Piątek, 22.11.2024 Orzeł wylądował, a nawet 3 orły. Sri Lanka wita nas piękną słoneczną pogodą-i o to chodziło  Pod lotniskiem czają się taksówkarze i tuktukarze nagabując na transport. My jeszcze pełni sił i nastawieni na poruszanie się lokalnym transportem publicznym postawiliśmy na marsz w stronę miasta. Pół godziny i dotarliśmy do miasteczka skąd pociągiem za 1.20 zł dotarliśmy na stację główną w Kolombo. Pociąg nie byle jaki, a przede wszystkim towarzystwo - festiwal osobliwości. Zespół muzyków z instrumentami, karzeł z głośnikiem i mikrofonem do śpiewu nieco tańczący, kobieta śpiewająca, ale zdaje się poparzona kwasem ze zdeformowaną twarzą, niewidomi.... Wszyscy zbierali kasę i o dziwo cośtam im pozostali pasażerowie wrzucali. A sami "artyści"? Nikt nikomu nie przeszkadzal, każdy po sobie zaczynał swój recital, czekając aż poprzednik skończy i wysiądzie na stacji. Widoki za oknem i otwartymi drzwiami pociągu cudowne! Bujna roślinność, wszystko pięknie zielone-palmy, kokosy, bananowce, chlebowce, pola ryżowe, dużo różnego ptactwa. Do tego przez miasteczka pociąg jedzie jakby między domami. Widać ludzi na podwórkach i można zajrzeć do okien (o ile są). I ciekawostką jest suszenie prania-ubrania schną porozkładane na ziemi, kamieniach przy samych torach. 75 minut i jesteśmy w Kolombo. Bez większego planu odbyliśmy spacer po okolicy. Wrażenia? Złe brud, pełno śmieci (na próżno szukać kosza), brzydko, mnóstwo ludzi. Zostawiliśmy plecaki w naszej noclegowni (pokój bez okien, hmm...) i znowu poszliśmy zwiedzać. Trafiliśmy do nieco nowszej i ładniejszej okolicy, ale wrażenia ogólnie nic na nas nie zrobiło. Lotus tower, park, targ na wodzie-wszystko jakby ok, ale zawalone śmieciami. A mogłoby być pięknie, bo mnogość fauny i flory której u nas nie ma - mimozy, ogromne nietoperze (rudawki wielke, które latają po mieście jak u nas wrony czy gołębie), wiewiorki (paseczniki palmowe), przeróżne ciekawe ptactwo, legwany, kwiaty, palmy już zrobiłyby robotę mimo braku zabytków czy ciekawostek architektonicznych. Ale cóż... O 17:00 złapał nas deszcz. I może nie tyle złapał , bo zaczął padać zgodnie z prognozą - pora deszczowo witaj. Iiii dziś pierwszy raz wypaliło nam aparaty gębowe weszliśmy do bardzo małej sąsiedzkiej knajpki, gdzie żywią się lokalsi. Ostry smak okazał się dla nas naprawdę ostry. Ogólnie wszystko jedzą rękoma-ryż, makarony z sosem, nawet naleśniki z zupą jedzą tym naleśnikiem. Ale w każdym, nawet najmniejszym bistro, jest kran, gdzie można przed i po umyć ręce
|