| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Wino,sól i szczypta Chile wino-sol-i-szczypta-chile,212,94943 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | igore [ 30 Maj 2016 09:41 ] |
| Temat postu: | Wino,sól i szczypta Chile |
Poniższa relacja opisuje dwa tygodnie,jakie spędziliśmy w Ameryce Południowej. Nasz trzeci wyjazd na ten kontynent, pozwolił nam odwiedzić trzy kraje: Argentyne,Boliwię i Chile. Jak zwykle nie mieliśmy zbyt dobrego planu ani przewodnika,dużo jedliśmy,dużo piliśmy i.. ze smutkiem stwierdzam, że nasz hiszpański nie jest lepszy niż podczas poprzednich wyjazdów. Skorzystalismy z faktu,że Alitalia po 18 latach przerwy wznowiła loty z Rzymu do Santiago. Bilety kupiliśmy na 15 minut przed wyjazdem na weekendowy wypad do Szkocji, nie zastanawiając się zbyt długo. Jak tu się zastanawiać, gdy wiesz że na miejscu czekają wspaniałe widoki,ciekawi ludzie i dobre jedzenie Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu Naszą podróż rozpoczęliśmy od krakowskiego lotniska,skąd wylecieliśmy do Rzymu. Z Ciampino autobusem do stacji Anagnina i póżniej metrem do Termini (najtańsza opcja – dla nas po prostu najwygodniejsza,gdyż do innych autobusów kolejka była spora). Stamtąd do hotelu już tylko 30 minut piechotą. Piazza del Pigneto, gdzie zatrzymalismy się na noc, przywitał nas liczną grupą emigrantów, którzy załatwiali swoje potrzeby tuż pod oknem naszej kwatery. Obok natomiast przyjemna ulica z licznymi knajpkami,kawiarniami etc. Tak wygląda w praktyce włoskie multi-kulti. Zjedliśmy wyśmienitą pizzę,wypiliśmy wino,pospacerowaliśmy po okolicy i poszliśmy spać. Załącznik: roma1.jpg [ 128.1 KiB | Obejrzany 13115 razy ] Na następny dzień nie planowaliśmy wiele, jedynie spacer po mieście. Padało niemiłosiernie, więc co chwilę zatrzymywaliśmy się na kawe/coś do picia w różnych knajpkach. Znacie to uczucie kiedy chowacie się gdzieś przed deszczem,zamawiacie coś by przeczekać – przestaje padać a gdy wychodzicie leje jeszcze gorzej? To był właśnie taki dzień. Przy okazji przyglądaliśmy się procesowi negocjacji cen peleryn i parasoli. Podczas gdy jedni płacili 5 EUR za pelerynę, innym udawało się kupić 3 za 7 EUR Załącznik: roma2.jpg [ 162.12 KiB | Obejrzany 13115 razy ] Załącznik: roma3.jpg [ 216.78 KiB | Obejrzany 13115 razy ] Załącznik: roma5 (1).jpg [ 185.19 KiB | Obejrzany 13115 razy ] Załącznik: roma6.jpg [ 227.73 KiB | Obejrzany 13115 razy ] Załącznik: roma7.jpg [ 227.38 KiB | Obejrzany 13115 razy ] Na lotnisko Fiumiciono pojechaliśmy autobusem (SIT 6 EUR) i po krótkich formalnościach wylecieliśmy do Santiago. Alitalia zaskoczyła mnie dość pozytywnie: jedzenie niezłe,miejsca na nogi sporo (ale mieliśmy dobre miejsca), obsługa też w porządku. Lot trwał ponad 14h i minąl bezproblemowo. CDN. | |
| Autor: | lubietenstan [ 30 Maj 2016 16:08 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
emigrantów? czekam na dalszą cz. relacji z chile | |
| Autor: | igore [ 30 Maj 2016 22:36 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Santiago Lotnisko w Santiago jest spore. Formalności zajęły nam godzinę. Najpierw kontrola paszportowa, która odbywa się dość sprawnie, następnie oględziny naszego bagażu. Już w samolocie dostajemy kartę, którą trzeba wypełnić przed wjazdem do kraju. Znajdują się tam pytania o to, czy nie wwozimy produktów pochodzenia organicznego (m.in. warzyw,owoców), gdyż wwożenie tego typu żywności jest surowo zakazane. Bagaże są też poddawane wyrywkowej kontroli, której my na szczęście uniknęliśmy. W deklaracji lepiej pisać prawdę - grzywny potrafią być spore. My wypełnialiśmy ją 3 razy, przy każdym przekroczeniu granicy. Wypłacamy pieniądze z bankomatu (karta T-Mobile w USD działała bez problemu w Chile,Boliwii i Argentynie) i po raz pierwszy okazuję się, że chilijskie bankomaty pobierają prowizję od wypłaty (zwykle 4-5 tys. CLP). Są to kwoty spore – 1000 CLP to około 5.8 PLN).Udało nam się znaleźć tylko jeden bank, któty takiej prowizji nie pobierał (Edward Citi). No cóż, zapłaciliśmy frycowe za brak przygotowania do wyjazdu Do miasta najtaniej można sie dostać autobusem idalej metrem. Są dwie firmy zajmujące się przewozami na lotnisko: Centropuerto i Turbus, a różnica w cenie biletu wynosi jedynie 100 CLP (1600 vs 1700) na korzyść Centropuerto. Autobusy obu firm dojeżdzają do dworca – niestety nie wiem czy jadą gdzieś bliżej centrum. My dojechalismy do stacji metra Parajitos, skąd udaliśmy się do centrum. Sieć metra w Santiago jest rozwinięta (6 linii) a bilety tanie (ok. 700 CLP w zależności od godziny przejazdu). Problemem może być ogromna ilość podróżujących w godzinach szczytu. My jeździliśmy poza nimi a ludzi w wagonach i tak było sporo. Nasz hostel mieścił się w dzielnicy Providencia, dobrze skomunikowanej i znajdującej się blisko centrum. Hostelu (Ayi Hostel) nie polecam – dosyć brudny i ze zbyt wygórowaną ceną. Miła obsługa, lecz to za mało byśmy chcieli zatrzymać się tam jeszcze raz. Zabieramy z hostelu mapę, na której recepcjonista zaznacza nam kilka miejsc, które powinniśmy zobaczyć. Następne kilka godzin zwiedzamy mniej lub bardziej zgodnie z jego wytycznymi. Jest za wcześnie na check-in, więc zostawiamy bagaże i idziemy na śniadanie. Już na początku czujemy się swojsko widząc bilboard z reklamą naszego produktu eksportowego Załącznik: IMG_20160515_085840.jpg [ 190.94 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Miasto powoli budzi się do życia a na ulicach nie widać prawie nikogo. Wchodzimy do pierwszej z brzegu knajpki i już wiemy gdzie o tej porze toczy się życie. Aż wstyd się przyznać, ale byliśmy nieprzygotowani do tego stopnia, że nie znaliśmy kursu wymiany CLP/PLN i dopiero później dowiedzieliśmy się, że za śniadanie zapłaciliśmy 35 złotych. Wiedzieliśmy, że to początek podróży i raczej nie zabraknie nam w tym momencie pieniędzy Następnie "włóczymy" się po Lastarii, jednej z ciekawszych dzielnic stolicy. Santiago jest chyba najbardziej europejskim miastem jakie widzieliśmy w Ameryce Południowej - przynajmniej centrum sprawia takie wrażenie. Rzuca się nam w oczy ogromna ilość ludzi uprawuającyh sport: biegacze,rowerzyści - czuliśmy się trochę zawstydzeni, gdy przyglądalismy się im z pryzmatu knajpianego stolika, pijąc kawę/piwo i paląc jednego za drugim papierosa Załącznik: DSC01054.jpg [ 187.93 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01080.jpg [ 219.15 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01081.jpg [ 225.29 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01083.jpg [ 211.86 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01100.jpg [ 214.16 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Barrio Bellavista, kolejna dzielnica stolicy chyba najbardziej przypadła nam do gustu. Kolorowa i pusta o tej porze okazała się świetnym miejscem do spaceru i fotografowania. Pio Nono,Loreto to miejsca które z pewnościa trzeba zobaczyć zwiedzając miasto. Załącznik: DSC01105.jpg [ 208.3 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01112.jpg [ 216.59 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01119.jpg [ 243.67 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01121.jpg [ 236.66 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01123.jpg [ 231.12 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01129.jpg [ 206.78 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01138.jpg [ 193.5 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01143.jpg [ 211.81 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01148.jpg [ 208.85 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01126.jpg [ 169.5 KiB | Obejrzany 12956 razy ] W okolicy spędziliśmy pewnie ze dwie godziny. Zeszliśmy na dół, na Mercado Central - targ rybny. Nie robi oszałamiającego wrażenia, ale jest wart uwagi. Można tu zjeść świeże owoce morza (niestety nie byliśmy głodni). K. zapytała jednego ze sprzedawców, czy może zrobić zdjęcie jego stoiska, na co ten wyciągnął ośmiornicę niewiele mniejszą od niej i zapozował do zdjęcia Załącznik: DSC01163.jpg [ 203.01 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01161.jpg [ 193.14 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01158.jpg [ 222.34 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01156.jpg [ 235.58 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01155.jpg [ 224.07 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Idziemy dalej, w kierunku Plaza des Armas - do samego centrum. Po drodze mnóstwo ludzi, miasto żyje już pełną gębą. Sprzedawcy rozłożyli już swe stoiska, emeryci gazety. Sam plac jak każdy inny w tej części świata - no może z wyjątkiem ogromnych palm Załącznik: DSC01199.jpg [ 214.43 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01181.jpg [ 228.61 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01172.jpg [ 216.67 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01165.jpg [ 205.59 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01183.jpg [ 163.18 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01195.jpg [ 212 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01192.jpg [ 216.9 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Powoli zmierzamy w kierunku Cerro San Cristobal, z którego rozpościera się widok na całe miasto. Po drodze odwiedzamy wzgórze Santa Lucia z równie ciekawym widokiem Załącznik: DSC01238.jpg [ 165.63 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01243.jpg [ 80.88 KiB | Obejrzany 12956 razy ] Załącznik: DSC01234.jpg [ 174.02 KiB | Obejrzany 12956 razy ] To z góry najlepiej widać ogrom miasta. Nie jest to Rio, Sao Paolo czy Lima, ale przestrzeń jaką zajmuje miasto jest spora. W Santiago mieszka co trzeci Czilijczyk, jest gwarnie ,na ulicach tworzą się korki - w niektórych miejscach nawet póżno w nocy. Docieramy na wzgórze San Cristobal tuż przed zachodem słońca. Mgła (smog) nie pozwalała na zrobienie dobrych zdjęć. Na miejscu sporo (głównie miejscowych) turystów. Na górę można wejść lub wjechać kolejką (funicular). W weekendy wjazd tam i z powrotem kosztuje 2600 CLP, w inne dni 2000 CLP. Przejazd jest krótki i nie dostarcza specjalnych wrażeń Załącznik: DSC01249.jpg [ 130.85 KiB | Obejrzany 12956 razy ] | |
| Autor: | igore [ 31 Maj 2016 21:22 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
W drodze do Uyuni Czy Santiago nam się spodobało?Tak. Czy chcielibyśmy tam spędzić wiecej czasu?Tak,ale nie kosztem miejsc, które zobaczyliśmy później. Zresztą do stolicy Chile i tak wróciliśmy Następnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy na lotnisko. Kombinacja metro plus autobus znowu okazała się najlepszym i najtańszym wyjściem. O 13.25 odlecieliśmy w kierunku Calamy. Linia Sky Airline zafundowała mi tak mało miejsca na nogi, że gdyby lot trwał dłużej niż 1,5h, zosatałbym w samolocie,zakleszczony gdzieś pomiędzy siedzeniami. Ewentualnie wybrałbym opcję lotu na stojąco. Lotnisko w Calamie przywitało nas wyśmienitą pogodą i taksówkarzami nagabującymi na każdym kroku. Zawsze przeczekujemy tę pierwszą nawałnicę ofert,by później na spokojnie wybierać. Samo lotnisko zaskoczyło mnie pozytywnie. Spodziewałem się czegoś na kształt portu lotniczego w Tuzli: linoleum,wszechobecne popielniczki etc. Tu jednak było czysto i przyjemnie - nowocześnie. Do miasta pojechaliśmy za 7000 CLP - nie byliśmy w nastroju do targowania. Kierowca łamanym angielskim wypytał o nasze plany i dowiadując się, że chcemy jechać autobusem do Uyuni, zawióżł nas do jednego z biur oferujących przewozy do tego boliwijskiego miasta. Wcześniej zrobiłęm nawet "research",lecz nie uzyskałem jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy autobusy do Uyuni jeżdżą również we wtorki. Okazało się, że tak. Zakupiliśmy bilety (10000 CLP) i pojechaliśmy do hotelu. Załącznik: DSC01264.jpg [ 211.2 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: DSC04497.jpg [ 163.09 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: DSC04501.jpg [ 199.52 KiB | Obejrzany 12854 razy ] O Calamie trudno przeczytać cokolwiek pozytywnego. Miasto jest znane z tego, że jest tam lotnisko,na które przylatują turyści po drodze do San Pedro de Atacama. Znajduję się tam również największa na świecie odkrywkowa kopalnia rud miedzi - Chuquicamata. To właśnie ona miała być celem naszej wycieczki, gdyby okazało się,że mamy dzień przerwy w oczekiwaniu na autobus do Uyuni. Trochę żałuję, ze nie udało nam się jej zwiedzić. Spaliśmy w AltoCalama Hostal Suite, który z całą pewnością mozemy polecić. Zresztą baza noclegowa w mieście wygląda dość imponująco - jest Hilton i budują Ibisa Załącznik: IMG_20160516_163913.jpg [ 137.39 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: IMG_20160516_164231.jpg [ 114.12 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: IMG_20160516_164242.jpg [ 156.84 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Zostawiliśmy bagaże i poszliśmy zwiedzać. Calama ma urok południowoamerykańskiego zadupia, mnóstwo samochodów na ulicach,zdecydowanie za dużo . Niska zabudowa w połączeniu z upałem tylko potęguję wrażenie zaduchu. Spaceruje się jednak nieźle Zgłodnieliśmy. Za miejsce posiłku posłużyła nam restauracja "Zielony Delfin". Za biffe de caballo, rybę i napoje zapłaciliśmy 13000 CLP. Smacznie i obficie. Po posiłku, wolnym krokiem zmierzaliśmy w stronę hostelu, podziwiając po drodze całkiem niezły zachód słońca. Spotkałem się z opiniami, że Calama jest miejscem niebezpiecznym,my nie czuliśmy się zagrożeni. Szybkie zakupy w pobliskim supermarkecie i idziemy spać. O 5.30 rano mamy autobus do Boliwii. Załącznik: DSC04535.jpg [ 119.49 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: DSC04545.jpg [ 142.38 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: DSC04551.jpg [ 146.6 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: IMG_20160516_172459.jpg [ 115.6 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: IMG_20160516_181308.jpg [ 77.24 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: IMG_20160516_181400.jpg [ 73 KiB | Obejrzany 12854 razy ] Załącznik: IMG_20160516_181617.jpg [ 114.79 KiB | Obejrzany 12854 razy ] | |
| Autor: | Zeus [ 31 Maj 2016 21:55 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Do dziś nie mogę patrzyć na zestaw: jajko + ryż + frytki. Niedobrze mi się robi! | |
| Autor: | igore [ 31 Maj 2016 22:00 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
@Zeus Ryżu tam nie ma,ale i tak zamówiłem to danie tylko jeden raz | |
| Autor: | cccc [ 31 Maj 2016 23:22 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Fajne fotki! A propos jedzenia, probowaliscie w Chile Centolla, czyli czerwony krab krolewski? Ja uwielbiam. Pozdrawiam. | |
| Autor: | igore [ 01 Cze 2016 09:12 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Psy To może szybka dygresja przed wyjściem do pracy Załącznik: DSC02232.jpg [ 218.02 KiB | Obejrzany 12684 razy ] Załącznik: DSC01758.jpg [ 133.95 KiB | Obejrzany 12684 razy ] Załącznik: DSC02105.jpg [ 179.05 KiB | Obejrzany 12684 razy ] Załącznik: DSC01327.jpg [ 239.91 KiB | Obejrzany 12684 razy ] Załącznik: DSC01265.jpg [ 226.26 KiB | Obejrzany 12684 razy ] Załącznik: DSC01231.jpg [ 219.88 KiB | Obejrzany 12684 razy ] Załącznik: DSC01164.jpg [ 287.46 KiB | Obejrzany 12684 razy ] @cccc Niestety nie, może następnym razem | |
| Autor: | igore [ 02 Cze 2016 21:37 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Uyuni Piąta rano to nie jest dobry czas na Calamę. Zimno,ciemno i jakoś tak nieprzyjemnie. Czekamy na autobus jako jedyni turyści w gronie pasażerów. Mogliśmy się tego spodziewać, gdyż połączenie Calama - Uyuni nie jest popularne. Większość wybiera San Pedro i właśnie stamtąd udaje się w stronę Salar de Uyuni, lub robi jednodniowe wycieczki. Dlaczego więc wybraliśmy Uyuni? Trochę obawialiśmy się choroby wysokościowej, a wyjazd z położonej wyżej Boliwii zmniejsza ryzyko zamienienia podróży w niezbyt ciekawe przeżycie. Sami nigdy nie mieliśmy objawów "sorochi", ale widzieliśmy je u innych i nie wyglądało to zachęcająco. Poza tym wycieczka z Boliwii jest tańsza a i miasto chcieliśmy zobaczyć Odjeżdżamy punktualnie. W autobusie jest chłodno, ale na każdym siedzeniu znajduje się koc. Krajobrazy za oknem wyglądają całkiem nieźle - to trochę przedsmak trzydniowej wycieczki, w jaką dane nam będzie się wybrać następnego dnia. Dojeżdżamy do granicy: najpierw strona chilijska - dwóch młodych chłopaków w dresach pobieżnie sprawdza nam paszporty. Po stronie boliwijskiej wszystko jest już bardziej "na poważnie": mundury i względny profesjonalizm. Sama granica znajduje się pośrodku niczego. Boliwijskie kobiety rozłożyły kilka stoisk, gdzie można coś zjeść lub kupić drobne przekąski. Razem z naszym stoi tylko jeden autobus, jadący w przeciwną stronę. Załącznik: IMG_20160517_092747.jpg [ 128.14 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: IMG_20160517_093456.jpg [ 76.38 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Do Uyuni dojeżdżamy po niecałych ośmiu godzinach. Na pierwszy rzut oka miasto wygląda jak jedna wielka prowizorka. Nie zachwyca, ale jest fotogeniczne. Meldujemy się w hostelu i idziemy zwiedzać. Nie jest to metropolia, a samo centrum można zobaczyć w parę godzin. Załącznik: DSC01310.jpg [ 198.85 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01305.jpg [ 214.95 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01299.jpg [ 205.44 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01279.jpg [ 171.29 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01275.jpg [ 192.53 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Można sobie wyobrazic, jak wyglądałoby miasto, gdyby nie liczne grupy turystów, przyjeżdżające na znajdującą się w pobliżu najwięksże "solnisko" świata. Na każdym kroku spotykamy liczne agencje turystyczne i wszelkiej maści noclegownie. Turystyka przekłada się również na ceny i w Uyuni jak na boliwijskie standardy jest dość drogo. W parze z wysokim cenami nie idzie niestety jakość usług. Boliwijczycy sa dość leniwą nacją i nie kwapią się by obsłużyć gringo. W kilku knajpach nikt nawet do nas nie podszedł, chociaż nie było innych gości. W innych miejscach obsługa potrafiła znikać na pół godziny, kompletnie nie interesując się, czy wciąż jesteśmy w lokalu. Nie ożywiają się nawet w momencie zapłaty - są apatyczni i unikają kontaktu. Załącznik: DSC04623.jpg [ 223.1 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01382.jpg [ 128.95 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01376.jpg [ 139.21 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01334.jpg [ 163.77 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01322.jpg [ 205.03 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01316.jpg [ 202.76 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01314.jpg [ 172.18 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Podczas włóczęgi po mieście, trafiliśmy na targ, niestety niezbyt okazały, ale bardzo autentyczny. Załącznik: DSC01366.jpg [ 170.09 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01360.jpg [ 178.31 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Załącznik: DSC01358.jpg [ 172.43 KiB | Obejrzany 12561 razy ] Trzydniową wycieczkę w stronę San Pedro de Atacama kupiliśmy w biurze Andes Salt Expeditions. Cena wywoławcza - 700 BOB (1 BOB = ok. 58 groszy), stargowaliśmy do 650 BOB: w cenie przejazd,posiłki, noclegi. Dodatkowo należy mieć ok. 200 BOB na wstęp na Isla Incahuasi i do parku narodowego. Trochę jedliśmy, trochę piliśmy i generalnie dość leniwie spędzaliśmy czas. Uyuni nie jest miejscem, w którym chciałoby się utknąć na dłużej. Spotkaliśmy angielską parę, która wprost nie mogła uwierzyć, że zdecydowała się tu zostać dwa dni - już po pierwszym mieli zdecydowanie dość Ceny: Nocleg - 230 BOB za dwuosobowy pokój z łazienką Piwo - 15-30 BOB za butelkę w knajpie Obiad - ok. 120 BOB - burger,tortilla i piwo Papierosy - 10-15 BOB Załącznik: IMG_20160517_144630.jpg [ 101.39 KiB | Obejrzany 12561 razy ] | |
| Autor: | igore [ 04 Cze 2016 14:56 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Salar de Uyuni Salar de Uyuni zawsze był jednym z moich podróżniczych marzeń. Wiadomo,każdy z nas ma ich pewnie setki. Już poprzedniego dnia zrobiliśmy zakupy na wyjazd: głównie woda,słodycze i alkohol. Mieliśmy wyjechać o 10.30 – wyjechaliśmy około południa – ot,uroki Ameryki Południowej. Przed biurem,skąd mieliśmy odjechać spotkaliśmy sześcioro Francuzów i parę Holendrów. Wiadomo było,ze pojedziemy z Francuzami,pozostało pytanie z iloma. Okazało się, że trafiła nam się jedynie dwójka:ojciec z ćórką – Angelina i Pascal okazali się być świetnymi towarzyszami.Jest to o tyle istotne, że spędziliśmy z nimi następne 48h. Na nasze szczęście Angelina mówiła biegle po hiszpańsku i angielsku. Przez pierwszy dzień kierowca łudził się, że znajdzie jeszcze dwie osoby „last minute”. Nie udało mu się i pojechaliśmy we czwórkę (samochód jest przewidziany na sześciu pasażerów). Nasz kierowca był miły, żuł bez przerwy liście koki, odzywał się rzadko. Z początku wydawał się spokojnym kierowcą, ale w trakcie wycieczki obudził się w nim rajdowiec i wyprzedzał wszystkich po drodze. Pierwszy przystanek standardowo na „cmentarzysku pociągów”, miejscu gdzie rozpoczynają wszyscy i gdzie trudno zrobić zdjęcie bez wszechobecnych turystów w kadrze. Miejsce ciekawe,ale miałem wrażenie, że to taka typowa „zapchajdziura” – coś przecie trzeba pokazać gringo. Następnie jedziemy powoli w stronę Salaru , zatrzymując się jeszcze na targu z pamiątkami. Sama solna pustynia robi niesamowite wrażenie: jest płasko (jest to jeden z najbardziej płaskich obszarów na świecie),jest jasno (okulary słoneczne wymagane) i jest super Załącznik: DSC01389.jpg [ 152.2 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01390.jpg [ 165.29 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01394.jpg [ 154.93 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01397.jpg [ 201.87 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01403.jpg [ 212 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01405.jpg [ 176.35 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01406.jpg [ 225.2 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01412.jpg [ 161.46 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01433.jpg [ 159.63 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01435.jpg [ 134.46 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC04764.jpg [ 64.01 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC04723.jpg [ 137.13 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Zaczęliśmy od lunchu,dla nas kotlety z alpaki,dla dziewczyn coś na kształt placków ziemniaczanych (obie są wegetariankami). Jedzenie było smaczne i obfite – przewidziane na sześć osób,więc nasza czwórka mogła się najeść do syta. Załącznik: IMG_20160519_080028.jpg [ 138.95 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: IMG_20160518_132155.jpg [ 132.11 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Po posiłku jedziemy na Isla Incahuasi - wyspę kaktusów. Wstęp kosztuje 30 BOB, co ciekawe tylko z biletem można skorzystać z toalety Załącznik: DSC01473.jpg [ 305.45 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01502.jpg [ 178.34 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01512.jpg [ 328.23 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC04779.jpg [ 169.51 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC04735.jpg [ 153.73 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Kierowca pyta nas,czy chcemy zostać do zachodu słońca - próbuje nas zniechęcić mowiąc,że do miejsca naszego noclegu dotrzemy późno. Oni zawsze tak mówią Załącznik: DSC04827.jpg [ 81.68 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01516.jpg [ 152.12 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Załącznik: DSC01518.jpg [ 99.62 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Miejsce na nasz pierwszy nocleg nie wygląda najgorzej - dostaliśmy nawet dwuosobowy pokój. Są prysznice,toalety,można też podładować aparat lub telefon. Ba,udało mi się tam nawet obejrzeć finał Ligi Europy - nie na żywo, ale i tak nie znałem wyniku. Angelina zwróciła uwagę na dziwny fakt, że na mniej więcej 20 facetów znajdujących się w pomieszczeniu, tylko ja jestem zainteresowany futbolem Załącznik: DSC01539.jpg [ 99.12 KiB | Obejrzany 12438 razy ] Po zjedzeniu smacznej kolacji udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Było zimno, ale dało się zasnąć - następnego dnia miało być duuużo zimniej | |
| Autor: | pestycyda [ 05 Cze 2016 13:06 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
@igore, świetne, bardzo klimatyczne zdjęcia. No i niesamowita ta solna pustynia. Czekam na ciąg dalszy i jeszcze więcej fotek! | |
| Autor: | igore [ 05 Cze 2016 18:53 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
W stronę San Pedro Wstałem trochę wcześniej niż reszta i wyszedłem na papierosa. Było zimno,ale znośnie. Panowała niesamowita cisza, przerywana co chwilę szczekaniem psów. Wioska, w której spaliśmy składała się z zaledwie kilku domostw. W oczy rzuciło mi się boisko do koszykówki:Czilijczycy są raczej nikczemnego wzrostu, więc zainteresowanie tym sportem jest dość ciekawe. Kto wie, może kiedyś w okolicy urodzi się czilijski Michael Jordan Załącznik: DSC01538.jpg [ 105.96 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01536.jpg [ 71.26 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Tytuł tej części relacji, mógłby rownie dobrze brzmieć "Flamingi". "Kiedy zobaczymy flamingi" - pytała już poprzedniego dnia Angelina. "Jutro,jutro zobaczycie ich mnóstwo" -odpowiadał znudzony kierowca,plując przy tym resztką liści koki. Mówił prawdę. Po śniadaniu ruszyliśmy w górę, by pokonać granicę 4 tys.metrów n.p.m - momentami byliśmy powyżej 5 tys., ale w ogóle tego nie odczuwaliśmy - no może poza porywistym wiatrem. Naszym finalnym celem była Laguna Colorada, po drodze widzieliśmy również inne laguny. Łączy je jedno: mniejsze lub większe skupiska flamingów,brodzących z dziobami w wodzie. Załącznik: DSC01542.jpg [ 121.04 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01545.jpg [ 105.86 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01562.jpg [ 180.08 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01573.jpg [ 107.81 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01574.jpg [ 109.8 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01576.jpg [ 125.85 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01585.jpg [ 118.73 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01587.jpg [ 129.6 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01603.jpg [ 154.16 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Flamingom nie wolno latać, o czym informują znaki Załącznik: DSC04952.jpg [ 197.68 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Góry,woda,pustka - niesamowite wrażenia. Przy jednej z lagun zatrzymujemy się na lunch. Było to jedno z ciekawszych miejsc, w jakich dane mi było spożywać posiłek. Po drodze spotykamy małego lisa, dostaje od kierowcy kawałek kurczaka, o który musi stoczyć walkę z mewą. Załącznik: DSC01631.jpg [ 135.06 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01614.jpg [ 174.78 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01623.jpg [ 321.24 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01633.jpg [ 110.68 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Jedziemy dalej, towarzyszą nam jedynie wulkaniczne szczyty a drogę czasami przebiegnie stado wikunii. Wspinamy się a tempo staje się wolniejsze. Napotykamy liczną kolonię szynszyli, które niezbyt zwracają uwagę na naszą obecność. Załącznik: DSC01654.jpg [ 288.96 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01647.jpg [ 179.14 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Kierowca poprawia coś przy samochodzie a my biegamy za "futrzakami" jak głupi Załącznik: DSC05035.jpg [ 144.45 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Widoki za szybą są momentami niesamowite. Chciałoby się zatrzymać co chwilę, by robić kolejne zdjęcie. My i tak wiemy, że żadne z nich nie odda piękna tego miejsca. Tuż przed dojazdem do Laguny Colorada należy wykupić bilet do parku Eduardo Avaroa (150 BOB). Już z oddali widzimy skąd laguna wzięła swoją nazwę: dominują fiolet,brąz,błękit i biel - plus oczywiście róż flamingów. Załącznik: DSC01671.jpg [ 88.23 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01672.jpg [ 83.97 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01674.jpg [ 152 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01677.jpg [ 120.98 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC01683.jpg [ 127.11 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC05075.jpg [ 122.61 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC05080.jpg [ 146.21 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC05090.jpg [ 129.18 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: DSC05101.jpg [ 100.61 KiB | Obejrzany 12163 razy ] W okolicy spędzamy jakieś 40 minut, po czym udajemy się w stronę naszego "hotelu". Spodziewalismy się spartańskich warunków - toalety jako "dziury w ziemi" etc. lecz w rzeczywistość nie było tak źle. Poza przenikającym zimnem rzecz jasna. Elektryczność była dostępna jedynie przez dwie godziny - bez możliwości podładowania sprzętu elektronicznego. O zasięgu telefonii komórkowej i wi-fi musieliśmy zapomnieć w momencie wyjazdu z Uyuni. I tak nie były nam one do niczego potrzebne. Obiad był dość obity: zupa,mięso,dostalismy nawet butelkę wina. Francuzi jak to Francuzi i tak byli dobrze zaopatrzeni. Nie spodziewaliśmy się sklepów na tym odludziu: sklepy są i nietrudno do nich trafić Załącznik: IMG_20160519_161408.jpg [ 145.39 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Załącznik: IMG_20160519_161132.jpg [ 158.46 KiB | Obejrzany 12163 razy ] Butelka boliwisjkiego wina kosztuje 50 BOB. Raczymy się z Pascalem tequilą, którą popijamy winem, co (o czym przekonaliśmy się następnego dnia) nie było dobrym pomysłem. Dzięki alkoholowi jest trochę cieplej. Towarzysząca nam brazylijska para co chwilę znika w pokoju, by ubrać na siebie kolejne warstwy odzieży. Gdy skończyły się im ciuchy,poszli spać. My, trochę pijani, również udajemy się na spoczynek. Każdy w śpiworze i pod co najmniej dwoma kocami, co i tak niewiele zmienia. Tej nocy ledwo zmrużyliśmy oczy. @pestycyda Dziękuje za miłe słowa | |
| Autor: | igore [ 07 Cze 2016 21:03 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
W stronę San Pedro c.d Wstajemy o piątej rano. Na zewnątrz wieje silny wiatr, jest ciemno,zimno i generalnie nie chce się nam nigdzie ruszać. Na śniadanie dostaliśmy całkiem smaczne naleśniki. Razem z Pascalem siedzimy cicho, czujemy lekkiego kaca po wczorajszej tequili – na szczęście tego dnia spędzimy tylko kilka godzin w samochodzie. Jedziemy w strone granicy z Chile, a za pierwszy przystanek mamy gejzery Sol de Manana. Wciąż jest ciemno, w powietrzu czuć zapach siarki, przez kłęby pary wodnej nie widać prawie nic. Czulibyśmy się pewnie jak w piekle, gdyby nie było tak przeraźliwie zimno. Wyszlismy z samochodu zaledwie na 10 minut (Angelina nie chciała nawet wychodzić). Załącznik: DSC01691.jpg [ 106.75 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01692.jpg [ 111.54 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05155.jpg [ 99.37 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05159.jpg [ 92.4 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Jedziemy dalej zatrzymując się przy gorących żrodlach, jednak żedne z nas nie decyduje się na kąpiel -amatorów takowej jest jednak wielu. Kolejnym przystankiem jest Laguna Verde, nad którą góruje wulkan Licancabur, mierzący prawie 6 tys. m n.p.m. Tak,wiadomo – w lagunie mnóstwo flamingów. Jak dla mnie była ona za mało „verde”, lecz całość i tak prezentuje się niezwykle malowniczo. Załącznik: IMG_20160520_072339.jpg [ 190.07 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05209.jpg [ 170.97 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05173.jpg [ 187.58 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01704.jpg [ 122.66 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01703.jpg [ 112.62 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01702.jpg [ 148.89 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01698.jpg [ 93.1 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01695.jpg [ 128.56 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01693.jpg [ 112.94 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Dojeżdżamy do granicy z Chile. Szybka "odprawa" po stronie boliwisjkiej i czekamy na transport do San Pedro. I tu pojawiła się jedyna rysa na reputacji biura Andes Salt Expeditions. Otóż na busa czekaliśmy ponad 3,5 godziny, co chwile słysząc zapewnienia kierowcy, że przyjedzie za 15 minut. Tak czy inaczej - biuro jest godne polecenia. Kierowca był trzeźwy i miły,jedzenie dobre - czego chcieć więcej Załącznik: DSC05231.jpg [ 150.03 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05233.jpg [ 124.82 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Kontrola graniczna po stronie czilijskiej odbywa się w San Pedro. Następnie bus rozwozi gringos do hosteli. My swój zarezerwowalismy już w Uyuni - najtańszy dwuosobowy pokój z łazienką kosztował 55 USD (tak,noclegi w San Pedro są drogie). Dawno tak się nie cieszyliśmy na możliwość wzięcia ciepłego prysznica Widzimy, że w hostelu można zarezerwować wycieczkę do Valle de la Luna. Następnego dnia wyjeżdżamy, więc jeśli nie dziś to kiedy - pytamy samych siebie. Recepcjonistka mówi, że już za późno na rezerwacje i że może uda się "w mieście". Idziemy i do pierwszej agencji dochodzimy za pięć trzecia. O 15.00 rozpoczyna się wycieczka - odpowiada pani z biura. Jedziemy! Na miejscu spotykamy Amerykanina, który nastepnego dnia wybiera się w drogę do Uyuni. Ukradli mu w hostelu kurtkę i nie ma śpiwora, dlatego pyta nas czy na Salarze było bardzo zimno. Po naszej odpowiedzi postanawia,że zakupu kurtki nie może dłużej odkładać Jesteśmy trochę zmęczeni trzema dniami na boliwijskim odludziu, dlatego wybieramy wycieczkę lekką, łatwą i przyjemną - tak się nam przynajmniej zdaje. Już pierwszy postój pokazuje,jak bardzo się myliliśmy. Jaskinia,po której ja - dwumetrowy chłop - musiałem się momentami czołgać, czemu towarzyszyło ogólne rozbawienie pozostałych uczestników Załącznik: DSC05239.jpg [ 182.72 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05247.jpg [ 153.59 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05252.jpg [ 118.83 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05254.jpg [ 157.27 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05255.jpg [ 168.03 KiB | Obejrzany 11989 razy ] A pożniej,póżniej zobaczyliśmy jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w naszym życiu Załącznik: DSC01713.jpg [ 136.5 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01716.jpg [ 91.23 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01725.jpg [ 103.45 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01732.jpg [ 131.54 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01737.jpg [ 94.55 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01738.jpg [ 103.81 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01741.jpg [ 88.3 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01742.jpg [ 78.69 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01745.jpg [ 127.14 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC01746.jpg [ 137.37 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05277.jpg [ 146.99 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05282.jpg [ 104.37 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05286.jpg [ 117.68 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05287.jpg [ 114.27 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Załącznik: DSC05288.jpg [ 109.02 KiB | Obejrzany 11989 razy ] Hmm,chyba trochę za dużo tych zdjęć Po powrocie do San Pedro zjedliśmy kolację,wypilismy mojito i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Z kronikarskiego obowiązku dodam,że wycieczka kosztowała 8000 CLP/os a obiad z drinkami 16000 CLP. | |
| Autor: | cccc [ 08 Cze 2016 00:52 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
igore napisał(a): W stronę San Pedro c.d Jedziemy dalej zatrzymując się przy gorących żrodlach, jednak żedne z nas nie decyduje się na kąpiel -amatorów takowej jest jednak wielu. Kolejnym przystankiem jest Laguna Verde, nad którą góruje wulkan Lincancabur, mierzący prawie 7 tys. m n.p.m. Tak,wiadomo – w lagunie mnóstwo flamingów. Jak dla mnie była ona za mało „verde”, lecz całość i tak prezentuje się niezwykle malowniczo. Dzieki, swietna relacja i super zdjecia. Sorry, ale wydaje mi sie ze nie Lincancabur tylko Licancabur i liczy 5920 m n.p.m. De facto, Lincancabur to swieta gora (wulkan) Inkow, jak mi opowiadala moja przewodniczka, potomka Inkow. Wiki co prawda podaje "Pierwsze wejście: czasy prekolumbijskie", ale przez kogo? Inkowie tak szanowali swoje swiete gory, ze ich nie zdobywali. Pozdrawiam. | |
| Autor: | igore [ 08 Cze 2016 07:36 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
@cccc Masz oczywiście rację - nie wiem skąd wzięło mi się 7 tyś m n.p.m, przecie to nie Aconcagua | |
| Autor: | cccc [ 08 Cze 2016 17:44 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
@igore Najwyzej polozonym jeziorem kraterowym na swiecie jest: Kod: Ojos del Salado (Chile) - Staw na wysokości 6390 metrów - najwyżej położone "jezioro" na świecie. Licancabur (Chile) - Jezioro na wysokości 5916 metrów jest na 4-tym miejscu. http://wulkanyswiata.blogspot.ch/2013/0 ... we-na.html Pozdrawiam. | |
| Autor: | igore [ 08 Cze 2016 21:37 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
@cccc Dlatego napisałem "prawdopodobnie" - akurat tego typu informacji nigdy nie można być pewnym | |
| Autor: | cccc [ 08 Cze 2016 23:58 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Zgadza sie, statystyki sa rozne: http://www.highestlake.com/highest-lake-world.html Mam jeszcze takie 2 pytania. A czy z trunkow probowaliscie w Chile Pisco sour? Czy zwiedziliscie gejzery El Tatio - najwyżej położone pole gejzerów na świecie? Ja zrobilem b. rano wypad z San Pedro i kapalem sie w naturalnym basenie z wodą termalną. Temperatura wody wynosila ok. 38 °C, przy czym na dworze bylo ok minus 14. | |
| Autor: | igore [ 09 Cze 2016 07:39 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
Tym razem odpuściliśmy pisco sour,sam nie wiem dlaczego i uznaję to za wielkie zaniedbanie. Spożywaliśmy go dużo w Peru i bardzo nam smakowało Nie byliśmy na wycieczce do El Tatio i musieliśmy się zadowolić gejzerami widzianymi w Boliwii. | |
| Autor: | igore [ 09 Cze 2016 21:38 ] |
| Temat postu: | Re: Wino,sól i szczypta Chile |
San Pedro de Atacama Miasteczko to skrzyżowanie dzikiego zachodu z agencją turystyczną. Na każdym kroku spotykamy biura organizujące jednodniowe wycieczki. Wszystko uszyte na miarę portfela i czasu odwiedzających. Ceny kształtują się od 8 do nawet 50 tysięcy peso. W San Pedro spędziliśmy jedynie kilka godzin w oczekiwaniu na autobus do Calamy, więc nie mieliśmy możliwości skorzystania z mnogości ofert. Wszędzie turyści: w knajpach,na ulicach - dużo kurzu,sporo psów i ciepło. Nareszcie! Spotkalismy Holendrów poznanych podczas wyprawy na Salar, którzy skrócili pobyt w miasteczku z czterech dni do zaledwie dwóch. Stwierdzili,że skoro przejechali przez bezdroża Boliwii, jednodniowe wycieczki nie mają im juz zbyt wiele do zaoferowania. Podobnie jak miasto - nie ma zbyt wielu atrakcji i w dwie godziny można je poznać. Zycie toczy się leniwie: mieszkańcy grają w czilijską wersję bule lub wygrzewają się w słońcu. Turyści spożywają alkohol w knajpianych ogródkach. Załącznik: DSC01775.jpg [ 157.15 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC01776.jpg [ 166.28 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC01778.jpg [ 254.82 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC01786.jpg [ 172.96 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC05290.jpg [ 177.96 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC05301.jpg [ 232.03 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC05307.jpg [ 181.68 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: DSC05324.jpg [ 142.69 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Załącznik: IMG_20160521_131309.jpg [ 96.22 KiB | Obejrzany 11334 razy ] Do Calamy jedziemy autobusem Cruz del Norte (3200 CLP) a podróż trwa niecałe dwie godziny. Nie chcemy brać taksówki z dworca do hostelu, lecz nikt nie potrafi nam powiedzieć jak dotrzeć na miejsce. Przypominamy sobie nazwę supermarketu znajdującego się w pobliżu, lecz okazuje się, że sklepów o tej nazwie jest co najmniej kilka. Na wizytówce hostelu jest mała mapa, ale ludzie mówią nam,że ulice równoległe na niej są tak naprawdę prostopadłe do siebie albo znajdują się w innej części miasta. Trafiamy na lokalny targ: brudny,głośny - wzbudzamy niesamowitą ciekawość miejscowych, których twarze zdają się mówić:po kiego czorta oni tutaj przyszli?. Jesteśmy zrezygnowani, gdy zatrzymuje się przy nas pani i zaprasza do samochodu. Mówi, że wie gdzie znajduje się nasz hostel i nas tam zawiezie - przynajmniej tak nam się zdawało Idziemy coś zjeść. Za ogromnego burgera i coś wegetariańskiego plus piwo, płacimy 12.500 CLP. W mieście świąteczny nastrój - 21 maja Czilijczycy obchodzą Swięto Marynarki Wojennej. W Santiago w tym dniu były spore, antyrządowe zamieszki, podobno zginęłą jedna osoba. W Calamie cisza i spokój. Idziemy spać - następnego dnia zmierzamy w stronę Santiago i Mendozy. Załącznik: IMG_20160521_162907.jpg [ 188.65 KiB | Obejrzany 11334 razy ] | |
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |