Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 28 Cze 2016 10:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2014
Posty: 12
Loty: 63
Kilometry: 108 582
Krajów: 15 / 7.0%
Wybierając Sycylię na spędzenie wakacji nie sądziłam, że tak szybko mnie zauroczy. Nawet najbardziej wybredny podróżnik znajdzie tu coś dla siebie. Krajobrazy, miasta i ludzie. Cudowne plaże w malutkich zatoczkach z przejrzyście turkusową wodą, góry - z Etną na czele, wspaniała architektura, starożytne ruiny i malownicze miasteczka, zwłaszcza te na wschodzie wyspy, do których sam dojazd przyprawia o drżenie kolan. Tyle tysięcy lat historii spogląda na nas, że nie sposób pominąć Sycylii w podróżniczych eskapadach.
Lecimy do Trapani na początku czerwca. Przez pierwsze 7 dni eksplorujemy zachodnią część wyspy, potem wypożyczamy samochód i kolejne 3 dni spędzamy w cieniu Etny.

TRAPANI
Trapani stało się naszym domem przez tydzień. Urocze miasto zbudowane w czasach rzymskich, u którego podstawy wznosi się góra Erice. Miasto w starożytności było portem dla Erice, a od średniowiecza było jednym z najważniejszych portów Morza Śródziemnego. Słynęło z połowów tuńczyka (jak i zresztą cała okolica), a jadąc na północ wzdłuż linii brzegowej, przez San Vito Lo Capo aż do Scopello i dalej do Castellammare del Golfo, znaleźć można przy plażach opuszczone ruiny po starych fabrykach tuńczyka.
Poznaliśmy miasto z każdej strony, schodziliśmy je wzdłuż i wszerz. Stare Miasto otoczone jest murami a w środku wąskie uliczki - to klimat, który lubię najbardziej :-)
Zakochałam się w zachodach słońca, które zazwyczaj oglądaliśmy na plaży albo przy Torre de Ligny - na samym końcu cypla.
Image
Początek czerwca to czas, kiedy jeszcze nie ma tłumów turystów a plażować (ze względu na wysokie temperatury) jak najbardziej można. Miejska plaża przy murach miasta w sezonie musi być bardzo zatłoczona, teraz zaledwie było kilku kąpiących się. My i tak jednak znaleźliśmy miejsce zupełnie inne. Niedaleko wejścia do portu, na samym końcu wąskiego skrawka ziemi, stoi Villino Nasi - dom polityka i ministra Trapani z przełomu XIX i XX wieku. Poza jednym panem siedzącym przed budynkiem, nie było nikogo. Cisza i spokój, czyściutka woda (choć dno trochę kamieniste) i prażące słońce :)
Image
W lokalnych piekarniach poznaliśmy smak "arancini", z którymi nie rozstawaliśmy się już do końca pobytu. To przepyszne kulki z ryżu, otoczone w bułce tartej. W środku mogą mieć nadzienie bolońskie, z szynką i mozarellą lub grzybami. Bardzo pożywna przekąska i co najważniejsze - tania.
Image
Trapani to w końcu świetna baza wypadowa, żeby poznać zachodnią część Sycylii i popłynąć na Wyspy Egadzkie.
Image,
Image,
Image,
Image

ERICE
Średniowieczne miasteczko położone na szczycie Monte San Giuliano. Wzgórze to, w starożytności zwane Eryks, było poświęcone Afrodycie. Potem, w średniowieczu przybyli Normanowie, którzy zburzyli antyczne świątynie i wybudowali miasteczko, które stoi do dziś. Miasteczko z murami obronnymi , kamiennymi domami, wąskimi uliczkami z wyślizganą kostka brukową, zamkami jak z bajki i... widokami zapierającymi dech. Podobno przy idealnej pogodzie i bardzo dobrej widoczności można zobaczyć zarys Etny! Nieziemskie widoki zaczynają się już w kolejce linowej, którą można się dostać do Erice wprost z Trapani. Bilet kosztuje 9 euro w obie strony i naprawdę warto skorzystać z tej opcji. Ta cena to nic w porównaniu do tego, że po przekroczeniu bramy miasta cofasz się nagle o 1000 lat. A na samej górze patrzysz z jednej strony na całe Trapani i Egady, a z drugiej na północne wybrzeże i charakterystyczną Monte Cofano.
Image
W dole Trapani a w tle Egady: pierwsza z prawej Levanzo, obok Favignana i z tyłu Marettimo

Image
Image
Warto przysiąść na chwilkę w jakiejś cukierni, wypić kawę i skosztować miejscowych wypieków.
Panuje tu specyficzny mikroklimat, trochę chłodniej niż w Trapani i bardzo często miasto jest zasnute mgłą, tworząc tajemniczy, średniowieczny klimat. My mieliśmy szczęście (a może i nie...?) w dniu w którym byliśmy w Erice niebo było bezchmurne. Niewielkie obłoki zaczęły się tworzyć nieco poniżej wzgórza, by po południu całkowicie przykryć wierzchołek. I tak było codziennie, za każdym razem, gdy mój wzrok kierował się na wzgórze, ono było przykryte delikatną warstwą chmur.
Image,
Image,
Image

FAVIGNANA
Jedna z Wysp Egadzkich, na którą można się dostać wodolotem lub promem z portu w Trapani. Koszt: nie całe 20 euro w dwie strony. Dla nas - raj na ziemi z krystalicznie czystą wodą
Image
Ten błękit to nie photoshop, ta woda naprawdę tak wygląda! :-)
Wyspę najlepiej zwiedzić na rowerze, tak też robimy. Po przypłynięciu, od razu w porcie wypożyczamy rowery za 5 euro na cały dzień. Jedziemy na wschód wzdłuż wybrzeża, zatrzymując się po drodze przy małych zatoczkach i plażach chłodząc się w turkusowej wodzie. I tak, pierwsza to Cala Rossa
Image
dalej Spiaggia Bue Marino
Image
Image
Cala Azurra
Image
Lido Burrone
Image,
Image
i z powrotem wracamy do portu. Zjechaliśmy jedną część wyspy, na drugą brakło czasu i sił. Upał skutecznie zniechęcił nas do dalszej przejażdżki, a także fakt, że za ok. 2 godz. mieliśmy prom powrotny. Pojechaliśmy odpocząć na plażę niedaleko muzeum tuńczyka, tuż przy porcie.
Image
Jednak i tam upał był nie do zniesienia. Oddaliśmy rowery i poszliśmy na duuuże lody do centrum miasteczka.
Image,
Image,
Image
Favignana wywarła na nas strasznie pozytywne wrażenie. Tak bardzo, że zastanawialiśmy się, czy tu nie wrócić na następny dzień i dokończyć objazd wyspy tym razem z drugiej strony... Ale po przeanalizowaniu mapy wieczorem, wybraliśmy inny wariant...

LEVANZO
Image
Druga z Egad, znacznie mniejsza niż Favignana i bardziej górzysta. Tam nie było rowerów, za to przeszliśmy wyspę z południa na północ i z powrotem - pieszo. Opatrzność nad nami czuwała i akurat tego dnia niebo nad Lewanzo było zachmurzone. I całe szczęście, bo nie wyobrażam sobie wchodzenia pod górę w piekącym słońcu. Cel był jeden - Grotta del Genovese, w której są malowidła sprzed 15 tys. lat. Opracowaliśmy plan dojścia do groty, cała odległość od portu wyniosła jakieś 3 km, ale pod górę, co przy 30 stopniach i sporej wilgotności było trochę męczące.
Po dotarciu na miejsce okazało się, że oczywiście grota jest zamknięta, było to do przewidzenia :-) W porcie widziałam biuro, które oferowało wycieczki do groty tylko z przewodnikiem. Widocznie tylko ten przewodnik miał klucze otwierające kratę i ciężkie żelazne drzwi.
Image
Dla wszystkich chętnych - dotrzeć tam można na 3 sposoby: 1. piechotą, 2. jeepem (ale tylko do pewnego momentu, zejść do groty i tak trzeba na nogach), 3. od strony morza - łodzią. Taka przyjemność to koszt 25 euro/os.
Nie zniechęcił nas fakt, że nie zobaczyliśmy malowideł, raczej krążąca wciąż adrenalina i to, co widzieliśmy dookoła nie popsuło nam humorów. Widoki - jak zwykle powalające i co najważniejsze: od momentu wyjścia z miasteczka nie spotkaliśmy żywego ducha (poza uciekającymi jaszczurkami). Kilka godzin z dala od cywilizacji, wśród otaczającej przyrody - dla takich chwil warto żyć.
Image,
Image,
Image
Wróciliśmy do portu, ale że mieliśmy jeszcze sporo czasu do przypłynięcia naszego wodolotu, poszliśmy odkrywać wyspę dalej, tym razem, z drugiej strony - wzdłuż wybrzeża. Sytuacja ta sama: po oddaleniu się od portu wszyscy ludzie nagle zniknęli.
Image,
Image
Wyspa ma wiele do zaoferowania. Choć nie jest duża, można się zmęczyć przemierzając ją wzdłuż i wszerz. Dobrze oznakowane szlaki ułatwiają wędrówkę a widoki zapierają dech.
Wieczorem wróciliśmy do Trapani, zmęczeni, ale szczęśliwi i bogatsi o nowe wrażenia.
Image,
Image

REZERWAT ZINGARO
Rezerwat był od samego początku na mojej liście "must see", nie było opcji by go nie zobaczyć. Udajemy się tam naszym już wypożyczonym autkiem, "czerwonym ferrari" :-)
Image
Docieramy od strony północnej, po drodze zatrzymując się w San Vito Lo Capo. "Rzucamy okiem" na (podobno) najpiękniejszą plażę na całej Sycylii. Rzeczywiści, sporo w tym racji: biały piasek, długa i szeroka plaża, turkusowa woda zachęcają do dłuższego zatrzymania się, my jednak wolimy bardziej wyludnione miejsca.
Image
Wstęp do rezerwatu kosztuje 5 euro i można za tą cenę spędzić tam cały dzień. Szlak ma ok. 9 km i zaczynając go od strony San Vito kończy się w Scopello. Jest kilka sposobów przejścia rezerwatu: 1. brzegiem morza, 2. trochę powyżej - wytyczoną ścieżką z możliwością zejścia do plaż, 3. lub można udać się zupełnie w głąb rezerwatu, odkrywać góry, groty w skałach i podziwiać endemiczne rośliny, które występują tylko tam. Trzecia opcja jest idealna - ale na marzec lub kwiecień...
Teraz wybraliśmy opcję drugą i... przeszliśmy jakieś 2 km... A żeby uchronić się przed udarem, w pośpiechu szukaliśmy cienia. Resztę dnia spędziliśmy wylegując się na jednej z plaż rezerwatu, chłodząc w morzu spalone ramiona. Żałuję, że nie przeszliśmy szlaku do końca, 9 km spaceru, zwłaszcza w takich okolicznościach, to żaden wyczyn. Niestety temperatura nie do zniesienia brak cienia skutecznie zniechęciły. Jest powód by tam wrócić :)
Image,
Image,
Image,
Image,
Image

ETNA - W KUŹNI HEFAJSTOSA ;-)
Czas na zmianę lokalizacji. Jedziemy na wschód wyspy, przed nami 350 km, wybieramy drogę biegnącą południem. Miałam w planach postój przy Scala dei Turchi (białe wapienne klify na południowym wybrzeżu) i w Dolinie Świątyń pod Agrigento. Niestety, świątynie muszą zaczekać do następnej wizyty... Roboty drogowe i fakt, że trochę pobłądziliśmy, spowodowały, że straciliśmy cierpliwość i zrezygnowaliśmy z nadrabiania kilkunastu km. Za to do Scala dei Turchi udało się trafić bez problemu :)
Image
Nocleg mieliśmy zarezerwowany niedaleko miejscowości Mascali, właściwie u podnóża Etny. Te kilka dni pod wulkanem spędziliśmy relaksując się niż forsując. Leżak to ulubiony mebel, a basen najlepsza forma schłodzenia rozgrzanego ciała.
Miały być Syrakuzy i Noto, miała być Taormina i wąwóz Alcantara. Była Etna i Savoca - miasteczko gdzie kręcono zdjęcia do słynnego Ojca Chrzestnego.
Być może to przez Sirocco - suchy i gorący wiatr wiejący znad Sahary, o którym jeszcze wtedy nie mieliśmy pojęcia, że będzie wiał, a który podobno powoduje, że ludzie stają się nerwowi i jacyś nieswoi... :-) A może po prostu świadomość, że w Syrakuzach, mieście na południowym-wschodzie, temperatura miała sięgać 33°C (muszę w tym miejscu dodać, że odczuwalna to co najmniej 40°C) To już zupełnie uświadomiło mi, że czerwiec to nie jest najlepszy miesiąc na czynne zwiedzanie i bycie w ciągłym ruchu.
Co do Taorminy... wjechaliśmy na samą górę, pod bramę miasta, szukając po drodze miejsca do zaparkowania. Niestety - jak się okazało - odbywał się w mieście festiwal filmowy... Chyba nie mogliśmy gorzej trafić.
Odżałowałam Taorminę i obraliśmy kierunek - Savoca. Miasteczko zauroczyło mnie zanim jeszcze wysiedliśmy z auta. Małe, ciche, bez tłumów (jedynie autokar z grupą turystów z Polski, w dodatku minęliśmy się z nimi, bo akurat wyjeżdżali :) ) i oczywiście widoki...
Image,
Image,
Image,
Image
Wschodnia część wyspy różni się znacząco od zachodniej pod względem krajobrazowym. Tutaj góruje Etna a na jej zboczach gęsto usiane wioski. Jak dla mnie - przygoda pierwszorzędna, ponieważ jazda samochodem to albo wspinaczka pod górę, albo dziki zjazd w dół. Miałam obawy czy nasze "ferrari" da radę, ale muszę przyznać, że spisało się na medal. Nie straszne mu były serpentyny i wjazd na Etnę na 1900 m n.p.m.
A co do samej Etny - no tak - punkt kulminacyjny i najbardziej emocjonujący. Zdobyliśmy wulkan ale tym bardziej leniwym sposobem czyli: z parkingu przy Rifugio Sapienza (1900 m n.p.m.) jechaliśmy kolejką na 2500 m n.p.m. a potem buso-jeepem na ok. 2900 m n.p.m. Cała ta przyjemność kosztowała 63 euro. Pakiet obejmuje przewodnika, który tak naprawdę nie jest potrzebny, ale "obligatoryjnie" każdy za niego płaci. Na samej górze można chodzić po okolicznych kraterach ( a jest w czym wybierać) czytałam nawet, że na własną odpowiedzialność niektórzy wybierali się do krateru głównego (3340 m n.p.m.)
W dniu, w którym my byliśmy pogoda (jeśli chodzi o widoczność) była idealna. Lepiej nie można było trafić. Ani jednej chmurki na niebie, wszystko było pięknie wdać. Ale wiatr... Powiem szczerze - pierwszy raz doświadczyłam takiej siły żywiołu. Stojąc na krawędzi krateru miałam wrażenie, że zdmuchnie mnie do środka. Ciężko było oddychać, co dopiero rozmawiać.Problemem było utrzymanie aparatu w rękach. No i ten pył, który był dosłownie wszędzie: w oczach, nosie, ustach... Parę lat temu wchodziłam na Wezuwiusza i już wtedy wydawało mi się, że strasznie tam wieje. Teraz wiem, że tamten wiatr to był zefirek w porównaniu do tego na Etnie :-) Podziwiałam ludzi, którzy zdecydowali się na wspinaczkę o własnych siłach. Być może nie jest to trudna góra i nie wymaga jakiejś super kondycji, ale wiatr zdecydowanie utrudnia podejście.
Sam wulkan robi wrażenie, z pewnością będąc na Sycylii grzechem byłoby tam nie być. Jest to niejako wizytówka wyspy.
Image,
Image,
Image,
Image,
Image
Po "wietrznym" dniu na wulkanie wracamy do domu, tam przynajmniej jest cicho i nie wieje, jeszcze...
Następnego dnia rano pakujemy się i ruszamy do Trapani. Stajemy się "bezdomni", bo ostatni nocleg spędzamy w aucie. Stwierdziliśmy, że skoro wcześnie rano jest wylot, nie będziemy rezerwować dodatkowego noclegu. Zwłaszcza, że o 7.00 byliśmy umówieni na lotnisku z panem z wypożyczalni, na zwrot naszego "ferrari".
Wracając do Trapani, tym razem wybieramy przejazd stroną północną. Chcemy zatrzymać się po drodze w Cefalu, ale niestety wszystkie nasze plany tego dnia spełzły na niczym.
Wcześniej wspomniany sirocco w tym dniu miał chyba swoje apogeum. Zjazd z autostrady do Cefalu był zamknięty przez pożar. Jak się później okazało płonęła cała północna Sycylia. Temperatura sięgała 50°C. Jak wysiedliśmy na moment na stacji benzynowej uderzyło nas powietrze gorące jak z rozgrzanego piekarnika.. Widzieliśmy jak żywioł opanowuje zbocza porośnięte trawą i drzewa. Wyznaczono objazdy, bo autostrada na poszczególnych odcinkach była zamknięta. Czas podróży wydłużył się do 5 godzin.
Do Trapani dotarliśmy w godzinach sjesty. Wiatr nie ustawał, dopiero pod wieczór się uspokoiło. Ostatni wieczór spędziliśmy w knajpie oglądając mecz Polska-Niemcy, a wśród klientów lokalu przeważali Polacy i 4 Niemców :-)
Późnym wieczorem pojechaliśmy w stronę lotniska szukając jakiegoś miejsca po drodze, by się zatrzymać i przetrwać do rana. Mieliśmy świadomość, że za kilka godzin będziemy siedzieć w samolocie, w drodze do domu. Szkoda, bo czułam lekki niedosyt, mogłabym tam zostać jeszcze trochę.

Lecąc z początkiem czerwca na Sycylię, spodziewałam się, że będzie gorąco, ale nie sądziłam, że nawet dla mnie będzie to tak uciążliwe... Piszę "nawet", bo ja przecież jestem "ciepłolubna"!!! Wychodzę z założenia, że wolę się dwa razy spocić niż raz zmarznąć :-) Żar lejący się z nieba niestety zweryfikował nieco plan podróży. Nie udało nam się zobaczyć kilku miejsc, w których być chciałam :) ale jest to niejako powód do tego by tam wrócić. Choć na kilka dni, ale w chłodniejszych miesiącach, np w październiku lub maju :-)

Jadąc w jakąkolwiek podróż zawsze chcę z niej wynieść jak najwięcej, wycisnąć jak cytrynę, zobaczyć ile się da, chłonąć miejscowy klimat, być częścią danego miejsca. Zawsze wracam bogatsza o nowe doświadczenia i przeżycia i szczęśliwsza, że mogłam przeżyć coś, czego nie doznałam wcześniej.
Na Sycylii doświadczyłam życzliwości Sycylijczyków, cieszyłam oczy pięknymi krajobrazami i smakowałam wyśmienitą kuchnię śródziemnomorską. Poznałam, jak to jest, gdy wieje sirocco, kiedy temperatura sięga 50°C a pożary spalają część Sycylii. Objadałam się najpyszniejszymi pomarańczami na świecie i zakochałam się w zachodach słońca. I właśnie dla tych zachodów postanowiłam, że na pewno tam wrócę :-)
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group