| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Wenezuela luty'2014 wenezuela-luty-2014,212,186848 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | Marcheli [ 19 Gru 2014 21:35 ] |
| Temat postu: | Wenezuela luty'2014 |
Dzień -60 Dzień jak większość dni, spędzam przy komputerze, czasami przeglądając zdjęcia z jakiś egzotycznych zakątków świata i marząc o tym, że gdyby dane mi było kiedyś wyjechać w dowolnie wybrane miejsce na świecie, wybrałbym dżunglę amazońską Dzień -55 Dzisiaj w domu znalazłem katalog biura podróży „Egzotyka 2014”, i przed wyjściem do pracy postanowiłem sobie przejrzeć kilka stron, tak tylko, żeby zobaczyć gdzie oferują wycieczki i jakie są ceny. Oczywiście skupiłem się głównie na Ameryce Południowej. I nagle moje oczy przyciągnęły zdjęcia wodospadu – okazało się, że to Salto Angel w Wenezueli. Troszkę bałem się spojrzeć na cenę, ale okazało się, że jest w moim zasięgu finansowym ! Tego dnia, ja, który nawet nigdy nie leciałem samolotem podjąłem decyzję – lecę zobaczyć ten wodospad z bliska !! Dzień -50 Po przejrzeniu różnych wycieczek wybrałem taką, gdzie pojawiła się możliwość podejścia na pieszo pod wodospad, a nie tylko przelot awionetką. Przy okazji w planie było sporo „dzikiej natury” zamiast zwiedzania miast itp. więc jak najbardziej mi to odpowiadało. Wycieczka wybrana, pozostaje się naszykować na wyjazd, ale ten nudny fragment pominę Dzień 0 Piąta rano na lotnisku im. Chopina w Warszawie, odbieram bilet od przedstawiciela biura podróży, żegnam z rodzinką i wsiadam do samolotu. W dziewiczy przelot zabierają mnie linie LOT do Paryża, tam przesiadka w Air France i 10 godzin lotu do Caracas, stolicy Wenezueli. Nie taki diabeł straszny jak go malują i lot mija całkiem przyjemnie. Dzień 1 Przy podchodzeniu do lądowania widoki z okienek samolotu są przyjemne, lotnisko bardzo blisko Morza Karaibskiego i do tego tuż u podnóża całkiem sporych gór, pełnych zieleni. Po wylądowaniu szybka wizyta w okienku wizowym, gdzie miła pani zadaje pytanie „turista?” i wstawia stempel z dużym napisem ENTRADA. Przy wychodzeniu z terminala przylotów zaczepia mnie jeden ze strażników z pytaniem czy nie chcę wymienić dolarów na bolivary, zaproponował kurs 65 bolivarów za 1 dolara, nie zdecydowałem się, ponieważ wcześniej czytałem, że czarnorynkowy kurs to 35 do 1 i podejrzewałem „przekręt”. Okazał się, że dane o kursie 35 do 1 były nieaktualne i przy fatalnej sytuacji w Wenezueli, ich waluta traci na wartości bardzo szybko i faktycznie w lutym 2014r. kurs wynosił 70 do 1. Na szczęście w autobusie okazało się, że przez całą wycieczkę towarzyszyła nam będzie wenezuelska przewodniczka i w każdej chwili można było u niej wymieniać dolary. Około 40 minutowy przejazd zakończył się pod hotelem, gdzie czekała mnie pierwsza noc na innym kontynencie. ![]() Hotelowa restauracja Dzień 2 Z samego rana zostaliśmy uświadomieni, że przylecieliśmy do kraju w najgorszym możliwym momencie – właśnie zaczynały się ogólnokrajowe demonstracje przeciwko prezydentowi i w związku z tym na ulice Caracas wyjadą dzisiaj czołgi i wyjdzie Gwardia Narodowa, co całkowicie uniemożliwi nam zwiedzenie miasta a nawet utrudni wyjechanie z niego. Niestety w związku z zamieszkami na ulicach cały dzień musieliśmy spędzić w hotelu i był to najgorszy dzień w ciągu całego wyjazdu Dzień 3 Pierwszy znak, że od teraz będzie już tylko ciekawiej – nasz autobus którym mieliśmy przejechać przez Park Narodowy Henry Pitter. Tak kolorowego autobusu nikt się nie spodziewał i zamiast się do niego pakować wszyscy chcieli zrobić sobie przy nim zdjęcie ![]() Nasz autobus ![]() Park Narodowy Henry Pitter ![]() Plaża w Choroni ![]() Dla chętnych kokosy prosto z drzewa ![]() Widok z baru przy plaży ![]() Choroni ![]() Miejscowe plażowiczki w Choroni ![]() Zachód słońca w Choroni Dzień 4 Przejazd na plantację kakao gdzie mogliśmy zobaczyć jak wyglądają owoce kakaowca, jak przebiega proces produkcji kakao, spróbować owoców kakaowca w różnych fazach ich „życia” - osobiście polecam biały miąższ, który okrywa pestkę, jest zaskakująco słodki chociaż pachnie niezbyt miło. Warto wspomnieć też o samej jeździe w stronę plantacji – podróżowaliśmy na „pace” ciężarówki, która jechała dosyć szybko a po obu stronach drogi rosły drzewa pochylające się w nasza stronę. Widoki jak z filmu o niewolnikach murzyńskich pracujących na plantacjach. Po powrocie z plantacji nadszedł czas na delikatny „plażing”. ![]() ![]() W drodze na plantację kakao Dzień 5 Nadszedł czas na przejazd w południowe części kraju z daleka od morza i dużych miast. Pierwszy cel to Antigua Mision – byłej misji kapucynów, obecnie przekształconej w luksusowy hotel z olbrzymim ogrodem botanicznym w sąsiedztwie. Hotel naprawdę robił wrażenie, piękny hol, spory basen, fantastyczne pokoje. I na deser zwiedzanie ogrodu w którym można było spotkać dzikie wyjce i jeszcze jedno bardzo płochliwe zwierzątko – coś na kształt dużej świnki morskiej, biegające sobie między roślinami. Ogród duży, najpierw zwiedziliśmy meleksami z przewodnikiem potem można było wybrać się samemu, z czego nie omieszkałem skorzystać. Flora i fauna w ogrodzie botanicznym: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dzień 6 Kolejny punkt wycieczki – Hato Cristero – ranczo gdzie hoduje się kapibary, a przy okazji można zobaczyć kajmany, iguany, anakondy i sporo ptactwa. Ranczo prowadzi fantastyczna rodzina, z której część porozumiewa się w języku angielskim, była możliwość porozmawiać sobie z nimi po kolacji. Zwiedzanie terenu rancza odbywa się samochodem ale dla odważnych jest możliwość przejażdżki na koniach. W czasie tej podróży zaliczyłem pierwszy przelot samolotem więc dlaczego nie spróbować pierwszej w życiu przejażdżki na koniu Na terenie rancza hoduje się kapibary i widać to od razu, wszędzie gdzie się nie spojrzy widać te największe na świecie gryzonie, i o ile dorosłe nie wyglądają zbyt przyjemnie o tyle młode są urocze. Na deser właściciele rancza wyciągają z błota anakondę i można ją było sobie założyć na ramiona i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Nieproszeni goście w moim pokoju: ![]() ![]() ![]() Iguana schwytana przez przewodnika ![]() A tutaj już na wolności ![]() Ocelot - niestety w klatce, specjalnie dla turystów Dzień 7 Kolejne ranczo - El Cedral – raj dla wielbicieli zwierząt (głównie ptaków). Ranczo zarządzane przez państwo co widać po miejscach na nocleg, które wyglądały jak wojskowe baraki i nie były zbyt miłe dla oka. Ale już na wejściu widać chodzące po terenie iguany i kapibary. Mówiąc, że chodzą po terenie mam na myśli to, że chodzą tuż przy małym baseniku, między stolikami dla turystów i podchodzą pod same drzwi do pokojów. Wrażenia gwarantowane. Zwiedzanie terenu rancza zaczęliśmy od samochodu. Następnie chętni mogli dołączyć do naszego przewodnika Rafaela w poszukiwaniu anakondy. Nie wiedzieć czemu na tą przygodę zdecydowałem się tylko ja i Marysia, prawdopodobnie resztę odstraszyła konieczność przejścia przez błoto o głębokości sięgającej połowy uda. Ci którzy nie mieli na to ochoty stracili chyba najlepszą atrakcję całego wyjazdu – zgodnie z Marysią stwierdziliśmy, że ten około dwugodzinny spacer po równinie był niesamowitym przeżyciem. Po pierwsze spacer odbywał się boso po błotnisto-trawiastym terenie, lepszego spa nie można sobie wymarzyć Flora i fauna na ranczo: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dzień 8 Kolejny dzień w El Cedral, tym razem zwiedzamy teren na pokładzie płaskodennych łodzi. Dzięki temu jest możliwość zobaczyć „oko w oko” kajmany i inne zwierzęta, jednak przeważają ptaki i to one zadziwiają swoją liczebnością, kolorami i urokiem. Flora i fauna: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dzień 9 Żegnamy się z kapibarami i kajmanami a udajemy się w stronę Barinas, żeby później samolotem dostać się do Puerto Ordaz, gdzie można zobaczyć efekt łączenia się dwóch rzek bez mieszania się ich wód. Mianowicie Orinoko z jaśniejszą wodą łączy się z Charoni, której wody są dużo ciemniejsze. Wody nie mieszają się ze względu na różny skład chemiczny i przez jakiś czas płynie jednym korytem dwukolorowa woda. Efekt nie wygląda niestety zbyt emocjonująco, ani na żywo ani na zdjęciach. Wieczorem przelot 20-osobowym samolotem do Parku Narodowego Canaima gdzie dnia następnego ruszamy pod Salto Angel. ![]() Widok z okna hotelu ![]() Pod samym wodospadem ![]() Efekt połączenia dwóch rzek o różnych kolorach ![]() "Lokatorzy" hotelowego terenu ![]() Pod samym wodospadem Dzień 10 W drodze pod Salto Angel – najpierw około 7 godzinny rejs canoe, widoki zapierające dech w piersiach, góry Tepui z pionowymi ścianami robią niesamowite wrażenie, formy skalne na szczytach również. Sama podróż w canoe też emocjonująca, co jakiś czas płyniemy wąskimi przesmykami między skałami, do tego, jako że jest końcówka pory suchej, stan wody w rzece jest bardzo niski co powoduje, że co jakiś czas szuramy dnem łodzi po dnie rzeki. Raz nawet musimy wysiąść i przejść kawałek przez dżunglę. Późnym popołudniem docieramy do chatki gdzie czeka nas noc na hamakach, a skąd rozpościera się całkiem przyjemny widok na sam wodospad. Niestety jest już za późno żeby dzisiaj pomaszerować do jego podnóża. ![]() Nasz przewodnik po PN Canaima ![]() Tak odpoczywa ![]() Mapa Parku Narodowego Canaima - te wszystkie małe zdjęcia to wodospady ![]() Widok na Tepui ![]() Tepui ![]() Tepui ![]() Nasz "hotel" tuż przed podejściem pod Salto Angel ![]() Jeden z gości "hotelu' Dzień 11 Zaraz po wschodzie słońca ruszamy pod wodospad. Marsz mocno pod górę w bardzo dużej wilgotności mocno daje się we znaki, jest naprawdę ciężko. Ale po około dwóch godzinach męczarni docieramy do punktu widokowego – czyli ogromnego głazu z którego rozpościera się widok na wodę spadającą z 979 metrów ...a raczej rozpościerałby się, gdyby nie mgła, która od samego rana wisi nad dżunglą. Przejechać pół świata, żeby zobaczyć Salto Angel i nie mieć tej przyjemności z powodu mgły – dołujące Schodzimy do naszej chatki, skąd wyruszamy w drogę powrotną do cywilizacji. ![]() "Widok" na Salto Angel - niestety widać jakieś 20 ostatnich metrów z prawie tysiąca ![]() Taki widok jest w pogodny dzień - zdjęcie od wujka Google Dzień 12 Na ostatni dzień zaplanowane mieliśmy przejście pod wodospadem El Hacha (siekiera), który znajdował się bardzo blisko miejsca naszego noclegu. Wodospad widziany „od tyłu” robi super wrażenie, szum wody i jej siła są niezapomniane. ![]() Na terenie hotelu przy wodospadzie El Hacha ![]() Na terenie hotelu Goście hotelowi: ![]() ![]() ![]() ![]() Widok na 4 wodospady - przejdziemy pod tym z lewej strony ![]() Właśnie pod tym ![]() Tuż przed wejściem pod wodospad ![]() Widok spod "Siekiery" ![]() Pod wodospadem "El Hacha -Siekiera" ![]() Widok na Salto Angel z awionetki ![]() Jeszcze raz widok z awionetki ![]() Rzeka którą podpływa się pod Salto Angel - widok z awionetki Podsumowanie Wycieczka bardzo udana, mimo problemów z zamieszkami w pierwsze dni. Dla lubiących podglądać zwierzęta i dziką naturę godna polecenia. Kraj przepiękny z piękną przyrodą, szkoda że z tak dużymi problemami ekonomicznymi. Na wycieczce zaliczyłem pierwszy w życiu lot samolotem (i to od razu w liczbie 9 lotów, w tym awionetką), pierwszą w życiu jazdę na koniu i przy okazji pierwszy upadek z niego Czyli pierwszy z wielkich wodospadów odhaczony, czy będą następne to się okaże | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |