Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: MEDIOLAN
#1 PostWysłany: 31 Maj 2014 03:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 20
Niedzielny poranek poświęciliśmy (oprócz celebrowania śniadania) na opisane wczesniej próby obejrzenia obrazu Leonarda da Vinci. Kiedy to się nie udało, poszliśmy po raz kolejny do Zamku Sforzów (byliśmy tam już w sobotę, ale z powodu późnej pory wejście na dziedziniec było zamknięte).
Ta renesansowa budowala rózni się wyraźnie od zamków, które miałem okazję poznać do tej pory. Rzucają sie w oczy przede wszystkim ogromne mury, grube baszty, zamkowa wieża w owe mury wpisana, a samego zamku jako oddzielnej budowli nie widać.
Wielki baner rozwieszony na murach informował, że można tu zobaczyć Pietę Rondanini Michała Anioła.
To był główny cel naszej wizyty. Zanim jednak dotarliśmy do wspomnianej rzeźby, przeszliśmy przez kolejne sale miejscowego muzeum. Mi najbardziej podobały się pieknie dekorowane sklepienia poszczególnych komnat. Najstarsze freski miały w sobie jeszcze coś z tajemniczej atmosfery średniowiecza, ktorą uwielbiam.
Zebrano też niemałą kolekcję witraży.
Gobeliny oraz rozmaite rzeźby obejrzeliśmy bez specjalnego wnikania w szczegóły. I w końcu przyszedł czas na Pietę.
Ta rzeźba powstała pół wieku po słynnej Piecie Watykańskiej. Michał Anioł tworzył ją ponoć do ostatnich chwil swojego życia. Gasnące siły artysty nie pozwoliły mu jednak jej dokończyć. Przegrał walkę z czasem. Użyłem słowa „ponoć”, ponieważ zgodnie z opisem w muzeum, owo tworzenie w ostatnich chwilach życia i walka z czasem jest w dużej mierze legendą. Prace na dziełem trwały około czternastu lat, więc trudno tu mówić o braku czasu. Może brak weny tworczej, a może nawał innych zleceń? Czy to jednak takie istotne? Ważne, iż rzeczywiście zmagał się z marmurem do ostatnich chwil życia. Dyskutowaliśmy z Pauliną jakimż dramatem dla słabnącego człowieka jest świadomość, że przegrywa, że już nie da rady dokończyć swojego dzieła by cieszyło innych w formie jaką sobie kiedyś wyobraził.
Emocje jakie towarzyszą oglądnaiu niedokończonego dzieła odbijają się echem w utworze Jacka Kaczmarskiego z 1979 roku:
Stary Michał Anioł i Pieta Rondanini
Nie dźwigniesz Matko swego Syna
Ja nie oddzielę Go od skały
Już nie mam zresztą dłut
Proch się o Niego upomina
A tak jest ciężkie Jego ciało
Jak ciężki bywa trup

Nie nie uniosę Go pod stropy
Kaplic skąd w gniewie sprawiedliwym
Rozsądza marszczy brew
Niech moim uchem stukot łopat
Usłyszy, póki jestem żywy
I niech powstrzyma gniew
Przed Twoim żalem mą odrazą
Do życia, które chorą nocą
W bólu opuszcza mnie
Niech powie tylko: „Po co? Po co?
Po co lepiłem lalki skoro
W ziemię zamieniam się?”
Kiedy Jacek Kaczmarski pisał te słowa, nie przypuszczał zapewne, że i jemu los zgotuje, kto wie czy nie gorszą niemoc i koszmar świadomości, ze to, co było sensem jego życia, bezpowrotnie się zamyka.
Kiedy już przestaje się myśleć o sprawach ostatecznych, można przyjrzeć się z bliska rzeźbie i prześledzić ogrom pracy w tworzeniu takiego dzieła. Laik, jak ja widzi bowiem pięknie wypolerowane posągi w muzeach. Widzi też czasem blok granitu. Wie że jedno jedno jest alfą, a drugie omegą, lecz co jest pomiędzy? Te tajemnice skrywają pracownie mistrzów. Wsiąkają w ziemię wraz z potem wylanym przy kolejnych uderzeniach młotka i dłuta. Pieta Rondanini zawiera elemanty już niemalże całkowicie ukończone, jak również ledwie zarysowane, smagnęte dłutem, jeszcze kostropate.
Prawie gotowe są nogii Chrystusa, gładkie z widocznymi poszcególnymi zarysami poszczególnych mięśni. Tors zaś z jeszcze widocznymi sladami dłuta. Twarze Jezusa i Matki Boskiej też dopiero jakby naszkicowane, a dłonie Madonny nie mają nawet palców…
I jeszcze ciekawostka. Żyję na tym świecie już ładnych parę lat i jest to chyba pierwsze dzieło, jakie dane było mi oglądać, przedstawiające Zbawiciela, „jak Go Pan Bóg stworzył”, bez bodaj kawałka jakiejs tkaniny czy chociażby adamowego listka.
Tego dnia mielismy jeszcze w planie wizytę w muzeum techniki, wiec obejrzawszy słynną rzeźbę, nie szliśmy juz do galerii obrazów, bo wypełniłoby to nasz czas do zamknięcia. Rzuciliśmy tylko okiem na znajdujące się w podziemiach eksponaty sztuki prehistoryczej oraz miejscowe zbiory egipskie.
Kiedy ogląda się rozmaite wystawy prezentujące antyczny Egipt, rozsiaen po całym świecie, widać dopiero skalę grabieży jakich przez wieki się dopuszczono na ziemi faraonów. Z drugoiej strony, mając na uwadze świadomość dawnych społeczeństw, może lepiej się stało iż część znalezisk została zabezpieczona, zinwentaryzowana, opisana, a nie uległa znszczeniu, lub zwykłemu rozszabrowaniu przez anonimowych zlodziei?
Zawsze jednak mam dziwne uczucie, że eksponowanie mumii w muzeach, wystawianie ich na widok publiczny, odziera je z człowieczeństwa. Przestajemy widzieć konkretnego człowieka, a jedynie „eksponat”. Traktujemy mumię jak rzecz, niczym kolejny gliniany dzban, czy bogato zdobiony sarkofag.
Nie mówię, żeby nie pokazywać mumii w ogole. Sa one przecież znaczącym świadectwem egipskiej historii, tradycji, kultury. Może jednak eksponować je bardziej… intymnie?
Swoją drogą, słyszałem o mumifikowaniu zwierząt, ale dopiero w Mediolanie zaobaczyłem malutką mumię krokodyla.
Potem zaś pojechalismy już do muzeum techniki.

c.d.n.

Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN City break w Atenach 🏛️✈️ Loty z Warszawy i noclegi blisko Akropolu za 969 PLN
Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍 Tajskie wyspy 2w1 🌴 Phuket i Ko Lipe w jednej podróży od 3096 PLN 😍
Offline
#2 PostWysłany: 31 Maj 2014 03:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 20
Na Muzeum Techniki należałoby spokojnie poświęcić cały dzień. My aż takiego komfortu nie mieliśmy. Mielismy jednak dość sprecyzowane oczekiwania, co znacznie ułatwiło sprawę. Chcielismy bowiem przede wszystkim zobaczyć ekspozycję poswięconą Leonardowi da Vinci. Mediolańskie muzeum ma ponoć największą na świecie kolekcję modeli machin zaprojektowanych przez geniusza renesansu. I rzeczywiście – wystawa robiła wrażenie. Niektóre konstrukcje wyraźnie wyprzedzały swoją epokę. Jak chociażby ten bocznokołowiec, napędzany siłą ludzkich mięśni, chyba nigdy nie zrealizowany, a który to patent był szeroko wykorzystywany trzy stulecia później, w wieku pary.
Mnie poruszyły jeszcze kopie jego prac z anatomii człowieka, którym poświęcona była inna część wystawy. Nie wiem czy stanowiły one przełom w poznawaniu ludzkiego ciała, ale rysunki mogłyby z powodzeniem stanowić część podręczników wydawanych w następnych epokach.
Najwiekszym jednak zaskoczeniem dla mnie była kopia… „Ostatniej Wieczerzy”. Nasze starania by zobaczyć jedno z najsłynniejszych dzieł mistrza zostaly więc częściowo zaspokojone. Samo obejrzenie to jednak nie wszystko. Niespodzianką było to, jak bardzo ów obraz róznił się od tego, który znamy. Chrystus oraz dwunastu apostołów, jakich znam z licznych reprodukcji są bowiem tylko częścią owego malowidła. Zajmują jego centralną część, lecz zarówno w tle jak i po bokach widać krzątające się inne osoby! Ktoś niesie półmiski z jadłem, kto inny nalewa z dzbana wino (albo wodę)… Co ciekawe, te postacie znajdują się przed stołem (chociaż po bokach, nie zasłaniając go), a więc niejako na pierwszym planie. Żałuję, że panujący półmrok nie pozwolił mi sfotografować tego obrazu. Nie mogłem też z wiadomych wzgledów skonfrontować go z oryginałem. I teraz nie wiem, czy to, co znajduje się w muzeum techniki to jedna z wersji dzieła, czy też to, co się nam oferuje, jest jedynie ocenzurowaną wersją – prezentacją centralnej części, czyli stołu, Chrystusa oraz apostołów, z pominięciem nieistotnej z punktu widzenia religii reszty znajdujacej się w otoczeniu zasadniczej sceny. Szperałem po internecie i nic nie znalazłem. Wszedzie tylko ten powszechnie znany obraz, a informacje, standardowe, powielają się. Mówi się, że jesli czegoś nie ma w internecie, to to nie istnieje. Zaczynam więc coraz bardziej wątpić w swoje zmysły, czy aby nie doznałem jakiejś halucynacji. Niestety, wydzieram strzępy czasu nawet na pisanie bloga, a co dopiero mówić o głębszych poszukiwaniach doyczących intrygujacej kopii.
Czy coś łączy genialnego Leonarda z tworzywami sztucznymi? My połączyliśmy. Mając ograniczony czas zwiedzania, zdecydowaliśmy, że nastepną (i zarazem ostatnią) ekspozycją, jaką obejrzymy, będzie ta poświęcona właśnie tworzywom sztucznym. Polimery to bowiem pasja Pauliny, która nie mogła odmówić sobie przyjemności rzucenia na nią okiem. Dla mnie była to też krótka wedrówka w czasie, w trakcie której dowiedzialem się o kolejnych odkryciach dostarczającyh nowych, niezwykłych materiałów, bez których trudno wyobrazić sobie dzisiejszy świat.
Dzień zakończyliśmy (niemal tradycyjnie) wizytą na dworcu głównym , który tak mnie zachwycił. Z daleka nie robi wrażenia. Oczywiscie rzuca się w oczy szara, ogromna bryła konstrukcji z piaskowca, lecz zdaje się trochę bezkształtna, jakby niedokończona.
To, co zapiera dech, to dopiero wnętrza. Już sama przestrzeń pod ogromnymi arkadami, świetliki w dachu, zejście do metra tworzą zupełnie inny klimat, niż to co widać z zenątrz.
A potem są ogromne schody wiodące na poziom peronów. Pod nimi zaś wejście do eleganckiego pasażu handlowego i kas. Schody są monumentalne, jak cały dworzec. Wiodą hen wysoko podobnie jak w znanych chociażby z filmów wielkich dworcach amerykańskich, z czasów złotego wieku kolei na tamtym kontynencie.
Na poziomie peronów znów ogromna przestrzeń, znów świetliki w dachu i bogato zdobione, funkcjonalne wnętrza.
Ponieważ nie jest to t.zw. dworzec przelotowy, lecz dobiegające tam tory kolejowe kończą się, nie potrzeba dodatkowych tuneli ani pomostów aby przejść z peronu na peron. Z owego eleganckiego hallu można wyjść wprost na dowolny z nich.
Kończył się weekend. W poniedziałki większosć muzeów w Mediolanie jest nieczynna, więc zaplanowalismy więcej spacerów bez celu, na listę punktów obowiązkowych wpisując jedynie La Scalę oraz Duomo (dach katedry widzieliśmy co prawda już w sobotę, lecz z powodu mszy mozliwości zwiedzania wnętrza podczas weekendu były mocno ograniczone).

c.d.n.

Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#3 PostWysłany: 31 Maj 2014 03:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 20
La Scala poszła na pierwszy ogień w poniedziałek.
Wspominałem już, że budynek mediolańskiej Opery zaskakuje stosunkowo niewielkimi gabarytami, w żadnym wypadku nie dorównującymi sławie tego miejsca.. Równie ciasne jest więc również i teatralne muzeum, pełne jednak rozmaitych pamiątek związanych z wielkimi postaciami świata muzyki. Słynni kompozytorzy, śpiewacy, którzy tworzyli historię tego miejsca, które z kolei nobilitowało ich mają tam swoje miejsce. Trudno chyba o lepsze miejsce do nauczania historii muzyki, a już opery z pewnością.
Nie wolno było robic zdjęć wewnątrz, więc zadowoliłem się jedynie plakatami rozwieszonymi na ścianach klatki schodowej wiodącej do muzeum.
Siła tradycji. Szata graficzna nie zmienia się i te dzisiejsze wyglądaja niemal identycznie jak te zachowane sprzed lat stu i więcej.
Z muzeum można było przejść do sal samego teatru.
Niestety, nie dane nam było wysłuchać czegokolwiek w tych wnętrzach. Jedyny koncert, jaki odbywał się tego weekendu, był imprezą zamknietą, na którą nie sprzedawano biletów.
Mogliśmy jednak wejść do loży – jednej z kilku dostępnych do zwiedzania. Jak zmieściło się ich aż sześć kondygnacji w tym niewielkim wydawałoby się budynku? Trwały próby do jakiegoś kolejnego spektaklu. Być może po to, aby ich nie zakłócać błyskiem fleszów, zakaz robienia fotografii obowiązaywał i tam. Próbowałem dyskretnie sfotografować widownię z jednej z lóż, lecz szybko zostałem poproszony przez porządkowych o zamknięcie aparatu.
Z opery do katedry trudno o lepsza drogę niż tą wiodącą słynnym pasażem Vittorio Emanuelle II. Oczywiście pełen jest on markowych sklepów, których nie mogło zabraknąć w takim miejscu. Inna sprawa, że w Mediolanie nawet te wielkie nazwy, będące synonimem luksusu, powszednieją. Samych salonów Prady widziałem w tym mieście chyba z sześć, a zpewnością nie były to wszystkie. Mogłem rzucić okiem na oferowane w tym sklepie walizki w cenie szesnastu tysięcy euro. Oczyma wyobraźni już widziałem, jak taka walizka rzucana jest z kilku metrów z samolotu na wózek, a potem wraz ze stertą innych bagaży, zwalana z tych wózków na taśmę prowadzącą do hali odbioru bagażu. Moje po kilku podróżach zawsze wyglądają okropnie. Później jednak pomyslałem, że ktoś, kto kupuje taką walizkę, zazwyczaj nie podróżuje zwykłymi, rejsowymi samolotami.
Same sklepy nie są jednak w galerii Emnuelle II najważniejsze. Rozmaite zdobienia, w szczególności mozaiki, przykuwają wzrok niemal w każdym miejscu.
A już szczególne wrażenie wywarła na mnie posadzka, wciąż kolorowa i świeża pomimo milionów ludzi przewijających się tamtędy,
Jakby dla kontrastu z żywymi kolorami mozaik, szyldy wszystkich sklepów utrzymane są w tonacji czarno-złotej. Dostosowac się musiał do niej nawet bar Mc Donald’s, chociaż mniej dziwna od odmiennego szyldu, jest sama obecność molocha od fast foodów w takim miejscu. To trochę tak, jakby na przykład buty z chińskiej fabryki, tłukącej od sztancy z najtańszych metriałów tysiące jednakowych par sprzedawancych potem po kilka dolarów, dostąpiły zaszczytu obcownia na tej samej półce razem z krótkimi kolekcjami największych projektantów.
Galeria jest również dobrym miejscem na fotografie ślubne, chociaż sądząc po ubiorach operatorów i oraz innej młodej pary, bardziej wyglada to na reklamę niż prawdziwą ceremonię.
Duomo, czyli katedra, to był ostatni punkt obowiązkowy. Wczesnym poniedziałkowym popołudniem mogliśmy spokojnie oglądać jej wnętrza. Spokojnie, to nie znaczy samotnie. Ot, po prostu nie musielismy się obawiać, że przeszkodzimy w nabożeństwie. Podobnie jak setki innych turystów, którzy wypełnili świątynię tonąca w półmroku.
Katedrę budowano przez ponad czterysta lat. Dlatego nie trzyma się jednego, ściśle określonego stylu. Ten swoisty eklektyzm jest przez część koneserów uznawany za dyskwalifikujący ów zabytek jako wartościowy pomnik architektury. Dam naj Boże jednak więcej takich kiczów, a wiele miast cierpiącyh na zabytkową posuchę czułoby się błogosławionych.
Za głównym ołtarzem, wysoko pod sklepieniem czerwone światło wskazuje miejsce umieszczenia największej relikwii – gwoździa z krzyża, na którym zawisł Chrystus.
Nieliczni szczęśliwcy mają okazję oglądać go raz do roku (14 września) z bliska, kiedy to wystawiany jest na widok publiczny.
Wśród licznych rzeźb zdobiących wnetrza Duomo, ciekwostkę stanowi ta, przedstawiająca Świętego Bartłomieja, który odarty ze skóry, idzie ową skórą przepasany.
Resztę popołudnia przeznaczyliśmy na wędrówki po sklepach, bo to przecież Mediolan, jedna ze stolic mody. Podczas nich obserwowalismy mnóstwo ogrodów na dachach, z których to miasto słynie.
Trzeba przyznać, że tamtejsi mieszkańcy z wyjatkową konsekwencją zapełniają roślinami każdy wolny skrawek budynków.
Z przyjemnością zapełniłbym podobnymi roślinami płaski dach dziesięciopietrowego budynku z czasów Gierka, w którym mieszkam, by w cieniu na takim tarasie móc sącząc drinka obserwować skąpane w upalnym słońcu wody Zatoki Gdańskiej.
O osiemnastej mielismy już serdecznie dość wszelkich spacerów. Chwila relaksu, a wieczór to kolejna wizyta na placu przed katedrą. Tym razem był to wieczór futbolowy, bo niedawno rozpoczął się Mundial i Włosi mieli grac swój pierwszy mecz. Telebim wielkości połowy kamienicy zawisł w narożniku placu. Kibce zaczęli gromadzić się długo przed rozpoczęciem transmisji.
Spodziewanych radości jednak ona przyniosła. Przez długi czas zafrasowani fani Squadra Azzura oglądali prowadzenie Paragwaju 1:0.
W końcu padła wyrównujaca bramka i był to jedyny moment spontanicznej radości.
W telewizji jeszcze długo w nocy trwało komentowanie tego spotknia, a ku mojemu zaskoczeniu jednym z głównych ekspertów w Rai Uno był… Zbigniew Boniek. Wszyscy ciągle byli pełni optymizmu, lecz kolejny remis kilka dni później, a następnie porażka 2:3 ze Słowacją w ostatnim meczu wyeliminowała obrońców tytułu z mistrzowskiego z turnieju już w jego początkowej fazie. Smutno musiało być wtedy na placu przed Duomo, ale my już tego nie widzieliśmy. Następnego dnia o świcie opusciliśmy Mediolan, by lotem z przesiadką w Oslo wczesnym popołudniem dotrzec do Gdańska.

KONIEC

Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group