Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 19 Kwi 2015 04:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2015
Posty: 145
Loty: 69
Kilometry: 121 425
Krajów: 22 / 10.3%
Kambodża to Angkor. Takie wrażenie odnieśliśmy podróżując przez miesiąc po Południowo-Wschodniej Azji: pełne samoloty turystów na trasie Bangkok-Siem Reap (no, ci bardziej budżetowi wybierali autobus, a historie o trudach przekroczenia granicy słychać w każdej knajpie na Pub Street), a potem tuk tuk, wschód słońca w Angkor Wat, potem Bayon, Ta Prohm... Małe kółko dnia pierwszego, duże drugiego, trzeci dzień nad Tonle Sap i ucieczka z powrotem do cywilizacji, bo jak plaże, to tylko w Tajlandii...
No to tu trafiło na dziwną parę: nikt mnie końmi na tajskie wyspy nie zaciągnie. Niech i wyjdę na uparciucha i dziwadło, ale wszystkie opowieści o imprezowaniu na Phuket i zdjęcia milionów turystów na Koh Phi Phi napawają mnie zgrozą. Plaża tak, ale nie tam! Kilka wieczorów na forach, wpisy na blogach pokazujące piękne i puste plaże kambodżańskich wysp i decyzja podjęta - kierunek: Koh Rong Samloem!

Image

Na południe trzeba jednak najpierw dotrzeć, więc pakujemy się do Najlepszego Sleepera Świata, znanego również pod nazwą Giant Ibis. Autobusy tej firmy kursują na wszystkich popularnych kambodżańskich trasach, a na kursach nocnych oferują najprawdziwsze łóżka - no, może leżanki, ale nie zmienia to faktu, że podróż z Siem Reap do Phnom Penh przechrapaliśmy w stu procentach. Szybka przesiadka w stolicy, cztery krótkie godziny przez wypaloną słońcem Kambodżę i voila! jesteśmy w Sihanoukville. Całe szczęście to tylko krótki przystanek: Sihanoukville jest małe, brzydkie, brudne i głośne. I smutne - mały spacer przez Serendipity Beach i troszkę wyobraźni pokazuje, jak piękne było to miejsce, zanim nie przyjechały tu hordy turystów spragnionych wódki i narkotyków. Tony śmieci, setki pijanych nastolatków... Nic tu po nas, szybko bierzemy tuktuka i uciekamy na znajdującą się 6 km za miasteczkiem Otres Beach. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tłumy znikają, muzyka cichnie, a wraca Kambodża...

Image

Image

Otres Beach to kilka kilometrów bielutkiego piasku obmywanego turkusową wodą. Nie ma tu betonowych kilkupiętrowych hoteli z basenami, tylko niewielkie skupiska bungalowów wprost na plaży. Zatrzymaliśmy się w jednym z nich: za kilka dolarów dostaliśmy malutki domek z łazienką. Zachód słońca gratis!

Image

Zmęczeni podróżą, zdecydowaliśmy się nie szukać zbyt daleko i zjeść kolację w naszym "ośrodku". To miała być tylko szybka przekąska...

Image

Najedzeni i szczęśliwi, zasypiamy przy akompaniamencie szumu fal. To jedna z tych chwil, które zapamiętuje się na całe życie - moment absolutnego spokoju i szczęścia, do którego wracam raz po raz w szare, deszczowe, zapracowane dni.

Następny dzień upływa nam na słodkim nicnierobieniu. Mamy doskonały pretekst: przecież musimy czekać na plaży na naszą przyjaciółkę, która poprzedniego wieczora przyleciała z Birmy i dojeżdża do nas na południe. Leniwy poranek spędzony na czytaniu i pływaniu zmienia się w leniwe popołudnie spędzone na opowieściach: Justyna opowiada o trekkingach w Birmie, my o rowerowych wycieczkach w Laosie... Podchodzi do nas młody chłopak, podaje ulotkę: dziś wieczorem na Otres Market odbędzie się koncert kambodżańskiej grupy, na który serdecznie nas zaprasza. Spoglądamy szybko po sobie, każdy z tym szelmowskim błyskiem w oku i już wiem: no jasne, będziemy!

Image

Otres Market jest głównie znane z targu odbywającego się raz w tygodniu w sobotnie wieczory. To nie jest zwykły, turystyczny targ - znaleźć tam można raczej wyroby lokalnych artystów, dzianiny, rzeźby, a każda targowa noc kończy się koncertem i nierzadko fajerwerkami. W pozostałe dni teren targu zamienia się w wielką "domówkę" pod gołym niebem: żyjący w Sihanoukville ekspaci - głównie siwi hippisi w koszulkach z Bobem Marleyem stukają się kuflami z backpackersami, wokół biegają psy, na huśtawkach kołyszą się dzieci, gdzieniegdzie rozkładają się stoiska z jedzeniem i piciem. To jedna wielka radość życia i podróżowania, jakże inna od knajp w Sihanoukville serwujących zachodnie techno i drinki w wiaderkach... Dajemy się porwać tej radości bez reszty, poznając coraz to nowych ludzi, dzieląc się podróżniczymi doświadczeniami - i kolejnymi rundkami drinków. Zaczyna się koncert: Cambodian Space Project to rock'n'roll z kambodżańskim pazurem, który podrywa nas do tańca w kilka sekund. Energia jest nie do opisania, parkiet szaleje, a my wraz z nim... I tak aż do 3 nad ranem, kiedy zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy w końcu do łóżek. Takie imprezowanie to ja lubię!

Image

Następnego dnia dzielnie ignorujemy lekki ból głowy i wracamy do Sihanoukville - to stąd odpływa łódka na Koh Rong Samloem, celu naszej podróży na południe! Jeszcze nie wiemy, że przez kolejne półtorej godziny będziemy wielokrotnie poddawać pod wątpliwość nasze przekonanie że "pływanie łodzią jest super a choroba morska jest dla mięczaków"... Nikt z nas się co prawda nie pochorował, ale ustalmy - daleko nam było do pewnego Australijczyka, który całą podróż spędził z piwem w dłoni, emanując stoickim spokojem, ba! wręcz nudą. Nasze twarze wyrażały raczej skrajne formy przerażenia przemieszane ze zgodą na fakt, że najpewniej to dziś właśnie umrzemy, w tych przepięknych, turkusowych wodach Zatoki Tajlandzkiej...

Image

Kończyłam odmawiać kolejną zdrowaśkę, kiedy dobiliśmy do małego pomostu. Jesteśmy! Już na stałym lądzie, zaczęłam rozglądać się wokół i nie byłam pewna - jawa to, czy może rzeczywiście umarłam na tym morzu a to, tu, to niebo? Lazy Beach na Koh Rong Samloem była bowiem idealna - pusta, czysta, naturalna. Tylko plaża, morze, dżungla, wszystko wyrzeźbione doskonałą ręką natury, nie zmienione przez człowieka. Zero sztucznie zasadzonych palm, "żeby było bardziej egzotycznie". Zero grabienia piasku, "żeby nie było gałązek". Ta plaża to najlepsze, co nam dała natura. Nasz mały raj.

Image

Image

Kiedy myśleliśmy, że nie może być lepiej, dostaliśmy klucze do naszego domku - schowanego między roślinnością, ale nadal na plaży. Z wielkim oknem wychodzącym wprost na morze i werandą z hamakami. Usiedliśmy na ganku, spojrzeliśmy na telefony - zero zasięgu. Tak, to na pewno raj. Tylko nasz.

Image

Kolejne dni nie będą zapewne interesujące w relacji: to mieszanka pływania, snorklowania, wygrzewania się na słońcu z książką w ręku, wycieczek w głąb wyspy na podglądanie ptaków i małp, granie w niezliczone planszówki, wyprawa na drugą stronę wyspy - do Saracen Bay, jogging na plaży, koktajle z mango, szukanie wodospadów, dłuuugaśne nocne rozmowy z nielicznymi, acz przesympatycznymi podróżnikami i lokalsami... Najpiękniejszy czas spędzony w jedności z naturą, bez telefonu, internetu, głośnej muzyki, z gekonami pod sufitem i żabami w łazience.

Image

Image

Image

A jakby tego było mało, dostaliśmy od przyrody najpiękniejszy prezent, spełnienie marzenia, które bałam się kiedykolwiek wyrazić głośno w obawie, że nigdy się nie spełni - wody zatoki przy Lazy Beach są pełne świecącego planktonu! Niewidoczny z plaży w nocy, ale gdy tylko wejdziesz po kolana do wody, zaczynasz dostrzegać miliony gwiazd pokazujących wśród fal niezwykły spektakl. Im więcej się ruszasz, tym aktywniejsze światło wyzwalasz. Snorklowanie w wodzie z planktonem to już najprawdziwszy cud, coś tak pięknego, że nie ma słów, żeby opisać to uczucie. Nic tak niesamowitego nie zostało nigdy stworzone ręką człowieka... I niestety - nie do sfotografowania. Nie ma rady, trzeba to zobaczyć samemu!

Czas - mimo, że spowolniony - jednak płynie i musimy wracać do Sihanoukville. Nas czeka autobus do Phnom Penh, lot do Bangkoku, a potem do Dubaju i z powrotem do domu, a Justyna jedzie jeszcze na chwilkę do Kampot, ale też czuje już zbliżający się powrót do zimnej Europy. Siedzimy na łodzi z nosami na kwintę. Natura jakby chce poprawić nam humor - morze jest tym razem wyjątkowo spokojne, żadnych megafal niemalże przewracających naszą małą łódeczkę, jak to było ostatnim razem. Siedzimy w milczeniu, kazde z nas przeżywające jeszcze raz ostatnie kilka dni. Wdzięczni za cud natury, którego dane nam było doświadczyć, zanim i te wyspy dosięgnie masowa turystyka. Szczęśliwi i smutni zarazem - takich miejsc jest już coraz mniej, takie piękno coraz trudniej sprzedać, jeśli nie towarzyszy mu wifi, telewizja i zawsze schłodzone drinki. Podobno kambodżańskie wyspy są powoli sprzedawane pod resorty, to się dzieje już, tu, teraz. Jedźcie, póki jeszcze są nieprzykryte betonem. Warto.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group