Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 13 Mar 2016 21:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Mar 2016
Posty: 25
Loty: 72
Kilometry: 154 059
Krajów: 24 / 11.2%
Miały być grube, roześmiane Gambijki, a wylądowałam wśród Tajów. W dodatku chudych. Wcinałam zupkę i rozglądałam się wokół. Jak to się stało, że siedzę w centrum Bangkoku?! A no tak: marzyłam o Afryce, gdy Aero Flot wrzucił promocje na loty do Tajlandii. Nie moja bajka, pomyślałam. Seksturystyka, lejdiboje i ping-pong szoły. Nieee. Tylko myśl o kuchni robiła ciepełko wokół serca. No i wymiękłam. Uznałam, że okazje po to są, by je łapać, a marzenia spełniają się nie po kolei.

Image

I tak w gorące, listopadowe południe stanęłam z chłopakami na płycie lotniska w Bangkoku. Po dobie w podróży chcieliśmy tylko dopaść hotel. Wybraliśmy tanią, ale dobrze zlokalizowaną miejscówkę: rzut beretem do gastronomiczno- zakupowej Khao San i 20-30 minut do największych atrakcji: Pałacu Królewskiego, świątyń Wat Pho i Wat Arun. Wzięliśmy prysznic, a potem zasiedliśmy w pierwszej nieźle pachnącej garkuchni przy hotelu. Krewetki za kilka złociszy! Pierwszy pad thai! Łał! Pomyślałam, że może to nawet niezły strzał z tą Azją.

Image

Poznawanie Tajlandii zaczęliśmy od... chińskiej dzielnicy. Przez Bangkok przepływa rzeka Menam. Szybko obczailiśmy, że promy to dobry i tani sposób na transport po zakorkowanym mieście. Wsiedliśmy na statek, a po 20 minutach wysiedliśmy w "małym Szanghaju". Wokół sami Chińczycy. Chińskie sklepy, magazyny, knajpy, bazary. Pierdzielnik na maksa. Za to zapachy nieziemskie! Tu się coś grilluje, tam bulgoce.

Image

Człowiek głodnieje od samego wąchania. Włóczyliśmy się zaglądając w gary i do dziupli handlarzy wszelkim badziewiem, aż doczłapaliśmy do Świątyni Złotego Buddy, by obejrzeć 5 ton kruszcu w pozycji siedzącej. Największy posąg Buddy wykonany w całości ze złota. W dodatku przez 200 lat stał sobie zapomniany, aż przypadkiem podczas renowacji odkryto jego wartość. A potem stał sobie kolejne 20 lat pod blaszanym daszkiem, bo obecna świątynia nie miała wystarczająco dużego pomieszczenia. Wreszcie doczekał godnego miejsca i siedzi tam sobie do dziś.

Image

Na kolację wróciliśmy na Khao San. Curry było zacne, ale wychodziło z nas zmęczenie, w dodatku byliśmy połamani jak brzozy smoleńskie. Na ulicach odkryliśmy prawdziwy wysyp salonów masażu. No i skusiliśmy się. To niewiarygodne, jak godzina bolesnego uciskania mięśni i wyrywania stawów stawia na nogi!

Image

I jeśli masaż przechylił szalę na korzyść Azji, to gastronomia dociążyła ją na dobre. Ilość knajp, garkuchni i wózków z żarciem wydaje się przesadzona. Za dnia. Wieczorem wszystko nabite jest na full. Za kilka złotych zjeść można świeżą zupkę, curry, pad thai albo grillowane szaszłyki. Czuć zapach trawy cytrynowej, kolendry i liści kafir. Dania -owszem- są ostre, ale głównie czuć smaki pojedynczych składników: słodycz mleka kokosowego, imbirowy posmak galangal i ostro - kwaśną pastę chili. Ostrość nie zabija smaków, ona je wydobywa, podkręca. Dla mnie bomba! Ale nie tylko w gary zaglądaliśmy.

Image

Każde miasto ma swoje absolutely must be. W Bangkoku to kompleks świątyń i Pałac Królewski. Najpierw wybraliśmy się do Wat Phra Keo, Świątyni Szmaragdowego Buddy. Skwar dawał w dupę. W wypożyczonych ciuszkach ruszyliśmy na zwiedzanie. Ogólnie jazda. Teren jest olbrzymi. Złoto, przepych, bogactwo. Tłumy nieprzebrane.

Image

Image

Chcąc odhaczyć od razu kolejne pozycje z top10 zwiedziliśmy jeszcze Wat Pho z Leżącym Buddą. Tłumy mniejsze, świątynie bajeczne, Budda w pozycji horyzontalnej - mega! Ogólnie ilość obejrzanych posągów Buddy przekroczyła moje potrzeby duchowe.

Image

Image

Dopiero Chang przywrócił mi właściwy ogląd sytuacji. A potem poszliśmy na masaż i kolejnego Changa. I wylądowaliśmy na Patpongu, czyli w nocnej dzielnicy uciech. Której wcale nie zamierzałam odwiedzać.

Image

Bo chłopcy zrobieni na Barbie w tanich gabinetach medycyny estetycznej to nie moja bajka. Tajki strzelające z pochwy piłeczkami albo wpuszczające tam chomiki nie budzą u mnie cieplejszych skojarzeń. Ale podtatusiali, spoceni z emocji panowie widzą to chyba inaczej. Skłonni są uwierzyć, że gibkie 20-latki fantazjują o ich grubych... brzuchach? Nie, niestety wciąż tylko porfelach. W Tajlandii ponad 20 mln dolarów rocznie wynoszą zyski z prostytucji i seks-turystyki. Ktoś te sumy wykręca. Zjedliśmy kolację i wróciliśmy na Khao San. Tu przynajmniej zamawiając kolację, płaci się za posiłek.

Image

Bangkok to również zakupy. Ulice pełne są straganów z ciuchami, biżuterią, butami. Królują podróbki i tajska moda uliczna. Ubrania za kilkanaście euro, które przywoziłam z Włoch czy Hiszpanii tu kupić można za grosze. Naprawdę warto przylecieć z pustą walizką. Albo bez, bo dobrą walizkę można kupić na miejscu. Następnym razem będę mądrzejsza. Można oszczędzać na podróż i nie oszczędzać na podróży.

Image

I ogólnie tak postrzegam Tajlandię. Jako kraj pełen kontrastów, który w dziwny sposób godzi zasady buddyzmu z prostytucją i życiem w luksusie. Na tym tle Bangkok nie jest szczególnie niekompatybilny. Ma króla i królową, ociekające złotem świątynie, wielopasmowe autostrady i salony Bentleya. Ma młodzież ze smartfonami, tuk-tuki z nawigacją i mnichów z tabletami. W tym świecie rządzi postęp, nowoczesność i kasa. Tuż obok jest świat dzielnic biedy, tanich jadłodajni i bezdomnych. Pod estakadami, po których płynie rzeka samochodów stoją slamsy. Blaszano-drewniane chaty na palach, łatane czym popadnie. Na powierzchni kilku m2 mieszkają całe rodziny. Pośród ścieków i śmieci bawią się dzieci. Ich codzienność to walka o byt. Ale w tej dżungli przetrwają najsilniejsi. Ta dżungla nazywa się Bangkok. Sawasdee, bo jeszcze tu wrócę.

Image

Image

A w kolejnym wpisie więcej o reszcie reszcie podróży.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group