Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 12 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Madagaskar - eny, eny!
#1 PostWysłany: 19 Lis 2025 19:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Planowałem już od dawna powrót do ciekawej Afryki i jeżeli nawet Madagaskar nie jest sensu stricte związany z czarnym kontynentem to jak najbardziej spełnia wymagania dzikiego lądu. To kraj bardzo dobrze kojarzący się w Polsce chociażby przez postać -skądinąd - węgierskiego szlachcica o słowiańskim nazwisku Beniowski lub naszej narodowej chęci kolonizacji tej wyspy w nieodległej przeszłości.

Listopad wydaje się dobrym terminem tuż przed rozpoczęciem pory deszczowej więc skrzykuję moje stałe towarzystwo na 10-dniowy wyjazd w osiem osób. Na więcej czasu nie mamy przestrzeni ze względu na inne zobowiązania.

No ale co tam zwiedzać i robić? Nasze biura podróży organizują już zorganizowane wycieczki na Nosy Be, wysepkę w pobliżu, gdzie zdołano pobudować kurorty all-inclusive i skąd turyści rzadko wyściubiają nos. To absolutnie nie dla mnie.

Prawdziwy Madagaskar czai się w sercu wyspy, przy drodze, na polach uprawnych, w wioseczkach ale i także wspaniałych parkach narodowych. To wszystko właśnie chcemy zobaczyć i przeżyć.

Eny, eny to po malgasku „tak, tak”. Odpowiedź, którą dostaniecie na każde trudne pytanie zadane tubylcowi ?. Zaraz po mora,mora czyli „powoli, powoli” to najlepiej oddające rzeczywistość słowa na wyspie.

Niestety wizyta na Madagaskarze oprócz oczywistego odwiedzenia Króla Juliana i zrobienia foty Alei Baobabów to także doświadczenie przerażającego wprost zacofania i biedy. Czegoś co mnie osobiście bardzo ruszyło, bo się nie spodziewałem aż tak wielkich problemów wewnętrznych z którymi Malgasze się mierzą dzisiaj. Wyobraźcie sobie, że w kraju, opartym o rolnictwo prawie nie ma zmotoryzowanych narzędzi rolniczych. Orka polega na zaprzęgnięciu wołów (zebu) do pługa, młócka to dosłownie walenie ręczne kłosami o klepisko, wyrób rumu to uliczne destylarnie w beczkach itp.
Na południu prawie nie ma prywatnych samochodów co nie jest kłopotem bo dróg też nie ma. Przemieszczaliśmy się ze średnią prędkością 20km/h co i tak bywało wyczynem w niektórych miejscach. Wydaje mi się, że na drodze spędziłem więcej czasu niż śpiąc w łóżku!

Na dodatek miesiąc przed wylotem wydarzył się na Madagaskarze przewrót wojskowy. Wybuchły krwawo tłumione zamieszki, obalono prezydenta i generał zbuntowanej armii ogłosił się nowym wodzem narodu. W sumie nic szczególnego, w Afryce tego typu przewroty to norma i standard. Ale musiałem się upewnić, że będziemy bezpieczni. Na szczęście sytuacja zdążyła się jako-tako unormować.

Wspaniałe kompendium wiedzy o Madagaskarze zebrał w swojej niedokończonej relacji @man4business [1]. Znajdziecie tam wszystkie praktyczne wskazówki, linki do wszystkich blogów o podróżach na Madagaskar, informacje o walutach, transporcie lokalnym i wiele innych pożytecznych rzeczy, które trzeba poznać przed podróżą. Ja czerpałem całymi garściami ?.

Ale ta relacja to mój autorski miks opisów przyrody, wspaniałych widoków i egzotycznych zwierząt w połączeniu z prozą życia zwykłych ludzi starających się związać koniec z końcem…

Czy było spotkanie z Królem Julianem?

Image

Jakie kolory mają kameleony?

Image

Czy naprawdę bieda tam aż piszczy?

Image

Co można spotkać na polu ryżowym?

Image

Jak wygląda pasmo górskie Tsaranoro widziane ze szczytu Cameleon’s Peak?

Image

No i czy bieda-aleja baobabów jest też w Ifaty?

Image

O tym i jeszcze więcej będzie w tej relacji – stay tuned…

[1] Kompendium wiedzy @man4business https://www.fly4free.pl/forum/madagaskar-mora-mora,213,178531


P.S. No nie było pingwinów…. ☹
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Jedno lato, kilka miast 🌆😍 Loty do europejskich stolic w wakacyjnych terminach od 143 PLN 😱☀️
 Jedno lato, kilka miast 🌆😍 Loty do europejskich stolic w wakacyjnych terminach od 143 PLN 😱☀️

Złote Piaski tego lata 🌊🧖 All inclusive w 4* hotelu ze strefą spa za 1879 PLN Złote Piaski tego lata 🌊🧖 All inclusive w 4* hotelu ze strefą spa za 1879 PLN
Offline
#2 PostWysłany: 20 Lis 2025 19:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Nie ma za dużo połączeń do Antananarywy, stolicy Madagaskaru, którą notabene miejscowi nazywają po prostu Tana. Oczywiście lata AirFrance jako swojej byłej kolonii, ale ostatnio przez aktualną sytuację polityczną (zamieszki i obalenie prezydenta) latał mocno w kratkę lub odwoływał loty. Ja zdecydowałem się już w czerwcu na Ethiopian. Co ciekawe, bilet z Warszawy przez Wiedeń był prawie 700zł droższy niż przez Sztokholm z przesiadką. Tak więc zdobyliśmy bilety WAW-ARN-ADD-TNR a na powrocie TNR-ADD-IST-WAW. Odcinki do Sztokholmu i ze Stambułu LOTem na Embraerach. Na szczęście wszystko na jednym bilecie, z bagażami rejestrowanymi w cenie i z wygodnymi 2-godzinnymi przesiadkami. Wyszło po 3945zł za RT.

Teraz trasa. Mamy tylko niecałe 10 dni a nasze Panie zażyczyły sobie co najmniej 2 dni na opalanie i chillout (!), więc muszę mocno okroić moje plany. Tak naprawdę finalną trasę zdeterminowała nam dostępność biletów na loty wewnętrzne Madagascar Airlines. Pierwotny plan aby wrócić do stolicy z Morondawy wyleciał przez brak biletów (już w czerwcu!) na to połączenie. Jedyna opcja, która nam została to powrót z Toliary wcześnie rano w ten sam dzień kiedy mamy loty powrotne do Europy. Co dla nas oznacza skreślenie Morondawy i Parku Tsingy de Bemaraha i skupienie się na drodze RN7 do Toliary i Ifaty. W Ifaty też są baobaby więc nie stracimy przynajmniej tego. Parku Tsingy de Bemaraha żałuję bardzo ☹, next time.

Kolejna korekta wychodzi nam przez te plażowe zachcianki naszych Pań. Jak chcemy posiedzieć w Ifaty na plaży to musimy odpuścić też Andasibe i okolice. To robię już z mniejszym bólem, nadrobimy te widoczki w Parku Ranomafama, gdzie będziemy dwie noce.
I tak oto skrystalizował się plan (brałem pod uwagę wskazówki @man4business oraz @Woy -a):

1. Wieczorne zwiedzanie Tany po przylocie z Addis
2. Antsirabe i okolice
3. Park Ranomafama
4. Anja Reserve
5. Tsaranoro Valley i trekking na Cameleon’s Peak
6. Park Isalo
7. Toliara i Ifaty z przedłużonym relaksem na plaży ?
8. Powrót samolotem do Tany i wylot

Bilet z Toliary do Tany kupiliśmy bezpośrednio na stronie przewoźnika Madagascar Airlines za 116 euro od osoby (cena z bagażem rejestrowym).

Teraz przyszła kolej na wybór środka transportu. I tu przyszedł w sukurs znowu nieoceniony @man4business, który w swojej relacji [1] przeprowadził drobiazgową analizę „make vs.buy” ?

Jednym słowem napisałem do rzeczonego i polecanego Tsu z prośbą o wynajem samochodu z kierowcą na mój plan. Dogadaliśmy się szybko (a dokładniej to z jego żoną Lovą) i mamy za 450euro od osoby transport z kierowcą, przewodnika (okazał się nim Tsu we własnej osobie ?, przewrót spowodował gwałtowne odwołanie wielu jego innych wycieczek), paliwo, przewodników i wstępy do wszystkim parków oraz rekomendacje hoteli. Z tych ostatnich skorzystaliśmy tylko w jednym miejscu, w dolinie Tsaranoro. Całą resztę ogarnęliśmy na portalu na B. i na AirBnB.

Lova sprawnie odpowiadała na wszystkie moje pytania przez Whatsappa i ostatecznie przekonała nas, że już jest bezpiecznie po przewrocie i jeżeli nie będziemy w Tanie w paru miejscach to nic nam nie grozi. Zapewniła nas także, że nie potrzebujemy żadnych szczepień oraz jeszcze przed porą deszczową nie musimy tak bardzo uważać na malarię. Zważywszy, że po malaronie nie czuję się najlepiej odpuściłem jego branie.

Lecimy więc na początku listopada. Do Sztokholmu zabiera nas Embraer 190 LOTu a tam gładka przesiadka na nocny lot Dreamlinerem do Addis.

Image

Image

Tamże wysiadka z buta na płytę i 2 godzinki w mega zatłoczonym nowym terminalu, który chyba już jest za mały. To akurat dobry czas, aby napić się spokojnie etiopskiej kawki za 2,5usd za filiżankę ? Pycha!

Image

Kolejny Dreamliner zabiera nas na Madagaskar! Boarding znowu z autobusu:

Image

Image

Tym razem to jedna z najstarszych maszyn we flocie co niestety widać we wnętrzu. (litościwie daruję szczegółów). 4 godzinki mijają szybciutko:

Image

Tana wita nas lekkim deszczykiem ale i upałem i uśmiechem :D

Image

Imigracja polega na wypełnieniu składanego świstka, z którym należy iść:

1. Do kontroli sanitarnej na oderwanie kawałeczka gdzie przyznajemy się, że szczepiliśmy się na COVID (!)
2. Do osobnego okienka opłaty wizowej - 10USD za pobyt do 15 dni
3. Do osobnego okienka o wklejenie wizy
4. Do osobnego okienka o podstemplowanie tej wizy
5. I na końcu do sprawdzenia u innego pana czy to wszystko po kolei zrobiliśmy dobrze!!!
No masakra, do każdego okienka trzeba było stać w osobnej kolejce, na szczęście obcokrajowców jak na lekarstwo więc jakoś poszło szybko ?

Po odebraniu bagaży wita się z nami sam Tsu osobiście i prowadzi do busa przed terminalem instruując, że każdy napotkany pomagier bagażu nie robi tego bezinteresownie!

Image

Poznajemy naszego kierowcę, który ani w ząb nie zna języka ale za to łatwo go zapamiętać – wystarczyło zapytań którejkolwiek naszej żony o jego imię i odpowiadały nawet obudzone o północy ? – Zara.

Jeszcze rzeźba dla turystów z baobabem i kameleonami

Image

Wymyśliliśmy sobie hotel w samym centrum Tany, do którego udajemy się w korkach popołudniowych. Po drodze objawia się nam rzeczywistość Madagaskaru…

Image

Image

Panie piorą ubrania w rzece (podobno miasto każe płacić za dostęp do wody!) i potem suszą na polach

Image

Image

Na ulicach kwiat motoryzacji francuskiej tak gdzieś z lat 70-tych i 80-tych!

Image

Image

Najwięcej widać lokalnych busów, zwanych tu "taxi be" czyli po angielsku „big taxi”. Są to osobowe busy, do których wsiada się przez tylne drzwi a „konduktor” wisi jedną nogą na zewnątrz trzymając się specjalnego pasa.

Image

Image

Oczywiście są napakowane po kokardkę w środku

Image

Mają tu lokalną kopię coca-coli zwaną World Cola. Smakuje w drinku całkiem poprawnie ?

Image

Mijamy jeziorko Anosy, na którego środku wznosi się Monument de l’Ange Noir upamiętniający ofiary lokalne walczące u boku Francuzów w I Wojnie Światowej

Image

Dojeżdżamy do centrum

Image

Image

Image

Jak tylko zaczęliśmy wypakowywać nasze walichy z dachu busika od razu ogarnął nas tłum dzieciaków i lokalesów żebrających o wszystko.

Image

Image

Do tego będziemy się niestety musieli przyzwyczaić przez najbliższe dni…. ☹

Postanowiłem pociągnąć internet z Airalo i …. chyba to był słaby pomysł. Airalo korzysta tu z Orange a ten nie ma dobrego pokrycia na Madagaskarze i często po prostu znika. Ale wszędzie gdzie się zatrzymujemy jest wifi od biedy więc jakoś dam radę.

Tsu [2] postanawia zorganizować nam wymianę pieniędzy. Ja poinstruowany przez – a jakże - @man4business spokojnie odpytuję typa o kursy – gościu, który szybciutko przyjechał do nas na motorku z podobno super-hiper kursem chce nam dać 4200 arialów za usd lub 4800 za eur (w kantorze na lotnisku było odpowiednio 4100 i 4600). Wyśmiewam go bezwstydnie ku mocnemu niezadowoleniu Tsu (taki life, prowizji nie będzie) i udaję się zgodnie z poradą do pobliskiego bankomatu, gdzie po uwzględnieniu prowizji (7,5zł) bankomat wydaje mi ariale po kursie przeliczeniowym prawie 5150 w stosunku do euro. Jednym słowem, bankomaty to najlepszy środek uzyskania gotówki na wyspie! Jest też haczyk – na raz bankomat jest w stanie wydać tylko 800.000 arialów, największy banknot to 20.000 arialów więc więcej nie przejdzie przez otwór!
Przy bankomacie trafia mi się parada zabytkowych Citroenów 2CV ?

Image

Image

Image

Niestety nasz dalszy wspaniały plan wyjścia na miasto krzyżuje wielka ulewa, która niespodziewanie nadchodzi wbrew prognozie pogody ☹ Aż do zmierzchu musimy przeczekać w hotelu. W międzyczasie ze trzy razy ginie zasilanie na parę minut, kolejna rzeczywistość Madagaskaru, do której się trzeba przyzwyczaić. No ale to tylko w wielkich miastach, na wsi w większości nie ma w ogóle dociągniętej energii więc większości społeczeństwa (prawie 70%!) chwilowe zaniki energii nie dotyczą!

Dopiero po zmroku przy lekkiej mżawce wypuszczamy się na miasto. Po ciemku to już żadne zwiedzanie więc udaje się nam namierzyć fajną knajpkę – La Petite Brasserie, gdzie jemy kolację

Image

Ja zamówiłem sobie zgodnie z poleceniem świetnego steka z zebu (lokalnej odmiany krów) z sosem z zielonego pieprzu. Moja przepyszna potrawa kosztuje aż 28.000 arialów czyli …. 23zł ? No i mamy rzeczywistość Madagaskaru – ceny jak w Polsce 20 lat temu!
Najedzeni idziemy odespać podróż w miarę komfortowych warunkach, jutro podróż do Antsirabe. Jeszcze wieczorny widoczek z okna na Tanę:

Image

Stay tuned…

[1] Kompedium wiedzy o Madagaskarze @man4business https://www.fly4free.pl/forum/madagaskar-mora-mora,213,178531
[2] Stronka facebooka Tsu https://www.facebook.com/mamy.andrianiaina.90
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 21 Lis 2025 21:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Ta wyprawa to nie jest wyścig na zobaczenie wszystkiego. Obiecałem mojej ekipie, że będziemy robić trasę na luzie i bez żadnych napinek. Poświęcimy więc cały pierwszy dzień na dojechanie do Anstirabe. Na mapie to tylko 170 kilometrów ale trasa zabierze nam cały dzień. Planujemy ruszyć dopiero około 9 rano aby porządnie wyspać się po podróży i odwiedzić jeszcze raz naszą knajpkę La Petite Brasserie na śniadanie typu bufet. Wyczailiśmy to poprzedniego wieczoru i chętnie płacimy po 28.000 arialów za śniadaniowy szwedzki stół z omletami, zestawem kanapkowym, dodatkami, dobrą kawką, owocami i deserem.

Image

Po zapakowaniu naszych bagaży na dach (będziemy to powtarzać codziennie) ruszamy przez miasto. Na ulicach trwa handel w każdym możliwym miejscu:

Image

Tu kolejka naprawdę nie wiadomo za czym

Image

Wyjeżdżamy sprawnie z Tany w kierunku południowym drogą RN7. Jest niedziela i ruch jest niewielki. Pod miastem zaczynają się pierwsze "wille" na przedmieściu:

Image

Image

Krajobraz robi się górzysty

Image

Zastanawiałem się dlaczego Tsu powiedział, że będziemy jechać około 6 godzin, ale po lepsiejszym asfalcie w Tanie zaczyna się smutna rzeczywistość drogowa Madagaskaru. Droga składa się z krótkich odcinków starego asfaltu i …. gigantycznej ilości dziur. Jazda jest szarpana, bo nie możemy się rozpędzić gdyż za moment znowu dziura lub po prostu brak asfaltu. Wygląda to mniej więcej tak:

Image

Image

W mieście były "taxi be" a pomiędzy miastami kursują tak zwane "taxi brousse" czyli po angielski "bush taxi", właściwy jedyny dostępny dla miejscowych transport międzymiastowy. Taxi brousse są wolne i zwykle przeładowane do granic możliwości, bagaże zwykle jadą na dachu:

Image

Pomimo dnia wolnego jednak trochę ciężarówek mijamy, wyprzedzanie jest proste bo wszystkie jadą bardzo wolno

Image

Jest sporo starych modeli Mercedesów i Renault ale również całkiem nowe chińskie ciągniki siodłowe!

Przejazd przez mniejsze miejscowości oznacza również szalony ruch motorków, rowerów i riksz zarówno zmotoryzowanych jak i z napędem nożnym

Image

Tsu zaczyna planować nam wizyty po drodze w warsztacie wyrabiającym biżuterię, fabryce kapeluszy i figurek aluminiowych ale szybko sprowadzam go na ziemię. Oczywiście wiem, że te wszystkie miejsca ma dogadane na prowizję ale kompletnie nie jesteśmy zainteresowani takimi atrakcjami. Musi niestety się z tym pogodzić i jedziemy spokojnie bez zbędnych przeszkadzajek.
Ale propozycję wizyty w lokalnej wiosce przyjmujemy. Jesteśmy niedaleko stolicy, na tym obszarze mieszka plemię Merino, jedno z 18-stu egzystujących na Madagaskarze. Dominuje w stolicy i w klasie panującej od dłuższego czasu. Tsu też jest Merino, opowiada, że protoplaści Merino przypłynęli na Madagaskar z wysp Indonezji stąd Merino mają raczej śniadą a nie czarną skórę.

Zara zatrzymuje busa przy drodze, z której widać taką zwykłą wioseczkę:

Image

Image

Image

Image

Zabrałem z Polski worek lizaków więc przydadzą się tutaj jak znalazł. Wchodzimy między ceglane budyneczki. Szybko jedna rzecz rzuca mi się w oczy – gdzie elektryczność?? No właśnie, jak pisałem poprzednio zdecydowana większość Madagaskaru jest niezelektryfikowana. Budyneczki są albo z cegły palonej albo laterytowej. Cały parter to miejsce dla zwierząt gospodarskich – kur, kóz i zebu. Ludzie mieszkają na pięterku. Tak wygląda przykładowa izba:

Image

A tu obok kuchnia z paleniskiem, gdzie przygotowuje się strawę. Nie ma kominów więc jest wiecznie zadymiona. Tsu opowiada o przerażającej statystyce, że większość zgonów powoduje tu rak płuc! No szok.

Image

Wszędzie oczywiście pełno wszędobylskich dzieciaków, które chętnie pozują do zdjęć. Już się dowiedziały od Tsu, że na koniec będą lizaki.

Image

Image

Dookoła wsi pola uprawne z ryżem, warzywami a nawet owocami

Image

Image

Image

Image

Pytam gdzie są toalety – Tsu odpowiada rozbrajająco – Nie ma, chodzi się po prostu w pole za potrzebą…

Image

Dookoła sami młodzi aż tu nagle objawia się nam taka starowinka.

Image

Żartujemy, że ma ze … 40 lat! Tsu spojrzał na mnie jakoś tak dziwnie wcale się nie śmiejąc :? Popatrzyłem w statystyki i są przerażające, średnia wieku to 24 lata, starszych ludzi jest po prostu mało. Dla porównania w Polsce średnia to ok 44 lata. Wynika to z jednej części z dużej liczby urodzeń ale i oczywiście wielkiej umieralności w średnim wieku. Malgaszy jest około 33 milionów więc tylko ciut mniej niż Polaków.

Oprócz ryżu masowo uprawia się na tym obszarze agawę sizalową. Wyrabia się z niej sznurek bardzo przypominający nasz konopny:

Image

Na koniec dzieciaki ustawiają się karnie po obiecane lizaki – od najmniejszego do największego ? Jest mega sympatycznie, to jest jedna z „bogatszych” wiosek jak na warunki Madagaskaru

Image

Image

Image

Jedziemy dalej i mijamy coraz więcej pól uprawnych z ryżem. Przez warunki górzyste miejscowi budują tarasy

Image

Image

Image

Image

Za każdą wioską możemy napotkać grobowce – indywidualne lub rodzinne. Kraj jest w przeważającej większości chrześcijański z dominującym katolicyzmem. Odwiedził ich kiedyś nasz Jan Paweł II.

Image

Image

Na drodze właściwie tylko busy i ciężarówki, samochodów osobowych jest jak na lekarstwo. A wzdłuż drogi podróżują miejscowi – głównie piechotą:

Image

Image

Image

Jak się zatrzymujemy to nawet nie wiadomo skąd zjawia się zawsze grupka miejscowych:

Image

Image

Image

Image

Image

Przecinamy w kilku miejscach tory kolejowe prowadzące z Tany do Antsirabe ale pociągi na tej trasie nie kursują już od wielu lat. Tsu odpowiada wzruszeniem ramion – Nasz rząd nie zajmuje się takimi sprawami jak infrastruktura tylko jak każdy porządny afrykański rząd aż do kolejnego przewrotu skupia się głównie napychaniem własnej kabzy… - konkluduje :(

Image

Image

Image

Smutne ale wygląda na to, że z roku na rok jest po prostu gorzej, stąd między innymi ostatni przewrót sprzed miesiąca raptem. Ale Tsu nie wierzy, że cokolwiek się zmieni. Wygląda na to, że bieda tylko się powiększa.

Image

Nabieramy ochotę na przydrożną kawkę. Punkty sprzedają ten napój zawsze przy parkingu dla ciężarówek. Taka kawka kosztuje zwykle 40-50 groszy za kubek.

Image

Przy jednym z postojów spotykamy grupkę lokalesów rozpijających lokalny bimberek.

Image

Ponieważ jesteśmy zawsze i wszędzie atrakcją, lekko zataczający się panowie zapraszają nas do degustacji :D

Image

No nie powiem, było ciekawie…. ?
A tu wspaniały stragan z drewnianymi modelami samochodów – piękny!

Image

Późnym popołudniem dojeżdżamy w końcu do Antsirabe. Miasto założyli norwescy misjonarze w XIX wieku i słynie między innymi ze źródeł termalnych. Nie odwiedzimy ich niestety, bo są daleko i drugą stronę od naszego kierunku jazdy.
Najbardziej reprezentacyjnym budynkiem miasta jest Hotel des Thermes, obecnie trochę podupadający ale w przeszłości był między innymi domem króla Maroka Mohameda V, który przebywał tu na wygnaniu:

Image

Image

Obok rosną wspaniałe drzewa jacaranda, których kwiaty kwitną na fioletowo co wygląda niesamowicie malowniczo

Image

Image

Jest tu też i polski akcent – ulica Beniowskiego.

Image

Oczywiście historycznie Beniowski był węgierskim szlachcicem urodzonym na terenie dzisiejszej Słowacji ale poprzez fakt, że uczestniczył w Konfederacji Barskiej, czuł się trochę też Polakiem. Napisał wspomnienia o swoich przygodach na Madagaskarze a unieśmiertelnił go sam Słowacki w swoim słynnym poemacie.

W Antsirabe królują riksze piesze

Image

Centralnym punktem miasta jest prześliczny budynek stacji kolejowej, całkiem dobrze utrzymany.

Image

Nasz Tsu pochodzi właśnie z Antsirabe i opowiada, że jak był dzieckiem to kilka razy dziennie odchodził stąd pociąg do Tany. Drugim sławnym budynkiem jest kolonialny budynek poczty – pozostałość po Francuzach:

Image

Niedaleko znajduje się katedra zbudowana na wzór europejski z ciekawymi akcentami polskimi w środku

Image

Image

Na głównej promenadzie miasta, gdzie spacerujemy stoi pomnik upamiętniający wszystkie osiemnaście plemion Madagaskaru

Image

Image

Robi się ciemno i wbijamy do pobliskiej restauracji, jedzenie jakoś nie powala ale jest znowu bardzo tanio. Przez okno podziwiamy jakąś lokalną demonstrację, nawet Tsu nie wie o co im chodzi.

Image

Kończymy dzień w fajnym i tanim hotelu na obrzeżach miasta, jutro cały dzień jazdy przed nami aż do Ranomafamy.

c.d.n.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 23 Lis 2025 17:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Żeby zrozumieć Madagaskar lepiej, trzeba poznać też jego historię. Przez wieki był to zlepek małych królestw nie połączonych ze sobą ze względu na różnorodność plemion zamieszkujących wyspę. Część ludności pochodziła z Wysp Malajskich i Indonezji a druga część przypłynęła z Afryki. Większe królestwa próbowały podbić mniejsze i prawie się to udało rządzącemu plemieniu Merina. W końcu na kolonizację zdecydowali się Francuzi i zrobili to jak zwykle w swoim stylu, sprowokowali zamordowanie aktualnego władcy i w drugiej połowie XIX wieku przejęli całą wyspę. Potem już było klasycznie, Madagaskar stał się źródłem niewolników, przypraw i egzotycznego drewna.

Madagaskar porastały lasy palisandrowe znane z ciemnego, szlachetnego drewna. Gospodarka rabunkowa kolonii doprowadziła praktycznie do zagłady tego gatunku na wyspie, wszystko wycięto i wywieziono do Paryża. Palisander rośnie niesamowicie wolno – do 2mm rocznie więc nie dało się go już masowo odtworzyć. Francuzi sprowadzili inne inwazyjne gatunki na wyspę i zmieniła przez to swój charakter.

Madagaskar niepodległość uzyskał dopiero w 1960 roku, jak twierdzi Tsu, Francuzi zgodzili się na to, bo już nie było co wywozić i kraść. Jak się domyślacie, nie pała się tu wielką miłością do byłych kolonizatorów nawet pomimo faktu, że stanowią największą grupę turystów odwiedzających wyspę (nie mówię o Nosy Be). No i język francuski ciągle pozostaje dominujący. Nie widać tego tak bardzo w centralnej części wyspy ale na południu i wschodzie jest ciągle przeważa nawet nad angielskim.

A my tymczasem zbieramy się całkiem rano bo dziś spory odcinek do przejechania aż samej Ranomafamy. Ponieważ już poniedziałek, więc wbijamy się w gesty ruch poranny Antsiraby

Image

Image

Image

Mijamy za dnia piękną katedrę

Image

Na ulicach ruch jak w ulu

Image

Image

Image

Image

Jak widać, przywrócenie ruchu kolejowego w przyszłości będzie trudnym zadaniem

Image

Za Antsirabe kontynuujemy podróż przez górzysty, rolniczy krajobraz żyźniejszej części kraju

Image

Dookoła tarasy i przepięknie zielone ryżowe pola uprawne

Image

Image

Image

Image

Po jakimś czasie uderza nas jedna myśl – a gdzie maszyny rolnicze? No nie ma, cały kraj polega na pracy własnymi rękami lub przy pomocy bydła zebu

Image

Przyglądamy się temu z bliska

Image

Image

Image

Całe rodziny od rana pracują w polu, ciężka praca...

Image

Image

Image

Obrazki z drogi

Image

Zaglądamy do kopca termitów

Image

Gdzieś w połowie drogi do Ambositra kończy się teren plemienia Merina a zaczyna Betsileo, Krajobraz lekko się zmienia ale nadal dominują tarasy z ryżem

Image

Image

W Ambositrze zatrzymujemy się na lunch, daliśmy się namówić Tsu na jego polecane miejsce. Od razu widać, że dookoła inne grupy turystów też tu się zatrzymują.

Image

Aby umilić nam posiłek, restauracja organizuje pokaz lokalnych tańców – oczywiście za „co łaska” . Taki folklor dla turystów

Image

Naszą uwagę zwraca uwagę jeden z tancerzy, który jest albinosem.

Image

Już sobie wyobrażam, jak ten chłopak ma pod górkę w życiu. W większości krajów afrykańskich albinosi nie są tolerowani a wręcz się na nich poluje, warto zobaczyć cykl „Kobieta na krańcu świata” opisujący te przypadki [1]

A sama Ambositra wydaje się ciekawym miasteczkiem:

Image

Image

Rejon Ambositry słynie również z wyrobów inkrustowanych różnymi gatunkami drewna. Zaglądam z ciekawości do jednego z przydrożnych warsztatów

Image

Dzieci chodzą do szkoły dwa razy dziennie: rano do południa, potem przerwa bo jest za gorąco i po południu do wieczora. Oczywiście chodzą te, których rodziców stać na szkołę, bo jest płatna :(

Image

Podczas jednego z postojów na tankowanie i kawkę za 40 groszy, wdajemy się w zabawę w piłkarzyki z miejscowymi, tu ogrywa ich nasz Tsu

Image

Obok fajne graffiti jednoznacznie świadczące o nietypowym sporcie popularnym w tym regionie

Image

Image

A tu proszę – "znane" radio jest wszędzie!!

Image

Za Ambositrą wjeżdżamy już w wyższe góry, pośród których leży Park Narodowy Ranomafama

Image

Image

Na drodze kilka razy mijamy posterunki żandarmerii lub policji, zwykle machają na nas ręką ale są też takie, gdzie musimy się zatrzymać a Tsu i Zara z czegoś się gęsto tłumaczą pokazując papiery. Nas nikt nie zaczepia

Image

Im dalej na południe tym biedniej. Zaczynają się wioseczki w których dzieciarnia siedzi przy drodze i jak przejeżdżamy wszyscy jak jeden mąż rzucają się do biegu wzdłuż drogi coś do nas krzycząc i wystawiając ręce w znanym geście.

Image

Dochodzi do nas tylko jedno słowo – „vazah!” – co oznacza „biały człowiek”. Oj nasłuchamy się tego jeszcze wiele razy.

Jak zwykle na jazdę schodzi nam calutki dzień i do Ranomafamy docieramy już po ciemku. Ale jest jeszcze wystarczająco wcześnie, aby wyruszyć na tak zwane „nocturnal safari” czyli godzinne przejście się wzdłuż drogi i wypatrzenie nocnych lemurów i kameleonów.
Mamy to w cenie u Tsu więc uzbrojeni w latarki wychodzimy na drogę na skraj Parku. Oczywiście wszystkie te zwierzęta pokaże nam lokalny przewodnik:

Image

Image

Image

No i na początek mikrusek rdzawy czyli filmowy Mort (no prawie). Wygląda jak mała wiewióreczka ale był tak ruchliwy, że nie udało mi się zrobić żadnego zdjęcia :(
Ale za to kameleonów jest w lesie w bród! Bardzo łatwo je namierzyć bo opalizują w świetle mocnej latarki. Co najmniej kilka gatunków udało się wypatrzeć i sfotografować. Przyznaję, że nasz przewodnik też ma czasem problemy z nazwaniem konkretnego kameleona, którego spotykamy w lesie. Raz, że jest ciemno, dwa, że w promieniu latarki często zmieniają kolor a trzy, że żeńskie osobniki wyglądają czasami inaczej niż męskie. Niektóre są malutkie ale są i olbrzymy po kilkadziesiąt centymetrów! Więc będzie trochę zgadywanki:

Zaczynamy od klasycznego Malagasy Side-Striped Chameleon [2], występującego tylko w tym parku

Image

Image

Image

A kolejne to nie mamy pojęcia jaki to gatunek:

Image

Image

Image

Potem idzie kolejny endemit Ranomafamy - Calumma brevicorne czyli short-horned chameleon [4]

Image

Ten wielkolud (był naprawdę duży) wygląda jak kameleon olbrzymi [5]

Image

No i na koniec taki co nam się najbardziej podobał, z fajnym czerwonym noskiem – kameleon niebieskonogi [3]

Image

Image

Image

Image

Być może pomyliłem gatunki ale, jak wspominałem, nawet nasz przewodnik nie był pewny.
Niestety zaczyna padać i po godzince mamy już dość. Na deser jeszcze jeden nocny lemur, chociaż trudno go było wypatrzeć wśród gałęzi – dwarf lemur czyli po polsku lemurek [6]

Image

Wracamy do naszego hostelu, gdzie spotykamy podróżującą po tej części Afryki parę Polaków – tu pozdrawiam jak czytacie ?
Nazajutrz nigdzie nie jedziemy tylko możemy przeznaczyć cały dzień na Park Narodowy Ranomafama i odpoczynek.

Stay tuned!


[1] Martyna Wojciechowska, cykl „Kobieta na krańcu świata”


[2] Malagasy side-striped chameleon https://en.wikipedia.org/wiki/Perinet_chameleon
[3] Kameleon niebieskonogi Calumma crypticum https://en.wikipedia.org/wiki/Calumma_crypticum
[4] Short-horned chameleon https://en.wikipedia.org/wiki/Calumma_brevicorne
[5] Kameleon olbrzymi https://pl.wikipedia.org/wiki/Kameleon_olbrzymi
[6] Lemurek https://pl.wikipedia.org/wiki/Lemurek
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"


Ostatnio edytowany przez hiszpan, 15 Kwi 2026 15:56, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 24 Lis 2025 23:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Park Narodowy Ranomafana to jeden z cudów natury Madagaskaru [1]. Wielki las deszczowy w którym żyje wiele endemicznych gatunków roślin i zwierząt. Wpisany do UNESCO, jest celem obowiązkowym wszystkich wycieczek na wyspę. Od biedy da się tu dojechać na raz z Tany (ale to masakra), lepiej jednak rozłożyć podróż na dwa dni, jak my. Co nie znaczy, że spotkamy tłumy turystów, owszem nie będziemy sami, ale tego dnia oprócz nas będą w parku jeszcze dwie grupy i kilku pojedynczych podróżników. Rozproszymy się i mamy praktycznie całą przyrodę Parku do dyspozycji ?.

W Ranomafamie śpimy dwa dni w sympatycznych domkach bardzo blisko wejścia do Parku, nie jest może luksusowo ale za to bardzo tanio:

Image

Zara podrzuca nas z samego rana pod bramę Parki i taką tabliczkę:

Image

Oczywiście Tsu załatwił formalności i witamy się z naszym przewodnikiem. Zna dobrze angielski więc nie będzie problemu. Idziemy z nim i dwoma tropicielami, okazuje się, że będą z wyprzedzeniem poszukiwać lemurów i dawać znać przez radio naszemu przewodnikowi gdzie mamy dojść. Całkiem dobry i działający układ. Psikamy się mugą i ruszamy do parku:

Image

Wita nas wilgotny i gorący las deszczowy. Musimy się wpierw przeprawić mostem przez rwącą rzekę nazywającą się jak park – Ranomafama.

Image

Ścieżki nie są wymagające ale Park leży w górach więc jest trochę bardzie stromych podejść i zejść, w sumie zrobimy nawet prawie 200m przewyższenia.

Image

Roślinność wybitnie tropikalna – palmy, liany i gęste zarośla. W lesie rośnie sporo storczyków ale niestety teraz nie kwitną.

Image

Image

Część lasu porasta odmiana bambusa, którą upodobał się najsłynniejszy mieszkaniec Ranomafamy – golden bamboo lemur czyli maki złoty [2]. Jak twierdzi nasz przewodnik, dość trudno go wypatrzeć i musimy mieć szczęście. Ale chyba wypowiedział to w dobrą godzinę bo już za chwilkę dostaje sygnał od swoich czujek. Zbaczamy ze szlaku i pośpiesznie przedzieramy się przez gęste krzaczory na stromym zboczu. Wysiłek jest warty poniesienia bo moim oczom ukazuje się jeszcze jeden "bambusowy" gatunek - greater bamboo lemur czyli prolemur szerokonosy [3] w pełnej krasie !!

Image

Ale pluszak! Wspaniale ustawił mi się do zdjęcia:

Image

Image

Niestety w parku jest tylko jeden samotny osobnik. Miejscowi nazywają go Simone. Za moment majestatycznie macha nam kitą i znika w gałęziach bambusów.
Lemury bambusowe są pod ścisłą ochroną jako gatunek zagrożony wyginięciem. Przewodnik opowiada nam, że próbowali sprowadzić kilka par z innego regionu ale się nie zadomowiły. Mam dużo szczęścia, że tak się ładnie przynajmniej jeden nam pokazał.
Maki złoty pokazuje się nam za moment. Niestety dwa osobniki przemykają wysoko na gałęziach bez szans na dobre zdjęcie:

Image

Image

No wow, jesteśmy godzinę w parku a już trafiliśmy na dwa gatunki lemurów w tym na wyczekiwanego makiego złotego.

Niedaleko trafiamy na starą nekropolię. To są pomniki dawno zmarłych pradawnych mieszkańców tej okolicy. Pochowano tu zmarłych a potem ekshumowano i przeniesiono w inne miejsca - opowiada przewodnik.

Image

Zwracamy teraz uwagę na florę, mnóstwo ciekawych roślin rośnie u stóp drzew:

Image

Image

Image

A także ślimaki-giganty

Image

Jak wij to od razu wielgachny

Image

Widujemy sporo patyczaków, chętnie hodowanych w Polsce w akwariach, tu sobie żyją na drzewach i krzakach:

Image

Image

Jak on nam wypatrzył tą żabkę to ja nie wiem

Image

Czasem trzeba trawersować rzeczki

Image

Jest duszno i wilgotno

Image

Znowu sygnał od tropicieli – idziemy za przewodnikiem w inną część parku.
Kolejne lemury – tym razem to red-fronted brown lemur [4].

Image

Image

Image

Image

A tu zaraz wyskakuje cało stado

Image

Image

No mega pocieszne są, baraszkują na gałęziach dosłownie tuż przed nami

Image

Ale niektóre są mocno ciekawskie!

Image

- Co to za człowieki tam na dole się na nas gapią?? – :D

Image

Nie możemy się na nie napatrzeć takie są fajne - z wzajemnością :lol:

Image

Trzeba ruszać dalej zwłaszcza, że w zaroślach mignął nam wąż! Na szczęście nie ma jadowitych gatunków na Madagaskarze:

Image

A tu już tropiciel nas znowu wywołuje, namierzył jeszcze jeden gatunek – red bellied lemur czyli lemuria czerwonobrzucha [5]. Ten lemur ma charakterystyczne białe znamiona wokół oczu:

Image

Image

Image

Jesteśmy naprawdę w szoku, że udało się dostrzec tyle gatunków a na dodatek były dostępne do zdjęć tak długo. Zrobienie dobrego zdjęcia w dżungli dla amatora to nie lada wyzwanie, coś mi jednak wyszło ;)
Na zwiedzanie parku zeszło nam pół dnia! Wracamy zmęczeni ale i bardzo zadowoleni. Na sam koniec nasz przewodnik pokazuje nam jeszcze jednego ciekawego owada – żyrafkę madagaskarską [6], żuka z szyją żyrafy ?- no rzeczywiście!

Image

Image

Image

Piękny i wspaniały park, tropienie lemurów było niesamowite, to przecież nie zoo tylko dzika natura, nie da się tak na gwizdek ich namierzyć, trzeba sporo wysiłku i doświadczenia tropicieli i cierpliwości w cichym podejściu aby ich nie spłoszyć.

Popołudnie przeznaczamy na odpoczynek i relaks. Zjemy lunch w centrum wioski Ranomafama. Tym razem próbuję lokalną potrawę – romazavę czyli gulasz z mięsem wieprzowym i z zebu z lokalnymi warzywami. Całkiem dobre i sycące:

Image

Słowo „ranomafama” oznacza gorące źródła. W centrum znajdują się otwarte termy, które chcemy właśnie odwiedzić. Niestety dziś jest dzień na czyszczenie i nie wejdziemy się kąpać :( . Rozbijamy się więc na kocykach nad brzegiem rzeki Ranomafamy trochę się opalając ale i podziwiając okolicę, gdzie sporo się dzieje.

Image

Aby tam dotrzeć należało przejść przez tymczasową kładkę. Duży most został zerwany podczas powodzi kilka lat temu.

Image

Nad brzegiem rzeki kobiety robią pranie, dzieciaki się kąpią, młodzież łowi ryby – jednym słowem nie ma nudy:

Image

Image

Dzieci bawią się klockami… wróć! Cegłówkami

Image

Co jakiś czas pojedyncze zebu postanawiają się wykąpać i wskakuje w nurt

Image

Image

Nad brzegiem widzimy jeszcze jeden symbol Madagaskaru – palmę Ravenala madagascariensis czyli pielgrzan madagaskarski [7]:

Image

W pochwach liściowych często gromadzi się woda stąd jej potoczna nazwa to „Palma podróżników” ?
Machamy jeszcze dzieciakom i idziemy na przydrożny bazarek na zakupy owoców

Image

Image

Image

Trochę odpoczęliśmy dziś przed dalszą podróżą. Jednak te termy nie dają nam spokoju, dowiedzieliśmy, że są otwarte od 7.30 rano więc powstał pomysł aby zacząć jutrzejszy dzień będąc w gorącej wodzie kąpanym :D

c.d.n.

[1] Park Narodowy Ranomafama https://en.wikipedia.org/wiki/Ranomafana_National_Park
[2] Golden Bamboo Lemur https://pl.wikipedia.org/wiki/Maki_z%C5%82oty
[3] Greater Bamboo Lemur https://pl.wikipedia.org/wiki/Prolemur_szerokonosy
[4] Red-fronted Brown Lemur https://en.wikipedia.org/wiki/Red-fronted_lemur
[5] Red-bellied Lemur https://pl.wikipedia.org/wiki/Lemuria_czerwonobrzucha
[6] Żyrafka Madagaskarska https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BByra ... agaskarska
[7] Ravenala madagascariensis https://pl.wikipedia.org/wiki/Pielgrzan_madagaskarski
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 26 Lis 2025 20:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Zbieramy się raniutko z hostelu i pędzimy na te gorące termy ? Wstęp na ten piękny basen z gorącą wodą kosztuje aż 10.000 arialów czyli jak pamiętacie kurs … 8zł.

Image

Niestety jak chcemy pływać to czepek jest obowiązkowy, oczywiście pan przy wejściu wypożycza za całe 80 groszy ?

Image

Na terenie term rosną sobie banany

Image

Relaksujemy się w bardzo gorącej wodzie przez prawie godzinkę, Zara odbiera nas spod wejścia i ruszamy w dalszą trasę na południe.
Po drodze jeszcze w obszarze parku napotykamy na wodospad na rzece Ranomafamie zwany Cascade Andriamamovoka:

Image

Image

Czerwona tabliczka odnosi się chyba do jakości drogi, bo tu były największe dziury, które do tej pory doświadczyliśmy.

Notabene w kilku miejscach spotykamy przy drodze miejscowych z małymi młotkami, tłukących na drobny mak duże kamienie, które zabierane są z podbudowy oryginalnej drogi. Rozdrobnione kamyczki sprzedają obok w woreczkach jako materiał budowlany. Droga niszczy się więc nie tylko w naturalny sposób! Po prostu niewiarygodne. Nigdzie przez prawie 1200 kilometrów przejechanych nie spotkaliśmy ekipy, która te drogi naprawia. Za to mnóstwo lokalesów, którzy te drogi jeszcze bardziej dezintegrują… smutne :( .

Robimy postój w dużym mieście po drodze – Fianarantsoa. Zara tankuje a my chcemy zjeść sobie drugie śniadanie w barze na stacji benzynowej. Zaczyna się mały cyrk. Widzimy fajne wypieki, stoi ekspres kapsułkowy do kawy itp. ale zamówienie tego wszystkiego to wyczyn ?
Trzy wystraszone panie na każde moje pytanie odpowiadają: „eny, eny” czyli tak, tak.
Czy rozumie pani po angielsku – eny,eny. Czy mogę zamówić dwie kawy z ekspresu – eny,eny. Ile to kosztuje – eny,eny. Z miłym uśmiechem oczywiście ale i z lekkim przerażeniem.
Musieliśmy zawołać Tsu aby dać radę się dogadać. Na koniec cyrk z płaceniem. Pogubiły się kompletnie, tak jakby obsługiwały „vazah” pierwszy raz w życiu. Jednym słowem za dwie kawy z ekspresu, trzy ciastka i dwa paszteciki na ciepło zapłaciłem 16.000 arialów czyli około 13zł.

Im bardziej na południe tym robi się biedniej niestety.

Image

Krajobraz pustynnieje

Image

Mijamy małe wioseczki i szkoły.

Image

Dzieciaki chodzą w mundurkach. Przypominam, że tylko te dzieciaki, których rodzice za tę szkołę płacą!

Image

Tsu dopowiada nam historię o zwyczajach pogrzebowych miejscowego plemienia. Okazuje się, że zwyczajowo po pogrzebie po około 5 latach dokonuje się ekshumacji zwłok, przebiera się je w nową szatę i chowa ponownie. Ten zwyczaj panuje tak trochę na przekór chrześcijaństwu i pochodzi oczywiście z pierwotnych wierzeń. Innym zwyczajem jest obrzezanie dzieci w młodym wieku 3-5 lat. Niektóre plemiona robią to tylko co 5 lat, więc dziecko może już być całkiem duże w momencie ceremonii jak się niefortunnie urodzi nie w tym roku. Chłopczyk nieobrzezany traktowany jest przez wspólnotę jak dziewczynka :? Już całkiem ekstremalnym zwyczajem jest grillowanie pozostałości po obrzezaniu i rytualne spożywanie przez najstarszych członków plemienia. Straszne obyczaje :o

Dzisiaj planujemy dojechać do doliny Tsaranoro , w planach jutro zdobycie szczytu Cameleon’s Peak ?. Ale po drodze mamy jeszcze jedną atrakcję – to Anja Reserve. Obszar leśny u stóp gór pretendujący do wpisu do UNESCO. Na jego terenie mieszka spora populacja, prawie 600 osobników, najsłynniejszego lemura Madagaskaru – lemura katta [3] czyli oczywiście Króla Juliana ?.

Generalnie zwyczaje Malgaszy chroniły zawsze lemury, nie jedzono ich mięsa ani nie zabijano. Ale nie zabraniano ich sprzedaży i wywozu a gatunek katta jest szczególnie urodziwy i miał wzięcie za granicą. Dopiero otrzeźwienie przyszło, jak populacja katta została zagrożona całkowitym wyginięciem! Obecnie wszystkie lemury a szczególnie katta są pod ochroną prawną.
Mamy wejście do Anja Reserve z przewodnikiem, oczywiście zgodnie z naszymi pierwotnymi ustaleniami z Tsu.

Już na samym początku szlaku natykamy się na największego kameleona Madagaskaru – Malgasy Giant Cameleon [1]

Image

Jest blisko na krzakach więc można porobić mu fajne foty.

Image

Uwaga – owad na horyzoncie, będzie jedzone!

Image

Sukces! Mamy to ?

Image

Jest wielki ma z 40cm długości. Kolejne osobniki znajdujemy już w lesie:

Image

A tu samica, świeżo po złowieniu wielkiego konika polnego

Image

Image

Kolejnym endemitem Madagaskaru jest Flatida Rosea [2] – pluskwiak charakteryzujący się wściekle różowymi skrzydełkami:

Image

Nasi przewodnicy szybko nas uciszają bo na horyzoncie …. całe stado Królów Julianów!!!!

Image

No wow, katta to lemur naziemny, nie trzeba wyciągać szyi do góry aby go zobaczyć.

Image

Lemury defilują nam dosłownie przed nosem ?

Image

Sporo młodzieży:

Image

Image

Image

Ale są śliczne :)

Image

Nie możemy się napatrzeć, spędzamy wśród lemurów prawie 45 minut!

Image

Image

Stado w końcu odchodzi w głąb lasu a my wracamy. Po drodze widzę coś wściekle kolorowego w trawie:

Image

To Rainbow Locust [4] – rodzaj konika polnego, który jest bardzo trujący dla drapieżników i pokazuje to bardzo wyraźnie wypustkami i kolorem pancerza. Niesamowicie to wygląda dla nas, przyzwyczajonych do zielonych koników polnych.

Image

Obok jeszcze kolorowa ćma.

Image

W lesie biegają lemury ale tuż obok jest wioska i w polu pracują zwykli ludzie, dla których lemury to takie nasze koty dachowce, zero zwracania uwagi.

Image

Dookoła góry, zbiera się na burzę

Image

Image

Image

Lokalni mieszkańcy wracają do wioski bo mocno grzmi gdzieś w okolicy

Image

Ten facet niesie kurę pod pachą

Image

Wioseczka w pobliżu

Image

Image

Image

Aby dojechać do doliny Tsaranoro, musimy zjechać z „asfaltu” i przejechać prawie 20 kilometrów prawdziwym off-roadem:

Image

Po drodze naprawdę biedna wioseczka

Image

Image

Image

Image

Oczywiście słychać okrzyki dzieciaków „vazah….!”

Image

Znaki drogowe są "bardzo" wymowne:

Image

Te 20km jedziemy prawie 1,5 godziny, jest naprawdę słaba droga

Image

W takich warunkach najlepszy transport to dwukółka zaprzężona w zebu

Image

Czerwona ziemia to znak rozpoznawczy Madagaskaru

Image

Dolina Tsaranoro już na horyzoncie

Image

Image

Za nami zbiera się kolejna burza i walą pioruny!

Image

W dolinie Tsaranoro mamy do dyspozycji Camp Catta lub Camp Tsarasoa, w tym pierwszym nie było już miejsc więc nocujemy u samych stóp Cameleon’s Peak w Camp Tsarasoa. Warunki naprawdę są fajne – jak u Smerfów :D

Image

Mamy krótką odprawę z przewodnikiem górskim. Jutro wymarsz o 5.30 rano z jasnym celem zdobycia szczytu Cameleon’s Peak!!!
Stay tuned!


[1] Malagasy Giant Cameleon https://en.wikipedia.org/wiki/Malagasy_giant_chameleon
[2] Flatida Rosea https://en.wikipedia.org/wiki/Flatida_rosea
[3] Lemur katta https://pl.wikipedia.org/wiki/Lemur_katta
[4] Rainbow locust https://en.wikipedia.org/wiki/Phymateus
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"


Ostatnio edytowany przez hiszpan, 15 Kwi 2026 18:13, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 27 Lis 2025 19:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Zdobycie Cameleon’s Peak to nie będzie jakaś straszna wspinaczka. Według mapy czeka nas około 5-godzinny trekking. Wejdziemy na 1480m n.p.m.

Image

Zaczynamy w naszym Camp Tsarasoa, szczyt, obejście góry dookoła, basen (cokolwiek to znaczy, na mapie jest „piscine”) i koniec w Camp Catta. Tam będzie już czekać na nas Tsu i Zara. Ponieważ ruszamy o 5.30, umówiliśmy się, że przywiozą nam też śniadanie.
Rano spojrzenie na nasz szczyt – ten po lewej

Image

Na wprost ścianka góry Tsaranoro, na nią są też podobno amatorzy ale to już profesjonalna wspinaczka z linami. My pójdziemy zwykłą trekkingową trasą nie trudniejszą niż dojście do Murowańca z Kuźnic.

Image

Jeszcze pod nogami plącze się nam żółw

Image

Pomimo bardzo wczesnej pory świeci już słońce i jest dość ciepło, na krótki rękawek nawet. Przewodnik nam odpowiada, że w południe tu leje się żar z nieba.

Image

Nie tylko my cieszymy się słoneczkiem, na pobliskich skałkach wygrzewają się po zimnej nocy lemury katta ?

Image

Image

Mijamy krzaczki z jagodami, które są ich ulubionym pożywieniem

Image

Szlak ostro pnie się pod górę i mamy coraz ładniejsze widoki na dolinę i pobliskie góry

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze mnóstwo jaszczurek

Image

Image

Jeszcze więcej jadowitych koników polnych

Image

I ciekawa roślinność.

Image

Image

Krąży nad nami jakiś lokalny drapieżnik, któremu naruszyliśmy terytorium

Image

Dojście na sam szczyt zajmuje nam około 2 godzin, mamy dobre tempo

Image

Image

Image

Image

Szczyt Cameleon zdobyty!!

Image

Image

Image

Image

Piękny widoczek na dolinę Tsaranoro i góry po drugiej stronie

Image

Image

Image

Image

Schodzimy w dolinę po drugiej stronie. Przewodnik opowiada historie o napadach sąsiedniego plemienia na ich wioski i notoryczne kradzieże zebu. Miejscowi pasterze musieli przeprowadzić stada przez przełęcz i ukryć zebu w drugiej dolinie w specjalnych kryjówkach. Jedną z takich tajnych zagród oglądamy po drodze

Image

Schodzimy teraz w dół zboczem doliny

Image

Rozpoczynają się tarasowe pola uprawne ryżu

Image

A tu niespodzianka, miejscowi już wyczaili, że ruszyła nasza wycieczka i zastawili pułapkę na nasze Panie ?. Muszę się pożegnać z 20.000 ariarów :( na jakieś korale.

Image

Ale konkurencja nie śpi, kolejna oferentka bieży w naszą stronę już z daleka machając jakimiś kolejnymi naszyjnikami!

Image

Po zakupach odkrywamy co oznacza „piscine” z mapy

Image

No da się wejść do tej wody, ale z pływaniem już bym nie ryzykował

Nasz Cameleon’s Peak w całej okazałości

Image

Całość zajęła nam 4,5 godziny. Na dole czeka Tsu i Zara i na kocyku rozkładają nam gotowane jajka, bułeczki, dżem i miejscowe wypieki ? No pięknie nam smakuje takie śniadanie na świeżym powietrzu po przejściu trasy. Mamy też towarzystwo, przypatrują się nam przechodzące miłe panie

Image

A także para zebu

Image

Bardzo fajne rozpoczęcie dnia, jest 10.30 rano i możemy ruszać w dalszą podróż. Najpierw musimy z powrotem dojechać do asfaltu mijając biedne wioseczki. Chatki wyglądają tutaj inaczej:

Image

Image

Dzieciaki szaleją jak nas widzą, słyszymy głośne „vazaaaaahh!!”

Image

Image

Image

Image

A tak rośnie maniok

Image

Ponieważ skończyły się nam zapasy wody podczas trekkingu, po powrocie na asfalt zatrzymujemy się w pierwszej mieścinie przy drodze.

Image

Image

Stają tu też taxi-brousse czyli busy międzymiastowe, wyładowane po sufit ludźmi i towarami.

Image

Image

Tu na południu ruch jest znikomy więc swobodnie spaceruję sobie po wioseczce środkiem drogi. Za nami oczywiście stado dzieci

Image

Ale tutaj jest mniej żebrania a więcej ofertowania. Co druga dziewczyna sprzedaje smażoną szarańczę, najwyraźniej to popularne pożywienie z braku innego w nadmiarze.

Image

Na początku mam pomysł aby po prostu dać jej jakieś pieniądze ale po namyśle – sprawdzę jak to smakuje ?

Image

Upewniłem się wpierw, że da się kupić piwo w następnym sklepie i robię degustację :) Smakuje jak takie przesmażone chipsy ?. Dwie mieściny dalej Zara znowu tankuje a my idziemy, za namową Tsu, na spróbowanie miejscowego specjału – lokalnego rumu z hibiskusem i laską wanilii:

Image

Akurat idealny dla mnie po „chipsach”

Image

Robi się coraz biedniej, w kolejnej miejscowości zwracamy uwagę na kupki bardzo błyszczących kamieni przy drodze. To mika. Miejscowi znoszą ją do specjalnych miejsc, rozbijają na drobne i pakują do worków. Znowu straszna praca

Image

Image

Zniknęły z drogi nowoczesne ciężarówki, teraz głównie spotykamy stare Mercedesy i Renówki

Image

Na drodze mnóstwo kameleonów olbrzymich, trzeba uważać żeby ich nie przejechać

Image

Image

Dojeżdżamy późnym popołudniem do naszego dzisiejszego celu – Parku Narodowego Isalo i miejscowości Ranohira. Tu mamy kolejny podwójny nocleg. Pakujemy się do wspaniałego, prowadzonego przez wiekową Francuzkę Satrana Lodge, gdzie za bramą czekają na nas wygodne domki-namioty, restauracja, basen i przepiękny widok na park.

Image

Ale to już następnego dnia…

c.d.n.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 30 Lis 2025 18:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Wkroczyliśmy wczoraj na terytorium kolejnego plemienia Madagaskaru – Bara. Lud Bara ma już o wiele ciemniejszą karnację i swoje własne zwyczaje. Zamieszkuje od wieków pustynną część Madagaskaru zawierającą to co dziś znamy jako Park Narodowy Isalo. Przyzwyczailiśmy nasze oczy do soczystej zieleni ryżowych pól uprawnych, lasów deszczowych i bujnej roślinności a tu nagle czeka nas surowa pustynia i skały.
Już z naszego campu rozciąga się wspaniały widok na pierwsze klify Isalo.

Image

Zwiedzanie parku, jak to na Madagaskarze tylko z przewodnikiem i jedziemy po niego do centrum Ranohiry. Witamy się z Charlsem i Zara podrzuca nas pod bramę parku. Tym razem oprócz mugi ważny będzie krem do opalania z wysokim filtrem bo czeka nas długa wędrówka wśród nagich skał w upalnym słońcu. Charles proponuje nam zamówienie lunchu serwowanego na terenie parku w specjalnie wydzielonym miejscu co po namyśle wydaje się dość wygodne i większość innych turystów też tak robi. Zara i Tsu odbiorą nas z drugiej strony parku a my wyruszamy na prawie 6-godzinny trekking.

Image

Charles opowiada o zwyczajach pogrzebowych Bara, dla których Isalo to święte miejsce. Swoich zmarłych grzebią w komorach na zboczach klifów między które właśnie wchodzimy.

Image

Image

Jedną z takich komór możemy szybko wypatrzeć.

Image

Ale po 3 do 5 lat od pogrzebu ciało zmarłej osoby ekshumuje się, przebiera w nowe szaty i chowa w innej części parku, wyżej, aby miało bliżej do nieba. Ponieważ Park ma 80km długości więc miejsca starczy dla wszystkich na długo.

Podziwiamy surowe kaniony, taki zupełnie nowy krajobraz, którego się nie spodziewaliśmy na wyspie

Image

Pojawiają się ciekawe rośliny, jedną z nich jest „stopa słonia” [1], magazynująca wodę w bardzo grubym pniu

Image

Kwitnie krótko żółtymi kwiatkami, które też udaje się namierzyć

Image

Image

Obok rosną pojedyncze roślinki przypominające sałatę, wg Charlsa nazywane „uszami słonia”. Hmm, przecież na Madagaskarze nie ma słoni? Ciekawe skąd mają te porównania.

Image

Image

A to drzewo to Tapia [2].

Image

Ma korę odporną na ogień, podobnie jak sekwoje w USA.

Image

Jest domem lokalnej odmiany dzikich jedwabników i innych owadów, kokony można dojrzeć wśród gałęzi

Image

Ten pustynny krajobraz jest domem niezliczonych jaszczurek i węży. Ten gatunek ma naprawdę smoczy ogon!

Image

Image

Jeszcze jedna odmiana kolorowych koników polnych żerująca na trującej roślinie, najwyraźniej dla nich niegroźnej.

Image

Wspinamy się na skałki podziwiać wspaniały kanion, którego tu się nie spodziewaliśmy zobaczyć!

Image

Image

Kolory i warstwy pochodzą z osadów. Było to kiedyś dno dużej rzeki, która z czasem wyschła a formacje osadów wypiętrzyły się tworząc takie wspaniałe formacje skalne

Image

Image

Image

Jest nawet mapka gdzie jesteśmy

Image

Image

Wśród tych skał ukryte są turkusowe perełki, małe zbiorniki wodne i baseny utworzone przez przepływającą wodę.

Image

Image

Ten nadaje się wspaniale do pływania i oczywiście nie omieszkamy zanurzyć się w czystej, krystalicznej wodzie – co za ulga od upału dnia

Image

Obok w skale wystawione trumienka z pierwszego pochówku Bara. Jest pusta, dziewczynkę tu pierwotnie pochowaną już dawno przeniesiono do innego grobu a właściciele trumny zgodzili się ją „eksponować” przed niszą grobową na prośbę przewodników.
Trumienka ma szybki i opowiada trochę historii jak zmarła dziewczynka. Kontur białego zebu oznacza ofiarę złożoną w dniu pogrzebu a czarnego – zebu poświęcone w dniu ekshumacji i przeniesienia do innego grobu.
Charles dodaje, że bogate zdobienia trumienki świadczą o wysokiej pozycji rodziny. Nie jest w stanie określić jej wieku ale na pewno było to kilkanaście lat temu.

Image

Ruszamy dalej wzdłuż kanionu płaskowyżem narażeni mocno na ekspozycję słoneczną.

Image

Image

Image

Po drodze tylko patyczaki w dużych ilościach

Image

Image

Do kolejnej części kanionu da się już wejść, najpierw spojrzenie z góry

Image

I schodzimy ścieżką wzdłuż zbocza

Image

Image

Przepiękny krajobraz, porównywalny trochę z kanionami USA.

Image

Image

Image

Po drugiej stronie kanionu obserwujemy jakiś ruch. To przemieszcza się stado lemurów katta. Są bardzo daleko więc zdjęcia wychodzą słabo.

Image

Tutaj lemury nie mogą być całkowicie bezpieczne. W Isalo żyje drapieżnik zwany fossa. To zwierz z rodziny kotowatych polujący właśnie na lemury i małe małpiatki. Fossa poluje tylko w nocy więc lemury z Isalo na noc chowają się do kryjówek wysoko w tych skałach. Fossy może pamiętacie z pierwszej części „Madagaskaru” kiedy obradujące stado lemurów z królem Julianem rozpierzchło się pozostawiając na pożarcie właśnie przez fossy małego Morta (uratował go przypadkowo lew Alex).

Image

Image

Wychodzimy z tej części kanionu do lasu deszczowego po drodze obserwując jeszcze z bliska pluskwiaki Flatida Rosea.

Image

W pewnym momencie na drugim zboczu wśród drzew znowu coś się białego rusza. Mamy okazję zobaczyć najsłynniejszego mieszkańca Isalo – lemura Sifaka [3]

Image

Niestety są bardzo daleko i prawie w całości ukryte w gałęziach więc zdjęcia wyszły słabo

Image

Image

Lemury Sifaka znane są z „tańczenia”, które jest efektem ich sposobu poruszania. No nam nie dane było tego obserwować ale w sieci jest sporo filmików [4].

Niedaleko jest polanka, gdzie miejscowi urządzili kuchnię dla turystów. Nasze zamówione wcześniej szaszłyki z zebu już się pieką jak i inne potrawy

Image

Image

Jesteśmy mega głodni po trekkingu więc pożeramy te porcje zapijając lokalnym piwkiem i world colą ?

Image

Ale to tylko przystanek. Po odpoczynku, Charles zabiera nas do kolejnej części kanionu. Tutaj, jak opowiada, trzeba być ostrożnym. To bardzo wąski kanion z wysokimi pionowymi ścianami. Jak ktoś tu zostanie uwięziony podczas burzy to ma marne szanse na szybką ucieczkę. Zdarzały się w przeszłości przypadki zlekceważenia zasad i utonięć.

Image

Znowu schodzimy w jego głąb i idziemy wzdłuż rzeczki podziwiając wspaniały krajobraz oraz bujną roślinność

Image

Image

Jest to zwykły trekking nie wymagający żadnego wysiłku

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze na ścieżce malutki kameleon wzorzysty [5]

Image

Dochodzimy do końca ścieżki, mamy do wyborów dwa wspaniałe naturalne baseny.

Image

Ten drugi jest z wodospadem

Image

Zmęczeni trudami trekkingu z wielką ochotą pluskamy się w czystej ale zimnej wodzie ?

Image

Powrót jest tą samą ścieżką aż do polany z kuchnią. Tam obieramy kierunek na wyście z parku.

Image

Po drodze jeszcze jedna ciekawostka świata przyrody – great lantern bug – robal z wielką trąbą ?

Image

Image

Oraz kolonia Libyaspis coccinelloides – robaczki, które wydzielają bardzo nieprzyjemny zapach jak się je podrażni

Image

Cały dzień spędziliśmy w parku więc przeznaczamy popołudnie na chillout w naszym campie ?

Image

Wieczorem atakuje nas niczym nie zmącone południowe niebo z gwiazdami.

Image

Noc o dziwo chłodna, dobrze, że mieliśmy koce. Nazajutrz ostatni odcinek lądowy – dojazd do Toliary i Ifaty.

c.d.n.

[1] Stopa słonia https://en.wikipedia.org/wiki/Pachypodium_rosulatum
[2] Tapia https://pl.wikipedia.org/wiki/Uapaca_bojeri
[3] Sifaka https://pl.wikipedia.org/wiki/Sifaka
[4] Tańczący Lemur Sifaka


[5] Kameleon wzorzysty https://pl.wikipedia.org/wiki/Kameleon_wzorzysty
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 02 Gru 2025 22:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Dziś czeka nas ostatni i najdłuższy odcinek podróży lądowej przez Madagaskar. Na mapie to wcale nie jest daleko – raptem 280 kilometrów ale Tsu poinformował nas, że będzie on niestety najgorszy pod względem nawierzchni. No niemożliwe! Myślałem, że gorzej się już tu nie da…
Po naradzie robimy wczesną pobudkę o 6 rano aby jakoś jeszcze zajechać do Ifaty za dnia. Śniadanie złapiemy sobie gdzieś po drodze.

Image

Pierwszą dużą miejscowością po drodze jest Ilakaka. To raczej zbiór nieregularnych bud i szałasów niż miasteczko.

Image

Ruch panuje nieziemski, jak zwykle wszyscy handlują czym się da przy drodze

Image

Image

Image

Image

Hotely to wbrew nazwie nie hotel ale jadłodajnie dla miejscowych

Image

Region Ilakaka to miejsce odkrycie największych złóż szafirów na Madagaskarze. Większość mieszkańców trudni się ich wydobyciem a w samym miasteczku są niezliczone kantorki skupujące i handlujące tymi szlachetnymi kamieniami. Przy tych dobrze strzeżonych punktach widzimy także Arabów i Hindusów, którzy albo tu rezydują albo przyjeżdżają po prostu po zakupy szafirów.

Image

Image

Tsu przestrzega nas przed zatrzymywaniem, panuje tu niemałe bezprawie! Ilakaka wygląda jak klasyczne miasto Dzikiego Zachodu w czasach gorączki złota. Można dużo i szybko zarobić ale także łatwo stracić zdrowie lub życie.

Image

Na ulicy spotykamy ochroniarzy z bronią

Image

No są klimaty...

Image

Image

Image

A za miastem – jedna wielka kopalnia szafirów. Niezliczone rzesze biednych ludzi przemywają w korycie rzeki worki urobku z bieda szybów w poszukiwaniu szlachetnych kamieni.

Image

Image

Image

Image

Dookoła bieda i beznadzieja

Image

Image

Image

To jest chyba niechlubny symbol południa kraju :cry:

Image

Image

Kawałek dalej tymczasowe osady poszukiwaczy szafirów, domki sklecone z byle czego

Image

Image

Wszyscy ci biedni ludzie zanoszą swoje znaleziska do niezliczonych kantorków Ilakaki dostając za szlachetne kamienie marne grosze. Oczywiście praca jest trudna i niebezpieczna. Mijamy to wszystko w lekkim szoku, tak musiał wyglądać dziki zachód Ameryki dawno, dawno temu.

Image

Ludzie spacerują wzdłuż drogi, idą polami, gdzieś daleko w szczere pustkowie aby tylko znaleźć żyły szafirów w dzikich szybach i wyrobiskach.

Image

Image

Pierwszy i jedyny „wiadukt” na tej trasie

Image

Droga robi się coraz gorsza, poruszamy się w zaiste żółwim tempie. Można swobodnie podziwiać krajobraz mijanych miasteczek i wsi.

Image

Typowe sklepiki i stacje benzynowe ?

Image

Image

Sakaraha znana jest z bizantyjskich grobowców bogatych mieszkańców miasta. Stanowią kosmiczny kontrast z biedą miasteczka i wszechobecną niedolą mieszkańców:

Image

Image

Image

Zdjęcie grobowców trzeba robić szybko bo miejscowi chcą dobrowolną "opłatę" za uwiecznienie ich dumy:

Image

Image

Tu znowu królują dziwne zwyczaje ze zmarłymi. Jak umrze członek rodziny to zwyczajowo „mieszka” dalej z domownikami. Ciało jest balsamowane i trzymane w specjalnej trumnie nawet do 5 miesięcy od śmierci. Co kraj to obyczaj!

Image

Image

Mahaboboka to znowu centrum produkcji rumu. Ale jeżeli wyobrażacie sobie piękną destylarnię ze stalowymi zbiornikami i aptekarską czystością to muszę was rozczarować. Otóż rzeczywistość produkcji rumu w Mahabokoka przerasta najgorsze wyobrażenia o pokątnych bimbrowniach – no zresztą zobaczcie sami:

Image

Zacier się kisi

Image

Image

Image

Destylacja na całego

Image

Image

A potem dystrybucja

Image

Image

Jest też sprzedaż detaliczna:

Image

Chwilę kusiło ale jak popatrzyłem w oczy Tsu to zobaczyłem w nich niemą prośbę o poniechanie tej degustacji – dla zdrowia i życia!

Stajemy kawałek dalej w końcu na jakiś posiłek, przy czymś co wygląda jak przydrożna restauracyjka

Image

Toaleta jest zaiste ciekawa – czynna tylko część na Panów ?

Image

Ale niestety nie mają nic do jedzenia! Trochę ciastek pakowanych, kawę i banany.

Image

Banany były tanie i jakoś niespecjalnie nam zasmakowały więc postanowiliśmy rozdać je przypatrującej się nam dzieciarni. Niestety dla wszystkich nie starczyło - aż tyle przybiegło dzieci i przykro było patrzeć jak sobie wyrywają z rąk. Kupiliśmy wszystkie :(

Image

Tutaj też utwardzona droga ginie nam zupełnie, oprócz dziur są jeszcze duże pofałdowania więc wleczemy się jak żółwie. Pewnie gdybyśmy wysiedli byłoby szybciej piechotą na niektórych odcinkach.

Image

Spotykamy właściwie tylko inne taxi-brousse i duże ciężarówki. Samochodów osobowych nie ma wcale. Jest inny rodzaj transportu lokalnego, napędzany przez zebu.

Image

Image

Te okolice dotknięte są suszą więc wodę dowożą też specjalne beczkowozy, inaczej nie dało by się tu żyć.

Image

Za Beando spotykamy już samotnie baobaby. Te pierwsze są niesamowicie dostojne:

Image

Image

Umęczeni brakiem dobrego asfaltu w końcu widzimy wielką wodę na horyzoncie i docieramy do Toliary. To terytorium plemienia Vezo, lud zwany „koczownikami morza", zamieszkujący ten odcinek zachodniego wybrzeża. Przybył na Madagaskar z Afryki Subsaharyjskiej więc ma też odpowiedni kolor skóry i nasz Tsu i Zara wyróżniają się na ich tle.
W Toliarze królują riksze rowerowe

Image

Zara tu tankuje, paliwo nie jest tanie, 95-ka jest po 4.10zł

Image

Po wyjechaniu z miasta w północnym kierunku doznajemy potężnego szoku drogowego. Na tych 30 paru kilometrach leży równiutki asfalt z wymalowanymi pasami ruchu! Nawet nie wiedziałem, że nasz bus może jechać szybciej niż 60km/h! No niesamowicie jak szybko schodzi nam dojechanie do Ifaty. Po drodze ciekawe kolorowe sadzawki zapewne zabarwione miejscowymi algami

Image

W końcu, jeszcze za dnia docieramy na miejsce. Zabukowaliśmy nocleg we wspaniałym hotelu na plaży o dźwięcznej nazwie „La Bella Donna”. Polecany przez Tsu ale też przez @man4business, miał dobre opinie w necie. Nie zawiedliśmy się. Po tej podróży przez biedę południa kraju, przejazd przez bramę to jak przeskok do innego wymiaru.

Image

Domki, plaża, basen, piękny piasek i czyste morze – a właściwie Cieśnina Mozambicka.

Image

Tylko plaża oddzielona jest od hotelu barierką, której nie wolno przekraczać dzikiej rzeszy miejscowych, chcących nam sprzedać wszystko od ciuchów, masaży, owoców, pamiątek itp. Turystów jak na lekarstwo (ale spotkaliśmy parę z Polski) więc każdy "klient" jest na wagę złota.

Image

Głodni rzucamy się do miejscowej kuchni, ja pożywiam się świeżutką „fish of the day”. Ta porcja kosztowała 30.000 ariarów.

Image

Po pierwszym odpoczynku mamy do zobaczenia w Ifaty jeszcze jedną rzecz przed zachodem słońca – Reniala Reserve, miejsce gdzie rosną baobaby i nie tylko. Zbieram Panie z plaży (niechętnie) i podjeżdżamy dosłownie za rogiem to tego rezerwatu.

Image

Oczywiście zwiedzanie tylko z przewodnikiem o co zadbał już Tsu. Naszym oczom ukazuje się wielki „las” baobabów i innych egzotycznych roślin ciągnący się po horyzont.

Image

Nie jest to może Aleja Baobabów z Morondavy znana z wszystkich pocztówkowych zdjęć z Madagaskaru ale tutaj mamy możliwość poznania również innych fascynujących roślin jak famaty [1], jatrofy, endemiczna dla tego regionu Didierea madagascariensis [2] zwana Sono oraz oczywiście kilka gatunków baobabów.

Image

Te ostatnie są po prostu niesamowite!

Image

Chodzimy wśród tych drzew podziwiając ich monstrualną budowę.

Image

Image

Image

Image

Tak wygląda kora baobabu – jest jak jakiś plastik w dotyku

Image

A tak jego owoc

Image

Givotia zwana Fatafatsy [3] to odmiana balsy

Image

Image

Commiphora mahafaliensis z bardzo ciekawym kolorowym pniem, jest źródłem pewnego gatunku mirry

Image

Niektóre drzewa wyglądające jak baobab to znane z naszych doniczek pachypodium [4] czyli palma madagaskarska – tu oczywiście w skali „BIG”

Image

Image

Obecna również w naszych domach famata

Image

To jest sono – kłania się w kierunku zachodnim aby wychwycić najwięcej wilgoci z wiatru

Image

Ale podziwiamy głównie baobaby

Image

Więcej większych baobabów

Image

Image

Ciekawostka – baobab ma drugie tyle pnia pod ziemią co na powierzchni!

Bieda-aleja baobabów ?

Image

Image

No i najstarszy i najgrubszy baobab w parku, mający prawie 1500 lat !!!

Image

jak konewka

Image

Co jest dla mnie nowością – w końcu widać ptaki. Brakowało mi ich bardzo w poprzednich parkach, po prostu nie było ich nigdzie widać. Tutaj totalna odmiana na lepsze, są wszędzie :D

Na początek prześliczny gatunek kukułki zwany cuoa [5]

Image

Image

A tu sroka madagaskarska – magascar magpie-robin [6]

Image

Wysoko na czubkach drzew – ten mały ptaszek to wikłacz nizinny [7]

Image

Są i nektarniki

Image

A tu pokazał mi się w całej okazałości przepiękny dziwogon rajski [8] ze wspaniałym czubkiem

Image

Mamy też coś nowego na ziemi – trzyoka iguania zwana three-eyed lizard [9]

Image

Ale ciekawy wybór nowych gatunków. Na koniec jeszcze jedna niespodzianka – okazuje się, że jest tu sanktuarium lemurów, które spacerują swobodnie po całym parku.
Widzimy po raz pierwszy lemura brązowego [10]

Image

Image

Oraz oczywiście nie mogło zabraknąć lemurów katta, wszechobecnych królów Julianów ?

Image

Mieszka tu spore stado

Image

Image

Image

Image

No zachwycające miejsce – tu jest „must” w tej okolicy. Zeszło nam prawie 2 godziny na spacer.
Na koniec jeszcze sklepy z pamiątkami. Panie posmarowane są tu "tanaką" – specjalną substancją na oparzenia słoneczne

Image

Wracamy na nasz camp nad morzem ciesząc się piękną pogodą i perspektywą nic nierobienia od samego rana. Pożegnaliśmy Tsu i Zarę, mają całe trzy dni jazdy ciurkiem na powrót do Tany – szczerze im współczujemy! Na nas jutro czeka po południu samolot.
Gospodarz przynosi nam do kolacji przepyszny miejscowy rum, coś kompletnie innego od fabrycznych wyrobów ze sklepu a tym bardziej od tej koszmarnej przydrożnej destylarni!

Stay tuned!

[1] Famata https://en.wikipedia.org/wiki/Euphorbia_stenoclada

[2] Didierea madagascariensis https://en.wikipedia.org/wiki/Didierea_madagascariensis

[3] Givotia https://en.wikipedia.org/wiki/Givotia_madagascariensis

[4] Pachypodium https://pl.wikipedia.org/wiki/Pachypodium

[5] Cuoa https://pl.wikipedia.org/wiki/Coua

[6] Madagascar magpie-robin https://en.wikipedia.org/wiki/Madagascar_magpie-robin

[7] Wikłacz nizinny https://pl.wikipedia.org/wiki/Wik%C5%82acz_nizinny

[8] Dziwogon rajski https://pl.wikipedia.org/wiki/Dziwogon_rajski

[9] Three-eyed lizard https://en.wikipedia.org/wiki/Chalarodo ... scariensis

[10] Common brown lemur https://en.wikipedia.org/wiki/Common_brown_lemur
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"


Ostatnio edytowany przez hiszpan, 02 Gru 2025 22:49, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#10 PostWysłany: 02 Gru 2025 22:32 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 26003
Loty: 695
Kilometry: 923 016
Krajów: 86 / 41.6%
hiszpan napisał(a):

Oczywiście historycznie Beniowski był węgierskim szlachcicem urodzonym na terenie dzisiejszej Słowacji ale poprzez fakt, że uczestniczył w Konfederacji Barskiej, czuł się trochę też Polakiem. Napisał wspomnienia o swoich przygodach na Madagaskarze a unieśmiertelnił go sam Słowacki w swoim słynnym poemacie.


W ogóle dobry podcast o nim zrobił Miłosz Szymański z Za Rubieżą

https://open.spotify.com/episode/4cmBRTeHL7EFSSyMMsYkPn
Góra
 Profil Relacje PM off
yendras lubi ten post.
 
      
Offline
#11 PostWysłany: 03 Gru 2025 19:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 743
Loty: 1426
Kilometry: 2 942 152
Krajów: 118 / 57.0%
platynowy
Miejsce jest naprawdę warte dłuższego pobytu – mamy czas na chillout i opalanie (dziewczyny oczywiście)

Image

Image

Image

Ale niestety nie zabawimy tu dłużej :( . Załatwił nas na cacy Madagascar Airlines. Kupiliśmy bilet powrotny z Toliary do Tany jeszcze w lipcu na wtorek rano tego samego dnia co mamy wylot z Madagaskaru już w kierunku Polski. Samolot miał wystartować o 5 rano i spokojnie dać nam czas na przedpołudniowe zwiedzenie stolicy, jako że Ethiopian odlatuje tuż przed 15-tą. W Ifaty zaplanowaliśmy 2 noce a ostatni dzień na relaks plażowy.
W dniu wylotu na Madagaskar coś mnie tknęło i sprawdziłem jeszcze raz na stronce Madagascar Airlines naszą rezerwację po PNR i przerażony odkryłem, że lot poranny mamy odwołany a linia przerzuciła nas na drugi lot popołudniowy, który oczywiście nam nie pasuje bo nie zdążymy na Ethiopiana. Kilka dni trwała korespondencja i Madagaskar Airlines po usilnych próbach skancelowania nam biletu ze zwrotem kasy (co nas uziemiało na wyspie) łaskawie zgodził się przerzucić nas na lot poniedziałkowy po południu. Uff… jakoś wrócimy ale dziewczyny mają tylko pół dnia na opalanie co, jak się domyślacie, skończyło się dla nas, niewinnych niezłą awanturą!
Czerpiemy więc radość z przedpołudnia na pustej plaży ?

Image

Image

Image

Taka zagospodarowana plaża nie jest długa, wystarczy odejść w bok kilkaset metrów i już mamy dzikość

Image

Image

Miejscowi używają takich pięknie malowanych łodzi do połowu ryb.

Image

Image

Image

Wszystkie miejscowe kobiety w „przeciwopaleniowym” malowaniu twarzy

Image

Image

Prawie przez całą podróż przez Madagaskar towarzyszy nam jeden wspólny gatunek ptaka, który jest obecny wszędzie – to kruk srokaty [1]. Pierwsze dobre jego zdjęcie wyszło mi dopiero na plaży w Ifaty.

Image

Busik hotelowy zawodzi nas na lotnisko w Toliarze

Image

Na tablicy odlotów – ruch jak w ulu :D

Image

Mamy chwilkę więc degustuję lokalnego burgera z zebu

Image

Przyleciał po nas ATR-72 Madagascar Airlines w malowaniu Tsaradia, linii wchłoniętej parę lat temu. Widać nie ma kasy na przemalowanie samolotów.

Image

Startujemy o czasie – o dziwo!

Image

Lot 1,5 godziny, serwują orzeszki i napoje

Image

Przylatujemy do Tany już o zmroku. Na tą ostatnią noc postanowiłem znaleźć jakąś wygodną willę z basenem niedaleko lotniska aby chociaż trochę zrekompensować dziewczynom zabrane popołudnie z plaży. Wybór na Airbnb jest całkiem spory nawet na jedną noc. Decyduję się na Villę Mitia. Cena jest całkiem normalna jak na 8 dorosłych osób. Z właścicielką dogaduję przez whatsappa. Nie ma jej w kraju ale „ktoś nam otworzy” jak zajedziemy…
Hmm, ciekawe?

Tsu jeszcze raz staje na wysokości zadania i zdalnie organizuje nam busika z lotniska (wszystko w cenie pierwotnej) i zajeżdżamy na strzeżone osiedle z bardzo wysokimi płotami.
No jest brama a za nią willa. Nasza właścicielka „zapomniała” mi napisać, że wynająłem willę …. ze służbą :o

Mamy boya i trzy lokaleski-służące, które, ku naszemu przerażeniu, noszą nam torby, pokazują wszystko i jeszcze uprzejmie pytają co sobie życzymy na śniadanie !!! Lokaleski oczywiście nie mieszkają w willi, obok mają domek dla służby.
Przyznam, że wszyscy czujemy się dokładnie jak francuscy kolonizatorzy! No nie powiem, wygodnie ale jeszcze mi się takie coś nie przydarzyło nigdzie. Willa ma cztery sypialnie z łazienkami i ogromny salon.
Zapytacie jak wygląda? A no tak:

Image

Z tyłu oczywiście wielgachny ogród z oczkiem wodnym i tropikalnymi roślinami. Tylko dookoła betonowy 3-metrowy płot.
Wieczorkiem po podaniu kolacji (!) jeszcze ostatnia degustacja miejscowego specjału

Image

W dzień wylotu zgodnie oświadczamy, że nie ruszamy się aż do południa i spędzamy ten czas znów na chilloucie na naszym infinity pool. Właścicielka nie ma nic przeciwko późniejszemu opuszczeniu willi – innych chętnych brak.
Znów za pomocą Tsu (ten ciągle jedzie, nie jest jeszcze w połowie drogi powrotnej) docieramy na lotnisko w popołudniowych korkach Tany.
Jeszcze tylko lokalna stacja benzynowa ?

Image

Zostało mi kilka lokalnych banknotów – takie są kolorowe:

Image

Ethiopian jest punktualny, do Addis zabiera nas wygodny B777 w konfiguracji 3-3-3

Image

Następnie małym i ciasnym B737 bez ekraników docieramy nad ranem do Stambułu.

Image

Tam też bez przygód i do Warszawy wracamy wygodnie Embraerem LOTowskim. Koniec przygody na Madagaskarze.

Mam nadzieję, że opisałem pobyt dokładnie i przyda się ta relacja w planowaniu waszych podróży do czego gorąco zachęcam.

Było fantastycznie. Cudowna przyroda mieszała się ze straszną biedą. Nie rozumiemy i Tsu też nie potrafił nam wytłumaczyć jak to możliwe, że po takiej wspaniałej światowej promocji kraju jak seria filmów „Madagaskar” ten kraj nie zalała masowa turystyka, która na pewno napędziła by gospodarkę. Po prostu ktoś to koncertowo … no nie wykorzystał szansy. Jest sobie to Nosy Be ale to przecież kropla w morzu możliwości.
Oczywiście niektóre odpowiedzi są oczywiste – jak ma się rozwijać turystyka jak nie da się nigdzie w rozsądnym czasie dojechać! Infrastruktura jest szczątkowa itp. itd.
Przyznajemy sobie, że te 10 dni były dla nas absolutnie wystarczające (pomimo pominięcia Morondavy i kilku innych fajnych miejsc). Po prostu mieliśmy już serdecznie dość jazdy tym busem w takich warunkach drogowych. Da się oczywiście ale musicie to brać pod uwagę w planowaniu.

The End

[1] Kruk srokaty https://pl.wikipedia.org/wiki/Kruk_srokaty
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#12 PostWysłany: 08 Sty 2026 16:35 

Rejestracja: 16 Kwi 2015
Posty: 161
Loty: 136
Kilometry: 310 011
Krajów: 22 / 10.6%
niebieski
Bardzo fajnie czytało się Twoją relację. Dzięki!
_________________
https://banners-my.flightradar24.com/jprawicki.png
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 12 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group