Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: Korea Południowa
#1 PostWysłany: 30 Sie 2026 11:28 

Rejestracja: 30 Maj 2017
Posty: 333
niebieski
Na skraju mapy
– Żołnierzu, jesteście gotowi do walki? – zagadnąłem południowokoreańskiego szeregowca na ulicy w Seulu. Był młody, może dwudziestoletni. Stał przy przejściu dla pieszych razem z kolegą z patrolu, trochę znudzony, trochę zagubiony w wielkim mieście. Zaskoczony, nie wiedział co odpowiedzieć. Przez chwilę patrzył na mnie tak, jakby próbował zdecydować, czy to pytanie jest żartem, prowokacją czy może egzaminem z wojskowego regulaminu. Po chwili ogarnął się i potwierdził swoją gotowość. – Ale z Amerykanami – dokończyłem. I wtedy zobaczyłem, że do całkowitego rozszerzenia źrenic wcale nie trzeba narkotyków.


Żołnierz uznał mnie chyba za prowokatora, szpiega albo zwykłego idiotę. A może wszystko naraz. W każdym razie szybko się odwrócił i tyle go widziałem. Przypomniała mi się scena z filmu „Pułkownik Kwiatkowski”, gdy zagubiony kapitan Stefańczuk, szef wiejskiego posterunku UB, pyta z niedowierzaniem wiceministra bezpieczeństwa publicznego: – To ja mam źle mówić o Armii Czerwonej?
W Korei z Amerykanami jest podobnie. Można o nich mówić albo dobrze, albo w ogóle się nie odzywać. Nie dlatego, że ktoś tego pilnuje, raczej dlatego, że wszyscy wiedzą, jak wygląda mapa: na północy Korea Północna i Kim, który co jakiś czas przypomina światu o swoim istnieniu rakietą wystrzeloną w stronę morza. Na zachodzie Chiny – ogromne, cierpliwe i pamiętliwe. Na południowym wschodzie Tajwan, wyspa, o którą kiedyś może się potknąć pół świata. Pośrodku tego wszystkiego leży Korea Południowa. Bogata, nowoczesna, świetnie zorganizowana. I bardzo samotna. – Z wielkich patronów została wam jeszcze Rosja – mówię jednemu z rozmówców w Seulu. Śmieje się krótko. – Kto zna historię, ten wie, że to kiepski pomysł. Po chwili dodaje: – No i Japonia. Milknie na moment. – Kto wie, czy nie największe zagrożenie.

Walka
Z Japonią to zresztą w Korei osobna historia. Rana, która nigdy się naprawdę nie zagoiła. O japońskiej okupacji można dowiedzieć się już w kolejce jadącej z lotniska Incheon do centrum Seulu. W filmiku nieustannie wyświetlanym na ekranach wagoników, między reklamą telefonów, wczasów na Czedżu i sieci komórkowej, pojawia się również krótka historia kraju z naciskiem na XX wiek. Wybija się tam jedno zdanie, które później powtarza się wiele razy: świat wiedział i nie reagował. Dla Koreańczyków to nie jest tylko fragment historii, to część ich pamięci, koreańskiego DNA. Zresztą to, co na przestrzeni setek lat Japonia uczyniła Koreańczykom, porównać można chyba tylko do traktowania Irlandczyków przez Anglików albo rdzennych mieszkańców Ameryki przez konkwistadorów. Z tą różnicą, że Koreańczykom udało się przetrwać jako naród. Zachowali język, kulturę, własną pamięć. Nie skończyli w rezerwatach jak Indianie ani nie zostali niemal całkowicie zasymilowani jak Irlandczycy, dla których wydarzenia w Londynie bywają czasem ważniejsze niż te w Dublinie. Korea przetrwała okupację. Później wojnę z Północą. A potem – jakby trochę na przekór historii – stała się jedną z największych gospodarek świata. Dziś to kraj uporządkowany, przewidywalny, niemal nudny. Czasem tylko coś się w nim nagle zacina. Jak w 2024 roku, gdy doszło do próby zamachu stanu. Cała historia trwała pięć godzin. Ktoś gdzieś ogłosił stan wojenny, ktoś inny ogłosił go nielegalnym, wojsko przez chwilę nie wiedziało, po której stronie stoi. Po kilku godzinach wszystko się skończyło. Ale konsekwencje okazały się już zupełnie poważne. Ówczesny prezydent odsiaduje dziś dożywocie, były minister obrony dostał trzydzieści lat.
– Nas zastraszyć nie można – mówi mi taksówkarz w Seulu, starszy człowiek o zmęczonych oczach. – Walkę z systemem mamy we krwi.
Opowiada o czasach młodości. O ćwiczeniach przeciwlotniczych, alarmach, syrenach. O symulowanych atakach z Północy. – To była codzienność – mówi.
Ale to przeszłość. Daleka. Wojna koreańska skończyła się w 1953 roku. Dla młodych ludzi to historia równie odległa jak dla Europejczyków druga wojna światowa. – Ile można żyć w strachu – mówi mi Park, student uniwersytetu w Seulu. – Jeśli będziemy cały czas siedzieć w bunkrze, nigdy nie zaczniemy normalnego życia.
Na ulicach miasta widać wielu starszych mężczyzn w czapkach z napisem „weteran”. Pochyleni wiekiem, prostują się nagle, gdy ktoś zapyta o wojnę. Na chwilę wracają do czasów, gdy byli młodzi, silni i przekonani, że świat można jeszcze naprawić. Są dumą Korei, ale też przypomnieniem, że historia nigdy nie odchodzi naprawdę. Tyle, że młodzi nie chcą walczyć jak ich dziadkowie. Chcą żyć, kochać, podróżować. I – jak mówią półżartem – pracować w Samsungu.

Geografia
Nawet wycieczki na granicę z Północą są dziś bardziej atrakcją turystyczną niż przeżyciem egzystencjalnym. Tunele, którymi żołnierze Kima mieliby kiedyś znienacka zaatakować, rzeczywiście istnieją, podobnie jak zaminowana granica, ale wszystko przypomina trochę teatr.
– Zwróciłeś uwagę, że wszyscy żołnierze na granicy noszą ciemne okulary? – pyta przewodnik. – To nasz pomysł. Niby po to by ukryć strach.
Później czarne okulary zaczęli nosić także żołnierze z Północy. I teraz wszyscy stoją naprzeciw siebie w tym samym kostiumie jak w jakimś surrealistycznym przedstawieniu. Zresztą cała granica w Panmundżon wygląda jak scenografia do filmu o zimnej wojnie. Z jednej strony błękitne baraki. Z drugiej identyczne błękitne baraki, na środku cienka linia. Jeden nieostrożny krok i można zmienić historię, a przynajmniej swój życiorys. Turyści ustawiają się do zdjęć z Koreą Północną w tle. Dalekim tle, bo na samym przejściu w zasadzie niczego nie wolno. Nawet głośno mówić. Przewodnik powtarza półgłosem: – Proszę nie wykonywać gwałtownych gestów. Nie wiadomo, czy chodzi o bezpieczeństwo, czy raczej o zachowanie odpowiedniej dramaturgii. – Tam stoi żołnierz z Północy – mówi. Rzeczywiście stoi. Nieruchomo jak figura z wosku. Ciemne okulary, zaciśnięte usta. Po stronie Korei Południowej żołnierz wygląda prawie identycznie. Jak dwa manekiny ustawione naprzeciw siebie w witrynie sklepowej. – Oni nas obserwują – mówi przewodnik. – My ich też. – I co z tego wynika? – pytam. Wzrusza ramionami. – Nic.
To „nic” trwa już siedemdziesiąt lat.
Kilka godzin później siedzę w barze w Seulu z młodym dziennikarzem lokalnej gazety. Pijemy soju, które smakuje trochę jak wódka z wodą mineralną. – Cała nasza polityka to balansowanie – mówi. – Między Ameryką, Chinami i Północą. – A Tajwan? Uśmiecha się krzywo. – Tajwan to pytanie, którego nikt nie chce usłyszeć. Bo jeśli kiedyś wybuchnie tam wojna, Korea nie będzie mogła udawać, że jej to nie dotyczy. Amerykanie mają tu swoje bazy, Chińczycy – handel i cierpliwość, a Koreańczycy mają geografię. – Jesteśmy jak człowiek siedzący między trzema kłócącymi się gigantami – mówi dziennikarz. – I każdy z nich uważa, że krzesło należy do niego.
Nazajutrz jadę do portu w Incheon. Kontenery ustawione są jeden na drugim jak gigantyczne klocki. Na wielu z nich chińskie znaki. Na innych amerykańskie logotypy. Tu wielka polityka ma bardzo prostą formę – stalowych skrzyń. – Dziewięćdziesiąt procent wszystkiego, co produkujemy, gdzieś płynie – mówi ochroniarz przy wjeździe do portu. Patrzy na morze. – A jeśli coś płynie, to musi przejść obok Chin. Mówi to spokojnie, jakby mówił o pogodzie. – Geografia to przeznaczenie.
Wieczorem wracam do Seulu. W dzielnicy Hongdae studenci tańczą do muzyki K-popu. Ktoś sprzedaje grillowane kalmary, ktoś inny maluje portrety turystów. Trudno uwierzyć, że kilkadziesiąt kilometrów dalej stoi armia gotowa do wojny. – Korea Północna jest jak wulkan – mówi dziewczyna sprzedająca kawę. – Wiemy, że istnieje, ale nie możemy o nim myśleć codziennie. Koło wulkanu też przecież toczy się życie.
Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że w kraju tak nowoczesnym pamięć o historii wciąż jest bardzo żywa. Japonia, Chiny, Ameryka, to tutaj słowa-klucze do jej zrozumienia. Jedynie Europa widziana z Seulu nie wzbudza emocji, bo jest za daleko. – Nauczyliśmy się ufać tylko sobie – mówi mi starszy mężczyzna w seulskim parku. Na czapce ma napis „weteran”. – A Amerykanom? A Trumpowi? – dopytuję. Zastanawia się chwilę. – Kiedyś uważaliśmy, że będą zawsze po naszej stronie – odpowiada w końcu. – Dziś nie jest to już takie pewne.
Po ataku na Iran Stany Zjednoczone przeniosły baterie Patriot oraz elementy systemu THAAD, który ma za zadanie przechwytywać pociski balistyczne, do krajów Bliskiego Wschodu. Protesty Seulu nie miały żadnego znaczenia…

Szarość
Seul, Incheon czy Busan to tętniące życiem metropolie z migoczącymi ekranami, światłami i codziennym ulicznym chaosem. A jednak gdyby jednym słowem określić Koreę Południową, byłaby to szarość. Szarość starszych zmęczonych ludzi. Z pewnością dobrze żyjących, wygodnie, starannie ubranych, ale przygniecionych jakimś wiecznym ciężarem, bez uśmiechu. Jakby w całym kraju panował fatalizm, pogodzenie z losem i swoim miejscem na skraju mapy. Kontrast tym większy, że kilka miesięcy temu byłem w irackim Kurdystanie. Widziałem młodych, entuzjastycznie nastawionych ludzi, pełnych energii i wierzących w przyszłość swojego narodu. Mimo miejsca i czasu w jakim przyszło im żyć. W Korei młodych w zasadzie nie ma, mediana wieku przekracza 46 lat, co jest jednym z najwyższych wyników na świecie. Ponad 20 proc. mieszkańców to osoby w wieku 65 lat i więcej, a prognozy mówią, że do 2074 roku średni wiek Koreańczyka wzrośnie do ponad 60 lat… Korea Południowa wymiera i nikt nie ma pomysłu jak temu zaradzić.
Może to ten wysoki wiek sprawia, że miejsce spontaniczności zajęła refleksja i duma z własnej historii. Nawet jeśli ta historia jest nieco naciągana. Oto w Seulu można oglądać dawne królewskie pałace, misternie odrestaurowane robią wielkie wrażenie. Tyle, że ich wartość historyczna jest taka sama jak starego miasta w Warszawie. Gyeongbokgung powstał co prawda w 1395 roku, ale już 200 lat później został całkowicie zniszczony przez Japończyków. Przez niemal trzy stulecia ruiny niszczały, palone, topione i rozkradane. Pałac odbudowano dopiero w XIX wieku, a kilkadziesiąt lat później ponownie został zniszczony przez kolejne pokolenie Japończyków. Dopiero koniec wojny koreańskiej przyniósł trwałą odbudowę, a ostatnie prace nad „historyczną” siedzibą królów zakończono w… 2010 roku.
Wracając do hotelu przypominam sobie południowokoreańskiego szeregowca, którego zapytałem o gotowość do walki z Amerykanami. Może naprawdę uznał mnie za prowokatora. A może po prostu zadałem pytanie, na które w Korei nie ma dobrej odpowiedzi. Bo żyjąc między Kimem, Chinami, Japonią i Tajwanem trzeba umieć robić coś trudniejszego niż walczyć. Trzeba umieć przetrwać. A w tej sztuce Koreańczycy osiągnęli prawdziwe mistrzostwo świata.
Góra
 Profil Relacje PM off
Aramise02 lubi ten post.
Aramise02 uważa post za pomocny.
 
      
USA: Nowy Jork + Miami w jednej podróży od 2918 PLN! 🦅🌊 Od drapaczy chmur po rajskie plaże 🏙️☀️ USA: Nowy Jork + Miami w jednej podróży od 2918 PLN! 🦅🌊 Od drapaczy chmur po rajskie plaże 🏙️☀️
Weekend w Wenecji za 719 PLN🏛️Loty + 3* hotel w historycznej dzielnicy 🇮🇹🏨 Weekend w Wenecji za 719 PLN🏛️Loty + 3* hotel w historycznej dzielnicy 🇮🇹🏨
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group