Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Chile, Boliwia i Peru
#1 PostWysłany: 24 Wrz 2014 01:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2014
Posty: 3
Loty: 248
Kilometry: 469 665
Krajów: 52 / 24.3%
Pomysł podróży do Chile zakiełkował zaraz po pojawieniu się tanich biletów z Berlina do Santiago w systemach rezerwacyjnych hiszpańskiej Iberii. Jeszcze tego samego dnia kupiliśmy je i my. Szukaliśmy ciekawych ofert w odpowiedniej cenie mocno ograniczeni terminem. Nasza ostatnia tegoroczna podróż miała się odbyć na przełomie sierpnia i września. Musieliśmy wpasować ponad trzytygodniowe plany urlopowe w dwumiesięczny okres czasu, którym dysponowaliśmy. Chile było interesującym egzotycznym kierunkiem. Bilety były w bardzo atrakcyjnej cenie, a Berlin jako baza wypadowa kusił wygodnym szybkim i tanim transportem z Wrocławia, w którym mieszkamy.

Image

Był też znaczący minus tego pomysłu. Koniec lata to na południowej półkuli przełom zimy i wiosny. Niezbyt zachęcająca perspektywa na wycieczkę po Chile. Zdecydowaliśmy się jednak zakładając, że ruszymy na północ, tam gdzie cieplej i przyjemniej, słońce zaświeci mocniej, a intensywny wypoczynek połączymy z leniuchowaniem na któreś z ciepłych plaż Pacyfiku. To nie do końca nam się udało. Nie użyliśmy morskich kąpieli, nie wylegiwaliśmy się na piasku. Za to wiele zobaczyliśmy. Brak ciepła zrekompensowały nam piękne słoneczne dni, a niedostatek morza zastąpiły niesamowite górskie krajobrazy. Nasze wakacje rozpoczęły się dwudziestego siódmego sierpnia, a do domu wróciliśmy po dwudziestu pięciu dniach podróży.

Image

Gdy już kupiliśmy bilety, zaczęliśmy się zastanawiać co dalej. Od początku wiedzieliśmy, że z racji pory roku nie będziemy zwiedzać Patagonii. Z kolei Brazylia nie odpowiadała nam ze względu na wcześniejsze znakomite oferty Iberii do tego kraju. Nie było sensu podróżować przez Chile gdy można było dużo taniej i wygodniej polecieć tam bezpośrednio. Chcieliśmy zobaczyć coś wyjątkowego. W Ameryce Południowej jest kilka takich miejsc. Zdecydowaliśmy się na Machu Picchu. Ruiny tego inkaskiego miasta to z pewnością miejsce niezwykłe i jedna z kilku największych atrakcji kontynentu. Bilety trzeba rezerwować ze sporym wyprzedzeniem na konkretny dzień, a pora roku dawała sporą szansę pięknej słonecznej pogody. Nasz plan podróży dopasowaliśmy do tych założeń.

Image

Mając w perspektywie peruwiańskie Andy i stolicę Chile naturalnym kierunkiem stała się także Boliwia. Chcieliśmy, by poszczególne etapy były możliwie jak najbardziej zróżnicowane. Po październikowej bardzo udanej podróży do Kostaryki i Panamy postanowiliśmy odwiedzić las deszczowy. Wybraliśmy Puerto Maldonado. Do boliwijskiego Rurenabaque trudno dojechać. Podróż z La Paz trwa niemal dobę, a bilety lotnicze są bardzo drogie. Do Iquitos nie da się dojechać, a przelot w obie strony z Limy nie bardzo pasował w naszym grafiku. Puerto Maldonado było najlepszym kandydatem, zwłaszcza, że można tam w miarę szybko dojechać z Cuzco i polecieć dalej, do Limy, która miała być naszym nadmorskim przystankiem. Ostatecznie okazała się bardzo przyjemnym, atrakcyjnym i zabytkowym miastem. Na kąpiel w morzu było jednak odrobinę za zimno.

Image

W Boliwii planowaliśmy trzydniową wycieczkę do Uyuni i zwiedzanie pobliskich salarów ale ostatecznie porzuciliśmy ten pomysł. Postanowiliśmy lepiej się zaaklimatyzować na dużych wysokościach, co okazało się strzałem w dziesiątkę, i dokładniej poznać nieformalną stolicę kraju oraz pobliskie jezioro Titicaca zarówno po boliwijskiej, jak i peruwiańskiej stronie wybrzeża. Zaczęliśmy rozglądać się za przelotami wewnętrznymi. Rozważaliśmy lot chilijskim LANem na trasie Santiago – Arica + Calama – Santiago. Wówczas zwiedzilibyśmy peruwiańską Arequipę i kanion Colca, a zamiast Limy nadmorską Aricę, w której była szansa na kąpiel w morzu i plażowanie.

Image

Ostatecznie wybraliśmy niewiele droższy wariant multicity Santiago – Iquique – La Paz z krótkim przystankiem w Antofagaście + Lima – Santiago w drodze powrotnej do Chile. Dokupiliśmy jeszcze bilet Star Peru w jedną stronę na trasie Puerto Maldonado – Lima z międzylądowaniem w Cuzco i tym samym uniknęliśmy całodobowej uciążliwej podróży przez Andy. Nasz plan podróży stał się faktem. I z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że był to dobry plan. Nie uniknęliśmy niespodzianek, niektórych rzeczy nie dało się przewidzieć i nie zrealizowaliśmy wszystkich początkowych założeń ale oszczędziliśmy sporo czasu i pieniędzy, zwiedziliśmy wspaniałe, atrakcyjne miejsca, a przemieszczanie się pomiędzy kolejnymi etapami naszej wycieczki było naprawdę wygodne i sprawne. Najdłuższa podróż autobusem z Cuzco do Puerto Maldonado trwała dziesięć i pół godziny. Z Puno do Cuzco jechaliśmy sześć godzin. Pozostałe przejazdy trwały znacznie krócej. Nigdy nie przemieszczaliśmy się nocą, a tym samym mogliśmy wyspani i wypoczęci realizować nasze założenia.

Image
Iberia - świetne ceny, smaczne posiłki i przyjemny lot

Transport z Wrocławia do Berlina nie stanowił problemu ale ceny nie były zbyt zachęcające. Nie mogliśmy poczekać na kolejną transzę biletów Polskiego Busa i polować na atrakcyjne ceny. Przejazdy w naszych terminach były już od jakiegoś czasu w sprzedaży. Wybraliśmy rozsądny kompromis pomiędzy kosztem, a wygodą i zdecydowaliśmy się pojechać do Berlina rannym autobusem Deutsche Bahn, a po trzech tygodniach wrócić po południu Polskim Busem.

Image
Boliwijski chickenbus

Peruwiańskie autobusy są tanie i wygodne. Podróż nie zawsze jest przyjemna i szybka, gdyż kręte wąskie drogi i ogromne różnice wysokości nie ułatwiają życia ani kierowcom, ani pasażerom. Za to stosunek jakości i wyposażenia pojazdów do ceny biletów zdecydowanie przewyższa polskie realia. Na dłuższych odcinkach wybraliśmy autokary typu sofa cama, które pozwalały na ułożenie się pod kątem 160 stopni. Były to kursy typu directo, czyli w założeniu nie uwzględniano przystanków pośrednich. Mimo to życzliwi kierowcy pozwalali pasażerom wysiąść po drodze. Dwupiętrowe autobusy miały siedzenia w identycznym standardzie na obu poziomach ale na górnym pokładzie było ich nieco więcej, a cena biletów niższa, i te właśnie wykupiliśmy.

Image
Autobus czasem również wymaga transportu

W Boliwii korzystaliśmy z agencji turystycznych, które oferowały transport w wygodnych pojazdach po bardzo przystępnej cenie. Chile to również odpowiedni standard ale ceny biletów są tam zdecydowanie wyższe. Transport wodny w ramach wykupionych wycieczek zorganizowanych prezentował się bardzo korzystnie w Peru i dużo gorzej w Boliwii, gdzie właściciele łodzi motorowych zapewniają pasażerom podróżującym na Isla del Sol przymusową inhalację spalinami. W miastach korzystaliśmy z taksówek, autobusów, mikrobusów i trycykli. Sporadycznie przemieszczaliśmy się stopem, co bardzo lubimy. Ceny biletów są przystępne, a taksówki stosunkowo niedrogie przynajmniej według polskich standardów.

Image
Luksusowy wodnostop na wyspach trzcinowych

Odrębną kwestią pozostają połączenia kolejowe Peru Rail. Tutaj za niewiele wyższy standard cudzoziemcy płacą wielokrotność ceny biletu, którą musi uiścić Peruwiańczyk. Chcieliśmy uniknąć tych skandalicznie wysokich opłat ale z powodu strajków i blokad na drogach alternatywne połączenie drogowe z Cuzco do oddalonej o 11 km od celu hydroelektrowni zostało zamknięte w interesującym nas terminie. Turyści, którzy zaryzykowali próbując dostać się do Aguas Calientes wracali do Cuzco tracąc szansę na wizytę w Machu Picchu. My mieliśmy kupione wcześniej bilety wystawione na konkretny dzień i nie mogliśmy pozwolić sobie na takie ryzyko.

Image
Monopolista w pełnej krasie

Koszty transportu zamknęły się w ok. 3.169 PLN na osobę:

1) Bilet powrotny na trasie Berlin – Madryt – Santiago (Iberia) – 1.091 PLN
2) Transport w Berlinie – 3 pojedyncze bilety – 7,80 EUR = 33 PLN
3) Transport z lotniska w Santiago do miasta i z powrotem (Centropuerto) – 2 bilety – 5.600 CLP = 31 PLN
4) Bilet multicity Santiago – Iquique – La Paz + Lima – Santiago (LAN) – 645 PLN
5) Bilet Puerto Maldonado – Lima (Star Peru) – 356 PLN
6) Transport Wrocław – Berlin (IC Bus) – 79 PLN
7) Transport Berlin – Wrocław (Polski Bus) – 31 PLN
8) Taksówka z lotniska w El Alto do hotelu w La Paz – 30 BOB = 14 PLN
9) Transport La Paz – Valle de la Luna – La Paz – 4,80 BOB = 2 PLN
10) Transport La Paz – Copacabana + Copacabana – Puno (Vicuna Travel) – 70 BOB = 33 PLN
11) Wycieczka całodniowa Copacabana – Isla del Sol – Copacabana – 35 BOB = 16 PLN
12) Taksówka z terminalu autobusowego w Puno do hotelu i z powrotem – 5 PEN = 6 PLN
13) Wycieczka całodniowa Puno – Uros – Taquile – Puno – 45 PEN = 51 PLN
14) Autokar sofa cama (directo) na trasie Puno – Cuzco (Transzela) – 30 PEN = 34 PLN
15) Taksówka z terminalu autobusowego w Cuzco do hotelu i z powrotem – 11 PEN = 12 PLN
16) Transport mikrobusem na trasie Cuzco – Ollantaytambo – Cuzco – 40 PEN = 45 PLN
17) Bilet kolejowy na trasie Ollantaytambo – Aguas Calientes – Ollantaytambo (Peru Rail) – 370 PLN
18) Transport Aguas Calientes – Machu Picchu – Aguas Calientes – 20 USD = 65 PLN
19) Autokar sofa cama (directo) na trasie Cuzco – Puerto Maldonado – 50 PEN = 57 PLN
20) Transport w Puerto Maldonado – 3 przejazdy trycyklem – 9 PEN = 10 PLN
21) Taksówka w Purto Maldonado – 7,50 PEN = 8 PLN
22) Taksówka z lotniska w Limie do hotelu w Miraflores i z powrotem – 22 USD = 72 PLN
23) Metropolitan Bus w Limie – 2 pojedyncze bilety – 4 PEN = 5 PLN
24) Transport w Santiago – 2 pojedyncze bilety na metro – 1.280 CLP = 7 PLN
25) Autobus Santiago – Valparaiso (Pullman Bus) – 5.000 CLP = 27 PLN
26) Autobus Vina del Mar – Santiago (Tur Bus) – 3.600 CLP = 20 PLN
27) Transport w Valparaiso - 280 CLP = 2 PLN
28) Funicular w Valparaiso – 100 CLP = 1 PLN
29) Transport Valparaiso – Vina del Mar – 690 CLP = 4 PLN
30) Transport w Madrycie – bilety z lotniska do miasta i z powrotem – 10 EUR = 42 PLN

Razem: 3.169 PLN

Koszty ustaliliśmy według następujących zasad: opłaty, które uiściliśmy korzystając z kart płatniczych - zgodnie z obciążeniem kont w PLN. Pozostałe kwoty przeliczyliśmy w zaokrągleniu do pełnych złotówek według kursów średnich NBP. Wszystkie koszty dotyczą jednej osoby. Ponieważ podróżowaliśmy we dwoje, opłaty za taksówki, trycykle itp. podzieliliśmy przez dwa.

Image
Trycykl wszędzie dowiezie

Po praktycznym wstępie w kolejnym odcinku przejdziemy do właściwej relacji z naszej wycieczki i opiszemy nasze przygody w stolicy Chile – Santiago – oraz w boliwijskim mieście La Paz. Będziemy na przemian relacjonować nasze doświadczenia i podawać informacje praktyczne oraz koszty, które pomogą Wam samemu zorganizować podróż po tym regionie świata. Zapraszamy!

Image
Wysłużony wehikuł Star Peru - w czasie lotu odpadła listwa
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Zamek nad miastem i klimatyczne uliczki 🌇 Alicante ❤️💛 Loty i hotel za 989 PLN 🥰✨ Zamek nad miastem i klimatyczne uliczki 🌇 Alicante ❤️💛 Loty i hotel za 989 PLN 🥰✨
All inclusive na Costa Brava 🌊☀️🍹 Lato w 4* hotelu już od 2476 PLN All inclusive na Costa Brava 🌊☀️🍹 Lato w 4* hotelu już od 2476 PLN
Offline
#2 PostWysłany: 27 Wrz 2014 00:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2014
Posty: 3
Loty: 248
Kilometry: 469 665
Krajów: 52 / 24.3%
Rozpoczynamy drugą część naszej relacji z wycieczki do Chile, Boliwii i Peru. Dwudziestego siódmego sierpnia z samego rana pojechaliśmy IC Busem niemieckich kolei Deutsche Bahn z Wrocławia do Berlina. Po ok. czterech godzinach byliśmy w centrum niemieckiej stolicy na głównej stacji kolejowej miasta. Mieliśmy dużo czasu, by dostać się na lotnisko Tegel, z której po g. 19 startował nasz samolot do Madrytu.

Image
Wysokie szczyty Andów w pobliżu Santiago

Tu popełniliśmy mały błąd. Pociągiem S-bahn dotarliśmy na stację Tegel sprawdzając jeszcze w domu jak tam dojechać. Spodziewaliśmy się zobaczyć lotnisko, tymczasem to przypadkowa zbieżność nazw. Dookoła same kamienice, a terminalu brak. Szybko podeszła do nas życzliwa starsza pani, która świetnym angielskim pokierowała nas do stacji U-bahn, skąd dojechaliśmy do przystanku, z którego kursował autobus na lotnisko. Wszystko na tych samych biletach – bez dopłaty. Sympatyczna Niemka wyjaśniła nam, że wciąż spotyka w tym miejscu turystów z bagażami szukających lotniska. Trzeba było poszukać zawczasu drogi do terminalu, a nie do stacji o tej samej nazwie.

Image
Symbole narodowe niemal na każdym kroku

Po długim oczekiwaniu znaleźliśmy się wreszcie w naszym samolocie do Madrytu. W stolicy Hiszpanii mieliśmy niecałe półtorej godziny na przesiadkę. Trzeba było dostać się z terminalu T4 na 4S. Przerabialiśmy to już lecąc do Kostaryki. Wystarczy uważnie śledzić oznaczenia. Trochę spaceru, automatyczna kolejka i po 15-20 minutach byliśmy na miejscu. Bardzo lubimy Iberię. Smakują nam posiłki, fotele są wygodne, a lot przyjemny. Godziny przelotu były świetnie dobrane. Wieczorem łatwiej się zdrzemnąć. Podróż trwa długo ale zyskaliśmy sześć godzin na zmianie stref czasowych, dotarliśmy więc z samego rana i mieliśmy cały dzień na zwiedzanie Santiago. Wracając do Berlina było już tylko pięć godzin różnicy. Chilijczycy również przesuwają zegarki dwa razy do roku ale czynią to innego dnia niż mieszkańcy Europy.

Image
Agent Bobik na tropie

W samolocie wypełniliśmy kartę statystyczną, którą przechowuje się podczas całego pobytu w Chile oraz deklarację celną, którą oddaliśmy po przylocie. Przed lądowaniem kilkakrotnie ostrzega się podróżnych przed wwożeniem do kraju produktów pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Jeśli uwzględnimy je w deklaracji, odpowiednie służby po prostu przeszukają nam bagaż i zabiorą zabronione produkty. Jeżeli nie zgłosimy naszych kanapek, owoców, drewnianej maski itp., a pracownicy znajdą je w naszych klamotach, możemy zapłacić bardzo wysoką karę.

Image
Jedna ze stacji stołecznego metra

Przy odbiorze bagażu skontroluje nas dokładnie i bezdotykowo specjalnie w tym celu wytresowany pies. Dodatkowo zeskanują nam bagaż rejestrowany i podręczny. Jedyną możliwością wwiezienia do Chile na przykład pięknie zdobionej małej tykwy, którą kupiliśmy w Peru, jest włożenie jej do kieszeni kurtki. O ile lotniskowy burek jej nie wyniucha, to z dużym prawdopodobieństwem nikt jej nie zauważy. Oczywiście cała masa podróżnych lekceważy ostrzeżenia. Widzieliśmy pracowników, którzy czyścili ich bagaże z kanapek, ciastek, paczek z grochem czy kukurydzą. Nie warto jednak ryzykować ze względu na wysokie kary pieniężne.

Image
Patrol konny

Na lotnisku wymieniamy walutę. Możemy wziąć dolary albo euro – to bez znaczenia – kursy są tam równie niekorzystne dla obu walut. W mieście dostaniecie ok. 590 pesos za dolara, natomiast w terminalu tylko 564 pesos i zapłacicie dodatkowo jeszcze równowartość 1,5 dolara od transakcji. Przy 100 USD macie na dwudaniowy obiad (menu del dia) z napojem. Lepiej wymienić tyle, by starczyło na autobus z lotniska, ewentualne jeszcze przejazd metrem, a resztę już w mieście po lepszym kursie.

Image
Wnętrze jednego z banków

Chilijczycy to konserwatywny narodek. W niedzielę ulice pustoszeją, a liczne punkty wymiany walut, podobnie jak wiele sklepów i restauracji, są zamknięte. Jeżeli wylądujecie w Santiago ostatniego dnia tygodnia, to walutę wymienicie w centrach handlowych – np. Mall del Centro na Paseo Ahumada, kawałeczek od Plaza de Armas. W pobliżu znajduje się również duży sklep spożywczy czynny przez cały tydzień.

Image
Piękne wnętrza zabytkowych kamienic

Dojazd z lotniska do miasta jest sprawą prostą. Kursują tam niemal bez przerwy autobusy dwóch konkurujących firm. Tur Bus kasuje 1.500 CLP w jedną i 2.600 CLP w obie strony. Przejazd Centropuerto kosztuje odpowiednio 1.450 i 2.800 CLP. My skorzystaliśmy z Centropuerto, gdyż mogliśmy dojechać blisko centrum, do stacji metra Los Heroes. Stamtąd mieliśmy ok. 15-20 minut spacerem do naszego hotelu. Tur Bus kursuje tylko do stacji Pajaritos położonej znacznie dalej od najciekawszej części chilijskiej stolicy.

Image
Pucybut przy pracy

Santiago przywitało nas smutnym szarym porankiem. Było chłodno, pochmurno i nieprzyjemnie. Surowa przyroda, skromne domki, ludzie spieszący się do pracy. Dotarliśmy do naszego apartamentu, który zarezerwowaliśmy w bardzo korzystnej cenie używając kodów zniżkowych. Bliziutko do centrum miasta. W pobliżu bar, w którym zjedliśmy solidną bułkę ze smażonym jajkiem, pomidorami i guacamole. Świeżo wyciskane soki pomarańczowe można kupić rankiem niemal na każdym rogu ulicy w cenie 1.000 CLP za kubek.

Image
Tradycja miesza się z nowoczesnością

Mając do dyspozycji apartament mogliśmy przyszykować sobie kanapki czy jakiś skromny obiad we własnym zakresie. Bardzo drogie są owoce i warzywa. Poza tym ceny rozsądne – podobne do polskich. Centrum Santiago wydaje się małe. Czuliśmy się podobnie jak w kostarykańskim San Jose, było tylko dużo chłodniej.

Image
Centrum kulturalne la Moneda

W ciągu jednego dnia zwiedziliśmy najciekawsze miejsca chilijskiej stolicy. Katedra była w remoncie ale można było wejść do środka. Wszędzie robiliśmy zdjęcia. Byliśmy w centrum kulturalnym la Moneda w pobliżu pałacu o tej samej nazwie. Spacerowaliśmy uliczkami miasta. Santiago jest trochę nijakie. Nie zachwyca, nie ma wielu atrakcji. Naszym zdaniem najciekawsze są te niewidoczne na pierwszy rzut oka. Warto wchodzić do środka budynków – do banków, kamienic. Niektóre bardzo stare, pięknie zdobione, ze starymi maszynami, kolorowymi witrażami, rzeźbionymi w drewnie drzwiami.

Image
Palacio de la Moneda – stara mennica, siedziba głów państwa, niemy świadek burzliwej historii miasta

Fantastyczne są chilijskie kawiarnie. Piękne wnętrza, długie stoły barowe przy których na stojąco dyskutują ze sobą amatorzy aromatycznego napoju. Chilijczycy lubią spotkania towarzyskie na mieście. Chętnie też stołują się w lokalach. Od południa bary i restauracje zapełniają się ludźmi. Wówczas za ok. 3.500 CLP (niecałe 20 PLN) można zjeść posiłek - specjalność lokalu albo zmieniany każdego dnia zestaw. Zwykle dwa, trzy dania do wyboru – zupa lub sałatka, danie główne, deser i napój bezalkoholowy. Skromnie ale smacznie i można się najeść do syta.

Image
Kawiarnie Santiago

Z rana następnego dnia wypoczęci wróciliśmy na lotnisko. Czekały nas dwa loty liniami LAN Airlines z Santiago do Iquique i dalej do boliwijskiej nieformalnej stolicy – La Paz. Pierwszy lot był dłuższy. Po drodze międzylądowanie w Antofagaście. Część pasażerów zakończyła tam swoją podróż, inni się dosiedli. Fantastyczne widoki – najpierw piękne ośnieżone szczyty górskie Andów, które z wolna zaczęły ustępować skalistej pustyni.

Image
Uniwersytet Chilijski

Surowy krajobraz. Lotniska w Antofagaście i Iquique to właściwie hangary gdzieś na końcu świata, w środku rzadko zaludnionych połaci niegościnnej ziemi. Piękne klifowe wybrzeża, gdzieniegdzie samotne pojedyncze domy do których prowadzi droga. Po krótkiej odprawie paszportowej kolejny samolot na najwyżej położone międzynarodowe lotnisko świata w El Alto (4.025 m n.p.m.). To również najwyżej położone na kuli ziemskiej większe miasto. Rozpoczęła się nasza boliwijska przygoda.

Image
Rozumem lub siłą... dewiza regionalnego mocarstwa


W części praktycznej dzisiejszego odcinka napiszemy o hotelach. Wybór zakwaterowania to istotna kwestia w górskich regionach Boliwii i Peru. Zwykle nie przywiązujemy do tego aż takiej wagi ale już po pierwszych doświadczeniach w La Paz wiedzieliśmy, że warto tym razem poświęcić nieco więcej uwagi przy wyborze miejsc, w których będziemy nocować. W hotelu spędzamy kilka – kilkanaście godzin każdej doby. Większość tego czasu przesypiamy ale również odpoczywamy, kąpiemy się, robimy drobne pranie.

Image
Pięknie opakowana katedra

Kierujemy się zasadą stu złotych. Równowartość tej kwoty wydajemy na pojedynczy nocleg w dwuosobowym pokoju. Na osobę przypada więc połowa tej sumy. Nie jest to sztywne maksimum w każdym kraju i każdym miejscu, a jedynie pewna wytyczna – średnia, do której dążymy. Taka kwota pozwala nam najczęściej znaleźć zakwaterowanie w dwójce z prywatną łazienką w przyzwoitym hotelu lub hostelu. Bez szaleństw i zbędnych luksusów.

Image
Wnętrze katedry

Ma być czysto, prysznic z ciepłą wodą, gniazdko z prądem i pokój, w którym będziemy w stanie swobodnie przejść i położyć nasz bagaż. Krzesło i parę wieszaków, ręczniki, jakiś mały stolik czy komoda, na której położymy nasze rzeczy. Nie potrzebujemy kosmetyków – mamy własne. Od czasu do czasu pozwalamy sobie na większe wydatki, by zażyć odrobiny luksusu. To daje lepsze samopoczucie i pozwala wypocząć po trudach podróży. Zwykle korzystamy wówczas z jakiejś świetnej promocji: hotelu za złotówkę, kodów zniżkowych itp.

Image
Budynek poczty głównej

W tym miejscu chcielibyśmy podziękować Hubertowi za świetną promocję z 19.08 (http://www.fly4free.pl/hit-promocja-hot ... a-noclegi/) dzięki której zarezerwowaliśmy sześć pojedynczych noclegów. Dwa z nich zostały przez serwis anulowane ale i tak skorzystaliśmy ze świetnego apartamentu w chilijskim Santiago (3 doby) oraz czterogwiazdkowego hotelu w Berlinie (1 nocleg) w bardzo atrakcyjnej cenie. To był prolog i epilog naszej podróży i ta odrobina luksusu, której od czasu do czasu potrzebujemy.

Image
Stara maszyna do produkcji pieniędzy

Wybierając nocleg bardzo dokładnie sprawdzamy opinie na poważnych serwisach hotelowych i stronach podróżniczych. Przeglądamy oferty, czytamy opisy, oglądamy zdjęcia. Niestety, to wszystko nie wystarczy, by uchronić się przed pułapkami, ale przynajmniej minimalizujemy ryzyko ich wystąpienia. Tym razem tylko jeden hotel zasłużył sobie na naszą jednoznacznie negatywną opinię i to pomimo pozytywnych recenzji wcześniejszych gości. Paradoksalnie to był również nasz najdroższy nocleg. Pozostałe miejsca były co najmniej przyzwoite, niektóre bardzo porządne, a te, które zarezerwowaliśmy dzięki kodom zniżkowym zdecydowanie przerosły nasze oczekiwania.

Image
LAN – punktualnie i wygodnie do celu

W górskich regionach Boliwii i Peru bardzo ważną kwestią jest temperatura w pokoju, zwłaszcza wieczorem i nocą. Ściany budynków ze względów oszczędnościowych są zwykle bardzo cienkie, bez izolacji, a grzejników brak. Dodatkowy piecyk, raczej niewielkiej mocy, i kilka koców na wyposażeniu było przeważnie normą ale to nie pomoże gdy woda jest ledwo ciepła, a po prysznicu trzeba wyjść do pokoju, w którym jest bardzo, bardzo zimno. Wieczory stają się wówczas koszmarem. Warto w tej sytuacji zainwestować w droższy, lepiej wyposażony pokój i od razu odpuścić sobie obiekt, w którym wcześniejsi goście skarżyli się na zimną wodę i równie chłodne pokoje. W tropikalnej części Peru, w Limie czy w Santiago to nie jest wielki problem ale nad jeziorem Titicaca w dzień mocno pali słońce, za to w nocy jest lodowato.

Image
Lecimy do Antofagasty

Poniżej prezentujemy wszystkie hotele i hostele, w których nocowaliśmy podczas naszej podróży podając cenę noclegu i naszą, z pewnością subiektywną, ocenę:

1) RS Apart Santiago – Santiago (Chile) – 3 noclegi. Cena 82 PLN / noc dzięki kodom zniżkowym. Świetny apartament w centrum chilijskiej stolicy – kuchnia z pełnym wyposażeniem, sypialnia, łazienka z wanną. Bardzo wysoki standard! Ciepło – grube ściany i dwa piecyki. Ok. 150 m do stacji metra. W pobliżu świetne knajpy, niedaleko centrum handlowe. Dwudziestominutowy spacer do końcowego przystanku autobusów Centropuerto kursujących z lotniska. Jedynym mankamentem były kłopoty z wifi. Nasza ocena – 9/10.
2) Golden Palace – La Paz (Boliwia) – 3 noclegi. Cena 117 PLN / noc. Świetna lokalizacja bardzo blisko centrum miasta. Pomocny personel. Duży, dobrze wyposażony pokój. Ciepła woda, sprawne połączenie internetowe, wygodne łóżko. Minusy to skromne śniadania i cienkie ściany – za to dostaliśmy piecyk elektryczny. Nasza ocena – 7/10.
3) La Aldea del Inca – Copacabana (Boliwia) – 2 noclegi. Cena 147 PLN / noc. Najdroższy z hoteli i najgorszy. Totalna porażka. Potwornie zimno, kamienna podłoga, mały, zupełnie niewydajny piecyk na wyposażeniu. Problemy z ciepłą wodą, słabe wifi, skromne śniadania, zapach stęchlizny na ręcznikach, pościeli i w pokoju. Zdecydowanie odradzamy! Jedyny plus to lokalizacja ale Copacabana to mała miejscowość. Nasza ocena – 2/10.

Image
Niegościnna skalista pustynia

4) La Casa de Manuelita Inn – Puno (Peru) – 2 noclegi. Cena 57 PLN / noc. Sympatyczny, pomocny personel, bardzo korzystna lokalizacja. Minusem był hałas i okna wychodzące na klatkę schodową. Ciepło, gorąca woda ale słabe wifi. Nasza ocena – 6/10.
5) Mirador de Hatunquilla – Cuzco (Peru) – 3 noclegi. Cena 65 PLN / noc. Bardzo uczynny personel, całkiem przyzwoita lokalizacja – 15 minutowy spacer do centrum Cuzco. Dobry internet. Minusem są grupy hałaśliwych Peruwiańczyków, którzy głośno bawią się przez pół nocy. Ciepła woda i dość duże pokoje ale zimno. Hotel wymaga renowacji. Nasza ocena – 5/10.
6) Varayoc Bed & Breakfast – Aguas Calientes (Peru) – 1 nocleg. Cena 114 PLN / noc. Drogo jak na standard obiektu ale to norma w okolicach miasta Inków. Hotelik skromniutki, słabo wyposażony ale personel robi wszystko, by umilić gościom pobyt. Pyszne śniadania i bardzo gorący prysznic oraz dobrze działająca sieć. Minusem są okna wychodzące na szyb. Nasza ocena – 5/10.

Image
Gdzieś na końcu świata

7) Pirwa Maldonado Hostel – Puerto Maldonado (Peru) – 3 noclegi. Cena 112 PLN / noc. Trochę zaniedbane pokoje z oknem wychodzącym na wewnętrzny korytarz. Cena trochę za wysoka jak na standard obiektu. Bardzo uczynny, sympatyczny personel i smaczne choć skromne śniadania. Nieprzyjemny zapach w niezbyt dużych pokojach. Kurz i stęchlizna. Niestety – w Puerto Maldonado nie znaleźliśmy niczego lepszego w tej cenie. Wifi działa raczej słabo. Za to woda ciepła. Nasza ocena – 4/10.
8) Hostal Jose Luis – Lima (Peru) – 2 noclegi. Cena 143 PLN / noc. Fantastyczny pensjonat w świetnej lokalizacji w dzielnicy Miraflores. Duże, dobrze wyposażone pokoje, gorący prysznic, sprawnie działająca sieć. Fantastyczny personel. Ciepło, dodatkowy piecyk na wyposażeniu. Czyściutko i przytulnie. Duże, wygodne łóżko i pyszne śniadania. Nasza ocena – 9/10.
9) art'otel berlin city center west – Berlin (Niemcy) – 1 nocleg. Cena 106 PLN / noc dzięki kodom zniżkowym. Duży pokój w czterogwiazdkowym hotelu. Obszerna wygodna łazienka. Czyściutko, miło. Doskonała lokalizacja. Blisko do stacji U-bahn. W pobliżu niedrogie knajpy i sklepy. Jedynym mankamentem był depozyt (blokada na karcie), który musieliśmy wnieść. Nasza ocena – 9/10.

Image
Klifowe wybrzeże Chile

Łącznie wydaliśmy na noclegi 2.042 PLN czyli 1.021 PLN na osobę. Spędziliśmy w hotelach, hostelach i pensjonatach 20 nocy, a więc średni koszt noclegu wyniósł 102 PLN (51 PLN na osobę) co oznacza, że tylko nieznacznie przekroczyliśmy zakładany budżet.

Image
Gdzieś w Boliwii

W kolejnym odcinku opiszemy nasz przygody w Boliwii. Pierwsze dni spędziliśmy w La Paz aklimatyzując się na dużych wysokościach. Odwiedziliśmy też miniaturową boliwijską Kapadocję – Valle de la Luna. Zapraszamy!

Image
La Paz – miasto, które ma duszę
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 29 Wrz 2014 20:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2014
Posty: 3
Loty: 248
Kilometry: 469 665
Krajów: 52 / 24.3%
La Paz to miasto urzekające. Położone w wysokich górach i otoczone ze wszystkich stron jeszcze wyżej zawieszonymi na skalistych wierzchołkach przedmieściami wita przybyszów swym specyficznym wdziękiem. Z początku niełatwo je polubić. Zanieczyszczone i zatłoczone sprawia wrażenie hałaśliwej, chaotycznej metropolii. Turysta z trudem przeciska się wąskimi chodnikami wśród tłumu ludzi, straganów z wszelakim dobrem, omijając dziury i błoto.

Image
Tłumy mieszkańców na każdej ulicy

Wciąż pod górę i z górki. To nic miłego gdy przyleciało się właśnie znad morza i każdy krok sprawia trudność. Po kilkunastu metrach wspinaczki zadyszka. Po godzinie - zmęczenie. Do tego jest zimno. Za dnia zaświeci przez chwilę słońce. Można zdjąć kurtkę. Za chwilę przesłonią je chmury i znów trzeba się ubrać. W nocy jest już naprawdę chłodno, a nieogrzany pokój hotelowy nie zapewni nam relaksującego spokojnego snu. Trzeba wejść pod kilka koców i spróbować zasnąć.

Image
Niekończące się przedmieścia La Paz

Spacerujemy i wciąż słyszymy trąbienie aut, które przeciskając się po równie wąskich krętych ulicach próbują przy pomocy dźwięku utorować sobie drogę naprzód. Od czasu do czasu uderza nas w nozdrza okropny zapach. Po pewnym czasie już wiemy, że po raz kolejny minęliśmy bazar, a okutana w kilka swetrów Indianka w zabawnym meloniku na głowie siedzi na ziemi sprzedając mięso. Trzeba coś zjeść, a aromaty dobiegające z ulicy do tego nie zachęcają.

Image
Gołębie na Plaza Murillo

Tych gotowych potraw, które sprzedaje się z przenośnych straganów nie będziemy nawet próbować. Lokale gastronomiczne zwykle też nie zachęcają. To przeważnie smażalnie, które oferują za grosze kawałki kurczaka z frytkami i majonezem. Czujemy przepalony stary olej. Dopiero po jakimś czasie wiemy gdzie można zjeść i się najeść.

Image
Codzienne życie mieszkańców

Początki nie są zachęcające. Dopiero gdy wstanie nowy dzień, zaświeci słońce, zakupione w aptece „sorojchi pills” zaczną działać, a potworny ból głowy ustąpi, gdy kupimy na straganie wielką, słodką papaję, a na obiad zaserwują nam olbrzymi talerz pysznego jedzenia, którym się podzielimy i dwie miski świetnej gęstej zupy w znalezionym dzień wcześniej lokalu, gdy na pochmurnej, surowej twarzy Boliwijki zapytanej o drogę zagości piękny uśmiech i zaczniemy na własną rękę odkrywać tajemnice tego niezwykłego miasta – wówczas odkryjemy ze zdziwieniem, że La Paz, miasto pokoju, da się polubić. Po paru dniach będziemy zachwyceni.

Image
W La Paz nawet dzieci rzadko się uśmiechają

Boliwijska nieformalna stolica kraju to zadziwiające połączenie tradycji z nowoczesnością. Stare, pięknie zdobione kamienice i drapacze chmur z betonu i szkła. Zbudowane przez hiszpańskich zdobywców kościoły i kiczowate stragany z pamiątkami. Hałaśliwe ciężarówki, które przejeżdżają ulicą, wzdłuż której w jednym ze sklepów ustawiła się kolejka mieszkańców w oczekiwaniu na ofiarę dla Pachamamy, którą przygotuje każdemu z nich za odpowiednią opłatą sprawdzona „specjalistka”.

Image
Magiczne stragany z czarodziejskim asortymentem

Bo La Paz to miasto magiczne. Tu każdy żyje w czterech wymiarach, tyle że zamiast czasu, którego upływu nikt specjalnie nie zauważa, niezwykle istotny jest wymiar duchowy. Ludzie wierzą w magię i czary, a rynek podąża za oczekiwaniami konsumentów i zapewnia im właściwą pożywkę.

Image
Ogromne zielone dynie

Są bazary z owocami i warzywami wszelakiej maści. Kupimy pomarańczowe papaje, kwaśne karambole, marakuje z galaretowatym jądrem w twardej skorupie, wielkie podłużne ananasy. Mamy kilka rodzajów kukurydzy - do wyboru i koloru, dosłownie. A każdy gatunek ziemniaka ma swoją nazwę, więc trzeba sprecyzować oczekiwania, by uniknąć nieporozumień i ironicznych uśmiechów pań, które poważnie traktują handel detaliczny, ważą uczciwie na ręcznej wadze i nie używając kas fiskalnych i paragonów inkasują opłatę – zawsze niewielką. Bo Boliwia to tani kraj, a owoce kosztują naprawdę mało.

Image
Słodkie pyszne i tanie – owoców tu nie brakuje

Jest mięso, które nieszczególnie pachnie. Znajdziemy też bez trudu świetne domowe wypieki. Słodkie i słone, zawsze świeże i smaczne – wszystko schodzi na pniu, więc nie ma czasu, by zczerstwieć. Są też ryby i owoce morza w całkiem niezłym asortymencie jak na miasto i kraj, który stracił dostęp do morskiego wybrzeża bardzo dawno temu w jednej z zapomnianych wojen.

Image
Kolorowe boliwijskie bazary

W ten sposób Boliwijczycy napełnią żołądki. Ale to nie wystarczy. Choć przyjęli wiarę, którą narzucili im hiszpańscy zdobywcy, chodzą do kościoła i żarliwie się modlą, nierzadko na głos. Nie przeszkadza im to wyrzucić papierka pod filarem, więc po paru godzinach robi się z tego mały stosik. Nie zapomnieli jednak o wierze przodków. Na wszelki wypadek złożą ofiarę Matce Naturze.

Image
Iglesia de San Francisco – nieformalne centrum nieformalnej stolicy

Aby uprosić ją o wszelakie łaski należy sporządzić stosowny dar, który zasygnalizuje jej w subtelny ale niedwuznaczny sposób, o co się nam rozchodzi. A zatem papierowe imitacje banknotów to ewidentna prośba o dobra materialne. Nie będziemy się rozdrabniać – grube nominały, koniecznie dolarowe. Przecież boliwiano to tylko ułamek dolara, a euro w dzisiejszych czasach niepewne. Z kolei gruby nominał świadczy o powadze sytuacji, nie chcielibyśmy przecież zostać obdarowani jednodolarówkami.

Image
Boliwijskie oswajanie śmierci

Są też plastikowe domy – wszak każdy musi mieć gdzie mieszkać, a najlepiej w dużym, ogrzanym własnym domu. Są imitacje pożywienia – oby nikt nie chodził głodny. Niektóre przedmioty sugerowały prośby o hmm.... męskie siły witalne. Są też orzechy, kwiaty i cała masa ozdób, złotka sreberka, duperelki. Kartoniki jak klocki domina z wyrysowanymi symbolami.

Image
Ofiara dla Pachamamy

Mieliśmy okazję zobaczyć żmudne przygotowanie ofiary dla jednej osoby. Na końcu papierowe opakowania, jak u nas na kwiaty, pieniądze – te prawdziwe – zmieniają właściciela, a zadowolona Indianka zabiera swój stosik i uśmiechnięta odchodzi w dal. Są też sklepy z maściami, ziołami na wszelakie dolegliwości, suszonymi wężami, jaszczurkami, czy skorpionami. Są płody lam, które nikogo tu nie szokują – wszak to święty zwierz Pachamamy, więc czemu tu się dziwić?

Image
To tutaj zwyczajny obrazek

Do La Paz przylatujemy po południu. Taksówka do miasta to stała opłata 60 boliwiano. Terminal lotniska malutki. Można wymienić walutę po korzystnym kursie ale trzeba wyłożyć przynajmniej 100 USD, by uniknąć prowizji. Mamy całkiem przyzwoity hotel niemal w środku miasta, więc nie musimy za dużo chodzić, co na tej wysokości ma ogromne znaczenie. W okolicy kościoła św. Franciszka, który tworzy nieformalne centrum, zwłaszcza idąc pod górę ulicą Sagarnaga, znajdziemy lepsze i droższe lokale gastronomiczne. Tam też się posilaliśmy.

Image
Głowna arteria miasta

Warto spytać o wielkość porcji. Niektóre dania można spokojnie zjeść we dwoje. Oprócz typowych potraw mamy szansę, by spróbować ciekawostek, o które trudno w Europie, np. steka z lamy. Za solidny dwudaniowy posiłek dla dwóch osób: zupę – krem, drugie danie oraz owocowe szejki płaciliśmy w takich miejscach niecałe 100 boliwiano (ok. 45 PLN). Oczywiście bez kłopotu można znaleźć tańsze lokale, tyle że wybór i jakość potraw mogą być tam wątpliwe.

Image
Katedra

Po dwóch dniach postanowiliśmy odetchnąć od hałasu i zrelaksować się gdzieś poza miastem. Wybraliśmy miniaturową boliwijską Kapadocję – Valle de la Luna. Dojazd jest bardzo prosty i tani. Stajemy wzdłuż głównej arterii miasta – Avenida 16 de Julio - na jednym z oznaczonych przystanków i łapiemy dowolny autobus, który udaje się w kierunku Mallasy lub ogrodu zoologicznego (Zoologico). Za bilet płacimy kierowcy. Po niecałej godzinie jesteśmy na miejscu.

Image
Gmach parlamentu

Księżycowa dolina to spokojne miejsce, w którym nie spotkaliśmy tłumu turystów, a zarazem idealne na aktywny wypoczynek. Mamy do wyboru dwie różne trasy. Krótsza, piętnastominutowa to właściwie przyjemny spacer. Dłuższa droga zapewni nam piękniejsze widoki i dużo większe zmęczenie na mecie. Tak na wszelki wypadek zgłębiliśmy uroki obu tras.

Image
Czwarty do brydża

Po drodze niezwykłe twory wyrzeźbione przez naturę w miękkiej podatnej skale. Ciekawe formy, które bez trudu dopasujemy do znanych kształtów, które nas otaczają. Niektóre zostały nazwane ale to przecież nasza wyobraźnia podsunie nam najbardziej odpowiednie skojarzenie. W zależności od kąta obserwacji i odległości oraz otoczenia nasze oko może dopasować widziany obraz do innego znanego z życia obiektu.

Image
Boliwijskie symbole

Kratery i ostro zakończone kolumny, wąwozy i skalne twory, do tego mostki, schody, sucholubna roślinność, a nawet nieliczni mieszkańcy tej surowej krainy – niewielkie wiewiórki skaczące po jasnych kamieniach, jaszczurki i ptaki. Piszemy o skale ale tak naprawdę przyroda wyrzeźbiła swoje dzieło w suchej, twardej glinie.

Image
Wąskie ulice miasta

To sympatyczna wycieczka na pół dnia, która nie wymaga szczególnych środków ani wcześniejszych przygotowań. Niedrogi bilet wstępu kupimy w kasie przed wejściem, a urocza młoda Boliwijka w stroju ludowym wręczy nam mapkę i chętnie zapozuje do wspólnego zdjęcia. Warto zabrać ze sobą solidną butelkę wody – na miejscu zapłacimy za nią znacznie więcej, a słońce potrafi silnie przygrzać.

Image
Chaotyczna zabudowa

W dzisiejszej części praktycznej naszej relacji napiszemy Wam o wymianie pieniędzy. O Chile napomknęliśmy już w poprzednim odcinku. Używamy tam peso w monetach i plastikowych banknotach. W Chile nie mieliśmy problemów z wymianą lekko uszkodzonych dolarów czy euro. Jednak nawet nieznacznie przedarty banknot nie będzie się nadawał do wymiany w Peru i Boliwii, ewentualnie zaproponują nam dużo gorszy przelicznik. Warto zatem zwrócić uwagę na jakość banknotów, które przywieziemy z kraju. Z tym, że nie należy przesadzać – to nie Birma i pogniecione ale nie przedarte są w pełni akceptowane.

Image
Valle de la Luna

Nominały nie są istotne – studolarówki wymienimy po tym samym kursie co banknoty dziesięciodolarowe. W Boliwii w obiegu znajdują się boliwiany, w Peru – nowe sole. Obie te waluty mają stosunkowo korzystny przelicznik, więc pomimo częstego zaokrąglania cen do pełnej jednostki w użyciu są również lokalne grosze – odpowiednio centavo i centimo.

Image
Niezwykłe twory przyrody

Zabrać ze sobą dolary czy euro? We wszystkich krajach, które odwiedziliśmy podczas tegorocznej wyprawy nie ma to żadnego znaczenia. Wymienimy obie waluty po rozsądnych kursach. Istotny będzie natomiast punkt wymiany. Na lotnisku w La Paz nie ma problemu. W Limie nie próbowaliśmy wymieniać pieniędzy, nie znamy więc lotniskowych kursów. Te w mieście są bardzo korzystne. W Limie wymienialiśmy dolara po rekordowym kursie 2,83 sola. Na granicy boliwijsko - peruwiańskiej kurs jest gorszy – za dolara zapłacą nam tylko 2,75 sola.

Image
Starszy pan w kapeluszu

Pieniądze możemy wymienić w banku ale korzystniej zrobić to w kantorze. Nigdzie nie wymagano od nas okazania paszportu, oszczędzamy zatem na czasie, a kolejek nie ma. W Peru odrębną instytucją jest cambista. To człowiek, który zajmuje się wymianą walut. Możemy bezpiecznie skorzystać z usługi, którą oferuje. Kurs peso i sola już podaliśmy. Za dolara płacono nam 6,88 boliwiano.

Image
Boliwijska Kapadocja w miniaturze

Kończąc dzisiejszy odcinek napiszemy co nieco o bezpieczeństwie w podróży. Naszym zdaniem zarówno Chile, jak i Boliwia oraz Peru są krajami bezpiecznymi, a turysta przy zachowaniu minimalnych środków ostrożności nie powinien mieć żadnych kłopotów. Służby mundurowe są uprzejme i pomocne. Policji jest sporo ale jej funkcjonariusze wykonują zwykłe, rutynowe czynności. Patrole raczej zapobiegają incydentom, a nie zwalczają ich skutki.

Image
Chwila relaksu daleko od miasta

Wyjątkiem są zamieszki. Peru zaangażowane jest właśnie w kampanię przed wyborami samorządowymi. To w tym kraju bardzo poważna sprawa. Napiszemy o tym więcej w jednym z kolejnych odcinków. My mieliśmy kłopoty, by dotrzeć alternatywną trasa do Machu Picchu. To również efekt wyborów, a konkretnie strajków i blokad drogowych, które miały wywrzeć odpowiednią presję na lokalnych władzach przed głosowaniem. Widzieliśmy patrole uzbrojonych służb prewencyjnych przygotowanych do odpierania ewentualnych ataków demonstrantów w Cuzco i Aguas Calientes.

Image
Konstrukcje inżynierskie

To nie są jednak zazwyczaj kwestie, z którymi muszą się zmagać turyści. Jedyną nieprzyjemną sytuacją, której doświadczyliśmy w czasie naszej ponad trzytygodniowej podróży była próba kradzieży na sztuczny tłum w Puno nad jeziorem Titicaca. Spacerując wieczorem po mieście trafiliśmy na roboty drogowe. Węższy chodnik i spory tłum ludzi wykorzystywali złodzieje.

Image
Jeden z wielu punktów widokowych

Była to nieudolna próba bez efektu, a ewentualna kradzież portfela z zamkniętej kieszeni skończyłaby się niewielką stratą. Nie chodzimy po mieście z gotówką, zwłaszcza po zmroku. Lepiej zostawić pieniądze i karty płatnicze w hotelu. Podczas naszych licznych podróży nigdy nie zdarzyła nam się kradzież z pokoju hotelowego.

Image
W księżycowej dolinie nie spotkamy wielu turystów

W kolejnym odcinku naszej relacji opiszemy Wam nasze przygody nad pięknym, wysoko położonym jeziorze Titicaca po boliwijskiej stronie wybrzeża. Zrelacjonujemy nasz pobyt w niewielkim miasteczku Copacabana i całodniową wycieczkę na cudowną Wyspę Słońca, z której rozciągają się fantastyczne widoki. Zapraszamy!

Image
Copacabana nad jeziorem Titicaca
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group