| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Dzień dobry w Bangkoku dzien-dobry-w-bangkoku,215,187262 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | katewisienka [ 13 Mar 2016 21:15 ] |
| Temat postu: | Dzień dobry w Bangkoku |
Miały być grube, roześmiane Gambijki, a wylądowałam wśród Tajów. W dodatku chudych. Wcinałam zupkę i rozglądałam się wokół. Jak to się stało, że siedzę w centrum Bangkoku?! A no tak: marzyłam o Afryce, gdy Aero Flot wrzucił promocje na loty do Tajlandii. Nie moja bajka, pomyślałam. Seksturystyka, lejdiboje i ping-pong szoły. Nieee. Tylko myśl o kuchni robiła ciepełko wokół serca. No i wymiękłam. Uznałam, że okazje po to są, by je łapać, a marzenia spełniają się nie po kolei. ![]() I tak w gorące, listopadowe południe stanęłam z chłopakami na płycie lotniska w Bangkoku. Po dobie w podróży chcieliśmy tylko dopaść hotel. Wybraliśmy tanią, ale dobrze zlokalizowaną miejscówkę: rzut beretem do gastronomiczno- zakupowej Khao San i 20-30 minut do największych atrakcji: Pałacu Królewskiego, świątyń Wat Pho i Wat Arun. Wzięliśmy prysznic, a potem zasiedliśmy w pierwszej nieźle pachnącej garkuchni przy hotelu. Krewetki za kilka złociszy! Pierwszy pad thai! Łał! Pomyślałam, że może to nawet niezły strzał z tą Azją. ![]() Poznawanie Tajlandii zaczęliśmy od... chińskiej dzielnicy. Przez Bangkok przepływa rzeka Menam. Szybko obczailiśmy, że promy to dobry i tani sposób na transport po zakorkowanym mieście. Wsiedliśmy na statek, a po 20 minutach wysiedliśmy w "małym Szanghaju". Wokół sami Chińczycy. Chińskie sklepy, magazyny, knajpy, bazary. Pierdzielnik na maksa. Za to zapachy nieziemskie! Tu się coś grilluje, tam bulgoce. ![]() Człowiek głodnieje od samego wąchania. Włóczyliśmy się zaglądając w gary i do dziupli handlarzy wszelkim badziewiem, aż doczłapaliśmy do Świątyni Złotego Buddy, by obejrzeć 5 ton kruszcu w pozycji siedzącej. Największy posąg Buddy wykonany w całości ze złota. W dodatku przez 200 lat stał sobie zapomniany, aż przypadkiem podczas renowacji odkryto jego wartość. A potem stał sobie kolejne 20 lat pod blaszanym daszkiem, bo obecna świątynia nie miała wystarczająco dużego pomieszczenia. Wreszcie doczekał godnego miejsca i siedzi tam sobie do dziś. ![]() Na kolację wróciliśmy na Khao San. Curry było zacne, ale wychodziło z nas zmęczenie, w dodatku byliśmy połamani jak brzozy smoleńskie. Na ulicach odkryliśmy prawdziwy wysyp salonów masażu. No i skusiliśmy się. To niewiarygodne, jak godzina bolesnego uciskania mięśni i wyrywania stawów stawia na nogi! ![]() I jeśli masaż przechylił szalę na korzyść Azji, to gastronomia dociążyła ją na dobre. Ilość knajp, garkuchni i wózków z żarciem wydaje się przesadzona. Za dnia. Wieczorem wszystko nabite jest na full. Za kilka złotych zjeść można świeżą zupkę, curry, pad thai albo grillowane szaszłyki. Czuć zapach trawy cytrynowej, kolendry i liści kafir. Dania -owszem- są ostre, ale głównie czuć smaki pojedynczych składników: słodycz mleka kokosowego, imbirowy posmak galangal i ostro - kwaśną pastę chili. Ostrość nie zabija smaków, ona je wydobywa, podkręca. Dla mnie bomba! Ale nie tylko w gary zaglądaliśmy. ![]() Każde miasto ma swoje absolutely must be. W Bangkoku to kompleks świątyń i Pałac Królewski. Najpierw wybraliśmy się do Wat Phra Keo, Świątyni Szmaragdowego Buddy. Skwar dawał w dupę. W wypożyczonych ciuszkach ruszyliśmy na zwiedzanie. Ogólnie jazda. Teren jest olbrzymi. Złoto, przepych, bogactwo. Tłumy nieprzebrane. ![]() ![]() Chcąc odhaczyć od razu kolejne pozycje z top10 zwiedziliśmy jeszcze Wat Pho z Leżącym Buddą. Tłumy mniejsze, świątynie bajeczne, Budda w pozycji horyzontalnej - mega! Ogólnie ilość obejrzanych posągów Buddy przekroczyła moje potrzeby duchowe. ![]() ![]() Dopiero Chang przywrócił mi właściwy ogląd sytuacji. A potem poszliśmy na masaż i kolejnego Changa. I wylądowaliśmy na Patpongu, czyli w nocnej dzielnicy uciech. Której wcale nie zamierzałam odwiedzać. ![]() Bo chłopcy zrobieni na Barbie w tanich gabinetach medycyny estetycznej to nie moja bajka. Tajki strzelające z pochwy piłeczkami albo wpuszczające tam chomiki nie budzą u mnie cieplejszych skojarzeń. Ale podtatusiali, spoceni z emocji panowie widzą to chyba inaczej. Skłonni są uwierzyć, że gibkie 20-latki fantazjują o ich grubych... brzuchach? Nie, niestety wciąż tylko porfelach. W Tajlandii ponad 20 mln dolarów rocznie wynoszą zyski z prostytucji i seks-turystyki. Ktoś te sumy wykręca. Zjedliśmy kolację i wróciliśmy na Khao San. Tu przynajmniej zamawiając kolację, płaci się za posiłek. ![]() Bangkok to również zakupy. Ulice pełne są straganów z ciuchami, biżuterią, butami. Królują podróbki i tajska moda uliczna. Ubrania za kilkanaście euro, które przywoziłam z Włoch czy Hiszpanii tu kupić można za grosze. Naprawdę warto przylecieć z pustą walizką. Albo bez, bo dobrą walizkę można kupić na miejscu. Następnym razem będę mądrzejsza. Można oszczędzać na podróż i nie oszczędzać na podróży. ![]() I ogólnie tak postrzegam Tajlandię. Jako kraj pełen kontrastów, który w dziwny sposób godzi zasady buddyzmu z prostytucją i życiem w luksusie. Na tym tle Bangkok nie jest szczególnie niekompatybilny. Ma króla i królową, ociekające złotem świątynie, wielopasmowe autostrady i salony Bentleya. Ma młodzież ze smartfonami, tuk-tuki z nawigacją i mnichów z tabletami. W tym świecie rządzi postęp, nowoczesność i kasa. Tuż obok jest świat dzielnic biedy, tanich jadłodajni i bezdomnych. Pod estakadami, po których płynie rzeka samochodów stoją slamsy. Blaszano-drewniane chaty na palach, łatane czym popadnie. Na powierzchni kilku m2 mieszkają całe rodziny. Pośród ścieków i śmieci bawią się dzieci. Ich codzienność to walka o byt. Ale w tej dżungli przetrwają najsilniejsi. Ta dżungla nazywa się Bangkok. Sawasdee, bo jeszcze tu wrócę. ![]() ![]() A w kolejnym wpisie więcej o reszcie reszcie podróży. | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |