Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 24 Paź 2026 23:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Ostatnio był weekend w jednym mieście, tym razem będzie tydzień na wyspie. Tworzę ten wpis siedząc w saloniku w Dżakarcie, a relacja zakończy się gdzieś pomiędzy Flores a Bali. Jakoś tym razem nie miałem ochoty na opisywanie całej podróży do Indonezji - bo tym razem trasa z Europy jest dość nudna i najszybsza możliwa, a po powrocie z Flores czeka mnie tydzień leżenia nad basenem rano i pracy w godzinach europejskich (czyli tutejszym popołudniem oraz wieczorem), więc niezbyt byłoby o czym pisać... Tak więc będzie to tylko wycinek z tego wyjazdu.

Aczkolwiek jest możliwe post scriptum. W szale zakupu biletu powrotnego, wydawało mi się rozsądne kupić, na dwóch osobnych biletach, przesiadkę trzygodzinną w Doha. Potem pewien premier stwierdził w rozmowie z pewnym prezydentem, że ma plan, taki zajebisty, jak przykryć braki postępów w ujawnianiu akt sprawy Epsteina. A w lipcu, gdy ów prezydent po raz bodajże 38 (za CNN) ogłosił zwycięstwo w owej maskirowce, zauważyłem, że źle zanotowałem sobie czas przesiadki - i jednak jest ona 125 minutowa... Ale, mając w pamięci życiowe motto Scarlett O'Hara - to nie jest problem na dzisiaj. Więc jest szansa, że będę prosił za te dwa tygodnie o wsparcie zalezienia lotu do domu na już.

Sam wyjazd zapowiada się dość spokojnie i przyjemnie. Ponieważ jednak czas mam ograniczony, a nie do końca miałem ochotę na samodzielne kierowanie - będę się woził. Noclegi, poza jednym, zakupione są przez booking, więc nie jest to wyjazd spontaniczny. Kilka miejsc obowiązkowych dla turysty w tym rejonie zostanie zaliczonych, a kilka nie (jak jaskinia, gdzie odkryto "hobbitów" czy też Wae Rebo). Ale nie uprzedzajmy faktów.

Na początek mapa lotnicza:
Image

Zobaczymy na ile kierowca okaże się wiarygodny i w jakim stopniu przerobimy zaplanowane atrakcje. Szczególnie po wydarzeniach z 15 sierpnia. Flores nawiedziło bardzo silne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7. Epicentrum znajdowało się około 68 km na północny zachód od miasta Ende (które, jak widać powyżej, jest na mojej trasie). Śmierć poniosło ponad 150 osób, rannych ponad 1600, zniszczonych zostało 46000-73000 domów - widziałem różne wyliczenia.

Ponieważ w saloniku nawet nie ma coli, to w ramach strzemiennego - zdjęcie z wczoraj, jeszcze z Europy.
Image

Sent from my SM-S911B using Tapatalk
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#2 PostWysłany: 25 Paź 2026 07:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Podróż z Dżakarty zaczynam bardzo wcześnie, bowiem już o 5:30 - dlatego zdecydowałem się na nocleg w pobliżu lotniska a nie pchanie się do centrum, szczególnie że po nieprzespanej nocy wczoraj (wciąż nie umiem spać w samolotach), raczej chciałem więcej czasu spędzić w łóżku, niż iść gdzieś poszaleć. Na początek ciekawostka, czyli tutejszy milk run linią Nam Air poprzez Jawę, Bali, Sumbę, Timor i Flores (potem wraca na Bali, ale już bez mojej osoby). Co samo w sobie jest przyjemnością, a że w dodatku wykonywaną 737-500, czyli najmniejszą klasyczną odmianą najpopularniejszego konia roboczego linii lotniczych - warto było wcześnie wstać.

Image

Swoją drogą, ciekawa jest odprawa w tejże linii, próbowałem się odprawić w kiosku dwa razy, za każdym razem na ekranie widziałem tylko 3 pierwsze loty, ale za to drukowało mi papier na ostatni, czwarty, lot. W końcu użyłem strony i przysłali mi pdfa z wszystkimi odcinkami...

Też fajnie wyglada transfer na Bali, gdzie zamiast zostać w samolocie, to trzeba wyjść z lotniska, przejść na inny terminal - bo wychodzi się z międzynarodowego), i przejść kontrolę oraz obowiązkową wycieczkę po sklepach w drodze do bramki. Co dla osoby w sile wieku nie jest problemem, ale dla kogoś ze zredukowaną mobilnością...

Na DPS odbyła się rotacja załogi i trafił się szef pokladu, który nie dość ze dobrze mówił po angielsku, to jeszcze miał żyłkę sprzedawcy, bo opowiadając o katalogu produktów na sprzedaż, dużą cześć opowieści poświęcił na informowanie o tym, że aktualnie rupia jest tania i warto wydawać euro i dolary - "buy in Indonesia, we are cheap". Na następnych dwóch odcinkach zachodnio wyglądających ludzi juz było zdecydowanie mniej, to i pan równie entuzjastycznie sprzedawał przekąski, ale nie tłumaczył na wspólny...

Na szczęście na Sumbie i Timorze już nie trzeba było opuszczać samolotu. Aczkolwiek na ostatnim odcinku spotkała mnie przygoda, bowiem ktoś miał kartę pokładową na to samo miejsce. Stewardesa wezwała szefa pokładu, szef pokladu wezwał koordynatora naziemnego - a że owa osoba niezbyt mówiła po angielsku, a na moje miejsce chęć miała cześć trzyosobowej rodziny, to przesadzili mnie 3 rzędy do tyłu. Jedynym wytłumaczeniem jakie usłyszałem, to było "sir, hir plis" i ruch ręką. Dobrze, że w przeciwieństwie do poprzednich odcinków, nie było kompletu, tylko z 1/3 wolnych miejsc, więc poleciałem bez problemu.

Image

No, ale teraz czas zacząć przygodę na Flores.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
bim-bam uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 25 Paź 2026 12:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Przygotowując się do wyjazdu szukałem czegoś na temat Flores, co nie jest stricte przewodnikiem. I albo nie jestem dobry w wyszukiwaniu, albo oferta dostępna dla przeciętnego kowalskiego nie jest zbyt wyczerpująca. Owszem, można znaleźć trochę pozycji dotyczących homo floresiensis, szczególnie jeśli ma się dostęp do bibliotek naukowych, ale poza tym jest słabo. Tak na dobrą sprawę moje wyszukanie skończyło się na dwóch pozycjach, w dodatku gdzie Flores jest bardziej przystawką niż głównym rozdziałem. Pół rozdziału w reportażu "Indonezja itd." (w Polsce wydane przez wydawnictwo Czarne) oraz indonezyjski pięcioodcinkowy reportaż "Smok na sprzedaż" (dostępny na youtube z fatalnymi auto-generowanymi napisami we wspólnym - pierwszy odcinek

).

Tytuł relacji zapożyczyłem z ostatniego odcinka tegoż dokumentu. Muszę powiedzieć, że troszkę mnie zaskoczył ten dokument, bowiem wydawało mi się, że tak krytyczne i pokazujące powiązania władzy z biznesem rzeczy raczej nie będą się pojawiać tak otwarcie. Owszem, organizacje które wyprodukowały ten dokument są finansowane oddolnie, więc pewnie łatwiej jest kontrolować władzę, ale nie spodziewałem się takiego przejawu społeczeństwa obywatelskiego w Indonezji. Jakby na to nie patrzeć, podróże kształcą.

Jakby ktoś był ciekawy, to ten dokument jest jedną z głównych przyczyn, dlaczego nie zdecydowałem się na największą atrakcję ten okolicy - czyli zobaczenie Waranów z Komodo. Patrząc na to, jak rząd, a właściwie lokalny biznes chce wykorzystać ten przyrodniczy fenomen jako koło napędowe, by zrobić z prowincjonalnego miasteczka Labuan Bajo kolejne Bali. W dokumencie z 2023 roku mówi się o nowych 10 "destynacjach" dla "premium" turystów. Czytając artykuły na ten temat, widzę, że już mowa jest o 5, a reszta została przesunięta na kiedyś - ale wciąż Labuan Bajo ma być magnesem dla bogatych przyjezdnych, których popularność Bali troszkę przytłacza. Pewnie będzie to przyprawione lekką hipokryzją z mojej strony, w końcu z i do Europy leciałem z przodu samolotu, ale jakoś przeszła mi ochota na podrasowywanie statystyk w Parku Narodowym Komodo. Więc na Flores będę wspierał małe guest housy i inne lokalne przedsięwzięcia. A w ramiona korporacji wpadnę dopiero na Bali w Dżakarcie - w końcu punkty i SNU się nie spalą...

Image
Image

A i widzę, że tutaj jest bardzo ładnie widokowo, to śmieciowo to pełen Mauritius...
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Legion1 lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 25 Paź 2026 15:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Rzeczą, ktora mnie chyba najbardziej zaskoczyła i spowodowała pewien dysonans poznawczy, są groby. Flores jest wyspą przeważnie katolicką i groby tutaj są takie dość podobne do tych u nas, z jednym ale. Każda (no może prawie) rodzina ma przed domem grób albo i kilka, należących do najbliższych. Co wygląda dla kogoś z naszej kultury - też przeważnie katolickiej - dość osobliwie. I też ciekawe, co się robi z tymi grobami, gdy się przeprowadza. Bo chyba nie zostawia? Zdjęć nie robiłem, ale zamiast tego grób na plaży.
Image

Na początek dom tradycyjnego tkactwa - Lepo Lorun. Spoleczna inicjatywa poświęcona tkactwu Sikka Ikat, które oferuje "imersyjne doświadczenie kulturalne". Za to i kawę zapłaciłem 80k rupii. Nie powiem żeby było to doświadczenie, ktore zapamiętam - ot 10 min opisania jak od pąka powstaje sarong, plus kilka informacjo o barwnikach, lokalnych wzorach (ale kierowca pokazał kilka wyrobów w sklepiku, które raczej jego zdaniem, nie powinny być robione w tej części wyspy) oraz kilka domków lokalnych plemion. Na plus, brak wciskania pamiatek.

Image
Image
Image

Potem Koka Beach, ponoć najpiękniejsza plaża na wyspie. I owszem, nie da się ukryć że jest urokliwa, ale widziałem kilka innych ładniejszych w swoim życiu. Natomiast na pewno mozna się tam zrelaksować - szum fal, oferta gastronomiczna i romantyczna podróż tam na plecach skuterzysty z gojka - droga jest w takim stanie, że zwykly samochód tam nie dotrze, ponoć też lokalsi dbają by był zarobek dla skuterzystów. Szczególnie ze o 16:30 o której tam byłem, było ze dwoje znudzonych sprzedawców, pan co coś palił - w sensie śmieci w ognisku - no i ja.

Image
Image
Image
Image
Image

A na koniec okazało się, że nocleg z bookingu zrobił overbooking. A dokładniej miał grupę do której się ktoś się przyłączył i go zameldowali z rozpędu, bo czekali na pojedynczą osobę aka mnie...
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
bim-bam uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 26 Paź 2026 07:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Jednak posiadanie lokalnego załatwiacza, ma swój plus. Nocleg szukał owego pasażera na gapę długo - poszedł na kolację, a we wsi pod Kelimutu są 4 restauracje, więc mieli problem ze znalezieniem, ale w końcu wymyślono że przyniosą mnie gdzieś indziej. Pokój wyglądał podobnie, więc nie zgłaszałem uwag. Aczkolwiek okazało się, że jestem jedynej gościem nowego guesthousu, a śniadoskóra wersja Mariana Dziedziela (serio, brat bliźniak, który się nie umył po szychcie), będąca właścicielem lubi sobie pogadać. Szczególnie gdy spytałem się czy mogę u niego kupić piwo 50k). Dowiedziałem się dzięki temu, że dzisiaj (znaczy się wczoraj w momencie publikacji), jest w wsi święto proszenia wyższych istot o dobre plony, gdzie najpierw były tradycyjne śpiewy, tańce i włożenie jakieś niewinnej myszy do łódki i puszczenie jej na rzekę (żeby odegnać gryzonie) - a teraz jest znacznie mniej tradycyjna dyskoteka dla turystów... Ja od dłuższego czasu miałem ochotę na prysznic, ale nie umiałem przerwać opowieści - na szczęście istoty od pomyślnych zbiorów przysłały jakiegoś anglika z guesthousu obok z pytaniem "kaj melina z piwem", więc mogłem przekazać gospodarza w dobre ręce. Jak szedłem spać, to wciąż słyszałam, że rozmawiają na sąsiednim tarasie...

Image

Ponieważ pogoda miała być średnia rano i szansa na widoczność słońca o świcie była mała, to zdecydowałem się wyspać i ruszyć na Kalamitu po śniadaniu. Z tego co słyszałem od innych - bo śniadanie miałem w miejscu, gdzie powinienem był spać - to rzeczywiście, były chmury. Kalamitu jest jednym z dwóch parków narodowych na Flores (drugim jest Komodo), wstęp 150k. Od parkingu do punktu widokowego jest może z kilometr, głównie po schodach, nic trudnego.

Image
Image
Image

Po dotarciu do punktu widokowego, jest bardzo urokliwie, nawet jeśli jedno z jeziorek nie jest oświetlone przez słońce. Piekny kolor wody dwóch, oraz bardzo sympatyczne trzecie, mozna spędzić duzo czasu konteplując widoki. Plus czasem pojawiają się małpy w nadziei na jakiś przysmak. Rozumiem yen cały instagramowy hype na ten zakątek Flores.

Image
Image
Image
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
bim-bam uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 26 Paź 2026 14:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Potem czas na plantację kawy Wolopaku Cafee (70k), ponoć największą w okolicy - całe 4 hektary. Uprawiają zarowno arabikę, jak u robustę. Plus parę innych rzeczy- jak stwierdziła osoba mnie odprowadzająca, nie kazdy pije kawę, wiec mają tez różne napary dla takowych.

Image
Image

Nie wiedziałem że są 4 rodzaje suszenia, naturalne, miodowe, bodajże "myta" i winna fermentacja (ani miod ani wino nie jest używane...). Ponoć myte ziarna najlepsze są do dripa a winne do kaw mrożonych. Nie kojarzę tych ostatnich z kawiarni, które odwiedzam i muszę powiedzieć, ze dość specyficzny smak mają... Moze i pasujący do lodu, ale nie wiem, nie pijam kawy na zimno.
Image
Image

Tradycyjna wioska Wolokai, wstęp 35k dla obcokrajowców. Niezbyt mi się to podobało - taka cepelia lokalnego plemienia. Pan oprowadzał tak na odwal się: tutaj chata starszej wioski - z piersiami przy drzwiach.
Image

Tutaj kuchnia dla mężczyzn.
Image

Tutaj grób - z tego co zrozumiałem, to nawet nie były jakieś vipy.
Image

A tutaj tradycyjne palenisko, gdzie jak mamy zatargi z innymi plemionami, to zabijamy psa, zjadamy jego serce i mamy powodzenie w walce. Kup pan serong w nasz tradycyjny wzór. 15 min i po atrakcji.
Image

Tradycyjne wierzenia, tradycyjnymi wierzeniami, ale katolicki grób przy recepcji też moze być.
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
bim-bam uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 26 Paź 2026 16:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Przy okazji udało się zaliczyć trzęsienie ziemi, kiedy robiłem zakupy w Ende - no ale 5 stopni nie robi tutaj na nikim wrażenia. https://earthquaketoday.org/indonesia/ende-indonesia-M5.0-us6000u4y1

Następnym przystankiem jest blue stone beach - znana ze swoich niebieskawych kamieni. Co ciekawe, są one zbierane i potem dzielone na odpowiednie wielkości i sprzedawane do Dżakarty (i pewnie dalej) w celach dekoracyjnych. 50k za worek jakby ktoś był zainteresowany. Poza tym piekny wulkaniczny czarny piasek.

Image
Image
Image
Image

No i też zaczynam nie tylko zauważać, ale też odczuwać ślady trzęsienia ziemi - droga do Riung ucierpiała mocno i ruch dopuszczony jest tylko w ograniczonych godzinach. A że nie zawsze zamykają o zadeklarowanej (tym razem zamknęli 5 min wcześniej), to mieliśmy nieplanowaną ponad półtoragodzinną przerwę i możliwość podziwiania wywrotek pojawiających się od czasu do czasu...

Image

Ale, jak widać, duch przedsiębiorczości jest silny, i w trakcie oczekiwania, można się wzmocnić kawą i nie tylko.
Image

...udało się ruszyć.

Image

Przez ten dodatkowy postój, do celu dotarliśmy sporo po zmierzchu. I o ile ilość skuterów jeżdżących po ciemku jeżdżący żadnych świateł była zauważalna, tak ciąg myślowy, stojący za pomysłem, by zostawić skuter na boku wąskiej jezdni, bez świateł, przeważnie bez odblasku, jak jest gruntowe pobocze, jest dla mnie zastanawiający. A takich skuterów było co najmniej kilkanaście w przeciągu ostatniej godziny jazdy.

Ps. Najwyraźniej długie ręce wilczych oczu sięgają i na tą skromną wyspę...
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
bim-bam uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 27 Paź 2026 03:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Mała errata, na Flores są dwa lądowe parki narodowe, oraz jeden morski - 17 wysp. Nazwany tak nie ze względu na ilość wysp, bo ich jest tam więcej, ale na cześć 17 sierpnia 1945 roku.
Ponieważ się tam wybieram, a nie wiem jak tam z łącznością, więc najprawdopodobniej nastąpi 36h przerwa w relacji. Image
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
bim-bam uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 27 Paź 2026 12:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
No dobra, zasięg jest, ledwo, ale prądu nie ma, więc będzie krótko. I'm not impressed...
Image
Więcej jutro.
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#10 PostWysłany: 28 Paź 2026 03:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Teraz czas na odwiedziny w parku 17 wysp. Na wypasie, bowiem na te kilka łódek, które mijaliśmy moja jest jedyną, w której jest jeden bule (aka biały człowiek) oraz dwóch pomocników. I byłyby idyllicznie, gdyby nie silnik, brzmiący niczym poniemieckie bmw podrasowane w stodole na wiejską dyskotekę...

Zaczynamy od Palau Ontoloe, domu największego nietoperza świata - latających lisów. Ponoć smoki z Komodo też tu są, ale bardziej w środku wyspy. Nietoperze się czilują, jest tak gorąco, że im się nie dziwię...
Miałem tą przyjemność, że przy kolonii byla tylko moja łódka i można było komtemplować komunikację zwierzątek w ciszy i spokoju. Fun fact, ale nie potwierdziłem go nigdzie, okoliczni mieszkańcy w Bajawie jedzą te zwierzęta, uważając, że są halal. W końcu Koran o nich nie wspomina...

Image
Image
Image
Image

Z tego co mówi lokals, te połamane drzewa to pamiatka po tsunami w sierpniu.
Image

Potem czas na snorkling w okolicach Palau Meja. Czyta woda, dno w odległości 3-4 metrów, rafa i duzo rybek, aczkolwiek dość szaro-burych. Bardzo przyjemne okoliczności na lekkie schłodzonie się w tym najmocniejszem od mojego przyjazdu ukropie.
Image
Image


A schłodzonie jest potrzebne, bo na Nunsa Tiga, gdzie czeka na mnie - i pasażerów wszystkich innych łódek- lunch, cienia za bardzo nie ma. Owszem, są jakieś rachityczne drzewka, ale cień dają taki równie rachityczny. Korzystając z faktu, ze jeszcze lunch nie jest gotowy, podreptałem z 300 metrów plażą w pobliże skał. Tam co prawda jest spore nagromadzenie śmieci, ale też jest trochę cienia. Muszę przyznać, że dzisiaj temperatura jest na granicy mojej tolerancji. Ponoć na północy wyspy zawsze jest cieplej niż na południu. Jestem w stanie w to uwierzyć.

A po lunchu plażowanie i nic nie robienie. Śmieci z przygotowania posiłku lądują w krzakach. Jak to powiedział lokals, tą i dwie sąsiednie wyspy wynająła na 50 lat spółka należąca (nie bezpośrednio) do prezydenta na resort. Więc niech on się martwi.
Image

Po jakis 2 godzinach nic nie robienia, przenosimy się na wyspę obok. Palau Tembang. Trochę mniej śmieci, ale tylko trochę. I tutaj mamy zaliczyć nocleg, aktualnie jest 14:10. Muszę powiedzieć, że marketing level master - "trzeba przyjechać do Riung na dwie noce, bo odwiedziny parku to całodniowa atrakcja". Całodniowa na jakies 2,5h. Wydaje mi się, że jechanie kilka godzin do Riung jest tylko dla osób, ktore naprawdę lubią snorkeling i plażing. Bo według hosta w moim noclegu, niewiele więcej jest w okolicy do roboty. Dla reszty raczej do pominięcia.
Image

To że na nocleg przypłyneliśmy o 14, na jeden plus. Wieczorem w końcu udało mi się zacząć lekturę "Roku niebezpiecznego życia" (najbardziej znana jest ekranizacja z Melem Gibsonem) - akcja dzieje sieje głównie w Dżakarcie, więc chciałem mieć to przeczytane przed przyjazdem.
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#11 PostWysłany: 28 Paź 2026 11:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Nie wiem czy ktoś pamięta, ale jak wielkie markety weszły na nasz rynek, były w nich płyty z najwiekszymi przebojami różnych zespołów. I tylko drobnym druczkiem było napisane, że to interpretacje na temat. W Indonezji, chyba tego typu rozrywka dobrze się przyjęła, bo słyszałem tego typu rzeczy ładnych kilka razy, w tym caly dzień przedwczoraj w samochodzie, a wczoraj na lumchu, na dwóch przeciwległych końcach plaży, leciały dwie playlisty tego typu "przebojów". Trudne doświadczenie na dłuższą metę.

Ale ja nie o tym chciałem. Nocny biwak na terenie parku nie był najlepszym pomysłem. Tak jak wspomniałem wcześniej, jest tu dużo śmieci, co mocno zmniejsza przyjemność obcowania z przyrodą. W dodatku chyba dość regularnie odbywają się tutaj tego typu pikniki i śmieci spożywcze kończą tak samo jak inne - więc i populacja szczurów jest duża. W dodatku, jak na park narodowy, mocno się łowi i chyba do drugiej w nocy niesie się hałas tych turkoczących silników. A potem od piątej rusza dzienna zmiana, więc obcowanie z przyrodą jest dość regularnie zakłócane.

No i też, ale to bardziej osobista preferencja, po całym dniu pocenia się niczym w saunie, przepłukiwania kremu z filtrem słoną wodą, człowiek nie jest w formie na doznania przyrodnicze...
Image
Image
Image
Image
Image


Zapomniałem napisać, tour po parku 1m, organizacja pikniku 1,5m.
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#12 PostWysłany: 28 Paź 2026 15:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Droga pomiędzy Riung a Bajawa jest taka, w 1/3, jakiej się spodziewałem na Flores. Czyli pełna dziur i czesto wymagająca slalomu. Ale też, do przejechania przez każdy niesportowy samochod. Tylko wymaga sporo czasu...
Image
Image

Wczoraj narzekałem że jest bardzo gorąco? To dzisiaj w ramach doświadczenia tutejszych atrakcji, poszedłem się dodatkowo wygrzać do gorących źródeł. Jakiś gen masochizmu się chyba we mnie odezwał.

Z drugiej strony, jak jest za gorąco, to wystarczy wejść do jeszcze cieplejszej wody - po wyjsciu zaczyna być znośnie. Soa Mengeruda, zasilane jest z rzeki, posiada dwa baseny, mały i lekko zapyziały gorący, oraz duzy, ładnie położony, chłodniejszy. Aczkolwiek ja nie czułem pomiedzy nimi różnicy. Wstęp dla obcokrajowców- 20k.
Niespodziewanie przyjemne doznanie.
Image
Image
Image

Plus kilka zdjęć z Bojawy. O ile ich główna ulica wyglada jak główna ulica w dowolnym tutejszym miasteczku, to mają park centralny. Który może nie do konca wygląda nowocześnie, ale już ludzie na nim i owszem. Biegają, maszerują, uprawiają różne sporty, biwakują na trawie... Ponoć tylko małolaty nie robią tego co robią małolaty po zmierzchu - bo policja bardzo tego pilnuje, komisariat jest zresztą przy placu.
Image
Image
Image
Image
Image

Ps. Jakby ktoś się wybierał samodzielnie samochodem w interior, to ponoć lepiej tankować na zapas w Ende lub Badjo, bo pomiędzy bywają kilkudniowe braki na stacjach. A jak już dostarczą, to są długie kolejki... Dla skuterów paliwo w butelkach jest co chwilę.
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#13 PostWysłany: 29 Paź 2026 10:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Zaczynamy rano, punktem widokowym Wolobobo na wulkan Beja. Dojazd z Bajawy jest długą, wąską drogą, która ma równie dużo dziur, co asfaltu. Ale do przejechania zwykłym samochodem. Wstęp 20k, na punkt widokowy prowadzi 500 m chodnika. Widoki przepiękne, nawet jesli jest trochę chmur. Są stoły piknikowe, co może być dobrym pomysłem.
Image
Image

Wioska tradycyjna Bena - wstęp 25k. Ponoć druga najstarsza w Indonezji. Duzo większa niz poprzednia, też trafił się przewodnik, który nie robił tego za karę. Mozna bylo się dowiedzieć wiele o hierarchii wewnątrz plemienia(im wyżej położony dom, tym ważniejszy mieszkaniec), wierzeniach. Oraz swietny i co najważniejsze chłodny, punkt widokowy w najwyższym punkcie. Co ciekawe, otwarcie się przyznają, że niektóre oferowane tekstylia są sztucznie barwione, by lepiej wyglądały.
Image
Image

Niby wierzą w duchy przodków, ale co jest nad drzwiami, to jest...
Image

Potem kilka kilometrów zboczem z ladnymi widokami do kolejnej wnioski Tololela. Tutaj wizyta jest za bóg zapłać. I tutaj ma się wrażenie że nie jest to inscenizacja dla turystów- zwykli ludzie, sprzedaż chyba tylko w jednym domku, dźwięki normalnego gospodarowania. No i byłem jedyną osobą z zewnątrz tam. W ramach powitania, mialem okazje spróbować tutejszego bimbru z palmy. Nie najgorszy jak na bimber...

Image
ImageImage

Potem jeszcze ze dwa kilometry w dół, az uda się dotrzeć do jakieś cywilizacji- czyli asfaltowej drogi, dokąd moze dotrzeć samochód.
Image
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#14 PostWysłany: 29 Paź 2026 15:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Popołudniu znowu czas na zdrowy masochizm, czyli gorące źródła Malange. Pusto, nikogo nie ma, zatopione w leśnej głuszy. Na miejscu jest też, ekhem, restauracja. Nie ma chyba menu, na pewno nie przeszła by żadnej inspekcji w Europie. Raz maty rodyla (ale pytam najpierw jakiego rodzaju białko oferują - wciąż nie wiem czy stwierdzenie przewodnika sprzed kilku godzin, że w niektórych wioskach niektórzy jedzą nawet koty, było żartem - ponoć wegetariańska opcja jest tylko dostępna). Dostałem jakiś smazony makaron z jajem. Dosłownie, i mam nadzieję, że w przenośni też, niczego nie urywał.
Image
Image

Przebieralnie ok, bo miały, jakieś, wieszaki...

A potem kąpiel. Fantastyczne doświadczenie. Po jednej stronie gorąca rzeczka, po drugiej zimna, i to wszystko się miesza w małym basenie. I są tam miejsca ciepłe, gorące, w sam raz, zimne - a także takie gorące u góry i zimne na dole. Świetna zabawa. A najlepsze było potem, kiedy ustawiłem się przy kamiennym murze oddzielajacym basen od drugiego mnieszego, ale bardziej wymieszanego, i od dalszego biegu rzeki, gdzie tylko był jakiś metrowy przepływ. Można się tam zaprzeć nogami o dno, ręką o kamień i mieć silny masaż przepływającą wodą, która w dodatku zmienia temperature, od gorącej do lodowatej. I to czasem jest tak, że szyja ma gorąco, a tyłek się chłodzi...
Image
Image


Wstęp 20k oraz obiad 20k. Lokalny przewodnik na cały dzień - 500k.


Image
Image


Ps.Bajawa położona jest ponad 1000 npm, więc jest zauważalnie chłodniejsza niż wcześniejsze miejsca. Wieczorem, tak w okolicach 20, zaczyna nawet być chłodno jak na krótki rękaw...
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#15 PostWysłany: 30 Paź 2026 12:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Ponieważ w moim BnB śniadanie było tylko w opcji rodem z polskiej polityki - "cóż szkodzi obiecać", więc poszedłem do najbliższego Alfamartu gdzie mają "bean spot". Czyli ekspres. Co było głupim pomysłem, moja prośba o kawę - zwykłą, bo mlecznej (będącej w rozpisce) bym się nie odważył - skończyła się konsylium wszystkich 3 pracowników i wspólnym czytaniem instrukcji. A potem podpięcie ekspresu do prądu, uzupełnieniem wody, która wiadomo jak długo tam siedziała... I w koncu naciśnięciem jednego przycisku, bo to automat był. 15 min z głowy.

Btw, jeśli kupujecie, ekologiczne, organiczne przyprawy, to pamiętajcie, że tak wygląda ich przygotowanie. To główna droga wzdłuż wyspy.
Image
Image
Image

Potem krótki postój w destylarni araku w Aimere. Ponoć prowadzina przez tą samą rodzinę od 5 pokoleń. Sok z palmy najpierw spontanicznie fermentuje, a potem jest destylowany. Tutaj się używa bambusowych rur, a nie miedzianych- ale dają radę (do wymiany co mniej więcej 4 lata). Muszę powiedzieć, że napój był dużo lepszej jakości niż wczoraj we wiosce. Mimo że przynieśli mi półlitrową plastikową butelkę, to pozwoliłem sobie tylko na pięćdziesiątkę. W tym słońcu więcej byloby samobójstwem... Destylarnia jeszcze nie jest popsuta przez turystów, wiec wstęp w jedynie słusznej cenie.
Image
Image
Image
Image
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#16 PostWysłany: 30 Paź 2026 15:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
Trasa Bajawa-Ruteng jest bardzo malownicza, ale też jedzie się powoli i wiele serpentyn czeka nas po drodze. Im dalej, tym jednak gorzej z widokami, zaczyna padać i jest bardzo niska podstawa chmur.

Image

Na trasie przerwa na napojenie się - tym razem słodki arak. Dużo słabszy, trochę słodki, aczkolwiek większość butelki zostawiłem, bo jak śmiał się sprzedawca, jak się wypije butelke, to albo idzie się spać, albo wystąpi choroba lokomocyjna. Albo, jak ma się pecha, oba. 15k za 1,5l.
Image

Potem kolejna godzina serpentyn, ale w narastajacym deszczu, co przy niezbyt dobrym stanie drogi, powoduje, że jazda juz nie jest taką przyjemnością. Potem przerwa na kawę z widokiem na pola ryżowe, aczkolwiek, zamglonym.
Image
Image

W końcu udaje się dotrzeć do Ruteng. Miasto uniwersyteckie, ale każdy wyglądający jak turysta jest zaczepiany przez grupy licealistów, którzy w ramach pracy domowej szukają jakiś białych twarzy i zadają im te same 4-5 pytań. Dwóm grupom dalem się nagrać, ale potem się odganiałem. Nocleg mam na przedmieściach, więc po kolacji już tutaj nie wracam, szczególnie że przy głównym placu, poza drogą i zadymioną kawiarnią nie ma zbytnio miejsca do posiedzenia, no chyba, ze chce się wystawiać na żer dla uczniów...
Image
Image
Image

Chociaż, jakieś 500 metrów od mojego noclegu zaczyna się właśnie piątkowe karaoke. Pierwsze utwory sugerują, że będzie to ciężka noc...
Image

Ps. Jedna rzecz mnie w tym miasteczku zastanawia. Dlaczego wszyscy młodzi ludzie, którzy mnie zaczepiają, mówią do mnie per "hallo miss"? Ja jestem brodatym facetem w średnim wieku...
Góra
 Profil Relacje PM off
jaszon lubi ten post.
 
      
Offline
#17 PostWysłany: 31 Paź 2026 13:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
No cóż, impreza w okolicy trwała wczoraj do jakieś 1 w nocy, a juz od 5 rano pobliska droga zaczęła ożywać głosami niezbyt wytłumionych silników oraz nagranymi reklamami obwoźnych sprzedawców. Taki lokalny koloryt. Niedaleko mojego noclegu jest kawiarnia z ładnym widokiem, więc weekend zaczynam tamże - od kolejnej kawy po turecku. Co ciekawe, jak wyjeżdżałem o 9, to z miejsca, gdzie wczoraj była impreza, znowu zaczęło rozbrzmiewać coś, co brzmiało jak karaoke... mają zdrowie ci lokalsi...
Image
Image

Niedaleko od Ruteng, znajduje się nardzo instagramowe miejsce, czyli pole ryżowe w kształcie pajęczej sieci. Wstęp 20k, a idzie się na punkt widokowy jakieś 10 min po schodkach. Na górze jest miejsce, gdzie mozna kupić kawę bądź kolę i być zagadany przez parę prowadzącą ten lokal. Niezbyt znają angielski, ale nie jest to przeszkoda... same pola ryżowe przedstawiają dość smutny widok, bo są suche. Ponoć nie bylo deszczu od pół roku, pora deszczowa się spóźnia, a górskie źródła nie dają tyle wody co zawsze.

Image
Image

Z jednej strony jest ładny widok, ale z drugiej urwisko kamieniołomu - na szczęście jest zabezpieczenie w postaci tabliczki
Image

Wae Lolos - wodospad, ktorego nie widać, z małym oczkiem wodnym. Wstęp 70k z obowiązkowym przewodnikiem - nie wiem po co, bo idzie się najpierw drogą, a potem dobrze oznaczoną ścieżką. No chyba żeby sobie turysta połamał nogi, bo pod koniec idzie się w dół po skalach i korzeniach, a przewodnik ani nie czeka, ani nie zwalnia...
Image
Image
Image

Najpierw basen z widokiem, i rzekomym wodospadem, rzekomym, bo niezbyt go widać. Byloby to bardzo romantyczne miejsce na kąpiel we dwoje, gdyby nie przewodnik, który nie ma co robić, tylko się gapić. A i nie ma jak się przebrać, a nagość to tu tabu - przebieralnia jest przy drugim miejscu. A tam jest rachityczny wodospad, większe oczko wodne i przebieralnia z toaletą. Znowu - byłoby fajnie i romantycznie (gdybym nie był sam na tej wycieczce), ale ten znudzony przewodnik. Chociaż kąpiel była bardzo miła w ten gorący dzień. Sympatyczne miejsce w pobliżu Labuan Badjo.
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
Online
#18 PostWysłany: 31 Paź 2026 18:02 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 534
niebieski
Fajna relacja. Z Flores mam miłe wspomnienia...

Cytuj:
Na trasie przerwa na napojenie się - tym razem słodki arak.

Z miejscowym arakiem pewnie lepiej jest zachować ostrożność zważywszy na spora liczbę zatruć. Sam też podczas pierwszych wizyt w Indonezji nie stroniłem od tego trunku, jednak później uznałem, że lepiej jest sobie darować ten specjał....
Góra
 Profil Relacje PM off
abelincoln lubi ten post.
 
      
Offline
#19 PostWysłany: 31 Paź 2026 20:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 828
Loty: 1461
Kilometry: 3 013 355
Krajów: 130 / 60.5%
platynowy
Jak odwiedzałem kościół katolicki jakieś dwie godziny drogi od Labuan Bajo, gdzie podobno posługują polscy misjonarze. Nikogo nie było w środku akurat.

Image
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#20 PostWysłany: 01 Lis 2026 05:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 2618
złoty
I to już koniec tej relacji, piszę te słowa z samolotu zbliżającego do lądowania na Bali, gdzie bardziej mnie czeka praca od poniedziałku, niż coś wartego relacjowania. Dziękuję wszystkim za uwagę, postaram się jeszcze napisać podsumowanie moich wrażeń w poniedziałek/wtorek, jak dopadnę jakąś klawiaturę, bo teraz nie chce mi się tego robić miziając telefon.

A na deser kilka zdjęć ze spaceru nad morzem w Labuan Bajo. Bardzo turystyczne miejsce, raczej dla tych, co lubią taką atmosferę...
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: jaszon oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group