Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 19 Sie 2017 19:05 

Rejestracja: 07 Maj 2016
Posty: 114
Loty: 160
Kilometry: 168 863
Krajów: 25 / 11.7%
Obsesja na punkcie Lofotów zaczęła się ponad rok temu, krótko po powrocie z dwóch krótkich wypadów do Norwegii (Bergen + Flamsbana/Naeroyfjord oraz Alesund + Geirangerfjord/Trollstigen).

Przeglądając internet zupełnie przypadkowo wpadłem na TO i świat się zmienił:



Szaleństwo tylko ugruntowało kolejne znalezisko:



Oczywiście wiedziałem że tego typu filmiki się odpowiednio kadruje, montuje i nakłada różnego rodzaju filtry, ale wiedziałem też że muszę tam się znaleźć. Stało się to niemal obsesją. Potem doszło jeszcze Reine i Reinebringen by dopełnić obłędu :P .

Po pół roku (około stycznia 2017) sprawy nabrały niepodziewanie tempa. Splot korzystnych okoliczności w sprawach osobistych pozwolił planować podróż.
Najpierw samo dostanie się w tamte okolice. Przyznam szczerze (nie chciałbym tu wyjść na burżuja) że szkoda było mi cennego czasu urlopowego na telepanie się do Gdańska (jestem z Krakowa), przelotu do Trondheim, pociągu do Bodo (10 h), po czym autem i promem na Lofoty... Wg mnie to potężna strata czasu, a ponadto chciałem zobaczyć Senję i Tromso.
Na szczęście w "promocji" noworocznej Norwegiana można było upolować jeszcze w rozsądnej cenie przeloty Kraków-Tromso-Kraków (z przesiadką w Oslo) za około 1200 zł (z wyborem miejsca i 20 kg bagażem rejestrowanym).
Na całą wyprawę założyłem 9 dni (03.08.-11.08.) oraz maks 4 osoby (wliczając mnie). Finalnie było 3 osoby.
Po tym zaczęło się drobiazgowe planowanie wyprawy.
Na tamtym etapie niesamowicie pomogła mi strona http://www.68north.com/outdoors/ (istna kopalnia wiedzy). Dodatkowo szukając parkingów czy innych miejsc na plus trzeba zaliczyć że praktycznie całe Tromso, Senja i Lofoty są w Google Street View.
Co do Senji to korzystałem z różnych źródeł (m.in.):
http://www.nasjonaleturistveger.no/en/routes/senja
http://pimio.fi/content/2016/8/17/hikin ... -in-norway
https://norwaytravelguide.no/connect-wi ... d-to-visit

Na sam koniec zostało auto. Tu miałem niezłą przygodę. Na początku była porażka. W szczycie sezonu w Tromso (do połowy sierpnia) auta są około 1000-1500 zł droższe (przy wynajmie na tydzień) niż poza sezonem. Np w Avisie było to prawie 3000 zł. Jednym słowem masakra. Ale cóż bez szukania i trudu sukcesu nie będzie.
Najtaniej na 7 dni było w Hertzu - około 2300 zł dla klasy ekonomicznej: Peugeot 208. W Tromso Hertz ma dwie wypożyczalnie. Dla mnie było lepiej pożyczać w centrum Tromso niż na lotnisku (zaraz koło hotelu i przy drodze wylotowej z miasta). Co jakiś czas po złożeniu rezerwacji sprawdzałem ceny, ale te stały jak zaklęte. Coś drgnęło po ponad czterech miesiącach, czyli w okolicach maja/czerwca. Sprawdzam cenę, a tu 500 zł taniej! Kasuję rezerwację i szybko składam nową. Uff, udaje się.
Po tym sprawdzam jeszcze kilka razy i znowu szok na dwa tygodnie przed wyjazdem cena znów spada! Dodatkowo przy ofercie przedpłaconej (prepaid) system wycenił auto na 1332 zł czyli 1000 zł mniej od oryginalnej ze stycznia. Postanowiłem zaryzykować (strata tylko 100 zł przy ewentualnej rezygnacji) i zapłacić z góry. Skasowałem znowu rezerwację i zrobiłem nową, płacąc wspomniane 1332 zł - czyli tylko 444 zł na osobę! Nawet w Polsce to byłaby niezła cena.

A więc lecimy!

Lot Krakowa do Oslo rozkładowo 15:05 - 17:10. Nic specjalnie wartego wspomnienia. Szybko, bez opóźnień, sprawnie i bez turbulencji.
W Oslo ciekawa procedura (co prawda to już mój czwarty lot do Norwegii, ale pierwszy z przesiadką krajową), pod nazwą Conecting Norway. Przed przejściem z terminalu międzynarodowego do krajowego, czekamy pod specjalnymi monitorami (Conecting Norway) aż pojawią się przy naszym locie trzy pierwsze litery naszego imienia i nazwiska. Jeśli się pojawią oznacza to że nasz bagaż jest ok i można przejść przez automatyczne bramki do wspomnianego terminalu krajowego, do swojego stanowiska odlotu (gate). Plusem całości jest to że można nadać bagaż od razu do Tromso i nie trzeba opuszczać strefy bezpieczeństwa (SAS, Norwegian i Wilderoe o ile dobrze pamiętam, ale też nie ze wszystkich lotnisk, więc trzeba sprawdzać na necie).

Lot z Oslo do Tromso rozkładowo 18:40 - 20:40. Widoki przepiękne, zwłaszcza podchodząc do lądowania (m.in. Lofoty wrzynające się głęboko w morze).

Tu poniżej fotki z samego podejścia:

Image

Image

Po wyjściu uderza niesamowicie rześkie powietrze i okalające wyspę (bo Tromso jest na wyspie) szczyty.

Przed wyjściem z terminalu lotniska kupujemy w automacie bilety w obie strony na autobus - około 66 zł na osobę. Generalnie wszędzie można płacić kartą i gotówki w ogóle nie braliśmy z Polski.
I tu pewien niemiły zgrzyt - jeden autobus wg rozkładu nie przyjechał... Chwytam za komórkę, stronka przewoźnika, nr telefonu... Coś po norwesku mówi automat przez kilkadziesiąt sekund - już miałem się rozłączyć gdy połączyło mnie z kierowcą - sorry sorry I will be there in 3 minutes - tere fere bo był chyba za dwadzieścia :P . Generalnie miałem wrażenie przez prawie cały pobyt że tak daleko na północy ludzie co do pracy podchodzą trochę jak w Grecji... No stress and all will be ok :P

Generalnie nasz wyjazd nie był przewidziany jako budżetowy, ale też bez specjalnej rozrzutności czy ekstrawagancji. Generalnie większe oszczędności miały być na restauracjach tak więc mieliśmy gotować na miejscu (Airbnb rulez), przy czym znając ceny w Norwegii z poprzednich wyjazdów cześć jedzenia wzięliśmy do bagażu rejestrowanego: m.in. pakowane próżniowo sery i wędliny, płatki śniadaniowe/muesli, parę paczek makaronu, pesto, gorące kubki, pasztety sojowe, trochę ryb w puszkach, herabata etc. W Norwegii planowaliśmy kupować głównie chleb, mleko, jajka, owoce, napoje i ewentualnie jakieś miejscowe specjały jak łowione łososie czy mięso renifera. Tak poukładałem noclegi żeby zawsze była w pełni wyposażona kuchnia (Airbnb) a w dwóch hotelach lodówka (pierwszy i ostatni nocleg).

Generalnie droga z lotniska do centrum jest o tyle ciekawa że pod całym Tromso jest system tuneli, wliczając to nawet ronda. Powiem jedno - rondo w tunelu to ciekawa rzecz. Jak koś jest ciekawy to są filmiki na youtubie o tym systemie tuneli.

Pierwszy nocleg to ABC Hotell: https://www.tripadvisor.com/Hotel_Revie ... orway.html

Pierwszy nocleg (nota bene dość krótki) to pozycja dość budżetowa. Trzyosobowy pokój ze wspólną łazienką (bardzo czystą!) to koszt 550 zł, czyli około 184 zł/osoba. Pokój dość mały, ale czysty, dość ładny i ponadto wyposażony w umywalkę i małą lodówkę. WC i prysznic na korytarzu. Na parterze w pełni wyposażona kuchnia oraz jadalnia.
Minusem jest to że po 22 (w sierpniu po 18) recepcja jest nieczynna i po kartę do pokoju trzeba się udać do oddalonego o kilkaset metrów hotelu Viking. Rano natomiast jak jeszcze nikogo nie ma, to można kartę wrzucić do skrzynki i nie trzeba się wymeldowywać.

Mój pokój wyglądał tak (co prawda zdjęcie z booking.com trochę podrasowane, ale nieźle oddaje jego charakter): https://s-ec.bstatic.com/images/hotel/m ... 100736.jpg

Rano udaliśmy się do oddalonego o około 1200 metrów punktu wynajmu Hertza. I tu miła niespodzianka! Mój ekonomiczny Peugeot 208 (lub podobny :P ) został wypożyczony i dostaje darmowy upgrade do wypasionego SUVa, Hyundai Tucson! Na pokładzie kamera cofania z czujnikami, podgrzewane siedzenia + kierownica, 3 strefowa klima, nawigacja + komputer pokładowy w formie 8-10 calowego wyświetlacza dotykowego, automatyczny hamulec ręczny etc. Wszytko w tej samej cenie czyli 1332 zł (444 zł/osoba) na tydzień!

Image

Ponadto był to diesel, tak więc znowu kolejne oszczędności :) .

Na pierwszy dzień właściwej wyprawy zaplanowana była Senja, czyli druga największa wyspa Norwegii.
Plan był taki: malownicza wioska Husoy, wejście na Segle, plaża przy Ersfjord, punkt widokowy Tungeneset oraz platforma widokowa Bergsbotn.

Trasa wyglądała tak:

Image

Można było też znacznie skrócić trasę i płynąć promem na odcinku Brensholmen-Botnhamn, ale wolałem nie ryzykować w piątek że nie zabiorę się i stracę 4h czekając na następny kurs.

Pierwszym odcinkiem było Husoy. Trasa Tromso-Husoy bardzo przyjemna i dopiero za Finnsnes wjeżdżając na Senje drogi zaczęły być wąskawe. Dotyczy to też tuneli. Na Senji jest sporo starych tuneli z lat 70 i 80, z których niektóre są ultra wąskie i mijać się można na specjalnych "mijankach" oznaczonych M (w kształcie połowy łezki). Na początku był lekki strach, ale potem już było OK :) .

Poniżej kilka fotek:

Image

Image

Image

Image

Po Husoy udaliśmy się do wioski Fjordgard by zdobyć Seglę (639 metrów n.p.m.), bardzo malowniczą górę, zapewniającą cudowne widoki ze szczytu. Bonusem szczytu Segli jest możliwość spojrzenia w niemalże pionową 600 metrową ścianę w dół fiordu.

Podejście na siodło jest ok, niemniej na szczyt jest już dość trudne ze względu na znaczne nachylenie i osuwający się piach i kamienie. Dobre obuwie obowiązkowe!

Poniżej fotki z Segli, jak i najpierw moje dwa "najgorsze" tunele na Senji (a la kopalnia :P):

Image

Image

Image

Potem już tylko parking (darmowy, skręt w lewo i pod górę, zaraz po wjeździe do wioski), zmiana butów, prowiant i na Seglę!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tutaj Segla z dołu.

Image

Potem pojechaliśmy przez plażę przy Ersfjord na punkt widokowy Tungeneset oraz platformę widokową Bergsbotn.

Image

Image

Image

Po ostatnim punkcie programu około po opuszczeniu Senji, pojechaliśmy do Brøstadbotn - gdzie dotarliśmy po 23 - długi dzień zważywszy że pożyczyliśmy samochód o 8:30 :P .

Nocleg był przez Airbnb i mogę go z czystym sumieniem polecić: https://www.airbnb.pl/rooms/13895209

Za 395 zł (132 zł/osoba) dostajecie w pełni wyposażony domek! Jak na Norwegię śmieszna cena :) .

Na drugi dzień wyjazd na Lofoty. Trasa prezentowała się tak:

Image

Dalsza część wyprawy w następnym odcinku ;) .

Link do części drugiej: https://spolecznosc.fly4free.pl/blog/31 ... y-czesc-2/
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 02 Wrz 2017 23:54 

Rejestracja: 07 Maj 2016
Posty: 114
Loty: 160
Kilometry: 168 863
Krajów: 25 / 11.7%
Link do części pierwszej: https://raven.fly4free.pl/blog/3142/sen ... ty-czesc-1

Po objechaniu zjawiskowej Senji i noclegu w Brøstadbotn ( https://www.airbnb.pl/rooms/13895209 ), wyruszyliśmy na Lofoty. Naszym celem było Gravdal, wioska położona mniej więcej w trzech czwartych Lofotów, koło miasta Leknes.

Trasa wyglądała tak:

Image

Trasa może nie jest bardzo długa (w sensie kilometrów), niemniej trzeba pamiętać że drogi wiją się wśród fiordów i długich prostych odcinków praktycznie nie ma. Trzeba mieć cały czas napiętą uwagę, zwłaszcza że nawet główne drogi nie są bardzo szerokie, a ostre zakręty mogą być nawet co kilkadziesiąt sekund. Powoduje to szybsze niż normalnie zmęczenie i trzeba dość rozsądnie mierzyć siły. Jeśli chodzi o czasy jazdy rozsądnym założeniem jest przelicznik 1km/1 min.

Trasa przebiega głównie drogą E10 i oferuje cudowne widoki.

Poniżej kilka fotek z Austnesfjorden rasteplass, parkingu z punktem widokowym:

Image

Image

Image

Po krótkim postoju warto się zatrzymać w pobliskim Svolvaer by zrobić zakupy w Remie 1000. Sklep jest duży i dobrze zaopatrzony, poza tym tuż przy E10 (można się zatrzymać albo na parkingu przy sklepie, albo na pobliskim przy molo dla promów).

Zaraz po zakupach ruszyliśmy do Gravdal. Chcieliśmy jeszcze tego dnia, przed odbiorem domku zdobyć Offersøykammen, niestety bardzo niskie chmury uniemożliwiły nam to. Zresztą to ciekawa zależność na Lofotach, na jednej wyspie może być cudowna pogoda i ani jednej chmurki, a 20-30 km dalej na innej wyspie lać jak z cebra przez cały dzień. Polecam lekturę lokalnej pogody planując każdego dnia wypady i odpowiednio je modyfikować podług prognoz: https://www.yr.no

Finalnie niestety Offersøykammen nie zdobyliśmy już (za mało czasu, bo w kolejne dni harmonogram był zbyt napięty), ale gorąco polecam:



Nasz nocleg (5 nocy) mieliśmy poprzez Airbnb: https://www.airbnb.pl/rooms/13654901

Dom posiadający w pełni wyposażoną kuchnię (w tym zmywarka i płyta indukcyjna), pralkę, 2 sypialnie, 2 łazienki oraz salon i ogród. Co prawda całość już nieco zużyta, ale stosunek ceny do jakości (zwłaszcza w Norwegii) był bardzo atrakcyjny - około 170 zł za noc na osobę.

Następnego dnia mieliśmy zaplanowany trekking na plaże Kvalvika.

Polecam zaparkować na małym parkingu, kilkaset metrów przed tym właściwym bo ten jest w sezonie bardzo zatłoczony.

Z E10 trzeba zjechać w bardzo malowniczą drogę by po kilku kilometrach dojechać na parking.

Image

Image

Z parkingu idzie się dość łatwym szlakiem na około 200 metrowe siodło, by zejść z niego na samą plażę. Mieliśmy jeszcze wyjść z Kvalviki na Ryten, ale niestety zbyt niskie chmury to uniemożliwiły.

Poniżej kilka fotek z tego cudownego miejsca.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po tym trekkingu mieliśmy w planie 4 kolejne plaże:

Ramberg, Skagsanden, Storsandnes i Myrland.

Ramberg

Image

Skagsanden

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Storsandnes i Myrland.

Image

Image

Image

Storsandnes i Myrland są bardzo ciekawe o tyle że to już lekkie odludzie i nie ma tam w zasadzie żadnych ludzi czy tym bardziej turystów, a jednocześnie to tylko kilka kilometrów od E10. Tylko my i przeżerające piękno przyrody...

Następnego dnia niestety prognoza na większą część Lofotów była taka sobie, ale najważniejsze że nie padało. Tylko niestety te niskie chmury.

Zdecydowaliśmy pojechać do Svolvaer i popłynąć do sławnego Trollfjordu. Rejs jest dość długi bo około 3-4 h. Detale i rozkład tutaj: https://www.trollfjordcruise.com
Minus tylko jeden, 700 koron od osoby. Ale cóż raz się żyje, a potem by się tylko żałowało w razie rezygnacji z tego punktu programu.
Całość osładza fakt iż lunch, kawa, herbata czy ciastka i inne tego typu przekąski są w cenie rejsu.
Załoga rozdaje również kombinezony chroniące od wiatru i wody. Nie radzę kozakować, myślałem że mi się nie przyda, a już po 30 minutach dziękowałem Bogu za ten wynalazek.

Nawiasem mówiąc w Svolvaer można się zaopatrzyć w mięso renifera (np pod postacią salami), a jak ktoś ma małe dzieci to polecam kupić bardzo cacany plecaczek z reniferem. Sam taki kupiłem córce na prezent (była za mała na taką wyprawę i musiała zostać w domu). Nie jest to tandeta i przy cenie 150 koron nie urywa d... :P

A wracając do rejsu. Po około godzinie i 15 minutach rejsu wzdłuż zachwycającej linii brzegowej Lofotów, wpływa się do ultra wąskiej gardzieli, która jest Trollfjordem. I wtedy zaczyna się magia...
Załoga nęci złowionymi wcześniej rybami orły, które zaczynają latać nam nad głowami. To, w połączeniu ze scenerią fiordu powoduje nieustanne ciarki na plecach. Czysta magia...

W każdym razie rejs warty tych pieniędzy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po tych niesamowitych wrażeniach decydujemy się jeszcze na zobaczenie plaży Unstad.

Po drodze mijamy jeszcze kilka urokliwych miejsc...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

...by dotrzeć do zjawiskowej plaży Unstad... Zwłaszcza samotny kościół robi niesamowite wrażenie, tuż nad morzem otoczony górami...

Image

Image

Image

Image

Image

Po tylu wrażeniach wracamy na kwaterę.

Wieczorem sprawdzam nerwowo pogodę. I tu świetna wiadomość! Następne 3 dni słoneczne!

Czas zatem zacząć główne danie naszej wyprawy, czyli Reine i okolice!

Plan był można rzec standardowy:

Reine i Reinebringen, Vindstad/Bunes, Kirkefjord/Horseid (najpiękniejsza plaża na Lofotach) oraz A i koniec Lofotów.

Z samego rana pojechaliśmy do Reine żeby zdążyć na prom do Vindstad (około 55 zł na osobę w obie strony) - http://www.reinefjorden.no/rutetabell_engelsk.htm

Od tego roku można w kasie płacić kartą (dawniej tylko gotówka). Przyznam szczerze że obsługa pozostawia takie sobie wrażenie - promy rzadko odchodzą punktualnie (zwłaszcza rejsy powrotne mogą mieć nawet godzinną obsuwę!). Aczkolwiek jest to nie do końca wina armatora. Reine po prostu odwiedza taka ilość turystów że lokalna infrastruktura ledwo jest w stanie taką ich liczbę "przerobić". Reine przeżywa stan permanentnego oblężenia. Na ulicach jest chyba minimum z 10 razy więcej turystów niż miejscowych, co przy tego wielkości wiosce robi wrażenie - główne skupisko liczy z 40-50 domów.

Vindstad jest bardzo urokliwe, to odcięta od świata wioska (brak dróg dojazdowych, tylko motorówka bądź prom) leżąca w pobliskim fiordzie. Niektóre domki wyglądają bajkowo, chociaż mieszkać tam to nie do końca może być bajka...

Image

Image

Image

Zaraz za wioską zaczyna się dość łagodne podejście na siodło, około 200 metrowe by potem opadać na plażę. Chcieliśmy wejść na pobliski Helvetestinden, ale niestety chcąc powrócić promem tego samego dnia i jeszcze zdobyć Reinebringen było to niewykonalne.

Sama plaża jest dość urokliwa i wygląda tak:

Image

Image

Image

Image

Wracając zaliczyliśmy aż godzinną obsuwę promem (za dużo pasażerów i prom musiał wykonać dwa kursy) i nie byliśmy pewni co do Reinebringen, z powodu dość później już godziny (18-19).

Niemniej zdecydowaliśmy się. Szlak zaczyna się tuż za Reine idąc w stronę A, tuż za tunelem (piesi mogą go obejść starą drogą, która "obchodzi" tunel).

Na początku szlaku wbita jest tabliczka z ostrzeżeniem lokalnych władz iż jest to odradzana trasa (do czasu zbudowania schodów). Góra ma około 500 metrów i rzeczywiście szlak jest bardzo trudny. Absolutnie nie nadaje się w deszcz lub tuż po nim. Ryzykuje się wtedy naprawdę zdrowie lub życie. Wejście tylko w słoneczną pogodę gdy szlak jest suchy. A i tak jest wtedy dość niebezpieczny - nachylenie tak około 50-70 stopni, osuwający się piasek i kamienie. Miejscami naprawdę strach iść. W ferworze wspinaczki zeszliśmy z właściwego szlaku i zaczęliśmy się wspinać po prawie pionowej ścianie (jak po drabinie) - kiedy do mnie dotarło że coś jest bardzo nie tak kiedy byłem na wąskiej półce (na szerokość stopy) i nie dało się już iść w górę. W dół też nie za bardzo, bo trzeba było się opuścić "na ślepo" żeby dosięgnąć półki poniżej... Dobrze że idący za mną ojciec mi pomógł, prowadząc mi stopę. Najedliśmy się strachu, ale powoli zeszliśmy i wróciliśmy na właściwy szlak. Naprawdę trzeba się pilnować, zarówno wchodząc jak i wychodząc. Wejście na własne ryzyko, bo raczej wasze ubezpieczenie tam nie zadziała...

Za to widoki... To po prostu inny świat... Czysta magia.

Image

Image

Image

Image

Bilans dnia to wyjazd około 8, a powrót około 22-23 :P

Następnego dnia zaplanowaliśmy Kirkefjord/Horseid oraz A.

Do Kirkefjordu odchodzi ten sam prom co do Vindstad. Zaletą Kirkefjordu jest to że bardzo mało turystów się tam udaje. Np do Vindstad to było około 50-60, a do Kirkefjordu max. 10-15. Wynika to z faktu iż na samą plażę raczej ciężko dość chcąc wrócić tego samo dnia powrotnym promem i większość nocuje na plaży pod namiotem i wraca następnego dnia. My nie mając namiotów musieliśmy się zadowolić widokiem z siodła. Bilet to około 65 zł w obie strony na osobę.

Plaża ta to również bajka, wg mnie najładniejsza na całych Lofotach. Poniżej zdjęcia samego Kirkefjordu oraz plaży Horseid.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po powrocie rozkoszowaliśmy się zjawiskowym Reine.

Image

Image

W samym Reine jest dość drogawo :P Jak ktoś ma ochotę na Hamburgera za 40-45 zł to jest to świetne miejsce ;) . Za 2 kawy i dwa ciastka w miejscowej kawiarni zapłaciliśmy 75 zł :P .

Po tych wydatkach czas na A i koniec Lofotów.

Droga z Reine do A początkowo nawet dość szeroka (nowy odcinek) gwałtownie się zwęża do tak wąskiego pasma (również podobnie przed samym Reine) iż mijanie to albo lusterko lusterko na 1/2 biegu lub jeden samochód musi wjechać w "mijankę" ("łezka" na poboczu).
Kończy się jednak dość spektakularnie bo na końcowy parking E10 prowadzi tunel :P .

Z parkingu (sklep z pamiątkami + toaleta) można dojść na urokliwe miejsce widokowe.

Image

Image

To niestety nasz ostatni "pełny" dzień na Lofotach. Na następny dzień długa droga powrotna do Tromso (około 500 km).

Rano spakowani wyruszamy w stronę Tromso. Po drodze chcemy zobaczyć jeszcze dwie ostatnie plaże Haukland i Uttakleiv. Zjazd z E10, kilka kilometrów i...

Haukland

Image

Image

Potem krótki tunel i...

Uttakleiv

Image

Image

Image

Po tych cudownych miejscach z ociąganiem ruszamy w niestety koszmarną jak się później okazało drogę do Tromso. Przez 8 dni wstawaliśmy skoro świt i szliśmy spać po północy. Napędzała nas adrenalina. Niemniej w przedostatni dzień już organizm wiedział że nie ma co jej w nas pompować bo nie ma już nic do zobaczenia i po prostu dopadło nas koszmarne zmęczenie. Ponadto tylko ja byłem kierowcą. Ok już mi się zdarzało robić 800-900 km jednego dnia, ale co innego autostrada, a co innego 500 km droga wijąca się wokół fiordów gdzie zakręty mogą być co kilkadziesiąt sekund i jedzie się 60-70 km/h. Dodatkowo przez połowę drogi, od okolic Narviku, dopadła nas okropna ulewa towarzysząca nam już do Tromso. Miejscami tak natarczywa że jechaliśmy 40 km/h. Całą trasę pokonaliśmy w ponad 10h... Ledwo już patrząc na oczy miałbym stłuczkę na około kilometr przed wypożyczalnią w Tromso (nie zjechałem na wewnętrzny "pas" ronda jadąc na trzeci zjazd, myśląc że to drugi). Na szczęście refleks zadziałał i wszystko było ok. Zatankowałem, zostawiłem auto pod Hertzem i wrzuciłem kluczyk do skrzynki.

Bedąc totalnie zmęczeni już nie byliśmy w stanie zwiedzać Tromso czy nawet iść na wymarzonego steka z renifera do pobliskiej restauracji :(

Potem już tylko około 1200 m do hotelu. Był to ten sam hotel co pierwszej nocy po przylocie: Pierwszy nocleg to ABC Hotell: https://www.tripadvisor.com/Hotel_Revie ... orway.html

Koszt też ten sam czyli 550 zł, a więc około 184 zł/osoba.

Rano skoro świt na autobus na lotnisko (około 66 zł na osobę w obie strony) i do Krakowa przez Oslo.
Mimo że mam już dość sporo lotów na koncie (129), to w Tromso pierwszy raz spotkałem się z samoobsługowym check-inem bagażu rejestrowanego. Drukuje się karty i paski w automacie, zakłada, skanuje się "pistolecikiem" (jak z supermarketu) i kładzie na taśmę. Potem już standard jak wszędzie, czyli kontrola bezpieczeństwa.

W Norwegianie jest wifi na pokładzie, ale dość wolne. Ot raczej ciekawostka dla cierpliwych bądź zdesperowanych :P .

Jednym słowem wyjazd niemalże w 100% perfekcyjny. Mądry o doświadczenia rekomendowałbym minimum o jeden dzień więcej na Senji i minimum o jeden więcej na Lofotach, czyli odpowiednio pełne 2 i 5.
My mieliśmy co prawda 9, ale: 2 odpada na loty i 2 na przejazdy (Senja-Lofoty i Lofoty-Tromso). Czyli "tylko" 5 pełnych zostaje. W 11 dniach (zamiast wspomnianych 9) było by 101% normy :)

Minusem całej wyprawy były tylko w zasadzie ceny (jak to w Norwegii) i coraz bardziej zatłoczone Lofoty (miejscami wręcz do karykaturalnej przesady jak w Reine).

A teraz koszty na osobę (przy założeniu 3 osób, co jest istotne w podziale takich kosztów jak samochód, benzyna czy noclegi):

- Przelot Kraków-Tromso-Kraków: 1226 zł
- 8 noclegów (6 Airbnb i 2 hotel): 4066 zł czyli 1355 zł/osoba
- Promy: 1410 zł czyli 470 zł/osoba
- Samochód: 7dni w cenie 1332 zł czyli 444 zł/osoba
- Olej napędowy: 668 zł czyli 222 zł/osoba
- Jedzenie (z Polski i kupione w Norwegii): 1155 zł czyli 385 zł/osoba
- Autobus Lotnisko-Tromso-Lotnisko: 198 zł czyli 66 zł/osoba

W sumie wyszło około 4200 zł (bez prezentów, pamiątek i innych ekstrawagancji, ale oczywiście tego nie liczę bo to już indywidualna sprawa). Na pewno tą kwotę można zoptymalizować (np biorąc czwartą osobę czy decydować się na bardziej budżetowe rozwiązania poszczególnych pozycji).

Jednym słowem WARTO wybrać się na Lofoty! To jeden z najbardziej magicznych rejonów Norwegii. A dysponując większym zapasem czasu zejść z utartych szlaków z namiotem. Cóż może następnym razem :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group