Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 18 Lis 2025 20:21 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Osoby, które mnie znają, wiedzą, że darzę ogromną miłością Amerykę Łacińską. Do tego stopnia, że jeśli ktoś zaoferuje mi bilet do Tajlandii za 200 EUR albo za 500 do Ameryki Łacińskiej, to biorę w ciemno Amerykę Łacińską.

Tym razem było podobnie. Z Gwatemalą miałem „otwarte porachunki” za niezaliczenie Tikala; ciekawił mnie Salwador, o którym mało się mówi; a skoro i tak miałem być we Flores, to czemu nie dorzucić jeszcze Belize? Tak więc plan powoli zaczął się klarować.

Daty – jak zawsze – w okolicach moich urodzin, czyli koniec października, połączony z 1–11 listopada, kiedy kończy się sezon huraganów, a zaczyna sezon suchy w większości krajów tropikalnych.
Loty kupione dość tanio na stronie KLM-u, w kombinacji z Copą i Deltą. Do tego dwie krajówki, które ostatecznie wyszły… trzy.

Załącznik:
loty.jpg
loty.jpg [ 77.66 KiB | Obejrzany 3084 razy ]


Hektogodziny spędzone na vlogach z YouTube’a, przewodnikach i blogach o lokalnych atrakcjach, więc plan trasy też był mniej więcej ogarnięty: co zobaczyć, jakie aktywności ogarnąć i – najważniejsze – gdzie zjeść lokalnie i tanio. Wszystko to przy zerowej pomocy ChatGPT/AI.

Mając wszystko przygotowane, został jeszcze jeden – i chyba najważniejszy – punkt tego wyjazdu: ponownie wyrobić amerykańską wizę, bo poprzednia tak się rozkochała w Vancouver, że tam została.

Załącznik:
wiza.jpg
wiza.jpg [ 96.7 KiB | Obejrzany 3084 razy ]

Zanim mnie posłuchasz na razie się nie śmiej
Żenujące przesłuchanie przez robota z ambasady


A kiedy wiza była już w ręku, mogłem zacząć odliczanie dni do wymarzonych wakacji.

4 Kraje: El Salwador, Gwatemala, Honduras oraz Belize gdzie 3 różne języki się plątają: Kastylijski, Majański oraz Angielski.
Multum chicken busów, przesiadek, przekraczania granic lądowo, sporo przypałów ale i super widoków.

Zapraszam do mojej kolejny relacji!

Załącznik:
pac_atl.jpg
pac_atl.jpg [ 156.75 KiB | Obejrzany 3084 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
34 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 18 Lis 2025 21:51 

Rejestracja: 12 Lut 2019
Posty: 1156
niebieski
Przeczytam z ciekawością, nie zapomnij wrzucić dużo zdjęć z zabytków Majów :D
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 20 Lis 2025 20:10 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
O Salwadorze dużo nie wiedziałem.

To znaczy, znałem tylko to, co przez lata pokazywała nam telewizja: przemoc, gangi, pierwszy kraj, który wprowadził bitcoina jako walutę obok USD, no i to, że mają jednego z najmłodszych prezydentów świata (który później stanie się dyktatorem/despotem swojego kraju).

Wiedziałem też, że kiedyś cały region po uzyskaniu niepodległości od Hiszpanii nazywał się Zjednoczonymi Prowincjami Ameryki Środkowej.
No i… tyle.

Na forumku informacje o tym, co właściwie robić w Salwadorze, jak z kroplówki (w sumie, nie pierwszy raz). Po wielu godzinach oglądania vlogów i czytania przewodników w Internecie, zaczął powstawać plan zwiedzania.

Pierwsza nocka w okolicy lotniska — przylot dość późno, możliwy jet lag, lepiej iść szybko spać.
Potem nad Pacyfik: odpocząć przy szumie fal i rumu.
Następnie La Ruta de las Flores, zaliczenie wulkanu (atrakcja nr 1 dla wielu w Salwadorze), a później ucieczka do Hondurasu przez przejście salwadorsko-gwatemalskie w Anguiatu.

Mając to wszystko, mogłem już tylko odliczać dni do urlopu.

Niestety lato w pracy było tragiczne. Ilość debilnych przypadków mnie przerosła robiłem jakieś 150% normy. Dlatego pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było oddanie krwi i zaniesienie kartki do HR-u, „żądać” dwóch dni urlopu.

Spakowany,

Załącznik:
PXL_20251028_175850651.jpg
PXL_20251028_175850651.jpg [ 312.54 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


z paszportem w nowym „ochraniaczu”,

Załącznik:
PXL_20251024_173910958.PORTRAIT~2.jpg
PXL_20251024_173910958.PORTRAIT~2.jpg [ 348.27 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


idę wcześniej spać — po sprawdzeniu, że nie będzie mgły, bo do Amsterdamu wylosowała mi się pierwsza rotacja.

Poranny Uber na krakowskie lotnisko, szybkie mini-śniadanko w saloniku i boarding do AMS.

Skanują moją kartę świeci się na czerwono. Ja już się cieszę, że pewnie upgrade.
Niestety nie.
Pytają o docelowe lotnisko. San Salvador.
Okej, to prosimy o paszport i bilet wylotowy z Salwadoru.
Na szczęście mam (niech żyje Expedia z 24-godzinną możliwością anulacji).

Załącznik:
PXL_20251029_044525028.jpg
PXL_20251029_044525028.jpg [ 320.22 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Goeie Morgen, Vliegende Hollander.

Jeden z dużych plusów statusu Silver w SkyTeam to darmowy wybór dobrych miejsc. Więc biorę pierwsze możliwe z przodu.
Nowy Embraer E2 — trzeba przyznać, miejsca aż nadto. Plus za gniazdka do ładowania w trakcie lotu.

Załącznik:
PXL_20251029_0446152492.jpg
PXL_20251029_0446152492.jpg [ 224.59 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Załącznik:
PXL_20251029_0446205472.jpg
PXL_20251029_0446205472.jpg [ 221.18 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Lot spokojny. Szybki Heineken (w samolocie nie ma czegoś takiego jak „przed 12:00”), i lądujemy punktualnie w Amsterdamie.
Ponieważ czasu mało, omijam punkt widokowy i idę prosto do non-Schengen.
Strzał w dziesiątkę — Schiphol wciąż sobie nie radzi z systemem EES i kolejki są ogromne.

Kontrola ogarnięta, zapisuję się na e-kolejkę do saloniku i spaceruję po terminalu, zagryzając degustacjami goudy, stroopwafli i robiąc ostatnie Duolingo z hiszpańskiego.

Załącznik:
PXL_20251029_073707057.MP.jpg
PXL_20251029_073707057.MP.jpg [ 448.53 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Szybki pobyt w saloniku z pięknym widokiem na tarmac, a w tym czasie telefon brzęczy, że otwiera się mój gate.

Załącznik:
PXL_20251029_073727553.MP.jpg
PXL_20251029_073727553.MP.jpg [ 401.61 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Załącznik:
PXL_20251029_0855083732.MP.jpg
PXL_20251029_0855083732.MP.jpg [ 158.64 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Do Panamy polecimy jednym z najnowszych Dreamlinerów KLM, dostarczonym w czerwcu 2025, o nazwie Anemoon (Zawilec).

Załącznik:
PXL_20251029_094753464.jpg
PXL_20251029_094753464.jpg [ 247.82 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Boarding szybki… dla mnie.
Dla obsługi wesoło.
Pięciu pasażerów, Rosjan z podrobionymi paszportami Wenezueli. Sprawa trafia do policji holenderskiej.
Ja ponownie korzystam z przywileju Silvera i na 11-godzinny lot dostaję miejsce przy wyjściu ewakuacyjnym.

Załącznik:
IMG-20251029-WA0035.jpg
IMG-20251029-WA0035.jpg [ 214.1 KiB | Obejrzany 2918 razy ]

Tak czerwony kurz w czapce, to kurz z Kamerunu jeszcze w-dawniej-kolonii-polski-i-obecnej-wagnerowcow-kamerun-rsa,213,180242

O czasie żegnamy Amsterdam i Europę.

Załącznik:
PXL_20251029_100109195.MP.jpg
PXL_20251029_100109195.MP.jpg [ 183.6 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Ponieważ lot jest dzienny, staram się w ogóle nie spać, żeby nie złapać jet laga.
Czas spędzam na zaległych filmach, rozmowach z kumplami i rodziną na komunikatorach przy darmowym Wi-Fi (śmieszne — zdjęcia przez WhatsAppa nie szły, ale przez Signal już tak), i sprawdzaniu trasy.

Niestety przez huragan Melissę lot znacznie się wydłużył, więc lecieliśmy nad Wenezuelą.

Załącznik:
PXL_20251029_193335400.jpg
PXL_20251029_193335400.jpg [ 242.46 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Pytam chłopaków z Canaimy (a-los-pies-de-canaima-czyli-skok-aniola-w-domu-diabla,212,184022), czy potrzebują lotu ewakuacyjnego — mogę „załatwić” awaryjne lądowanie — ale grzecznie dziękują.

Przylot do Panamy (Tocumen) o czasie.

Załącznik:
PXL_20251029_214320218.MP.jpg
PXL_20251029_214320218.MP.jpg [ 520.39 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Załącznik:
PXL_20251029_214954794.jpg
PXL_20251029_214954794.jpg [ 345.97 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Żegnam się z przemiłą załogą KLM, szybki salonik na rumik, boarding do Copy — i tu już zgon.
Ulewa w Salwadorze zatrzymuje nas na długo. Czekamy na okienko pogodowe.
W trakcie lotu budzi mnie pilot. Mówi coś, co brzmi niefajnie: przez pogodę nie wiadomo, czy wylądujemy w Salwadorze; możliwe przekierowanie do Managui albo Ciudad de Guatemala.
Jestem tak zmęczony, że nawet gdybyśmy spadli, byłoby mi obojętne.

Na szczęście pilotowi udaje się wylądować na lotnisku im. San Óscar Arnulfo Romero y Galdámez słynnego męczennika, o którym opowiem później w stolicy Salwadoru.

Witam się z prezydentem Bukele.

Załącznik:
IMG-20251029-WA0056.jpg
IMG-20251029-WA0056.jpg [ 194.27 KiB | Obejrzany 2918 razy ]


Szybka kontrola paszportowa i… witamy w El Salvador!

Załącznik:
IMG_20251030_090739_378.jpg
IMG_20251030_090739_378.jpg [ 471.96 KiB | Obejrzany 2918 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 22 Lis 2025 19:34 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Transfer już czekał na mnie na zewnątrz. A do tego to piękne, tropikalne combo wilgoci i ciepła — po kilku metrach byłem cały mokry.

W aucie wita mnie klasyczna, lodowata klima, więc jednym szybkim ruchem jedziemy do hotelu przy lotnisku. Szybki check-in, dostaję kurnik numer 26 z wkurzającym ptakiem, który co 10 minut przypominał, że jest obok. Plan, żeby zrobić „dzień brudasa”, przepadł — biorę prysznic i śpię bite 10 godzin.

Załącznik:
PXL_20251030_152031079.MPn.jpg
PXL_20251030_152031079.MPn.jpg [ 395.22 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Rano desayuno típico, czyli klasyczne środkowoamerykańskie śniadanie: fasola, chleb/tortilla, biały ser i jajka.

Załącznik:
PXL_20251030_144639139n.jpg
PXL_20251030_144639139n.jpg [ 594.3 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Krótkie zwiedzanie hotelu i jego ciekawej kolekcji aut,

Załącznik:
PXL_20251030_161304306.MPn.jpg
PXL_20251030_161304306.MPn.jpg [ 456.05 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_161619822.MP.jpg
PXL_20251030_161619822.MP.jpg [ 362.88 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


po czym uciekam na przystanek, gdzie mam złapać autobus do San Luis Talpa i przesiąść się dalej nad morze. Jasne, że mógłbym wziąć Ubera, ale cała frajda polega na spotkaniach z lokalnymi ludźmi. No i staniu się atrakcją autobusu dla dzieciaków. Kilka naklejek Lewandowskiego rozdane, a z kabiny kierowca krzyczy: „Gringo, autobus do La Libertad jest tam!”, pokazując mi busa z piękną grafiką Dragon Ball.

Załącznik:
PXL_20251101_174844961.jpg
PXL_20251101_174844961.jpg [ 614.71 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


No wszystko idzie w idealnym kierunku!

Kolejny chicken bus. Kolejna porcja pięknych historii z lokalsami — jak rolnicy wsiadający w trakcie jazdy, z maczetami, prosto z pola, przy akompaniamencie Baby Shark.

Załącznik:
PXL_20251030_162931376.MP.jpg
PXL_20251030_162931376.MP.jpg [ 286.78 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


A w tle co chwilę majestat Pacyfiku.

Szybki check-in w hostelu, pierwsze lokalne piwko (tragedia) na balkoniku

Załącznik:
PXL_20251030_173412470.PORTRAIT.jpg
PXL_20251030_173412470.PORTRAIT.jpg [ 201.11 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_174900668.MPn.jpg
PXL_20251030_174900668.MPn.jpg [ 478.45 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


i idę zwiedzać okolicę.

Załącznik:
PXL_20251030_183316492.MP.jpg
PXL_20251030_183316492.MP.jpg [ 562.92 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Pierwszy szok: ilość opuszczonych hoteli i kurortów z lat 80–90 (prawdopodobnie po wojnie domowej między rządem Salwadoru a FMLN w latach 1979–1992). Z jednej strony świetne miejsca na urbex, z drugiej dziwna mieszanka dawnego luksusu i obecnej lokalnej biedy.

Załącznik:
PXL_20251030_232318737.jpg
PXL_20251030_232318737.jpg [ 298.97 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Samo miasto też nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Sporo surferów z USA i cała baza turystyczna skupiona głównie na nich. Ale da się złapać zimnego krafta z widokiem na ocean.

Załącznik:
PXL_20251030_184310031.jpg
PXL_20251030_184310031.jpg [ 606.78 KiB | Obejrzany 2804 razy ]

Pierwszy raz widzę Karocę Toyoty Hillux

Załącznik:
PXL_20251030_185933776.MP.jpg
PXL_20251030_185933776.MP.jpg [ 492.05 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
IMG-20251030-WA0030.jpg
IMG-20251030-WA0030.jpg [ 290 KiB | Obejrzany 2804 razy ]

Myślałem ze to lokalny kraft, a okazał się piwem z Hiszpańskiej Girony

Załącznik:
PXL_20251030_190042859.jpg
PXL_20251030_190042859.jpg [ 468.25 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_192818184n.jpg
PXL_20251030_192818184n.jpg [ 270.95 KiB | Obejrzany 2804 razy ]

Ubogie tortas, ale dobre tortas

Załącznik:
PXL_20251030_200109118.jpg
PXL_20251030_200109118.jpg [ 584.01 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_201011181.MP.jpg
PXL_20251030_201011181.MP.jpg [ 515.82 KiB | Obejrzany 2804 razy ]

Kolejny Urbex

I znowu na fale Pacyfiku.

Załącznik:
PXL_20251030_200905877.PORTRAIT.jpg
PXL_20251030_200905877.PORTRAIT.jpg [ 251.3 KiB | Obejrzany 2804 razy ]

Salute

Do dziś nie wiem, czemu wszędzie wiszą izraelskie flagi (Izrael wspierał prawicowy rząd podczas wojny), mimo że w kraju jest spora diaspora Palestyńczyków, jak np. sam prezydent Nayib Bukele.

Załącznik:
PXL_20251030_203206240.jpg
PXL_20251030_203206240.jpg [ 259.23 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_203224522.jpg
PXL_20251030_203224522.jpg [ 550.4 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Nevermind — zakupy zrobione, wracam do hostelu odpocząć przed kolacją.

Wieczorem znów piękny Pacyfik o zachodzie słońca

Załącznik:
PXL_20251030_231231718.MP.jpg
PXL_20251030_231231718.MP.jpg [ 426.68 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_231242208.MP.jpg
PXL_20251030_231242208.MP.jpg [ 422.99 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


i bogata w krewetki kolacja na urodziny: lokalny cóctel de camarones. Typowy salwadorski przysmak — krewetki, cebula, pomidory, kolendra, sok z limonki, sos Worcestershire, ostry sos, sól i krewetki w czosnku.

Załącznik:
PXL_20251030_234501292.PORTRAITn.jpg
PXL_20251030_234501292.PORTRAITn.jpg [ 324.82 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251030_235034079.PORTRAITn.jpg
PXL_20251030_235034079.PORTRAITn.jpg [ 361.58 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zjadłem aż tyle krewetek. Nie żałuję — były przepyszne. Powrót na nocleg i odliczanie do kąpieli następnego dnia.

Na śniadanie znów klasyk, typowe salwadorskie.

Załącznik:
PXL_20251031_151935471.jpg
PXL_20251031_151935471.jpg [ 298.24 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Niestety bez kąpieli — czerwone flagi, silne wiatry i fale dochodzące do 5 metrów. Kąpiel i nauka surfingu przepadły.

Załącznik:
PXL_20251031_150244356.jpg
PXL_20251031_150244356.jpg [ 549.73 KiB | Obejrzany 2804 razy ]

Powiem tak, nie pamiętam kiedy prądy morskie byłby takie moćne ze mnie ciągnęły do morza z brzegu

Nie mając nic do roboty, wracam do centrum La Libertad zabić czas. Spacer od mola do mola.

Załącznik:
PXL_20251031_191939446.MP.jpg
PXL_20251031_191939446.MP.jpg [ 462.14 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251031_192027437.jpg
PXL_20251031_192027437.jpg [ 315.54 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Załącznik:
PXL_20251031_194239566.MP.jpg
PXL_20251031_194239566.MP.jpg [ 350.61 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


W hali rybnej prawie od razu wychodzę — liczba naganiaczy doprowadzała mnie do szału. Ostatecznie ląduję w spelunie na tacosach.

Załącznik:
PXL_20251031_202111767n.jpg
PXL_20251031_202111767n.jpg [ 595.86 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


Jak zawsze w tym regionie — pytanie o ostrość. Odpowiadam „między dobrym a ostrym”, a obsługa ukradkiem patrzy, czy zacznę płakać. Ku ich rozczarowaniu dokładam jeszcze sosu.

Wieczór kończę degustacją lokalnego rumu (muszę przyznać: był obłędny),

Załącznik:
PXL_20251031_232728541.PORTRAIT~2.jpg
PXL_20251031_232728541.PORTRAIT~2.jpg [ 354.96 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


lokalnym przysmakiem — pupusas (placki z serem i dodatkami)

Załącznik:
PXL_20251101_002455850.MPn.jpg
PXL_20251101_002455850.MPn.jpg [ 325.14 KiB | Obejrzany 2804 razy ]


i znowu spać, bo następnego dnia czeka mnie pierwsza większa podróż do Juayúy.
Góra
 Profil Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 24 Lis 2025 20:12 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Żeby dostać się do Juayúy, miałem trzy opcje:
albo wstać przed 6 i złapać pierwszy bus (odpada),
albo czekać do 14 na drugi (odpada jeszcze bardziej),
więc została jazda „do tyłu”, żeby potem wjechać do góry — notabene o wiele szybsza niż połączenie bezpośrednie.

Czyli plan był prosty: najpierw San Salvador, tam przesiadka na busa do Sonsonate, a dopiero stamtąd Juayúa.
Zawsze mogłem wpakować się w transfer, ale wtedy nie byłoby przygody!
A przynajmniej tak mi się wydawało...


Szybkie śniadanie w moim ulubionym „ranchu” obok hostelu, krótka pogawędka ze starym właścicielem, który pamięta wizytę papieża Polaka w Salwadorze (choć nie pamięta którą), oraz wychwały pod adresem prezydenta Bukele — że wreszcie zrobił porządek w kraju. O tempora, o mores...

Droga do San Salvadoru była aż za dobra — jechało się przyjemnie, bez żadnych niespodzianek.

Załącznik:
PXL_20251101_182532423.MP.jpg
PXL_20251101_182532423.MP.jpg [ 403.33 KiB | Obejrzany 2683 razy ]


Przesiadka na przystanku Guadalupe też szybka i sprawna. I wtedy zaczęły się problemy. Zbliżał się weekend przed Día de los Fieles Difuntos (Dniem Zadusznym), więc wszyscy uciekali ze stolicy. Do tego dochodziły liczne remonty na drogach.

Suma summarum — do Sonsonate dojeżdżam z lekkim opóźnieniem. Ale tragedii nie ma, autobus z La Libertad jeszcze nie wyjechał. Czasu sporo, ceny na dworcu miłe dla portfela, więc szybka torta i łapię bus, który dowiezie mnie do Juayúy.

Pierwszy szok: istnieje kolejka, którą wszyscy respektują. Normalnie First In – First Served. Gdy autobus się napełni, odjeżdża, a komitet kolejkowy zostaje i czeka na następny. Robię to samo, żeby mieć miejsce siedzące — i był to świetny pomysł.

Załącznik:
PXL_20251101_214806275.jpg
PXL_20251101_214806275.jpg [ 383.35 KiB | Obejrzany 2683 razy ]


Bo zaczęła się potężna ulewa, ludzie wracający z pracy/uczelni, więc autobus robi się koszmarnie zatłoczony. Zamknięte okna (bo pada), temperatura 35 stopni, pot i duchota tworzą atmosferę nie do opisania. Do tego liczba pasażerów grubo ponad 150% normy... W głowie czarne myśli, że jeśli autobus się przewróci, to koniec. Walczę z klaustrofobią i natarczywie patrzę na mapę w maps.me: „ile jeszcze?!”.

Ale udało się.
Juayúa wita mnie świetną pogodą — chłodniejszą i dużo przyjemniejszą niż ta w La Libertad.

Załącznik:
PXL_20251102_151542716.jpg
PXL_20251102_151542716.jpg [ 252.05 KiB | Obejrzany 2683 razy ]


Załącznik:
PXL_20251101_235551908.jpg
PXL_20251101_235551908.jpg [ 313.6 KiB | Obejrzany 2683 razy ]


Kieruję się do hostelu. Recepcja, jak wszędzie, pyta: „czemu to imię i nazwisko, a paszport polski?”. Tłumaczę po raz tysięczny, że jestem Grekiem, ale polski paszport po prostu bardziej się opłaca.

Załącznik:
PXL_20251102_144629180n.jpg
PXL_20251102_144629180n.jpg [ 437.88 KiB | Obejrzany 2683 razy ]


Idziemy do pokoju, a recepcjonistka pokazuje turecką flagę i mówi ze śmiechem, że dostałem pokój obok „flagi mojego kraju”. Tłumaczę jej, że inny Grek by się za taki żart mocno obraził — to raczej niewiedza niż humor.

Załącznik:
Zrzut ekranu 2025-11-24 183918.jpg
Zrzut ekranu 2025-11-24 183918.jpg [ 25.32 KiB | Obejrzany 2683 razy ]


Zostawiam graty w marnym pokoju i idę na krótki spacer po mieście.
Supermarket po kraftowe piwa, do kawiarni obok po pupusas, i wracam na chill, bo jutro czeka mnie cały dzień na Szlaku Kwiatków.

Załącznik:
PXL_20251102_010526503n.jpg
PXL_20251102_010526503n.jpg [ 442.64 KiB | Obejrzany 2683 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 01 Gru 2025 21:18 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Noc była tragiczna.

Jak wspominałem w opisie noclegu, ten hostel ma tak cienkie ściany, że słychać absolutnie wszystko, co dzieje się na ulicy.

Od nocnej imprezy w lokalu obok, przez głośne auta lokalnych sebixów, po porannego koguta, którego chętnie wrzuciłbym do rosołu, i miejscowe kobiety, które od świtu plotkowały o mężach.

Ale nie ma co marudzić. Szybkie śniadanie i kieruję się na główny plac, skąd zaczynam wycieczkę po miasteczkach Ruta de Las Flores.

Wstęp: czym jest Ruta de Las Flores?

Ruta de Las Flores to jedna z najpiękniejszych tras turystycznych w Salwadorze, znana z kolorowych miasteczek, ulicznych murali, kawowych plantacji i górskich krajobrazów. Trasa prowadzi przez kilka urokliwych miejscowości, takich jak Juayúa, Apaneca, Concepción de Ataco czy Nahuizalco — każda z własnym klimatem, tradycjami i lokalnymi festiwalami. Region słynie z weekendowych food festivalów, trekkingów, wodospadów i świetnej kawy. Idealne miejsce, jeśli chce się zobaczyć spokojniejszą, bardziej autentyczną stronę Salwadoru.

Na początek parę murali z Juayúy.

Załącznik:
PXL_20251102_151655771.jpg
PXL_20251102_151655771.jpg [ 308.66 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251101_235705902.MP.jpg
PXL_20251101_235705902.MP.jpg [ 353.81 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Potem kierunek „dworzec” i „kurczakowy bus” w stronę Concepción de Ataco. To jedno z głównych miast produkujących kawę, a jedna z finc (dawnych hacjend wyspecjalizowanych w kawie), do której łatwo dojechać komunikacją, to El Carmen.

Tym razem w busie było dość pusto, choć dziwnym trafem po kilku minutach trzymałem… opony do auta. Współpasażer miał ręce zajęte dwiema sztukami, więc mi „oddał”. Przypomniała mi się historia @igore, który chyba w Panamie trzymał w autobusie kurczaki.

Kieruję się do fincy. Nawet nie zdążyłem kupić kawy, a już informują, że za chwilę zaczyna się wycieczka.

Oczywiście na początek — historia kawy w Salwadorze.
Od 1871 do 1927 roku czternaście rodzin (Catorce Familias) kontrolowało całą produkcję kawy. Salwador nazywano wtedy „Republiką Kawową”, podczas gdy sąsiedzi byli „Republikami Bananowymi”. Przez wiele lat kawa była filarem gospodarki, czasem odpowiadając za 40–50% PKB. Skutkiem było to, że cała dobra kawa szła na eksport, a lokalnej społeczności zostawały resztki głównie kawa rozpuszczalna. W Salwadorze występuje 45 różnych odmian kawy, z czego trzy są najważniejsze:

Bourbon – kawa o mocnym smaku

Pacamara – bardzo mocna

Geisha – najdelikatniejsza / najlżejsza

Załącznik:
PXL_20251102_161005769.jpg
PXL_20251102_161005769.jpg [ 362.13 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Dopiero w ostatnich 10 latach 15–20% dobrej kawy trafia na rynek lokalny, więc mieszkańcy wreszcie mogą jej spróbować. Na razie głównie przez french press albo dripper.

Listopad to dopiero początek zbiorów, więc jest tego niewiele. Dopiero w grudniu–styczniu zaczyna się prawdziwy młyn — pracują na trzy zmiany. Teraz można tylko zobaczyć fincę.

Większość pracowników (jeśli nie wszyscy) to mieszkańcy Concepción de Ataco, pracujący tu od pokoleń. Widać to też po maszynach — większość pochodzi z początku XX wieku, a firm, które je produkowały, już nie ma.

Załącznik:
PXL_20251102_161712550.MP.jpg
PXL_20251102_161712550.MP.jpg [ 536.02 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_162009272.jpg
PXL_20251102_162009272.jpg [ 285.95 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_162643459.jpg
PXL_20251102_162643459.jpg [ 314.21 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_163255889.jpg
PXL_20251102_163255889.jpg [ 606 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Wycieczka bardzo fajna. Szczególnie moment, w którym pokazują, jak wygląda dobra kawa, a jaką pakują do Starbucksów. Jakość podobna do oregano z polskiego supermarketu.

Załącznik:
PXL_20251102_164341634.jpg
PXL_20251102_164341634.jpg [ 295.77 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_164612729.jpg
PXL_20251102_164612729.jpg [ 670.52 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_170201123.MPn.jpg
PXL_20251102_170201123.MPn.jpg [ 332.33 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_171254671.jpg
PXL_20251102_171254671.jpg [ 272.38 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_171454280.PORTRAIT.jpg
PXL_20251102_171454280.PORTRAIT.jpg [ 254.35 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


A jak wycieczka po fince, to obowiązkowo degustacja kawy z drippera.

Załącznik:
PXL_20251102_172208051.jpg
PXL_20251102_172208051.jpg [ 366.42 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Wycieczka zaliczona, więc czas na spacer po miasteczku.

Załącznik:
PXL_20251102_174253412.jpg
PXL_20251102_174253412.jpg [ 362.2 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_174237969.MP.jpg
PXL_20251102_174237969.MP.jpg [ 332.4 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Przyjemne, choć bardziej chaotyczne niż Juayúa. Każdy znajdzie coś dla siebie:

ładne murale,

Załącznik:
PXL_20251102_175011058.MP.jpg
PXL_20251102_175011058.MP.jpg [ 554.68 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_175015153.jpg
PXL_20251102_175015153.jpg [ 329.28 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_175519639.MP.jpg
PXL_20251102_175519639.MP.jpg [ 609.37 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


lokalny Hop On–Hop Off,

Załącznik:
PXL_20251102_174636045.jpg
PXL_20251102_174636045.jpg [ 271.81 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


kawa na zimno,

Załącznik:
PXL_20251102_184207773n.jpg
PXL_20251102_184207773n.jpg [ 209.5 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


targ z pamiątkami (szczególnie z prezydentem Bukele),

katedra z 1580 roku — Santuario Inmaculada Concepción de María,

Załącznik:
PXL_20251102_190221243.MP.jpg
PXL_20251102_190221243.MP.jpg [ 573.22 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


sklep dla kibiców z Krakowa,

Załącznik:
PXL_20251102_182441347.jpg
PXL_20251102_182441347.jpg [ 329.33 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


oraz punkt widokowy z krzyżem jak na Giewoncie, z panoramą miasta.

Załącznik:
PXL_20251102_181143720.MP.jpg
PXL_20251102_181143720.MP.jpg [ 276 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_181310479.MP.jpg
PXL_20251102_181310479.MP.jpg [ 482.04 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Po wszystkim wracam na „dworzec” i jadę do Apaneki, gdzie na mapie wypatrzyłem punkt z cerveza artesanal — czyli po naszemu kraftem.

Punkt okazał się obok instagramowego miejsca „Albania”. Lokalu od piwa nie znalazłem, ale kawiarnię tak. Pytam, czy mają krafty.

- Sí, sí.
Jak na wszystko przytakują.

Wchodzę, zamawiam, po chwili informują, że może to potrwać, bo mają problem z nalewakiem, i proponują lokalnego sikacza.

Załącznik:
Salvador (14).jpg
Salvador (14).jpg [ 253.43 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Dziękuję - poczekam, bo widok piękny.

Załącznik:
PXL_20251102_195426882.jpg
PXL_20251102_195426882.jpg [ 530.53 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_195431901.jpg
PXL_20251102_195431901.jpg [ 332.55 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_195520153.jpg
PXL_20251102_195520153.jpg [ 411.57 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


W końcu przychodzi Albanian IPA (chwała Bogu za ten typ piwa),

Załącznik:
Albanian IPA.jpg
Albanian IPA.jpg [ 96.1 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


więc piję, obserwuję ludzi i dziwię się, że nie ma tu żadnych jankesów ani innych gringos.

Po piwie wracam do Apaneki. Tu już spokój — mniej aut niż w Ataco, fajnie się spaceruje:

kolejne murale,

Załącznik:
PXL_20251102_224130368.MP.jpg
PXL_20251102_224130368.MP.jpg [ 264.65 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_205818113.MP.jpg
PXL_20251102_205818113.MP.jpg [ 652.69 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


mini ogród z kwiatami typowymi dla Ruta de Las Flores,

Załącznik:
PXL_20251102_205052232.jpg
PXL_20251102_205052232.jpg [ 303.49 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


oraz „duma Madrytu”

.
Załącznik:
PXL_20251102_210056913.MP.jpg
PXL_20251102_210056913.MP.jpg [ 333.61 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Pogoda zaczyna się psuć, więc jadę do ostatniego punktu — Salcoatitan, bo Google Maps pokazało dwa punkty widokowe na wulkany.

Idę do pierwszego. Droga prowadzi pod górę, więc logiczne — punkt widokowy.

Błąd.
Wlazłem na prywatną plantację kawy. Robię zdjęcia pięknych ziaren,

Załącznik:
PXL_20251102_210242725.jpg
PXL_20251102_210242725.jpg [ 344.99 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


aż podchodzi starszy farmer i pyta, czy nie szukam punktu widokowego.

Przytakuję.

Mówi, że tu nie ma żadnego punktu ale zaprasza na piwo.

Stawia mi dwa, gadamy o historii kraju z ostatnich 30–40 lat (wojna domowa, maras, zmiany ostatnich lat), a gdy kłócimy się, kto płaci, parę naklejek z Lewandowskim załatwia sprawę.

Niestety gdy docieram na faktyczny punkt widokowy, jest pochmurno i nic nie widać.

Załącznik:
PXL_20251102_224708086.MPn.jpg
PXL_20251102_224708086.MPn.jpg [ 589.56 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Robi się późno, więc wracam. Na przystanku widzę dwóch gringos czekających na busa.

- Hola!
Zero reakcji. Dobra, ich sprawa.

Obok lokalne babunie robią atol de elote — gorący napój z masy kukurydzianej. Gadamy sobie, obserwuję autobusy, które nawet się nie zatrzymują przy przystanku, a gringos dalej stoją jak słupy.

W końcu jeden z klientów mówi, że jedzie ciężarówką do Juayúy i może mnie podwieźć.

- Genial, cabrón! Vamos!

Macham gringosom i docieram na końcówkę festiwalu kulinarnego, gdzie delektuję się longanizas — wieprzowymi kiełbaskami z limonką, oregano i achiote, z warzywami i grubszą niż w Meksyku tortillą salvadoreña.

Załącznik:
PXL_20251102_225134940n.jpg
PXL_20251102_225134940n.jpg [ 577.81 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251102_221052637.jpg
PXL_20251102_221052637.jpg [ 314.06 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Idealne zakończenie wieczoru.

No, prawie bo nie udaje mi się wejść do lokalnego kościoła Iglesia de Santa Lucía (dość nowego, z połowy XX wieku), a ulewa psuje mi plan na jutrzejszy trekking do Las Siete Cascadas po powalonych drzewach.

Załącznik:
PXL_20251102_220203669.PORTRAIT.jpg
PXL_20251102_220203669.PORTRAIT.jpg [ 465.32 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251103_011214606.MP.jpg
PXL_20251103_011214606.MP.jpg [ 506.99 KiB | Obejrzany 2388 razy ]



C’est la vie.

Rano znów fasolka, ostatnia kawa w Juayúa

Załącznik:
PXL_20251103_162828520n.jpg
PXL_20251103_162828520n.jpg [ 321.21 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


Załącznik:
PXL_20251103_161849969n.jpg
PXL_20251103_161849969n.jpg [ 218.39 KiB | Obejrzany 2388 razy ]


i pakuję się w autobus do kolejnego miasta — Santa Ana.

Załączniki:
PXL_20251102_204719851.jpg
PXL_20251102_204719851.jpg [ 191.6 KiB | Obejrzany 2388 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 02 Gru 2025 09:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2933
Loty: 1025
Kilometry: 2 240 439
Krajów: 144 / 67.3%
HON fly4free
Super klimaciki.
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 02 Gru 2025 12:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 2254
Loty: 396
Kilometry: 703 023
Krajów: 73 / 34.1%
niebieski
Wracają wspomnienia z Salwadoru w 2023 ;) robiłem praktycznie taką samą trasę z tym, że kończyłem nad oceanem :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 02 Gru 2025 21:13 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Dobrze, że poprzedniego dnia poszukałem w mieście „dworca” autobusowego, z którego odjeżdżają autobusy do Santa Any.

W internecie, co strona, to inna bajka, ale legenda głosiła, że „dworzec” jest obok marketu Super Selectos, czyli jakaś większa dziura z dużym parkingiem.

Autobus odjeżdża dokładnie o 12:00 i kieruję się nim do trzeciego co do wielkości miasta w Salwadorze — Santa Any. Miasta, które po zakończeniu wojny domowej w 1992 roku zmagało się z ogromnym problemem lokalnych gangów — maras. Jednak dzięki przelewom od imigrantów z USA oraz polityce „twardej ręki” (mano dura), miasto powoli odbudowuje się i otwiera na nowo.

Dworzec w Santa Anie to taka trochę większa dziura koło stacji benzynowej, a okolica nie wygląda najlepiej. Ale mimo to nie czuję się zagrożony — mało kto zwraca uwagę na gringo z plecakiem, który idzie w stronę noclegu.

Załącznik:
PXL_20251103_211348374.jpg
PXL_20251103_211348374.jpg [ 349.66 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Tak jak wspominałem wcześniej — nocuję w Casa Blanca Tu Casa, i był to strzał w dziesiątkę. Przesympatyczna doña pomaga mi się oswoić z miastem, poleca co zobaczyć, gdzie iść i zapewnia, że sytuacja bezpieczeństwa poprawia się praktycznie z dnia na dzień.

Zostawiam rzeczy, ubrania do prania i idę do centrum. Tam, gdzie Google Maps oznacza na pomarańczowo „stare miasto”.

Załącznik:
PXL_20251103_211429621.MP.jpg
PXL_20251103_211429621.MP.jpg [ 535.97 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Załącznik:
PXL_20251103_212016467.jpg
PXL_20251103_212016467.jpg [ 338.88 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Miasto zostało podbite przez Hiszpanów w latach 1530–1540, ale większość budynków, które widzimy dziś, pochodzi z XVIII wieku — choć i tak tego dawnego kolonialnego stylu zostało niewiele.

W końcu docieram do Parque Libertad , serca miasta. To tutaj znajdują się wszystkie główne „atrakcje”.

Przed zwiedzaniem — szybka torta na lunch — i zaczynam spacer wokół placu w poszukiwaniu ciekawostek.

Załącznik:
Santa Ana (5).jpg
Santa Ana (5).jpg [ 245 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Jedną z nich jest neoklasycystyczny, zielony budynek Teatru Narodowego Santa Any z 1910 roku.

Obok stoi neogotycka Katedra Matki Bożej Świętej Anny (Catedral de la Señora Santa Ana), odbudowana w połowie XX wieku w miejscu pierwszej, XVI-wiecznej świątyni.

Załącznik:
PXL_20251103_223133013.MP.jpg
PXL_20251103_223133013.MP.jpg [ 298.04 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Oczywiście, jak w każdym kościele w Salwadorze, znajduje się tu obraz świętego arcybiskupa Óscara Arnulfo Romero y Galdámeza. W czasie wojny domowej był obrońcą praw człowieka, otwarcie krytykował prawicowych dyktatorów i wspierane przez nich szwadrony śmierci, które mordowały i torturowały lokalną ludność. 24 marca 1980 roku został zastrzelony podczas odprawiania mszy w kaplicy szpitalnej w stolicy. Po latach, w 2018 roku, został kanonizowany w Rzymie podczas Synodu Biskupów.

Załącznik:
PXL_20251103_222622790.MP.jpg
PXL_20251103_222622790.MP.jpg [ 235.37 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Bardzo pozytywne zaskoczenie — w katedrze sporo bezpańskich psów odpoczywa na chłodnej posadzce i nikt nie robi z tego problemu. Ogromny plus!

Załącznik:
PXL_20251103_222016077.jpg
PXL_20251103_222016077.jpg [ 372.93 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Szybkie spojrzenie na ratusz, Palacio Municipal de Santa Ana Centro

Załącznik:
PXL_20251103_221249490.MP.jpg
PXL_20251103_221249490.MP.jpg [ 278.34 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


oraz na Casino Santaneco.

Załącznik:
PXL_20251103_221439219.jpg
PXL_20251103_221439219.jpg [ 295.62 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Mając wszystkie główne miejsca „odhaczone”, a że była dopiero 15:30–16:00, zapytałem w Informacji Turystycznej, co jeszcze można zobaczyć. Po chwili zastanowienia pracowniczka poleciła… jedną z najnowszych atrakcji: hipermarket Walmart.

Załącznik:
PXL_20251103_223950172.MP.jpg
PXL_20251103_223950172.MP.jpg [ 300 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Nie mając nic lepszego do roboty, pojechałem tam, licząc na tanie pamiątki (jak w meksykańskim Playa del Carmen) albo dobry, tani rum. Niestety — ani to, ani tamto.

Załącznik:
PXL_20251103_234204369.MP.jpg
PXL_20251103_234204369.MP.jpg [ 338.46 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Załącznik:
PXL_20251103_234209274.jpg
PXL_20251103_234209274.jpg [ 602.77 KiB | Obejrzany 2229 razy ]


Zaczęło się ściemniać, więc wracam do noclegu, przechodząc jeszcze przez cmentarz, żeby zobaczyć dekoracje po Dniu Zmarłych. Po drodze kupuję krafciki na kolację i idę spać, bo rano czeka mnie wycieczka na jedną z najważniejszych atrakcji Santa Any — wulkan o tej samej nazwie.
Góra
 Profil Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#10 PostWysłany: 03 Gru 2025 00:19 

Rejestracja: 12 Lut 2019
Posty: 1156
niebieski
Super klimaty :D
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
      
Offline
#11 PostWysłany: 03 Gru 2025 08:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 2254
Loty: 396
Kilometry: 703 023
Krajów: 73 / 34.1%
niebieski
Ciekaw jestem jak obecnie wygląda wejście na wulkan ;) w 2023 wchodziło się w grupie z ochroną z uwagi na potencjalne napady. Na górze niestety mocno poganiali ;)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
      
Offline
#12 PostWysłany: 03 Gru 2025 10:20 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Można było wejść bez przewodnika, ale cena była tak niska ze wolałem z nim.
Na początku mówili nam ze nie wejdziemy na szczyt z powodu silnych wiatrów (i parę dni temu jakiś debil się przewrócił tam) ale udało nam się na 20-30 minut.

Także wzdłuż szlaku była policja/jakaś straż gdzie pod koniec musieliśmy się legitymować
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#13 PostWysłany: 05 Gru 2025 12:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Kwi 2017
Posty: 153
Loty: 217
Kilometry: 532 759
Krajów: 55 / 25.7%
niebieski
Super się czyta, byłam rok temu na urodziny-niespodziankę męża :D W finca El Carmen oprowadzał nas ten sam pan :)
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#14 PostWysłany: 05 Gru 2025 20:01 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Doña idealnie zaplanowała zwiedzanie wulkanu Santa Ana – Ilamatepec.
Pobudka o 7:00, śniadanie o 7:15, a o 7:30 wyjście z domu, żeby złapać autobus 248 o 7:45 spod CPN. Prościej się nie dało – i faktycznie, co do minuty autobus 248 podjechał na miejsce. Jedziemy do Parku Narodowego Cerro Verde.

Załącznik:
PXL_20251104_130018504n.jpg
PXL_20251104_130018504n.jpg [ 451.02 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Pierwszy rzut oka na pasażerów i pierwszy raz widzę tylu gringos w jednym miejscu. Czyli trafiłem w dobrym autobusie.
Nadrabiam zaległości w podcastach i zerkam na widoki wulkanicznego regionu.

Załącznik:
PXL_20251104_150424973.jpg
PXL_20251104_150424973.jpg [ 417.15 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Do bramy parku docieramy o 9:30 i od razu krzyczą, że zaczyna się wycieczka. Sprzedawczyni – o dziwo – mówi po angielsku. Informuje, że koszt to 4 USD za przewodnika, 0,50 USD za przekroczenie prywatnej posesji lokalnego „górala” (Zakopane style), plus 3 USD za wejście do parku. Do tego klasyczne info o zakazie posiadania broni, papierosów, szklanych butelek i alkoholu.
A na koniec gwóźdź programu psujący zabawę: silne wiatry i brak możliwości wejścia na krater, bo jakiś „turysta” wlazł mimo zakazu i się przewrócił.

No ale skoro wstałem tak wcześnie, to mój ostatni dzień w Salwadorze… YOLO, idziemy.

Załącznik:
PXL_20251104_161116269.jpg
PXL_20251104_161116269.jpg [ 409.65 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Grupa się zebrała, przekraczamy teren „górala” i poznajemy naszego przewodnika. Przewodnik habla tylko po kastylijsku, a w grupie tylko ja mówię i po kastylijsku, i po angielsku. Zapowiada się wesoło — ale nie pierwszy raz na tym wyjeździe.

Dostajemy podstawowe informacje o wulkanie:

Wulkan Santa Ana, położony 2381 m n.p.m., jest najwyższym wulkanem w Salwadorze. Ostatnie erupcje miały miejsce w latach 1904, 1920 i 2005.

Przewodnik mówi, że trek może być ciężki. Dobrze, że wytrenowałem się na siłce, w maszynie „chodzenie po schodach”.

Częściowo przewodnik rozmawia przez krótkofalówkę o pogodzie, częściowo ze mną, był zachwycony, że „Grek” idzie z nim. Jarał się jak wulkan na Santorini w starożytnej Grecji.

Sam trek wcale nie był ciężki. Nawet ja, gdzie worek kartofli obok mnie miewa więcej energii, dawałem radę bez problemu.

Widoki dodawały mocy. Po drodze widać wulkan Izalco (Salwador ma ok. 100 wulkanów, z czego 20 aktywnych). Izalco, najmłodszy, znany z częstych erupcji w przeszłości, nosi przydomek „Latarni Morskiej Pacyfiku”.

Załącznik:
PXL_20251104_163514573.MP.jpg
PXL_20251104_163514573.MP.jpg [ 385.35 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Załącznik:
PXL_20251104_163837591.MP.jpg
PXL_20251104_163837591.MP.jpg [ 563.2 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Załącznik:
PXL_20251104_170522555.MP.jpg
PXL_20251104_170522555.MP.jpg [ 489.11 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


I wtedy pada najpiękniejsze zdanie dnia, od naszego przewodnika:
Panie i panowie, mamy zgodę na wejście na krater. Jest pogodne okienko. Zero przerwy, idziemy na 150% możliwości!

No to idziemy. Szybkim krokiem docieramy na krater. Policja i strażnicy lasu sprawdzają dokumenty i pozwalają wejść.

Jezioro kraterowe ma ponad 1,5 km długości, a kolor wody świadczy o wysokiej zawartości siarki. Do 2005 roku (ostatnia erupcja wyrzuciła skały wielkości samochodów na ponad 1,5 km, zabijając dwie osoby) można tu było… pływać. Odważni ludzie.

Załącznik:
PXL_20251104_172442419.jpg
PXL_20251104_172442419.jpg [ 538.37 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Załącznik:
PXL_20251104_173231080.MP.jpg
PXL_20251104_173231080.MP.jpg [ 298.67 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Z powodu silnego wiatru i oparów nie możemy zostać na górze długo, ale i tak jestem bardziej niż zadowolony, że się udało.

W drodze w dół marzyłem o zimnym piwie, do momentu gdy słyszę od przewodnika:
¡Cuidado! ¡Serpiente de cascabel!
Słowa cascabel nie znałem, ale serpiente już bardzo dobrze. Oglądam się na boki — i widzę, jak obok mnie przechodzi grzechotnik. Pierwszy raz od dawna miałem taką gęsią skórkę… Taka jest natura.

Schodzimy dalej, autobus podjeżdża, wracamy do Santa Anny, podziwiając jezioro Coatepeque.

Załącznik:
PXL_20251104_195745293.jpg
PXL_20251104_195745293.jpg [ 292.18 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Szybki prysznic w hotelu, guilty pleasure w postaci burgerka w lokalnej wersji KFC, Pollo Campestre,

Załącznik:
Santa Ana (3).jpg
Santa Ana (3).jpg [ 379.82 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


i ponowne podziwianie pięknej katedry.

Załącznik:
PXL_20251104_233634535.jpg
PXL_20251104_233634535.jpg [ 316.7 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Wracając do noclegu,

Załącznik:
PXL_20251104_234257990.jpg
PXL_20251104_234257990.jpg [ 296.13 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


widzę obok Hotel Santorini. Mój drugi grecki akcent w Salwadorze (pierwszy był dzień wcześniej, gdy w markecie jakiś Grek mnie obrażał, bo myślał, że jestem Latino). Po zrobieniu fotki zostałem jednak pogoniony — to lokalny sex hotel.

Załącznik:
PXL_20251104_235319403.jpg
PXL_20251104_235319403.jpg [ 270.52 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Pakuję się, szybki kraft, ostatnia kolacja — pupusy przy akompaniamencie ulubionego albumu Genesis – Live in Rome — i spać.
Bo kolejnego dnia czekają mnie cztery kontrole paszportowe, ponowne zahaczenie o Gwatemalę i kilka przypałów.

Załącznik:
Santa Ana (2).jpg
Santa Ana (2).jpg [ 238.56 KiB | Obejrzany 2095 razy ]


Załącznik:
Santa Ana (1).jpg
Santa Ana (1).jpg [ 416.94 KiB | Obejrzany 2095 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
Astarloa12 uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#15 PostWysłany: 06 Gru 2025 01:00 

Rejestracja: 12 Lut 2019
Posty: 1156
niebieski
Niesamowite widoki :D
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
      
Offline
#16 PostWysłany: 09 Gru 2025 20:37 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Znów poranna pobudka, ale nie aż tak brutalna jak wczoraj.
Dziś w planach przejazd z Santa Any do Copán Ruinas w Hondurasie. 190 km, cztery kontrole graniczne, przejazd przez Gwatemalę. W normalnych warunkach (czyli np. w Europie) zajęłoby to 4–6 godzin komunikacją publiczną. Ja założyłem margines 12 godzin na cały przejazd. I szczerze? Bardzo dobrze oszacowałem czas.

Po śniadaniu żegnam się z doñą, wręczając jej jeden z magnesów z Aten, które miałem w zapasie, i ruszam na dworzec autobusowy.

Załącznik:
PXL_20251105_142440458.MP.jpg
PXL_20251105_142440458.MP.jpg [ 458.23 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Jak to w tym regionie świata — stojąc w chicken busie robisz wrażenie na lokalsach, a jeszcze większe, gdy przewyższasz ich o 30 cm.

Załącznik:
PXL_20251105_142711224.MP.jpg
PXL_20251105_142711224.MP.jpg [ 300.83 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Dojeżdżam na „dworzec”, czyli stację benzynową, znajduję autobus do kolejnego punktu: Metapán, największego miasta przy granicy z Gwatemalą i Hondurasem. Logika podpowiadałaby, że jadąc do Hondurasu, najlepiej przekroczyć granicę Salwador–Honduras. Ale droga przez Gwatemalę jest lepsza i bezpieczniejsza. Za to kierowca ma świetny gust muzyczny — leci sam rock. Przy wyjściu dziękuję mu za podróż i za playlistę.

W Metapánie wsiadam do autobusu z napisem Fronterai numerem 211. Wszystko się zgadza.

No… nie tym razem.

Zawsze pytam, czy autobus jedzie tam, gdzie chcę. Tym razem wsiadłem „na pewniaka”. Po 20 minutach odpalam GPS, coś mi nie pasuje. Pytam współpasażera, czy to autobus do granicy.
No, no, señor. Otro bus.

Szybko do kierowcy z pytaniem, czy może mnie wysadzić jak najszybciej. Wysadza mnie… wśród lasu i plantacji. Środek niczego. Idealnie.

Nie mając lepszego pomysłu, łapię stopa. I ku mojemu zdziwieniu (oraz fartowi) zatrzymuje się… szkolny autobus pełen dzieci wracających z wycieczki. Kierowca nie chce żadnych pieniędzy, gdy opowiadam mu, jak tu trafiłem. W ramach podziękowania dostaje krówki z Polski, a ja staję się atrakcją dla całego autobusu.

Klasyczne pytania: skąd jestem, co tu robię, czy mam żonę, dzieci, rodzinę. Pytam, czy znają Grecję, cisza. Pytam o Polskę, od razu Lewandowski. A jak rozdaję naklejki Lewego, to radość na cały autobus.

Kierowca robi wszystko, żeby tym razem wsadzić mnie do właściwego busa na przejście graniczne Anguiatú. I tym razem się udaje.

Droga dobra, po drodze pozdrawiam w gestykulacjach korporacje odpowiedzialne za największe wojny w regionie,

Załącznik:
PXL_20251105_175021119.jpg
PXL_20251105_175021119.jpg [ 342.33 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


a kierowca wysadza mnie dokładnie przy granicy.

Załącznik:
PXL_20251105_175700836.MP.jpg
PXL_20251105_175700836.MP.jpg [ 285.71 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Kontrola po stronie Salwadoru, szybka i przyjemna. Pytanie klasyczne: dlaczego greckie imię i nazwisko oraz polski paszport. Odpowiadam, a on mówi, że jego córka fascynuje się Grecją i jej krajobrazami. Daję kolejny magnes, a on tak ucieszony, że najchętniej by mnie wziął na barana i przerzucił przez granicę do Gwatemali.

Kontrola w Gwatemali również szybka, z moim ulubionym pytaniem: „pan wchodzi czy wychodzi?”. Od razu przypomina mi się słynne „idę – nie idę”.



Pieczątka. Bienvenidos a Guatemala.

Próbuję doładować gwatemalską kartę SIM (dzięki @marcino123), ale idzie to topornie, nie rozumieją, że już mam kartę i nie chcę nowej. Poddaję się i zaczynam szukać busa do Chiquimuli.

Tutaj nie jest już tak prosto. Brak przystanków, brak oznaczeń jak w Salwadorze. Widzę radiowóz, więc pytam policję. Błąd. Proszą o paszport i zaczyna się mini-przesłuchanie: po co Chiquimula, skoro jadę do Hondurasu, a bliżej jest z Salwadoru. W końcu sami przyznają, że nie mają pojęcia.

Na szczęście właścicielka baru, zaniepokojona, że policja zatrzymała gringo, podchodzi i pomaga. Okazuje się, że autobus to szary Transit, bez numeru i nazwy, z otwartymi drzwiami, kursuje co chwilę. Kupuję lokalnego sikacza, Galo, i po chwili pakuję się do busa.

Załącznik:
PXL_20251105_200859072.jpg
PXL_20251105_200859072.jpg [ 233.94 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Jedziemy przez wszystkie wioski, trąbiąc na przyjazd (jak Family Frost), łapiąc i wypuszczając pasażerów. Oczywiście szybko staję się atrakcją, konduktor zagaduje klasyczne: skąd, dokąd, po co. Przy okazji częstuje mnie chichą: sfermentowanym napojem z kukurydzy, cynamonu, melasy i owoców.

W Chiquimuli kierowca znów się mną przejmuje i wysadza mnie na skrzyżowaniu, skąd jadą busy do przejścia El Florido. Nawet nie zdążyłem się rozejrzeć, a bus już podjechał. Wciskam plecak między nogi i jedziemy. Myślę: „super, szybko do granicy”.

I wykrakałem.

Ledwo wyjechaliśmy z miasta, bus padł. Wysiadamy wszyscy w środku niczego. Kierowca spokojny jak zawsze — mówi, że zaraz przyjedzie kolejny i się zmieścimy. Godziny szczytu, koniec pracy. Nasz poprzedni bus był zapchany — następny jeszcze bardziej. Dla mnie jedyna opcja: stać na zewnątrz busa, trzymając się rury, przy 50–60 km/h, z kierowcą oglądającym TikToki z kotami. Czarne myśli krążyły, ale po 10 minutach stwierdziłem: co ma być, to będzie. Po pół godziny zwalnia się miejsce i do Jocotánu dojeżdżam już względnie normalnie.

Oczywiście robią mnie w konia — ten bus jednak nie jedzie do przejścia El Florido (a ja już zapłaciłem). Przesiadka do kolejnego, który podrzuca mnie pod granicę. Godziny szczytu, autobus pełen dzieci wracających ze szkoły i polsko-grecki maruda marzący o piwie.

Kierowca wysadza mnie przy kolumnie ciężarówek i macha, żebym szedł obok, trafię na przejście.

Załącznik:
PXL_20251105_232026145.jpg
PXL_20251105_232026145.jpg [ 338.45 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Image

Szybka wymiana 10 USD na honduraskie lempiry po fatalnym kursie, szybkie kontrole: najpierw Gwatemala, potem Honduras. Płacę 3 USD podatku.

Załącznik:
IMG-20251106-WA0052.jpg
IMG-20251106-WA0052.jpg [ 214.12 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Bienvenidos a Honduras.

Teoretycznie już z górki. W praktyce, nie do końca.

Ostatni bus do Copán uciekł mi sprzed nosa. Zmartwieni żołnierze szukają mi transportu i ostatecznie pakuję się na pakę pick-upa Straży Granicznej, która podwozi mnie prosto pod hostel.

Załącznik:
PXL_20251105_235056856.MP.jpg
PXL_20251105_235056856.MP.jpg [ 374.66 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Po długich targach, bo nie chcieli pieniędzy, kupuję im po sześciopaku piwa i życzę spokojnej nocy.

Check-in, zostawiam plecak i lecę do knajpy, która według Reddita ma krafty. Niestety typowo turystyczna: 90% ludzi mówi tylko po angielsku, kelnerka zdziwiona, że proszę o menu po hiszpańsku i zamawiam w tym języku. Típico Copán z grillowaną wołowiną, blond ale,

Załącznik:
PXL_20251106_022213939n.jpg
PXL_20251106_022213939n.jpg [ 502.01 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


szybki spacer po graffiti,

Załącznik:
PXL_20251106_010522693.jpg
PXL_20251106_010522693.jpg [ 360.85 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Załącznik:
IMG-20251105-WA0019.jpg
IMG-20251105-WA0019.jpg [ 324.48 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


Załącznik:
IMG-20251105-WA0027.jpg
IMG-20251105-WA0027.jpg [ 297.23 KiB | Obejrzany 1904 razy ]


wypad do marketu po krafty i wreszcie powrót do hostelu na zasłużony sen.
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#17 PostWysłany: 15 Gru 2025 20:55 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
Wczesna pobudka i ruszam do miasta w poszukiwaniu śniadania.

To, co króluje w Copán, to malowidła przedstawiające symbol narodowy Hondurasu, papugę arę (macaw).

Image

Image

Image

Image


Jest ona tak popularna, że znajdziemy ją nawet na banknocie 200 lempir.

Image

Pierwsze wrażenie miasteczka o poranku jest bardzo pozytywne. Czysto, sporo emerytów na wakacjach i policja z solidnym uzbrojeniem pilnująca porządku. Być może właśnie dlatego tylu starszych turystów wybiera to miejsce.

Znajduję lokalną knajpę, zamawiam po raz kolejny śniadanie típico i chyba był to ostatni raz, kiedy zjadłem taki posiłek na śniadanie. Ale o tym później.

Image

Do wejścia do muzeum archeologicznego jest tylko krótki spacer. Tuktuki oferują mi podwiezienie, ale dziękuję, pogoda dopisuje, a kilka kroków dobrze zrobi.

Image

Image

Jest tak wcześnie, że nawet stoiska z pamiątkami są jeszcze zamknięte, co dobrze wróży.

Kupuję bilety wstępu do parku i do tuneli, i zaczynam zwiedzanie.

Pierwszych „lokalsów” spotykam już po chwili, to oczywiście papugi ary, które mieszkają tutaj przed wypuszczeniem ich do tropikalnego lasu.

Image

Image

Są tablice informujące o zakazie karmienia oraz o ich historii.

Image

Image

Największą atrakcją są jednak dwie papugi: jedna krzyczy „pendejo”, a druga „Hello Moto”, motyw z reklam Motoroli. Widać, że pracownicy parku solidnie je wyszkolili.

Wracając jednak do samego parku, Copán to miasto Majów, położone najdalej na wschód (znane dotąd) w tym regionie świata.

Image

Image

Image

Obecny stan zawdzięczamy pracom archeologicznym rozpoczętym w 1953 roku, a w 1980 Copán zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Image

Image

Momentami można się tu poczuć jak Indiana Jones wśród ruin.

Image

Image

Image

Było to jedno z największych i najważniejszych miast Majów. Może nie tak ogromne jak Tikal ani tak rozległe jak Chichén Itzá, ale słynie z hieroglifów wyrzeźbionych w kamieniu.

Największym szokiem był dla mnie brak ludzi, dosłownie. Przez większość czasu byłem sam, oczywiście poza pracownikami parku pilnującymi porządku i archeologami.

Najbardziej okazałe schody prowadzące do centrum, zwane Schodami Hieroglifów, zawierają ponad 2500 znaków. To najdłuższy znany zabytek piśmiennictwa Majów i jednocześnie najbardziej rozpoznawalny element Copán. Niestety można je oglądać tylko z dołu.

Image

Image

Image

Na samo zwiedzanie warto przeznaczyć około 2 godzin, najlepiej z przewodnikiem lub e-przewodnikiem.

Tunele to dodatkowe 20 minut. Liczyłem na coś więcej, może podziemne miasto, a okazało się, że pokazują jedynie, jak niektóre miejsca wyglądały przed rekonstrukcją.

Image

Image

Image

Ciekawe, ale raczej niewarte dodatkowych 15 USD. Cóż, człowiek uczy się na błędach.

Zadowolony z wizyty wychodzę z parku i wracam do Copán. Krótki postój na napój „z benefitami” (rumik) i ruszam sprawdzić miejsce polecane w vlogach, gdzie można kupić lokalne produkty.

Image

Jak już wspominałem przy okazji jedzenia, The Tea & Chocolate Place to idealne miejsce, by poznać lokalne wyroby: miód, ostre sosy, czekoladę czy wanilię, i to w formie degustacji.

Image

Image

Zamawiam kakao i chilluję, podziwiając widok na góry Copán.

Image

Wracam do hotelu na zasłużony odpoczynek przy piwkach,

Image

Image

siedząc obok młodzieży (czując się jak Steve Buscemi w słynnym memie). Wieczór kończy się lokalnym przysmakiem, baleadą:

Image

tradycyjnym daniem Hondurasu z pszennej tortilli wypełnionej rozgniecioną fasolą, kremowym serem, pokruszonym queso duro (słony, twardy ser) oraz innymi dodatkami.

I to były ostatnie dobre chwile tego dnia.
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#18 PostWysłany: 20 Gru 2025 17:59 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26131
Loty: 690
Kilometry: 902 191
Krajów: 85 / 39.7%
W nocy zaczęły się problemy żołądkowe. I wtedy dotarło do mnie, że nie mam już 20–25 lat, mogę zjeść wszystko i być okej. Nie. Skutki piątego grzechu głównego dopadły mnie bez zapowiedzi i całą noc praktycznie spędziłem w toalecie, prowadząc egzystencjalny dialog z porcelaną.

Poranny plan zwiedzenia nowej knajpy i opisania jej poległ śmiercią naturalną. Zostałem z kulinarnym dream teamem rekonwalescenta: izotonik, biszkopty i ciepła Coca-Cola. A wisienką na torcie był fakt, że tego dnia czekała mnie podróż do stolicy Gwatemali. Niby 230 km, niby 3–4 autobusy… ale znając przygody z poprzednich dni oraz fakt, że spałem może łącznie 40 minut, wiedziałem, że wszechświat ma wobec mnie inne plany.

Zostawiam klucz w recepcji i ruszam w kierunku „dworca autobusowego”, skąd miałem złapać busa do granicy. Tym razem poszło względnie gładko (patrz: brak jazdy na przyczepie), choć oczywiście bez atrakcji się nie obyło. Na przykład takich jak przesuwne drzwi busa, które w trakcie jazdy postanowiły odejść w siną dal. Razem z kierowcą zamontowaliśmy je na dachu, słowo „zamontowaliśmy” używam tu bardzo kreatywnie.

Na granicy klasyka gatunku: te same pytania, czy wchodzę czy wychodzę, pieczątka, uśmiech i jazda dalej. Pakuję się do busika do Jocotánu, tam szybka przesiadka i jakoś, cudem, docieram do Chiquimuly. Kolejna przesiadka do autokaru w kierunku miasta Gwatemala, wszystko idzie podejrzanie dobrze.

I to był ostatni moment, kiedy los udawał, że jest po mojej stronie.

Kierownik autobusu twierdził, że dojedziemy w 4 godziny. Google Maps było jeszcze bardziej optymistyczne i mówiło o 3. W związku z tym nie zabrałem zbyt wiele jedzenia. Błąd. Kardynalny.

Widząc, że to autokar, naiwnie założyłem, że pojedziemy sprawnie, bez miliona postojów. Otóż nie. Prawie co 200–400 metrów ktoś wsiadał. Albo wysiadał. Albo tylko zapytał, czy to ten autobus. Do tego dochodziły epickie korki oraz dwie rutynowe kontrole dokumentów, podczas których wojsko wyjątkowo mocno zainteresowało się moją osobą, zadając pytania z kategorii „a po co pan tu w ogóle jest?”.

Finalnie jechaliśmy równe 6 godzin. A kiedy myślałem, że gorzej już być nie może, okazało się, że dworzec autobusowy znajduje się jakieś 15 km od centrum miasta, w środku niczego, przy galerii handlowej.

Uber? Albo brak dostępnych kierowców, albo wyceny rzędu 30–40 USD za 15 km. Moja wewnętrzna cebula nawet nie podjęła negocjacji.

Łapię lokalnego busa i jedziemy dalej. Tempo: jak krew z nosa. Korki takie, że 15 km robimy prawie 3 godziny. W międzyczasie zdążyłem przemyśleć swoje życiowe wybory, dzieciństwo i przyszłość.

Summa summarum, do hotelu koło lotniska docieram o 20:00 zamiast planowanej 17:00. A że następnego dnia mam lot o 6:00 w kierunku Flores, to padam na łóżko jak trup i zaliczam zgon w mniej niż pięć minut.
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
tom971 uważa post za pomocny.
 
      
Online
#19 PostWysłany: 21 Gru 2025 02:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 3260
Loty: 571
Kilometry: 1 086 037
Krajów: 93 / 43.5%
srebrny
-- 21 Gru 2025 01:49 --

Witaj w gronie seniorów. My też tak mamy;-)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#20 PostWysłany: 21 Gru 2025 21:20 

Rejestracja: 12 Lut 2019
Posty: 1156
niebieski
Copan jest świetny, szkoda że poza popularnymi szlakami. Ze swojej strony mogę jeszcze polecić zwiedzanie muzeum, które znajduje się przed wejściem, m.in. ze zrekonstruowaną świątynią i świetnymi stelami.
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group