Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 24 Kwi 2014 23:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5597
Loty: 169
Kilometry: 241 913
Krajów: 37 / 17.3%
niebieski
Tytułem wstępu:
Wyprawę odbyłem w czerwcu 2013 r. - mam nadzieję, że pamięć mnie nie zawiedzie i relacja nie będzie odbiegała od rzeczywistości. Wszystkie ceny aktualne na czerwiec 2013, podane, o ile nie zaznaczono inaczej, w "₪" szeklach (wówczas 1₪ - 0,9 zł).

Izrael - ostatnio popularny kierunek na forum, głównie dzięki nowo otwartym połączeniom liniami Wizzair. My dla odmiany upolowaliśmy bilety u narodowego izraelskiego przewoźnika - El Al. Cena za osobę wyniosła około 510 zł - zbliżona do promocyjnych cen LOT-u, ale godziny dużo wygodniejsze. Linie El Al znane są z delikatnie mówiąc dość restrykcyjnych kontroli bezpieczeństwa, które opisałem na forum w innym miejscu. Na szczęście uciążliwe procedury zostały wynagrodzone serwisem pokładowym. Niestety produkt oferowany przez nasze narodowe linie lotnicze to porównaniu z El Al druga liga. Przystawka, dwa dania na ciepło do wyboru, deser, napoje. IFE ograniczone do radia, ale można było znaleźć coś dla siebie. Tak więc czas podróży szybko minął.

Dzień 1 - Jerozolima
Już stoją nasze nogi w twych bramach, o Jeruzalem, Jeruzalem, wzniesione jako miasto gęsto i ściśle zabudowane (Ps 122, 2-3)

Jerozolima. Od dzieciństwa miałem tę nazwę w swojej głowie. Biblia, książki podróżnicze, filmy. Oczyma wyobraźni widziałem białe mury miasta, palmy, osiołki. Arabowie i Żydzi w tradycyjnych strojach, promienie słoneczne wciskające się w zaułki starożytnego miasta. Powietrze jest ciężkie od dźwięków i zapachów. Czy taką Jerozolimę będzie dane mi poznać? Z niecierpliwością wyglądami linii brzegowej Morza Śródziemnego. Wreszcie jest. Ziemia Święta. Od dwóch tysięcy lat miejsce pielgrzymek. Od wielu więcej - miejsce wojen. Stewardessy żegnają nas słowami "Szabat szalom".

Trochę obawiałem się lądowania w piątkowe popołudnie. Mieliśmy godzinę czy dwie rezerwy zanim zacznie się szabat. Jakiekolwiek dłuższe spóźnienie zmusiłoby nas do łapania szeruta, który choć wygodniejszy, jest ponad dwukrotnie droższy niż autobus. Lądujemy jednak punktualnie, krótkie procedury na lotnisku (wizę dostajemy na oddzielnej karteczce, więc w paszporcie nie będzie śladu po wizycie w Izraelu) i po chwili jesteśmy już na przystanku autobusowym. Nie ma stąd co prawda bezpośrednich autobusów do Jerozolimy i podróż wymaga przesiadki, ale możemy kupić bezpośredni bilet za 24₪. Autobus #5 rusza niemal pusty, jesteśmy jedynymi pasażerami. Po około 10 minutach jazdy wysiadamy na skrzyżowaniu i po chwili podjeżdża #947, jadący do CBS (Central Bus Station) w Jerozolimie. Ten też jest prawie pusty. Wszyscy pewnie już są w domach i szykują się do obchodów szabatu.

Podróż trwa krótko - około godziny. Na dworcu w Jerozolimie przemykają ostatni pasażerowie. My wsiadamy do tramwaju - jedyna linia tramwajowa łączy południowo-zachodnią i północno-wschodnią cześć miasta. Jednorazowy bilet kosztuje 6,6₪. Do murów Bramy Damasceńskiej jest 5 przystanków. Nasz hotel - Rivoli - znajduje się jakieś 100-200 metrów od murów Starego Miasta, już po arabskiej części miasta. Tu szabatu nie ma, uliczne życie wre.

O samym hotelu: za pokój 3-os. płacimy 95$ za noc ze śniadaniem. Warunki trochę skromne, ale nie wymagamy luksusów za tę cenę. Hotel wygrywa swoim położeniem. Meble trochę przestarzałe a obsługa nie zawsze "pamięta" o wydaniu reszty. Klimatyzacja, telewizja i wifi działają bez zarzutu. Śniadania smaczne - co prawda wędlina wygląda podejrzenie, ale dojrzałe w śródziemnomorskim słońcu pomidory i oliwki smakują wyśmienicie zawinięte w chlebek pita. A i sąsiadów mamy spokojnych (widok z naszego okna). Co prawda każdego poranka przed wschodem słońca budzi nas śpiew muezzina, ale to dodaje tylko uroku temu miejscu:
Image

Kilka chwil na rozpakowanie i od razu wyruszamy na miasto. Ciężko się zdecydować gdzie iść najpierw. Wszystkie miejsca znane dotychczas z Biblii są tu na wyciągniecie ręki. Idziemy na Górę Oliwną i do Ogrodu Oliwnego, zwanego po hebrajsku Getsemani. Z naszego hotelu to zaledwie kilometr. W ogrodzie do dziś rosną drzewka oliwne. Niektóre z nich pamiętają ponoć czasy, gdy Jerozolimę zdobyli Krzyżowcy.
Image

Wąska droga stromo wspina się w kierunku Góry Oliwnej. Po drodze mijamy olbrzymi cmentarz. Ponoć miejsca na tej nekropolii kosztują fortunę, bo według Biblii w tym miejscu - w dolinie Cedronu - ma się rozpocząć Sąd Ostateczny. Coś w stylu pośmiertnego priority boarding.
Image

Wreszcie docieramy na Górę Oliwną. Tam około setki żołnierzy płci obojga, każdy z karabinem, uśmiechnięci, żartują, robią wspólne zdjęcia. Jest przecież szabat, dzień odpoczynku po tygodniu ciężkiej służby. Na początku widok uzbrojonych żołnierzy na każdym kroku może szokować, ale szybko się do takiego obrazka można przyzwyczaić. Następnego dnia to już nie robi większego wrażenia. Wracając do samej góry - widok stąd cudowny, chyba jedna z najbardziej znanych panoram. W promieniach zachodzącego słońca błyszczy się Kopuła na Skale. Podchodzi do mnie jeden z Arabów. Pokazuje i tłumaczy: tam wieczernik, tam Judasz miał popełnić samobójstwo, tam daleko - Herodion.
Image

W pobliżu znajduje się jeszcze kilka ważnych dla Chrześcijan miejsc: Grób Panny Maryi - sanktuarium, do którego schodzi się po monumentalnych schodach, Kaplica Wniebowstąpienia - obecnie należy do Muzułmanów, a katolicy mogą odprawić w niej mszę tylko raz do roku - w święto Wniebowstąpienia oraz kościół Pater Noster, czyli Ojcze Nasz, gdzie na ceramicznych tablicach umieszczono przedmiotową modlitwę w ponad 60 językach, w tym oczywiście po polsku. Na tym kończymy zwiedzanie pierwszego dnia, który w sumie przyniósł wiele wrażeń.
Image

Dzień 2 - Betlejem
A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela (Mt 2, 6).

Betlejem - miejsce, które ze słyszenia zna chyba każde dziecko w Polsce. Powtarzane w co drugiej kolędzie dziś leży po drugiej stronie muru, w Autonomii Palestyńskiej, ale jest zamieszkane głównie przez arabskich chrześcijan. Dojedziemy tam arabskim busem #21, który odjeżdża z dworca autobusowego koło Bramy Damasceńskiej, 5 minut marszu z hotelu. Bilet kosztuje 7,3₪.

Tereny Autonomii Palestyńskiej dzielą się na strefy A, B i C. Strefa A to tereny pod administracyjną i policyjną kontrolną Palestyńczyków. Strefa B to tereny zamieszkane przez Palestyńczyków pozostające pod wojskową kontrolą wojsk izraelskich. Strefa C to osiedla osadników pod całkowitą kontrolą Izraela. Betlejem leży w strefie A. Jadąc do Betlejem bus nie zatrzymuje się na tzw. checkpoincie. Po chwili jesteśmy już Bejt Dżala, sąsiednim miasteczku. Do Bazyliki Narodzenia Pańskiego jest stąd zaledwie zaledwie kilometr marszu cały czas prosto ulicą papieża Pawła VI. Znowu okazuje się że mamy niesamowite szczęście. Zagaduje nas polski ksiądz Kazimierz, który jest misjonarzem i od kilku lat mieszka w Betlejem. Wcześniej pracował kilka lat w Libanie. Pokazuje nam swój dom, prowadzi na dach, skąd rozciąga się wspaniały widok na Betlejem i okolicę.
Image

Ulica Pawła VI wygląda jak typowa uliczka na arabskiej starówce. Sprzedawcy rozkładają swoje kramy, rzeka ludzi płynie w tą i z powrotem, między wszystkim przeciskają się samochody. Na straganach kupimy wszystko, od miejscowego rękodzieła po chiński badziew, dokładnie jak na całym świecie.
Image

Ksiądz Waldemar prowadzi nas do Bazyliki, po arabsku zagaduje policjantkę pilnującą Groty Narodzenia. Dzięki jego protekcji wchodzimy do groty wyjściem, omijając olbrzymią kolejkę. Przez grotę przepływa nieskończony łańcuszek ludzi, poganiamy przez pilnujących porządku policjantów. Srebrna gwiazda wyznacza miejsce, gdzie miał narodzić się Jezus Chrystus. Nad gwiazdą wiszą kadzielnice należące do zakonników poszczególnych obrządków, którzy opiekują się bazyliką - katolickich, ormiańskich i greckich. My razem z księdzem stajemy w kąciku i po cichu odśpiewujemy kolędę.
Image

Po wyjściu z Bazyliki, trochę w formie podziękowania dla księdza, robimy zakupy w zaprzyjaźnionym sklepiku tuż obok. Nad sklepem powiewa polska flaga (właściwie bandera), właściciel mówi bardzo dobrze po polsku, i jak podejrzewam, żyje głównie z polskich pielgrzymów. Na hasło "ksiądz Kazimierz" schodzi od razu z ceny o połowę - możecie spróbować użyć tego hasła ponownie, chyba jest wielokrotnego użytku :) W sklepie głównie dewocjonalia, ale też klasyki w stylu magnesy na lodówkę oraz mój hit - arabskie mydło z oliwek z wizerunkiem wielbłąda na opakowaniu. Może posłużyć jako prezent dla mniej religijnej części rodziny czy znajomych.
Image

Naszym kolejnym celem było Pole Pasterzy, którzy według Biblii w momencie narodzin Chrystusa trzymali straż nocną nad swoją trzodą (Łk 2, 8). Taksówkarze życzyli sobie 40-50₪ za w sumie dość krótką wycieczkę i nie za bardzo chcieli zejść z ceny, więc postanowiliśmy pójść pieszo do pobliskiego Bajt Sahur (około 2,5 km w jedną stronę). Tu mała dygresja - w Bajt Sahur znajdują się dwa Pola Pasterzy, jedno katolików oznaczane na drogowskazach "Shepherds' Field (W)", drugie prawosławnych, oznaczone "Shepherds' Field (E)". Jest południe, upał niemiłosierny, więc po drodze kupujemy piwo w przydrożnym sklepie (produkt mało popularny w Izraelu, jeszcze mniej w Autonomii, przez to niezbyt tani). Samo Pole Pasterzy okazuje się dość przyjemne, woda szumi w fontannach, pełno ptactwa i jaszczurek.
Image

Po środku znajduje się kościół, gdzie na freskach przedstawiono biblijne sceny związane z narodzeniem Chrystusa.
Image

Po południu wracamy do Jerozolimy ponownie busem #21. Tym razem na checkpoincie normalna kontrola. Wszyscy Palestyńczycy muszą wysiąść, turyści mogą zostać. Żołnierz z karabinem sprawdza nasze paszporty. Po około 15 minutach możemy jechać dalej.

Resztę dnia spędzamy na jerozolimskim Starym Mieście, raczej bez ustalonego celu. Konkretne zwiedzanie zostawiamy sobie na kolejny dzień. W żydowskiej części Starego Miasta co chwilę można się natknąć na ortodoksyjnych żydów w tradycyjnych strojach.
Image

Upał trochę zelżał. Powietrze ponownie wypełnia zapach przypraw i nawoływania sprzedawców. Sklepikarze otwierają swoje kramy. Królują dewocjonalia, sandały z wielbłądziej skóry, przyprawy, biżuteria i inne wyroby złotnicze, misterne szachownice. Wchodząc do niektórych sklepów można dostać oczopląsu.
Image

Nad Jerozolimą powoli zapada zmrok, ale miasto budzi się do życia - szabat się skończył, więc uliczki znowu są znowu pełne.
Image

C.D.N. - w części drugiej - Stare Miasto w Jerozolimie
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 28 Kwi 2014 00:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5597
Loty: 169
Kilometry: 241 913
Krajów: 37 / 17.3%
niebieski
Dzień 3 - Jerozolima
[...] Pan powiedział: «W Jeruzalem pozostanie Imię moje na zawsze». (2 Krn 33, 4)

Ten dzień w całości przeznaczamy na Stare Miasto w Jerozolimie. Jest ono otoczone wysokim murem, na jego teren prowadzi 8 bram. Obejmuje Wzgórze Świątynne oraz 4 cztery dzielnice: muzułmańską, chrześcijańską, żydowską oraz ormiańską, z których każda ma swój niepowtarzalny klimat i charakter. Pomimo, że jego powierzchnia Starego Miasta wynosi niecały kilometr kwadratowy, cały dzień to za mało, żeby odwiedzić wszystkie świątynie. Naszym planem jest odwiedzenie świętych miejsc trzech największych religii monoteistycznych: Bazyliki Grobu Świętego (chrześcijaństwo), Ściany Płaczu (judaizm) oraz Wzgórza Świątynnego (islam).

Pobudka wczesna. Od forumowego kolegi piotrek_, który przebywał w tym samym czasie w Jerozolimie, dostałem informację, że o 6:30 rano będzie sprawowana msza św. w Bazylice Grobu Świętego. Jest niedziela, więc warto się wybrać, szczególnie będąc w takim miejscu. Po drodze do świątyni chcemy jeszcze przejść trasą drogi krzyżowej, więc wychodzimy z hotelu o 5 rano. I tu napotykamy problem, ponieważ hotel zamknięty jest na cztery spusty i dłuższy czas zajmuje nam odnalezienie i dobudzenie właściciela. Chyba nie był zachwycony.

Droga Krzyżowa biegnie w górę ulicy Via Dolorosa w kierunku bazyliki. Pierwsza stacja znajduje się na ścianach islamskiej szkoły Omarija, nieopodal Kościoła Ubiczowania. Wybierający się po raz pierwszy mogą być rozczarowani. Stacje to niewielkie, metalowe tabliczki umieszczone na murach. Czasami trzeba się nieźle napatrzeć, żeby je dojrzeć. Pierwsze dziewięć stacji znajduje się na Via Dolorosa, ostatnie pięć w bazylice. Nawiasem mówiąc na przejście drogi krzyżowej polecam właśnie tę porę – przed szóstą rano jest praktycznie pusto, bez rzeki pielgrzymów i natrętnych handlarzy możemy ją przeżywać w ciszy i skupieniu.
Image

Stacja dziewiąta znajduje się na murach kaplicy koptyjskiej, przez którą dostajemy się na dziedziniec Bazyliki Grobu Pańskiego. Wewnątrz jest pusto i panuje przyjemny chłód. Na przestrzeni kilku metrów znajdują się najświętsze miejsca chrześcijaństwa – pierwsze z nich, Kamień Namaszczenia, czeka już w przedsionku.
Image

Tuż obok kamienia wąskie schody prowadzą na Golgotę i do ołtarza ukrzyżowania, a w centralnej części, pod kopułą rotundy znajduje się Grób Jezusa. Tam właśnie księża szykują do niedzielnej liturgii. Msza jest odprawiana po łacinie. Mogę sobie tylko pluć w brodę, że nie uważałem na lekcjach łaciny w liceum i z ewangelii mogłem wyłapać tylko pojedyncze słowa. Po zakończonej Mszy nieliczni wierni ustawiają się w kolejce do grobu. W późniejszych godzinach kolejka jest bardzo długa i czas oczekiwania wynosi ponad godzinę. Sam grób jest bowiem bardzo ciasny, i wchodzi się do niego klęcząc. Wewnątrz znajduje się marmurowe płyta, na której miało być złożone ciało Jezusa.
Image

Na koniec odwiedzamy jeszcze Kryptę Św. Heleny, znajdującą się w tylnej części świątyni, po czym wracamy do hotelu na śniadanie. Po chwili odpoczynku ruszamy w stronę Ściany Płaczu, zwaną po hebrajsku i angielsku „murem zachodnim”. Określenie to nawiązuje do zburzonej przez Rzymian w 70 roku Świątyni Salomona. Obecnie w jej miejscu znajduje się Wzgórze Świątynne. Ściana Płaczu to jedyna pozostałość po tej świątyni i obecnie najświętsze miejsce judaizmu. Można się tam dostać trzema wejściami - procedury bezpieczeństwa przy nich przypominają te z lotniska. Wszyscy muszą przejść przez bramkę wykrywającą metale oraz prześwietlić plecaki i torebki. Większe plecaki muszą zostać zdeponowane.

Ściana płaczu jest podzielona na dwie części – dla mężczyzn (znacznie większa) i dla kobiet. Do ściany można podejść tylko z nakryciem głowy. Jak ktoś nie ma czapki, może bezpłatnie pobrać z kosza jednorazową białą jarmułkę. Pod ścianą panuje niesamowita atmosfera. Ubrani na czarno chasydzi kiwają się recytując wersety Tory. Tuż obok młodzież z tefilin na ramionach i czołach tańczy i klaszcze w rytm piosenki. Między kamieniami widać wetknięte karteczki z prośbami do Boga. Są ułożone tak gęsto, że trudno wcisnąć gdzieś własną.
Image

Atmosferę panującą przy ścianie płaczu najlepiej opisuje Paweł Smoleński w swoim świetnym reportażu „Izrael już nie frunie”: "Nagle poczułem, że mogę tu stać i stać, że palące słońce wcale mnie nie dotyka, że wiatr nie jest znowu taki silny, że jestem w miejscu, które daje siłę, choć z zapewne w Jerozolimie są starsze kamienie. Nie wiem jak długo stałem, może pięć minut, a może pół godziny."
Image

Opuszczając teren Ściany Płaczu udajemy się w kierunku Bramy Gnojnej, zamykającej od południa teren Starego Miasta. Tam znajduje jedyne wejście na Wzgórze Świątynne przeznaczone dla nie-muzułmanów, czynne tylko rano (źródła podają różne godziny, przeważnie 7:30-11:00) oraz przez godzinę wczesnym popołudniem (13:30-14:30). Należy wziąć poprawkę na kolejki, które mogą się tworzyć ze względu na procedury bezpieczeństwa. Oczywiście, jak wszędzie w Jerozolimie należy pamiętać o skromnym ubiorze. Nie należy także eksponować przedmiotów kultu innych niż muzułmańskie. Jeśli mamy w bagażu np. Biblię, musimy ją zostawić w depozycie. Na teren wzgórza dostajemy się po rampie.

Na środku Wzgórza Świątynnego wznosi się Kopuła na Skale, chyba najbardziej charakterystyczna budowla w Jerozolimie. Błękitna fasada pełna misternych ornamentów i złota kopuła robią niesamowite wrażenie. Niestety tylko w wyobraźni możemy obejrzeć to sanktuarium od środka – osoby inne niż muzułmanie nie mają tam wstępu. Podobnie do Meczetu Al-Aksa, trzeciego po Mekce i Medynie świętego miejsca islamu. Na wzgórzu panuje spokój, nie dociera tu zgiełk miasta, można sobie odpocząć w cieniu cedrów i cyprysów.
Image

Po odpoczynku ruszamy dalej na południe, w stronę góry Syjon, położonej już poza murami Starego Miasta. Znajduje się tam tzw. Wieczernik, miejsce, gdzie według tradycji miała mieć miejsce Ostatnia Wieczerza.
Image

Z kolei do pomieszczenia pod Wieczernikiem zmierzają tabuny izraelskich uczniów – w małej Sali stoi sarkofag, gdzie ma spoczywać Dawid, legendarny król Izraela. Tradycyjnie salka jest podzielona na część dla mężczyzn i kobiet przy czym kobietom równie tradycyjnie przypadł niewielki skrawek sarkofagu.
Image

Ponieważ upał robi się nieznośny zapada decyzja żeby wrócić na sjestę do hotelu. Zmęczenie potęguje wczesna pobudka. Po drodze przechodzimy przez dzielnicę żydowską i trzeba przyznać że jest o wiele bardziej zadbana niż dzielnica muzułmańska. Jest czysto, na murach kwitną kwiaty, ale miasto wygląda na wymarłe.
Image

Image

Po chwili jednak zostajemy zaatakowani przez niezidentyfikowanych bojówkarzy.
Image

Po chwili wkraczamy do dzielnicy muzułmańskiej i klimat zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Na chodnikach walają się śmieci, stragany uginają się pod ciężarem przypraw usypanych w piramidy (jak oni to robią), orzechów i innych smakołyków. Uliczne handlarki sprzedają coś zielonego (miętę?).
Image

Image

Po południu udajemy się ponownie do doliny Cedronu i dalej w na północ, w kierunku góry Skopus. W dolinie pasą się owce i nie można oprzeć się wrażeniu, że dwa tysiące lat temu można było trafić na taki sam widok.
Image

C.D.N – W części trzeciej Morze Martwe, Ein Gedi, Tel-Awiw oraz podsumowanie kosztów
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 01 Maj 2014 16:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5597
Loty: 169
Kilometry: 241 913
Krajów: 37 / 17.3%
niebieski
Dzień 4 - Morze Martwe, Ein Gedi

Dawid odszedł stamtąd i zamieszkał w miejscach niedostępnych Engaddi. (1 Sm 24, 1)

Czwarty dzień naszej wycieczki postanawiamy spędzić nad Morzem Martwym, w miejscowości Ein Gedi. Najłatwiej dojechać tam z Jerozolimy zielonym autobusem firmy Egged - linią 486 w kierunku Neve Zohar. Odjeżdżają one z głównego dworca autobusowego w Jerozolimie (CBS) rano co około godzinę. Rozkład jazdy można bez problemu odnaleźć na stronie przewoźnika. Przy wejściu na dworzec tradycyjnie musimy przejść kontrolę bezpieczeństwa, a nasz bagaż jest prześwietlany. W kasie kupujemy bilet autobusowy za 37,5₪.

Autobus jest w miarę zapełniony, ale bez problemu udaje nam się znaleźć wolne miejsca. Kończą się zabudowania Jerozolimy, zaczyna się pustynia. Po prawej stronie przy drodze pasą się wielbłądy. Szosa cały czas opada w dół. Co jakiś czas mijamy tablice informujące o aktualnej wysokości. Po pewnym czasie na horyzoncie widać Morze Martwe. Droga skręca na południe i dalej prowadzi zachodnim brzegiem tego zbiornika. Autobus na chwilę zjeżdża z głównej drogi żeby zatrzymać się w osadzie Kalia. Tu mamy okazję zobaczyć jak wygląda prawdziwy izraelski kibuc. Miejscowość ta jest również znana ze względu na pobliskie ruiny Qumran, gdzie odnaleziono słynne rękopisy. Mijamy kolejny przystanek - płatną plażę Mineral Beach i po chwili już jest jesteśmy w Ein Gedi. Podróż z Jerozolimy zajmuje nieco ponad godzinę.
Image

Przez Ein Gedi można właściwie rozumieć trzy pobliskie miejsca. Pierwszym przystankiem jadąc z Jerozolimy jest Nahal David (Strumień Dawida). Kilometr dalej na południe jest Ein Gedi Parking, położony przy bezpłatnej plaży, a po kolejnych dwóch kilometrach znajduje się właściwe Ein Gedi - pustynna oaza i kibuc z supermarketem, hotelem i ogrodem botanicznym.

My wysiadamy na Nahal David, znajduje się tu bowiem pierwszy cel naszej wycieczki - rezerwat przyrody Wadi Dawid (Dolina Dawida). Wejście do rezerwatu kosztuje 29₪, w cenie otrzymujemy mapkę z zaznaczonymi szlakami i ścieżkami. Wybierając się do Wadi David należy pamiętać o odpowiednim ubraniu (nakrycie głowy), obuwiu (węże), i zapasie wody i czasu - na dłuższe trasy na krawędź płaskowyżu wg. ulotki należy wyruszyć nie później niż o 8 rano i zabrać z sobą 5 litrów wody.

Dolina Dawida jest schronieniem dla wielu gatunków zwierząt. Pierwsze z nich napotykamy zaraz za wejściem. Na skale wygrzewa się góralek syryjski, który wydaje sobie nic nie robić z naszej obecności. Góralki to ciekawostka zoologiczna - choć wygląda jak przerośnięty świstak, jest spokrewniony bardziej ze słoniami niż z gryzoniami. Inną ciekawostką jest występowanie góralka w biblii - średniowieczni tłumacze nie mając jego odpowiednika w rodzimej faunie tłumaczyli go na polski jako borsuk, królik a nawet jeż.
Image

Dolina Dawida to również ciekawostka geologiczna. Woda, która zimą w deszczem spadła na Wyżynę Judejską, po kilku miesiącach wypływa na powierzchnię właśnie tutaj. Po chwili docieramy do pierwszego z wodospadów. Turyści mogą legalnie wejść pod strumień wody - zawsze chciałem to zrobić więc bez wahania wchodzę pod wodospad. Woda jest lodowata i zapiera dech w piersiach.
Image

Obok w wodzie pluska się stado czarnotków arabskich - czarnych ptaków wielkości kosa z jaskrawymi, pomarańczowymi końcówkami skrzydeł. My idziemy dalej w górę strumienia. Następny wodospad jest jeszcze większy. Kolejny okupuje hałaśliwa grupa chłopców - swoimi krzykami wypłoszyli chyba wszystkie okoliczne zwierzęta. Jak później czytałem w relacjach, Dolina Dawida jest bardzo popularnym celem izraelskich uczniów i przekleństwem dla turystów, którzy w chcą tam nacieszyć ciszą i przyrodą.
Image

Na końcu doliny dostępnej dla turystów znajduje się najwyższa z kaskad, Wodospad Dawida. Tutaj już nie można wchodzić, o czym informują tabliczki. Zakaz ten jest zupełnie ignorowany - pod wodospadem hałasuje kolejna grupa dzieci, tym razem dziewcząt. Postanawiam również wejść i po chwili wiem skąd wziął się zakaz - strumień wody jest tak silny, że niemal mnie przewraca.
Image

W tym miejscu można albo wrócić do bramy rezerwatu, albo wyruszyć na szlak w kierunku sąsiedniej Wadi Arugot (Doliny Arugot). My wybieramy ten drugi wariant - ścieżka stromo wspina się na płaskowyż. Im wyżej wchodzimy tym krajobraz robi się coraz bardziej pustynny. W dole doskonale widać Morze Martwe i góry na drugim brzegu. Tam już jest Jordania.
Image

Krajobraz dookoła to tylko spękana skała. Ani śladu wody, zwierząt. resztki roślinności. Idealnie nadaje się na zdjęcia plenerowe do filmu science-fiction o podróży na Marsa. Migawka od aparatu klika raz za razem.
Image

Po jakimś czasie widzimy w oddali ludzką sylwetkę - pierwszą napotkaną osobą od opuszczenia Doliny Dawida okazuje się strażnik rezerwatu. Pyta skąd jesteśmy, wdajemy się w miłą pogawędkę. Wskazuje na pobliskie ruiny świątyni z epoki epoki miedzi. Niewiele z niej zostało :)
Image

Tuż za ruinami znajduje się źródło (Spring Ein Gedi). Sadzawka otoczona drzewami pośrodku pustyni robi niesamowite wrażenie. Można sobie w niej usiąść i zrelaksować się w cieniu drzew. Dokoła nie ma śladu człowieka, mało kto wybiera się poza oklepane Dolinę Dawida czy Arugot.
Image

Powoli ruszamy dalej. W dole widać jak na dłoni gaje palmowe położone nad brzegiem Morza Martwego. Nasz szlak kończy się u wylotu Wadi Arugot. Jakby ktoś chciał zwiedzić i tę dolinę, musi wykupić kolejny bilet. My jednak udajemy się w kierunku morza, a właściwie bezodpływowego jeziora. Po drodze mijamy gaj palmowy, który widzieliśmy wcześniej z góry. Gałęzie uginają się pod ciężarem daktyli, które o tej porze roku chyba jeszcze nie są dojrzałe.
Image

Po chwili kolejna niespodzianka - drogę przecina nam stado koziorożców nubijskich, liczące około 20-30 osobników. Wśród nich są zarówno stare kozły i ogromnym porożem jak i małe koźlątka. Co jak co, ale nie chciałbym spotkać się takim capem sam na sam :)
Image

W końcu docieramy na parking przy plaży. Plaża w Ein Gedi ma tę zaletę, że jest bezpłatna, i wyposażona w prysznice (również darmowe), gdzie możemy zmyć nadmiar soli po kąpieli w morzu. Wcześniej zatrzymujemy się na lody/piwo w nadmorskim barze. Przyznam, że piwo chyba nigdy nie smakowało mi jak w tam. Altimetr pokazuje, że jesteśmy 380 metrów pod poziomem morza.

Kolejną atrakcją dnia jest oczywiście pływanie w morzu. Zasolenie w tym akwenie wynosi około 30%, czyli jest 10 razy większe niż średnio w Adriatyku i 30-100 razy większe niż w Bałtyku. Pozwala to unosić się na wodzie bez wykonywania jakichkolwiek ruchów. Należy jednak uważać, żeby woda nie dostała się do oczu - tak słona woda spowoduje krótkotrwałą ślepotę. Próbuję nawet czytać znalezioną na plaży gazetę, ale nie wychodzi mi przewracanie stron. Od razu tracę równowagę.
Image

Teraz kolej na zbiegi piękności :) Błoto z Morza Martwego ma ponoć cudowne właściwości, regeneruje, pobudza i wygładza skórę, pobudza krążenie. Normalnie za takie błotko musimy zapłacić kupę kasy, tu jednak mamy je za darmo. Znajdujemy bowiem dołek z błockiem i po chwili wyglądamy jak prawdziwi mieszkańcy Czarnego Lądu ;)
Image

Co dobre szybko się kończy, czas na powrót do Jerozolimy. Autobus przyjeżdża zgodnie z rozkładem, o dziwo bilet powrotny kosztuje mniej - tylko 30₪.

Dzień 5 - Tel Awiw

Czy wspominałem, że co dobre szybko się kończy? Również cała nasza krótka wycieczka dobiega końca. Następnego dnia o 6 rano mamy powrotny samolot do Warszawy. Ze względu na procedury bezpieczeństwa, na lotnisku musimy być już o 3 w nocy, więc ostatni nocleg nie ma sensu i postanawiamy przeczekać noc na lotnisku. Z CBS to stolicy Izraela autobusy Egged jeżdżą bardzo często - średnio co 15 minut. Bilet kosztuje 18₪, a podróż zajmuje godzinę.

W Tel Awiwie dworzec autobusowy znajduje się w południowej części miasta, niedaleko stacji kolejowej HaHagana. Z tej stacji można pociągiem dojechać na lotnisko i taki jest nasz plan na wieczór. Pogoda zniechęca nas jednak do aktywnego zwiedzania. O ile w Jerozolimie, ze względu na wyniesienie i odległość od morza, wysokie temperatury były znośne, o tyle tutaj - wilgotność powietrza jest wysoka i po chwili leje się z nas strumieniami. Cały pobyt w Tel Awiwie spędzamy więc na skwerku a potem na nadmorskiej plaży.
Image

Wieczorem, zgodnie z planem idziemy na dworzec. Tam małe zamieszanie - podają przez głośniki komunikat hebrajsku. Część ludzi przechodzi na inny peron, my się kręcimy nie wiedząc o co chodzi. Na szczęście jakaś kobieta wyjaśnia nam, że pociąg na lotnisko odjedzie z innego peronu. Po chwili siedzimy w pociągu. Podróż na lotnisko zajmuje nie więcej niż kwadrans.

Na lotnisku znajdujemy jakiś zaciszny kąt, żeby przeczekać, aż ruszy odprawa. Na odprawie tradycyjnie zostaję uznany za terrorystę, mój plecak zostaje rozbebeszony i poddany działaniu ciśnienia, jestem przesłuchiwany przez kilka osób, by wreszcie, po około godzinie, stanąć pod bramką do samolotu.

Podsumowanie

Warto bez dwóch zdań. Przez te 5 dni zdążyliśmy zaledwie liznąć Izraela, więc z pewnością tam jeszcze kiedyś wrócę. Cenowo Izraelowi bliżej do Europy Zachodniej niż do Polski, szczególnie jeśli chodzi o wyżywienie i noclegi. Zbliżony do cen polskich jest transport. Ponieważ miałem inne plany wyjazdowe na czerwiec, musiałem wyjątkowo ciąć koszty. Zamiast lokalnych knajpek wybierałem uliczne garkuchnie.

1₪ (szekel) - 0,9 zł
Przelot: kupowane przez Expedię - około 510 zł.
Hotel: 380$ za 3-osobowy pokój za 4 noce.
Przejazdy: Lotnisko TLV - Jerozolima: 24₪, Jerozolima - Betlejem: 7,3₪, Jerozolima - Ein Gedi: 37,5₪ (powrót 30₪), Jerozolima - Tel Awiw: 18₪, Tel Awiw - Lotnisko TLV (pociąg): 15 ₪.
Przejazdy miejscowe w Jerozolimie: każdorazowo 6,6₪.
Falafel z ulicznej garkuchni: 7-10₪, shoarma/kebab - 12-18₪.
Ceny w arabskich sklepach spożywczych uznaniowe.
Ceny w marketach: woda (1,5 l): 5-7₪, coca-cola (2 l): 10₪, wino Tishbi Cabernet Syrah (bardzo dobre): 40₪. Jedzenia nie kupowałem.
Ceny w barze nad Morzem Martwym: piwo 16₪, lody 8-10₪.
Wejście do rezerwatu Wadi Dawid: 29₪.
Wejścia do obiektów sakralnych bezpłatne z wyjątkiem Kaplicy Wniebowstąpienia i Kościoła Pater Noster (każdy około 5₪).
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group