| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii amazonia-mato-grosso-i-iguacu-z-dzieciakami-w-brazylii,212,182894 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | hiszpan [ 29 Lip 2025 15:50 ] |
| Temat postu: | Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
„Nie chcecie tam być” – tak nazwał cykl wystąpień o swoich podróżach do Amazonii Wojciech Cejrowski. I wcale nie przekonuje na tych spotkaniach o dostępności tego miejsca a raczej o trudnościach, które możemy zaznać na miejscu i wręcz ostrzega, aby tam nie jechać! Nie odstraszyło to mnie wcale od zaplanowania wakacji z żoną i dzieciakami w Brazylii a w szczególności właśnie w Amazonii i Mato Grosso. Amazonia to jeden z moich najbardziej wymarzonych kierunków podróży. Będziemy w okolicach Manaus ale też przy okazji chcemy odwiedzić Pantanal w Mato Grosso, Iguazu Falls na pograniczu Argentyny i Brazylii, wpadniemy na chwilę do Paragwaju i na sam koniec, na specjalne życzenie mojej małżonki, poleżymy chwilę na Copacabanie w Rio ?. Ale w samej Amazonii udamy się do prawdziwego lasu (bo to są Lasy Amazonii a nie dżungla), pouczymy się trochę survivalu, spróbujemy zanocować tam w hamakach a przede wszystkim spędzimy mnóstwo czasu na wodzie poznając lokalną przyrodę a także chcemy wykąpać się w Amazonce ?. W Pantanalu natomiast spróbujemy odnaleźć jaguary, kapibary i tapiry a w Paragwaju zapomniany wodospad. To wszystko przez dwa lipcowe tygodnie intensywnej podróży po Brazylii i okolicach. Żadnego zwiedzania miast, tylko bliskie obcowanie z przyrodą – zobaczymy mnóstwo zwierząt i ptaków, poznamy lokalne smaki i zwyczaje i polatamy sobie trochę po Brazylii ? Jak blisko można podejść do dzikiego jaguara w Pantanalu? Jak smakują własnoręczne złowione piranie? Jaki kolor ma Rio Negro wpadająca do Amazonki? Czy wodospady Iguazu wyglądają naprawdę tak bajkowo? Czy baliśmy się pająków, których prawie wcale nie było w lesie, gdzie spaliśmy? Czy udało się jeszcze spotkać prawdziwych gauchos? To wszystko i jeszcze więcej w mojej relacji z Brazylii. Będzie mnóstwo zdjęć, opisów, porad praktycznych i ile to wszystko kosztowało. Stay tuned! | |
| Autor: | Grzalka [ 30 Lip 2025 08:44 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Czekam z niecierpliwością | |
| Autor: | hiszpan [ 30 Lip 2025 16:43 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Amazonia chodziła za mną już od bardzo długiego czasu. Dawno, dawno temu udało mi się przejechać na rowerze Boliwijską Drogą Śmierci, która zaczyna się wysoko w Andach a kończy właśnie na skraju Amazonii w boliwijskim Coroico. Tam wjechaliśmy nagle w gorący i wilgotny las deszczowy i na dzień dobry drogę przebiegła nam kapibara. Zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie! Ale trzeba było od razu wracać do La Paz więc nic tak naprawdę nie zobaczyłem. Planując wakacje w Brazylii tym razem Amazonia jest na pierwszym miejscu. Najlepiej po prostu polecieć do Manaus i tam złapać parodniowy trip do okolicznych lasów. Co jeszcze? Pamiętam z dawnego programu przyrodniczego opis Parku Narodowego Pantanal Matogrossense w centralnej Brazylii jako wspaniałą sawannę wypełnioną ptactwem i zwierzyną w tym jaguarami, kapibarami (największa populacja na ziemi), tapirami, mrówkojadami i mnóstwem innych ciekawych zwierząt. Żelazny drugi punkt programu. No i na koniec murowana atrakcja przyrodnicza i krajobrazowa, którą są wodospady Iguazu na pograniczu Brazylii i Argentyny. Ja już je zwiedzałem dekadę temu ale tym razem zabieram żonę i trójkę młodszych dzieciaków więc dla nich będzie to na pewno atrakcja pierwszej wody (sic!). Z gotowym planem udałem się do małżonki po błogosławieństwo i ….. oczywiście jak się domyślacie skończyło się awanturą: - Ale jak to tylko dżungla (las!), jakieś krzaki, łódki i wodospady tylko? A gdzie plaże, drinki i chillout??? - Musiałem niestety skapitulować i wykroić dwa dni na …. no na Copacapanę w Rio ? W tych niecałych dwóch tygodniach muszę zmieścić te wszystkie atrakcje, jak wiecie porozrzucane po całej Brazylii, która jest wielkości pół Europy. Przy okazji jednej z imprez, gdzie pochwaliłem się planem, dołączają do nas dobrzy przyjaciele z dwójką swoich dzieci ale tylko na Pantanal i Manaus. Logistyka wyjazdu jest bardzo skomplikowana. Na początek dolot do Brazylii tylko w jednym możliwym terminie, kiedy mamy razem urlop. A więc udaje się to ogarnąć w Swissie i Lufthansie. Przylot do Sao Paulo a powrót z Rio. Swiss przylatuje na GRU o 6 rano więc mogę spokojnie dokupić krajówkę do Cuiaby z około 3,5 godzinnym zapasem na imigrację i przesiadkę. Bezpośrednio z GRU będzie to LATAM. Z Cuiaby po Pantanalu przelecimy do Manaus też LATAMem (z przesiadką w Brasilli) a z Manaus do Foz de Iguazu Azulem przez Campinas. Do Rio zabierze nas tani GOL. Hehe, oblecę wszystkie brazylijskie linie lotnicze w jednej podróży. Kupiłem bilety i zacząłem planowanie noclegów. Zaczynamy od Pantanalu w Mato Grosso więc znalazłem biuro w Cuiabie i poprosiłem o pakiet na 9 osób z dojazdem i noclegami. Proszę nie róbcie tego co ja zrobiłem. Dostałem ofertę i przez moment odjęło mi mowę. Kwota przypominała trochę koszt przelotu na stację kosmiczną! Kogoś tu dobrze pogięło. Spróbowałem negocjacji po czym pan uświadomił mnie, że po pierwsze: w całym północnym Pantanalu jest TYLKO kilkanaście tzw. pousadas, gdzie można nocować a lipiec to szczyt sezonu na jaguary oraz że tam nie ma dróg, tylko trzeba albo dojechać offroadem albo dopłynąć do noclegu więc to kosztuje! Niemało! Ceny są tylko z wyżywieniem bo na terenie parku nie ma sklepów ani restauracji (jest jakiś jeden bar pod drodze). No nie, tak się nie będę bawił. Rozpocząłem żmudną korespondencję bezpośrednią z wszystkimi pousadami które namierzyłem i rzeczywiście w lutym większość była już zajęta na lipiec. Ale na szczęście w dwóch znalazłem jeszcze 4-osobowe pokoje w „normalnej” cenie. Jest drogo ale oczywiście cena obejmuje zawsze pełne wyżywienie – 3 posiłki na bogato dziennie. No trudno, zabukowałem dwie noce w Jaguar Ecological Reserve i jedną w Pousada Pouso Allegre Lodge. Nasza rodzina to 5 osób ale obydwie pousady zgodziły się na 5 osób w 4 osobowym pokoju (ja z żoną na jednym łóżku) a Pouso Allegre za niewielką dopłatą dostawi piąte łóżko. No i oczywiście dojazd własnym samochodem wynajętym w Cuiabie. Tu na cztery dni przyszła mi w sukurs lokalna wypożyczalnia Unidas, gdzie za 516 zł dostanę coś wyżej zawieszonego aby do tych pousad dotrzeć. Uff, czas wsiadać do samolotu ? Do Zurychu zabiera nas Helvetic na Embraer E195 E2 (ach ten przedsmak Brazylii już na pierwszym locie) Tam przesiadka na B777 do Sao Paulo tylko 55 minut ale jak wiecie, lotnisko w Zurichu jest miodne do takich przesiadek i bez problemu dostajemy się pod bramkę. Ważna dla mnie informacja aby ten lot był o czasie bo mamy niepołączoną przesiadkę na LATAM na GRU. Robię sobie odprawę na ten lot w apce i ….. dostaję tylko 4 karty pokładowe. Okazuje się, że dla mojej najmłodszej córki apka wypluwa coś takiego! Lecimy tylko z bagażem podręcznym więc zakładałem bezproblemowe przejście do terminalu 2 gdzie lata LATAM a tu taki pasztet! Dobra, pomartwię się na miejscu. Niestety Swiss swoje najlepsze lata ma już za sobą. W samolocie mega ciasno a jak dociera do nas wózek to do wyboru jest pasta lub pasta Ale na pocieszenie lądujemy o czasie i przejście emigracji zajmuje nam raptem 20 minut. Pełen optymizmu idę do hali odpraw terminalu 2 gdzie odlatuje LATAM a tam kooooolejka na 4 zakręty. Stoimy w niej równo 1,5 godziny (!!! – kto bywał w Brazylii ten rozumie z jakim wigorem wszystko jest tu załatwiane) aby się tylko dowiedzieć w okienku, że jest overbooking i oczywiście my lecimy ale najmłodsza córka jest na waiting list! Córa łzy w oczach a żona do mnie z pytaniem co będzie jak nie będzie dla niej miejsca – zostanie sama na Guarulhos czy co??? Dostajemy świstek z WL do przejścia na airside i wkurzony na maksa idę się kłócić pod bramkę. No na szczęście trafiam na miłą Panią, która tak jak ja, nie rozumie jakim cudem LATAM przyznał miejsca rodzinie a najmłodszemu dziecku nie! Obiecuje przy boardingu, że miejsce się znajdzie. Znalazło się ale co mnie krwi napsuli tu tylko ja wiem…. LATAM poi kawą i colą oraz serwuje ciasteczka na tym 3 godzinnym locie. Oczywiście (co też jest standardem w Brazylii ? ) mamy prawie godzinne opóźnienie. No tak, lipiec to brazylijska zima ale cały kraj leży w ciepłym klimacie więc Cuiaba wita nas temperaturą 26C !!! Deboarding z buta Tu spotykamy się z drugą częścią ekipy, która dotarła dokładnie w tym samym momencie GOLem i idę wypożyczyć samochód. Schodzi jak z płatka tylko dziwię się, że oprócz pełnego baku mam oddać umyty. Oczywiście po wjeździe do Pantanalu, na te bezdroża zrozumiałem dlaczego ? W międzyczasie przychodzi do mnie mail z Jaguar Ecological Reserve że bardzo przepraszają, wiedzą, że mam dziś przyjechać, ale nie zdążyli z rozbudową pousady i moje zamówione i przedpłacone pokoje jeszcze nie istnieją…. Brazylia w całej krasie…. kto bywa ten zrozumie. Stoję przy samochodzie przed marketem i za bardzo nie wiem co robić. Na szczęście sprawdzam pocztę jeszcze raz i tam drugi mail od Jaguar Reserve, że w ramach rekompensaty wykupili nam dwa noclegi w Santa Rosa Pantanal Hotel w Porto Jofre (skąd i tak wypływają wszystkie łódki na poszukiwanie jaguarów). Hotel ma cztery gwiazdki, basem i bar i nie wiem co jeszcze bo jak dostałem pół roku temu od nich ofertę to szybko skasowałem maila tak było drogo. Czytam i wyraźnie napisali, że tej samej cenie więc jestem baaardzo mile zaskoczony a rodzinka tym bardziej. No to jedziemy ? Z Cuiaby do Pocone jest normalna asfaltowa droga i nawet można ciąć 100km/h. Wjeżdżamy do ostatniego miasteczka przed Pantanalem Zaraz za tym znakiem asfalt urywa się jak nożem odciął i rozpoczyna się prawie 148 kilometrowy odcinek drogi laterytowej zwany Transpantaneira. Te 140 kilometrów będziemy jechać ponad 3 godziny gdyż na tej tarce prędkość spada do raptem 50km/h w porywach 60. Nie da się szybciej. Kawałek dalej brama do Parku Pantanal, nikt nic od nas nie chce. Rozpoczynają się przepiękne trawiaste i podmokłe krajobrazy parku. Pantanal to wielka sawanna zawierająca naturalny ekosystem o dużym znaczeniu przyrodniczym i malowniczym pięknie. Cały teren poprzecinany jest niezliczonymi kanałami i taką niską roślinnością. Od razu za bramą rzucają się nam w oczy lokalne kajmany zwane tutaj jacare (żakare). Jak widać nie robią wrażenia na miejscowym bydle. Co chwila zatrzymujemy się podziwiać wspaniale rozlewiska, stada kajmanów i różnych ptaków Jedna jedyna droga wiedzie prosto jak z bicza strzelił. Już na początku samochód cały pokryty jest pyłem więc wycieraczki chodzą często, kurzy się okropnie Wszystkie mostki są drewniane i delikatne więc trzeba mocno zwolnić Często na drodze spotykamy karakary. Te ptaki niczego się nie boją i nie ruszają się z drogi jak przejeżdżamy obok. Zatrzymujemy się po dwóch godzinach w naszym pierwotnym Jaguar Reserve aby zapłacić i potwierdzić nocleg w Santa Rosa. Ta pousada znana jest z populacji hiacyntowych papug makaw czyli modroar, które można spotkać na okolicznych drzewach. Wyglądają wspaniale! Ale oprócz papug przechadza się też tu stadko czubaczów Jedziemy dalej, powoli zachodzi słońce i ostanie kilometry to już jazda w całkowitej ciemności. Dobrze, że są znaki do naszego hotelu Zajeżdżamy do Santa Rosa w Porto Jofre po baaardzo długim dniu rozpoczętym jeszcze w Polsce ?. Na miejscu …. no tak jakby luksusowo ? Dzieciaki pytają czy zobaczymy kapibary. Zanim odpowiedziałem, jedna z nich przebiegła obok drzwi naszego domku! Pan z recepcji śmieje się – Jutro zobaczycie całą rodzinę kapibar bo mieszkają na naszym terenie! – Wooow, dzieciaki nie mogą się doczekać. Ja po przyjemnym prysznicu już tylko szukam łóżka.. Jutro z rana weźmiemy łódkę i na cały dzień wybywamy na rozlewiska Pantanalu w poszukiwaniu jaguarów. c.d.n. | |
| Autor: | barbal10 [ 30 Lip 2025 17:11 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Zaczyna się ciekawie. Czekam na dalszy ciąg. | |
| Autor: | Legion1 [ 31 Lip 2025 08:49 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Jak zawsze zapowiada się mega relacja | |
| Autor: | hiszpan [ 31 Lip 2025 15:20 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Już jakiś czas temu przeczytałem, że aby zobaczyć jaguara z bliska trzeba popłynąć do parku łodzią. No i każda pousada oferuje takie całodzienne wyprawy łodziami po rozlewiskach Pantanalu. Ja swoją zabukowałem jeszcze w Jaguar Reserve (530 BRL od osoby) i oczywiście przekazali to zlecenie do Santa Rosy. Podzielili nas na dwie grupy (dzieciaki osobno i rodzice osobno ?) i nad ranem o 6.30 mamy ruszać z przystani, która jest na terenie hotelu. Śniadanie na wielkim wypasie serwowane jest już o 5 rano, nie będziemy głodni aż do popołudnia. O świcie odkrywamy „hotelową” rodzinkę kapibar Powoli wstaje słońce Poranek jest jeszcze chłodny więc długi rękaw się przydaje, w ciągu dnia będą już upały. Ruszamy wzdłuż Rio Sao Lourenco mijając po drodze kilka statków-hoteli Nie wszystkim udało się cumowanie Wpływamy na rozlewiska tej rzeki, małe strumyki i rzeczki zasilające. Dookoła mnóstwo ptactwa wodnego, nigdzie nie widziałem takiej ilości ptaków. Są czaple, kormorany, zimorodki, sepy, rybitwy i mnóstwo innych na które zawzięcie będę polował z aparatem. Jest po prostu przepięknie, pływamy sobie powoli różnymi odnogami wypatrując jaguarów. Nie trzeba długo szukać. Sporo z nich poluje nad rzeką (np. na kajmany) a potem wyleguje się w zasięgu wzroku. Tak trafiamy na naprawdę dużego osobnika. Oczywiście nasi flisacy mają radio i informują się wzajemnie jeżeli któryś wypatrzy jaguara. Natychmiast chmara łódek z turystami na pełnym gazie kieruje się w tamtą stronę. Jak widzimy jaguary na brzegu to należy zachować przyzwoitą odległość co najmniej 10 metrów. Zdarzały się przypadki, że jaguar potrafił skoczyć do łódki w złapać tymi swoimi zębami jakiegoś turystę!! Jaguary to największe dzikie koty obu Ameryk. Właściwie tylko lwy i tygrysy są od nich większe ale te występują tylko w Azji i Afryce. Nie wolno nam lekceważyć jaguarów i nasi flisacy podchodzą do nich z wielką ostrożnością i estymą. Jak widzicie widoczki trafiają się nam przednie. Niestety większość tych zwierząt oglądamy również w krzakach lub z większej oddali i nie wszystkie zdjęcia dobrze wyszły Oprócz jaguarów bardzo często trafiamy na niesamowicie sympatyczne kapibary – to największe gryzonie na świecie. Strasznie przypominają nam takie spokojne pieski Potrafią również dobrze pływać Innym zwierzęciem obficie występującym w Pantanalu są wydry. Je zobaczyć już dużo trudniej Dojmującym zwierzęciem jest bez wątpienia jacare czyli kajman. Widzimy ich dosłownie setki od małych do wielgachnych, wylegujących się w słoneczku i pływających swobodnie obok naszej łódki Oprócz pospolitych czapli i kormoranów udaje się nam spotkać piękne zimorodki A także jastrzębie obrożne Długoszpony krasnoszczelne Przepiękne żótłe bentewi wielkie (ich jest mnóstwo) Tu rzadki gatunek czapli rdzawoszyjej Jaskółka brzegówka W bocznej odnodze wygrzewają się na słoneczku małe rybki Tutaj gniazdo zbudował wielki żabiru amerykański, krewny bociana Zadziwiająco dużo sępów i rybitw Właściwie nie ma miejsca gdzie nie widać jakiś ptaków lub zwierząt. Pływamy aż do 14 gdzie moja ekipa dzieciaków wyraźnie sygnalizuje, że jest już głodna. Wracamy do Santa Rosa. Właściwie możemy po obiedzie pływać dalej ale dzieciaki chcą iść na niespodziewanie darowany nam basen. Tak wygląda obiad serwowany w Santa Rosa! Moje dzieciaki bynajmniej nie są niejadkami więc kursują do tego stołu do upadłego. Najlepsze jest jednak z tyłu. W sali jadalnej jest maszyna do lodów włoskich z wafelkami do samodzielnej obsługi. Dla dzieciaków to hit! Przyznam, że wyrosłem na bohatera rodziny za „załatwienie” takiego hotelu z takim żarciem ?. Reszta dnia to relaks nad basenem i przy barze. Caipirinia jest po 20 BRL czyli ….. 12zł !!! Oczywiście nasze stado kapibar bardzo szybko zaprzyjaźnia się z naszym otoczeniem i te wielkie „piesy” skubią trawkę właściwie u naszych stóp. No jest to niesamowite doświadczenie. Wśród kapibar żerują również ibisy płowe i kleszczojady Do końca dnia mamy już chillout nad basenem aż do kolacji, która chyba jeszcze bardziej przebija obiad ilością dań na ciepło! Jutro będę dzieci odrywał pługiem od tego miejsca ? To był przepiękny dzień. Wszyscy jesteśmy mega zadowoleni i dobawieni. Stay tuned! | |
| Autor: | cart [ 31 Lip 2025 16:14 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Wow, zupełnie nie znałem tego miejsca. Potrójny like i ląduje na liście życzeń! | |
| Autor: | sko1czek [ 31 Lip 2025 18:51 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
@hiszpan Jestem zachwycony miejscem, wspaniała relacja, przepiękne zdjęcia. Słyszałem opowieść o cudnym Pantanalu paragwajskim, który jest dziki, trudno dostępny, bez infrastruktury turystycznej. Koleżanka popłynęła rzeką w głąb na tydzień, w towarzystwie naukowców. Twoja wycieczka wydaje się rzeczywiście przystępna i prostsza do zorganizowania. W Amazonii, w Manaus, na Amazonce byliśmy tuż przed pandemią. Już wiem, gdzie chcę dotrzeć podczas kolejnej wycieczki do Am. Południowej. | |
| Autor: | Kasica88 [ 01 Sie 2025 12:23 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Wspaniałe kapibary i cała reszta! Byłam już 2 razy w Amazonii i chyba pora zaplanować 3cią wizytację...Czekam na c.d. | |
| Autor: | Sudoku [ 01 Sie 2025 14:19 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
cart napisał(a): Wow, zupełnie nie znałem tego miejsca. Potrójny like i ląduje na liście życzeń! Ja znałem i nawet się już przymierzałem do wyjazdu, ale się pozmieniało i kompletnie zapomniałem. A teraz takie przypomnienie z grubej rury. | |
| Autor: | hiszpan [ 01 Sie 2025 16:25 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
W końcu możemy się porządnie wyspać. Po śniadaniu rozkładamy się nad hotelowym basenem a ja idę oglądać wielkie stado krów zaganiane do zagrody naszej pousady przez prawdziwych gauchos – południowoamerykańskich kowbojów Gdzieś zniknęły kapibary? Odnajduję je pluskające się w wodzie przy brzegu. Swoje gniazdo mają też tu wodopławiki Za naszym hotelem jest bity pas startowy dla małych samolotów Kawałek dalej na drodze widzę jakiś ruch. Łaaa okazuje się, że to …… anakonda! Szkoda opuszczać taką sielankę. Czas się zbierać z Santa Rosa. Mamy prawie dwie godziny jazdy do Pouso Alegre Lodge, która znajduje się na północy parku. Wyskakują nam na drogę tutejsze jelenie bagienne Po drodze jeszcze papużki na przydrożnym drzewie, bardzo popularna w hodowlach również w Polsce mnicha nizinna tu sobie żyje na wolności. Droga do drugiej pousady wiedzie przez kolejne rozlewiska, tam sporo ptaków Zajeżdżamy na kolejny nocleg akurat w porze obiadowej a raczej lunchowej jak tu mówią. Znowu super smaczna kuchnia. Na deser serwowany przepyszny mus z marakuji. Niby taka dzicz a jedzenie wszędzie jest przednie. Ta pousada znajduje się w sercu sawanny, nie jest ogrodzona więc zwierzęta spacerują tu swobodnie. Jeszcze się nie zdążyliśmy rozpakować a już przygląda się nam nandu szare Pousadę Pouso Alegre zamieszkuje też stary muł. Przyszedł do nas się przywitać a potem samotnie spaceruje sobie po całym terenie Pani, która nas przyjęła, sugeruje nam poobiedni spacer do wieży widokowej zlokalizowanej w odległości kilometra od pousady. Idziemy całą gromadą w sawannę: Bardziej podmokłe kawałki przechodzimy mostkami Na tej niskiej sawannie wieżę widać już z daleka Trzeba tylko minąć jednego kajmana, który pilnuje ścieżki Widoczki z góry na Pantanal Ścieżka kończy się wielkim fikusem i punktem widokowym na moczary. Po powrocie do pousady wita nas grupa baraszkujących coati Tu też są stada krów i gauchos Wieczorem mamy w planie wycieczkę na nocne poszukiwanie zwierząt. W okolicy występują tapiry i mrówkojady, które chcemy zobaczyć. Dogaduję się z naszą panią na 600 BRL od wszystkich, będziemy wsiadać do takiego samochodu: Zapada zmierzch i pakujemy się na pakę tego pickupa Pierwsze co trzeba zrobić po wyjeździe to przegonić kajmany z drogi Po ciemku kąpie się też stado kapibar Niesamowicie wygląda skierowanie latarki w ciemność przy wodzie – odbijają się fosforyzujące oczy kajmanów, w którymś momencie na raz świeci nam ze 40 par oczu! A oto i cel wycieczki – namierzamy dwa tapiry! Innym zwierzakiem, który tu mieszka jest lis, widzieliśmy też króliki Kolejną przeszkodą na drodze jest po prostu stado krów. Ciężko je naprawdę przegonić sprzed samochodu No tuż przed powrotem do pousady wyskoczył nam na drogę mały mrówkojad. Niestety przebiegł szybko i wskoczył w takie krzaki, że nie wyszło mi ani jedno zdjęcie ☹. Musicie uwierzyć na słowo, że go widzieliśmy. Cała wycieczka na sawannę w nocy trwała ponad 1,5 godziny i bawiliśmy się świetnie. Dobrze nakarmieni po kolacji idziemy oglądać gwiazdy. Jak pogasły światła pousady to widać niesamowicie dobrze drogę mleczną. Może nie tak jak na pustyniach, ale i tak nocne niebo jest cudowne…. Zdjęcia robione telefonem oczywiście trochę podkręcone w lightroomie ale efekt na niebie i tak zapierał dech. c.d.n. | |
| Autor: | hiszpan [ 02 Sie 2025 11:22 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Budzą nas ptaki. Hałasują tak niemiłosiernie na sąsiadujących drzewach, że nie da się spać! Cały przedpołudnie po prostu spędzamy na spacerach, odpoczywaniu i opalaniu (a jednak da się!) To nasz ostatni dzień w Pantanalu. Muszę dojechać do Cuiaby bo o 17 mamy samolot do Manaus z przesiadką w Brasilii. Kończymy przygodę z pousadą Pouso Alegre ale zaraz za bramą na drodze żegna nas jeszcze po kolei: Kajman: Piękny ogier Warzęcha różowa z rodziny ibisów Oraz na koniec, tak jakby ptaki nie chciały nas wypuścić, drogę zagradza nam wielki żabiru amerykański. Spogląda na nas majestatycznie i startuje tak jakby wskazując nam drogę Pantanal to kraina ptaków i zwierząt. Właściwie nie ma miejsca aby coś nie latało, pełzło, biegło lub wygrzewało się na słoneczku. Widzieliśmy więcej fauny niż w niejednym zoo ?Fantastyczne miejsce. Wracamy na Transpantaneirę W Pocone muszę zatankować. No pięknie, etanol czyli biopaliwo kosztuje tylko 3,20 BRL za litr! No tak można jeździć. Samochód jest uwalony po dach. Jadę na myjnię, kosztuje tylko 20BRL Na małym lotnisku w Cuiabie trzymamy kciuki aby nasz odcinek LATAMem do Brasili był o czasie, bo tam tylko 1h 20 minut na przesiadkę. No i oczywiście, jak to w Brazylii, przychodzi informacja o ponad godzinnym opóźnieniu. Będzie jazda w stolicy. Na szczęście więcej opóźnień nie ma a i nasz LATAM do Manaus też jest opóźniony więc na luziku wychodzimy na terminal w BSB. Na straganach króluje katedra Matki Boskiej z Aparecidy, dzieło Oscara Niemeyera. Wypatruję ją po starcie. Widać ją nawet bardzo dobrze: Lot do Manaus to prawie trzy godziny. LATAM serwuje kawę, kolę i paczkę chrupek. Następne trzy dni spędzimy w lasach Amazonii. Skorzystałem z porad na forum i wykupiłem Iguana Package – 3 dni, 2 noce w biurze Iguana Tour. Koszt 1190 BRL od osoby z pełnym wyżywieniem. W cenie mamy też podwózkę z lotniska w Manaus więc przez whatsappa dogaduję godzinę przylotu i z terminalu odbiera nas busik z Iguana Tour. Bardzo wygodna opcja. Jedziemy do wybranego przeze mnie Intercity Manaus, głównie przez to, że ma basen na dachu i piękny widok na miasto. Wymyśliłem, że zanocujemy w nim również po powrocie więc oddamy nasze twarde kabinówki na przechowanie w hotelu a do Amazonii zabierzemy na trzy dni tylko małe plecaczki. Przy recepcji przykra niespodzianka od portalu hotelowego na B. Mamy wprawdzie pokoje ale do każdego mamy przypisaną tylko jedną osobę więc hotelowi brakuje opłaconych śniadań. Tak nas załatwił pośrednik na B. ☹ Na szczęście hotel zachowuje się przyzwoicie i bierze na siebie brakujący koszt. Co więcej Pani sugeruje niezobowiązująco abym odwołał drugą rezerwację przez pośrednika, która ma tą samą wadę, a ona zrobi to jak należy bezpośrednio. Na szczęście da się bezkosztowo. Okazuje się, że pośrednik na B. bierze …. 300BRL prowizji tylko od naszej rodziny, o tyle tańsza jest druga identyczna rezerwacja! Hmm muszę przemyśleć strategie hotelowe na przyszłe podróże. Idziemy spać bo rano o 7 już nas zabierają na wyprawę do Amazonii. c.d.n. | |
| Autor: | Sudoku [ 02 Sie 2025 15:42 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
@hiszpan Czyli o ile dobrze przeczytałem, to ogarnęliście Pantanal w 3 dni? Wystarczyło, czy masz niedosyt, że za krótko? | |
| Autor: | hiszpan [ 02 Sie 2025 17:29 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
@sudoku - samolot do Cuiaby był o 9 rano z GRU a powrotny z Cuiaby z 17 czwartego dnia. Trzeba założyć sporo na logistykę i przejazdy. Ale myślę, że zobaczyliśmy wszystko co chcieliśmy i było to wystarczające. Można tam albo na łódkę, albo takim odkrytym pickupem lub vanem w zorganizowany sposób i krótkie spacerki samemu. Z samej Transpantanerii to za dużo się nie zobaczy. | |
| Autor: | Limapur [ 03 Sie 2025 15:00 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Super relacja, swietne zdjecia - czym robione? Orientowales sie w jakich cenach safari wychodzi z Cuiaby moze? Wiem ze pisales ze drogo, tylko co to znaczy? Na takie ceny jak w np Tanzanii nie ma co liczyc? | |
| Autor: | hiszpan [ 03 Sie 2025 17:38 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Jedno z biur z Cuiaby dało ofertę w stylu: 4500BRL od osoby za pakiet 4 dniowy z transportem z lotniska do pousady w Pantanalu. Cena przy 9 osobach wiec dla mniejszej liczby chętnych może być drożej. Zdecydowanie to ceny zaporowe. Jak pisałem, zrobiłem to zdecydowanie taniej wynajmując samochód, dogadując noclegi bezpośrednio i kupując na miejscu atrakcje (łódki, nocne zwiedzanie ). Nic innego w tym pakiecie też nie ma. | |
| Autor: | Aglaia [ 04 Sie 2025 12:47 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Świetna i inspirująca relacja... | |
| Autor: | hiszpan [ 04 Sie 2025 15:48 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
Śpimy na najwyższym piętrze i rano z okna piękny widok na Manaus. Miasto zostawiamy sobie na powrót z Amazonii, bo już o 7 rano odbiera nas znajomy busik i wiezie do siedziby Iguana Tours. Tam płacę za naszą wyprawę (dało się kartą) i jedziemy do portu Porto de CEASA. Manaus leży nad Rio Negro a nie Amazonką co nie jest powszechną wiedzą. Tam bezzwłocznie pakujemy się do speedboata wraz z innymi uczestnikami naszego touru. Łódka płynie około 30 minut a po drodze mijamy Encontro das Águas czyli punkt w którym Rio Negro wpada do Amazonki a tak naprawdę do Solimões, bo taką nazwę ma Amazonka w Brazylii. Pięknie widać punkt mieszania kompletnie dwóch różnych rzek. Od tego momentu płyniemy prawdziwą Amazonką Podróż kończymy w Porto da Balsa I tu czekają dwa busy, którymi dotrzemy w godzinę do przystani wodnej na rzece Parana do Mamori, dopływie Amazonki (poprzez kolejną rzekę Madeirę). Mijamy wsie i zabudowania lokalne Tak się tu mieszka Objazd tymczasową groblą przy budowie mostu. Aby utrzymać przeprawę na grobli z rwącą rzeką, kawałek mostu stabilizowany jest na wodzie przez dwa pracujące non stop holowniki/pchacze Po drodze mamy tankowanie i przerwę na przepłukanie gardła. Miejscowi polecają takie piwko: A ja interesuję się taką butelką, to lokalny koniak – do wypróbowania ? Docieramy nad Parana do Mamori a tam przystań z kolejnym speedboatem: Teraz płyniemy już ostatni odcinek o wiele spokojniej podziwiając przepiękne krajobrazy lasów Amazonii Po kolejnych 45 minutach dopływamy do naszej docelowej pousady, która nazywa się Juma Lake. Tutaj spędzimy najbliższe trzy dni. Wybraliśmy tańszą wersję ze spaniem w dużym dormitorium. W środku łóżka z moskitierami. Moja małżonka ma banana na twarzy ?, spodziewaliśmy spartańskich warunków a tutaj pomost, leżaczki, drinki i słoneczko. Od razu można się opalać! Co więcej sporo ludzi i dzieciaków kąpie się w rzece przy pomoście! Ten żółty odcień to kolor wody. Nurt jest mocno wyczuwalny więc nie należy odpływać za daleko. Dla bezpieczeństwa są koła ratunkowe na linie. Upewniam się, że nie ma tu też piranii! Jest 11.30 i zaraz serwują obiad, dla nas też. I znowu co znamy z Pantanalu, pełen wypas! Jest też bar, gdzie bardzo szybko można dodać sobie ale to odpłatnie piwko (po 8 BRL) lub nawet caipirinię (po 15 BRL). W środku lasu Amazonii! Jednak największy szok przeżywam, gdy widzę nasze dzieci wpatrzone już w telefony. – No zaraz, tu miało nie być zasięgu sieci, co wy robicie?? – A oto odpowiedź: I to całkiem za free. No masakra jesteśmy dziesiątki kilometrów od cywilizacji, ale nie da się całkiem uciec od internetu. Dzieciaki zaaachwycone…. Po obiedzie i małym relaksiku na pomoście i w wodzie (kąpiemy się w rzece bo upał nieziemski i frajda niesamowita) przypływa po nas nasz przewodnik, lokalny Indianin, który nazywa się Matias. Na szczęście Matias mówi płynnie po angielsku i w te najbliższe trzy dni będzie nam wszędzie towarzyszył. Pierwszą atrakcją będzie wyprawa łodzią motorową w okolicę, popatrzenie na florę i faunę, łowienie piranii (jakoś w to nie wierzę) i na koniec dnia – oglądanie zachodu słońca. No do pakujemy się do jego płaskodennej łódki. Wypływamy w dzicz Amazonii Już nie ma tak dużej ilości ptactwa i zwierząt jak w Pantanalu ale i tak udało się coś spotkać. Upatrzyliśmy rzadki gatunek małp – sajmiri wiewiórcza. Trudno o dobre zdjęcie A za chwile wspaniałe i majestatyczne papugi – wielkie ary żółtoskrzydłe No jest tutaj po prostu przepięknie. Matias parkuje łódź w zagajniku na wodzie (przywiązujemy dziób do drzewa) i rozdaje nam po długim kiju z umocowaną żyłką z haczykiem.Kroi nam surowego kurczaka na przynętę i w najprostszy możliwi sposób rzucamy wędkę na wodę oczekując…. ?? No ja byłem sceptykiem dopóki najmłodsze z nas z krzykiem nie wyciągnęło z wody żywą PIRANIĘ!!! Udziela nam się nagle zapał łowiecki i na wyścigi próbujemy złapać jak najwięcej z tych krwiożerczych rybek! Jest mega wesoło i wszyscy co do jednego łowią! Co chwila jest dramatycznie jak jakaś pirania urwie się z haczyka i wpada nam pod nogi. Pisk i wizg bo jej zębiskami może rzeczywiście nas porządnie ugryźć a my w sandałach!! Matias panuje nad wszystkim, zbiera złowione ryby i od razu je uśmierca sporym nożem. Królową piranii zostaje moja małżonka! Była pierwszy raz w życiu na rybach i złapała ich najwięcej Jutro będą na lunch. Czy były smaczne?? Były wyśmienite co wszyscy orzekliśmy po degustacji!!! No to była przednia zabawa, wszyscy są zadowoleni, to był hit na sam początek. Łowimy aż do zachodu słońca i wypływamy zaraz podziwiać go na środku jeziora Juma. Pięknie… Matias wraca z nami na kolację (już się przyzwyczailiśmy, że będzie dużo i dobre) aby zaraz po zabrać nas z powrotem na łódkę na łowienie kajmanów, już w całkowitych ciemnościach. Tym razem nie musimy niczego robić, tropimy z łódki stado i Matias szybkim ruchem wyjmuje z wody młodego osobnika. Dowiadujemy się, że kajmany są poszukiwanym pożywieniem przez miejscowych Indian i że je się właściwie tylko mięso z ogona aż do tylnych łap. Kajmany są też głównym zabójcą w Amazonii. Ponad połowa przypadków tragicznych wśród Indian jest ich sprawką. To nie jaguary, pająki, węże czy inne jadowite stworzenia ale właśnie kajmany są najbardziej niebezpieczne dla ludzi w Amazonii. Wracamy w nocy do pousady tylko po to aby przekonać się, że wszyscy goście z naszego dormitorium na 25 łóżek się gdzieś ewakuowali i mamy wielką salę tylko dla nas ? Śpię z włączonym wiatrakiem pod moskitierą zadziwiająco dobrze. Jutro już będzie nocleg w hamaku w lesie Stay tuned! | |
| Autor: | Qba85 [ 05 Sie 2025 00:31 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
hiszpan napisał(a): Co więcej sporo ludzi i dzieciaków kąpie się w rzece przy pomoście! Ciekawe to rozgraniczenie na ludzi i dzieciaki... czy rodzina wie? | |
| Autor: | hiszpan [ 05 Sie 2025 13:50 ] |
| Temat postu: | Re: Amazonia, Mato Grosso i Iguacu z dzieciakami w Brazylii |
To jest ten dzień, którego najbardziej obawiają się nasze dziewczyny. Bliskie zapoznanie się z lasem Amazońskim. Mamy w planach dłuższy trekking a wieczorem rozbicie obozowiska i noc pod gwiazdami Ale tymczasem Matias zarządza nam pobudkę o 5.20 rano aby pokazać nam wschód słońca i Amazonię budzącą się do życia. Rano na pomoście jeszcze ciemno Wsiadamy znów w jego łódkę i po cichu płyniemy przez budzącą się do życia rzekę Ustawiamy się w miejscu gdzie lata mnóstwo ważek. – One polują na komary więc jest to dla nas idealne miejsce na zacumowanie i podziwianie świtu – opowiada Matias. Kolejna lekcja. Świt już nie jest taki zjawiskowy jak zachód ale i tak nam się bardzo podoba. Mamy jeszcze godzinę do pory śniadaniowej więc płyniemy po bardzo spokojnej rzece na przejażdżkę Sporo ptaków, oprócz tradycyjnych czapli i kormoranów wypatruję też pojedyncze jastrzębie obrożne. Matias pokazuje nam gniazda zimorodków – ale ich tu fruwa! Nasz przewodnik zapowiada, że to dobra pora aby spróbować odnaleźć jednego z tajemniczych ptaków Amazonii - hoacyna. Jest to bardzo dziwny ptak, który pochodzi w prostej linii od pterodaktyli. Młode osobniki mają szpony na skrzydłach! Poszukiwania hoacynów opisał Arkady Fiedler w jednym ze swoich esejów z Amazonii w zbiorze „Spotkałem szczęśliwych Indian". Albo mamy wielkie szczęście albo Miatias wie gdzie szukać bo nagle trafiamy wprost na stado prawdziwych hoacynów – pterodaktyli! Są poukrywane w gałęziach drzew więc zdjęcia wyszły słabo i szponów też nie za bardzo widać, ale wierzymy na słowo. Matias opowiada, że miejscowi nazywają hoacyna „stinking bird” – cuchnący ptak. Podobno jedzie mu mocno z pyska i mięso jest kompletnie niejadalne bo mocno śmierdzi. Szczęśliwie nikt z ludzi na niego nie poluje. Przyroda dookoła niezmiennie przepiękna. Rano, kiedy woda jest spokojna i nie ma wiatru, rzeka działa jak prawdziwe lustro Wypływamy na jezioro Juma i nagle widzimy delfiny szare wyskakujące z wody. Są niestety bardzo płochliwe i nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia. Różowych nie spotkaliśmy Ale za to znowu trafiamy na stado papug Cóż za atrakcyjny poranek nam się przydarzył. Wracamy na śniadanie do pousady Na terenie campu przylatuje do nas codziennie papuga – amazonka modrobrewa. Jest oswojona z ludźmi i jak mamy jakiś okruszek ze śniadania to nie ma oporów aby usiąść na ręce. Ale jest prawdziwie dzikim ptakiem i jak chce to wraca sobie do lasu. Na naszym campie nie ma za dużo owadów typu komary ale kilka ciekawych się pojawia jak ta wielka ćma … lub ten maszerujący po barierce żuk harlekin Po śniadaniu Matias zabiera nas do lasu. Piszę „las” a nie „dżungla” bo swój wykład zaczyna właśnie od rozróżnienia tych dwóch formacji leśnych. My udajemy się do Lasów Amazonii ? Piękny dzień dzisiaj, znowu łódką nasz Indianin wywozi nas gdzieś w środek niczego A po drodze słyszymy wyjce. Tylko pojedyncze pohukiwania ale pozwala to Matiasowi namierzyć stado. Jest niestety daleko więc zdjęcia wyszły słabo ale są: Dostaliśmy instrukcje aby ubrać się w długie spodnie, długi rękaw i pełne buty. Ale zwykłe sportowe buty są wystarczające, nie ma żadnego błota. Oczywiście środek przeciw komarom jak najbardziej obowiązkowy. Idziemy w las: Matias cały czas opowiada. Dowiadujemy się, że nie ma czegoś takiego jak „pożar Amazonii” Las Amazoński jest niepalny przez swoją bardzo wysoką wilgotność utrzymującą się cały rok. Coś co z jednej strony jest wspaniałe dla lasu, dla zagubionego podróżnika jest przekleństwem. Bo nie ma jak zapalić ogniska – nic się nie chce palić! Matias pokazuje nam techniki, trzeba znaleźć drzewo z żywicą, tę żywicę nanieś na wióry zeskrobane z kawałków drewna nie leżących na ziemi i dopiero wtedy coś się zapali. Jeszcze gorzej jest z żywnością. W lesie amazońskim nie ma owoców. Nie da się pozbierać czegoś do jedzenia z istniejącej roślinności. Trzeba polować. Mamy więc praktyczne ćwiczenie jak zbudować samodzielnie pułapkę na małe zwierzęta – pancerniki, kapibary, inne małe gryzonie itp.: Tak wygląda nasz trekking, chodzimy po lesie a Matias opowiada jak tu przeżyć. Najważniejsze jest zbudowanie schronienia, to punkt pierwszy. Do tego służą liście palmy, które trzeba narwać i szczelnie poukładać. Drugi punkt to woda. Ta w Amazonce i jej dopływach woda zawiera bakterie, które są dla nas groźnie. Lokalni Indianie mają do nich przyzwyczajone organizmy więc mogą pić – my lepiej nie bo zachorujemy. Musimy poszukać specjalnego drzewa – gatunku pasożytniczej liany, której każdy pień zawiera około 1 litra czystej przefiltrowanej wody do picia. Ostatnim punktem zawsze jest jedzenie, człowiek może przeżyć i 5 dni bez jedzenia. Dzieciaki słuchają tego wszystkiego z otwartymi ustami – super lekcja! Mamy też wykład o ziołolecznictwie – „tu nikt nie choruje” – twierdzi Matias ale też o niebezpieczeństwach. Mnóstwo roślin jest niebezpiecznych dla człowieka, niektórych naprawdę nie należy dotykać: Ale na przykład rośnie tu drzewo chininowe, z którego kory wyrabiano lek na malarię: Matias ze smutkiem przyznaje: - To u nas odkryto drzewo kauczukowe i chininowe. Ale Brytyjczycy uznali, że nie opłaca się tu ich uprawiać i po prostu ukradli sadzonki i przenieśli do Azji – Indii i Malezji, które mieli pod kontrolą i tam zrobili wielkie plantacje. Brazylia nic z tego nie miała. Generalnie te tereny pierwsi podbili oczywiście Hiszpanie ale dla nich Amazonia to było „El Infierno Verde” – zielone piekło. Dlatego między innymi Brazylia jest portugalska. Są drzewa, które oglądamy, których żywica jest bazą dla olejków do produkcji perfum, wystarczy trochę poskrobać nożem. Mijamy kopczyki, gdzie gnieździ się lokalna cykada, nie wolno ich nie ruszać. Kopce innych robali – lepiej nie podchodzić! No i trafiamy na gniazdo tak zwanych „bullet ants” – mrówek „pociskowych” lub jak nazywają je miejscowi – mrówek „24-godzinnych”. Ich ukąszenie boli podobno jak rana po postrzale i ból utrzymuje się 24 godziny!!! No to już jest grubo. Nawet Matias pokazuje nam ich gniazdo z niezwykłą ostrożnością. A tu mrowisko wiszące innego, specjalnego gatunku mrówek. Te dla odmiany są niegroźne a nawet pożyteczne. Matias tłumaczy, że produkują specyficzny olejek, który odstrasza miejscowe komary. No ale jak go zaaplikować? Ano bardzo prosto – wkładamy rękę w mrowisko, czekamy aż wejdzie nam ich dużo i szybko je rozcieramy! Efekt naturalnej mugi na 2 godziny zapewniony. Oczywiście Matias demonstruje. Przyznam, że początkowo miałem obawy – ale, co mi tam, wolę mrówki niż komary i wsadzam rękę w mrowisko Wooow, ładnie pachnie po roztarciu. Uwierzcie mi lub nie (mam nagrany filmik) ale to samo zrobiła moja małżonka bez żadnych oporów!!! Niech żyją naturalne metody. W pewnym momencie Matias każe być nam cicho. Wypatrzył ptasznika! Jest wprawdzie w gnieździe ale go widać trochę. Wyszły mi tylko 2 foty! Ale wielki Przejście tej ścieżki zajmuje nam prawie 2,5 godziny. Na koniec dostajemy poradę co robić jak się tu naprawdę sami zgubimy. Musimy odnaleźć pewien popularny gatunek drzewa i grubym konarem stuknąć w niego trzy razy. Pień drzewa zadziała jak bęben a dźwięk poniesie się daleko. Na taki trzykrotny sygnał powinien zareagować jakiś ranger, który może wtedy będzie w pobliżu….. Dla mnie była to super atrakcja, dzieciaki też się nie nudziły, z atrakcji pohuśtały się też na prawdziwych lianach Wracamy na obiad, popołudnie spędzimy na opalaniu, pluskaniu się w dopływie Amazonki i ogólnym „chilloutcie” Dopiero po 16 Matias przypływa po na po raz trzeci. Mamy zostawić praktycznie wszystko w dormitorium, zabrać tylko wodę i podstawowe ubranie. Plan jest taki, że rozbijemy obóz, zrobimy sobie sami kolację, przenocujemy a rano wrócimy na śniadanie Matias wysadza nas na polance naprawdę daleko od naszej pousady. Zrobiłem screena z mapy aby mieć pojęcie gdzie spaliśmy: Na polanie przygotowane są zadaszenia do rozwieszania hamaków i miejsce na ognisko Zabieramy się męską częścią ekipy do roboty. Musimy rozwiesić 9 hamaków i rozpiąć nad nimi 9 moskitier: Bardzo ważne a właściwie najważniejsze: moskitiera musi być szczelna i dotykać ziemi całym obwodem!!! Możemy się domyślać, że to po to aby nam nic nie wlazło w nocy! Matias opowiada, że w Amazonii właściwie nie śpi się na ziemi. Jest to „zbyt kłopotliwe” jak się wyraża co biorę za eufemizm. Wypełniamy jego polecenia naprawdę gorliwie. A potem już rozpalenie ogniska znaną nam metodą i przygotowania do kolacji. Matias zapomniał łyżki. Nic trudnego, wystruguje ją sobie z kawałka palmy Tym razem nasze Panie kroją warzywa i pomagają gotować Pichcimy potrawkę z warzyw i kurczaka nad ogniskiem ? Będą też pieczone banany Matias prosi abyśmy tylko uważali na miejscową osę, która jak użądli to potem boli 48 godzin (zakładam, że bardzo!). One w dzień śpią a w nocy, jak większość robali, się aktywują. No i lecą do światła. Mam okazję przyjrzeć się jednej bo usiadła na lampie. Matias zabija ją szybko maczetą. Dlaczego maczetą spytacie? Hmmm, nie chcę tej osy już oglądać nigdy w życiu ! Wzięliśmy z pousady zgrzewkę małych piwek i rozpoczynamy degustację tego co sobie w lesie sami nawarzyliśmy! Ale pycha ? Matias bierze nas przed snem jeszcze na łódkę aby pokazać gwiazdy i nocne życie w lesie z łodzi. To taka półgodzinna przejażdżka przed snem. Widoki w nocy nieba są nieziemskie, fotki już po powrocie przed snem: No i czas na spanie. Najpierw bardzo dokładne przeszukanie hamaków czy tam coś nas nie pożre ? a potem strącenie małego, miłego „pluszaczka” z jednej moskitiery (pogoniliśmy go maczetą) i można kłaść się spać. No dla mnie jest meeega klimatycznie. Tylko głośno. Las w nocy żyje i gada do nas wszystkimi odgłosami. Na szczęście Matias śpi niedaleko w swoim hamaku z maczetą pod ręką na wszelki wypadek. Słychać odległe wycie wyjców… śpię. Niestety około 1 w nocy daje o sobie znać te kilka puszek piwa Do rana przesypiam normalnie jak dziecko w hamaku…. c.d.n. | |
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |