Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 25 Sie 2015 16:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 1120
Loty: 379
Kilometry: 834 287
Krajów: 78 / 36.5%
niebieski
Dzień 6 (12 lipca) – podróż na drugą wyspę CORVO.
Pobudka przed piątą rano, szybka toaleta i obieramy kierunek na lotnisko. Oczywiście idziemy pieszo. W godzinach porannych to najpewniejszy środek lokomocji. Taksówki nie mieszczą się w naszym budżecie, a komunikacja miejska tak wcześnie nie kursuje. Po 4 km, znanej nam już trasy, meldujemy się na lotnisku odbierając nasze bilety. Co do poruszania się między wyspami, to są dwie opcje: samolot lub prom. Ten drugi bezpośrednio na Corvo nie dociera, a podróż trwa bardzo długo. Samolot był lepszym rozwiązaniem. Niestety ze względów logistycznych akurat w tym dniu nie kursował. Została nam opcja samolot plus prom. Corvo, wraz z wyspą Flores, należą do grupy zachodniej archipelagu. Trzeba było więc dolecieć na Flores, skąd dalej prom docierał w niecałą godzinę. Linie lotnicze obsługujące loty między wyspami to Sata Air Acores. My, bilety kupowaliśmy już w marcu. To i tak okazało się za późno, bowiem bezpośrednie loty na Flores już były wyprzedane. Wybraliśmy więc opcje z dwugodzinną przesiadką na Faial. Wydaje się to trochę zagmatwane. Ale wcale nie było prosto to wszystko zgrać, żeby przez 14 dni chociaż w niewielkim stopniu zwiedzić sześć wysp. Tak więc, aby osiągnąć nasz dzisiejszy cel przewinęliśmy się przez 4 wyspy. No to teraz , jak to wyglądało. O 7.30 samolot opuszcza Sao Miguel. Po godzinnym locie lądujemy na Faial w Horcie. De fakto, miejscowość z lotniskiem nazywa się Castelo Branco, stolica wyspy Horta jest oddalona o 10 km. Mając dwie godziny na przesiadkę robimy krótkie rozpoznanie terenu. Jest to bowiem lotnisko, z którego będziemy wracać do domu. Po wyjściu z terminala dostrzegamy w oddali potężną górę, na wierzchołku której kłębiły się chmury. To wulkan Pico na sąsiedniej wyspie o tej samej nazwie. Odlatujemy dalej o 10.30 i po 45 minutach wita nas piękne słońce na wyspie Flores. Na lotnisku zaopatrujemy się w nowe mapy. Port lotniczy, a właściwie jego pas startowy jest długości całego miasteczka Santa Cruz . Za niecałe 7 godzin odpływał nasz prom. Wolny czas poświęcamy na zwiedzanie miasteczka i odpoczynek nad oceanem. Generalnie nie ma plaż, są tylko naturalne baseny między skałami. Ponieważ jutro niedziela robimy zakupy w obawie, iż na wyspie zamieszkanej przez niecałe 500 osób będzie trudno cokolwiek kupić. Trochę martwi nas perspektywa szukania noclegu. Na Corvo jest tylko jeden hotel ( The Pirates Nest ), a poza tym żadnego hostelu. Mamy nadzieje, że coś znajdziemy. Zbliża się 18.00 więc idziemy do portu, a raczej małej przystani. Bilety na wszystkie promy również kupowaliśmy wcześniej (jeżeli chodzi o ceny, będą podane na końcu podróży w podsumowaniu). Jest dwóch przewoźników: http://www.atlanticoline.pt/p/p/ i http://www.transmacor.pt/. Z niecierpliwością wypatrujemy promu, osiemnasta mija i nic. Zaczynamy mieć wątpliwości, tym bardziej, że obok nas jest zaledwie kilka osób. Jak wyglądają promy wiemy, bo nie raz już pływaliśmy. Okazuje się, że nasza wiedza jest jednak mała. Podpływa bowiem jakaś „łupinka”, z której wysiada parę osób. Tak, to jest nasz prom. Wsiadamy wraz z miejscowymi, jest nas chyba 16 osób. Szczerze mówiąc na przystani nie było żadnej kasy z biletami, wszyscy mieli tylko jakieś kserówki. My też. Może można kupować bilety na promie, tego jednak nie wiem. Po 40 minutach wreszcie osiągamy nasz cel: Corvo. Wysiadamy w jedynym miasteczku na wyspie: Vila do Corvo. Przyszedł czas na znalezienie noclegu. Idziemy przez malutkie miasteczko. Ludzie patrzą na nas jakoś dziwnie, ale uśmiechnięci pozdrawiają. Tylko budynki prywatne. Nic, trzeba szukać. Jakiś Pan zamiata przed swoim domkiem. Pytamy go o nocleg a on z uśmiechem prowadzi nas do siebie. Do wyboru mamy trzy pokoje na górnej kondygnacji. Wybieramy ten z widokiem na ocean. Bardzo klimatyczne miejsce ze wszystkimi wygodami (30 euro). Wieczorem robimy spacer, odnajdujemy jeden sklep (zamknięty) i dwie knajpki. Ceny względne, dobry posiłek z piwem dla dwóch osób nie przekracza 30 euro. Podsumowując: mimo braku trekkingu dopisujemy kolejne 17 km. Chociaż podróż trwała długo, dzień był przyjemny. Czujemy się coraz pewniej. Przekonujemy się, że z noclegami nie powinno być kłopotów. Skoro tu znaleźliśmy bez problemu, to na innych wyspach również damy radę.
Image Lot na Faial liniami Sata
Image Naturalne baseny w Santa Cruz na Flores
Image W oddali nasz cel – wyspa Corvo
Image Jak przystało na Flores piękne kwiaty
Image Nasza „łupinka” – prom na Corvo
Image Vila do Corvo
Image Małe wiatraki z trójkątnymi żaglami

Dzień 7 (13 lipca) – niesamowita kaldera – Lagoa do Caldeirao.
Po spakowaniu naszego dobytku opuszczamy kwaterę nie widząc od wczoraj właściciela. Tutaj nikt nie zamyka domów, wszyscy dookoła się znają, mają zaufanie do siebie i nielicznych turystów. Idziemy jedyną drogą asfaltową, która prowadzi cały czas pod górę na szczyt wulkanu. Tam zaczyna się pieszy szlak PR2. Po drodze mijamy wszechobecne pastwiska, typową wiejską zabudowę. Jesteśmy pod wrażeniem niesamowitej ilości niebieskich hortensji rosnących na każdym kroku. Pogoda na razie dopisuje, niepokoją nas tylko chmury krążące nad samym szczytem. Po 6 km wspinaczki docieramy na szczyt wulkanu, tzn. tak nam się wydaje, bo nie wiele widać. Na dodatek zaczyna padać deszcz. Skuleni przysiadamy pod jakimś krzaczkiem i czekamy na poprawę. Zrezygnowani podejmujemy decyzje o powrocie. Jak to bywało wcześniej nigdzie nie widzieliśmy wejścia na szlak PR2. Ostatnie spojrzenia w kierunku kaldery – chyba widzimy na kamieniu żółtoczerwoną farbę. To początek trasy. Spróbujemy, może pogoda się polepszy. Po przejściu 200 metrów w dół nagle ukazuje się nam w oddali ogromna kaldera. Coś niesamowitego. Nad nami chmury a w dole przepiękne widoki. Prawie jak stadion narodowy z zaciągniętym dachem, tylko o wiele większy. Po zejściu na sam dół kierujemy się za szlakiem prowadzącym wkoło paru jeziorek. Przed nami 4 kilometry. Urzeka nas śpiew ptaków wzmocniony akustyką tego miejsca oraz zupełnie inne światło przedzierające się przez chmury. Wszystko jest bardo wyraźne z niesamowitym kontrastem. Wszechobecne hortensje dzielą pastwiska na zagony, na których leniwie pasą się krowy. Poprawia się również pogoda, wychodzi słońce. Wspinamy się z powrotem do góry i siadamy na zboczu robiąc sobie godzinny spektakl. Niesamowite miejsce a mało brakowało byśmy go nie widzieli. W drodze powrotnej mijamy niewielką grupę turystów, którzy przybyli na wyspę porannym promem. Prawie nikt tutaj nie nocuje, bowiem jeden dzień wystarcza aby odwiedzić kalderę. Po dotarciu do miasteczka mamy jeszcze godzinę czasu do przybycia naszego promu. Wykorzystujemy go na suszenie rzeczy w słońcu i regenerację sił. Tym razem wiemy już jakiej łajby wypatrywać. Jest punktualnie. Z żalem żegnamy się z wyspą Corvo, która zrobiła na nas bardzo duże wrażenie. Przed osiemnastą docieramy do Santa Cruz na wyspie Flores. Aby zrealizować jutrzejsze plany musieliśmy dotrzeć do oddalonej o niecałe 20 km miejscowości Lajes. Na komunikację miejską nie mamy co liczyć. Obieramy odpowiedni kierunek i idziemy „na stopa”. Zabiera nas młody Portugalczyk spędzający wakacje u kolegi. Uzyskaliśmy od niego sporo informacji o azorskich wyspach i samej Portugalii. Docieramy do Lajes o przyzwoitej godzinie. Pora znaleźć nocleg. Od miejscowych dostajemy adres jakiejś prywatnej kwatery. Dzieci odprowadziły nas pod sam dom. Tutaj na budynkach nie ma żadnej informacji o tym czy jest to pensjonat lub prywatna kwatera . Niestety miły Pan informuje nas, że wszystkie pokoje ma zajęte. Po krótkiej rozmowie z żoną przygarniają nas do siebie oddając swoją sypialnię do naszej dyspozycji (30 euro). Zostawiamy wszystkie rzeczy i idziemy do miasteczka. Trafiamy do małego portu, gdzie w miejscowej knajpce jemy porządny posiłek. Jutro przed nami zapowiada się długa trasa. Podsumowując: dopisujemy do naszego przebiegu kolejne kilometry, tym razem 25 . Odnieśliśmy wrażenie jakby wszyscy mieszkańcy nas znali, są bardzo serdeczni i otwarci. Najmniejsza wyspa, czyli Corvo, zdecydowanie jest warta zobaczenia. Na nas zrobiła ogromne wrażenie.
Image Wszechobecne hortensje w drodze na szczyt wulkanu
Image Dawna zabudowa służy teraz zwierzętom
Image Zagony hortensjowe
Image Oznakowanie szlaku
Image Dach z chmur nad kalderą
Image Lagoa do Caldeirao
Image Lagoa do Caldeirao
Image Hortensje i jeszcze raz hortensje
Image Zagony hortensjowe
Image Vila do Corvo
Image Mały wiatrak z trójkątnymi żaglami
Image Pas startowy wzdłuż Santa Ctuz na Wyspie Flores
Image Charakterystyczny kościół, tu w Lajes na wyspie Flores

Dzień 8 (14 lipca) – Faja Grande, trzecia wyspa FLORES
Przed nami długa wyprawa. Wstajemy przed siódmą i po cichutku, żeby nie obudzić gospodarzy, mamy zamiar opuścić naszą kwaterę. Nie udaje się nam to, bowiem właściciele z zastawionym suto stołem zapraszają nas na śniadanie. Tego się nie spodziewaliśmy. Miło się rozmawia ale pora ruszać w trasę. Dostajemy wodę i owoce na drogę. Naszym celem jest dojście do Faja Grande – miejscowości położonej najdalej na zachód w Europie. Pierwszym przystankiem po drodze będą dwa jeziorka (zalane kaldery) : Funda i Rasa. Na razie idziemy drogą asfaltową co nam jakoś nie przeszkadza. Samochody jeżdżą bardzo rzadko a pobocza porośnięte są niebieskimi hortensjami. Po przejściu 6 km docieramy do Caldeira Funda, po następnym kilometrze ukazuje się druga - Caldeira Rosa. Pogoda słoneczna, więc widoki niesamowite. Spotykamy pierwszych turystów –trzy Rosjanki, które na sam szczyt wjechały autem. Ruszamy dalej kierując się do miejscowości Mosteiro. Tam musimy wejść na szlak PR2, którym dojdziemy do Faja Grande. Mijają następne 4 km i docieramy do punktu widokowego Miradouro do Lajedo. Widać z niego małą wysepkę Cartario. Następnie mijamy Rocha Dos Bordoes – formacje skalną z ogromnymi kolumnami bazaltu. Mając 15 km w nogach docieramy do wioski Mosteiro. Wchodzimy na szlak PR2 kierując się do następnej wioski – Fajazinha. Tuż przed dotarciem tam, widzimy w oddali mnóstwo wodospadów. To Lagoa dos Patas. Skończyła się nam woda i zapasy żywności , więc w Fajazinha mamy zamiar je uzupełnić. Znajdujemy jeden sklep i knajpkę. Niestety i tutaj mieszkańcy maja sjestę, a co za tym idzie, wszystko pozamykane. Nie ma żywej duszy. A do Faja Grande jeszcze 7 kilometrów. Docieramy tam wreszcie klucząc między zagonami z miejscowego kamienia. Niecałe 8 godzin marszu i 25 kilometrów w nogach. Jest dopiero szesnasta. Uzupełniamy zapasy i spalone kalorie. Jak na złość długo szukamy noclegu. Jest to bowiem dosyć znana miejscowość odwiedzana przez wielu turystów. Wszystkie hostele i schroniska pozajmowane. Kolejny raz trafiamy do tego samego sklepu, i tu z pomocą przychodzi sprzedawca dając namiary do swojego znajomego. Za 40 euro mamy do dyspozycji cały dół domu z widokiem na klify i ocean. Po kąpieli i godzinnym odpoczynku idziemy zwiedzić okolicę. Rzeczywiście napotykamy sporo turystów. Sporo jak na Azory. Trafiamy do knajpki nad brzegiem oceanu z wystawką w postaci pieniędzy papierowych z różnych stron świata. Akurat mamy 20 złotych. Pan nas prosi, abyśmy się na nich podpisali i z dumą dołącza je do swojej kolekcji. Tym sposobem w najdalej na zachód wysuniętej miejscowości w Europie dostajemy wielkie kufle piwa za złotówki. Podziwiamy zachód słońca, potężne oświetlone klify. Piękne miejsce. Podsumowując: była to najdłuższa do tej pory wyprawa. Doliczając kilometry zrobione w Faja Grande uzbierało się ich aż 34. W dalszym ciągu na szlakach bardzo niewielu turystów. W każdej napotkanej wiosce i niewielkiej miejscowości są charakterystyczne skwery obsadzone platanami. W większych miejscowościach jest na nich bezpłatny dostęp do wi-fi. Trzeba pamiętać tylko o sjeście, podczas której wszystko jest pozamykane.
Image W drodze do Faja Grande
Image W drodze do Faja Grande
Image W drodze do Faja Grande
Image Caldeira Funda
Image Formacja skalna Rocha Dos Bordoes
Image Takimi drogami przyjemnie spacerować
Image Takimi drogami przyjemnie spacerować
Image Wioska Mosteiro
Image Wioska Mosteiro
Image W drodze do Faja Grande
Image Lagoa dos Patos
Image Podcienie z platanów w Fajazinha
Image Tuż przed Faja Grande
Image Można mieszkać i tak – Faja Grande
Image Nasza trasa na Endomondo

Dzień 9 (15 lipca) – powrót do Santa Cruz.
Rano budzi nas rzęsisty deszcz. Próbujemy trochę przeczekać, ale nie wygląda to za ciekawie. Dzisiejszy dzień ma być trochę luźniejszy. Żeby dotrzeć do drogi, gdzie będziemy łapać „stopa” mamy do pokonania zaledwie 7 km. Co to dla nas. Wejście na szlak PR3 odnaleźliśmy już wczoraj. Okazuje się, że wcale nie będzie tak łatwo. Oprócz padającego deszczu musimy uporać się z ponad 600 metrowym klifem. W ciągu pierwszych dwóch godzin pokonujemy zaledwie 3 km. Dobrze, że przedzieramy się przez gąszcz roślinności, przynajmniej tak mocno nie mokniemy. Po wejściu na samą górę kompletnie nic nie widać. Ledwo dostrzegamy oznakowanie szlaku. O dzisiejszych atrakcjach możemy zapomnieć. Miały to być cztery niewielkie kaldery: Branca, Seca, Comprida i największa Negra. Po siedmiu kilometrach, przemoczeni, docieramy do drogi asfaltowej. Są tak gęste chmury, że mamy wątpliwości w jakim kierunku łapać podwózkę. Widząc przemoczonych turystów zatrzymuje się nam pierwszy samochód. Co ważne jedzie w dobrą stronę. Tym sposobem bardzo wcześnie meldujemy się w Santa Cruz. Udajemy się do uprzednio zarezerwowanego pensjonatu Malheiros Serpa (http://www.malheiros.net/en/home). Tylko 10 minut spacerem od lotniska. Pokój mały (40 euro), osobista łazienka, ale na korytarzu, rano śniadanie. Położenie pensjonatu nieciekawe, blisko pasa startowego i skrzyżowania ulic. Ale to tylko jedna noc. Mamy dużo czasu. Robimy pranie i udajemy się na plaże. W końcu czas na odpoczynek. Podsumowując: trochę luźniejszy dzień, robimy w sumie 17 kilometrów. Spostrzegamy, iż w każdej miejscowości, nawet tej najmniejszej, zawsze są do dyspozycji darmowe toalety. Przy plażach również natryski. Jutro czeka nas podróż na najdłuższą wyspę archipelagu centralnego – Sao Jorge.
Image Faja Grande w całej okazałości
Image Mozolna wspinaczka na klif
Image Santa Cruz na wyspie Flores
Image Santa Cruz na wyspie Flores
Image W oddali Corvo, widok z plaży w Santa Cruz
Image Naturalne baseny kąpielowe

Dzień 10 (16 lipca) – czwarta wyspa SAO JORGE.
Lot mieliśmy o 10.30. Do lotniska 10 minut spacerkiem, można było się więc wyspać. Najtańszy sposób dotarcia na Sao Jorge to lot do Horty na Faial i przesiadka na prom (bezpośredni przelot był dużo droższy). Tym sposobem przynajmniej mieliśmy dużo czasu, żeby zwiedzić portowe miasteczko. O 11.15 meldujemy się w Horcie, tzn. w Castelo Branco. Do miasta jest 10 kilometrów, droga prowadzi wzdłuż wybrzeża. Po krótkim namyśle idziemy pieszo. Pogoda piękna, słońce nieźle przygrzewa. Mamy czas aż do 18.00. Faial jest naszą tranzytową wyspą. Będziemy na niej po raz trzeci w ostatnim dniu pobytu (z Horty odlatujemy do Lizbony). Po przybyciu lokalizujemy nasz port. Leży on na końcu miasta. Można się pomylić, bowiem najpierw wita nas port rybacki i przepiękna marina. Tradycją jest ozdabianie nabrzeża przez przybyłych żeglarzy własnoręcznie wykonanymi malunkami. Dzięki temu po wielu latach wygląda ono jak kolorowa mozaika. Udało się nam znaleźć również polski akcent na biało czerwonym tle. Po tym spacerku pora na kawę. Bardzo blisko znajduje się knajpka Cafe Sport. Właściwie to tawerna znana miłośnikom żeglarstwa, prowadzona nieprzerwanie od 1918 roku. Dawniej można tu było zostawiać korespondencję pocztową i w ten sposób komunikować się z rodziną. Powoli zbliża się godzina odpłynięcia promu. Udajemy się do portu podziwiając monumentalną górę na sąsiedniej wyspie Pico. Tym razem przypływa prom jaki wcześniej znaliśmy. Przed nami niecałe 1,5 godziny podróży na Sao Jorge. Po drodze zatrzymujemy się na krótko w Sao Roque na wyspie Pico. Na promie zauważamy turystów, których wcześniej już widywaliśmy. Pewnie w podobny sposób zwiedzają archipelag azorski. Przed dziewiętnastą dobijamy do miasteczka portowego Velas na wyspie Sao Jorge. Przyszedł czas na znalezienie jakiegoś lokum. Przy samym porcie, na ulicy Conselheiro Dr. Jose Pereira, natrafiamy na hostel Al-Residencial Neto . Są wolne pokoje. Nasz był mały (45 euro) z dużą łazienką, śniadaniem i widokiem na port. To najszybciej znaleziony nocleg do tej pory. Jeszcze wieczorny spacer po miasteczku i idziemy spać. Podsumowując: do naszego konta dopisujemy 19 kilometrów. Dzień w podróży, ale pełen wrażeń. Po trzech wewnętrznych lotach stwierdzamy, iż samoloty są punktualne i zapełnione. Bilety na okres wakacyjny lepiej więc kupować z wyprzedzeniem.
Image Widok na Pico w drodze do Horty
Image Jedyna piaszczysta plaża na Faial
Image Jedyna piaszczysta plaża na Faial
Image Kolorowe malunki zostawiane przez żeglarzy
Image Tawerna Cafe Sport
Image Horta
Image Przybył nasz prom na Sao Jorge
Image Widok na Hortę z nabrzeża
Image Wulkan Pico na wyspie Pico
Image Kościół Świętego Jerzego w Velas na Sao Jorge

CDN...

Całość czytaj na http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN
Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍 Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
cron
phpBB® Forum Software © phpBB Group