| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Polizać Jeju polizac-jeju,215,74303 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | mashacra [ 11 Cze 2015 16:28 ] |
| Temat postu: | Polizać Jeju |
Kilkukrotnie już przymierzałem się do napisania relacji, a widząc z jakim tematem się mierzę zawsze po powrocie rezygnowałem. Tym razem postanowiłem sam sobie "oszukać" i napisać ją w trakcie wyjazdu Będę pisał z komórki z TT z małym opóźnieniem, z góry przepraszam za jakość zdjęć (te z aparatu postaram się podmienić / wrzucić po przyjeździe do domu), treść też pewnie podświadomie ucierpi, bo ileż można klepać w ekran No to zaczynamy... Kiedy wydaje się, że czas na najbliższe miesiące jest już wypełniony po brzegi przychodzi mail z newslettera "This is insane! MEGA cheap flights to Seoul just 152 EUR!" http://www.fly4free.com/this-is-insane- ... st-152-eur oczy zaczynają się świecić, puls się podnosi, oddech... zaczyna się polowanie. Po kilkunastu minutach okazuje się, że jest minimalnie droższy termin na początek czerwca (w drugiej połowie miesiąca już zaklepany wyjazd rodzinny) 168 EUR i bilet jest mój. Lecę tym razem sam, żona i dzieciaki ze względu na warunki urlopowe i terminy w szkole niestety nie mogą ze mną lecieć Jeszcze nie robię żadnych planów, w sumie nie bardzo do mnie dociera, że ten bilet jest na mailu, a tu @tom971 wyskakuje z tematem od serca "[7C] Seul-Czedżu 174zl czerwiec" seul-czedzu-174zl-czerwiec,231,66523 no i znowu szybka decyzja, zostaję pierwsze 4 dni na Jeju, a na koniec wracam rzucić okiem na Seul, bo 2 doby w Seulu to za mało nawet, żeby go polizać, ale starczy na głębszy oddech byle nie z MERS Ostatecznie udało się złożyć: WAW-BUD-FCO-ICN GMP-CJU-GMP ICN-FCO-TXL-WAW za ok. 1k PLN Do wyjazdu 3 miesiące, pierwsza myśl jak najtaniej dostać się do BUD z WAW (?)... do Krakowa PB (Lux Express nie pasowało z godzinami) i potem nocny przejazd Orangeways za 10 EUR, po kilku tygodniach śledzenia cen WAW - BUD W6 okazuje się, że w podobnej cenie zamknę się z małym podręcznym (u mnie udało się przejść z forclaz 40 wypełnionym do końca usztywienia i dodatkowo pustym forclaz 25 speed, czyli miałem szczęście, głupi tak podobno mają) Powrót z Berlina miał być SE, ale ostatecznie udało się skorzystać z promocji na loty z Niemiec w Air Berlin w taryfie Just fly (tylko normalny bagaż podręczny) + promocja za zapisanie się do programu milowego Air Berlin gratyfikowane wejściem do saloniku na TXL (akurat "śniadanie" w oczekiwaniu na lot do WAW Noclegi zorganizowane dzięki kodom dostępnym na forum, punktom zdobytym we wcześniejszych promocjach sieci hotelowych za odbyte noclegi, ostatni nocleg to lotnisko FCO (Rzym), tak, żeby wyszło w miarę 4free. W kolejnych wpisach zaczynamy lizanie, choć jak to w życiu bywa czasem przez papierek P.S. Pewne elementy postaram się poprawić, dodać mapki itd. już po powrocie do domu. | |
| Autor: | Japonka76 [ 11 Cze 2015 16:33 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
No, no Dalej proszę. Może w końcu i ja napisę jakąś relację. Ale teraz czekam na to azjatyckie lizanko. ps. rany, ale to zabrzmiało | |
| Autor: | gosiagosia [ 11 Cze 2015 18:33 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
No i czego się człowiek doczekał! I tym sposobem grupa "czerwonych" jest w komplecie | |
| Autor: | Japonka76 [ 25 Cze 2015 15:24 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
Miała być relacja na żywo. O rany, chyba tam nie zaginąłeś w akcji? Daj znać, że żyjesz. | |
| Autor: | mashacra [ 25 Cze 2015 18:14 ] |
| Temat postu: | Re: Odp: Polizać Jeju |
Napisałem prawie całą relację na komórce podczas 13h lotu, MERS mnie nie dopadł, ale następnego dnia miałem już kolejny wyjazd, a jutro kolejny A w pojedynczych wolnych dniach praca do późna. Postaram się wrzucić ją w całości do końca miesiąca. BTW teraz też siedzę na zebraniu w robocie | |
| Autor: | Anonymous [ 21 Lip 2015 08:25 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
Tak dobrze się zaczęło i koniec??? | |
| Autor: | JIK [ 11 Gru 2015 21:35 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
@mashacra dawaj dalej. | |
| Autor: | mashacra [ 12 Gru 2015 10:17 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
No to żeście mnie zmotywowali Staram się nie robić większej korekty tekstu po tych kilku miesiącach, to dla mnie nowe doświadczanie pisanie z przerwami przez 11 godzin lotu, na 4" ekranie Lenovo A820. Dzień pierwszy i drugi – 5 i 6 czerwca 2015 Priorytet na dziś, dostać się do Budapesztu W6 z za dużym bagażem. W sumie nie latam W6 ze względu na ten mini bagaż, normalny podręczny w tradycyjnych liniach lub FR wystarczy na zapakowanie się na 2 tygodnie to, z małym w W6 pojawia się problem z wymiarami forclaz 40, zgodnie z zaleceniami z forum plecak wypełniony tylko do komina, do tego dopinam pusty forclaz 25 speed. Z tak zgrabną paczką podchodzę do check-in, jestem odprawiony w aplikacji, boarding pass wrzucony do aplikacji Passwallet, a bramka pika, że jest błąd, .....STRES.... okazuje się, że przesunąłem palcem na starą kartę pokładową sprzed miesiąca (moje pierwsze loty z W6, jedne z ostatnich bez przydziału miejsc przez system). Chwila napięcia... i jestem w samolocie W Budapeszcie z lotniska kupuję bilet 24h wsiadam do lotniskowego autobusu 200E, potem jeden przystanek metra i jestem w hotelu Ibis Aero Budapest. Nocleg opłacony punktami Accor zdobytymi za poprzednie pobyty, do zapłaty tylko 0,12 EUR + podatki, z racji statusu otrzymałem kupon na napój powitalny, spokojny pokój z widokiem na park i późny check-out o 16. Zostawiam plecak i lecę na miasto, nie mam jakoś ochoty włóczyć się po mieście (miesiąc wcześniej spędziliśmy z rodzinką cały tydzień), szybkie zakupy i wpadam do, polecanego na forum, Drum Cafe na coś węgierskiego. Za 1390 HUF zamawiam zestaw wegetariański (zupa z serem i grzankami, klasyczne węgierskie kluseczki z sosem i ciasto czekoladowe), po tygodniu stołowania się w maju, dochodzę do wniosku, że jest smacznie, ale to jedzenie jest chyba doprawiane jakimiś "ulepszaczami". Mam w kieszeni nie całe 4000 HUF z poprzedniego wyjazdu i w tej kwocie chcę zamknąć koszty pobytu w Budapeszcie (plan udaje się zrealizować wliczając w to koszt biletu dobowego, obiadu, zakupów na śniadanie i drożdżówki na podróż). Następnego dnia wsiadam w metro i jadę na miasto, najstarsza żółta linia metra, park Városliget, akurat trafiam na jakieś zamieszanie pod pomnikiem Hősök emlékköve. Plac oddzielony taśmami, wszędzie policja, a po chwili grupka Arabów z egipskimi flagami zaczyna krzyczeć, skakać i śpiewać, myślę sobie, pewnie jacyś przeciwnicy władzy protestują, ale nie, ważniak składający kwiaty to ich prezydent, jak oni go kochają Potem metrem jadę pod Parlament, gdy wracam myślami do Budapesztu, w głowie zawsze pojawia się ściana Ministerstwa Rolnictwa z markerami po kulach i wydarzenia z 1956 roku, dopiero potem całe piękno tego miasta. Polecam zajrzeć do sali pamięci, znajdującej się w podziemiach, między wyjściem z metra i budynkiem Parlamentu. A jak już tam będziecie warto zobaczyć uroczyste opuszczenie flagi wieczorem. Stamtąd jadę zabrać bagaż z hotelu i ruszam na lotnisko, wsiadając do lotniskowego autobusu przykuwa moją uwagę para (a szczególnie fryzura chłopaka czarne kręcone długie włosy). Na lotnisku czekam z godzinkę na otwarcie odprawy, i kto pojawia się przede mną w kolejce Oni Z rzeczy które jeszcze zanotowałem tego dnia to podróż do Rzymu, trafiłem na ostatni kurs autobusu do EUR Magliana, byłem jedynym pasażerem, zza okna czarowało powietrze przesycone zapachem kwiatów rosnących przy drodze, kosmiczny kierowca przejechał prawie całą drogę w ciemnościach na długich światłach, pędząc jak wariat wąskim drogami, na autostradzie, zaczął mijać osobówki, potem GPS pokaże, jechaliśmy przez dłuższy czas ponad setką, chyba bardzo mu się śpieszyło do domu Bez większych sensacji trafiłem do hotelu za 4* Mercure Roma West ze śniadaniem do zapłaty 9 EUR (reszta opłacona punktami), na następny dzień zarezerwowałem darmowy bus na lotnisko (w głowie zapisałem sobie godzinę 11.30, choć w mailu z hotelu sprostowali, że bus jest o 11.00). Jak to wpłynie na dalszą podróż... w następnym odcinku, także o tym, gdzie są zdjęcia. | |
| Autor: | klapio [ 23 Cze 2016 11:22 ] |
| Temat postu: | Re: Odp: Polizać Jeju |
mashacra napisał(a): A w pojedynczych wolnych dniach praca do późna. Postaram się wrzucić ją w całości do końca miesiąca. BTW teraz też siedzę na zebraniu w robocie Do końca czerwca ale którego roku? LOT zaczął latać do Seulu więc ja relacje z Jeju chętnie bym poczytał | |
| Autor: | mashacra [ 14 Kwi 2026 07:57 ] |
| Temat postu: | Re: Polizać Jeju |
Widać na nadchodzącą 11 rocznicę rozpoczęcia pisana relacji warto wrzucić resztę bazgrołów z 2015 (żadnych korekt tak jak to wylałem z siebie lata temu, nie wiem co autor miał na myśli). Fotki, to będę musiał poszukać, ale czym jest czas gdy mamy wieczność "Dzień drugi - 7 czerwca Rano budzę się wypoczęty, zjadam śniadanie, a o 10.20 postanawiam pójść jeszcze na basen w końcu mam jeszcze 70 minut do odjazdu, woda jak zupa, gra muzyka, przyciemniane światła, bąbelki i właśnie siedząc w bąbelkach pojawia się myśl o busie, o 10.45 wyskakuję z basenu, na recepcji proszę aby na mnie zaczekali, lecę do pokoju, i w 5 minut jestem spakowany i gotowy, odjeżdżamy z 5- minutowym opóźnieniem (wspominałem już o szczęściu głupiego?). Gdybym nie zdążył, to zamiast 30 minut miałbym 2 przesiadki i jechałbym ok. 2 godzin, przyjeżdżając na styk na lotnisko Ale to jeszcze nie koniec atrakcji, mam dużo czasu, przechodzę security i siadam pod gate 3 (dane z biletu i tablicy), w około dużo osób (wyglądających na Koreańczyków, w końcu lot do Seulu). Samolot odlatuje 13.30, a o 13.10 jeszcze boarding się nie zaczął, wstaję, żeby sprawdzić na tablicy jaki jest status lotu, a tam "final call" gate 13 (zmienili), lecąc z uśmiechem na twarzy wpadam na bramkę i chyba jako ostatni wchodzę do samolotu. Pół godziny wcześniej żona pytała się mnie "czy nie chcę wrócić do domu, zamiast lecieć do Korei?", o mały włos... (nie kuszę losu, Opatrzność nade mną czuwa, o szczęściu nie ma co więcej pisać Siadam na swoim miejscu, a dwa siedzenia dalej siedzi kto?, Oni W samolocie słychać sporo osób rozmawiających po czesku, polsku, jakoś tak mało włosko i koreańsko na pokładzie Wersja posiłku "Muslim" curry z ryżem, sałatka warzywna i sałatka owocowa na deser do tego 2 sikacze na sen. Foto Niestety ale dopiero po kilku dniach zorientowałem się, że komórka coś szwankuje i część zdjęć zniknęła z karty Dzień trzeci - 7 czerwca 9.25 lądujemy na ICN, wszędzie chmury, nici z widoku Immigration (formularz do pobrania w wersji angielskiej, są ściągi jak wypełnić, warto mieć własny długopis, bo tych działających raczej mało). Dostaję stempelek i kolejna bramka z deklaracją odnośnie wwożonych towarów. Jeszcze jedna ściąga przejazd ok. 40 minut, do centrum 1 godzina, bilety kupujemy w automacie, z czego 500 KRW to kaucja zwrotna za kartę) minęło 1,5 godziny. Bilet należy mieć pod ręką, ponieważ służy on także do otwierania bramek podczas przechodzenia kolejnych "śluz" i wychodzenia potem z peronu. W pociągu znowu spotykam "moją" parę, potem jeszcze widzę ich na lotnisku GMP, stamtąd lata Jejuair na wyspę Jeju, mam sporo czasu do lotu o 16.30, dla szukających trochę spokoju, należy iść w lewą stronę terminala (domestic) i tuż przy pokoju zabaw dla dzieci (chyba jest 4free, info dla rodziców), są 2 rzędy siedzeń, automat z wodą i toaleta, trafić można tam na odpoczywających pracowników lotniska. Z nadmiaru wolnego czasu idę "zwiedzić" pobliski Lotte Mall, nic specjalnego, ja po prostu nie jestem fanem takich miejsc. Na security pierwszy raz w historii ktoś przyczepił się do mojego miniscyzoryka, 4 razy skanowali plecak, potem miła dziewczyna go znalazła i kazała nadać plecak do luku, błagalny wzrok i pani postanawia mi pomóc, bierze scyzoryk, prowadzi do stanowiska Jejuair przy gate i tam samotny scyzoryk poleci w specjalnej kopercie. Wsiadam jako jeden z ostatnich na pokład idę na swoje miejsce, a tam kto Oni, i to nie rząd dalej, albo po drugiej stronie ale siedzimy w trójkę obok siebie po prostu przeznaczenie i ja i oni mamy znaczące uśmiechy na twarzy. Na Jeju lata chyba 5 różnych linii, każda ma loty 1-2 razy na godzinę, w samolocie jest 180 miejsc i akurat my znowu razem, ale to już po raz ostatni Jeju wita tymi samymi chmurami, co Seul i dokłada deszcz, z lotniska wsiadam do autobusu (cena za bilet jak okaże się później to 1200 płatne u kierowcy, wrzuca się do "skarbonki z pleksi"), kierowca nie zna angielskiego i macha ręką, że nie muszę płacić, pokazuję 5000 KRW kręci głową, pokazuję drobne (pewnie z 800 KRW) przestaje kręcić i wrzucam wszystko do pojemnika, sam nie wiem czy dałem się oszukać czy to ja orżnąłem kierowcę Docieram o 19 do hotelu Benikea (BEstNIghtinKorEA to prawdziwe hasło tego hotelu). Skoro godzina jeszcze młoda idę w mrzawce zobaczyć co można polizać, nie przechodzę nawet 200 m jak zaczyna lać, a obok sklep seven eleven wchodzę kupuję dużą "zupkę chińską" z zamiarem zjedzenia w hotelu, ale pani pyta czy zjem na miejscu, oczywiście "na miejscu" , pomaga mi przygotować zupę, najpierw zalewa sam makaron, potem 3 min. czekamy, wlewamy wodę zalewamy jeszcze raz, dodajemy przyprawy 2 min. i można jeść, do "zestawu" dostaję pałeczki (łyżki brak przeszkadza mi, ani miejsce, ani smak, ważne że gorące, a za oknem pada deszcz. Gdy skończyłem, już chciałem wracać do hotelu, ale padać przestaje więc szukam kolejnych obiektów do lizania. Dwie przecznice dalej znajduję całą uliczkę z knajpkami, wracając zachodzę do takiej najbardziej obskurnej i "domowej" pani sprzedaje pierożki, biorę dwa na spróbowanie (mięso, warzywa, przyprawy.... pycha, jeden trafił się łagodny drugi pikantny). Wracam bocznymi uliczkami do hotelu, zamykam drzwi na zamek (w końcu nie wiem czym ta noc może się skończyć, skoro ma być najlepszą w Korei lizania Jeju za mną. Dzień czwarty - 8 czerwca Obawiałem się jakichś tragicznych skutków jetlagu, ale wszystko odespałem, lizanie zaczynamy od śniadania (niestety nie zrobiłem zdjęcia, ale potrawy będą się powtarzać w kolejnych dniach). Standard czyli, tosty, jajecznicę i mleko z chrupkami sobie darowałem, zamiast tego na talerz trafiły : pierożki smażone w głębokim tłuszczu, żeberka duszone z warzywami, kimchi (kapusta kiszona z chili), sałatka z kilku różnych kapust, oraz sezonowa sałatka z wodorostów, w sumie wszystko mogę polecić, nie brałem dokładki tylko kimchi, bo ta pojawia się przy prawie każdym daniu w Korei Oblizałem się i w ten pochmurny dzień ruszyłem na piechotę do miasta, nad morze, z autobusu ciężko poczuć klimat miejsca, idąc różnymi małymi uliczkami obserwuję domy i podwórka, docieram nad morze Foto Obok brud, syf i smród, ale kadr można znaleźć. Z góry przepraszam za jakość zdjęć, większość to ujęcia z komórki, dodatkowo chmury i mgła nie pomagają. Idąc brzegiem morza, trafiam na przyportowe restauracje, gdzie na talerz trafia to co wybierzemy z akwarium, ośmiornice, małże, ślimaki, kalmary, ryby... Słońce zaczyna smażyć przez chmury, dzisiejszy dzień i tak przeznaczam na kręcenie się po Jeju-si (Jeju City), znajduję na maps.me kawałek zieleni i udaję się w kierunku parku (przy okazji jest tam Muzeum Historii Naturalnej). Przechodząc obok jednej z uliczek zauważam targ, ilość aromatów, kolorów i "fetorów" jest oszałamiająca, świeże owoce morza, suszone na bieżąco ryby, kimchi, garkuchnie z cały czas gotowanymi potrawami z ryb i wieprzowiny, stoiska z glonami... zmysły osiągają kosmos Zatrzymuję się przy stanowisku z pierożkami smażonymi w głębokim tłuszczu, kucharka, oczywiście po angielsku ani słowa, ale od razu za moimi plecami pojawia się pomocna młoda Koreanka, i wszystko tłumaczy (fotka zaginęła kręcę się jeszcze po targu, wychodząc zauważyłem babinkę smażacą racuchy, taką z gwarancją jakości w oczach, ale poszedłem 50 m i musiałem ich spróbować, wziąłem jednego na spróbowanie (500 KRW) idąc do parku cały czas myślałem, czy nie wrócić po więcej (tłuste, słodkie, z aromatem cynamonu który uwielbiam, jest to rzecz której najbardziej żałuję, że nie kupiłem po raz drugi, ale tak w głowie tworzą się legendy dla wnuków Wzgórze z parkiem i muzeum jest trochę rozkopane (robią nowe chodniki), w parku dużo starszych osób, ćwiczą na parkowej siłowni, grają w gry planszowe, słuchają muzyki i tańczą, obrazek jak z filmu propagandowego Muzeum jest 4free, zobaczenie całości zajmuje ok. pół godziny, są też ekspozycje na zewnątrz, zarówno przed wejściem jak i po wejściu do budynku (po powrocie napiszę więcej o tym miejscu), jednego z mieszkańców muzeum spotkam jutro w wysokich górach. Z parku ruszyłem w kierunku hotelu (pod koniec dnia zrobię ok. 30 km, BTW polecam sandały Source Classic które przeszły test bojowy w mieście pełnym wzniesień). Wracając wzdłuż ruchliwej ulicy towarzyszyła mi "nie za duża" górka, a jak mawiają niektórzy "Dzień bez górki, to dzień stracony", więc nie chcąc go do końca zmarnować postanowiłem jeszcze ją "zaliczyć", trochę błądząc udało wejść na szczyt i pewnie gdy nie ma chmur widoki są ekstra, aż do morza, ale tym razem chmury jednak były Ze wzgórza zostało tylko kilka minut do hotelu, po drodze trafił się duży market, czas na kolejne lizanie, kupuję minimelona, "jabłko", piwo i Soju (piwo 0,5 i Soju 0,36 miały tę samą cenę, Soju na etykiecie miało pędy bambusa, a młoda dziewczyna przede mną sama kupiła 4 butelki Soju... ale o tym później cena 4000 KRW i tak zaprowiantowany wróciłem do hotelu. Foto Pierożki pycha, piwo (bez uniesień, ale zimne), otwieram Soju, spodziewałem się jakieś "wody z bambusa", smak gorzki, myślę sobie to przez piwo, kolejny łyk i kolejny... no nie pasuje do pierożków lustrze to rozumiem, ale piwo i jeszcze 0,36 wódy... niekoniecznie. O melonie i tym drugim będzie w kolejnych dniach. Dzień piąty - 9 czerwca O górkach już pisałem.... będzie więcej, plan na dzisiaj, szybkie śniadanie i najwyższa góra Korei Południowej Mt. Hallasan. Na śniadanie tym razem nie było pysznych żeberek tylko makaron z owocami morza, a zamiast pierożków były minisajgonki, kimchi odpuścimy, sałatek z kapusty i drugiej z wodorostów nie opuszczamy. Pani na recepcji nie bardzo orientuje się w komunikacji miejskiej i przekonuje do taksówki, która ma mnie zabrać na międzymiastowy dworzec autobusowy skąd autobusem 780 dojadę do parku narodowego, na ten wygasły wulkan prowadzą trzy szlaki na zachodzie (żaden nie dociera jednak na najwyższy punkt, aczkolwiek podobno docierają do granicy krateru), oraz dwa szlaki od strony wschodniej, (szczegóły dopiszę potem). Taxi to koszt 6100 KRW na trasie z hotelu na dworzec autobusowy, cena rozsądna (opłata za trzaśnięcie drzwiami, czyli pierwszy km to 2800 KRW). Na mapie wskazuję w kasie pierwszy szlak przy trasie autobusu koszt biletu 1300 KRW, bilet można też kupić bezpośrednio u kierowcy, ważne, żeby nie pomylić kierunku, ponieważ 780 robi pętlę po wyspie i możecie pojechać w odwrotnym kierunku. Foto I znowu Opatrzność nade mną czuwała, jadąc autobusem, zmieniam plany i postanawiam, że jadę tak jak reszta do głównego wejścia do parku narodowego, o tym, że dobrze zrobiłem dowiem się za kilka godzin. Przy wejściu znajduje się kasa biletowa, ale pani w okienku nic nie chciała mi sprzedać i nikt nic nie sprawdzał więc mogę uznać, że wstęp jest 4free Ruszam na szlak jest tylko jeden, więc nie ma gdzie się zgubić, wzdłuż całego szlaku prowadzi techniczna kolejka zębata hałasująca jak spalinowa kosiarka do trawy, wiem bo przez pierwszy kwadrans uciekałem w górę przed tym dźwiękiem. Trasa super oznakowana tablicami pokazującymi gdzie aktualnie się znajdujemy, ile przeszliśmy, ile zostało, info o nachyleniu trasy... to co dla jednego jest plusem, ja zliczyłbym na minus, Góra przez to traci na swojej tajemnicy. Szlak jest podzielony na trzy odcinki o różnej długości i nachyleniu, po każdym z nich jest punk na odpoczynek i toaleta, w drugim z kolei można też kupić coś do jedzenia przed ostatnim podejściem. Foto W połowie drugiego odcinka pojawia się krótki szlak do pobocznego krateru i dodatkowo punktu widokowego (znowu chmury wliczając w to niecałe 10 minut na podziwianie widoków. Należy to ewentualnie uwzględnić przy wchodzeniu na Mt. Hallasan. Foto Po drodze, aż do samego szczytu, wielokrotnie można spotkać tablice informacyjne "Jeżeli dotarłeś tu po godzinie 13 należy zawrócić", taka tu panuje zasada, wspinaczka tylko do 13 turystę, żeby miał czas na zejście przed zmrokiem. Foto Dochodzimy do schroniska, menu ubogie, wybrałem "zupkę chińską" (1500 KRW) i choco cake dla podniesienia poziomu cukru (500 KRW), gratis reklamówka, bo każdy sam zabiera śmieci na dół, można się tylko oblizać, ze smakowaniem nie ma co przesadzać. Foto I tu spotykamy naszego znajomego z muzeum, Koreańczycy też się cieszyli jak Polacy ze spotkania świstaka w Tatrach. Foto O godzinie 12 przez megafon po koreańsku przypominają o tym, że została tylko godzina na wspinaczkę. Nie wiedząc, czy naprawdę mnie nie zawróci jakiś strażnik leśny przed szczytem wolałem nie ryzykować szybko dojadłem zupę pałeczkami (trening z pierwszego dnia) i ruszam na ostatni odcinek. Przy wejściu znajduje się informacja, że szlak którym pierwotnie chciałem wejść jest zamknięty ze względu na osuwiska, oba szlaki łączą się na szczycie i normalnie można jednym wejść drugim zejść. Po ok. godzinie docieram na szczyt, na szczęście nikt nikogo nie zawraca, a na górze piknik prawie takie jak na Giewoncie. Kilka minut na widoki (chmury czyli ta mniej przyjemna dla kolan część trasy. Na dole łapię 780 do miasta kurs z parku kosztuje 1800 KRW (w tamtą stronę jechałem częściowo na gapę). Wysiadam kilka przystanków przed dworcem, ponieważ wydaje mi się, że będę miał lepsze połączenie do hotelu. Przy przystanku kupuję parówkę w cieście z frytkami (smaczne 1500 KRW) i podpatrzone u dzieci slushy (delikatnie mówiąc nie polecam, 1000 KRW, powinno nazywać się "splashy" Kawałek podchodzę i łapię autobus do hotelu, kolejny kierowca nie zna angielskiego i nie chce ode mnie pieniędzy (a może oni są po prostu mili?) na szczęście nie pierwszy i nie ostatni raz można liczyć na młodzież, dzieciaki wracające ze szkoły, przetłumaczyły co trzeba ile trzeba za autobus czyli 1200 KRW. O tym, że nie powinienem był brać slushy dowiedziałem się w hotelu. Na kolację zjadłem jabłko, w konsystencji było jak gruszka, w smaku mało wyraziste, a zapach kojarzył się z morzem, glonami i rybami (spróbować i zapomnieć). Podsumowując była górka, dzień nie był stracony, lizanie Jeju tylko przy śniadaniu. Dzień szósty - 10 czerwca Znowu chmury, na śniadanie zestaw z dnia pierwszego na Jeju, tylko zamiast pierożków były kulki ziemniaczane Foto" I tu powinna się pojawić relacja z Krowiej wyspy, najpierw niecała godzina do portu busem z terminala autobusowego Jeju-si, potem prom, można było wypożyczyć rower i asfaltem objechać ją kilka razy wzdłuż wybrzeża, mało pamiętam, ale to co zostało to możliwość kupienia i zjedzenia ślimaków morskich świeżo łowionych przez Haenyeo (nie próbowałem wtedy, a teraz bym spróbował z pasą chilli), lody fistaszkowe te spróbowałem, ale w ogóle mnie nie porwały i chyba można je sobie darować. Więcej atrakcji nie pamiętam. To tyle co udało się odnaleźć na dropbox, Seul przepadł, albo go nie opisałem, dziwne bo wspomnienia zostały z końcówki wyjazdu, a ja mam pamięć złotej rybki. | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |