Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 14 Sty 2018 17:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Mar 2016
Posty: 25
Loty: 72
Kilometry: 154 059
Krajów: 24 / 11.2%
Dobra, byli tam już wszyscy, a w końcu rzuciło i nas. Szukaliśmy pomysłu, gdzie by sylwestrowo wyskoczyć, bo u przyjaciół same kinder party, aż z pomocą przyszedł Wizzair. Wykombinowaliśmy, że jakby Sylwka przekimać na kanapie u teściowej, a 2 dni później wyskoczyć na Maltę... to przecież Sylwester nie zając. Szampana odpalimy 3 dni po wszystkich.

Image

Kupiliśmy 2 bilety, ogarnęliśmy 4 noclegi, pozostało czekać. 8 dni.
Plan był taki, by nic nie planować. Żadnych blogów, forów, przewodników. Żadnych marzeń do spełnienia. To miał być krótki wypad po słońce i obiad z królika. Bo o jedzeniu jednak trochę doczytałam.

Image

Na Malcie wylądowaliśmy 3 stycznia. Przywitało nas słońce, 17 stopni, błękit. Autobus za 1,5 euro zabrał nas do Sliemy. Rzuciliśmy bagażami i wybraliśmy się na obchód dzielnicy. Ładna promenada, knajpy, angielskie puby, market z winem za 3 jurki. Pierwsze wrażenie- jest fajnie.

Image

Image

Szybko wyszło, że Sliema jest dla nas za mała. Kolejne 1,5 euro za prom przerzuciło nas do Valetty. A tam ochy i achy potęga, kwadrat. Bo miasto - jak piszą wszyscy i nie co polemizować- urzeka.

Image

Ciasne uliczki, wąskie balkoniki, pełne knajpki, katedra, Caravaggio, jak pudełka domy rybaków. A na horyzoncie morze. No i pełnia szczęścia, bo tam gdzie morze zawsze mi bliżej do szczęścia.

Image

Kilka godzin wystarcza, by poznać i polubić miasto. Zwarta zabudowa sprawia, że dobrze się je zwiedza, a niewielki rozmiar pozwala nie gonić z wywieszonym jęzorem. Zresztą zabytek leży na zabytku.

Image

Image

Wieczorem wróciliśmy do Sliemy na wino i falafele od Libańczyka. Poziom szczęścia wypruł w górę jak petarda, gdy okazało się ile różnych kuchni przypada tu na kilometr kwadratowy.

Image

I choć dzień upłynął pięknie, to jest coś takiego, że łakniemy odmiany. Po ciasnym mieście zapragnęliśmy przestrzeni. Przeczytaliśmy o Dingli, 250- metrowych klifach, dumie Malty. Ale najpierw ścisk w nabitym i dogrzanym autobusie do Rabatu, potem kolejnym do Dingli i 25 minut spacerem donikąd. Dochodzi się bowiem do kapliczki św. Marii Magdaleny, gdzie nie ma nic. Serio nic.

Image

Kobieta od miodów z dostawczaka wyjaśniła, że do klifów nie ma zejścia. Teren prywatny. Ale możemy machnąć kilka kilometrów, by spojrzeć na nie z góry. No cóż, skoro tu dotarliśmy... Zrobiliśmy te 2 km do punktu widokowego, klify się odsłoniły, ale... bo ja wiem? Rozczarowanie?

Image

Duża odległość od urwiska nie pozwala ocenić ich wielkości. Może poddaliśmy się zbyt szybko, a może Tomek ma rację i jestem rozwydrzona, ale widziałam już kilka bardziej spektakularnych urwisk w życiu. Przy powrocie wyszło, że z samolotu klify prezentują się najlepiej. Nie wieje i można wypiąć się na komunikację miejską.

Image

Bo może wiecie, że kiedy kierowca uznaje, że ma komplet na pokładzie nie zatrzymuje się na przystanku. My nie wiedzieliśmy. Jeśli jesteś w środku- luz, kiedy stoisz na przystanku, a kierowca wzrusza ramionami i jedzie dalej, hmm... no kwitniesz.

Image

Tym razem się zatrzymał i dotarliśmy do na wpół wymarłego Rabatu. Zjedliśmy po niezłej pizzy, pokręciliśmy się po uliczkach pozbawionych kawiarenek, ogródków i ludzi. Jakoś średnio. Postanowiliśmy wracać.


Image

Po drodze gapiliśmy się przez okno na monotonny krajobraz Malty. Mijaliśmy miasta, niekończące się zabudowania, między nimi poletka otoczone kamiennym murkiem i opuncjami. Niebo szare jak kamień odbierało widokom cały kontrast. To tu, w środku wyspy odbywają się polowania na ptaki. Dawniej zabijano by przeżyć, dziś to tradycja. Na Malcie rocznie ginie z jej powodu pół miliona ptaków. Flamingi, żurawie, nasze bociany, orły. Zabijane, nawet nie zbierane rozkładają się na poletkach, tam, gdzie spadły. Jakoś odechciało mi się maltańskiej przyrody.
Wróciliśmy do siebie, kupiliśmy w markecie wino, chleb i oliwki i wcześnie położyliśmy się spać.

Image

Po takim obliczu Malty kolejnego dnia postanowiliśmy zwiać na Gozo. I to był trafiony pomysł.

Image

Image

Ta niewielka wysepka słynie z plaż (choć w styczniu to bez znaczenia), a my znaleźliśmy tu zieleń, przestrzeń i dobrą energię. I wrócił nastrój. Portowe miasteczko jest ładne, ale malutkie. Takie na 40 minut. Port, kościółek, domki. Podreptaliśmy w górę zaliczając kilka ładnych miejsc: opuszczony zabytkowy hotel, Betlejem z Jezuskiem i owcami oraz najlepszy obiad wyjazdu w kolejnej wsi.

Image

Do stolicy podreptaliśmy pieszo, bo tym razem to my zostaliśmy zostawieni na przystanku. 4 kilometry to rzut beretem, a miasto z cytadelą i knajpkami ma klimat. Plątanina uliczek, kościoły, ukwiecone podwórka. I do Gozo poczułam miętę. Wieczorem z żalem wróciliśmy na Maltę.

Image

Image

Został nam ostatni dzień do wykorzystania. I też chcieliśmy spędzić go sielsko, a przede wszystkim zatrzeć wrażenie sprzed 2 dni.

Image

Przedpołudnie spędziliśmy włócząc się między domami rybaków, a potem trafiliśmy na prom płynący do 3 miast: Vittoriosy, Cospicui i Sengleai. I o ile Valetta dzień po dniu odpiera najazdy turystów, miasta na sąsiednich cyplach żyją nieśpiesznym rytmem. Nam bardziej pasującym. W knajpkach - panowie, w porcie - rybacy, w słońcu - koty. Idealnie na słoneczny relaks.

Image

Image

Odpaliliśmy sylwestrowego szampana, bo w końcu po to tu przybyliśmy. Zrobiło się śmiesznie, może nawet za bardzo. Tomek zaliczył kąpiel w porcie i utopił telefon. Nie pierwszy i nie ostatni, ale co tam, jak się bawić to na całego. W dobrych humorach zakończyliśmy naszą po-sylwestrową imprezę z nadzieją, że kiedyś tu wrócimy.
Takiego początku Nowego Roku życzę Wam i sobie co roku. I pamiętajcie, Sylwester nie zając.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Lato na końcu Italii za 979 PLN 💚🤍❤️ Loty do Kalabrii + 4* hotel ze śniadaniami i prywatną plażą 🌊🏖️ Lato na końcu Italii za 979 PLN 💚🤍❤️ Loty do Kalabrii + 4* hotel ze śniadaniami i prywatną plażą 🌊🏖️
Cypr latem 🌊☀️ Tydzień w 4* Capital Coast Resort & Spa w Pafos za 2859 PLN Cypr latem 🌊☀️ Tydzień w 4* Capital Coast Resort & Spa w Pafos za 2859 PLN
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group