| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Senegal, Gambia 2022 senegal-gambia-2022,213,168276 | Strona 1 z 3 |
| Autor: | Chris Peen [ 21 Lis 2022 21:29 ] | ||
| Temat postu: | Senegal, Gambia 2022 | ||
Dzień 0 Genezy tego wyjazdu należy poszukiwać w niedoszłym wyjeździe do Kenii w lutym tego roku (pozytywny test na covid na 3 dni przed wylotem… Wiadomo było, że musiałem wybrać coś bezpiecznego, w miarę atrakcyjnego i w miarę logistycznie nieskomplikowanego. Wybór padł na Senegal i Gambię, które od lat są uważane (jak się okazało całkiem słusznie), za jedno z najlepszych miejsc do rozpoczęcia afrykańskich przygód. Faktycznie okazało się, że obydwa kraje są bardzo bezpieczne, ludzie przyjacielscy, a samo podróżowanie łatwe i przyjemne. Należy natomiast obiektywnie stwierdzić, iż pod względem turystycznym te kraje są dosyć przeciętne i prawdziwych atrakcji jest tam niewiele, ale ten detal nie wpłynął, w jakiś szczególny sposób, na moje mocno zaawansowane zadowolenie z wyjazdu Przechodząc do informacji praktycznych, należy podkreślić, iż do Senegalu i Gambii łatwo i relatywnie tanio, można się dostać czy to słynną lądową trasą przez Maroko, Saharę Zachodnią i Mauretanię czy po prostu samolotem. My, z braku czasu (oraz wcześniejszego odwiedzenia zarówno Maroka, jak i Sahary Zachodniej) zdecydowaliśmy się na samolot. Po dłuższym badaniu, wybrałem lot portugalskim TAPem z Mediolanu – Malpensa z przesiadką w Lizbonie do Banjulu. Za bilety z bagażem podręcznym (od lat podróżujemy w taki sposób) płaciliśmy po 1.851,00 zł. Można było trochę taniej kupując bilety przez OTA, ale mając w pamięci użeranie się z pośrednikami w czasach covidowych, wolałem kupić bilety bezpośrednio u źródła. Jeszcze tylko dolot do Bergamo Ryanairem za 39,00 zł oraz powrót Wizzairem bezpośrednio z Mediolanu – Malpensa za 114,00 zł i całość lotów zamknęła się w kwocie 2.004,00 zł na osobę. Z wydatków przedwyjazdowych należy jeszcze wspomnieć o tabletkach antymalarycznych Falcimar za 198,00 zł na osobę za 24 sztuki (przyjmując 1 tabletkę przed wyjazdem i 7 po powrocie, akurat starczyło na dwutygodniowy wyjazd), które są sporo tańsze od Malarone, a (podobno) tak samo skuteczne. Jeszcze tylko kupno przewodnika Lonely Planet (37,00 zł), wykupienie ubezpieczenia (235,00 zł za dwie osoby) i przylotniskowego parkingu (195,00 zł) i można było rozpocząć pakowanie. Afryko, przybywamy…
| |||
| Autor: | maxima [ 21 Lis 2022 22:32 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
spadasz mi jak z nieba, bo właśnie mocno rozważam tam wyjazd | |
| Autor: | Robaku [ 21 Lis 2022 22:35 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Ja mam gambie na majówke, także czekam z ustęknieniem. To takie odkrycie Czarnego Lądu bo geo wcześniej tylko Maroko + Mauritius, także geograicznie można i Afryka, ale mentalnie to zupełnie dla mnie będzie debiut. Chociaż obecne promki bardzo kuszą na eksploracje tego kontynentu | |
| Autor: | nelson 1974 [ 21 Lis 2022 22:40 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Ja się tam wybieram na przełomie stycznia i lutego: napisz-dokad-lecisz-styczen-2023,34,168029 Zamierzam skorzystać z doświadczeń autora tej relacji | |
| Autor: | agnieszka.s11 [ 22 Lis 2022 13:43 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
ciekawe co autor napisze o mieszkancach Gambii. Jak w glebi ladu bylo jeszcze w miare ok to po plazy nie dalo sie spokojnie spacerowac. naganiacze wszedzie | |
| Autor: | irae [ 22 Lis 2022 20:41 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Byłem parę lat temu, było mega Powodzenia | |
| Autor: | Chris Peen [ 23 Lis 2022 20:34 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
maxima i nelson 1974 - będą moje wrażenia i będą informacje praktyczne, więc zakładam, że skorzystacie. Robaku - geograficznie to ja już w Afryce byłem wcześniej... 13 razy agnieszka.s11 - osobiście uważam, że zarówno Gambijczycy, jak i (w trochę mniejszym zakresie) Senegalczycy to jedni z najmilszych ludzi jakich spotkałem na swoich wyjazdach. Są autentycznie uśmiechnięci, bezkonfliktowi i generalnie uczciwi (cecha, którą bardzo cenię). Faktycznie na plaży kręciło się sporo różnych sprzedawców, naganiaczy i przewodników, ale w porównaniu do wielu innych krajów, w których byłem, można ich było relatywnie szybko i bezboleśnie spławić. Dla mnie w ogóle, największą atrakcją tego wyjazdu była pozytywna atmosfera i fajny klimat, które wytwarzali przede wszystkim miejscowi ludzie irae - no też mi się bardzo podobało, co mam nadzieję będę umiał przekazać w relacji. | |
| Autor: | nelson 1974 [ 23 Lis 2022 20:40 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Czekamy na ciąg dalszy | |
| Autor: | Chris Peen [ 23 Lis 2022 20:49 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Dzień 1 No i nastał w końcu ten długo wyczekiwany dzień. Ale najpierw obowiązki, jedziemy do pracy. Już po godzinie czuję, że coś mnie zaczyna łamać… No pięknie, jeszcze nie wyruszyliśmy, a ja już jestem chory Ostatni dzień pracy przed urlopem, czyli nieprawdopodobna przypadkowość piętrzących się czynności, które muszę wykonać przed wyjazdem oraz osób, z którymi bezwzględnie muszę się spotkać, zwiększająca się proporcjonalnie do upływającego czasu Do domu przyjeżdżam wyczerpany i nie mam na nic siły, a już na pewno na kolejne sprawdzanie spakowanego plecaka (co będzie skutkować np. tym, że zapomnieliśmy zabrać szamponu i pasty do zębów). Czas na chwilę relaksu, bo przecież nasz samolot do Bergamo odlatuje dopiero o 23.25, a do Balic jedzie się od nas autostradą niecałą godzinę. Taaak, ale niekoniecznie w piątek i nie wtedy, gdy zarówno przy wjeździe i wyjeździe z autostrady są wypadki To była wyczerpująca jazda w ciszy i skupieniu. Wzajemne wyrzuty zostawiliśmy sobie na inny raz. Pod bramkę dobiegliśmy, gdy ogonek kolejki niebezpiecznie zbliżał się do swoich ostatnich ogniw. Więc, jednak lecimy… Lot do Bergamo (który to już raz???) minął już bez większych przygód. Do naszej Casa Vacanza Orio al Serio Bergamo mamy 2 km spaceru. Ot, akurat aby rozprostować nogi. Nasza meta (podobnie jak i inne noclegownie koło lotniska Bergamo) to taki typowy puchar za suchar. Duża cena za mikre warunki | |
| Autor: | Chris Peen [ 27 Lis 2022 21:56 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Dzień 2 Wstajemy o 9.00 i szybko zbieramy się z naszej mety. Nie było to zbyt przytulne miejsce i bez żalu go żegnamy. Na zewnątrz – niespodzianka. To przecież koniec października, a tu słońce i prawie 20 stopni. Decydujemy, że na dworzec w Bergamo idziemy na piechotę. To w końcu tylko 3 km. Po drodze robimy jeszcze zakupy w Lidlu. Dojazd z Bergamo do lotniska Mediolan – Malpensa jest dosyć drogi i trzeba trochę pokombinować, żeby koszty obniżyć. Najtańszą opcją, którą znalazłem jest dojazd pociągiem z Bergamo do miejscowości Busto Arsizio za 8,30 Euro, a stamtąd także pociągiem za 4,00 Euro już bezpośrednio na lotnisko. Na lotnisku od razu zonk No i wreszcie po niecałych 4h lotu lądujemy w Gambii. Jesteśmy w Afryce! Na dzień dobry uderza nas fala gorąca, wilgoci, tajemnicy i tropikalnych zapachów. Jesteśmy szczęśliwi, ale równocześnie czujni. Każdy lądujący (i startujący) na lotnisku w Banjulu musi zapłacić opłatę w wysokości 20 USD, 20 Euro lub 1.000 Dalasi. Oczywiście najtaniej jest zapłacić w Dalasi (1.000 Dalasi to około 16 Euro), ale kto z obcokrajowców przylatując do Gambii ma miejscową walutę? Warto natomiast o tym pamiętać odlatując. Próbujemy zapłacić 100 USD licząc, że dostaniemy z powrotem 60 USD (co wydaje się być dosyć logicznym założeniem). Jak się jednak okazało, pani przyjmująca od nas opłatę próbuje nam resztę wydać w Dalasi po jakimś bandyckim kursie, więc wycofujemy nasze 100 USD i płacimy zgodne 40 USD. O dziwo, jeszcze na lotnisku wymieniamy u jakiegoś półoficjalnego cinkciarza 100 USD po bardzo dobrym kursie (1 USD = 65 Dalasi), którego później już nigdzie nie uzyskaliśmy (raz było to 64 Dalasi, a raz 62 Dalasi). Od razu w tym miejscu należy zauważyć, że zdecydowanie bardziej chodliwą walutą w Gambii jest Euro, które podczas naszego pobytu było zazwyczaj wymieniane w relacji (1 Euro = 64 Dalasi). Po wyjściu przed lotnisko przyglądam się mężczyznom z karteczkami licząc, że na którejś przeczytam swoje nazwisko. Na próżno… Mieliśmy zarezerwowany nocleg w pensjonacie Ous and Buwa, a nawet uzgodniliśmy z naszym hostem, że po nas wyjedzie za 10 Euro, co było całkiem dobrą ceną, biorąc pod uwagę, że samolot miał lądować o północy, a w końcu wylądował o 2 w nocy. Ale… na lotnisku nikt na nas nie czekał… Poprosiliśmy miejscowego o użyczenie telefonu i zadzwoniliśmy po naszego hosta, który obiecał, że zaraz przyjedzie, co też faktycznie miało miejsce. Dowiózł nas do swojego pensjonatu, który byłby całkiem ok, gdyby był trochę bardziej czysty… | |
| Autor: | Chris Peen [ 01 Gru 2022 21:46 ] | ||||||||||
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 | ||||||||||
Dzień 3 Już po kilku godzinach wstajemy. Ja nie mogę się doczekać aż ruszymy ku przygodzie, a Moja Pani w ogóle (jak twierdzi) nie spała, bo miała wrażenie, że ciągle się coś do niej dobiera (bynajmniej nie miała na myśli mnie). To była Jej pierwsza noc w Czarnej Afryce i wyobraźnia działała… Za nocleg zapłaciliśmy 38,5 euro + 10 euro za nocną podwózkę z lotniska. Gdyby ktoś lądował w nocy w Banjulu, to miejsce jest godne polecenia, w przeciwnym razie nocleg w tym miejscu i w takich warunkach, nie ma raczej sensu. Wyszliśmy z pensjonatu i poszliśmy kilkaset metrów do drogi, przy której – jak w większości krajów trzeciego świata – koncentruje się życie. Mężczyźni coś naprawiają, przewożą albo siedzą i nic nie robią, kobiety sprzedają różne dobra, dzieci biegają razem z kozami, psami i świniami. Kolorowy harmider… Od razu zatrzymuje się taksówka, ale ją zbywamy. W Gambii najtaniej możemy podróżować busami zwanymi tutaj gelli – gelli. Jeżdżą one po wyznaczonych trasach i zazwyczaj ruszają dopiero po pełnym zapełnieniu, co w realiach afrykańskich naprawdę znaczy „pełne zapełnienie” Banjul ma świetną nazwę, ale czy coś jeszcze…? Na pierwszy rzut oka nie bardzo. Parterowe budynki, kurz, piach, jakieś małe sklepiki… no, nie wyglądało to na stolicę kraju. W drodze do portu znaleźliśmy jednak ładną katedrę, gdzie akurat była odprawiana msza. Piękne, szykowne panie, odświętnie ubrani panowie i podniosła atmosfera... Nieprawdopodobne, że 5 minut później (i 50 metrów dalej), znowu jest ta kolorowa i absolutnie bałaganiarska afrykańska ulica. W porcie, na nasze podchwytliwe pytanie „O której będzie najbliższy prom do Barra?” otrzymaliśmy jakże logiczną i oczywistą odpowiedź „Jak tylko przypłynie” W Barra próbują nas przechwycić taksiarze, ale wymykamy się i z pomocą jakiegoś życzliwego Gambijczyka znajdujemy gelli – gelli do Amdallai, gdzie już jest granica z Senegalem. Za przejazd płacimy po 35 Dalasi (0,54 Euro). Na granicy strażnicy nie potrafią zrozumieć, dlaczego opuszczamy tak szybko ich kraj, ale uspokajamy ich, że najpierw jedziemy na tydzień do Senegalu, no a potem wracamy do pięknej Gambii. Na zasadzie, najpierw słabsze miejsca, a potem lepsze… Jest z tym sporo śmiechu, a było go jeszcze więcej, gdy pani oficer zaczęła nas wypytywać o różne zwyczaje damsko – męskie w Europie… Strasznie była zaintrygowana tym tematem… Senegal od razu wydał nam się trochę bogatszy, bardziej rozwinięty, ale też droższy. Niestety, częściej też tam można było spotkać cwaniaków chcących turystów z lekka obrobić. Podstawowym środkiem komunikacji w Senegalu są wieloosobowe taksówki zwane Sept – place, które jak nazwa wskazuje, zabierają 7 pasażerów i ruszają kiedy są pełne. Jeżdżą po stałych trasach i mają stałe ceny (plus niestałą cenę za bagaż). Z przygranicznego senegalskiego Karang chcieliśmy się dostać do Toubakouty. Na dworcu – zwanym w Senegalu garage – zażyczono sobie za miejsce 2.000 franków (3,12 Euro) chociaż wiedziałem, że cena jest sporo niższa. Pomimo mojej perswazji, wyrzutów i obrażonej miny, taksówkarze się zaparli, a miejscowi nie chcieli pomóc… Co było zrobić? Wiem, że 3 Euro nie jest kwotą, która zmienia historię świata czy nawet naszej wyprawy, ale strasznie nie lubię być oszukiwany… Do Toubakouty dojechaliśmy dosyć szybko i od razu zaczęliśmy poszukiwanie noclegu. Było już mocno po południu, a musimy pamiętać, że przy równiku zasada jest prosta, słońce wschodzi o 6, a zachodzi o 18. W Senegalu i Gambii jest to trochę przesunięte i rozwidnia się około 6.30, a zmrok zapada około 19. Trzeba więc szybko wstawać, bo dzień krótki. Spotkani Belgowie polecili nam miejscówkę, w której sami spali – Campemment Keur Youssou, gdzie jednak nie było miejsc. Właściciel miał jednak jeszcze pokoje w innym miejscu, z których jeden nam zaoferował za 40 Euro. Dodatkowo nas zachęcił wliczoną w cenę kolacją i śniadaniem. Mocno wygłodniali i zmęczeni całym dniem w drodze połknęliśmy haczyk… Że coś jest nie tak, zorientowaliśmy się wchodząc do pokoju – myśleliśmy, że gdzieś w środku jest piec hutniczy… ale spoko włączymy klimatyzację…, a nie, nie ma… jest tylko mały wiatrak, który dmucha bardzo nieśmiało… No nic, zrzucamy plecaki i wreszcie możemy się wykąpać. Zakładamy, że jak wrócimy z kolacji będzie trochę chłodniej… (uwaga – spoiler – nie było). Na kolację dostajemy całkiem smaczną rybę, ryż i sałatkę. Jemy przy długim stole z innymi turystami, a ja czuję, że powoli odpływam. Byłem wiele razy w tropikach, a w samej Afryce też ładne parę razy, ale tego wieczora byłem naprawdę pół – żywy. Upał, niedospanie, zmęczenie... Miałem wrażenie, że mój mózg się zaraz ugotuje, a ciągle gryzione przez jakieś owady ciało, zaraz rozpuści. Wróciliśmy do naszego pokoju. Załadowałem się pod prysznic, a mój instynkt samozachowawczy podpowiadał mi, że powinienem w tym miejscu spędzić całą noc…
| |||||||||||
| Autor: | Chris Peen [ 05 Gru 2022 22:37 ] | |||||||||
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 | |||||||||
Dzień 4 Kolejna noc, której nie możemy dospać. W nocy jest tak gorąco, że można zwariować. Chyba, po raz pierwszy w życiu kilka razy w nocy wstawałem, żeby wziąć zimny prysznic. Rano wiemy, że następnej nocy w tym miejscu nie możemy już spędzić… Szybko jemy hotelowe śniadanie (świeże bagietki, dżem, topiony serek i kawa) i idziemy szukać nowego noclegu. Ponieważ właściciel Campemment Keur Youssou nie ma w swoim głównym budynku wolnych pokoi, idziemy do pobliskiego pensjonatu La Kora. Tam od razu nam się podoba, bo jeden z pracowników (właścicieli?) przypomina mi bardzo mojego aktorskiego idola z młodości – Charlesa Bronsona (tyle, że ten jest czarnoskóry). Szybko dogadujemy się co do ceny noclegu (30 euro za pokój z klimatyzacją i śniadaniem) i pośpiesznie ładujemy się do naszego lokum. Przez następne 2h chłodzimy nasze rozgrzane tą szaloną nocą ciała, klimą i zimnym prysznicem i wreszcie dochodzimy do siebie No dobrze, ale po co właściwie do tej Toubakouty przyjechaliśmy? Otóż, jest to jedno z najlepszych miejsc, aby udać się na wycieczkę łódką po Delcie du Saloum. To jedna z popularniejszych atrakcji Senegalu i na miejscu spotkaliśmy całkiem sporo turystów. Oczywiście, jak to w takich miejscach bywa, od początku miejscowi ściemniali z ceną wycieczki. Jeszcze dzień wcześniej przy kolacji, właściciel Campemment Keur Youssou przekonywał nas o „wyjątkowej” ofercie za 25.000 franków od osoby (39,06 euro). Już na oko wydało nam się to kwotą z lekka absurdalną Ponieważ wycieczka miała być dopiero wieczorem, pół dnia spędziliśmy wałęsając się po Toubakoucie, nieinwazyjnie obserwując życie miejscowych. Bardzo fajne miejsce z luźną atmosferą. Po powrocie do La Kora okazało się, że w międzyczasie do naszego pensjonatu dokwaterowała się para Duńczyków, która miała jechać z nami na wycieczkę. Ha! Dobre wieści. Od razu odnalazłem naszego hosta, aby renegocjować naszą umowę, no bo skoro koszt całej łódki wynosił 30.000 franków, a mieliśmy płynąć w czwórkę, a nie dwójkę, to na osobę wypadało 7.500 franków (11,71 euro). Mój czarnoskóry Charles Bronson był mocno zafrasowany moją drobiazgowością, ale w końcu, niezbyt chętnie, przyznał mi rację No to w końcu ruszamy. Okazało się, że właściwie wszystkie łódki ruszają o tej samej porze i pływają w te same miejsca (także nasz Kapitan, któremu udało się złowić parę sympatycznych, starszych Niemek Bardzo fajny dzień i myślę, że jadąc z Gambii do Dakaru jest to świetne miejsce na 1 – 2 dniowy stopover.
| ||||||||||
| Autor: | Chris Peen [ 11 Gru 2022 20:10 ] | |||||||||
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 | |||||||||
Dzień 5 Wreszcie, po kilku słabszych nocach, się wysypiamy. Jemy śniadanie, żegnamy się z czarnoskórym Charlesem Bronsonem i idziemy do głównej drogi, skąd ruszają wszystkie pojazdy z Toubakouty. Nasz host z pensjonatu La Kora (polecamy to miejsce) zapewniał nas, że będą tam na nas czekały sept – place jadące na północ. Jak się okazało, przy głównej drodze nie czekały na nas żadne sept – place, a jedynie to co zwykle w Afryce, czyli biegające pospołu dzieci, kozy i psy, jak również oparci o drzewa miejscowi młodzieńcy. Zapytaliśmy jednego z nich, jak tu znaleźć transport do Kaolacku, na co odparł, że też tam jedzie. Stanęliśmy wspólnie przy drodze, a nasz nowy znajomy zaczął obserwować z uwagą przejeżdżające samochody. W którymś momencie zamachał ręką, a obok nas zatrzymał się stary peugeot. Załadowaliśmy się do środka i po chwili ruszyliśmy, o dziwo Status naszego transportu był dla nas nieodgadniony, bo kierowca czasami się zatrzymywał i kogoś zabierał, ale czasami jednak nie, więc być może to nie był taki regularny kurs sept – place, a jedynie gość dorabiał na boku lub gdzieś jechał prywatnie i zabierał łebków. Anyway, dość sprawnie dojechaliśmy do Kaolacku. Zapłaciliśmy po 3.500 franków (5,46 euro) od osoby, ale z przyczyn powyższych, nie wiem czy była to standardowa opłata na tej trasie. Kaolack nie jest zbyt ciekawym miastem, ale stanowi ważne miejsce przesiadkowe, bo przecina się w nim kilka dróg ze wschodu na zachód i z północy na południe. Pierwszym problemem jaki musieliśmy załatwić po przyjeździe to wymiana pieniędzy. W Senegalu, podobnie jak w kilku okolicznych państwach, obowiązuje frank Afryki Zachodniej (CFA). Najlepsze kursy są w bankach, ale problem polega na tym, że w mniejszych miejscowościach banków nie ma, a ponadto, że nie wszystkie banki wymieniają walutę, a jeżeli już to często – tylko euro. Jeżeli nie ma w okolicy banku to musimy wejść do jakiegoś sklepu i spytać gdzie można wymienić walutę i na pewno nam kogoś wskażą kto to zrobi (niestety po słabszym kursie niż w banku). Podobnie było w Kaolacku, gdzie na stacji benzynowej waluty nie wymieniali, ale zadzwonili po jakiegoś domorosłego cinkciarza, który wymienił nam dolary po kursie 1 USD = 620 franków (kilka dni później w banku dostaliśmy za 1 USD – 650 franków). Z Kaolacku udaliśmy się sept – place do kolejnego przesiadkowego miasta Mbour za 2.500 franków (3,90 euro) od osoby. W Mbourze poszliśmy do miejscowego Auchana (zaraz koło dworca) gdzie okazało się, że… ceny większości towarów są sporo wyższe niż w Polsce My mieliśmy upatrzoną już wcześniej miejscowość Somone i rozpoczęliśmy poszukiwanie jakiegoś transportu do niej. Okazało się, że jeżdżą tam już takie normalne 5 – osobowe taksówki, a każdy pasażer płaci tylko za jedno miejsce. Oczywiście jest to tylko teoria, bo gdy My wyraziliśmy wolę takiego transportu, to miejscowi taksiarze postanowili sobie zrobić naszym kosztem Kurs Dnia. Trochę trwały te przepychanki, ale w końcu pojechaliśmy, zajmując całe tylne siedzenie, płacąc za nas łącznie 1.000 franków (1,56 euro). Wiem, że to niewiele, ale i tak przepłaciliśmy, bo osoby wsiadające na przednie siedzenie płaciły po 100 franków (0,15 euro) za przejazd W Somone zakwaterowaliśmy się w bardzo przyjemnym i czystym (chociaż oddalonym od oceanu o 1 km) Keur Manga, gdzie płaciliśmy 20.000 franków za noc (31,25 euro). Kolejne miejsce, które mogę z czystym sumieniem polecić, zwłaszcza, że większość noclegów w Somone jest sporo droższa. Pomimo tego, że było już dosyć późnawo, zrzuciliśmy plecaki i pognaliśmy nad ocean. Plaża w Somone składa się z kilku części. Najpierw jest plaża miejska zajmowana przez miejscowych. Na niej oporządza się ryby, szykuje sieci do połowów, tam też stoją kolorowe łódki, a młodzież rozgrywa mecze piłkarskie. Bardzo ciekawe miejsce, zwłaszcza wieczorem, aczkolwiek dla wielu problemem może być sporo walających się śmieci. Potem zaczyna się plaża położona wzdłuż kilku hoteli, zajmowana głównie przez turystów. Jest tam sporo czyściej, ale też bardziej kamieniście. Dopiero następnego dnia odkryjemy, że jest jeszcze trzecia – absolutnie najpiękniejsza część plaży Tymczasem nie wybrzydzamy tylko w pośpiechu wskakujemy do wody. Po całym dniu podróżowania w afrykańskim upale kąpiel jest rozkoszna, a My się tak rozochocamy, że wracając do naszego pensjonatu kupujemy zimne piwo i butelkę wina. Enjoy…
| ||||||||||
| Autor: | Szeryfito [ 11 Gru 2022 23:39 ] | ||
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 | ||
czekam na kolejne wpisy, dla mnie bardzo pomocne ja planuję pojechać do Gambii w lutym, myślę jeszcze o Senegalu, ale chyba samolotem do Dakaru a powrót autobusem bilety lotnicze niestety nie należą do tanich, ale przy ograniczonym czasie chyba nie ma innej opcji, poniżej przykładowy dzień lotu w lutym
| |||
| Autor: | Chris Peen [ 15 Gru 2022 23:07 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Szeryfito - to zależy na czym Ci zależy. Gambia to jednak przede wszystkim plażowisko. Wewnątrz kraju nie ma zbyt wielu atrakcji. My byliśmy poza wybrzeżem w okolicach Wassu (Park Narodowy River Gambia, kamienne kręgi wpisane na listę UNESCO i Janjanbureh). W Senegalu atrakcji jest jednak więcej | |
| Autor: | Robaku [ 15 Gru 2022 23:17 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
A jak dojechaliscie do Janjanbureh? Warto? | |
| Autor: | Chris Peen [ 22 Gru 2022 20:11 ] | |||||||||||
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 | |||||||||||
Dzień 6 Wstajemy z radosną perspektywą, że nigdzie dzisiaj nie musimy jechać, lecz zostajemy cały dzień w Somone. Wczorajszy pobyt na plaży mocno nas rozochocił, a przecież Somone nie słynie tylko z pięknej plaży, ale także (a może przede wszystkim?) z niesamowitej laguny. Nie tracąc czasu jemy śniadanie i ruszamy. Najpierw postanawiamy odwiedzić Rezerwat przyrody znajdujący się tuż za Somone. Miejscowi są z niego bardzo dumni, bo faktycznie jak na Afrykę, jest to miejsce dosyć osobliwe. Jedynego wejścia do Rezerwatu strzeże uzbrojony strażnik, z którym ucięliśmy sobie zresztą bardzo miłą pogawędkę, przez Rezerwat wytyczone są ścieżki, jest czysto, a nawet są tabliczki informacyjne i wieża obserwacyjna. My byliśmy tak przed południem i może dlatego nikogo w Rezerwacie nie było. Ścieżki poprowadzone są przez znane nam już z Toubakouty, częściowo zanurzone w wodzie lasy namorzynowe, ale główną atrakcją jest możliwość obserwowania ptaków. Zwłaszcza, że w którymś momencie las się kończy, a przed zwiedzającymi ukazuje się laguna. Właśnie w tym miejscu jest wieża obserwacyjna, skąd można oglądać brodzące w płytkiej wodzi czy polujące ptaki. Z nas żadni ornitolodzy, ale nawet ptasim laikom Rezerwat się spodoba. Świetne miejsce i każdy kto jest w okolicy powinien je odwiedzić, zwłaszcza, że bilet kosztuje tylko 1.500 franków (2,34 euro). Po wyjściu z Parku kierujemy się w stronę laguny, niestety zamiast najpierw wrócić do Somone postanawiamy iść „na skróty” No, ale w końcu dochodzimy do samej laguny i idziemy wzdłuż niej w stronę oceanu. Po drodze mijamy pracujących rybaków, kobiety przygotowujące posiłek, bawiące się dzieci… Przyjemne miejsce, z nie turystyczną atmosferą. W końcu docieramy prawie do samego oceanu, gdzie laguna rozlewa się w płytki i przeźroczysty zbiornik wodny, a miejscowi zachęcają do wycieczek łódką po lagunie. My się nie decydujemy, bo przecież dwa dni wcześniej byliśmy na podobnej wycieczce w Toubakoucie, a ponadto dużą część laguny już widzieliśmy z Rezerwatu i idąc wzdłuż niej. Prawdziwy sztos był jednak na samym końcu, w postaci nieprawdopodobnej plaży. Pisałem już, że plaża w Somone dzieli się (oczywiście nieformalnie) na kilka części. Najpierw jest część miejska, zajmowana głównie przez miejscowych, potem część turystyczna, przy hotelach, zajmowana głównie przez turystów, ale na samym końcu jest jeszcze najlepsza część plaży objęta chyba jakąś formą ochrony… nie zajmowana przez nikogo Wieczór spędzamy – niespodzianka Kolejny super dzień za nami.
| ||||||||||||
| Autor: | Chris Peen [ 30 Gru 2022 21:08 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Dzień 7 Jeżeli byliście ciekawym świata dzieckiem, dorastającym w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce, Dakar był na pewno Wam miejscem bardziej znanym (przynajmniej ze słuchu) niż np. Zagrzeb czy Mińsk. Nie pamiętam, aby mówiło (czy pisało) się wówczas o stolicach jeszcze nieistniejących państw, no a Dakar to przecież ta bardziej egzotyczna część słynnego wyścigu Paryż – Dakar. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy szukałem wiadomości z wyścigu na ostatniej stronie słusznie już zapomnianej „Trybuny Ludu”. Wyniki interesowały mnie średnio, ale przebieg trasy, mijane miasta, państwa... Jak ja chciałem to wszystko zobaczyć, poczuć, ile godzin spędziłem wpatrując się w kolejne mapy absolutnie „zaczytanego” i „zaoglądanego” przeze mnie atlasu geograficznego PWN… No więc, gdy zbieraliśmy się rano z Somone ciekawość i podniecenie były na zdecydowanie wyższym poziomie niż zwykle. Nowe miejsce – super, stolica kraju – wow, jeszcze lepiej… Dakar – uuu, kolejne dziecięce marzenie się spełnia Dakar to nie tylko stolica Senegalu, ale także jego największe i najważniejsze miasto. Nic więc dziwnego, że z każdej większej i mniejszej miejscowości można do niego w miarę łatwo i szybko dojechać. My, najpierw dojechaliśmy taksówką za 400 franków (0,62 euro) z Somone do pobliskiego Saly, a tam już były sept – place do Dakaru za 2.500 franków (3,90 euro) od osoby. Ponieważ Dakar jest naprawdę bardzo duży i rozległy, a przede wszystkim niesamowicie zakorkowany, sept – place jadą w różne miejsca (na różne dworce). Już na tym etapie musimy, zatem wiedzieć gdzie chcemy jechać. Zapewne, będziemy determinowani miejscem naszego noclegu. Przygotowując się do pobytu w Dakarze braliśmy pod uwagę trzy opcje noclegowe. Pierwsza to nocleg na wyspie Goree, czyli największej atrakcji Dakaru. Wielu turystów tak robi, bo wyspa jest faktycznie bardzo ładna, ale jest kilka minusów tej opcji. Po pierwsze, na Goree jest mało tanich miejsc, które na dodatek szybko się wyprzedają. Po drugie prom na wyspę odpływa z centrum Dakaru (musimy, więc jakoś do tego centrum się przebić), a w końcu po trzecie – prom na Goree jest drogi (kosztuje ponad 8 euro) i za każdym razem, gdy chcielibyśmy popłynąć do Dakaru musielibyśmy tą kwotę płacić. Drugą opcją są noclegi w centrum miasta. Tu jednak znowu jest temat przebicia się do centrum, no i te noclegi też są relatywnie drogie. Być może lepsza jest trzecia opcja, czyli noclegi w dzielnicy Yoff, bo hotele są tam sporo tańsze. Z tym, że ta dzielnica jest trochę oddalona od centrum i dojazd też jest dosyć długi. My, w ramach wizjonerskich projekcji No więc, gdy już wiedzieliśmy gdzie będziemy nocować, to powinniśmy wybrać sept – place, które jedzie na dworzec Baux – Maraichers, bo przy nim jest stacja kolei, skąd byśmy podjechali na stację Thiaroye. Ponieważ jednak jeszcze tego wszystkiego dokładnie nie wiedzieliśmy, to wymyśliłem, że wysiądziemy „po drodze”, gdzie wg mapy będzie najbliżej do naszego hotelu. No i wysiedliśmy przy bramkach na autostradzie, teoretycznie jakieś 6 – 7 km od naszego hotelu, co z tego, skoro… autostrada była w tym miejscu całkowicie ogrodzona i nie dało się z niej zejść. Nie bardzo wiedzieliśmy, co zrobić, aż w końcu podeszliśmy do… opancerzonego wojskowego samochodu Po zrzuceniu plecaków od razu ruszamy na naszą „dzielnię”. Miejsce jest niesamowite, a przy tym zupełnie nieturystyczne, nawet w naszym hotelu nocowali tylko Afrykańczycy. Ktoś powie, że wokoło jest jeden wielki syf, ktoś inny, że to egzotyka w najczystszej, bo autentycznej postaci. Kręcimy się po ulicach, eksplorujemy miejscowy street food (różne pierożki, szaszłyki, naleśniki), a w końcu siadamy, gdzieś tam w cieniu i podziwiamy rytm ulicy. Następnego dnia odwiedzimy wyspę Goree i zwiedzimy inne zabytki Dakaru, ale i tak „moim” Dakarem, tym wyobrażonym oczami kilkulatka z dalekiej Polski, będzie ten wieczór i te kilka ulic wokół naszego hotelu | |
| Autor: | Chris Peen [ 01 Sty 2023 21:23 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
Robaku - opowieści z Janjanbureh pojawią się za kilka dni My do Janjanbureh (a dokładniej do Kuntaur) dojechaliśmy od strony Senegalu. Do Gambii wjechaliśmy w Keur Sulay, a z pobliskiego Farafenni pojechaliśmy autobusem. Na wybrzeże Gambii (a konkretnie do Barra) również wróciliśmy autobusem z Wassu. Jest to zdecydowanie najlepsza i najtańsza opcja, a takich autobusów w ciągu dnia, w obie strony, jeździ kilka. Czy warto? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Tak jak już wcześniej wspominałem, Gambia słynie z plaż. Jeżeli nie jesteśmy jakimiś zatwardziałymi plażowiczami, albo jeżeli chcemy w Gambii zobaczyć coś więcej niż wątpliwej jakości atrakcje blisko wybrzeża (Banjul, Bijilo National Park, Kachikally Crocodile Pool) to Janjanbureh i okolice są w zasadzie jedyną opcją. My oprócz samego Janjanbureh byliśmy jeszcze w okolicy w River Gambia National Park, jak również oglądaliśmy kamienne kręgi w Wassu. Poza tymi oczywistymi atrakcjami, były inne w postaci możliwości kontaktu z Gambią bardziej dziką, niż ta na wybrzeżu. Moim zdaniem, jeżeli mamy na Gambię kilka dni to pewnie sensownym jest spędzić je na wybrzeżu. Jeżeli jednak jesteśmy w Gambii tydzień lub dłużej to Janjanbureh i okolice są w zasadzie jedyną sensowną opcją, aby w Gambii "coś" zobaczyć, poza wybrzeżem. | |
| Autor: | maxima [ 01 Sty 2023 23:05 ] |
| Temat postu: | Re: Senegal, Gambia 2022 |
@Chris Peen ogarnąłeś jakiś tani dojazd na lotnisko? Czy miałeś umówiony? Czy po wyjściu z lotniska jest wybór taksówek i negocjacje cen, czy krzyczą kosmiczne stawki? Hotel chce 2000gmd | |
| Strona 1 z 3 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |