| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach sztuka-ameryka-w-wielu-odslonach,212,81860 | Strona 1 z 3 |
| Autor: | ara [ 20 Paź 2015 18:35 ] |
| Temat postu: | Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach aktorzy: ona (ara), on (repman) i dwa podręczne bagaże miejsce: kontynent południowoamerykański z elementami północno-, środkowo- i południowoeuropejskimi czas trwania: 07-29.11 przerwy: nie przewidziano, pełen speed bilety: wstęp wolny - zapraszamy! Prolog Dawno dawno temu użytkownikowi ara zamarzyło się, aby najbliższą rocznicę urodzin spędzić w miejscu, które zostanie w pamięci na długo - takie miejsce na miarę okrągłej trzydziestej rocznicy 25.06 duuużo dni do wyjazdu... Kupione loty z Madrytu do Rio, powrót z Santiago - oprócz dolotu i powrotu z Madrytu trzeba jakoś ogarnąć przemieszczenie się z Brazylii do Chile. Możliwości jest wiele - pierwsza wspólna myśl - przez Argentynę! Tak - Argentyna jest piękna - są cudowne wodospady Iguacu, jest boskie Buenos, jest kolonialna Salta, jest Mendoza ze swoimi winnicami, argentyńskie tango, któremu na kursie tańca zbyt mało czasu poświęciliśmy i można by to nadrobić w warunkach "live", Andy, Patagonia i w ogóle masa ciekawych miejsc i rzeczy do zobaczenia i spróbowania. 15.09 o jakieś 80 dni mniej do wyjazdu... W miarę zdobywania nowych informacji o Argentynie, rośnie w głowie także potrzebny na wyjazd budżet a jako, że budżet standardowo ograniczony to zrezygnowaliśmy z przejazdu przez Argentynę, zostawiamy ją sobie na kolejny trip - może motocyklowy ara: może jednak przez Boliwię? 07.10 o kolejne 22 dni mniej do wyjazdu... repman: ja chcę na Machu Picchu! 19.10 18 dni do wyjazdu... Po wielu tygodniach i pewnie kilkuset godzinach rozmyślania nad trasą, czytania blogów, relacji, szukania lotów, sprawdzania kosztów busów, godzin odjazdów, przyjazdów, oglądania atrakcji, szukania informacji o szczepionkach, jedzeniu, bezpieczeństwie, walutach: zarys trasy ustalony, loty dokupione, brakuje tylko jeden - powrotny z Londynu, ceny póki co takie sobie więc czekam - może spadną a może przepłacę Trasa powietrzna wygląda następująco: 07.11 SXF - PMI - MAD 08.11 MAD - GRU - GIG 09.11 SDU - VCP 10.11 VCP - CAC 12.11 IGU - CGB 12.11 CGB - PVH 12.11 PVH - RBR 26.11 SCL - GRU - MAD 27.11 MAD - LTN 29.11 LTN - POZ* *A teraz przekład na język polski, tzw. legenda: W sobotę 07.11 udajemy się z krainy podziemnej pomarańczy... stop - miało być po polsku - udajemy się z Poznania do Berlina Z Berlina lecimy na Majorkę - bynajmniej nie po to, żeby katedrę w Palmie ponownie zobaczyć, bo tak nam się spodobała ale wspaniałomyślnie tnąc koszty przesiadamy się tam na lot do Madrytu, gdzie po nocnej regeneracji na lotnisku stawimy się wypoczęci i uśmiechnięci na nasz 11-godzinny lot do Sao Paulo i dalej do Rio. Oczami wyobraźni przenosimy się do Rio. Wsiadamy w niebieski bus czerwonej linii albo na odwrót i jedziemy do naszego hosta - Jose. Nie zapominajcie o wyobraźni - noclegu jeszcze nie mamy ale tak mniej więcej powinno to wyglądać. Dzień kolejny to podbój Rio - Corcovado i Pao de Acuar, koniecznie w tej kolejności tak, żeby na Głowie zameldować się na zachód słońca - ponoć tego dnia nastąpi on o 17.40. Jak dobrze, że już po zmianie czasu! Poranek dnia kolejnego - wypoczęci i uśmiechnięci stawiamy się na 2-godzinny lot do Cascavel, skąd do wodospadów Iguazu mamy 150 km. Phi, co to dla nas... komu znane są realia dystansowe w Brazylii ten wie, że taki dsystans to żaden dystans - ogarniemy to busem lub stopem - w zależności co szybciej złapiemy Jesteśmy zatem w Iguazu. Pierwszy dzień, albo to co z niego zostanie po przyjeździe z Cascavel poświęcamy na brazylijską część wodospadów, kolejnego dnia jedziemy na stronę argentyńską. Wieczór poświęcamy na zgranie 5 tysięcy zdjęć z wodospadów i zrobienie miejsca na karcie na kolejne. Zaraz... przecież nasz tablet nie ma wejścia na kartę - ara w myślach wścieka się na dzień, w którym repman dokonał zakupu tabletu oraz każdy kolejny, w którym mógł a go nie sprzedał. Nic to jednak, zmieniamy po prostu kartę, zdjęcia zgramy standardowo po powrocie. Dzień kolejny to dzień pod znakiem lotów i modlitw aby wszystko odbyło się planowo. Rano lecimy z Iguazu do Cuiaby, stamtąd do Porto Velho - parogodzinny wypad na miasto i powrót na wieczorny lot do Rio Branco. Tu śpimy jak ludzie - w normalnym ibisie choć oczywiście w promocyjnej cenie, tak żeby spanie na lotnisku opłacało się tylko trochę bardziej... Szkoda tylko że z samego rana trzeba gnać ponad pińcet kilometrów, nie wiemy jeszcze jak i czym, ale mamy nadzieję, że komunikacja brazylijsko - peruwiańska nas nie zawiedzie. Z Rio Branco uderzamy najpierw do granicy z Peru - Assis/Inapari, stamtąd do Puerto Maldonaldo. Na pokonanie tej trasy (574km) mamy jakieś 12h, tak żeby zdążyć na wieczornego busa do Cuzco. Forum LP daje szansę na powodzenie tej misji. Przedstawiciele forum f4f potwierdzą te doniesienia 13.11. Bilety na busa zakupione, w różnych rzędach bo promocyjne miejsca były rozrzucone po autobusie. Wszak budżetowy turysta nie zapłaci za bilet więcej skoro może mniej tylko dlatego, żeby siedzieć koło swojej połówki 19.10 17 dni do wyjazdu... Planowania ciąg dalszy. Szczęśliwie udaje nam się zdążyć na nocny bus do Cuzco z, mam nadzieję, wypaśnym rozkładanym fotelem, co by trochę zrekompensować sobie trudy dotarcia na owy bus. Rano meldujemy się w Cuzco, gdzie najpierw łapiemy jeden pojazd do Santa Marii, potem kolejny do Santa Teresy i jeszcze kolejny do już nie świętej ale do zwykłej hydroelektrowni. Następnie udajemy się z buta do Aguas Calientes, skąd tylko jedna noc i 150 zł dzieli nas od przekroczenia bramy do miasta Inków! Rezerwujemy sobie cały dzień na ten rejon oraz kolejny na ponowne dotarcie szlakiem wszystkich świętych do Cuzco. Bedąc tu dwa dni wcześniej orientujemy się w możliwościach dotarcia do Kanionu Colca. Kondor jest ptakiem ciekawym i dużym i ponoć warto go zobaczyć Później jak przez mgłę widzę zdobywanie kanionu, skąd mogłaby nastąpić teleportacja na boliwijski salar a stamtąd do San Pedro de Atacama w Chile ale jak znam życie i to przyjdzie nam zaplanować od A do Z. Zabieramy się zatem za planowanie a o efektach poinformujemy niebawem. W tym miejscu zasadnym wydaje się postawienie pytania: czy nie można było kupić lotu z Iguazu do Cuzco. Oczywiście można było, ale tak jak człowiek nie rodzi się z umiejętnością chodzenia i czytania tak kupując loty do Ameryki nie mieliśmy w głowie odpowiedzi na pytania: skąd, dokąd, za ile, kiedy, po co i jak W kolejnym akcie druga część prologu, po którym nastąpi sztuka właściwa. Bądźcie z nami, zapraszamy już wkrótce! | |
| Autor: | dialam [ 21 Paź 2015 10:31 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
zapowiada się super będę kibicować będziecie pisać relację "live"? | |
| Autor: | karpik [ 21 Paź 2015 10:45 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
rezerwuję miejsce w pierwszym rzędzie! | |
| Autor: | olajaw [ 21 Paź 2015 11:15 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
Czy są miejsca VIP? Zapowiada się świetna wyprawa, Ameryka Południowa ciągle mnie kusi a kolejne relacje nie pomagają | |
| Autor: | ara [ 21 Paź 2015 12:02 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
@dialam o ile możliwości techniczne pozwolą, mamy zamiar transmitować nasze poczynania "live" @karpik @olajaw gwarantujemy miejsca w klasie "presidencial" - takie, jakie mamy w busie do Cuzco | |
| Autor: | kaviorwiki [ 21 Paź 2015 12:37 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
Odliczam dni do premiery | |
| Autor: | maxima [ 21 Paź 2015 12:53 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
a macie już bilety na Machu? będę w podobnym terminie, ale lecę już za tydzień | |
| Autor: | ara [ 21 Paź 2015 13:06 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
@maxima chciałam kupić ale stwierdziłam, że spróbujemy wynegocjować stawkę dla studentów przed wejściem | |
| Autor: | maxima [ 21 Paź 2015 14:04 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
ja kupiłam już z 2 miesiące temu bilety na HP JA robię trasę od SCL na północ, przez Boliwię do Limy | |
| Autor: | ara [ 21 Paź 2015 14:24 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
od 13.11, nie wiem jeszcze do kiedy | |
| Autor: | ara [ 07 Lis 2015 00:31 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
06.11 jeden dzień do wyjazdu... Rodzina pochorowana, opcja druga dojazdu - blablacar. Krótki reserch i bingo! - jest przejazd na lotnisko O dziwo - jesteśmy spakowani - pierwszy raz z zapasem większym niż 0,5h przed podróżą! Plecaki coś podejrzanie lekkie a upchnęliśmy w nie nawet śpiwory, ciekawe o czym zapomnieliśmy Już teraz zapraszamy na pierwszą odsłonę brazylijską, która, jeśli nie brak internetu albo inne problemy techniczne, powinna nastąpić w okolicach poniedziałku. 07.11 sobota, dzień 1 Wyjazd Trasa: Poznań - Berlin (SXF) - Palma (PMI) - Madryt (MAD) O czasie meldujemy się na lotnisku SXF, przejazd minął w miłej podróżniczej atmosferze - przy okazji pozdrawiamy ziomków lecących do Malagi oraz panią przewodnik po Berlinie Edit: Lądujemy w Palmie. Gdyby tak na SXF mieli choc 5% tych krzeseł! Z Palmy wylatujemy z lekką obsuwą. Po przylocie do Madrytu szukamy miejscówki na nocleg. Lotnisko jest ogromne, jest dużo fajnych kątów, korytarzy, placyków zabaw (już zajętych 08.11 niedziela, dzień 2 Pierwsze koty za płoty Trasa: Madryt (MAD) - Sao Pulo (GRU) - Rio de Janeiro (GIG) ... śpimy praktycznie do budzika. Przed piątą znowu słychać komunikaty (mega głośne) o sprawdzaniu tablicy odlotów i nie zostawianiu bagażu bez opieki - spaliśmy tak dobrze, że ich nie słyszeliśmy czy wspaniałomyślnie nie nadają ich w środku nocy? O 5.30 przemierzamy lotnisko w celu odprawy, przy okazji mijamy kolejkę gigant do kontroli bagażowej ciesząc się, że nie przyszło nam do głowy spać dłużej. Przy check-inie okazuje się, że jest problem z wydrukowaniem karty repmana na kolejny odcinek lotu (GRU-GIG). Nie jest nam to zbytnio na rękę, mamy tam 1,5h na przesiadkę. No ale, co zrobisz jak nic nie zrobisz No to można się ewakuować z lotniska, wychodzimy na zewnątrz i ogarnia nas dziwne uczucie zapamiętane z dzieciństwa: inhalacje pod kocem - taaaak wilgotność! Duuuża wilgotność Przed przyjazdem autobusu zapoznajemy miejscową kobietę. Pani bardzo mila, trochę z nami pogadała. Sprawdziła gdzie śpimy i zaoferowała, że pokaże gdzie mamy wysiąść. Fajnie, bo przystanki nieoznaczone i żadnej informacji w busie Sprawnie docieramy do ulicy, przy której jest nasz hotel (Rio's Nice). Numery początkowe, my szukamy 201, zapewniany naszą towarzyszkę, że damy sobie radę, dziękujemy za eskortę i rozdzielamy się. Idziemy główną ulicą dzielnicy Santa Teresa, trafiamy do hotelu. Chwila niepewności przy check-inie, bo hotel bookowany z promocji u indyjskiego pośrednika (16 USD) ale voucher przyjęty, śniadanie potwierdzone, dodatkowo nagrywamy na kolejny dzień przechowalnię bagażu. Zrzucamy bagaże i idziemy poszukać czegoś do picia i jedzenia. Mamy w okolicy masę knajpek, sklepików, nawet market, choć już zamknięty. Starcza nam kasy na przecenioną wielką a'la drożdżówkę i napój. Rozglądamy się za kantorem, bezskutecznie więc dochodzimy do wniosku, że pieniądze wymienimy kolejnego dnia, w drodze do Corcovado. Wracamy do hotelu. Sprawdzamy jeszcze prognozę pogody na jutro - zachmurzenie i deszcze... Niefajnie. | |
| Autor: | ara [ 12 Lis 2015 21:52 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
09.11 poniedziałek, dzień 3 Zemsta kantoru Trasa: Rio: Corcovado - Głowa Cukru - Rio (SDU) - Sao Paulo (VCP) W planach Corcovado i Pão de Açúcar, szybki powrót do hotelu a potem lot do VCP. No i kantor, koniecznie kantor! Po wczorajszym wieczornym spacerze nabraliśmy trochę pewności w poruszaniu się po mieście. I dobrze, bo mamy co chodzić Załącznik: P1160634.JPG [ 172.02 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160640.JPG [ 178.8 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Spacer do kas zajął nam łącznie jakieś 3 godziny. Wspinając się pod górę powietrze coraz bardziej przypomina mleko, w dole mało co widać a i Chrystusa nigdzie nie widać. Mijamy budkę strażników, mówią, że zła pogoda... tyle to i sami widzimy Załącznik: P1160740.JPG [ 165.01 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Czekamy jednak wytrwale i po jakimś czasie dostajemy nagrodę - mgła się rozrzedza nie tylko na tyle, że widać Chrystusa ale zaczyna być widoczne wybrzeże i Głowa Cukru hurrrraaaa! Załącznik: P1160661.JPG [ 126.39 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160681.JPG [ 193.4 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160702.JPG [ 199.72 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Robimy fotki, podziwiamy widoki i zjeżdżamy w dół, czeka nas długa droga powrotna, trochę ją modyfikujemy tak, aby przemieszczać się w stronę Głowy Cukru. Załącznik: P1160765.JPG [ 217.72 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Po drodze łapiemy stopa, miła dziewczyna podrzuca nas kawałek, potwierdza, że w okolicy jest kantor. Super! Odnajdujemy go z pomocą miłej Brazylijki, próbujemy wymienić dolary. Sprzedawca: niestety nie ma pieniędzy My: Sprzedawca: tak, ale nie ma pieniędzy. My: może masz jakieś pieniądze w portfelu? chociaż z 10 dolarów nam wymień. Sprzedawca: niestety nie mam. My: <wtf??> czy jest tu jakiś inny kantor w okolicy? Sprzedawca: na Copacabanie. Załącznik: P1160767.JPG [ 234.8 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Na jednej ze stacji paliw udaje nam się połączyć z netem i przerzucić środki na konto walutowe. Wypłacimy kasę z karty i nie trzeba będzie się martwić o kantor. Próbujemy wypłacić, bankomat chce prowizje 20 brl, znajdziemy bez prowizji. Yhy... Załącznik: P1160808.JPG [ 214.26 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160803.JPG [ 208.5 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160820.JPG [ 174.99 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160866.JPG [ 226.21 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Idziemy w stronę Santa Teresa. Jest bankomat huraaaa! Ale co?! Jak to karta invalido? Dobra, sprawdzimy w kolejnym. Już nie zwracamy uwagi na prowizję, próbujemy w pięciu bankomatach jednak za każdym razem brak powodzenia. Co jest nie tak? Czasu coraz mniej, niedługo 19, łapiemy taksę. Pytamy o kantor - jest na Copacabanie. Siet, to w odwrotną stronę do tej, w którą idziemy ale innego wyjścia nie mamy. O 21.59 mamy lot, trzeba się spieszyć. Jedziemy taksą, po drodze widzimy Copacabanę, punkt nadprogramowy, kiedyś tu wrócimy na dłużej Lot mija szybko, jak na godzinny lot przystało, robimy rundkę po lotnisku w celu znalezienia odpowiedniego miejsca na nocleg, wybór pada na schowek pod schodami na wózki inwalidzkie Rano czeka nas lot do Cascavel, w statystykach 96% anulacji, nie mamy planu awaryjnego pozostaje więc modlić się, aby lot się odbył. Repman zasypia snem kamiennym zaraz po położeniu głowy na podłodze, ara meczy się - gorąco mimo krótkich spodenek i koszulki, duszno, tną komary. Można by się nakryć śpiworem po uszy ale grozi to ugotowaniem się. Ara z podziwem patrzy na repmana: koszulka, kurtka, krótkie spodenki, długie spodnie, śpiwór naciągnięty na głowę 10.11 wtorek, dzień 4 Cataratas! Trasa: Sao Paulo (VCP) - Cascavel (CAC) - Foz do Iguaçu - Wodospady Iguaçu Poranek pod znakiem szybkiego sprawdzania statusu lotu - "on time" i od razu w niepamięć poszły trudy minionej nocy a na naszych twarzach zagościł prawdziwy banan, o taki - Przed nami dwugodzinny lot do Cascavel. Na krótkich trasach krajowych Gol'em czy Azul'em możemy liczyć na darmowy napój oraz przekąskę, na ogół jakieś snacki. Na tym locie oferowali do wyboru jedną z czterech przekąsek - snacki, jabłko, babeczka albo żelki. Nie wiem czy to nasz urok osobisty, czy wręcz przeciwnie - odciśnięte na twarzy trudy nocy spowodowały, że dostaliśmy po komplecie przekąsek, po czym dostaliśmy je ponownie Zbliża się czas lądowania, pilot nadaje jakiś komunikat, niestety tylko po portugalsku. Ara: chyba zmieniamy lotnisko na IGU Repman: <udaje, że słucha> yhy... Stewardesa: nie wiem czy zrozumieliście co powiedział pilot? My: niestety nie <nie znamy portugalskiego> S: lotnisko w Cascavel jest zamknięte, będziemy lądowac w Foz do Iguaçu, to niedaleko. My: oooo to świetnie <wybuch radości>, tam zmierzamy S: naprawdę? To macie szczęście My: taaa, mamy dobry dzień Pokręciliśmy się trochę nad Iguaçu po czym pilot nadał kolejny komunikat, zaczęliśmy już przeczuwać co może oznaczać. Stewardesa potwierdziła - wracamy do Cascavel Do miasta udaje nam się sprawnie złapać stopa. Miła para podrzuca nas na dworzec autobusowy, kupujemy bilety do Foz (36 brl/os) przy okazji upuszczając telefon i gubiąc kartę z częścią zdjęć, dlatego w relacji zabraknie m.in. zdjęć z naszych lotniskowych noclegów Załącznik: P1160875.JPG [ 232.4 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160879.JPG [ 230.13 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160881.JPG [ 224.42 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160896.JPG [ 233.55 KiB | Obejrzany 21665 razy ] Załącznik: P1160939.JPG [ 222.04 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160929.JPG [ 206.18 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160955.JPG [ 207.46 KiB | Obejrzany 21665 razy ] Załącznik: P1160956.JPG [ 221.12 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160979.JPG [ 198.84 KiB | Obejrzany 21626 razy ] Nie ma dzikich tłumów, jako że godziny już popołudniowe. Ciężko nam sobie wyobrazić co się czuje chodząc po stronie argentyńskiej, zapowiada się genialnie Załącznik: P1160994.JPG [ 235.9 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1160999.JPG [ 215.08 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Załącznik: P1170005.JPG [ 210.51 KiB | Obejrzany 21666 razy ] Niebo zaczyna się ściemniać, po chwili czuć pierwsze krople deszczu i momentalnie zaczyna się burza z taką ulewą i wichurą, że ponownie totalnie mokniemy w naszym turystycznym busiku bez okien a dodatkowo trzeba uważać na lecące z dużą prędkością gałęzie i liście. Oto nasza burza z piorunami z porannej prognozy Po wyjściu z parku przesiadamy się na busa linii 120 jadącego przez lotnisko do miasta (3,2 brl/os). Jedziemy do samego końca, na terminal, gdzie w okolicy znajdujemy market Super Muffato z bufetem na wagę. Polecamy to miejsce. Najadamy się do syta za niecałe 20 brl, robimy zakupy w markecie i wracamy busem do hotelu. Jutro czeka nas wyprawa na wodospady po stronie argentyńskiej. Musimy opracować plan dotarcia iii wymiany pieniędzy, oby poszło to sprawniej niż w Rio... 11.11 środa, dzień 5 Bilans zero Trasa: Foz - Puerto Iguazú - Wodospady Iguazú - Foz Po obfitym śniadaniu dowiadujemy się w recepcji, że obok hotelu w sklepie z pamiątkami jest kantor. Idziemy sprawdzić kurs. 13 ars za dolara. Ujdzie, chociaż na stronie w necie było 14, decydujemy się wymienić 50 usd a resztę po stronie argentyńskiej. Dostajemy 650 ars. Nie chce nam się jechać do miasta żeby dostać się do Argentyny, postanawiamy pójść pieszo do granicy. Po 45 minutach marszu z hotelu docieramy do przejścia granicznego w Brazylii. Dopełniamy formalności wyjazdowych i ruszamy dalej. Po paru minutach udaje nam się złapać stopa, jedziemy więc w towarzystwie miłego gościa przez granicę argentyńską, gdzie dostajemy pieczątki wjazdowe na 90 dni do drogi prowadzącej do wodospadów, zaraz na wjeździe do Puerto Iguazú. Pan nas jeszcze instruuje, gdzie mamy złapać busa. Ara: jesteśmy na drodze do wodospadów, to po co jechać jeszcze do miasta? Jedzmy od razu na wodospady! Repman: no tak, możemy tu coś złapać, nie ma sensu się wracać do miasta. Po co właściwie mieliśmy tam jechać? Do kantoru Podjeżdża taksówka, gość chce 100 ars za trasę na wodospady. Wsiadamy. Po chwili dosiada się dwójka Wenezuelczyków. Pytają czy nie chcemy z nimi wracać, żeby dzielić koszty taksy. Nie wiemy ile czasu nam zejdzie na wodospadach, wolimy się nie ograniczać. Zaczynamy podliczać wydatki: 100 ars taksa 260 ars jeśli pamięć ary nie myli wejście na wodospady, co daje 520 ars na dwie osoby 30 ars zostaje na ewentualne wydatki i drogę powrotną - jakieś 10 zł - brawo my! Załącznik: P1170028.JPG [ 219.87 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170029.JPG [ 234.33 KiB | Obejrzany 21677 razy ] W parku spędzamy kilka dobrych godzin, widoki wspaniałe, nie pada ale jest pochmurno i co jakiś czas słychać w oddali burzę. Zastanawiamy się kiedy nas złapie. Profilaktycznie wzięliśmy ciuchy na zmianę ale mimo wszystko w burzy po tych metalowych kładkach nie chcielibyśmy śmigać Załącznik: P1170040.JPG [ 223.42 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Wodospady robią niesamowite wrażenie i to, że można podejść tak blisko, poczuć moc tej masy wody, która tu przepływa, świetne uczucie! Załącznik: P1170084.JPG [ 208.9 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170115.JPG [ 231.38 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170076.JPG [ 211.46 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170190.JPG [ 221.18 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170191.JPG [ 242.23 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170196.JPG [ 208.97 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170200.JPG [ 199.45 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170201.JPG [ 238.16 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Podczas spaceru w parku mijamy zwierzaki (np. powszechne tu coati) i różne zorganizowane grupy (grupę tygrysów, grupę Miguel, grupę 1112 i 6015), jako nieliczni idziemy bez plakietki, mogliśmy przyjechać jedną z nich ale nasz hotel chyba nie świadczy takich usług. Oferowali nam sam dojazd i powrót za 150 brl, ale nie z nami te numery Załącznik: P1170036.JPG [ 212.09 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Na koniec zostawiamy sobie podróż kolejką do Garganty, burzę słychać coraz bardziej, doszły też błyski na horyzoncie, czuć pierwsze spadające krople deszczu. Szczęśliwie i sucho udaje nam się dotrzeć na koniec platformy. Kilka fotek i z powrotem, łapiemy powrotna kolejkę i teraz już się może dziać, co chce. Plan zrealizowany Załącznik: P1170237.JPG [ 215.83 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Załącznik: P1170273.JPG [ 204.12 KiB | Obejrzany 21677 razy ] Opuszczamy teren parku, po drodze łapie nas lekki deszcz, idziemy w nadziei, że złapiemy coś za te nędzne 30 ars, które nam zostały... Po jakimś czasie zatrzymuje się taksa, my - poziom espagnol zero, kierowca - poziom english zero. Dogadać się ciężko, w ruch idzie kartka, długopis i pieniądze do zobrazowania naszych możliwości finansowych. Pan pisze na kartce 100 ars, my pokazujemy 30. Ok, stawka dograna, wręczamy panu pieniądze i jedziemy do Puerto Iguazú, gdzie po szybkim spacerku przez miasto i minięciu jednego nieczynnego kantoru trafiamy na dworzec autobusowy. Za 4 brl od głowy kupujemy bilety powrotne do Brazylii. Granica pierwsza - argentyńska - wychodzimy z busa, podbijamy paszporty, wsiadamy z powrotem. Granica druga - brazylijska - wysiadamy, pytamy czy bus na nas poczeka, nie poczeka, mamy łapać kolejnego. Idziemy podbić paszporty i karty wjazdowe. Czekamy na kolejnego busa, godzinę! Gdybyśmy wiedzieli, że tyle to potrwa, wrócilibyśmy na stopa, ale, że bilety już mieliśmy a i planów specjalnych na wieczór brak, posiedzieliśmy na przystanku i poobserwowaliśmy ruch graniczny. W końcu docieramy do miasta, gdzie wzorem dnia poprzedniego udajemy się do Super Muffato na obiad po czym wracamy do hotelu. | |
| Autor: | ara [ 15 Gru 2015 00:00 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
Relacja co prawda w większości powstawała "live" ale ze względu na ograniczenia sprzętowe nie było możliwości jej wrzucania na bieżąco, a po urlopie jak to po urlopie pochłonięci przez rutynę dnia codziennego... | |
| Autor: | repman [ 15 Gru 2015 20:42 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
sponsorem kolejnej odsłony jest drugi z bohaterów 12.11 czwartek, dzień 6 Chillout w przestworzach Trasa: Foz (IGU) - Cuiaba (CGB) - Porto Velho (PVH) - Rio Branco (RBR) Wstajemy skoro świt a nawet wcześniej celem dotarcia na lotnisko. Pierwszy z zaplanowanych na dziś lotów mamy o 8 do Cuiaby, kolejny, którego o mało co nie przegapiliśmy przez zmianę bramki o 11 z minutami do Porto Velho. Próbujemy zostawić na lotnisku bagaże, niestety bez efektu, musimy się więc tarabanić z nimi do miasta. Dowiadujemy się czy do miasta jedzie jakiś autobus - ponoć jedzie, ale nie wiadomo kiedy Załącznik: P1170308.JPG [ 237.49 KiB | Obejrzany 21587 razy ] Powrót na lotnisko odbywamy w sposób kombinowany - do głównej drogi idziemy z buta, po czym łapiemy autobus. Z przyzwyczajenia w Foz wsiadamy przednimi drzwiami a tu dla odmiany pan ze swoim biletowym kioskiem siedzi na końcu autobusu | |
| Autor: | ara [ 15 Gru 2015 21:54 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
13.11 piątek, dzień 7 Maraton Trasa: Rio Branco - Brasilea - Assis - Puerto Maldonaldo - Cuzco Poprzedniego wieczoru w miarę sprawnie złapaliśmy stopa. Samochodem podróżowała przesympatyczna trzyosobowa ekipa - starsi państwo oraz chłopak w naszym wieku. Podrzucili nas pod same drzwi hotelu (Ibis Rio Branco), 15 km od lotniska... a mieliśmy już wizję marszu w ciemnościach Załącznik: P1170318.JPG [ 212.77 KiB | Obejrzany 21694 razy ] Idziemy wzdłuż drogi i łapiemy stopa, miejsce nienajlepsze, bo pobocze wąskie z ciągłą linią... Przechodzimy z dwa kilometry, dopiero 7 a upał już niesamowity. Zatrzymuje się samochód, miły gość podrzuca nas kilkanaście kilometrów na dworzec autobusów dalekobieżnych. Szybki reserch - bezpośredni autobus do Puerto Maldonaldo odjeżdża kolejnego dnia, bus do granicy o 12. Żadna z tych opcji nie wchodzi w grę, o 21 mamy busa z Puerto Maldonaldo do Cuzco. Negocjujemy z taksówkarzem. Proponuje cenę 200 brl za przejazd do granicy. Bus kosztuje połowę tego. Rezygnujemy i odchodzimy z zamiarem złapania kolejnego stopa. Gość nas goni, negocjujemy dalej - my po angielsku, on po portugalsku. Ustalamy cenę 155 brl. Niesamowite, że mówiąc w różnych językach można jakoś jednak dogadać cenę i trasę Korzystając z zapasu czasu przystępujemy do składania zamówienia na obiad w pobliskim barze. Kasy standardowo deficyt, bo na granicy wymieniliśmy jedynie reale, które nam zostały, za co dostaliśmy 90 soli. Wspinamy się na szczyt naszych zdolności językowych i próbujemy ustalić co i za ile dostaniemy. Zamawiamy kurczaka a przynajmniej tak nam się wydawało do momentu, kiedy na stół wjechała zupa Załącznik: P1170319.JPG [ 241 KiB | Obejrzany 21694 razy ] Po zupie nastąpiło jednak danie właściwe z rzeczonym kurczakiem, całość dla dwóch osób 10 soli Załącznik: P1170321.JPG [ 225.68 KiB | Obejrzany 21694 razy ] W międzyczasie zapoznajemy się z turystami, jak się okazało po krótkiej konwersacji - z turystami z Polski - pozdrawiamy Marcina, Ewelinę i Przemka! Pozostały czas wykorzystujemy na wypłatę kasy z bankomatu, prysznic na dworcu i obserwacje lokalnej ludności. Podziw i grozę jednocześnie budzi Peruwiańczyk z dziwnym stworem w ręce - pasikonik w powiększeniu x100! O 21 wyjeżdżamy do Cuzco. Zajmujemy miejsca w busie. Pan z pasikonikiem trafia na miejsce obok ary Załącznik: P1170329.JPG [ 126.73 KiB | Obejrzany 21694 razy ] Repmanowi trafia się w towarzystwie Peruwianka, która niezrażona naszym brakiem znajomości języka zagadywała nas podczas oczekiwania na autobus. Zmęczenie całodzienną podrożą daje o sobie znać i mimo nadawanego filmu udaje nam się zasnąć... do czasu. Po ok. dwóch godzinach droga robi się mocno kręta - prawo, lewo, góra, doł, prawo lewo... i tak do samego rana. Ara źle znosi podróż, nie wiadomo czy przez niezliczone zakręty czy bardziej przez wysokość, do Cuzco wznosimy się na 3400 m a tabletki na chorobę wysokościowa jadą w luku bagażowym | |
| Autor: | ara [ 16 Gru 2015 13:34 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
14.11 sobota, dzień 8 Wysoko Trasa: Cuzco Przyjeżdżamy do Cuzco - koniec zakrętów, huraaaa! Tego dnia ara i repman długo będą do siebie dochodzić ze względu na trudy całonocnej podróży i niewyspania w połączeniu z wysokością, na jakiej położone jest miasto - prawie 3400 m.n.p.m. Zaczynamy poszukiwania zabookowanego hotelu. Pytamy kilku taksówkarzy, żaden nie kojarzy naszej miejscówki ani z nazwy ani co gorsza - z adresu Załącznik: P1170337.JPG [ 199.82 KiB | Obejrzany 21715 razy ] Załącznik: P1170336.JPG [ 199.08 KiB | Obejrzany 21715 razy ] Zamawiamy sobie po jednym daniu - błąd, należało zamówić jedno na spółkę. Porcje są ogromne, nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego, nic dziwnego - każde z nas dostało po pół krowy na talerz Załącznik: P1170334.JPG [ 217.36 KiB | Obejrzany 21715 razy ] Załącznik: P1170332.JPG [ 192.95 KiB | Obejrzany 21715 razy ] Dalsza cześć dnia upływa nam na leniwym spacerze po mieście, lepieniu plastelinowych ludzików z miejscową dziewczynką (pozwólcie, że nie będę nas kompromitować wstawianiem zdjęć naszych dzieł Załącznik: P1170395.JPG [ 213.33 KiB | Obejrzany 21715 razy ] oraz orientowaniu się w możliwościach dojazdu kolejnego dnia na Machu Picchu. Zastaje nas ulewa, ładujemy się więc do taksówki i uciekamy do naszej noclegowni. | |
| Autor: | igore [ 16 Gru 2015 13:47 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
@ara Widze, ze bede sobie mogl przypomniec zeszloroczny wyjazd do Peru | |
| Autor: | maxima [ 16 Gru 2015 14:15 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
super | |
| Autor: | ara [ 16 Gru 2015 14:31 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
@SzklanaPułapka dzięki! @igore po Twojej relacji kusi mnie zmiana trasy na marcowy pobyt w Brazylii @maxima nie próbowaliśmy, a Ty jadłaś? | |
| Autor: | maxima [ 16 Gru 2015 14:34 ] |
| Temat postu: | Re: Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach |
niestety nie Jadłam za to lamę w Chile i Boliwii | |
| Strona 1 z 3 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |