby to podobnie?
Image

W Rzymie lądujemy o 11:12. Wita nas piękna pogoda i słońce. Autobus zabiera nas do terminalu. Ja kieruję swoje kroki w stronę połączeń transferowych i bez żadnych problemów po kilkunastu minutach jestem już po kontroli paszportowej i pod bramką.

Czekam na przylot samolotu Aerolineas Argentinas z Buenos Aires. Sam boarding dość sprawny, ale samolot stary i brudny. Nie wiem, kiedy ostatni raz porządnie tu sprzątano. Jedzenie też słabe – nie wygląda apetycznie, choć w smaku nawet znośne. Jednak największy problem to ilość. Zdecydowanie za mało jak na ponad 13-godzinny lot.

Image

IFE też słabe, oglądam jeden film i próbuję zasnąć. Nawet mi się to udaje. Śniadanie na 1,5h przed lądowaniem strasznie słabe – nic ciepłego tylko jogurt, orzeszki, wafelek i owoce.

Image

Po wyjściu z lotniska już jestem głodna.

Ląduję przed 5 rano na Ezeiza. Kolejka do kontroli paszportowej na ok 20 minut. Pytania strażnika o cel podróży i adres hotelu. Nie wbijają już pieczątek do paszportu. Działa wifi.

Szybko udało mi się opuścić lotnisko i idę na przystanek linii nr 8. Jest 5:35 i czekam aż coś przyjedzie. Nie spieszy mi się zbytnio, bo aż tak wczesny check in w hotelu może nie być możliwy :twisted: Podjeżdża autobus, płacę Revo 678,42 Ars (1,68zł, kurs USD/ARS to obecnie 1440) i jedziemy zwiedzać przedmieścia BA :lol: po opuszczeniu lotniska jeszcze podziwiam wschód słońca, a potem autobus krąży po różnych okolicach, podjeżdża nawet pod boiska argentyńskiego związku piłki nożnej, który łatwo rozpoznać po ogromnej ilości zdjęć Leo Messiego. Po prawie 2h wysiadam w okolicy Obelisco i idę do Novotelu. Jest niedziela, ulice puste, nawet czyste, we wnękach i zakamarkach jednak dość dużo bezdomnych. Mimo to puste aleje Buenos są piękne.

Image

W tym Novotelu byłam ostatnio w listopadzie 2024 i na recepcji wita mnie nawet ten sam recepcjonista :D miła pogawędka i ze względu na status udostępnia pokój o 8 rano. Planowałam śniadanie w jednej z kawiarni w stylu fin de siècle, ale jestem tak głodna, że dopłacam za śniadanie w hotelu. Idę się odświeżyć i schodzę na posiłek. Potem chwilę odpoczywam i ruszam na miasto.

Buenos dość dobrze zwiedziłam niewiele ponad rok temu, więc tym razem nie planowałam większej eksploracji miasta. Raczej chciałam odpocząć po podróży i nacieszyć się ciepłem, gdy w Warszawie wciąż temperatury po -15C. W niedzielę większość rusza na San Telmo, ale było gorąco, a sam targ poprzednim razem mnie nie zachwycił głównie ze względu na ogromne tłumy. Postanowiłam się poszwędać po mieście odwiedzając znane mi już miejsca i odkrywając nowe. Najpierw poszłam w stronę Kongresu, który poprzednim razem zwiedzałam również w środku.

Image

Na ulicach wciąż jest niewielki ruch, a ja lubię klimat tej okolicy. Robi się już ciepło. Potem spaceruję do Palacio Barolo, ale 48k ars (ok 35 USD) to zdecydowana przesada za zwiedzanie. Podziwiam więc klatkę.

Image

Ruszam w stronę Alei 9 lipca

Image

Image

Mijam najstarszą Cafe Tortoni, gdzie stale są kolejki do wejścia. Dochodzę do Plaza de Mayo.

Image

Image

Swoje kroki skierowałam do muzeum Casa Rosada, które jest za darmo, a poprzednim razem pominęłam. Jest już dość gorąco, wiec odpoczynek w klimatyzowanym muzeum daje chwilę wytchnienia. Działa darmowe wifi. W muzeum można zgłębić historię Argentyny ostatnich 200 lat. Napisy głównie po hiszpańsku, ale QR kody przenoszą do wersji angielskiej.

Image

Image

Image

Potem idę w stronę Puerto Madero i Mostu Kobiet.

Image

Image

Image

Image

Panuje dość duży upał, więc planuję udać się do Costanera Sur. Spaceruję w cieniu i mogę obserwować bobry, żółwie, jaszczurki, mnóstwo ptaków i kolorowych motyli.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na plaży nad rzeką mnóstwo ludzi, także w wodzie. Urugwaju nie udało mi się dostrzec.

Image

Kieruję się do wyjścia z parku i wracam przez Puerto Madero do hotelu.

Image

Image

Image

Po drodze wstępuję jeszcze po alfajor w Havanna

Image

Mijam obelisk, gdzie teraz są już tłumy ludzi.

Image

Popołudnie spędzam nad basenem, a wieczorem oglądam plenerową milongę.

Image

Kolejnego dnia ruszyłam z dobrze znanego mi AEP do Ushuaia.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 22 Lut 2026 15:17 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Rano jem śniadanie i wychodzę na przystanek autobusu nr 8, żeby dojechać na lotnisko AEP. Zauważyłam, że rozkład, który wyświetla się w google maps raczej nie zgadza się z rzeczywistością. Wszystkie autobusy, którymi jechałam teraz i poprzednim razem odjeżdżały 2-3min wcześniej niż wskazywał rozkład w google. Warto wiec być na przystanku wcześniej :)
Dojazd na lotnisko AEP autobusem nr 8 to aktualnie koszt 593,7 ARS (1,48zł). Autobus zatrzymuje się po drugiej stronie wejścia na terminal krajowy. Podczas kontroli bagażu nikt nie zwraca uwagi na płyny, a w okolicy bramki 1-2 znajduje się poidełko. Choć woda w smaku niedobra. Boarding, autobus i o 11:20 samolot rozpoczyna start w stronę Ushuai. Na pokładzie rozdają małe chipsy i napoje – w AR poza śniadaniem nie serwują w ogóle soków :? za to wybór kolorowych gazowanych napojów duży :oops:

Image

Przed lądowaniem widoki są fantastyczne – radze usiąść po prawej stronie.

Image

Image

Image

Image

Image

Po wyjściu z lotniska świeci słońce, pogoda jest świetna, choć mocno wieje

Image

Image

Udaję się do hotelu, a po krótkim odpoczynku ruszam na miasto. Zaczynam od popularnego znaku Fin del Mundo.

Image

Zagaduję stojącą tam dziewczynę o zdjęcie i dopytuję, co tutaj robi. Mówi, że jutro płynie na Antarktydę. Od słowa do słowa okazuje się, że najbliższe dni spędzimy razem na pokładzie MV Ushuaia. Ale przypadek!

Spędzamy resztę popołudnia razem. Najpierw poszłyśmy na spacer wokół rezerwatu Bahia Encerrada odwiedzając różne punkty widokowe i podziwiając osiedle Misión Baja.

Image

wrak statku Saint Christopher
Image

Widok na lodowiec Martial
Image

Image

Wokół rezerwatu miejskiego Bahía Encerrada
Image

Image

Image

Domki osiedla Misión Baja
Image

W tej okolicy są też eksponaty torpedowca Tawwora i samolotu DC3-5 Tango 22

Image

Image

Dochodzimy do punktu z widokiem na miasto, port i góry

Image

Image

Obchodzimy Bahia Encerrada i oglądamy z bliska domki wybudowane dla pracowników marynarki Argentyny

Image

Image

Image

Casa Beban z lodowcem Martial w tle
Image

Wracamy do centrum kierując się w stronę lokalnego targu i food tracków. Zarówno bondiola (15k ars) , jak i choripan (10k) bardzo dobre

Image

Image

Po posiłku ruszamy jeszcze w stronę wybrzeża z zamiarem obejrzenia zachodu słońca o 21:35. Dość mocno wieje i jest zimno, samo słońce za chmurami, więc wracamy na główny deptak, gdzie sklepy już zamknięte, ale ludzi wciąż sporo. Umawiamy się na wspólny trekking do Laguny Esmeraldy jutro, jeśli pogoda dopisze.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
skrzat uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 23 Lut 2026 20:05 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
W nocy nie padało, więc szlak powinien być ok. Pakuję swoje rzeczy, wymeldowuje się, a bagaż zostawiam na recepcji. Zamawiam ubera za niecałe 23k ars i jedziemy na parking, gdzie rozpoczyna się szlak do Laguny Esmeraldy.

O 8:40 zaczynamy trekking. Najpierw jest gęsty las i trochę błota, ale da się przejść w miarę suchą stopą. Są też drewniane kładki.

Image

Image

Image

Potem wychodzimy na torfowisko

Image

Image

Image

Dalej idziemy ok 20min przez las i dochodzimy do polany, gdzie trochę wieje

Image

Image

Image

Zostaje już krótki spacer do Laguny. Trochę ludzi jest, ale nie są to tłumy.

Image

Do jeziora docieramy o 11. Niebo pochmurne, ale widoki fajne, zwłaszcza na lodowiec Ojos del Albino.

Image

Image

Można obejść jezioro, a nawet podejść bliżej lodowca. My jednak nie mamy na to czasu. Chwilę odpoczywamy i robimy zdjęcia.

Image

Image

Image

Zaczynamy wracać. Na szlaku wciąż spotykamy ludzi idących w stronę Laguny. Szlak latem jest dostępny do godz. 15.

Image

Image

Na parking dochodzimy chwilę przed 13 i próbujemy złapać stopa do miasta. Po dosłownie 3 sekundach zatrzymuje się starszy pan w rozklekotanym samochodziku i oferuje podwózkę do bramy miasta za darmo. Próbujemy rozmawiać po hiszpańsku (ani ja, ani koleżanka nie jesteśmy biegłe). Podróż szybko mija, wysiadamy przy bramie. Do centrum zostaje nam 6 km. Znów próbujemy łapać stopa. Zatrzymuje się młody chłopak. Pytam, czy jedzie do centrum i czy chce pieniądze, on mówi, że nie, więc wsiadamy.

W połowie drogi pokazuje nam ubera z ceną 4k ars. Lekko zdziwione mówimy, że ok. Ostatecznie podrzucił nas w okolice muzeum-więzienia i dałyśmy mu 3k ars, bo z 10k nie miał wydać.

Idziemy do muzeum zapytać o cenę i czas potrzebny na zwiedzanie. Pani mówi, że rekomenduje ok 2h, a koszt to 44k ars. Jest już 13:30, a o 16 rozpoczyna się boarding na statek, więc odpuszczamy.

Image

Image

Idziemy jeszcze coś zjeść. Wybór pada na choripan tam, gdzie wczoraj. Po posiłku idę do hotelu chwilę odpocząć i zabrać rzeczy. Po 15 ruszam w stronę portu. Przygodę czas zacząć!

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 24 Lut 2026 20:13 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Do portu ruszam po 15 zgodnie z radami, żeby być wcześniej. O 15:20 przy bramie wejściowej jest już spora kolejka, która z każdą minutą rośnie. Najpierw pracownicy portu sprawdzali voucher i paszport, a potem kierują w stronę statku. MV Ushuaia stoi na końcu pirsu. Po drodze mijam większe jednostki.

Image

Image

Jest i mój statek

Image

Pogoda fajna, słonecznie, tylko mocno wieje. Tak że lżejsze walizki i bagaże się przewracają. Kolejka ustawia się przy trapie.
Boarding zaczął się tuż po 16. Każda osoba jest weryfikowana przed wejściem na pokład, bagaż zostaje oznaczony i potem zostanie dostarczony do kabiny.

Image

Po wejściu na statek idę do saloniku, w którym odbywa się check-in oraz późniejsze oficjalne powitanie.

Image

Tutaj otrzymuje się informacje o swojej kajucie, swoim osobistym numerze, który będzie nas identyfikował do końca rejsu oraz zabierany jest paszport – zostanie zwrócony po uregulowaniu rachunku dzień przed zejściem na ląd. Trzeba też zaznaczyć swój nr buta, aby otrzymać kalosze na zejścia. Kalosze są nieocieplane, więc w zimniejsze dni wskazana jest więcej niż jedna para skarpet, najlepiej wełnianych. Rekordzista na statku zakładał 4 pary, więc warto brać większe kalosze, żeby udało się wcisnąć stopy.

Idę do swojej kajuty. Bukowałam najtańszą opcję, a więc pokój opisany jako Standard Twin z łóżkiem piętrowym. Moja kajuta znajduje się na pokładzie E, tuż za pokojami załogi i obok szpitala. Łazienkę dzielimy z drugim pokojem. Dla kobiet i mężczyzn są osobne kajuty, pojedyncze osoby są kwaterowane z osobą tej samej płci. Luksusów nie ma ;) W pokoju jest zlew z lustrem i suszarką do włosów oraz szafa i biurko. Moja mała walizka idealnie się mieści w szafie. Są dostępne wieszaki. Dodatkowo w każdej kajucie są kamizelki ratunkowe. W łazience jest prysznic, podstawowe kosmetyki oraz toaleta. Kajuta jest sprzątana codziennie (chyba, że ktoś nie chce), ręczniki można wymienić wg potrzeb, standardowo są chyba wymieniane 2 razy w ciągu rejsu.

Image

Image

Image

Na łóżku czekają na mnie jeszcze czekoladki

Image

O 17:30 w loungu odbywa się oficjalne powitanie, gdzie jest serwowane wino, przekąski oraz tort. Następuje także prezentacja załogi – lidera wyprawy Martina, jego zastępczyni oraz pracowników naukowych, którzy będą przeprowadzać wykłady.

Image

Image

W lounge całą dobę będzie dostępna woda, kawa, herbata i gorąca czekolada. Dostępne są też owoce – podobno zielone jabłka pozytywnie działają przy chorobie morskiej (trudno powiedzieć, żeby jej zapobiegały). Woda na statku jest zdatna do picia z każdego kranu. Po kilku dniach skończy się nam zapas wody z lądu i statek będzie odsalał wodę morską - będzie ona zdatna do picia. Zalecane jest wówczas picie np. herbaty. Mi smak wody jakoś bardzo nie przeszkadzał.

Statek wypływa z portu o 18. Wciąż jest słonecznie, na pokładzie przyjemnie ciepło.

Image

Image

Krótko potem rozpoczyna się obowiązkowe szkolenie z bezpieczeństwa na statku i podczas rejsu. Odbywają się też ćwiczenia ewakuacyjne, otrzymujemy kamizelki ratunkowe, które są obowiązkowe podczas pływania zodiakami.

Image

Lider wyprawy Martin opowiada, co się będzie działo jutro oraz jak się przygotować na poruszanie po statku w trakcie przeprawy przez Cieśninę Drake’a i jak zabezpieczyć rzeczy na ten czas. Sugeruje także prysznic dzisiaj przed kolacją, która jest zaplanowana na 20. Raczej odradza się branie prysznica w trakcie przeprawy przez Drake’a. Podobno kiedyś zdarzył się wypadek pod prysznicem – tak bujało, że osoba tak niefortunnie połamała żebra i obojczyk, że statek musiał wrócić do Ushuai, a rejs został odwołany.

Image

Image

Image

Codzienny plan zajęć będzie dostępny na tablicy wraz z menu podczas posiłków.

Image

Na statku odpłatnie jest dostępny internet. Przykładowe ceny (do wyboru było więcej pakietów): 3GB kosztują 25 USD, 6 GB – 35 USD, a 18 GB – 60 USD. Internet jest ze starlinka, działa bardzo sprawnie. Niektórzy nawet dość normalnie pracowali :P

Po szkoleniu następuje networking w lounge i na pokładzie. Na statku jest 89 pasażerów z 24 krajów. Najwięcej jest Chińczyków i Amerykanów (po ok 10 osób z każdej nacji). Trochę Kanadyjczyków, Australijczyków, Francuzów, Niemców, Hiszpanów, Szwajcarów, Brytyjczyków. Pojedyncze osoby z Irlandii, Czech, Słowacji, Belgii, RPA, Finlandii, Argentyny, Austrii oraz Pakistanu. Jestem jedyną osobą z Polski. Obsługa to głównie Argentyńczycy, lekarka jest z Panamy. Kapitan jest 38-letnim Argentyńczykiem. Pierwszy oficer jest z Panamy. Wykłady i briefingi będą odbywać się osobno w języku angielskim i hiszpańskim.

Kolacja rozpoczyna się o 20. W trakcie rejsu serwowane obiady i kolacje będą trzydaniowe: przystawka, danie główne i deser. Dzisiaj podano zupę z marchwi, kurczaka z pesto i na deser tiramisu. Alkohol jest dodatkowo płatny. Każdy otrzymuje także tabletkę na chorobę morską. Będą one też dostępne w barze podczas przeprawy przez Drake’a. Zalecane jest przyjmowanie tabletki co 12 godzin.

Image

Image

Ze względu na silną chorobę morską do lekarki zgłosiłam się już o 18. Dała mi meklizynę 25mg oraz kazała następną tabletkę wziąć jutro rano. Póki co nie buja. Kolacja się kończy, a Martin przez radiowęzeł informuje nas, że opuściliśmy Kanał Beagle i wpływamy na wody otwarte. Do Szetlandów powinniśmy płynąć ok. 45-48 godz. w zależności od warunków na morzu.

Ameryka Południowa żegna nas pięknym zachodem słońca i kolorami nieba

Image

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 25 Lut 2026 09:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1050
Kilometry: 2 319 725
Krajów: 146 / 70.5%
HON fly4free
To plasterków za ucho nie dają? Fajnie, że każdy coś dostaje na chorobę morską. Na to nie ma cwaniaka…
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#8 PostWysłany: 25 Lut 2026 11:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 742
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
A mnie nic nie ruszyło - tylko mi raz talerz odfrunął podczas obiadu :D
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#9 PostWysłany: 26 Lut 2026 13:05 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
-- 25 Lut 2026, 15:39 --

Plasterków nie było, chyba że we własnym zakresie. Były tabletki do woli ;)

-- 26 Lut 2026, 12:05 --

Kolejne dwa dni to przeprawa przez Cieśninę Drake’a. Prognozy pogody są dobre.

Image

Na statku obowiązuje polityka otwartych drzwi. Oznacza to, że pokoje nie są zamykane. Również można pójść na mostek i porozmawiać z załogą. Ważne, żeby nie przeszkadzać, nie zasłaniać okien i nie być zbyt głośnym. Załoga chętnie rozmawia z pasażerami i odpowiada na pytania ;) :D Raz nawet byłam świadkiem, jak oficer wykonał delikatny skręt statkiem, bo tuż przed dziobem pojawił się wieloryb.

Image

Podczas całej przeprawy warunki na morzu były dość dobre. Maksymalne fale sięgały 3 metrów, a wiatr osiągnął max. 30 węzłów. W trakcie przeprawy wyjścia na zewnętrzne pokłady były zamknięte ze względów bezpieczeństwa.

Pomimo tych sprzyjających warunków pierwsza noc i dzień były dla mnie ciężkie. Leki nie działały, lekarka proponowała nawet zastrzyk domięśniowo. Pierwszej nocy nie spałam za dużo ze względu na bujanie. W łóżku ciało przemieszczało się od jednej do drugiej strony i ciągle się wybudzałam. Nie byłam na żadnym posiłku, bo nie byłam w stanie wstać z łóżka. Koleżanka z pokoju była na obiedzie, ale dość szybko go zwróciła. Tak naprawdę 35 godzin od momentu położenia się spać po kolacji w dniu rozpoczęcia rejsu tylko leżałam na łóżku modląc się o rychły koniec :cry: :? doprowadziło to też do odwodnienia, ponieważ wymiotowałam nawet po wypiciu paru łyków wody lub przepłukaniu jamy ustnej płynem. Ciało odrzucało absolutnie każdy płyn, o posiłku nawet nie było mowy. Do tego doszły bóle pleców z powodu ciągłego leżenia. Czułam się jak w szpitalu. Teraz chyba rozumiecie, dlaczego 8-metrowe fale skutecznie mnie odstraszyły od rejsu pod koniec sezonu :twisted: :o :(

Tak wyglądała moja rzeczywistość tego dnia

Image

Na szczęście kolejnego dnia było już lepiej. O 6:35 przekroczyliśmy równoleżnik 60°S. Temperatura za oknem zero stopni, wiatr 18-20 węzłów

Image

Pobudka o 7:35 – każdego dnia lider wyprawy puszczał przez radiowęzeł inną piosenkę na dzień dobry i krótko omawiał aktualną sytuację pogodową oraz plan na najbliższe godziny.

Dzisiaj udało mi się wstać z łóżka i nawet pójść na śniadanie – ma ono formę bufetu. Do wyboru: jajka, bekon, tosty, rogaliki, warzywa i owoce, płatki owsiane i jeszcze 2 inne rodzaje, migdały, orzechy i rodzynki. Do tego 3 rodzaje jogurtów i mleko. Do picia: kawa, herbata oraz soki.

Po śniadaniu był wykład o ptakach – dowiedzieliśmy się więcej o albatrosach czy petrelach. Pogoda się poprawiła i później wyszliśmy na górny pokład podziwiać ptaki. Wokół statku krążyło kilka petreli olbrzymich.

Image

Image

Po smacznym obiedzie rozpoczęło się obowiązkowe szkolenie z zasad zachowania na lądzie podczas lądowań na Antarktydzie oraz procedur zejścia i zasad bezpieczeństwa w zodiakach. Zostaliśmy też podzieleni na dwie grupy podczas wycieczek zodiakami. Do każdego zodiaka najczęściej wchodziło 8 osób, jeśli to była dłuższa aktywność zodiakami. Gdy pływaliśmy ze statku na ląd zdarzało się, że w zodiaku było 10 osób.

Jest godzina 14 i w końcu widać ląd!! Przed nami Szetlandy Południowe

Image

Image

O 17 rozpoczęliśmy przejście przez cieśninę Nelson Strait między wyspami Nelson na północy i Robert na południu. Pojawiają się pierwsze pingwiny, które skaczą w wodzie i płyną wzdłuż statku. Euforię wzbudzają także wieloryby.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wychodzi słońce – Antarktyka pięknie nas wita.
Image

Image

Ze względu na świetne warunki pogodowe i widokowe kapitan zaplanował mały rejs widokowy w tej okolicy, więc po raz pierwszy możemy podziwiać ośnieżone szczyty w pięknym słońcu. Cudnie wyglądają Szetlandy Południowe!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Potem statek zawrócił w stronę Morza Weddella i kontynuował rejs. Obserwowałam to wszystko z najwyższego pokładu oraz mostku. Można też było poznać załogę – kapitana i 4 oficerów.

Kolacja rozpoczęła się o 19, a potem briefing. Na jutro zaplanowane są 2 zejścia na ląd: pierwsze na wyspie Paulet, a popołudniu już na właściwym lądzie w Brown Bluff.

Image

Dla chętnych możliwość oglądania z mostku przejścia statku przez cieśninę Antarctic Sound o godzinie 4:30 rano. Nazwa cieśniny Antarctic Sound pochodzi od nazwy szwedzkiego statku badawczego „Antarctic”, który służył w wyprawach antarktycznych i zatonął na Morzu Weddella na wschód od Paulet Island 12 lutego 1903 roku w trakcie Szwedzkiej Wyprawy Antarktycznej.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#10 PostWysłany: 27 Lut 2026 19:27 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Niestety nie dałam rady wstać, żeby oglądać przejście przez Antarctic Sound. Pogoda dziś jest słabsza, raczej pochmurno. Przez bulaj widać mnóstwo gór lodowych. Morze Weddella i wschodnia część Półwyspu Antarktycznego to zupełnie inna bajka. Mi przypomina trochę Grenlandię i okolice Ilulissat.

Image

Image

Image

W regionie lodowca Eqi na Grenlandii wyglądało to z kolei tak:

Image

Sami możecie porównać i ocenić - na Grenlandii brakowało tylko pingwinów :lol: 8-)

Dzisiaj wczesna pobudka o 6:45, potem śniadanie i o 8:30 zespół ma potwierdzić lądowanie na wyspie Paulet:

Image

Niestety zejścia nie będzie ze względu na brak dostępu do lądu – jest po prostu za dużo lodu i nie jest to bezpieczne. Smuteczek. :| :(

W zamian w dwóch grupach będziemy pływać zodiakami wokół wyspy. Najpierw biali, potem niebiescy. Ja jestem grupa biała, więc idę jako pierwsza.

Pierwszy raz przechodzimy też całą procedurę wejścia do zodiaków – wchodzimy w grupach po 8 osób. Każdy ma swój numer, który jest sprawdzany zarówno przy wejściu do zodiaka, jak i po powrocie. Nie trzeba dezynfekować obuwia, ponieważ nie schodzimy na ląd.

Image

Przejażdżka zodiakami trwa około godziny. Widoki są wspaniałe – dużo gór lodowych o różnych kształtach, trochę pingwinów – zarówno na lodzie, jak i w wodzie. Udaje się też obserwować śpiącą fokę.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po godzinie wracamy i od razu na zodiaki pakują się osoby z grupy niebieskiej. W tym czasie można obserwować z pokładów krajobraz. Obezwładniająca cisza i spokój. Pojawiają się pingwiny i stada ptaków.

Image

Image

Image

Gdy wszyscy już wrócili z wycieczki, a zodiaki zostały z powrotem zapakowane na statek ruszamy dalej. Pogoda się poprawia, a po lunchu robi się już zupełnie słonecznie.

Image

Image

Image

Image

Image

Powoli dopływamy do Brown Bluff. To już właściwa Antarktyda, siódmy kontynent – marzenie każdego podróżnika, który płynie w stronę Półwyspu Antarktycznego. Nie każdemu się to jednak udaje.

Ze względu na świetne warunki zespół przyspiesza zejście – wejście do zodiaków zaczynamy już o 14:30, więcej czasu też spędzimy na lądzie. Niebo turkusowe, niewiele chmur – wymarzona pogoda na postawienie stopy na siódmym kontynencie!!

Image

Image

Zbieramy się na pokładzie, skąd będziemy ponownie schodzić do zodiaków. Jednak zanim ustawimy się w rzędach po 8 osób trzeba wyczyścić i zdezynfekować obuwie w specjalnym płynie.

Jest słonecznie i ciepło – w 3 warstwach nawet za ciepło :D Woda jest niesamowicie przejrzysta nawet daleko od brzegu.

Image

Krótka przejażdżka zodiakiem, lądowanie mokre, czyli w wodzie i … dotarłam na mój siódmy kontynent! Niesamowite uczucie. Ogromne wzruszenie i radość. Sama nie mogę jeszcze w to uwierzyć. Na lądzie witają nas tysiące pingwinów zarówno Adeli, jak i gentoo (białobrewe). Zapach zdecydowanie unosi się w powietrzu :D :twisted:

Image

Image

Image

Image

Image

Pingwiny podczas karmienia

Image

Image

Image

Na plaży spędzamy ponad 2 godziny – obserwujemy życie pingwinów: małych i dużych, przewodnicy opowiadają o ich zachowaniach. Pod koniec obserwujemy atak 2 petreli na małego pingwina, który wciągnięty do wody nie ma szans na przeżycie. Dołączają jeszcze 2 petrele i rozszarpują pingwina. Reszta pingwinów zbytnio się nie przejmuje, co najwyżej oddala od miejsca „zbrodni”

Petrele czające się na pingwina
Image

Image

i w trakcie uczty

Image

ta mała czarna kulka po lewej to kawałek rozszarpanego pingwina

Przed 17 kierujemy się w stronę zodiaków i wracamy na statek. Jest już chłodniej, więc cieplejsza odzież jednak się przydała, choć większość czasu można było spacerować bez czapki, rękawiczek i w rozpiętej kurtce.

Image

Image

Po powrocie na statek znów trzeba zdezynfekować obuwie.

Statek rusza w rejs, a po drodze mijamy przepiękne przejście między stołowymi górami lodowymi

Image

Image

Image

Wokół dużo takich gór lodowych - na Morzu Weddella jest to typowy widok. Po zachodniej stronie Półwyspu będzie tego zdecydowanie mniej

Image

Image

Po kolacji odbywa się briefing – jutro w planie jest lądowanie na Snow Hill Island i Devil Island

Image

Słońce zachodzi tuż przed 22, więc wieczorem idę na górny pokład podziwiać zachód - wyjątkowe zakończenie fantastycznego dnia.

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#11 PostWysłany: 01 Mar 2026 12:57 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Kolejnego dnia pobudka o 7:05 Nasz lider wyprawy Martin informuje nas, że z powodu silnego wiatru (25 węzłów) i dużej ilości lodu statek musiał zmienić kurs. W związku z tym nie będzie porannego lądowania na Snowhill. Alternatywnie zespół zdecydował o kolejnym lądowaniu na False Island Point na wyspie Vega. Ten punkt stanowi część obszaru wulkanicznego, ale w tym przypadku został on naznaczony działalnością lodowców, w wyniku czego powstała platforma ze skał o różnych minerałach i kształtach, które dodają krajobrazowi niesamowitych szczegółów.

Image

Image

Image

O 9:30 rozpoczynamy zejście na ląd. Procedura jest ta sama – dezynfekcja, formowanie grup po 8 osób, zejście do zodiaków. Szybki transfer i możemy wysiadać na plaży. Wyspa przypomina mi trochę Lanzarote – choć klimat zupełnie inny.

Image

Image

Image

Image

Image

Są tu siedliska ptaków, innych zwierząt nie ma. Dzięki temu możemy więcej pospacerować. Idąc wzdłuż wybrzeża odnajdujemy martwą fokę i pingwina. Widoki fajne, choć powoli zaczyna padać śnieg. Lądowanie trwa 2 godziny.

Image

Image

Image

Porosty to typowa roślinność tutaj
Image

Na plaży można zobaczyć też kości
Image

Krajobraz jest wulkaniczny

Image

Image

Image

Image

Pod koniec przewodnicy informują nas, że niedaleko na krze śpi lampart morski. Zodiaki do niego podpływają i wracają na statek.

Image

Image

Image

Na obiad załoga zorganizowała antarktyczny grill / asado na pokładzie – do wyboru mięsko oraz choripan. Na deser podano lody :lol: :D

O 15 rozpoczynamy kolejne zejście na ląd. Tym razem na Devil Island

Image

Image

Image

Panie i Panowie, co tu się dzieje! Kolonia pingwinów Adeli i gentoo jest ogromna

Image

Są tu młode, mające około miesiąca osobniki, jak i starsze. Panuje duży gwar i chaos. Pingwiny w ogóle nie przejmują się obecnością ludzi – bawią się, biegają, krzyczą, a czasem nawet wrzeszczą, gdy domagają się jedzenia od rodziców :lol: :o

Image

Image

Image

Wiecie, że puchowe pióra młodych pingwinków nie są wodoodporne? A wiecie dlaczego? W pierwszych tygodniach życia ich priorytetem jest izolacja termiczna na lądzie, a nie pływanie w lodowatej wodzie. Miękki, puchowy płaszcz ma za zadanie utrzymać ciepło ciała pisklaka, chroniąc go przed niskimi temperaturami i wiatrem, zanim wykształci on dorosłe pióra. Dlatego też młode pingwiny są łatwym celem dla drapieżników, bo w wodzie nie mają szans.

Image

Image

Image

Gwar i harmider jest niesamowity. Pisklęta pingwinów biegają i wrzeszczą na rodziców. Są głodne i rodzice muszą dostarczyć im pokarm.
Małe pingwiny są karmione przez oboje rodziców, którzy zwracają pokarm bezpośrednio do ich dziobów. Proces ten opiera się na dostarczaniu przetrawionych ryb, kryla i kałamarnic. W praktyce wygląda to tak:

Image

Image

Image

Czasem rodzice mają już dość swoich dzieci i uciekają przed nimi. Pisklę wówczas je goni i strasznie wrzeszczy. Oglądanie tego spektaklu natury to absolutnie wyjątkowe doświadczenie

Image

Na lądzie w sumie spędzamy ponad 2 godziny. Powoli trzeba się jednak pożegnać z pingwinami

Image

Image

Wracając na statek znów czeka nas przystanek przy krze, na której odpoczywa lampart morski. Robi się zimno i znów zaczyna prószyć.

Image

Przed kolacją czeka nas jeszcze wykład o skałach i faunie na Antarktydzie. Podczas briefingu poznajemy plan na jutro – najpierw wycieczka zodiakami w Hope Bay (Bahia Esperanza), gdzie znajduje się całoroczna argentyńska stacja badawcza. Po południu planowane jest lądowanie na wyspie Gourdin.

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#12 PostWysłany: 02 Mar 2026 20:17 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Dzisiaj niedziela, ale nie ma długiego wylegiwania w łóżku. Pobudka już o 7:15.

Image

Rano planowana jest wycieczka zodiakami w zatoce Hope Bay, gdzie znajduje się całoroczna argentyńska stacja badawcza o nazwie Esperanza. To właśnie tutaj w 1978 roku urodził się pierwszy człowiek na Antarktydzie – Emilio Palma. Według ostatnich danych do tej pory co najmniej 11 dzieci urodziło się na Antarktydzie.

Image

Image

Rotacyjnie następuje zamiana grup do zodiaków, więc dziś będę pływać w późniejszej turze. Rejs zaczynamy o 10.

Image

Jest dość wietrznie – wiatr o sile 20 węzłów, trochę pada śnieg. Cała wycieczka ponownie trwała około godziny. Podpłynęliśmy pod bazę, ale zejść na ląd nie można od czasu pandemii.

Image

Jest to baza całoroczna – zimą przebywa tu ok 50 osób, a latem nawet 100. Jest nawet maszt telefonii komórkowej, więc po raz pierwszy od wtorku łączę się z siecią i do skrzynki wpadają zaległe smsy. Na lądzie jest też szkoła i kościół. W sumie baza składa się z około 40 budynków.

Ludzie tutaj żyją z pingwinami w symbiozie, a te drugie zachowują się niczym zwierzęta domowe. Dominują tutaj pingwiny Adeli. Przewodnik opowiada, że potrafią np. spać przy wejściu do budynków. Ludzie oczywiście ich nie dokarmiają.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Lekko zmarznięci wracamy na statek. Takie wycieczki na zodiaku to głównie bezruch, więc przy słabszej pogodzie szybciej się marznie. Warto mieć więcej niż np. 2 pary skarpet na stopach (choć pewnie to zależy od osobistych preferencji). Zdecydowanie polecam wełniane, głównie z merino. Jedna dziewczyna chyba dość lekkomyślnie podeszła do całej wyprawy i miała tylko skarpety bawełniane. Wielokrotnie narzekała, że jej zimno w stopy, a gdy schodziliśmy na ląd to była pierwsza do powrotu na statek z powodu dyskomfortu.

Tak wygląda pakowanie zodiaków na statek:

Image

W przerwach między aktywnościami poznaje się ludzi na statku. Wbrew statystykom u mnie na statku średnia wieku była zdecydowanie poniżej 50. Najmłodsza osoba miała 23 lata, a najstarsza 82. Było kilka par, głównie w wieku 30-55 lat, ale też dużo samotnie podróżujących osób w podobnym wieku. Zdecydowana większość podróżowała po Ameryce Południowej już od kilku miesięcy i rejs na Antarktydę był tylko kolejnym etapem. Rekordzista zarezerwował rejs o godzinie 10 w dniu wypłynięcia. Zapłacił taką samą cenę jak ja i kilka innych osób. Polityka Antarpply podobno jest taka, że na 3 tygodnie przed wypłynięciem obniżają ceny do last minute i potem one się już nie zmieniają. Na statku była też jedna osoba z Chin, która miała lecieć czarterem z Chile na wyspę św. Jerzego i potem płynąć na Antarktydę. Niestety ze względu na warunki pogodowe ten lot odwołano i nie zaproponowano alternatywy. Stąd ta osoba zdecydowała się jednak płynąć naszym rejsem. Zgadzam się też z poprzednikami, że to ludzie stanowią istotny pozytywny aspekt wyprawy na Antarktydę. U mnie wszyscy byli wspaniali i otwarci. Mam nadzieję, że te znajomości przetrwają, bo są naprawdę wartościowe.

W czasie wolnym od aktywności następuje poznawanie innych ludzi i kultur :D

Image

Po obiedzie zbieramy się do lądowania na wyspie Gourdin. Pogoda za oknem nie nastraja pozytywnie.

Image

Niestety po chwili dowiadujemy się, że aktywność została anulowana, ponieważ wiatr jest za silny, a fale zbyt duże, żeby można było bezpiecznie lądować. Ludzie są lekko rozczarowani, ale tak właśnie wygląda rzeczywistość na statku i podczas tej podróży. To natura dyktuje warunki i mimo najlepszych chęci i planów trzeba być zawsze czujnym i elastycznym.

To był też jedyny dzień, gdzie mieliśmy tylko jedną aktywność. W zamian załoga przygotowała ciekawy wykład o „potworach morskich”. Można było się dowiedzieć więcej o waleniach, humbakach i fokach.

Po wykładzie udałam się znów na mostek, aby pooglądać wody i wybrzeże Antarktydy. Pojawiło się kilka wielorybów, niektóre dość blisko statku. Powoli opuszczamy też Morze Weddella i płyniemy na wschodnią stronę Półwyspu Antarktycznego.

Image

Image

Przed kolacją był briefing. Jutro rano planowane są zodiaki wokół kolejnej argentyńskiej bazy Cierva Cove, a popołudniu zejście na ląd w Mikkelsen Harbour. Jako że wpływamy do Cieśniny Bransfielda zaczyna trochę mocniej bujać. Nie czułam się najlepiej i zrezygnowałam z kolacji.

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
Szeryfito uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#13 PostWysłany: 03 Mar 2026 21:05 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Wczorajszy wieczór i noc były dla mnie trudniejsze, bo znów bujało statkiem. Płyniemy Cieśniną Bransfielda, więc fale są większe. Już na kolacji było widocznie mniej osób.

Dzisiaj pobudka była o 7:05. O 9 mamy rozpocząć wycieczkę zodiakami w zatoce koło kolejnej argentyńskiej bazy Cierva Cove.

Image

Widoki są fantastyczne – lodowce i ośnieżone szczyty. Jest przyjemnie, nie wieje wiatr.

Image

Image

Image

Image

Nasze zodiaki już czekają

Image

Ruszamy do zatoki - czeka na nas wyjątkowe show

Image

Buzie otwarte, kamery i telefony gotowe. Każde wynurzenie to WOW na zodiaku

Image

Image

Przez ponad 40 minut obserwujemy małe i duże humbaki oraz płetwala. Pływają wokół zodiaków, wynurzają się, pokazują ogony.

Image

Image

Wspaniałe doświadczenie, a nagle przed moim zodiakiem pojawia się dwójka osobników

Image

Kulminacją było wynurzenie się dorosłego osobnika dosłownie 2 metry przed moim zodiakiem i pokazanie ogona

Image

Image

Pełni pozytywnych emocji wracamy na statek. Teraz będzie pływać druga grupa

Image

Image

Image

O 12 ma się rozpocząć obiad, ale nagle wokół statku zaczyna pływać stado orek. Przez ponad 20 minut orki wraz z małymi pływają wzdłuż statku, skacząc i bawiąc się. Wodne safari w pełni :) :o

Image

Image

Image

Image

Image

Po obiedzie mieliśmy rozpocząć lądowanie w Mikkelsen Harbour, a konkretnie na wyspie D'Hainaut, ale okazało się, że z powodu błędu systemu rezerwacyjnego nasz slot jest zajęty i musimy czekać do 18:30. W międzyczasie odbył się wykład o geologii i biosferze Antarktydy. Później nasz lider opowiedział nam o planie na jutro – najpierw lądowanie na Hydrurga Rocks, a po południu pływanie zodiakami wokół Liege Island.

Image

W końcu zaczyna się lądowanie w Mikkelsen Harbour. Jest dość zimno, pada śnieg. Na lądzie byliśmy w sumie niewiele ponad 1,5 godziny.

Image

Na wyspie dużo pingwinów gentoo. Jest to zdecydowanie wyczuwalne zanim się zejdzie na ląd :D :lol: Lądowanie znów w wodzie, na wyspie dużo śniegu i błota. W efekcie było dość ślisko.

Image

W przeszłości wyspa służyła jako baza wielorybników i na brzegu są porozrzucane kości wielorybów, które są ogromne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Możemy też wejść na małe wzgórze na wyspie skąd rozpościera się widok na plażę. Na wyspie jest chatka, w której można się schronić w razie problemów – według przewodników są tam przygotowane zapasy jedzenia, można się schronić w nagłych wypadkach oraz dostępne są metody łączności.

Image

Image

Image

Image

Wokół wyspy jest trochę lodowców i co jakiś czas, słychać jak ich kawałki spadają do wody.

Image

Image

Image

Lądowanie ogólnie było udane mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych. Na statek wróciliśmy po 20:15, a kolację podano o 21. Kolejna osoba na statku świętowała urodziny, więc załoga przygotowała okolicznościowy torcik.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#14 PostWysłany: 04 Mar 2026 21:36 

Rejestracja: 22 Lut 2014
Posty: 15
Loty: 233
Kilometry: 487 115
Krajów: 35 / 17.2%
Czaję się na rejs tym statkiem już kolejny rok, bo jest mały i ma stosunkowo niskie ceny. Mam nadzieję, że za rok będę robić trasę classic :-) tak więc wszelkie info o statku dla mnie bezcenne
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#15 PostWysłany: 05 Mar 2026 21:10 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Pobudka o 7:10, śniadanie i o 9 ruszamy zodiakami na Hydrurga Rocks. Nazwa wzięła się od lamparta morskiego czyli Hydrurga leptonyx. Nasz lider Martin mówi, że pomimo 12 lat pływania na wyspę nigdy tam nawet 1 sztuki nie widział :D :D

Image

Image

Pogoda dziś jest zdecydowanie lepsza. Czekając na wejście do zodiaka obserwujemy małego wieloryba, który bawi się w pewnej odległości od statku. W pewnym momencie wyskakuje cały z wody. Wszyscy są zachwyceni. Z tego występu tylko tyle udało mi się uchwycić:

Image

Wsiadamy na zodiaki, płyniemy do Hydrurga Rocks. Na brzegu wita nas słoń morski na skałach

Image

Generalnie foki dzielimy na 3 grupy: uchatki (uszatki, uchatkowate, mają widoczne uszy), foki właściwe (nie mają zewnętrznych uszu, widoczne są jedynie małe otwory) oraz morsy.
Podczas tego lądowania mamy okazję zobaczyć ponadto foki Weddella i uchatki. Jest ich tutaj dużo, wiec możemy podejrzeć ich zachowania - są dość głośne, bawią się, a czasem nawet ruszają w kierunku ludzi.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jest tu duża kolonia pingwinów maskowych (chinstrap), które zupełnie nie zwracają na nas uwagi i dokazują.

Image

One są ubrudzone odchodami :)

Image

Image

Po kąpieli czysty pingwin wygląda tak :D
Image

Chodzimy po wyspie, podglądamy zwierzaki, podziwiamy widoki.

Image

Image

Powoli jednak zmienia się pogoda, robi się chłodniej, mocniej wieje i zaczyna padać śnieg.

Image

Około 11 zaczynamy powrót zodiakami na statek. Po powrocie idę jeszcze na mostek pooglądać widoki. Chwilę później załoga zaprasza na obiad.

Image

Image

Image

Na sali poruszenie, bo… obok nas pojawia się wycieczkowiec Holland :D To pierwszy raz od czasu wypłynięcia z Ushuai, gdy widzieliśmy inną jednostkę :shock: Podobno w okolicy jest obecnie 50 statków.

Image

O 14 rozpoczyna się kolejna atrakcja, a więc pływanie zodiakami wokół wyspy Liege. Wyszło słońce, widoki robią się fantastyczne (jakby do tej pory nie były 8-) :lol: )

Image

Image

Image

Płyniemy w głąb zatoki obejrzeć różne formy lodu oraz podziwiać lodowce i formacje skalne.

Image

Image

Image

Image

Image

Dla mnie to był jeden z najpiękniejszych momentów całego wyjazdu. Najczystsze piękno. Widoki zostawiają człowieka oniemiałego. Wielkość tych formacji przytłacza pięknem. Zatoka jest fantastyczna, opływamy lodowce, docieramy do pozostałości po wulkanie i iglicy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tutaj wody nie są już osłonięte, więc zaczyna mocniej bujać zodiakiem. Fale są większe. Wokół tylko góry lodowe i jeszcze więcej lodu. Trudno opisać to uczucie. Potęga natury. Piękno tego miejsca jest oszałamiające. Powoli wracamy na statek.

Image

Image

Image

Image

Image

Wokół jeszcze oglądamy stołowe góry lodowe.

Image

WOW

Image

Image

Image

Image

Image

Powoli wracamy już w drogę powrotną – jutro będziemy eksplorować Szetlandy Południowe. Najpierw Deception Island, a potem Walker Bay.

Image

Po kolacji idę na górny pokład, aby cieszyć się wspaniałymi widokami

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#16 PostWysłany: 07 Mar 2026 15:28 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Dzisiaj zaczynamy dzień wcześniej, bo o 6:30 statek rozpocznie wpłynięcie do krateru na Deception Island. Gdy (prawie) wszyscy są już na górnym pokładzie statek rusza w stronę Neptune’s Bellows. Pogoda jest piękna, co sprzyja podziwianiu wschodu słońca. Temperatura na zewnątrz -3,8 C.

Image

Image

Image

Image

Po prawej stronie możemy zobaczyć pozostałości stacji wielorybniczej w Whalers Bay. Opuszczona po załamaniu cen tranu baza została zniszczona przez erupcję wulkaniczną w 1969 roku.

Image

Zanim będzie śniadanie podziwiam widoki i wschód słońca

Image

Image

Image

Image

Image

Po śniadaniu udajemy się zodiakami na ląd - mokre lądowanie na plaży w Telefon Bay.

Image

W kolejnej zatoce stoi inny statek

Image

Lądujemy na plaży. Wyspa ma kształt przerwanego pierścienia – jest kalderą czynnego wulkanu wypełnioną wodą. Takie antarktyczne Santorini ;) Na wyspie znajduje się jedyna w Antarktyce laguna geotermalna – Kroner Lake.

Image

Ruszamy na trekking.

Image

Image

Image

Podziwiamy krater po ostatniej erupcji. Widoki kosmiczne

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po Deception Island spacerujemy ponad godzinę. To dobra rozgrzewka przed główną atrakcją tego lądowania, czyli morsowaniem :D :D :D Ponad połowa pasażerów decyduje się na tzw. polar plunge :shock: :lol:

Organizacja wygląda tak, ze na plaży jest rozłożona mata, na której należy zostawić rzeczy. Potem udać się do wody i delektować się kąpielą :lol: :shock: Po wyjściu z wody dostaje się ręcznik. Potem należy się ubrać (nie wszystkie warstwy) i ma się priorytet przy transferze zodiakiem na statek. Tam można się ogrzać – przewodnicy ostrzegają przed zbyt gorącą kąpielą, żeby się nie poparzyć. Myślę, że temperatura wody w prysznicach została celowo obniżona ;) :twisted:

Prószy śnieg, jest zimno, ale wchodzę na 30 sekund. Przewodnicy robili profesjonalne zdjęcia na pamiątkę :lol:
Generalnie jest to inne doświadczenie niż saunowanie w Finlandii z kąpielą w przeręblu. Nie mam doświadczenia z morsowaniem, więc nie mogę porównać.

Image

Nie czułam zbytnio ciała, a wszystko wróciło do normy po około 40 minutach. Najzabawniejsza sytuacja przydarzyła się Amerykaninowi - oddaje skalę doznań podczas kąpieli :twisted: Podczas wchodzenia do wody przeciął sobie stopę. W tym zimnie i adrenalinie zorientował się dopiero na statku, gdy zobaczył zakrwawioną skarpetkę. Pokazuje stopę lekarce, ona stwierdza, że to nic wielkiego, wyciąga parę kamyczków i mówi, że będzie ok. On jednak jest zdziwiony, bo skarpeta była dość mocno zakrwawiona. Po chwili orientuje się, że to chodziło o drugą stopę :D Na szczęście obyło się bez szycia 8-)

Gdy wszyscy wrócili na statek (obserwatorzy morsowania byli na końcu), to ruszamy w dalszą drogę.

Image

Image

Image

Image

Image

Przy Neptune's Bellows pogoda powoli się zmienia. Zaczyna padać śnieg, a Deception Island znika we mgle. Mieliśmy dużo szczęścia dziś rano.

Image

Image

O 14:15 rozpoczynamy zejście na ląd w Walker Bay na Livingston Island.

Image

Pogoda znów się poprawia, wychodzi słońce i jest ciepło.

Image

Zanim dopłyniemy do lądu już czuć, co będziemy oglądać. Pingwiny :D :lol:

Image

Prawdą bowiem jest, że zanim się zobaczy pingwiny, to można je poczuć. Jest tutaj duża kolonia pingwinów gentoo. Bawią się głównie na brzegu, przez co nie możemy za bardzo chodzić po plaży, żeby im nie przeszkadzać.

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy w głąb lądu, a tam przewodniczka pokazuje nam skamieliny z czasów, gdy na Antarktydzie była bujna roślinność - udało się zidentyfikować skały z miedzią, skamieniałe drewno, skamieniałości pospolitej paproci oraz zobaczyć porosty.

Image

Image

Później spacerujemy w stronę plaży, aż natykamy się na śpiącego samca foki południowoamerykańskiej.

Image

Najciekawsze czeka na nas dalej - obserwujemy grupę ogromnych, młodych słoni morskich, które liniały i okrywały się ziemią, aby regulować temperaturę ciała. Męski osobnik może osiągać nawet 8 metrów.

Image

Image

Image

Image

To była niesamowita, ale i ostatnia już nasza aktywność. Zdecydowanie trudno było rozstać się z tym miejscem.

Image

Image

Image

Po 16:30 musimy jednak wracać na statek jako ostatnia grupa. Po powrocie oddajemy buty oraz kamizelki ratunkowe.

Antarktyka żegna nas przepiękną pogodą. Wspomnienia zostaną na całe życie.

Image

Image

O 18 mieliśmy briefing dotyczący przeprawy przez Cieśninę Drake’a. O 21 powinniśmy wypłynąć już na otwarte wody, a powrót zajmie nam około 40 godzin, zanim zobaczymy kontynent amerykański. Prognoza pogoda jest póki co korzystna.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#17 PostWysłany: 07 Mar 2026 18:29 

Rejestracja: 05 Lip 2021
Posty: 70
Loty: 464
Kilometry: 602 483
Krajów: 70 / 33.8%
Bardzo dobrze napisana ta relacja, dużo szczegółów i praktycznych informacji, no i pogoda - chyba lepiej być nie mogło. Zdjęcia niesamowite zwłaszcza lodowców i śnieżnych gór, a przypuszczam, że w realu wygląda to sto razy lepiej. Przepiękny wschód słońca nad właściwą Antarktydą. Trekking i morsowanie w takim miejscu to wielkie wow, pozazdrościć można

PS czyżby to już koniec relacji z Antarktydy? Dobrze się to czyta i człowiek ciekawy co się wydarzy w kolejnym poście :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
maxima uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#18 PostWysłany: 07 Mar 2026 18:46 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
W nocy znowu buja na statku, więc śpi się wyraźnie gorzej. Cały czwartek płyniemy przez Cieśninę Drake’a. Wiatr 18 węzłów, temperatura oscyluje blisko 0 stopni.

Poranek tego dnia wyglądał tak:
Image

Mój organizm chyba się już przyzwyczaił do bujania :o O ile na śniadanie nie dałam rady pójść, to potem zgłodniałam i obiad udało się zjeść w całości. A nawet poprosiłam o dokładkę deseru :D 8-)

Cieśnina Drake'a wciąż wygląda na spokojną

Image

Potem krzątałam się po statku. W lounge najpierw był film, a później ciekawy wykład o górach lodowych i lodzie w ogóle. Trochę osób brakowało, ale większość raczej dobrze się trzymała. Sprzyjało to też networkingowi, wymianie kontaktów, zdjęć, wspominaniu wyprawy i rozmowom o planach na kolejne podróże.

Image

Warunki atmosferyczne były na tyle łaskawe, że bez problemu udałam się też na kolację. Wieczorem wiatr wiał z prędkością 16 węzłów.

Image

Kolejna noc była również niespokojna i niezbyt przespana ze względu na bujanie, ale obyło się bez wymiotowania. Samopoczucie jednak nie najlepsze. Temperatura na zewnątrz 5 stopni.

Poranek upłynął głównie na chillowaniu oraz regulowaniu płatności za usługi i zakupy w barze oraz napiwków dla załogi. Przy płatności powyżej 100 USD można było płacić kartą. W przypadku mniejszych wydatków obowiązywała gotówka.

O 11:40 zobaczyłam ląd! Byliśmy już u wejścia do Kanału Beagle.

Image

Wokół coraz więcej statków zmierzających w stronę Ushuai

Image

Pogoda robi się fantastyczna. Drzwi na zewnętrzne podkłady zostały odblokowane. W słońcu siedzi się bardzo przyjemnie. Zaskakuje zielony kolor wokół :D

Image

Image

W Kanale można zobaczyć wieloryby, foki oraz ptaki. Statek będzie miał postój w okolicy Isla Martillo. Tutaj też spędzimy częściowo noc. Według informacji od pierwszego oficera około 2 w nocy rozpoczniemy wpłynięcie do portu w Ushuai.

Image

Image

Delektuję się pogodą i łapię promienie słoneczne.

Image

Image

Wieczorem czeka nas jeszcze ostatni briefing, na którym zostanie podsumowana nasza wyprawa. Każdy otrzymał także pamiątkowy dyplom oraz pendrive w kształcie MV Ushuaia ze wszystkimi wykładami, logami, briefingami, zdjęciami. Załoga przygotowała pamiątkowy filmik, który obejrzeliśmy w lounge.

Image

Image

Wieczorem odbywa się uroczysta kolacja z kapitanem – humory zdecydowanie dopisały.

Image

Image

Jutro czeka nas wczesne opuszczenie statku. Po południu rozpocznę powrót do domu.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#19 PostWysłany: 08 Mar 2026 20:21 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4697
Loty: 547
Kilometry: 1 233 345
Krajów: 116 / 56.0%
złoty
Wczesna pobudka o 6:30 determinuje plan dnia. Śniadanie będzie o 7 i do tej godziny trzeba wystawić bagaże, które chcemy, aby załoga wyniosła dla nas na pirs. Statek stoi już w porcie.

Image

Ushuaia wita nas przyjemną pogodą. Ze statku schodzę o 8:30.

Image

Żegnam się z większością uczestników. Z kilkoma osobami idziemy jeszcze na poranną kawę i ciastko w centrum Ushuaia. Miasteczko przed 9 jest bardzo senne. Zaskakujące jest to, że po powrocie na ląd w głowie dalej się kręci :D siedząc w kawiarni miałam wrażenie, że cały świat wokół dalej wiruje i buja :D

Potem każdy z nas idzie w swoją stronę. Planuję odwiedzić muzea mieszczące się w dawnym więzieniu, ale ze względu na bagaż nie mogę wejść – mój bagaż nie mieścił się do dostępnych tam schowkach, a obsługa nie zgodziła się go przechować w innym miejscu. Trudno. Wstęp 44k ars.

Image

Na szczęście dostępny jest internet i audioprzewodnik, a część miejsc znajduje się wokół budynku muzeum. Kręcę się więc po okolicy i odwiedzam dostępne miejsca.

Image

Potem idę w stronę nabrzeża. Jest ciepło i słonecznie, choć bliżej wody wiatr zdecydowanie mocniejszy.

Image

Image

Image

Image

W informacji turystycznej koło portu jest darmowy internet, toaleta i poidełko z wodą ciepłą i zimną. Spotykam tam też kilku Polaków.

Chwilę odpoczywam i idę na ostatni choripan :roll:

Image

Delektuje się kanapką i staram zebrać myśli.

Image

Image

Jest sobotnie popołudnie, świeci słoneczko, a ja spaceruję po Ushuai podziwiając Andy. Jestem ponad 14 tys. km od domu. Przed chwilą wróciłam z Antarktydy. Szczerze przyznam, że czasami to sama sobie zazdroszczę swojego życia. Trudno mi jeszcze uwierzyć w to wszystko, co przeżyłam przez ostatnie 2 tygodnie. Warto usiąść na ławce, wziąć głęboki oddech i uśmiechnąć się do siebie. Warto doceniać każdą chwilę i się nią cieszyć. To była niesamowita podróż.

Image

Image

Zbieram się na lotnisko. Dziś lecę do EZE, gdzie mam na przesiadkę 1h 20 minut, a potem Aerolineas Argentinas zabiorą mnie do Madrytu.

Image

Lot do Buenos opóźniony 30 minut. Mój czas na przesiadkę znacząco się kurczy. Po starcie widoki wciąż wspaniałe – w samolocie radzę wybrać miejsca po lewej stronie.

Image

Image

Image

Image

Image

Samolot ląduje na EZE o 22:25. Zamiast rękawa, to czekamy na autobusy. Wszyscy tu mają czas :D W końcu wysiadam w terminalu krajowym i ze zdziwieniem odkrywam, że nie ma tu tranzytu. Muszę przejść całą kontrolę jeszcze raz, a bramki na loty międzynarodowe znajdują się na drugim końcu lotniska!

Biegnę więc do kontroli, gdzie pojawiam się o 22:50. Za 5 minut ma zacząć się boarding na mój lot. Pokazuję obsłudze i puszczają bramką dla crew. Potem jeszcze automatyczna kontrola paszportowa. Na tablicy sprawdzam, że zmieniła się bramka dla mojego lotu. Lecę więc pod nową bramkę, gdzie jestem dopiero o 23:04. Na szczęście boarding się jeszcze nie zaczął.

Próbuję wbić do saloniku LH, ale każą się wpisać na listę oczekujących. Przede mną 15 osób. Nie uda się skorzystać, bo dostałam wiadomość, że mnie zapraszają do saloniku w połowie boardingu. Przed północą samolot jest gotowy do odlotu, start następuje kilkanaście minut później.

Samolot niewygodny, IFE słabe. Jedzenie bez szału, ale pasta podana na kolację zjadliwa. Podczas lotu były dostępne przekąski – chipsy, ciastka i woda. Przed lądowaniem o 16 w Madrycie załoga podaje… śniadanie :lol: Niestety to jest dość skromne.

Image

Image

W Madrycie pogoda piękna, ciepło, ponad 15 stopni.

Image

Przechodzę z terminala 1 na 2. Chwilę czekam na mój lot landrynką do WAW, który jest o czasie. W WAW temperatura niższa niż na Antarktydzie, więc jestem przygotowana :D

Tak kończy się jedna z najwspanialszych moich podróży.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#20 PostWysłany: 08 Mar 2026 21:18 

Rejestracja: 05 Lip 2021
Posty: 70
Loty: 464
Kilometry: 602 483
Krajów: 70 / 33.8%
Genialna jest Twoja relacja, szkoda, że to już ostatni odcinek bo czyta się ją z zaciekawieniem, no i te zdjęcia robią robotę. Nie tylko Ty zazdrościsz sobie takiej wyprawy, inni też zazdroszczą :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
maxima lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group