| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej jak-to-sie-dawniej-nie-samolotami-podrozowalo-hej,18,152740 | Strona 2 z 3 |
| Autor: | Aga_podrozniczka [ 17 Cze 2020 17:13 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Tez bylam kiedys na wczasach w Rumunii pociagiem, zmiana kół byla bardzo ciekawa, szczegolnie dla szesciolatki Pod koniec podstawowki i na poczatku liceum jezdzilam duzo pociagiami, bo bylam dzieckiem PKP. Pewnie wszystkie dzieci PKP pamietaja jak to wsiadalo sie do pociagu i jechalo, bo akurat taka byla wena. Prototyp podrozowania last minute samolotami, tylko nie trzeba bylo placic | |
| Autor: | pabloz [ 17 Cze 2020 17:16 ] | ||
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej | ||
W 1991 r. miałem okazję uczestniczyć w almaturowej, studenckiej, letniej wycieczce objazdowej po Grecji (2 lub 3 tygodnie, wyjazd z Rzeszowa). Podroż specjalnie nie dała sie wtedy we znaki, chociaż jechaliśmy zwykłym Autosanem H9 (na zdj.), nocowaliśmy przed Grecją chyba 2 razy. Kilka nocy na kempingach, a tak to gdzie się dało...
| |||
| Autor: | eroberto1 [ 17 Cze 2020 23:27 ] |
| Temat postu: | Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Aga_podrozniczka napisał(a): Tez bylam kiedys na wczasach w Rumunii pociagiem, zmiana kol byla bardzo ciekawa, szczegolnie dla szesciolatki Oj tak dzieckiem PKP było cudownie być, miałem trzech kolegów którzy również byli No i siła rzeczy wszyscy mieliśmy darmowe przejazdy kolejowe. Co prawda podróże tylko po Polsce ale do Jastrzębiej Góry jechaliśmy 24 h - wyjazd ze stadionu dziesięciolecia z zaopatrzeniem w procenty, niestety było ich za dużo i zamiast w Gdyni wysiedliśmy w Kołobrzegu - to był minus darmowego biletu ze konduktor nie powiedział „przyjechaliście stację” niestety byliśmy zbyt słabi żeby znaleźć morze w Kołobrzegu i powrót do Gdyni , Jastrzębia Góra po 24h od wyjazdu z domu Pod koniec podstawowki i na poczatku liceum jezdzilam duzo pociagiami, bo bylam dzieckiem PKP. Pewnie wszystkie dzieci PKP pamietaja jak to wsiadalo sie do pociagu i jechalo, bo akurat taka byla wena. Prototyp podrozowania last minute samolotami, tylko nie trzeba bylo placic skąd ja miałem na to siłę nie wiem, może dlatego ze miałem 18 lat Swoją drogą to chyba przez te darmowe bilety zaczęło się moje uzależnienie od przemieszczania się. | |
| Autor: | acidka [ 17 Cze 2020 23:33 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Krakow-Ciudad Real w Hiszpanii. 54 godziny busem. Cena ok 600 zł w 2000r. | |
| Autor: | Kris [ 18 Cze 2020 12:12 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
W roku 2001 byłem na tanio organizowanym wyjeździe na hiszpańskie wybrzeże Costa Brava. Całość była realizowana przez jakieś słowackie biuro podróży, więc trzeba było na własną rękę dotrzeć na Chyżne i piechotą przejść granicę - a tam już czekał stary, czechosławacki autokar, który nie miał nawet miejsca na złożenie bagażu, lecz ciągnął za sobą przyczepkę z bagażami. Wczasy były dość atrakcyjne finansowo, bo kosztowały 250 DM, czyli jakieś 500 zł w tych czasach - autokar + nocleg, z czego na miejscu było niecałe 10 dni. Wyjechaliśmy w niedzielę o 17:00 z Chyżne, rano ok 10 byliśmy we włoskiej Weronie. Kierowca położył się spać a mu ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. I znów po 17 wyjazd i całonocna jazda przez Włochy i Francję. We wtorek ok 10-11 byliśmy w Lloret de Mar | |
| Autor: | kiimi [ 18 Cze 2020 12:46 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Ja autokarem do: - Chorwacji (Makarska) chyba ok 20h, potem jeszcze czekanie w pełnym słońcu z 2-3h na apartament, bo dojechaliśmy rano - Londynu, chyba też ze 20h Samochodem (bez klimy | |
| Autor: | Grzes830324 [ 18 Cze 2020 14:28 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
na początku lat 90 z rodzicami do Francji jezdzilismy zakupioną tam od znajomego Renault 18 później 2006 rok to studencka wyprawa na Krym - pociągiem do Przemyśla i potem dalej autobusem do Sudaku. jest co wspominać i już nieco inne czasy bo 2015 i objazdówka Bałkan Słowenia Chorwacja Bośnia Czarnogóra z jednym biurem turystycznym. Małą vdl bova | |
| Autor: | kow [ 19 Cze 2020 08:21 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Pierwszy raz leciałem samolotem mając 29 lat:) Więc do tego czasu jakoś trzeba się było przemieszczać po Europie i nie tylko. Z najciekawszych podróży - w 1988 wczasy z rodzicami w Bułgarii pod namiotem na kempingu w Pomorie koło Burgas. Transport - "samochód" Syrena 105 - rok 2000 - Krym - pociąg (plackarta 32h) z Lwowa do Symferopola - luty 2006 rok - do Londynu autobusem ok 40 h (m.in. przez strajk dokerów w Calais i kilkanaście godzin czekania w porcie) - 2005 rok - lądem do Syrii - najpierw pociąg (Kraków) - Plavec - Bukareszt (24 h), potem kolejne Bukareszt - Ruse, Ruse - Płowdiw, Płowdiw - Svilengrad, Svilengrad - Kapikule, Kapikule - Stambuł i na koniec autobus Stambuł - Hatay - Aleppo i po 8 dniach w drogę powrotną przez Ankarę, Stambuł, Burgas, Ruse, Bukareszt do Preszowa. Jak spałem w łóżku z czw/pt w domu, to potem w hotelu w Aleppo z wt/śr - 2004 rok - Czarnogóra - pociągiem ze Słowacji (miało być autem, ale na Słowacji pojazd się zepsuł, więc został do naprawy a my dalej... na koszt PZU, bo assistance pokrywał kontynuację podróży) - 2006 rok - Macedonia, Albania i Grecja - pociągiem ze Słowacji do Skopje, potem autobusy, prom na Korfu, powrót przez Meteory i Saloniki, na końcu pociągiem z Salonik, przez Belgrad, Budapeszt do Preszowa. Żona kolegi była w 3 miesiącu ciąży:) Oprócz tego kilka podróży autobusem do Paryża i pociągami do Pragi, Bratysławy, Budapesztu, Splitu. I pewnie tysiące km pokonane w marszrutkach, elektriczkach i plackartach na Ukrainie:) Kilkanaście lat temu były bardzo dobre oferty kolejowe na Bałkany ze Słowacji - nazywało się to CityStar (np. grupowy bilet dla 4 do Czarnogóry kosztował ok. 200 EUR). Ważny był w zasadzie na wszystkie pociągi, czasem trzeba było miejscówkę dopłacić | |
| Autor: | puhacz [ 19 Cze 2020 09:36 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Dawno to było ale parę takich przelotów (tfu, przejazdów), które mi zapadły w pamięć: - autokarem z Poznania do Salonik, 34h, z kontrolami granicznymi, 2002 r. - autokarem z Rio Gallegos do Buenos Aires, 3003 km, 46h z opóźnieniem licząc, 2011 r. - mój osobisty rekord którego wolałbym nie pobijać - pociągiem z Sewastopola do Lwowa, 23h w 2014 r. - pociągiem z Kantonu do Chengdu, czyli 28h wśród ciamkających, mlaskających i spluwających gdzie bądź pasażerów, którzy z umiłowaniem oglądali w nocy filmy ale bez refleksji aby do tej czynności użyć słuchawek. Odczuwalne jak 100 godzin Wisienka na torcie: pociągiem Przemyślaninem (relacja Szczecin - Przemyśl) na trasie Poznań - Zagórz. To był rok 1998 r. i ta relacja to był wówczas taki wynalazek jak "przyspieszony". Coś pomiędzy osobowym a pospiesznym, czyli niby nie zatrzymywał się na każdej stacji ale jednak zatrzymał się jakieś osiemset piętnaście razy. Może osiemset szesnaście, już dobrze nie pamiętam. Z opóźnianiem licząc wyszło ponad 20h (23 chyba). I to wszystko w ramach naszego pięknego kraju p. Może jeszcze mógłbym dodać, że parę razy wziąłem udział w takich długodystansowych zawodach sportowych, które są wydłużoną wariacją nt. triathlonu i za pomocą własnych mięśni przebyłem kiedyś, 10 kilogramów temu, dystans 390 km (bieg, rower, kajak, rolki, pływanie) w formule non-stop i zajęło mi to ok. 48 godzin. To była, jakby nie było, forma podróży | |
| Autor: | eskie [ 19 Cze 2020 10:05 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Za to co napiszę w następnym zdaniu prawdopodobnie dostanę bana wiekuistego na tym forum. Ale odechciało mi się latać, cuda z pakowaniem, terminy, odwołania, bolące kolana, ograniczenia płynów itp W lutym odebraliśmy solidną terenówkę i przez najbliższy czas planujemy pozwiedzać PL i Europę. Z drugiej strony to co napisałem jest prawdą w 80% bo bilety do Dubaju na kwiecień 2021 już były kupione w marcu. | |
| Autor: | Aga_podrozniczka [ 19 Cze 2020 11:31 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
E tam, podrozowanie samochodem i innym srodkami transportu, to ciagle podrozowanie. Ja to zawsze mieszalam z lataniem. Byly lata, gdzie co weekend robilam po 1000 mil (1600km) samochodem, glownie na trasie UK- Francja albo UK-Niemcy. Zwiedzilam mnostwo miejsc i bardzo milo spedzilam czas. W tym roku nie planuje latac, bo nie ma miejsca, do ktorego chce leciec tak bardzo, zeby cierpiec w samolocie z roznymi ograniczami, nie wspomne o banach na wjazd. Mam dwa rozne samochody i jezdze nimi na zmiane, w zaleznosci od celu podrozy i trasy przejazdu. Moge wziac co chce (albo co sie zmiesci) i nie przejmuje sie ograniczeniami bagazu. Moge zatrzymac sie gdzie chce i decydowac o trasie na biezaco. Najbardziej lubie wyjazdy gdzie plyne z pradem i gdzie kola mnie poniosa. | |
| Autor: | BrunoJ [ 19 Cze 2020 16:46 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Fajny wątek. Potem się dopisze bo w terenie jestem. Jako zajawka: pociągami 2,5 tygodnia Niemcy, Austria, Włochy (do Palermo włącznie), Francja, Monaco, Niemcy. Backpackersko. Każdego dnia gdzieś indziej. Autobusy też by się znalazły. Polska praktycznie cała. Dziecko PKP Zresztą autem podobne wygibasy, chociaż bardziej współcześnie. | |
| Autor: | potek7 [ 19 Cze 2020 17:53 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Rok 1985. Trasa z Mazur do Jugosławii, a konkretnie do miasteczka Trstenik. Pierwszy dzień dojazd do Hyżnego i tam nocleg, następnego dnia wyjazd o 5 rano i dojazd na miejsce kolejnego dnia o 5 rano. Uwaga, na pokładzie jeden kierowca - autosan (zdjęcie kilka postów wyżej). Rok 1986. Trasa jak wyżej tylko dwóch kierowców na pokładzie. Rok 1993 - Białystok-Rzeszów - Ateny - i powrót. Cały dzień w autokarze bez noclegów. | |
| Autor: | Legion1 [ 20 Cze 2020 00:07 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Moje rekordowe przejazdy busami: 2013 Warszawa-Wiedeń i Wiedeń-Warszawa Polskim Busem około 12 h w każdą stronę (w samym mieście byłem niecałą dobę) 2013 Warszawa-Zakopane i Zakopane-Warszawa około 9 h w każdą stronę, również Polski Bus. Jadąc do Zakopca jechałem nocnym busem. Do celu dotarłem po 7 rano i od razu z marszu ruszyłem na Giewont. 2014 Kraków-Budapeszt około 8 h 2014 Stambuł-Saloniki około 12 h , również nocna podróż. Jako że w busie byłem jedynym niepasującym do reszty pasażerem na granicy turecko-greckiej urządzili wszystkim szybką ewakuację , po czym wyczytali moje imię i nazwisko i poddali mnie szczegółowej kontroli | |
| Autor: | LiMag [ 20 Cze 2020 07:46 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Polski Bus to inna historia niż podróże autosanem | |
| Autor: | Legion1 [ 20 Cze 2020 09:15 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
@LiMag oczywiście, tak. Niestety w czasach gdy podróżowało się autosanami to mną targała straszliwie choroba lokomocyjna. Nawet krótka podróż 20-30 minutowa to była dla mnie ogromna katorga dlatego nie było mowy o dłuższych podróżach. Teraz na szczęście rzadko kiedy ta przypadłość mnie łapie | |
| Autor: | vianooo [ 20 Cze 2020 10:09 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Też mam kilka takich wyjazdów zaliczonych: Kraków - Alicante (Jelcz PR), Kraków - Rzym (Autosan H10), Słoneczny Brzeg Bułgaria, Chorwacja kilak razy w tym 30 osobowym Otoyol z Jordana jak dobrze pamiętam - uff tą była męczarnia | |
| Autor: | kojot_lubin [ 20 Cze 2020 11:37 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Autostop i czym się dało. Od roku 94 dobre 10 lat. Najpierw Berlin i Praga. Potem Rzym a potem to już poszło. Nieraz krócej a nieraz mnie pół wakacji nie było. No i wtedy mój wymarzony Egipt...wzdłuż Nilu. Bez telefonu i neta , z papierową mapą - rodzice po latach dopiero mi powiedzieli, ile to ich nerwów kosztowało. Płacili za usługę Poland Direct chyba miliony raz wracając z Hiszpanii zadzwoniłem im jednego dnia z Barcelony, drugiego Monako a trzeciego z Wenecji. A raz mi tato paszport schował bo mamie powiedziałem, że po weekendzie jadę do Monako a ona powiedziała tacie, że do Maroka Zostało parę klisz z tamtych czasów. pozdrawiam | |
| Autor: | cccc [ 20 Cze 2020 14:41 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
Ano wlasnie, jak sie wczesniej podrozowalo? Warto wspomniec i przypomniec czasy glebokiej komuny, idealny czas do podrozy autostopem. Podrozujac stopem mialo swoje walory, mozna bylo poznac roznych ludzi, fajna dziewczyne. Moze pojawic sie ciekawe pytanie jakie byly realia, jak to sie wtedy przedstawialo zarobkowo i czemu podroze stopem byly modne? Jesli chodzi o zakup auta za czasow PRL-u to mozna tutaj poczytac: Wspominamy. Samochód w PRL. Za talony, za dolary lub po czterech latach w kolejce 2 polowa lat 80-tych, srednio zarabialo sie ok. 15-20 USD (15 000-20 000 zl) miesiecznie, ale przykladowo swiezo zatrudniona, mloda przedszkolanka na prowincji otrzymywala wynagrodzenie 5500 zeta (ok. 5,5 USD) w 1987. Byly nawet takie anomalia, ze w krajach zachodnich mozna bylo zarobic wiecej za 1h niz w PL za miesiac. Puste pólki w sklepach, poza tylko kilkoma artykulami jak chleb, mleko, ocet, system kartkowy i dlugie kolejki za miesem. Pewex: 0,5 litra wyborowej 0,95 USD, Zyto 0,86 USD, fajki Golden American 0,40 USD, Camel'e 0,65 USD, spodnie marki Wrangler 15-22 USD, telewizor japonski z pilotem ok. 650 USD, magnetowid 700 USD, a np. za dosc porzadny obiad w warszawskiej Victorii nalezalo zaplacic ok. 1 USD. Czarnorynkowa wartosc 1 USD to bylo ok. 1000 zeta (1987 r.), mniej wiecej tyle ile pol litra wodki w Pewexie czy Baltonie. Cena biletu w Orbisie za samolot na trasie WAW-ZRH-WAW ok. 35000 zeta (ok. 35 USD), wtedy dla niektorych to wiecej niz 2 pensje miesieczne i normalnie ciezko osiagalne. Podroze pociagiem po terytorium PRL-u rowniez mialo swoje walory, pociagi czesto funkcjonowaly niezgodnie z planem, potezne opoznienia, a najciekawsze byly kilkugodzinne postoje na szczerych polach z niewiadomo jakich powodow, a u podroznych stoicki spokoj i nikt nawet nie smial sie denerwowac i wszczynac zamet, wydawalo sie byc normalne. Pasazerowie rezygnowali z kolejek przy kasie i zakupie biletow, wystarczylo tylko "dac w lape" konduktorowi. W tamtym okresie byly modne wycieczki handlowe autem, autokarem czy pociagiem, mozna bylo wziac towar "opchnac" za granica i przywiezc pelne kieszenie waluty. A co niektorzy rezygnowali nawet ze stalej pracy zarobkowej i trudnili sie wycieczkowym handlem. Wybierajac sie za granice przewaznie do krajow demokracji ludowej, nalezalo sie przygotowac na godzinne postoje na granicach, gdzie szukano tzw. "towaru", typu posciel, lisy, butle gazowe etc. ktory wg. przepisow mogl stanowic zrodlo i cel przemytu i byl konfiskowany. Celniczki z krajow osciennych jak DDR, Czechoslwacja i CCCP byly doskonale wytrenowane w przeszukiwaniu towaru podejrzanego o przemyt, np. gosc jedzie na kilka dni, niby na urlop na Wegry i wiezie od kilkanastu do kilkaset kremow marki Nivea czy ma zagwarantowany hotel, a tacha ze soba zestawy poscieli. Podobnie jak wytlumaczyc czapki i szale z lisa w srodku upalnego lata, czy butle gazowe jadac na wycieczke zorganizowana autokarem? Nie dosc, ze sie zwracaly wszystkie koszty wykupionej wycieczki to jeszcze istniala mozliwosc dobrego zarobku. Podobno Polacy to madry, porzadny i uczciwy narod, potrafili wmowic Rumunom i Wegrom, ze polski Biseptol to srodek antykncepcyjny i sprzedawno z zyskiem na duza skale. Po powrocie z zagranicy paszport nalezalo zwrocic do biura paszportwego, nie mogl lezec sobie w domu, bylo to powaznym wykroczeniem. Wczasy wypoczynkowe np. w Bulgarii czy nawet wyzsza polka np. w Jugoslawii byly wielkim wydarzeniem, przecietny obywatel PRL-u nie mogl sobie pozwolic, a jak sie komu udalo ogarnac Kanary to mogl byc postrzegany za burzuja albo wtyke, majaca niezle plecy. Jeslli komu udalo sie wykupic wycieczke do krajow zachodnich i otrzymac paszport co wymagalo nie lada kombinacji i sprytu to zostawal za granica, do kraju powracaly autokary "widma", gdyz byly przypadki ze wszycy uczestnicy wycieczki pozostawali. Byly nawet takie skrajne przypadki, ze nawet kierowcy zostawali za granica i biuro musialo poslac innych kierowcow samolotem, aby przywiezli autokar do kraju. Cytuj: Szczęśliwcy wyjeżdżali za granicę, choć jednym z czynników uzależniających przed rokiem 1989 każdy, najbardziej nawet niewinny wyjazd, było zdobycie paszportu, który był towarem ściśle reglamentowanym, bo władza ludowa niechętnie zgadzała się na indywidualne wyjazdy. Istnialy wtedy rozne rodzaje paszportow, na kraje demokracji ludowej z wyjatkiem Jugoslawii, na wszystkie kraje swiata oraz paszporty konsualrne. Generalnie kto wtedy regularnie podrozowal na polskim paszporcie po krajach zachodnich i powracal do kraju mogl okazac sie podejrzanym. Byly przypadki wyjazdow na Zachod np. studentow, ktorym udalo sie zdobyc paszport i czas za granica w okresie wakacji przewaznie poswiecali nie na zwiedzanie, ale na znalezienie pracy dorywczej i zarobku w obcych walutach. Podobno istanialy wycieczki zakladowe za granice, ale z reguly byly zarezerwowane dla "uprzywilejowanych", np. czlonkow partii, UB-oli czy innych zaufanych towarzyszow, wiernych istniejacemu systemowi. Gdy ktos decydowal sie wyjechac wlasnym "zlomem" za granice i sie po drodze nie rozlecial, nalezal do szczesliwcow, a przy okazji mogl pozniej zostac nielubianym wsrod sasiadow czy kolegow z pracy. Dzis co prawda nikt nie chwapi sie az tak bardzo zostac pilotem wycieczek zagranicznych, ale w tamtym trudnym okresie ksiazeczka z uprawnieniami pilota wycieczek zagranicznych okazywala sie dobrem, pewnym oknem na Swiat, nalezalo tylko mocno uwazac co sie przekazywalo uczestnikom wycieczki przez mikrofon. Mimo wszystko nadal istnieje wiele zwollennikow tamtych dzikich, skorumpowanych i wypaczonych czasow... Pewnie dzis ciezko zrozumiec tamten okres, ale z pewnoscia niektorzy starzy wyjadacze pamietaja tamte czasy i moga dodac w temacie. | |
| Autor: | potek7 [ 20 Cze 2020 19:02 ] |
| Temat postu: | Re: Jak to się dawniej -nie samolotami- podróżowało , hej |
@cccc Warto jeszcze dodać, że w czasach słusznych były też inne ograniczenia, np.: - alkohol można było kupić po 13.00 (wcześniej tylko na melinie, trafiła mi się kiedyś melina z konsumpcją na miejscu, np. flaszka we trzech i trzy kanapki z baleronem - to był okazja w oczekiwaniu na pochód 1-Majowy!!!!!!, a my sportowcy szliśmy na samym końcu i był długi czas oczekiwania); - zamiast dolarów można było w Pewexie, czy Baltonie płacić bonami talonowymi, - pierwsza pizzernia w Łodzi powstała w 1983 roku (na ul. Zachodniej przy Limanowskiego), kolejki były przeogromne; - zamiast pubów były restauracje z dancingiem; - nie tak łatwo było dostać paszport na wszystkie kraje świata (tylko układy lub ... i nie będę rozwijał wątku). Nie było łatwo, a o podróżach zagranicznych można było pomarzyć (chyba że np. w NRD, Bułgarii). | |
| Strona 2 z 3 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |