Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 09 Sie 2018 01:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Sie 2018
Posty: 4
Loty: 21
Kilometry: 66 677
Krajów: 9 / 4.2%
Cześć, mam na imię Asia i moim marzeniem było zabaczyć Salar de Uyuni… a skończyło się tak:
Image

Postaram się przedstawić w prosty sposób nasz trzytygodniowy trip po Chile, Boliwi i Peru. Była to nasza pierwsza taka długa i taka daleka podróż. Przy czym nie znamy do dzisiaj hiszpańskiego, a mimo to daliśmy świetnie radę.
Na początek… loty.

Początkowo wchodziła opcja lotu przez Madryt, jednak finalnie wybraliśmy lot liniami Aeromexico: Paryż -> Meksyk (miasto) -> Santiago de Chile i powrót Lima -> Meksyk -> Paryż. Gorąco polecam, główny lot czyli CDG-MEX Dreamlinerem w pierwszą stronę i Airbusem A380. Bilety za 2700zł.

1. CZĘŚĆ PIERWSZA
CHILE


1.1. Santiago de Chile
Ok… lot był długi (pierwszy samolot w WAW o 16:15 i przylot do SCL o 21:20 następnego dnia, nie uwzględniając przesunięcia czasowego) dlatego jedziemy wprost do hostelu w centrum miasta.
Autobus kursuje spod terminala do centrum (przystanek Los Heroes) za ok. 10zł co 30 min (od 6:00 do 23:30).
Nocka w hostelu, śniadanie (jak się później przekonaliśmy wszędzie na śniadanie dostaniemy praktycznie to samo: słodką bułkę / tost, papaję / banan, herbatę np. jaśminową i jajecznicę) i lecimy na szybki spacer po mieście: do centrum tj. Plaza de Armas mamy bardzo blisko.
Image

Image

W Santiago jesteśmy tylko pół dnia bo już o 14:00 lecimy do Calamy. Na lotnisko wracamy dokładnie tym samym autobusem (czas podróży to ok. 45 min – odjazd z tego samego miejsca).
Ładne miasto, ale nie żałujemy, że nie spędziliśmy w nim więcej czasu bo lot do Calamy trwa 2 h i przenosi nas w zupełnie inny świat. Przelot nad Andami i Atacamą robi ogromne wrażenie, a wyjście z samolotu to uderzenie gorąca i niekończący się piaszczysty horyzont.
Image

Aby dostać się do San Pedro de Atacama wystarczy opuścić lotnisko, skierować się na lewo i kupić bilet na busik, który wysadzi cię przy hostelu. Cena za os. $4 000
.
Rada: Nie ma sensu kupować wcześniej biletu online na bus do San Pedro de Atacama, dla każdego znajdzie się miejsce – busów jest sporo, a godziny przylotów dobrze opanowane.

Droga z Calamy do San Pedro de Atacama – krajobraz niezmienny przez 2h
Image

1.2. San Pedro de Atacama
Co za miasto … architektura (wiem że to nadużycie) robi klimat. Tutaj spędziliśmy 3 noce (Hostel Millantu).

Lokalizacja hostelu:
Image
San Pedro to miejsce wypadowe wycieczek, w sumie całodniowych, w różne rejony Atacamy. Wybierz sobie wcześniej kierunki, które cię interesują – każde biuro wycieczkowe (są ich w mieście dziesiątki) ma te wszystkie wycieczki w swoim pakiecie (i organizowane są codziennie)*. Samo wybranie biura to tylko kwestia ceny (i nikt cię tam nie będzie naciągał, na siłę zachęcał do swojej oferty, powiesz: „dziękuję idę sprawdzić jeszcze dalej” tylko się do ciebie serdecznie uśmiechną i będą życzyli miłego dnia , serio … niesamowici ludzie!) . Polecam natomiast kupienie w jednym biurze wszystkich interesujących nas opcji - można wówczas sporo zaoszczędzić.

*polega to na tym, że biura to biura, a kierowcy to kierowcy. Jasne pewnie biura mają swoich ulubionych kierowców, ale działa to bardziej na zasadach puzzli, kierowca daje znać ze ma jeszcze 2 wolne miejsca to zawsze znajdzie się jakieś biuro, które ma dwóch wolnych turystów. Komercja spora, ale organizacja pełna.

Styl miasta wygląda tak:
Image

Image

W mieście są 3 targi z reginalnymi pamiątkami
Image

Zjeść można np. w La Picada Del Indio – my akurat czekaliśmy na stolik, ale jest kilka innych miejsc gdzie można zjeść taki pakiet obiadowy, cena to zazwyczaj $4500 – 5500
Image

Które wycieczki wybraliśmy:
- Dolina księżycowa Valle de la Luna (cena katalogowa ok. 60zł*)
to nie tak, że narzekam, ale to miejsce to dla mnie jakiś kosmos na ziemi, chciałabym tam kiedyś wrócić, ale już na własną rękę. Jednak w tym przypadku zorganizowanej wycieczki było czuć tłok i pośpiech.
Jest opcja pojechania tam rowerem- szczerze nie widziałam chyba żadnego roweru, więc może wypożyczenie samochodu jest dobrym rozwiązaniem … niemniej jednak miejsce obowiązkowe.
Image

Image

Image

Image

I zachód słońca w miejscu Mirador de Kari - Piedra del Coyote
Image

- wycieczka Piedras Rojas (katalogowa cena ok. 280 zł / 1 os.*)

Tu już bardziej kameralnie, choć busik pełny. Po drodze zatrzymaliśmy się na śniadanie, a w drodze powrotnej na obiad – w tym samym miejscu - Cocineria Santa Barbara.

Droga do Piedra Rojas
Image

Piedras Rojas
Image

Laguna Tuyacto
Image

Socaire
Image

Laguna Chaxa
Image

Image

Toconao
Image

Było tak:
My zdecydowaliśmy się na dwie wycieczki i choć ceny mogą odstraszać to ja żałuję, że nie mieliśmy czasu wybrać jeszcze jeden na Tara Salt Flat.
Image

Image

- w tym samym biurze kupiliśmy także wycieczkę do Uyuni z San Pedro (3d/2n). Cena za wszystko sama nas zaskoczyła (w sumie wyszło $270 000 za dwie osoby (gdzie Boliwia – $190 000, Atacama – $80 00), dlatego zachęcam do pójścia tą drogą i kupienia wszystkiego w jednym miejscu.
Image

Image

2. CZĘŚĆ DRUGA
Boliwia

(następny wpis)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#2 PostWysłany: 09 Sie 2018 20:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Sie 2018
Posty: 4
Loty: 21
Kilometry: 66 677
Krajów: 9 / 4.2%
2. CZĘŚĆ DRUGA
Boliwia


Podróż do Boliwii zaczynamy w San Pedro de Atacama, to w jednym z lokalnych agencji turystycznych kupiliśmy wycieczkę 3d/2n do Uyuni (za dwie osoby zapłaciliśmy $190 000)

Wcześnie rano czekamy pod hostelem na busa, który zawiezie nas na granicę z Boliwią. Granica wygląda tak: samochody czekające na turystów, busy z San Pedro i mała budka – w której robimy odprawę celną. Na miejscu dostaliśmy także śniadanie, coś słodkiego i ciepłą herbatę – dla nas spore zaskoczenie, bardzo pozytywne. Zostaliśmy przydzieleni do samochodu, w sumie jechało nas 5 + kierowca. Zapakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy dalej …

Granica:
Image

Pierwszy przystanek to bar/ hostel / wjazd do parku narodowego (Eduardo Avaroa Andean Fauna National Reserve) chyba wszystko w jednym.
Po pierwsze trzeba wpisać się do zeszytu odwiedzających i wpłacić opłatę za wjazd, po drugie można wymienić pieniądze na boliviany – szczerze kurs był tragiczny, ale w ogóle zapomnieliśmy o wymianie w San Pedro.

Tak wygląda kantor za barem:

Image

Pierwszego dnia odwiedziliśmy takie miejsca:
• Laguna Blanca

Image

• Laguna Verde

Image

• Desietro de Dali

Image

• Termas Polques

Image

• Gejzery Sol de Manana

Image

Image

Image

• Laguna Colorada

Image

Inne zdjęcia po drodze tego dnia:

Image

Image

Image

W międzyczasie przerwa na obiad:

Image

Mieliśmy do wyboru jeden z dwóch noclegów, wybraliśmy Villa Mar
Warunki podstawowe, prysznic lodowaty bezpłatny, ciepły za 10 BOB.

W naszym przypadku, szczególnie moim, po całym dniu dała mi we znaki choroba wysokościowa, nasz kierowca miał aspirynę – jednak zalecam mieć ją ze sobą + dosłałam napar z liści koki (generalnie mieliśmy cukierki z koki przy sobie, a napar z ich liści to generalny standard). Niestety, ale takie są skutki przebywania na ponad 4k m.n.p.m.

Drugi dzień to znów cały dzień w samochodzie. Tego dnia odwiedziliśmy:

• Italia Perdida

Image

Image

• Laguna Vinto

Image

Image

• Laguna Negra

Image

• Mirador de la cascada (anaconda)

Image

• Chiguana

Image

Inne miejsca po drodze:

Image

Image

Image

Wieczorem dotarliśmy do hostelu - Hotel de Sal - tam kolacja, czas wolny i płatny prysznic :)
Ciekawe pokoje, wykonane głównie z soli (pokoje nie są zamykane na klucz, są jedynie przystosowane do zamknięcia na kłódkę – my akurat nie mieliśmy żadnej więc paszporty i pieniądze nosiliśmy przy sobie):

Image

Trzeci dzień zaczynamy przed 5:00, jedziemy na wyspę Isla Inca Huasi i czekamy na wschód słońca. Zimno jak nie wiem, jednak z wyspy można podziwia panoramę na pustynię solną Salar de Uyuni. Dotarłam do miejsca od którego wszystko się zaczęło… i szczerze początkowo nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak zakładałam. Oczywiście to nie kwestia miejsca, a tego że przez te kilka dni naoglądałam się tak niesamowitych widoków, że oko już przyzwyczaiło zsię do tej przestrzeni. Po wyspie ”kaktusowej” wsiadamy w samochód i jedziemy robić zdjęcia.

Image

Image

Spokojnie zabawa z perspektywa to zaplanowana sesja zdjęciowa, zarówno nasze pomysły jak i kierowcy zostały zrealizowane i mamy tych zdjęć sporo :D

Image

Image

Nasz kierowca był przygotowany w gadżety:

Image

Dalej jedziemy do muzeum Museo de Sal i pomnik rajdu Dakar na kolejną sesję.

Image

Zaraz po opuszczeniu Salar de Uyuni przyjechaliśmy na targ w miejscowości Colchani. Nie jest to lokalny targ, a specjalnie ustawiony pod turystów z pamiątkami … nie mniej jednak musimy spędzić tu ok. 45 min, później obiad – na ostatni obiad dostaliśmy lamę i ruszamy kawałek dalej na cmentarz lokomotyw / pociągów.

Lama na obiad:

Image

Dla mnie najmniej ciekawe miejsce, może przez tony plastikowych śmieci turlających się wokoło.

Image

Nasza 3dniowa ekipa

Image

Kierowca wysadza nas w Uyuni i mamy kilka godzin do zbicia ponieważ czekamy na autobus nocny do La Paz. W tym czasie odwiedziliśmy lokalny targ – Mercado Central i zjedliśmy na nim super obiad za kilka złotych. Generalnie w mieście jest sporo knajpek jednak nie dajcie się zwieść napisom free-wifi.

O 20:00 mamy autobus do La Paz – na wejściu dostajemy wodę, koce i ciepłą kolację. Bilety kupiliśmy wcześniej on-line, jednak autobus był zapełniony tak w 60% więc spokojnie można kupić bilet na miejscu. Nasze biuro podróży to: Todo Turmismo bardzo blisko dworca autobusowego.
Rozkładamy fotele – autobusy semi-calama to dla nas nowość, którą chcielibyśmy mieć w każdym środku transportu. Jedziemy całą noc.

2.2. La Paz

O 7:00 dojechaliśmy na dworzec autobusowy w La Paz.

Image

W La Paz spędziliśmy tylko jeden dzień i nie wiemy czy to jest norma czy to „niedziela handlowa” ale miasto - przynajmniej nasza dzielnica (spaliśmy w York Vintage) to jeden wielki trag. Jak to w Ameryce Południowej, każda ulica to inny zakres usług. I tak jest cała ulica tylko w salony fryzjerskie, inna w sklepy motoryzacyjne, jeszcze inna w sklepy z hydrauliką. Tak tego dnia rozłożone są jeszcze przed normalnymi sklepami stoiska ze wszystkim, oczywiście w miarę posegregowane działami.

Sektor spożywczy

Image

Sektor z chrupkami, a już za nim odzieżowy.

Image

Później przeszliśmy się do centrum:

Image

Image

I przejechaliśmy się koleją Teleferico – linia czerwona.

Image

Wysiedliśmy na samej górze na stacji El Alto i jak się okazało wyszliśmy na targ … jakby było nam mało. Pochodziliśmy chwilę, zjedliśmy obiad i wróciliśmy do hostelu generalnie targu nie polecam.

Image

Image

Image

W kolejce – linii czerwonej – pewna boliwijka zdradziła nam, że jesteśmy w jednej z mniej reprezentatywnych części La Paz i generalnie na zwiedzanie poleca okolice żółtej kolejki.
My niestety padnięci całodniowym chodzeniem marzyliśmy o prysznicu i łóżku. Więc nasze zwiedzanie La Paz dobiegło końca.

Następnego dnia z samego rana lecimy na autobus do Cusco. Znów kupiliśmy bilet on-line w kraju, jednak sam dworzec jest spory, jest wiele agencji i jeździ sporo autobusów, więc bilet można spokojnie kupić dzień wcześniej.
Droga zajmuje cały dzień – jednak autobus jest jeszcze wygodniejszy od wcześniejszego więc mieliśmy dzień na naładowanie baterii.

Część III.
Peru

(następny wpis)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 10 Sie 2018 00:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Sie 2018
Posty: 4
Loty: 21
Kilometry: 66 677
Krajów: 9 / 4.2%
CZĘŚĆ III.
PERU


3.1. Cusco

Dla nas Cusco to oczywiście miejsce wypadowe do Machu Pichcu. Pierwszego dnia w Cusco szukamy transportu do Hydroelektrowni, aby później wzdłuż torów dojść do Aquas Calientes. Znów biur podróży jest pełno, znów biuro podróży to biuro podróży a kierowcy to kierowcy, także zawsze znajdzie się miejsce i można bus kupić spokojnie kilka godzin wcześniej. Kupiliśmy bilety w obie strony i następnego dnia o 8:00 byliśmy już umówieni pod biurem podróży.

W Cusco chcieliśmy kupić pamiątki, dlatego z polecenia udaliśmy się do centrum handlowego: Mercado Artesanal. Nakupiliśmy na nim sporo prezentów dla rodziny i dla nas – od swetrów po skarpetek z alpaki … Ceny okazały się odziwo korzystniejsze niż w Boliwi.

Image


3.2. Machu Picchu


Na MP zarezerwowaliśmy sobie całe 3 dni, pierwszy na dojazd, drugi na zdobycie MP i trzeci na powrót.
Wybraliśmy niskobudżetową opcję dotarcia do Aquas Calientes. Busem do Hydroelektrowni, a później ok 10km pieszo drogą wzdłuż torów. Generalnie trasa busem miejscami ekstramalna – serpentyny, przepaście i szalony kierowca spowodował, że „ucałowałam” ziemię gdy dotarliśmy na miejsce. Natomiast trasa wzdłuż torów – polecam jak najbardziej, nie jest niebezpieczna, dosyć płaska i naprawdę przyjemnie się idzie.
Takie przepaście, takie zakręty i nie zwalnianie przed nimi mam na myśli:

Image

Trasa piesza:

Image

Wejście na MP wykupiliśmy wcześniej – zdecydowanie trzeba kupić wcześniej. Generalnie dostępne są 3 rodzaje biletów: wejście na MP (z wyborem godziny porannej lub południowej), wejście na MP + góra Huayna (wejście tylko rano), wejście na MP + góra Montana (wejście tylko rano).

Image

My wybraliśmy opcję z górą Huayna (jest spory limit wejść więc jeśli zależy Ci na tej opcji, szczególnie ważne jest kupienie biletu wcześniej). Na samo MP również postanowiliśmy wejść samemu (kursują lokalne busy) jednak wejście pieszo zajmuje ok. 30mim. Generalnie w bramach MP stanęliśmy chwilę po 6:00. I te pierwsze minuty tam okazały się najlepsze.
Najmniejszy tłok, wschodzące słonce i opadająca mgła zagwarantowały nam takie widoki:

Image

Pochodziliśmy chwilę po starym mieście i udaliśmy się pod wejście na Huayna (Wayna) Picchu. Góra nie jest trudna, wejście i zejście zajmuje tak optymalnie 2-3h.

Image

Image

Ok. 16-17 byliśmy już w hostelu.

Następnego dnia busy z Hydroelektrowni odjeżdżają ok 13:00-14:00. Wieczorem po eksramalnym powrocie busem bezpiecznie dotarliśmy do Cusco. Tym razem nocujemy w Hosteria de Anita i to był jeden z lepszych noclegów podczas tych 3 tygodni.

Image

3.3. Cusco c.d.

Kolejny dzień w Cusco zarezerwowaliśmy na Salinas de Maras. Wykupiliśmy dojazd autobusem – zorganizowana wycieczka – której tym razem nie polecam. Dlaczego:
- po drodze wjechaliśmy do „tradycyjnej” peruwiańskiej rodziny, która przedstawiła proces przerabiania wełny alpaki na włóczkę, ale która miała na celu przede wszystkim zmusić nad do kupienia swoich wyrobów.
- później wjechaliśmy do Moray, ale jak się okazało na miejscu, żeby tam wejść, trzeba kupić bilet za ok 130 soles (jest do również bilet wejścia do kilku innych miejsc np. muzea w Cusco) ponieważ nie ma czegoś takiego jak bilet jednorazowego wejścia… dlatego czekaliśmy na naszą wycieczkę i cieszyliśmy się taką panoramą

Image

- na końcu dotarliśmy do Salinas de Maras – miejsce polecam – jednak forma zwiedzania (chyba jakieś 40min wolnego) trochę mnie rozczarowała. Nie sądziłam, że będzie taki pośpiech …

Image

Image

Gdy wróciliśmy już do Cusco, zachęceni opinia tubylców udaliśmy się na plac Plaza Tupac Amaru, na którym w niedziele organizowane są „pikniki”. Pojawiliśmy się tam za późno ponieważ zostały same desery, a na scenie grał jakiś lokalny grajek.

Image

Niemniej jednak obok tego placu jest taki jakby plac z budkami z różnym jedzeniem (zaras obok placu – nad wejściem slogan Gran Altiplano) . Ponieważ to miejsce zostało nam polecone z dobrą świnką morską postanowiliśmy zjeść tam obiad. Zamówiliśmy świnkę, jakieś inne lokalne danie i do picia dwie chici.
Porcje zdecydowanie za duże, smak (szczególnie świnki – którą próbowaliśmy tu pierwszy i ostatni w życiu) nie pował, do tego wieczorne problemy żołądkowe - szczerze NIE POLECAM.
Co najlepsze (jak się później dowiedzieliśmy w innych częściach Peru) wielu turystów w Cusco przeżywa problemy żołądkowe. Dlatego zalecam zabezpieczyć się w lekarstwa i zachować szczególną ostrożność.

3.4. Iquitos

Po Cusco naszym celem jest Iquitos. Dlatego lecimy z samego rana na samolot do Limy i kilka godzin później do Iquitos. Znów podróż zajmuje nam cały dzień i dopiero wieczorem dotarliśmy do Iquitos
Uwaga
Lot liniami Star Peru trwa ok. 3,5 godziny, ponieważ w miejscowości Tarapoto mamy międzylądowanie na zatankowanie samolotu. Podobno tylko te linie tak robią

Wysiedliśmy z samolotu, lotnisko jest bardzo małe, więc szybko wychodzimy i łapiemy tuk-tuk do hostelu – Posada Allpahuayo, który polecamy.

Pierwszego dnia w Iquitos zwiedzamy miasto (tuk-tuk do centrum to 2 sole). Miasto brzydkie, gorące i zaniedbane. Daliśmy się skusić na wizytę w targowisku – będącym bramą do Belen.
Gorąco, smród straszny, w dziale „mięsnym” chodzące między ludzmi sępy. Wyszliśmy stamtąd tak szybko jak weszliśmy.

Image

Image

Iquitos wybraliśmy ze względu na dżunglę, istnieją różne warianty zorganizowanych wycieczek: my wybraliśmy 3d/2n w Rezerwacie Pacayma Samira. W mieście jest dużo agencji, nam jednak w organizacji pomogła właścicielka hostelu. Finalnie nie będę polecać tej agencji (Jungle Explorer Orlando's Expeditions) bo nie byliśmy z nich w pełni zadowoleni – głównie z powodu przewodnika, który nie wykazywał wielkich chęci, a już „na dzień dobry” było czuć od niego wczorajszą imprezę.
Generalnie w tym mieście spotkaliśmy najwięcej naciągaczy, począwszy od kierowców tuk-tuków, którzy znają najlepszą agencję, restaurację itd… dlatego radzę być asertywnym.

Wycieczka zaczyna się następnego dnia, w którym przyjeżdżają po nas samochodem i przez ponad godzinę jedziemy do miasta Nauta. Tam przesiadamy się w łódkę i kolejne 3 h płyniemy do rezerwatu.

Image

Image

Image

Warunki są bardzo podstawowe, prąd między 17:00-20:00 z miejscowego agregatu, prysznic nabierany miseczką z wodą z rzeki itd.

Generalnie przez następne dwa dni chodzimy po dżungli, szukamy różnych zwierząt (trafiliśmy tylko na leniwca, nie licząc miliona owadów, płazów i gadów których specjalnie szukać nie trzeba). Łowiliśmy ryby – w tym piranie, oglądaliśmy delfiny, tropiliśmy różne ptaki i szukaliśmy różnych gatunków drzew. Generalnie 3 dni w dżungli były wyborem, z którego najbardziej się cieszymy.

Image

Image

Powrót wygląda podobnie – płyniemy łódką do (tym razem z nurtem więc krócej) i godzinę samochodem pod hostel.

Po Iquitos najlepiej przemieszać się tuk-tukami, jest ich tyle że w mieście oddycha się spalinami.

Image

3.5. Lima

Następnie wracamy do Limy i śpimy tu tylko jedną noc. Pod hostel z lotniska przyjechaliśmy busem Quicklama. Wieczór i cały kolejny dzień mieliśmy na zwiedzanie miasta.

Image

Image

Odwiedziliśmy także słynną restaurację La Mar, w której zamówiliśmy ceviche i krewetki patagońskie. Dosyć drogie dania, których akurat nie polecamy.

Image

Image

4. Dodatek
Meksyk


Wracając z Limy do Europy lądujemy w Meksyku na ok 12godz. Jest to wystarczająco duża czasu aby ruszyć na miasto. Nadajemy bagaż, idziemy na metro i jedziemy do centrum. Miasto jest przepiękne.

Image

Do tego idziemy zjeść do tradycyjnej restauracji meksykańskiej Cafe De Tacuba. Polecam 

Image

Tak na zachętę:
1. pomimo tego, że umieliśmy po hiszpańsku tylko policzyć do 10, a tubylcy bardzo często nie znali nawet podstawowych słów po ang daliśmy radę. Na wycieczce w Boliwi czy w Iquitos trafiliśmy na ekipę w której zawsze ktoś mówił po hiszpańsku i angielsku i bardzo chętnie nam tłumaczyli i wyjaśniali wiele rzeczy.
2. Że generalnie było bezpiecznie, oprócz jednego epizodu (o nim poniżej)
3. Że da się samemu ogarnąć intensywne trzy tygodnie na drugim końcu świata, zrealizowaliśmy wszystko co zakładaliśmy i choć wiem, że większość to były zorganizowane wycieczki, to jak na pierwszy raz i tak intensywny plan w 3 tygodnie jesteśmy mega zadowoleni.
4. Podobny zakres z biurem podróży jest zdecydowanie dwa razy droższy.

Ku przestrodze:
1. Choroba wysokościowa, nie wiem czy dopada każdego, nas dopadła ok. 5 dnia.
2. W Meksyku w drodze powrotnej już na samolot do Paryża w metrze Markowi ukradli telefon (zapomniał się i schował do kieszeni w spodniach)
3. Sanfly`e na Machu Picchu – małe komary, których ślady schodziły ponad miesiąc.
4. Rewolucja żołądkowa w Cusco – gdyby nie antybiotyk, który mieliśmy ze sobą, raczej nie wstalibyśmy na drugi dzień na nogi.

Gdyby ktoś coś …. bardzo chętnie podzielę się detalami wyjazdu, ew. podpowiem jak to było u nas i czy się sprawdziło.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group