Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 13 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 25 Lis 2024 22:02 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Piątek, 22.11.2024
Orzeł wylądował, a nawet 3 orły.
Sri Lanka wita nas piękną słoneczną pogodą-i o to chodziło :)
Pod lotniskiem czają się taksówkarze i tuktukarze nagabując na transport. My jeszcze pełni sił i nastawieni na poruszanie się lokalnym transportem publicznym postawiliśmy na marsz w stronę miasta. Pół godziny i dotarliśmy do miasteczka skąd pociągiem za 1.20 zł dotarliśmy na stację główną w Kolombo. Pociąg nie byle jaki, a przede wszystkim towarzystwo - festiwal osobliwości. Zespół muzyków z instrumentami, karzeł z głośnikiem i mikrofonem do śpiewu nieco tańczący, kobieta śpiewająca, ale zdaje się poparzona kwasem ze zdeformowaną twarzą, niewidomi.... Wszyscy zbierali kasę i o dziwo cośtam im pozostali pasażerowie wrzucali. A sami "artyści"? Nikt nikomu nie przeszkadzal, każdy po sobie zaczynał swój recital, czekając aż poprzednik skończy i wysiądzie na stacji.
Widoki za oknem i otwartymi drzwiami pociągu cudowne! Bujna roślinność, wszystko pięknie zielone-palmy, kokosy, bananowce, chlebowce, pola ryżowe, dużo różnego ptactwa. Do tego przez miasteczka pociąg jedzie jakby między domami. Widać ludzi na podwórkach i można zajrzeć do okien (o ile są). I ciekawostką jest suszenie prania-ubrania schną porozkładane na ziemi, kamieniach przy samych torach.
75 minut i jesteśmy w Kolombo. Bez większego planu odbyliśmy spacer po okolicy. Wrażenia? Złe :( brud, pełno śmieci (na próżno szukać kosza), brzydko, mnóstwo ludzi.
Zostawiliśmy plecaki w naszej noclegowni (pokój bez okien, hmm...) i znowu poszliśmy zwiedzać. Trafiliśmy do nieco nowszej i ładniejszej okolicy, ale wrażenia ogólnie nic na nas nie zrobiło. Lotus tower, park, targ na wodzie-wszystko jakby ok, ale zawalone śmieciami. A mogłoby być pięknie, bo mnogość fauny i flory której u nas nie ma - mimozy, ogromne nietoperze (rudawki wielke, które latają po mieście jak u nas wrony czy gołębie), wiewiorki (paseczniki palmowe), przeróżne ciekawe ptactwo, legwany, kwiaty, palmy już zrobiłyby robotę mimo braku zabytków czy ciekawostek architektonicznych. Ale cóż...
O 17:00 złapał nas deszcz. I może nie tyle złapał , bo zaczął padać zgodnie z prognozą - pora deszczowo witaj.
Iiii dziś pierwszy raz wypaliło nam aparaty gębowe :D weszliśmy do bardzo małej sąsiedzkiej knajpki, gdzie żywią się lokalsi. Ostry smak okazał się dla nas naprawdę ostry.
Ogólnie wszystko jedzą rękoma-ryż, makarony z sosem, nawet naleśniki z zupą jedzą tym naleśnikiem. Ale w każdym, nawet najmniejszym bistro, jest kran, gdzie można przed i po umyć ręce

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Jedno lato, kilka miast 🌆😍 Loty do europejskich stolic w wakacyjnych terminach od 143 PLN 😱☀️
 Jedno lato, kilka miast 🌆😍 Loty do europejskich stolic w wakacyjnych terminach od 143 PLN 😱☀️

Złote Piaski tego lata 🌊🧖 All inclusive w 4* hotelu ze strefą spa za 1879 PLN Złote Piaski tego lata 🌊🧖 All inclusive w 4* hotelu ze strefą spa za 1879 PLN
Offline
#2 PostWysłany: 26 Lis 2024 09:20 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Sobota, 23.11.2024
Dziś pobudka o 5:00 bo 6.05 pociąg do....no właśnie, wczoraj na dworcu mówili że do Dambulla i Sigiriya (czyli kolejne punkty wycieczki) możemy dojechać, ale rano przy kupnie biletów okazało się, że pociąg tam nie jedzie :) Kupiliśmy więc bilety do Habarana, miasteczka które na mapie było najbliżej naszej preferowanej destynacji i już po 5 h jazdy z lokalsami i w przepięknych okolicznościach przyrody za oknem byliśmy na stacji. Stąd 16 km do Sigiriya. Daliśmy się namówić na tuk tuka :) I nie straciliśmy, bo poza wrażeniami z samej jazdy tym sprzętem mieliśmy wrażenia w postaci pierwszego dzikiego napotkanego zwierzęcia - kobry indyskiej. Pełzła nam przez drogę. Kierowca dał szybciutko po hamulcach i stanęliśmy, żeby się jej chwilę przyjrzeć.
W wiosce Sigiriya nocleg mieliśmy w małym uroczym domku zupełnie na uboczu, gdzie nie psy szczekają dup...ale małpy hasają po drzewach :)
Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy na punkt widokowy, żeby przyjrzeć się Lion's Rock. Nie było tam łatwo trafić i początkowo weszliśmy w dzicz... Zaopatrzyłam się w kij-na pajęczyny oczywiście :) słonie, lamparty czy małpy raczej kija by się nie przestraszyły... Z dzikości czy krajobrazów znaleźliśmy tylko ślady słonich stóp, coraz większą gęstwinę, gdzie ścieżki już nie było. Zawróciliśmy...
Punkt widokowy Mapagala ostatecznie okazał się blisko drogi i przede wszystkim rozpościerała się z niego piękna panorama i widok na Sigiriya.
Potem już tylko obiadek na mieście-kottu with fish, czyli roti (rodzaj naleśnika) pokrojone w paski i nieco różnych warzyw połączone jajkiem i na to kawałki ryby usmażone na woku. Porcja ogromna i pyszna.
Wieczorny relax w domku bardzo przyjemny. Gospodyni przyniosła nam lemoniadę, a do biegających blisko małp, wiewiórek czy małych gekonów zdążyliśmy już się przyzwyczaić.
Za to wrażenie zrobił myszojeleń (kanczylek białoplamy), który przybiegł na podwórko kilka metrów od nas.
Sen przyszedł dość szybko. Dopiero zaczynam odyspiać jetlag.
Ogólnie dzień był nieco pochmurny ale udało się uniknąć deszczu.

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 26 Lis 2024 09:38 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Niedziela, 24.11.2024
W nocy ulewa była straszna. Zobaczyliśmy jak wygląda pora deszczowa...
Na śniadanie na taras gospodyni przyniosła nam placuszki z mąki ryżowej i miód z kokosa, do tego herbatka. Pysznie się jadło w tak bujnej roślinności:)
Najedzeni ruszyliśmy na przystanek, by autobusem dojechać do Dambulli. Tu w planie mieliśmy jedynie Dambulla Golden Temple. I dobrze, bo deszcz zaczął padać dość szybko.
Po tej wycieczce wiemy, że nie można wchodzić między małpy z bananami :) Gdy tylko zobaczyły owoc w ręce Szymona zaczęły wrzeszczeć, wytrzeszczać kły i pewnie by się na niego rzuciły, ale w porę odrzucił banana i już byliśmy bezpieczni. A banan został zjedzony w 3 sekundy...
Spod samej świątyni kolejnym autobusem pojechaliśmy do Kandy. To jedno z największych miast Sri Lanki. Jest mega zatloczone i strasznie śmierdzi spalinami.
Zaliczyliśmy spacer wokół jeziora w deszczu oraz świątynie Sri Dalada Maligawa, gdzie jako relikwia spoczywa ząb Buddy.
Obiadokolację skonsumowaliśmy na lokalnym targu próbując różności typu pierożki, naleśniki, rolki i inne , których nazw niestety nie pamiętam.
Na kolację już na naszym tarasie zjedliśmy zakupione na bazarze owoce-kilka rodzajów mango, papaje, marakuje i karambole. Zdecydowanie smakiem wygrały mangosy :)

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#4 PostWysłany: 26 Lis 2024 19:13 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Poniedziałek, 25.11.2024
W nocy znowu była ulewa i rano jeszcze w deszczu poszliśmy na dworzec kolejowy. Niestety prognoza pokazywała cały dzień pochmurny, a my mieliśmy w planach najbardziej znaną widokową trasę Sri Lanki z Kandy do Ella.
Kupiliśmy bilety w 3 klasie, żeby siedzieć w tubylcami i mieć możliwość otwarcia okien i drzwi. I tak też wyglądała cała podróż. Wszyscy biali (1/4 osób) siedzieli z aparatami w dłoniach i robili zdjęcia cudnym zielonym krajobrazom, co chwila wyhylajac się za okna lub też drzwi pociągu. Widoki to głównie pola herbaty na otaczających wzgórzach, bo trasa cały czas prowadzi przez górzysty teren.
Ogólnie sam początek podróży nie zapowiadał się ciekawie-na dworcu czekał tłum ludzi, a pociąg już podjechał pełny. Wsiedliśmy i zajęliśmy już tylko stłoczeni miejsca stojące. Szczęśliwie dla nas po godzinie jazdy lankijska rodzinka opuściła pociąg i resztę podróży kontynuowaliśmy siedząc. Zważywszy, że droga zajmuje 6.5 godziny, posiadanie miejsc siedzących zdecydowanie poprawia komfort jazdy.
W samym pociągu standardowo odbywał się obnośny handel lokalnymi przekąskami, a lankijczycy zajadali się swoim jedzeniem prosto z....pudełek po lodach, w których my w zamrażarce przechowujemy koperek :)
Podróż była piękna, ale jest trochę żalu, że było deszczowo i przez większość drogi widoczność była słaba.
I standardowo na kolejny już nocleg, plecaki w kąt i idziemy w miasto. Lało strasznie, więc poszliśmy tylko zjeść. Trafiliśmy do maluteńkiego niepozornego lokalu, który z zewnątrz nie zachęcał, ale okazał sie strzałem w dziesiątkę! Little Restaurant to tylko lankijska kuchnia i wszystko przygotowane na świeżo przez kucharza "mnicha". Tuż po złożeniu zamówienia wysiadł prąd, ale tak totalnie. W całym miasteczku zapanowała ciemność. Ale zdaje się, że to normalka bo zaraz kucharz bez żadnej paniki zapalił nam świece i wrócił do kuchni. Po kilku minutach druga strona ulicy odzyskała światło. U nas wciąż romantycznie :) I tak też zjedliśmy i wypiliśmy dzban herbaty. Herbata bardzo mocna, świeżo naparzona. A jedzenie? Fried noodles, kottu i lump rice zawinięte w liście bananowca smakowało pysznie! Wrócimy tam jutro, bo w karcie było jeszcze kilka pozycji, które chcemy spróbować.
Po kolacji w pokoju degustowaliśmy lankijski wyrób alkoholowy-ceylon arrak, wyrabiany z kwiatów kokosa. Fanką nie zostanę...

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#5 PostWysłany: 27 Lis 2024 07:09 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Wtorek, 26.11.2014
Do południa naszły mnie pierwsze chwile zwątpienia i smutku czy to był jednak dobry pomysł jechać na Sri Lankę porą jeszcze deszczową... Od poniedziałkowego popołudnia deszcz nie przestawał padać. Na północy pozrywało niektóre drogi i były nieprzejezdne (m.in okolice Sigiriya czy Dambulli skąd jedziemy). Zwiedzanie terenów zielonych, a na tym właśnie polega pobyt tu, staje się w takim ciągłym deszczu niemożliwe i bezsensowne. Mamy nocleg w domu, z którego jest przepiękny widok na Little Adam's Peak i inne górki. Co z tego, jak wiemy to ze zdjęć i śniadanie jedliśmy na dachu, ale pod plandeką i widocznością kilkudziesięciu metrów.... Potem kilka godzin w pokoju, gdzie wilgoć jest tak duża, że suche ubrania stają się wilgotne.
Odpadła wycieczka nad wodospad, do jaskini i na Little Adam's Peak... Do tego prognozy jak w kalejdoskopie...
Zdecydowaliśmy zostać tu do środy i ruszyć dalej w stronę parku narodowego Yala, a ten dzień już uznać za stracony.
Aż tu koło 14 deszcz zelżał, więc szybciutko zebraliśmy się, żeby chociaż po Elli pospacerować. Zaryzykowaliśmy spacer na 9 Arch Bridge 3 km od wioski. W międzyczasie przestało padać, choć wziąć było pochmurno. Droga prowadziła częściowo asfaltem, ale a gdy zeszliśmy w leśną ścieżkę grzęźliśmy i ślizgaliśmy się w pomarańczowym błocie. Ale warto było. Bardzo fajny spacer i pomimo szarości nieba zobaczyliśmy most i znowu mnóstwo zieleni dokoła z bananowcami i jackfruitami na wyciągnięcie ręki.
Wracając obiadek jednak nie u mnicha. Skusiło nas inne miejsce i było równie pysznie! Zjadlam rękami (jak lokalsi :)) rwąc kawałki i maczając w sosie ogromną masala dose (naleśnik z farszem z soczewicy, tutejszych ziemniaków, kurczakiem), a chłopaki roti i kottu. Do tego po szklance soku ze świeżo wyciskanych owoców (mango, ananasowy i limonkowo-kokosowy). Niebo w gębie :D
W tym momencie stwierdziłam, że poranne wątpliwości uznaję za niebyłe i jednak jest i będzie pięknie :)
I tak właśnie potem było. Niebo się przetarło i z naszego tarasu zobaczyliśmy widok ze zdjęć, a góry skąpane w chmurach wyglądały przepięknie.
Na wisienkę na torcie tego początkowo złego dnia zjedliśmy lody z ananasem u mnicha. W końcu wczoraj powiedziałam mu "see u tomorrow", toteż bałam się, że niedotrzymana obietnica mnichowi może skończyć się brakiem mangosów na wyspie tudzież Janek z Szymonem przestaną ogarniać transport (a w tej materii chodzę za nimi jak ćma).

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#6 PostWysłany: 27 Lis 2024 18:47 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Środa, 27.11.2024
Dzisiejszy poranek prawie całkiem już słoneczny i udało się zjeść śniadanie na tarasie z pięknymi widokami.
Brak prądu u mnicha pierwszego wieczoru to był jeden z niezliczonych zaników prądu w całym miasteczku. Sklepy czy większe knajpy szybko włączają generatory czy co tam mają, ale takie prywatne kwatery jak nasza czekają na odgórny powrót parę minut albo i parę godzin.
Dziś przyjechaliśmy do Tissamaharamy. Droga 2.5 h jazdy bajkowym autobusem z głową za oknem ze względu na widoki. Początek to jeszcze tereny górskie z rzekami, wodospadami, plantacjami herbaty. Miejscami droga zawalona była podeszczowymi osuwiskami. Potem zjechaliśmy na tereny bardziej nizinne i znów pojawiły się pola ryżowe i lasy palmowe. Cu-do-wne!
Nasz uroczy domek na drzewie (!) położony jest nad samym jeziorem Debarawewa. Do jeziora pstryczek kamykiem. Multum ptaków, szuwary, lankijskie nenufary.
Na przedwieczornym spacerze brzegiem jeziora zrozumieliśmy dlaczego bungalowy są na palach - natknęliśmy się na krokodyla!!! Miejscowy gostek do nas zamachał i wskazał na wodę - zwierz akurat pomału zanurzał się pod wodę i widzieliśmy jego ogromny łeb, miał ok. 50 cm, więc sam krokodyl musiał mieć pewnie parę metrów. A był dosłownie niecały metr od brzegu. To było naprawdę niesamowite przeżycie zobaczyć żyjącego dziko krokodyla.
Cały spacer był oczywiście jak zawsze przyjemny. A to też za sprawą ludzi. Ogólnie lankijczycy są bardzo mili i uśmiechnięci. Każde napotkane dziecko krzyczało z podwórka hi, bye lub hello, a te które stały na drodze przybijały piątki. Byliśmy w sumie dla nich trochę jak okazy. Wioska nie jest zbytnio turystyczna. Wokół jeziora jest zaledwie kilka noclegowni, więc nie kręci się tu zbyt wiele białych osób. My nie spotkaliśmy nikogo...
Oczywiście już po porze deszczowej śladu nie ma. Jest ponad 30 stopni C i słonecznie.
Również dziś pierwszy raz mieliśmy do czynienia z ogromem robactwa-muchy, komary i inne parszywe gnidy bardzo dokuczają :/ Na szczęście wokół łóżek mamy pozawieszane moskitiery, więc noc powinna być przespana. Noc, tzn. do 4:00 - jutro wybieramy się na safari! Naszym przewodnikiem będzie Isulu, który za 2 miesiące bierze ślub z Polką! Sylwia mieszka w Warszawie i poznali się 7 lat temu na Sri Lance, spędzili wtedy razem 9 miesięcy. Od tamtej pory widują się po 3 miesiące w roku. Bardzo ciekawi mnie ta historia, szczególnie, że jestem fanką programu "Wiza na miłość" :) Jutro pomiędzy czajeniem się na słonie, lamparty, krokodyle i inne, na pewno dowiem coś więcej na temat ich miłości :)

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#7 PostWysłany: 28 Lis 2024 20:14 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Czwartek, 28.11.2024
To był piękny dzień, choć zaczął się dla nas w nocy. O 4:30 przyjechał po nas kierowca (jednak nie Isulu, więc nie poznałam więcej szczegółów "wizy na miłość"🙃) i ruszyliśmy w stronę Parku Narodowego Yala, drugiego co do wielkości parku na Sri Lance.
To naprawdę niesamowite przeżycie zobaczyć dzikie zwierzęta z programów przyrodniczych, o których czyta Krystyna Czubówna na żywo. Widzieliśmy słonie, bawoły wodne, krokodyle błotne, różne gatunki jeleni, dzikie świnie, szakale, makaki, mangusty, warany, kameleony oraz mnóstwo ptactwa-kura cejlońskiego (symbol Sri Lanki), dzioborożce orientalne, żołny wschodnie, marabuty, ibisy, kormorany, zimorodki i wiele innych, których nazw nie spamiętaliśmy, a są dla nas naprawdę obce.
Największe wrażenie zrobiła na mnie rodzina słoni. Kierowca dostał cynk od innych (co chwilę dzwonią do siebie i informują jakie zwierzęta w której części parku aktulanie są) i w sumie kilkanaście jeepów zjechało się w jedno miejsce. Słoni było ok. 10, w tym 3 bobo słonie. Najmłodszy według naszego szofera miał pół roku. Staliśmy obok nich może 20 minut. Były już przyzwyczajone do widoku aut i po prostu pomału przechodziły przez drogę skubiąc liście z drzew i popijając wodę. Cudowne przeżycie 🤗
Równie niesamowite były krokodyle. W sumie z 10 osobników (każdy widziany osobno). Miały od ok. 1.5 do chyba nawet 4 metrów. Niestety widzieliśmy je z dalszej odległości niż słonie. Choć ten wczorajszy z naszego jeziora był dosłownie metr od nas :D
Bawoły, sarny i inne drobne zwierzęta przewijały się dość często. Nie udało nam się niestety zobaczyć lamparta 😞 Ale za to jeszcze 2 razy samotne słonie wyszły nam na drogę. Raz jechaliśmy za jednym patrząc na jego zadek, a drugi szedł centralnie na nas.
Na jednym przystanku napadły nas małpy. Wtargnęły do jeepa i szukały jedzenia. Wtedy jeszcze nasze śniadanie miał kierowca, więc wygrzebały tylko jakieś pepierki z ciastek. A śniadanie (naleśniczki na słodko i ostro, banany, mango i kawka podane przez szefa) zjedliśmy w innym bezpiecznym miejscu.
Różne krążą opinie i komentarze na temat Yala, bo jest też drugim najchętniej odwiedzanym parkiem i podobno tworzą się czasem korki jeepów i wszyscy jadą kolumną. U nas wcale nie było tego problemu. Jechaliśmy cały czas sami swoim tempem bez korków. No poza miejscem, gdzie zjechaliśmy się do rodziny słoni.
My jesteśmy z całego safari bardzo zadowoleni 😃
Równo o godzinie 12:00 wyjechaliśmy z Yala. Kierowca zawiózł nas minidworzec autobusów, skąd dosłownie po minucie mieliśmy transport....na wybrzeże! I tak- jestemy już po powitaniu z Oceanem Indyjskim. Chłopaki od razu wbiegli do wody, a ja pilnowałam rzeczy. Jak tak patrzyłam jak się doskonale bawią i skaczą na ogromnych falach to przecież też muuuusiaaaałaaam! Bety pod opiekę dałam porządnie wyglądającym Włochom z piwkiem i szybko pobiegłam do wody. Woda cieplutka i czysta. Plaża cudna-piasek, palmy... Tangalla. Zostajemy tu 2 dni :)

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#8 PostWysłany: 29 Lis 2024 12:15 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Piątek, 29.11.2024

nuda

nic się nie dzieje

plaża

kokokosy
piasek
nuda

anananasy
słońce

nuda
fale
palmy

A tak serio to nudy nie ma! Po śniadaniu na tarasie w towarzystwie kameleonów, pawii i wiewiórek cały dzień spędziliśmy na plaży, a nawet na kilku. Ale nie plażing i leżing. Dziś byliśmy cwaniaczkami z morskiej pianki 😎 Fale tu są ogromne, mają po kilka metrów. Coś niesamowitego! Moje pierwsze słowa do podjaranych chłopaków-w życiu wam się tu nie pozwolę kapać! ... po czym po 5 minutach wszyscy byliśmy w wodzie. Czad i super zabawa, ale wystarczy o krok wejść nie w falę i po tobie... Woda kotłuje, zabiera, oddaje, znowu zabiera. Ciężko się wyratować i czujesz się i wyglądasz jak ta kobita z filmowych memów, która nie może się podnieść z fali. Już wiem, że to nie jest łatwe i śmieszne. Siła takiej fali jest przeogromna. Po jednej takiej trwającej dla mnie wieczność walce o życie więcej do wody nie weszlam... Na brzegu byli ratownicy i wszystko widzieli, więc pewnie sytuacja nie wyglądała tak źle, ale jednak odczucia była przerażające.
Ogólnie ocean nas pozdzierał i zrobił nam z piasku porządny peeling miotając jak kukłami. Ale wszystko z bananem na twarzy :)
Popołudniowy plażing to już nieco mniejsze fale, wygłupy chłopaków na bodyboardach i popijanie kokokosków.
To był kolejny świetny dzień.

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#9 PostWysłany: 01 Gru 2024 19:08 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Sobota, niedziela 30.11-01.12.2024
Wczoraj po śniadaniu przejechaliśmy do kolejnej nadmorskiej miejscowości, Mirissy. Standardowo kwaterunek, w miasto i na zwiady po okolicy. Praktycznie oba dni spędziliśmy na plaży leżąc, spacerując, szalejąc w oceanie.
Widoki wokoło piękne-skały i rozbijające się o nie ogromne fale, okalające plażę wzniesienia, i oczywiście palmy. Jest urocza wysepka-Parrots Rock. Jednak po papugach nie ma śladu 🫤 Są tylko wrony. Wyspa znajduje się około 50 metrów od brzegu i trzeba przejść przed wodę mniej więcej do pasa (przynajmniej my dziś rano taki stan napotkaliśmy), żeby się na nią dostać. Nie jest to jednak proste, bo fale mimo że nieduże nie ułatwiają wędrówki, szczególnie z plecakiem trzymanym nad głową. Więc zdecydowanie by nie stracić równowagi trzeba korzystać z liny, która łączy brzeg z wyspą.
Drugim miejscem, z którego znana jest Mirissa jest Coconut Tree Hill i jak sama nazwa wskazuje to wzniesienie z lasem palm kokosowych.

Dziś krótko, więc modowe obserwacje ze Sri Lanki 😀
Podczas gdy my, biali ludzie/turyści, chodzimy rozebrani albo może ubrani w krótkie spodenki, mieszkańcy Sri Lanki praktycznie zawsze noszą długie spodnie lub kobiety długie spódnice. Mężczyźni (głównie ci starsi) często też ubierają sarong, czyli duży kawałek materiału opleciony i uwiązany wokół pasa.
Do tego klapki, buty skórzane albo oczywiście boso. Dosłownie pojedyncze osoby można zobaczyć w sportowym obuwiu.
Gdy zaczyna padać deszcz część ludzi, jak to w Polsce, korzysta z parasoli. Ale jest też część, która zakłada wtedy ciepłe zimowe czapki.... Tego za bardzo zrozumieć nie mogę 🤔
Dzieci w szkołach na Sri Lance mają białe mundurki. W zależności od regionu albo może i szkoły, są to dla chłopców zazwyczaj spodnie i koszule z krótkim rękawem, a dla dziewczynek sukienki lub spódnice i bluzki. Wszystko oczywiście obowiązkowo w kolorze białym

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#10 PostWysłany: 02 Gru 2024 19:59 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Poniedziałek, 2.12.2024
Po porze deszczowej nie ma śladu. Jest gorąco i tylko wiatr od morza nas ratuje.
Po śniadaniu pojechaliśmy autobusem zwiedzać Galle. Tu już zupełnie inny klimat niż typowo nadmorskie kurorty. To urokliwe miasto z historią i zabytkami. Jest tu m.in. najstarsza latarnia morska na Sri Lance czy XVII-wieczny holenderski fort, który wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Galle jest zdecydowanie bardziej europejskie. Bardzo przyjemne to było dopołudnie :)
Pospacerowaliśmy sobie 2 godzinki i znowu w drogę. Dotarliśmy do Hikkaduwy - nadmorskiego kurortu oblężonego przez ruskich! Ale dowiedzieliśmy się tego już na miejscu. Rosyjski słychać na ulicach i plaży, a nawet menu czy informacje na tablicach są w tym języku. Ha tfu...
Popołudnie to odpoczynek, plażing, pyszne jedzenie oraz drobne zakupy pamiątkowe.
Dziś napotkaliśmy na trzeci z trzech gatunków małp występujących na Sri Lance :) biegają po drzewach na naszej ulicy. Na plaży natomiast, tzn. w wodzie tuż przy brzegu pływały żółwie. Miały po około metra długości, może więcej. Niestety przez ruskich, którzy z aparatami wleźli tłumnie do wody i głaskali gady, próbowali karmić, ciężko było w ogóle zobaczyć co to za gatunek (na plaży są tablice mówiące, że jest ich tu 5) i zrobić jakiekolwiek zdjęcie bez nękania zwierząt.

Niemal od początku naszego pobytu na Sri Lance co jakiś czas słyszymy melodię "Dla Elizy" Beethovena. Melodię, bo brzmi jak z zabawki dla dziecka i trochę nawet creepy. Teraz już wiemy (od wujka Google), że utwór grany jest z auta piekarenki ze świeżymi wypiekami :)
Jeździ po okolicy i melodią informuje, że można się zaopatrzyć w chleb, bułeczki i inne wypieki. Oczywiście słyszymy to wszędzie gdzie jesteśmy, to taki krajowy zwyczaj. Trochę jak kiedyś u nas auta z lodami Family Frost jeżdżące po osiedlach i grające charakterystyczną melodię.

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#11 PostWysłany: 03 Gru 2024 19:13 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Wtorek, 3.12.2024
Pogoda wciąż piękna. Ocean cieplutki. Fale już nie tak ogromne jak w Tangalli czy Mirissie, ale za to w Hikkaduwie jest jeden z trzech na Sri Lance Morskich Parków Narodowych. Przy plaży mamy obrzeża rafy koralowej, dlatego wypożyczyliśmy maski do snorkelingu. Niestety sama rafa (przynajmniej ta przybrzeżna) bardzo ucierpiała w czasie tsunami w 2004 roku i praktycznie obumarła. Można jedynie liczyć na obecność ryb. I już kilka metrów od brzegu pływaliśmy z pomiędzy kolorowymi rybkami. Kręcąc się w promieniu 20 metrów można było zobaczyć dużo ciekawych okazów.
Dzień raczej leniwy zakończony zakupem ręcznie wystruganego przez "Gepetto" słonia oraz pyszną obiadokolacją z owocami morza.
W Hikkaduwie jest mały port rybacki, stąd jest tu większy wybór świeżych ryb czy innych stworzeń morskich.
Wieczorem pożegnaliśmy się już z oceanem, bo jutro kierujemy się w stronę Kolombo i plażingu i kąpieli już zażywać nie będziemy....

A że dziś znowu krótko to kolejne, tym razem drogowe, obserwacje 😜
Ruch na Sri Lance jest lewostronny, a zasady ruchu drogowego są banalne - po prostu jedziesz :)
Do ruchu praktycznie włączasz się bez kierunkowskazu, po prostu wjeżdżasz nawet jak coś jedzie twoim pasem. Wyprzedzanie na trzeciego to normalka, na zakrętach również. A co do wyprzedzania to tu jest zabawnie. Jak już pisałam kierunkowskazu nie używasz do sygnalizowania np. zamiaru skrętu. Wyprzedzający sygnalizuje manewr trąbieniem, a na kierunkowskazie jeżdżą wyprzedzani (często starsze auta lub tuktuki lokalsów, tzn. nie tuktuk taxi)! Często bardzo długi odcinek jadą na włączonym prawym kierunkowskazie i to mniej więcej znaczy "jestem żółwiem, wyprzedź mnie" :)
Ogólnie samochodów osobowych jest bardzo mało. Głównie na drogach są tuktuki, autobusy, dostawczaki, skutery, motory.
Autobusem mieliśmy okazję jechać przynajmniej 8 razy. Bez znaczenia, w której części wyspy odbywała się jazda, ich kierowcy to prawdziwi kamikadze! Wyprzedzają na trzeciego bez znaczenia czy ktoś jedzie z naprzeciwka (jeszcze trąbią wtedy, żeby każdy wiedział, że autobus jedzie) czy to wioska turystyczna, po której spacerują ludzie i poruszają się tuk tuki czy skutery - po prostu jazda na pełnej! 😎
A niektóre autobusy swoją drogą to prawie dzieła sztuki :) Stuningowane, kolorowo pomalowane, z różnymi ozdobnikami wewnątrz, często jakimś motywem przewodnim, np. morskim czy z jakiejś bajki. I w środku obowiązkowo głośno gra lokalna muzyka. Gdy jest ciemno część autobusów ma wersję nocną, czyli dodatkowe kolorowe lampki na zewnątrz i w środku. Z daleka wygląda jakby jechała dyskoteka :)
Ludzie ogólnie chodzą brzegiem jezdni. Nie ma, że zejdą na pobocze i to normalne, nikt na nich nie trąbi, po prostu trzeba wyminąć i już.
Nie widzieliśmy też ani jednego znaku ograniczenia prędkości. W ogóle bardzo mało jest znaków-głównie ostrzegawcze i informacyjne - przejścia dla pieszych, przystanek, ostry zakręt, uwaga słonie :)

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#12 PostWysłany: 04 Gru 2024 18:44 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Środa, 4.12.2024
Dziś podróżowaliśmy do stolycy. Piszę o Kolombo, które uznaje się za stolicę biznesową i dospodarczą, zaś tą oficjalną administracyjno-polityczną jest Sri Dźajawardanapura Kotte. Pociąg miał jechać 2 h, autobus 3.5 h, więc poszliśmy na stację kolejową. Pociąg jechał z samego południa wyspy i ciężko było do niego wsiąść. Już do końca trasy jechaliśmy jak sardynki w puszce. Mega ścisku nie było. Wiadomo, w puszce sardynek też nie jest na ścisk :) ale miejsc siedzących też oczywiście brak. Chłopaki zrobili sobie miejsca na ziemi pomiędzy nogami innych ludzi. Tory prowadziły miejscami samiutkim wybrzeżem. Momentami, gdy fale rozbijały się o kamienie czuć było przez otwarte okna kropelki wody na ciele.
W pociągu było, śmiem twierdzić, z 10% białych ludzi.... hmm....turyści chyba w dużej mierze korzystają z taxi lub prywatnych kierowców.
W znanym nam już Kolombo powędrowaliśmy do Gangaramaya Temple oraz wokół jeziora Beira. 2 tygodnie temu pogoda i późna pora sprawiły, że ominęliśmy te miejsca.
Jezioro otoczone jest niemal z każdej strony ogromnymi wieżowcami. W jednym naliczyliśmy 60 pięter. Natomiast w świątyni Gangaramaya znajduje się mnóstwo zabytkowych buddyjskich artefaktów i posążków. Przez jednego z mnichów zostałam obdarowana na szczęście kolorową sznurkową bransoletką. Wiążąc go na nadgarstku mamrotał pod nosem jakieś modły.
Weszliśmy też na chwilę do galerii i tu na dzień dobry ogromna świecąca choinka i w tle grające dobrze nam znane amerykańskie świąteczne utwory. To w sumie ciekawe, bo na Sri Lance chrześcijanie stanowią zaledwie 7% wyznawców. W sumie to nie było pierwsze miejsce, gdzie widzieliśmy ubraną choinkę czy inne bożonarodzeniowe akcenty.
Mimo milego popołudnia i ciekawych kadrów, i tym razem Kolombo się nie obroniło-mnóstwo ludzi, samochodów (tak, w Kolombo jest ich zdecydowanie więcej niż w pozostałych częściach wyspy), śmieci i hałas.
Przed nami ostatnia noc na Sri Lance, jutro wracamy do Polski...

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#13 PostWysłany: 05 Gru 2024 08:19 

Rejestracja: 20 Lis 2024
Posty: 13
Loty: 24
Kilometry: 58 192
Krajów: 13 / 6.3%
Czwartek, 5.12.2024
Nasza podróż na Sri Lankę właśnie dobiega końca. Jestemy już na lotnisku w Kolombo. Wracamy do Katowic z międzylądowaniem w Abu Dhabi.
Podsumowując - było super! Mówię to za siebie oraz chłopaków, którzy również tak stwierdzili, kiedy kilka minut temu rozmawialiśmy na temat naszej wyprawy.
I tak, można nazwać nasz wyjazd wyprawą, bo wszystko organizowaliśmy sami. We wrześniu kupiliśmy bilety lotnicze. Potem każdy wyszukał miejsca, które chce zobaczyć na Sri Lance i powstał ogólny plan. Spakowaliśmy się w plecaki i ruszyliśmy w dwutygodniową podróż. Na mapce zarys naszej trasy.
Naszym założeniem było przemieszczać się środkami komunikacji publicznej i udało się w 100%. Autobusy i pociągi są dobrze skomunikowane na wyspie. Do tego koszty przejazdów były śmieszne - od 1,20 zł do 11 zł za bilet na osobę :) Raz jechaliśmy tuk tukiem, ale to było na naszej liście do zrobienia, więc wszystko zgodnie z planem.
Noclegi rezerwowaliśmy przez booking dzień przed, bo zazwyczaj dopiero wtedy wiedzieliśmy co na pewno robimy dalej. Najdroższa była stolica, gdzie wyszło nam ok. 160 zł na pokój... bez okien :) Potem noclegi w bardzo dobrych dla nas lokalizacjach (blisko atrakcji, stacji/przystanku czy plaży) kosztowały nas od 20 do 30 zł za osobę ze śniadaniem. Owszem, nie były to 4-gwiazdkowe hotele, ale też nic nam nie brakowało. Bo czegóż mogliśmy chcieć więcej poza łóżkiem, łazienką, klimatyzacją i wifi...?
Obiady/kolacje lub obiadokolacje zawsze jedliśmy na mieście w polecanych na Google Maps miejscach i świetnie się to nam sprawdzało. Lankijska kuchnia bardzo nam zasmakowała i już planuję po powrocie do domu przyrządzić kottu :)
Do tego pyszne i słodkie soki z owoców i same owoce, które w Polsce smakują zupełnie inaczej. Mango, papaje czy nawet ananasy tutaj to jakby inne owoce.
Mieszkańcy Sri Lanki to bardzo mili, uprzejmi i uśmiechnięci ludzie. Owszem, ci na ulicach cały czas proponują tuk tuki, zapraszaja do restauracji czy namawiają do kupna np.wycieczki czy swoich usług jako przewodnicy, ale ogólnie nie są zbyt nahalni i szybko odpuszczają.
Całą podróż czuliśmy się bezpiecznie pod każdym względem. Nikt nas nie zaczepiał, nie mieliśmy żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Sami siebie również pilnowaliśmy :)
Ogólnie z naszych planów nie zrealizowaliśmy jedynie wejścia na Adam's Peak (trochę było nie po trasie i nie mieliśmy pewności, że będzie pogoda) oraz z Elli nie wybraliśmy się do jaskini i nad wodospad (tu zdecydowanie pogoda popsuła plany).
Poza tym cali, zdrowi, bez żadnych nieprzyjemnych przygód, z uśmiechami na twarzach wracamy do zimowej, już pewnie świątecznej, Polski.

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 13 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group