Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Wenezuela luty'2014
#1 PostWysłany: 19 Gru 2014 21:35 

Rejestracja: 18 Gru 2014
Posty: 5
Loty: 25
Kilometry: 58 171
Krajów: 9 / 4.4%
Dzień -60
Dzień jak większość dni, spędzam przy komputerze, czasami przeglądając zdjęcia z jakiś egzotycznych zakątków świata i marząc o tym, że gdyby dane mi było kiedyś wyjechać w dowolnie wybrane miejsce na świecie, wybrałbym dżunglę amazońską :-) a już szczególnie urzekają mnie wodospady, oczywiście najwyższy z nich – Salto Angel znajdował się na szczycie listy moich marzeń. I tak mijały mi dni na marzeniach …

Dzień -55
Dzisiaj w domu znalazłem katalog biura podróży „Egzotyka 2014”, i przed wyjściem do pracy postanowiłem sobie przejrzeć kilka stron, tak tylko, żeby zobaczyć gdzie oferują wycieczki i jakie są ceny. Oczywiście skupiłem się głównie na Ameryce Południowej. I nagle moje oczy przyciągnęły zdjęcia wodospadu – okazało się, że to Salto Angel w Wenezueli. Troszkę bałem się spojrzeć na cenę, ale okazało się, że jest w moim zasięgu finansowym ! Tego dnia, ja, który nawet nigdy nie leciałem samolotem podjąłem decyzję – lecę zobaczyć ten wodospad z bliska !!

Dzień -50
Po przejrzeniu różnych wycieczek wybrałem taką, gdzie pojawiła się możliwość podejścia na pieszo pod wodospad, a nie tylko przelot awionetką. Przy okazji w planie było sporo „dzikiej natury” zamiast zwiedzania miast itp. więc jak najbardziej mi to odpowiadało. Wycieczka wybrana, pozostaje się naszykować na wyjazd, ale ten nudny fragment pominę :-P

Dzień 0
Piąta rano na lotnisku im. Chopina w Warszawie, odbieram bilet od przedstawiciela biura podróży, żegnam z rodzinką i wsiadam do samolotu. W dziewiczy przelot zabierają mnie linie LOT do Paryża, tam przesiadka w Air France i 10 godzin lotu do Caracas, stolicy Wenezueli. Nie taki diabeł straszny jak go malują i lot mija całkiem przyjemnie.

Dzień 1
Przy podchodzeniu do lądowania widoki z okienek samolotu są przyjemne, lotnisko bardzo blisko Morza Karaibskiego i do tego tuż u podnóża całkiem sporych gór, pełnych zieleni. Po wylądowaniu szybka wizyta w okienku wizowym, gdzie miła pani zadaje pytanie „turista?” i wstawia stempel z dużym napisem ENTRADA. Przy wychodzeniu z terminala przylotów zaczepia mnie jeden ze strażników z pytaniem czy nie chcę wymienić dolarów na bolivary, zaproponował kurs 65 bolivarów za 1 dolara, nie zdecydowałem się, ponieważ wcześniej czytałem, że czarnorynkowy kurs to 35 do 1 i podejrzewałem „przekręt”. Okazał się, że dane o kursie 35 do 1 były nieaktualne i przy fatalnej sytuacji w Wenezueli, ich waluta traci na wartości bardzo szybko i faktycznie w lutym 2014r. kurs wynosił 70 do 1. Na szczęście w autobusie okazało się, że przez całą wycieczkę towarzyszyła nam będzie wenezuelska przewodniczka i w każdej chwili można było u niej wymieniać dolary. Około 40 minutowy przejazd zakończył się pod hotelem, gdzie czekała mnie pierwsza noc na innym kontynencie.
Image
Hotelowa restauracja

Dzień 2
Z samego rana zostaliśmy uświadomieni, że przylecieliśmy do kraju w najgorszym możliwym momencie – właśnie zaczynały się ogólnokrajowe demonstracje przeciwko prezydentowi i w związku z tym na ulice Caracas wyjadą dzisiaj czołgi i wyjdzie Gwardia Narodowa, co całkowicie uniemożliwi nam zwiedzenie miasta a nawet utrudni wyjechanie z niego. Niestety w związku z zamieszkami na ulicach cały dzień musieliśmy spędzić w hotelu i był to najgorszy dzień w ciągu całego wyjazdu :-(

Dzień 3
Pierwszy znak, że od teraz będzie już tylko ciekawiej – nasz autobus którym mieliśmy przejechać przez Park Narodowy Henry Pitter. Tak kolorowego autobusu nikt się nie spodziewał i zamiast się do niego pakować wszyscy chcieli zrobić sobie przy nim zdjęcie :-) W parku narodowym zadziwiała wysokość drzew i stopień w jakim zarośnięty był teren, dosłownie kilka metrów od drogi zaczynała się tak gęsta roślinność, że „biały” człowiek zaginąłby tam bez śladu. Popołudniem docieramy do Puerto Cabello, wsiadamy na łódki i płyniemy w stronę miasteczka Choroni. Miasteczko urokliwe z malutkim wzgórzem z którego można podziwiać zachody słońca.
Image
Nasz autobus

Image
Park Narodowy Henry Pitter

Image
Plaża w Choroni

Image
Dla chętnych kokosy prosto z drzewa

Image
Widok z baru przy plaży

Image
Choroni

Image
Miejscowe plażowiczki w Choroni

Image
Zachód słońca w Choroni

Dzień 4
Przejazd na plantację kakao gdzie mogliśmy zobaczyć jak wyglądają owoce kakaowca, jak przebiega proces produkcji kakao, spróbować owoców kakaowca w różnych fazach ich „życia” - osobiście polecam biały miąższ, który okrywa pestkę, jest zaskakująco słodki chociaż pachnie niezbyt miło. Warto wspomnieć też o samej jeździe w stronę plantacji – podróżowaliśmy na „pace” ciężarówki, która jechała dosyć szybko a po obu stronach drogi rosły drzewa pochylające się w nasza stronę. Widoki jak z filmu o niewolnikach murzyńskich pracujących na plantacjach. Po powrocie z plantacji nadszedł czas na delikatny „plażing”.

Image

Image
W drodze na plantację kakao

Dzień 5
Nadszedł czas na przejazd w południowe części kraju z daleka od morza i dużych miast. Pierwszy cel to Antigua Mision – byłej misji kapucynów, obecnie przekształconej w luksusowy hotel z olbrzymim ogrodem botanicznym w sąsiedztwie. Hotel naprawdę robił wrażenie, piękny hol, spory basen, fantastyczne pokoje. I na deser zwiedzanie ogrodu w którym można było spotkać dzikie wyjce i jeszcze jedno bardzo płochliwe zwierzątko – coś na kształt dużej świnki morskiej, biegające sobie między roślinami. Ogród duży, najpierw zwiedziliśmy meleksami z przewodnikiem potem można było wybrać się samemu, z czego nie omieszkałem skorzystać.

Flora i fauna w ogrodzie botanicznym:
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzień 6
Kolejny punkt wycieczki – Hato Cristero – ranczo gdzie hoduje się kapibary, a przy okazji można zobaczyć kajmany, iguany, anakondy i sporo ptactwa. Ranczo prowadzi fantastyczna rodzina, z której część porozumiewa się w języku angielskim, była możliwość porozmawiać sobie z nimi po kolacji. Zwiedzanie terenu rancza odbywa się samochodem ale dla odważnych jest możliwość przejażdżki na koniach. W czasie tej podróży zaliczyłem pierwszy przelot samolotem więc dlaczego nie spróbować pierwszej w życiu przejażdżki na koniu :-) Skończyło się upadkiem i zwichniętym nadgarstkiem ale było warto.
Na terenie rancza hoduje się kapibary i widać to od razu, wszędzie gdzie się nie spojrzy widać te największe na świecie gryzonie, i o ile dorosłe nie wyglądają zbyt przyjemnie o tyle młode są urocze. Na deser właściciele rancza wyciągają z błota anakondę i można ją było sobie założyć na ramiona i zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Nieproszeni goście w moim pokoju:
Image

Image

Image
Iguana schwytana przez przewodnika

Image
A tutaj już na wolności

Image
Ocelot - niestety w klatce, specjalnie dla turystów

Dzień 7
Kolejne ranczo - El Cedral – raj dla wielbicieli zwierząt (głównie ptaków). Ranczo zarządzane przez państwo co widać po miejscach na nocleg, które wyglądały jak wojskowe baraki i nie były zbyt miłe dla oka. Ale już na wejściu widać chodzące po terenie iguany i kapibary. Mówiąc, że chodzą po terenie mam na myśli to, że chodzą tuż przy małym baseniku, między stolikami dla turystów i podchodzą pod same drzwi do pokojów. Wrażenia gwarantowane.
Zwiedzanie terenu rancza zaczęliśmy od samochodu. Następnie chętni mogli dołączyć do naszego przewodnika Rafaela w poszukiwaniu anakondy. Nie wiedzieć czemu na tą przygodę zdecydowałem się tylko ja i Marysia, prawdopodobnie resztę odstraszyła konieczność przejścia przez błoto o głębokości sięgającej połowy uda. Ci którzy nie mieli na to ochoty stracili chyba najlepszą atrakcję całego wyjazdu – zgodnie z Marysią stwierdziliśmy, że ten około dwugodzinny spacer po równinie był niesamowitym przeżyciem. Po pierwsze spacer odbywał się boso po błotnisto-trawiastym terenie, lepszego spa nie można sobie wymarzyć :-P Po drugie dokąd okiem sięgnąć były tylko rozlewiska, my i zwierzęta. Jedyne dźwięki to nasze rzadkie rozmowy i przytłaczające odgłosy ptactwa wodnego. W końcu udało się znaleźć zakopaną w błocie sporą anakondę, zostało ją tylko wyciągnąć, i pomóc Rafaelowi przenieść ją w miejsce gdzie czekała reszta grupy. Ja trzymałem ją tylko za ogon, żeby nie oplotła „tragarza”, a biedny Rafael musiał nieść ją na barkach całkiem spory kawałek drogi. Następnie pamiątkowe zdjęcia z anakondą i można wracać na nocleg, po drodze podziwiając zachód słońca.

Flora i fauna na ranczo:
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzień 8
Kolejny dzień w El Cedral, tym razem zwiedzamy teren na pokładzie płaskodennych łodzi. Dzięki temu jest możliwość zobaczyć „oko w oko” kajmany i inne zwierzęta, jednak przeważają ptaki i to one zadziwiają swoją liczebnością, kolorami i urokiem.

Flora i fauna:
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzień 9
Żegnamy się z kapibarami i kajmanami a udajemy się w stronę Barinas, żeby później samolotem dostać się do Puerto Ordaz, gdzie można zobaczyć efekt łączenia się dwóch rzek bez mieszania się ich wód. Mianowicie Orinoko z jaśniejszą wodą łączy się z Charoni, której wody są dużo ciemniejsze. Wody nie mieszają się ze względu na różny skład chemiczny i przez jakiś czas płynie jednym korytem dwukolorowa woda. Efekt nie wygląda niestety zbyt emocjonująco, ani na żywo ani na zdjęciach. Wieczorem przelot 20-osobowym samolotem do Parku Narodowego Canaima gdzie dnia następnego ruszamy pod Salto Angel.

Image
Widok z okna hotelu

Image
Pod samym wodospadem

Image
Efekt połączenia dwóch rzek o różnych kolorach

Image
"Lokatorzy" hotelowego terenu

Image
Pod samym wodospadem

Dzień 10
W drodze pod Salto Angel – najpierw około 7 godzinny rejs canoe, widoki zapierające dech w piersiach, góry Tepui z pionowymi ścianami robią niesamowite wrażenie, formy skalne na szczytach również. Sama podróż w canoe też emocjonująca, co jakiś czas płyniemy wąskimi przesmykami między skałami, do tego, jako że jest końcówka pory suchej, stan wody w rzece jest bardzo niski co powoduje, że co jakiś czas szuramy dnem łodzi po dnie rzeki. Raz nawet musimy wysiąść i przejść kawałek przez dżunglę. Późnym popołudniem docieramy do chatki gdzie czeka nas noc na hamakach, a skąd rozpościera się całkiem przyjemny widok na sam wodospad. Niestety jest już za późno żeby dzisiaj pomaszerować do jego podnóża.

Image
Nasz przewodnik po PN Canaima

Image
Tak odpoczywa :-P

Image
Mapa Parku Narodowego Canaima - te wszystkie małe zdjęcia to wodospady

Image
Widok na Tepui

Image
Tepui

Image
Tepui

Image
Nasz "hotel" tuż przed podejściem pod Salto Angel

Image
Jeden z gości "hotelu'

Dzień 11
Zaraz po wschodzie słońca ruszamy pod wodospad. Marsz mocno pod górę w bardzo dużej wilgotności mocno daje się we znaki, jest naprawdę ciężko. Ale po około dwóch godzinach męczarni docieramy do punktu widokowego – czyli ogromnego głazu z którego rozpościera się widok na wodę spadającą z 979 metrów ...a raczej rozpościerałby się, gdyby nie mgła, która od samego rana wisi nad dżunglą. Przejechać pół świata, żeby zobaczyć Salto Angel i nie mieć tej przyjemności z powodu mgły – dołujące :-(
Schodzimy do naszej chatki, skąd wyruszamy w drogę powrotną do cywilizacji.

Image
"Widok" na Salto Angel - niestety widać jakieś 20 ostatnich metrów z prawie tysiąca

Image
Taki widok jest w pogodny dzień - zdjęcie od wujka Google

Dzień 12
Na ostatni dzień zaplanowane mieliśmy przejście pod wodospadem El Hacha (siekiera), który znajdował się bardzo blisko miejsca naszego noclegu. Wodospad widziany „od tyłu” robi super wrażenie, szum wody i jej siła są niezapomniane.

Image
Na terenie hotelu przy wodospadzie El Hacha

Image
Na terenie hotelu

Goście hotelowi:
Image

Image

Image

Image
Widok na 4 wodospady - przejdziemy pod tym z lewej strony

Image
Właśnie pod tym :-)

Image
Tuż przed wejściem pod wodospad

Image
Widok spod "Siekiery"

Image
Pod wodospadem "El Hacha -Siekiera"

Image
Widok na Salto Angel z awionetki

Image
Jeszcze raz widok z awionetki

Image
Rzeka którą podpływa się pod Salto Angel - widok z awionetki

Podsumowanie
Wycieczka bardzo udana, mimo problemów z zamieszkami w pierwsze dni. Dla lubiących podglądać zwierzęta i dziką naturę godna polecenia. Kraj przepiękny z piękną przyrodą, szkoda że z tak dużymi problemami ekonomicznymi.
Na wycieczce zaliczyłem pierwszy w życiu lot samolotem (i to od razu w liczbie 9 lotów, w tym awionetką), pierwszą w życiu jazdę na koniu i przy okazji pierwszy upadek z niego :-P
Czyli pierwszy z wielkich wodospadów odhaczony, czy będą następne to się okaże :-P
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Złote Piaski w wakacje za 980 PLN 🏖️ Loty do Bułgarii i hotel na tydzień ☀️😍 Złote Piaski w wakacje za 980 PLN 🏖️ Loty do Bułgarii i hotel na tydzień ☀️😍
Costa Brava bez dziury w budżecie 😎☀️ 7 nocy all inclusive w Lloret de Mar za 1627 PLN 🏖️🌊 Costa Brava bez dziury w budżecie 😎☀️ 7 nocy all inclusive w Lloret de Mar za 1627 PLN 🏖️🌊
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group