| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Peru-poker z losem - relacja peru-poker-z-losem-relacja,212,90228 | Strona 1 z 3 |
| Autor: | chaleanthite [ 10 Mar 2016 20:56 ] |
| Temat postu: | Peru-poker z losem - relacja |
PERU - POKER Z LOSEM Graliście kiedyś w pokera? Ja trochę grałam, chociaż nigdy nie na pieniądze. Ot-jakieś gierki w necie dla zabawy, a może dla zaspokojenia resztek ambicji, których moja praca laboratoryjnego szczura jeszcze nie wytępiła. HUARAZ - MIŁE ZŁEGO POCZĄTKI "Gdyby całe życie było takie proste"-ta myśl była moim towarzyszem, kiedy w ciszy rosnących obok kaktusów kontemplowałam widoki z tarasu naszej knajpki. Bezproblemowe loty na trasie Dublin-Madryt-Lima, potem 9-cio godzinna nocna podróż autobusem-cała peruwiańska wyprawa została zaplanowana i zorganizowana w domowym zaciszu przy użyciu internetu. Loty, noclegi, autobusy, wycieczki... A wszystko po to, bym mogła w końcu ujrzeć panoramę spowitego resztką snu miasteczka Huaraz, przytulnie wciśniętego w podnóża oszałamiających łańcuchów gór. Załącznik: 4-Huzaraz panorama gor.JPG [ 250.19 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 6-ja i kaktusy.JPG [ 226.37 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Posileni i odświeżeni prysznicem dostępnym na miejscu zabieramy swoje manatki i wyruszamy ku przygodzie! Załącznik: 8-okoliczne góry.JPG [ 250.74 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 9-gory.JPG [ 236.61 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 10- gory.JPG [ 247.95 KiB | Obejrzany 12884 razy ] W końcu docieramy do punktu, w którym musimy zostawić nasz samochód i przerzucić się na napęd rodem z Flinstone'ów-a ponieważ dinozaurom już jakiś czas temu skończył się przegląd, trzeba było zadowolić się własnymi odnóżami Nie łatwo było jednak dostąpić zaszczytu obcowania z tym pełnym powagi władcą. Na wysokości 4000 m n.p.m.powietrze jest już tak rozrzedzone, że każdy oddech staje się błaganie o tlen, a każdy krok grozi widmem zakwasów, co to uziemiają człowieka w fotelu przez 3 dni. Załącznik: 11-widok przez skaly.JPG [ 240.2 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 22-dolina.JPG [ 243.96 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 13-kwiatuszek.JPG [ 243.43 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 14-łubiny.JPG [ 236.55 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Gdy udało nam się w końcu przejść samych siebie i dotarliśmy na miejsce, naszym oczom ukazał się zachwycający w swym lodowatym pięknie widok... Pośrodku dumnie czuwa król Ranrapalca, nie ma wątpliwości, że to on tu rządzi i rozdaje karty, a los to mu może co najwyżej podsyłać ciekawskich turystów. Załącznik: 12-Huaraz lodowiec.JPG [ 249.89 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 17-korona gór.JPG [ 248.08 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 23-Ranrapalca.JPG [ 253.76 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 24-jeziorko.JPG [ 238.67 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Audiencja niestety nie potrwała długo, w ciągu kilku minut władca zasłonił swą twarz woalem chmur i zrobił się strasznie posępny... Cóż, może nie życzył sobie żadnych odwiedzin..? Widoki zrobiły się jeszcze bardziej nieziemski, zrobiliśmy więc parę ostatnich fotek i wycofaliśmy się sprzed oblicza jego mości, coby go nie rozsierdzić i nie prowokować niebiańskich łez... Załącznik: 28-chmury.JPG [ 250.81 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Po powrocie do miasteczka postanowiliśmy się trochę poszwendać i zobaczyć, co też tam u tubylców w trawie piszczy. Załącznik: 32-pani.JPG [ 255.58 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 34-rodzinka.JPG [ 249.48 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 36-pani szydelkuje.JPG [ 251.66 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 40-Kosciolek Arequipa.JPG [ 247.18 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 43-handlarki.JPG [ 247.02 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 46-handel uliczny.JPG [ 250.2 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 48-Gory w masteczku.JPG [ 245.45 KiB | Obejrzany 12884 razy ] LIMA - ROZDANIE PIERWSZE Zadowoleni i wypoczęci po nocnym powrocie z Huaraz idziemy do kolejnego przewoźnika, by potwierdzić nasz przejazd do Nazca i przy okazji zostawić w przechowalni nasze bagaże. Nim zdążyłam jednak dobrze rozejrzeć się po terminalu, do mojego stolika dosiadł się doświadczony i wytrawny gracz, który mrużąc oczy powiedział, że więcej chętnych nie zapraszamy i natychmiast zaczynamy grę. Nieświadoma jego potęgi czekam przy kasie na wydanie wcześniej zarezerwowanych biletów... Mija 5 minut, potem 10 i 15... Pani to sprawdza nasze paszporty, to chwyta za telefon i gdzieś dzwoni. Po 20 minutach oczekiwania zostaję poinformowana, że ich nie dostaniemy ponieważ...zostały anulowane. Anu...COOO..? Głos mi zadrżał-ale...ale jak to..? Ano pani dokładnie nie wie, ale ktoś gdzieś ogłosił jakiś strajk i niebezpiecznie jest się udawać w te rejony. Przełknęłam głośno ślinę-musimy być w Nazca, bowiem nazajutrz wieczorem wyjeżdżamy stamtąd do kolejnego miasta-Arequipy, a w Arequipie musimy być, by dostać się do kolejnej miejscówki... Ambitny i misterny plan, który przerwany w jednym miejscu zacznie się sypać niczym pęknięty sznur korali... Rozgrywka otwarcia- los wygrywa. Cóż było robić..? Zgarnęłam nasze paszporty i pognałam szybko do innego przewoźnika, a w razie gdyby autobus odjeżdżał już-zaraz-teraz, wzięłam ze sobą nasze plecaki, podczas gdy mąż-obdarzony większą siłą perswazji-został wykłócać się o zwrot pieniędzy zamiast zamiany terminu. Nie wiem ile można wpakować do dwóch plecaków o łącznej pojemności 80 litrów, ale dam sobie rękę uciąć, że było tam z 60 kilogramów... Chociaż nie, ręki ucinać nie trzeba-sama odpadła od tego dźwigania. Po zostawieniu bagaży na dworcu wyruszamy na miasto. Załącznik: 50-plac glowny.JPG [ 246.3 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 51-Lima plac glowny.JPG [ 247.2 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 52B-Lima plac glowny.JPG [ 241.27 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 56-Kolonialna zabudowa.JPG [ 249.35 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 60-koścółek.JPG [ 230.07 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 61-pomnik.JPG [ 235.16 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Wysiadamy z taksówki oszołomieni ulicznym ruchem, by znaleźć się przed pałacem królewskim akurat podczas zmiany warty. Mogliśmy więc podejrzeć kroczących powoli młodzianów, trzymających w dłoniach broń oraz sztandar niczym święte relikwie. Po całym układzie artystyczno-satyrycznym (no bo jak nazwać nieskoordynowane pląsanie kilku gości w stylu "2 kroki w lewo, 3 kroki do przodu, 2 kroki w prawo i tak 4 razy"???) panowie zajęli wreszcie docelowe miejsca. Stoją teraz dumni i niewzruszeni niczym posągi z odległej sąsiadki-Wyspy Wielkanocnej-prezentując światu swoje kamienne oblicza... Wsuwam delikatnie aparat przez kraty pałacowej bramy chcąc uwiecznić twarz stojącego nieopodal żołnierza. Patrzy prosto przed siebie, jego lico ani drgnie-a tak bardzo bym chciała, żeby się spojrzał prosto w aparat... I nie wiem czy tak jest, że nasze myśli maja jakąś moc i czasem do kogoś trafiają, czy też to był zwykły zbieg okoliczności, ale akurat w tym momencie-na tyle sprzętu i ciekawskich turystów-ów pan spojrzał się... prosto na mnie! Palec zareagował natychmiast otwierając na ułamek sekundy oko aparatu... Załącznik: 55-straznicy.JPG [ 246.51 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 53-pałac królewski.JPG [ 253.01 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 54-straz.JPG [ 252.93 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Byłam ogromnie uradowana, bowiem moja myśl została wysłuchana i stała się ciałem! I wiecie, co jest w tym wszystkim piękne? Że jedno słowo "gracias" wywołało na twarzy tego człowieka nieopisany uśmiech. Czy ktokolwiek jeszcze dziękuje mu za jego spojrzenie..? Czy on się w ogóle patrzy na innych turystów..? Zrobiło mi się ciepło na sercu, że świat umie się porozumieć pomimo barier, że zwykłe "dziękuję" zawsze odnajduje drogę do naszych wnętrz i ogrzewa je otrzymywaną wdzięcznością... ...Mawia się, że czasu nie da się zatrzymać. A przecież my go zatrzymujemy za każdym razem, kiedy dociskamy spust migawki. Uwieczniamy chwile trwające ułamki sekundy-chwile, które już nigdy się nie powtórzą, a które mają moc, by na kawałku papieru fotograficznego trwać wiecznie... NAZCA - ROZDANIE DRUGIE Zajechaliśmy na miejsce wieczorową porą, jakie to cudne uczucie rozprostować wreszcie wszystkie kości..! Te wagony sypialne są wygodnie chyba jedynie nocą, kiedy człowiek nie ma poczucia, że po 3 godzinach jazdy zaczynają mu się robić odleżyny. Pan z agencji, w której wykupiliśmy lot nad słynnym płaskowyżem czekał już na nas przy bramie dworca (niech żyje internet!), znalazł nam nawet nocleg, którego wcześniej oczywiście nie było w planach. Wtedy było mi szczerze mówiąc wszystko jedno gdzie i jak, za to zaczęło mi być mniej wszystko jedno, kiedy los powiedział: "sprawdzam" i zażądał okazania karty, po czym dodał: "zielony i pin poproszę". 40$ zmieniło właściciela, ja zmieniłam pozycję ciała na horyzontalną, a umysł przeistoczył się w fabrykę marzeń sennych. ...Następny dzień przywitał nas gąszczem chmur kłębiących się nad głowami niczym ciężkie kotary. Tylko gdzieniegdzie malutkie, jaśniejsze oka mrugały do nas porozumiewawczo, że to tak tylko na chwilę, że potem będzie lepiej... Nie dałam jednak wiary tym znakom z nieba, a w moim przekonaniu utwierdził mnie telefon, że lot został przełożony z powodu niekorzystnej pogody o 2 godziny. Czyżby los znów wygrywał..? Żeby się czymś zająć włączyłam sobie telewizję-i wtem moim oczom ukazały się sceny rodem z wojny domowej. Wojsko, wielgachne kamienie blokujące drogę, latające pociski... W tym momencie się załamałam. Tak centralnie, od środka. Strajk w Arequipie, ludzie wyszli na ulice, nieciekawa sytuacja... Tylko co ja mogę? Skoro los się uwziął, skoro zamiast uczciwej walki on podrzuca mi takie kłody pod nogi, to co ja mogę..? Nieee, trzeba jakoś zmienić nastawienie, może jednak będzie dobrze..? Żeby odciągnąć myśli od niechybnej klęski poszliśmy poszwendać się troszkę po hotelowym terenie. W jednym z zakamarków ogrodu odkryłam ...2 hamaki. Załącznik: 64-Widok na Nazca.JPG [ 241.69 KiB | Obejrzany 12884 razy ] ...Po 2 rzeczonych godzinach dodatkowego czekania podjechał samochód i zabrał nas na niebiańską ucztę wśród chmur. Pogoda nadal była bardzo smętna, kurtyna się nie rozstąpiła i chyba tylko cud może uratować dzisiejsze przedstawienie. I gdy tak siedzieliśmy na malusieńkim lotnisku po raz piąty oglądając ten sam film o tajemniczych liniach nagle błysnęło słońcem, poły nieba się rozstąpiły i błękit poraził nasze oczy swym anielskim majestatem, Coś zaszurało, coś zaszumiało, zrobił się harmider i wtem jeden po drugim zaczęły startować samoloty. Załącznik: 67.jpg [ 234.57 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Nadeszła nasza kolej-szybki instruktaż prowadzony przez Pana Pilota (hmmm...nawet przystojny...), parę pamiątkowych zdjęć (w sumie to bardzo przystojny!), nakładamy nauszniki i wzbijamy się w górę (...mmm...jaki ma seksowny głos...) i dolatujemy do pierwszego geoglifu (a te jego oczy to już w ogóle..!). Pan pilot nawija coś tym swoim elektryzującym tonem, a ja zapomniałam o bożym świecie. "Geo... bla bla bla... Nazca bla bla bla...Lines bla bla bla...". Tak, tak-cokolwiek, tylko niech pan nie przestaje mówić! Załącznik: 79-koliber.JPG [ 248.2 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 80-drzewo zycia.JPG [ 239.11 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 81-papuga.JPG [ 252.27 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 82-kondor.JPG [ 238.43 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Nikt tak naprawdę nie wie, po co ludzie je zrobili, wszak ich pełną krasę można podziwiać jedynie z lotu ptaka-dla kogo więc były przeznaczone..? Koliber, drzewo życia, pająk, małpa, kondor... Niektóre z nich mają prawie 200 metrów długości! ...I ten niepozorny, machający ludzik zwany kosmonautą, w którym od razu się zakochałam... Załącznik: 77-kosmonauta.JPG [ 244.34 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Człowiekowi w takich momentach brakuje oddechu, wszystkie wrażenia chłonie się całym sobą i szkoda rozpraszać się czymś tak przyziemnym jak wdech i wydech. Lecisz sobie malutką puszeczką z dwoma śmiesznymi śmigiełkami, zataczasz ósemki nad kolejnymi symbolami i zastanawiasz się czy kiedyś, tysiące lat temu ktoś inny przecinał te przestworza..? Czy to było dla nich? Czy może pradawni w swej mądrości wiedzieli, że kiedyś i my będziemy latać jak ptaki i narysowali to dla nas..? ...Lot nad liniami wprawił nas w nastrój wypełniony po brzegi ciszą oraz doprawiony egzystencjonalnymi przemyśleniami. To rozdanie okazało się jednak nasze, pomimo nieciekawych scenek w lokalnej telewizji autobus do Arequipy przyjął nas na pokład i pognaliśmy w siną, ciemną dal. Ale to się wtedy nie liczyło, silniejsze było to uczucie uniesienia pomieszanego z cierpką melancholią, które dopadło nas na kolację i konsumowało od środka. Skąd przybywamy i dokąd idziemy, co po nas pozostanie..? Załącznik: 76-widok na plaskowyz.JPG [ 249.63 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 85-widok z samolotu.JPG [ 253.27 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 87-widok z samolotu.JPG [ 242.01 KiB | Obejrzany 12884 razy ] Załącznik: 90-granica na plaskowyzu.JPG [ 244.11 KiB | Obejrzany 12884 razy ] CDN... | |
| Autor: | ewaolivka [ 10 Mar 2016 21:20 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Po prostu-dech zapiera! Zdjęcia, tekst, miejsca-wszystko! Podróżuj, fotografuj i wstawiaj na F4F | |
| Autor: | marcino123 [ 10 Mar 2016 21:39 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
pierwsze forumowe zdjęcia Nazca ? | |
| Autor: | chaleanthite [ 10 Mar 2016 22:21 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
@ewaolivka-serdecznie dziękuję za te piękne słowa!!! @marcino123-szczerze mówiąc nie mam pojęcia... Ale będę zachęcać do zobaczenia tych słynnych linii, bo naprawdę robią wrażenie-zdjęcia nie oddają im sprawiedliwości, bo okienka samolotu chociaż czyste, to nie wiedzieć czemu podrapane (panika na pokładzie?;)), w dodatku było dużo pary wodnej w powietrzu i na fotkach naprawdę to nie to samo, co w rzeczywistości... -- 10 Mar 2016 23:05 -- (Ciąg dalszy...) AREQUIPA - W SZPONACH PROPAGANDY ...Z autobusu wychyla się ostrożnie jeden nos. A potem drugi. Niuchamy, czy pachnie prochem i zwłokami... Pytamy się w naszym hotelu, czy był strajk. A no...był. A ludzie-wyszli na ulice? No...wyszli. Wyszli, pomachali transparentami i poszli. Żadnych bójek, żadnych ofiar śmiertelnych, żadnego porywania turystów. Na dzisiejszy dzień mieliśmy zaplanowany totalny spontan, włóczęga po miasteczku w poszukiwaniu fajnych miejscówek, ciekawych widoków i skarbów, które można by przytargać ze sobą do domu. Załącznik: 103-Ja i owieczki.JPG [ 237.94 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Jedna, druga, a potem kolejne-bo szwendając się po ulicach natykaliśmy się na coraz ciekawsze rzeczy i widoki. Piękne, aczkolwiek przeważnie skromne kościółki, tętniące życiem place, kolonialne budyneczki... A spomiędzy tych wszystkich kamiennych struktur prześwitywały co chwilę ośnieżone szczyty pobliskich gór oraz wulkan "El Misti" i machały do nas wesoło mówiąc: "do zobaczenia jutro..!". Załącznik: 99-Arequipa kosciol.JPG [ 247.33 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 101-budyneczek.JPG [ 245.31 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 105-Arquipa plac glowny.JPG [ 240.95 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 106-Plac.JPG [ 243.16 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 107-kosciolek.JPG [ 254.83 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 110-kosciolek.JPG [ 246.52 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 113-El Misti.JPG [ 232.01 KiB | Obejrzany 12744 razy ] JUTRO Wczesna pobudka i zbiórka o 2:45 rano. Pani rozdaje każdemu pasażerowi kocyk, wtedy jeszcze myślałam, że to chyba trochę na wyrost, podobnie jak zimowy kożuch owej przewodniczki-wszak na dworze cieplusieńko! Trzy godziny później sunąc busem przez jakieś pustkowia szczękałam zębami tak głośno, że pobudziłam chyba wszystkie okoliczne lamy... Załącznik: 120-poranek.JPG [ 253.9 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 121-poranek z kierowca.jpg [ 241.15 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 122-gra cieni o poranku.jpg [ 248.84 KiB | Obejrzany 12744 razy ] ...Przecinamy wstęgę drogi biegnącą pomiędzy szczytami i dolinami, widoki są absolutnie fantastyczne! Dech zapiera nie tylko od kalejdoskopu krajobrazów, jesteśmy naprawdę wysoko i czuć walkę organizmu o każdą cząsteczkę tlenu. Ciężki oddech, ciężkie bicie serca, które staje, kiedy mijamy kolejną górę ozdobioną lodowatą koroną-widać król Ranrapalca i tu ma swoich krewnych. Załącznik: 127-widoczek.JPG [ 244.42 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 129-tarasy uprawne.JPG [ 244.43 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 130-gory, gory everywhere....JPG [ 241.36 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Zamarznięci i zahibernowani w tym otępiałym stanie wlewamy w siebie hektolitry gorącej herbaty podczas postoju na śniadanie, by już roztopieni wyruszyć na spotkanie z królami tutejszych przestworzy-kondorami. Już na pierwszym postoju możemy podziwiać te ogromne ptaszory, które szybują nad nami w bezruchu. Wzrok utkwiony w dal, nieruchoma sylwetka, drgające od pędu pióra-pełne są drapieżnego dostojeństwa... Latają tak na tle ogromnych gór, kołując i łapiąc kolejne podmuchy wznoszącego się powietrza. Chyba jeszcze się nie znudziły turystami, bo wydają się być zainteresowane nami tak samo, jak my nimi. A może po prostu sprawdzają, czy nadajemy się do jedzenia..? Przewodniczka nas jednak uspokoiła mówiąc, że kondory nie gustują w ludziach, wolą okoliczne krowy, ale tylko takie parodniowe-jeśli krowa jest zbyt świeża to jest po prostu zbyt twarda, ptaszyska mają wtedy w zwyczaju zostawiać taki kąsek w spokoju na parę dni, dopóki nie zacznie gnić i nie zmięknie... O fuj! W tym momencie moje śniadanie chce chyba zrobić w tył zwrot!. Załącznik: 143-kondor.JPG [ 243.42 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 146-kondory.JPG [ 244.44 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 145-kondory.JPG [ 238.66 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Po spotkaniu z tymi niesamowitymi stworzeniami ruszamy do kolejnego punktu, by podziwiać następne kolonie tych ptaków i rzucić okiem na jeden z najgłębszych kanionów na świecie-kanion Colca. Ogromna dolina robi na nas niesamowite wrażenie-skąpana zielenią cudnie kontrastuje z brązowymi skałami i niebieskim niebem. Załącznik: 132-Canion Colca.JPG [ 246.42 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 156-kanion.JPG [ 245.55 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 159-kanion.JPG [ 234.14 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 160-kanion.JPG [ 236.07 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Czas powrotu wywołuje u nas pewien rodzaj smutku, który staramy się przepędzić lokalnym przysmakiem-lodami z kaktusów. Załącznik: 151-kon.JPG [ 247.49 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 150-sploszony kon.JPG [ 246.79 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 131-Przy Canionie Colca.JPG [ 246.59 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 153-pani.JPG [ 252.54 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 152-lody z kaktusow.JPG [ 223.71 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 138-kaktusy.JPG [ 246.2 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Kolejny postój podczas powrotu był w pobliskim miasteczku. Sporo straganów, ludowych strojów i wszechobecnych dzieci tańczących w takt peruwiańskiej muzyki. Dla nas to kolejne doświadczenie, chociaż jak już wspomniałam można mieć zastrzeżenia co do "autentyczności" takich przedstawień-wszak są one robione tylko i wyłącznie dla turystów. Niemniej jedno trzeba tym ludziom przyznać-mają pęd do pracy. Zamiast stać gdzieś pod kościołem i żebrać, wolą wyjść na ulicę ze zwierzakiem i pozować do zdjęć, wolą przebrać się i tańczyć, szydełkować czapeczki i piec pączki, by sprzedawać je potem przechodniom... Pracowici ludzie, którzy radzą sobie, jak mogą, by związać koniec z końcem. A życie w tym rejonie z pewnością nie jest łatwe-obszar kanionu jest bowiem położony na uskoku i pewne miejsca się po prostu zapadają. Z tego powodu jedna z okolicznych wiosek musiała być ewakuowana parę lat temu. Ciuchy i sprzęt domowy można zabrać ze sobą, ścian już niestety nie. Dlatego postanowiłam wesprzeć lokalny biznes i zapozować z tubylcami oraz niektórymi zwierzakami. Załącznik: 163.JPG [ 254.57 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 161.JPG [ 235.9 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 176.JPG [ 255.16 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 165.JPG [ 253.58 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 166.JPG [ 246.24 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 167.JPG [ 232.31 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 168.JPG [ 227.73 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 170.JPG [ 239.71 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 172.JPG [ 251.63 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Po niedługim postoju ruszamy do domu-mijamy po drodze kolejne ciekawe widoczki i zatrzymujemy się jeszcze raz-na wysokości ponad 5 000 m.n.p.m. -można tu zrobić zakupy lekką ręką, ale z ciężkim biciem serca-tlenu tu ledwo co..! Załącznik: 174.JPG [ 254.11 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 175.JPG [ 233.83 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 180.JPG [ 239.89 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 182-5000 mnpm.JPG [ 245.19 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 187.JPG [ 247.66 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 189.JPG [ 247.28 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 190-El Misti.JPG [ 242.28 KiB | Obejrzany 12744 razy ] Załącznik: 191.JPG [ 244.49 KiB | Obejrzany 12744 razy ] | |
| Autor: | chaleanthite [ 10 Mar 2016 23:36 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
W DRODZE DO AQUAS CALIENTES - PRZYTULENI DO GÓR ...Wcześnie rano dotarliśmy do Cusco. 11 godzin w autobusie odcisnęło swoje piętno na każdym skrawku mojego ciała. Ledwo przytomni z racji wczesnej godziny docieramy na główny plac. Plaza de Armas zrobił na nas duże wrażenie. Piękna architektura, zadbane klomby kolorowego kwiecia, a dookoła pasma gór i pagórków pilnie strzegących tej kolonialnej perełki. Wschód słońca powoli przedzierał się przez chmury i okoliczne masywy, a głód zataczający ósemki w brzuchu dobijał się do naszego umysłu. Chyba czas na jakieś śniadanie. Pochłaniając w milczeniu kolejne porcje jajecznicy i pysznych bułeczek przyglądamy się przez okienną szybę miasteczku, które powolutku wybudza się z zamglonego snu, zaczyna się ruch i zgiełk codziennego życia mieszkańców. Gdy posileni wychodzimy na plac spostrzegamy żołnierzy trzymających flagę-ocho, coś się będzie dziać! Załącznik: 194-Plac Cusco.JPG [ 248.33 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 195.JPG [ 247.45 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 196.JPG [ 243.79 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 197.JPG [ 245.92 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 198.JPG [ 250.2 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 201.JPG [ 249.84 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 202.JPG [ 253.07 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Ustawiają jakieś balustrady i krzesełka, pojawia się mnóstwo osób odświętnie ubranych oraz... No właśnie kto? Potomkowie Inków..? Mężczyźni mieli kolorowe poncha i pióra we włosach, kobiety zaś były przyodziane w strojne szaty i zmyślne nakrycia głowy. Ustawili się w półokręgu i poczęli grać na flecikach, podczas gdy jedna z pań śpiewała w rytm muzyki lokalne pieśni. Cudne widowisko! Po jakimś czasie w trakcie tej barwnej ceremonii uczestnicy zaczęli składać dary, palić zioła, modlić się... I wtedy mnie oświeciło, że to musi być Pachamama, czyli celebracja Matki-Ziemi. Jest to prastara, pogańska tradycje kultywowana na długo, zanim w Ameryce pojawił się biały człowiek.Miejscowi byli do niego bardzo przywiązani, a blade twarze chcąc jakoś zakorzenić chrześcijaństwo zgodzili się, by wpleść te obchody w kalendarz oficjalnych świąt. I tak do tej pory Peruwiańczycy dziękują matce naturze za obfitość plonów składając jej najdorodniejsze okazy wszystkiego, czym ziemia w danym roku obrodziła... Załącznik: 203.JPG [ 255.74 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 204.JPG [ 222.47 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 208.JPG [ 236.88 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 210.JPG [ 249.32 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 213.JPG [ 243.74 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 217.JPG [ 239.39 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Po uczcie dla naszych oczu i uszu postanowiliśmy ruszyć w dalszą drogę. Plan był taki, aby zajechać do Ollantaytambo, a po drodze zahaczyć o Salinas de Maras-cudnej urody solniska. Po znalezieniu taksówkarza i ustaleniu ceny na 100 soli ruszamy w drogę! Wiodła ona przez sielskie widoki, malutkie wioseczki, brązowe pagóry, zielone doliny i łany zbóż leniwie wygrzewające się w inkaskim słońcu. Wciąż towarzyszyły nam wszechobecne góry, które rozciągały się jak okiem sięgnąć. Zdecydowana większość obszarów zurbanizowanych w zachodniej i środkowej części kraju jest przytulona do gór, a życie toczy się głównie w wąskich dolinach, gdzie wszystko jest przyklejone do stromych zboczy-niewielkie poletka uprawne, domy, drogi... Moją uwagę przykuł jeden ze szczytów, miał w sobie jakąś dziwną magię... Niestety pomimo usilnych starań mojego aparatu oraz całej naszej trójki nie udało mi się zrobić mu porządnego zdjęcia, droga do Maras nie jest bowiem usłana różami i cały czas wznoszą się wokół wszędobylskie tumany kurzu... Załącznik: 223.JPG [ 243.79 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 224.JPG [ 249.42 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Gdy dojechaliśmy na miejsce szczęka zjechała do parteru, saliny z miejsca porwały me serce, a z ust popłynął niemy zachwyt-czegoś takiego jeszcze nie widziałam!!! Załącznik: 225-Maras.JPG [ 247.85 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 226-Salinas de Maras.JPG [ 246.75 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Zjechaliśmy jeszcze niżej słuchając opowieści kierowcy, że wszystkie te tarasy są zasilane jednym, malutkim strumyczkiem płynącym z wnętrza wygasłego już wulkanu. Kiedy się patrzy na to, jak rozległe jest to miejsce aż trudno w to uwierzyć-ów strumyczek ma bowiem jedynie... 15 centymetrów szerokości! Załącznik: 228.JPG [ 251.96 KiB | Obejrzany 12739 razy ] ...Idziemy wąziutkimi ścieżkami klucząc pomiędzy kolorowymi basenami wypełnionymi słonawą cieczą. Białe brzegi basenów lśnią w słońcu, aż kusi, żeby spróbować tej soli... Mmmm... pyszna! Niby jak sól domowa, ale głębia smaku zupełnie inna, taka jakby bardziej wielowymiarowa, pełna zaskakujących niuansów-i już wiem, że przytargam tego sporo do domu! Załącznik: 227.JPG [ 237.07 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 229.JPG [ 243.25 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 234.JPG [ 243.45 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 239.JPG [ 255.78 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Docieramy w końcu do Ollanta, by złapać nasz pociąg do Aquas Calientes-wioseczki położonej nieopodal Machu Picchu. Pociąg powoli wtacza się na peron, to jest dopiero biznes-cena w jedną stronę to ok 60 $ i to za najtańszy bilet!!! I w dodatku nie można mieć dużych bagaży-my jednak nie mieliśmy wyjścia, bowiem nasza droga powrotna nie wiodła przez tę stację i nie mogliśmy zostawić naszych plecaków w tamtejszej przechowalni-trudno, najwyżej będziemy coś kombinować. Czy to wszystko będzie tego warte..? Odpowiedź przyszła bardzo szybko i wybawiła nas od wszelkich wątpliwości-w pociągu jest miejsce wyznaczone specjalnie do większych pakunków, pod siedzeniami jest bardzo mało miejsca i naprawdę niewiele da się tam upchnąć. Ufff... Rozsiadamy się wygodnie i czekamy na odjazd. Jeszcze zanim pociąg dobrze się rozpędził my już wiedzieliśmy, że będzie pięknie. Wagony mają przeszklony dach i momentami ma się wrażenie, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, że nic Cię od tej natury nie dzieli. Katering chociaż skromny, za to naprawdę smaczny-ciastka i bułeczki plus gorący napój. Jest dobrze! Mkniemy więc sobie wąską doliną porośniętą iście hollywoodzką dżunglą-nic, tylko wypatrywać King Konga Załącznik: 247.JPG [ 241.3 KiB | Obejrzany 12739 razy ] Załącznik: 248-Aquas Calientes.JPG [ 247.81 KiB | Obejrzany 12739 razy ] | |
| Autor: | keram [ 11 Mar 2016 00:07 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
@chaleanthite Bajka! Aż mi się zachciało Ameryki Południowej. Powiedz mi jak językowo? Tylko hiszpański czy po angielsku też idzie się dogadać? | |
| Autor: | chaleanthite [ 11 Mar 2016 00:16 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
MACHU PICCHU - W OBJĘCIACH CHMUR Załącznik: 301.JPG [ 250.91 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Budzik zabrzęczał wcześnie. O 6 mamy autobus na górę (12 $ w jedną stronę), trzeba jakoś się ogarnąć i spakować, bo po powrocie uderzamy na pociąg powrotny do Cusco. Powietrze przywitało nas ciemnością, zaś przystanek-300 metrową kolejką!!! Na szczęście to tylko tak groźnie wyglądało i po ok. 15 minutach siedzieliśmy już w pojeździe i podziwialiśmy okoliczności przyrody. Dzień przywitał nas kolejną gęstwiną na niebie, ale tym razem nie wyglądało na to, by ten stan rzeczy miał się zmienić-dzień był posępny. Niezrażeni tym faktem siedzimy z nosami przy szybie i podziwiamy ogromne górzyska porośnięte bujną roślinnością. Nie dziwię się, że miasto przez tyle stuleci pozostało nieodkryte, skoro zostało zbudowane w tak niedostępnym miejscu... Załącznik: 276.JPG [ 232 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 252.JPG [ 243.95 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Wysiadamy i zabieramy się do pobieżnej eksploracji wioski, nie mamy jednak dużo czasu, bo zaraz czeka nas wejście na Huyana Picchu (jak coś, to nie ja wymyśliłam tę nazwę Załącznik: 255.JPG [ 248.4 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Nie jestem Wam w stanie powiedzieć ile wchodziliśmy na szczyt. Na pewno więcej niż godzinę. I nie było to beztroskie przeskakiwanie po stopniach, tylko mozolny marsz zahaczający o wspinaczkę. Malutkie, śliskie od wszechobecnej wilgoci stopnie oraz mega rozrzedzone powietrze sprawiały, że każdy osiłek wymiękał. Nie dlatego, że nogi odmawiały posłuszeństwa, ale dlatego, że brakowało tlenu dla tych wszystkich mięśni. Na nic więc godziny na siłowni, pokornie trzeba było zasuwać na górę tempem, które dyktowała sama natura. To była droga przez samą mękę, prawdziwy test wytrzymałości i samozaparcia-czy ja nie mogę w końcu mieć spokojnych i leniwych wakacji..? Droga zdawała się nie mieć końca-czyżbyśmy odkryli schody do samego nieba..? Jedyne, co osładzało nam ten wysiłek to krajobrazy, które z każdą minutą i każdym przebytym stopniem stawały się coraz wyraźniejsze, coraz lepiej widoczne i dawały przedsmak tego, co nas czeka na upragnionej mecie... Załącznik: 261.JPG [ 243.18 KiB | Obejrzany 12693 razy ] W końcu stało się-pierwszy taras widokowy! Boże-chyba będę żyć!!! Załącznik: 262.jpg [ 243.25 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Po upojeniu się widokami i porządnym odpoczynku rozpoczynamy wędrówkę powrotną licząc na to, że tym razem będzie łatwiej... Nie było. Schodzenie jest chyba jeszcze bardziej męczące, bo mięśnie są już trochę nadwyrężone wchodzeniem, ponadto jest niebezpieczniej-łatwiej się poślizgnąć na wilgotnym kamieniu czy błotnistym podłożu. I chociaż niewątpliwym plusem takiej opcji jest ultra szybkie przeniesienie się na miejsce docelowe, to pewnym minusem może być teleportacja w zaświaty w pakiecie-tak więc osobiście nie polecam Gdy udało nam się dotrzeć do samego miasteczka mogliśmy wreszcie delektować się nim z bliska. Załącznik: 257.JPG [ 243.29 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 279.JPG [ 234.8 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 280.JPG [ 240.81 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Przechadzaliśmy się zielonymi tarasami podziwiając złożoność całego kompleksu, które przez sto lat pozostawało praktycznie samowystarczalnym państwem-miastem. Miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie-zapewne po części dlatego, że nie spodziewałam się, iż będzie ono tak duże i tak rozległe. Niby proste konstrukcje i nieskomplikowana architektura, ale poraża swoim majestatem i niedostępnością. Załącznik: 279.JPG [ 234.8 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 284.JPG [ 241.82 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 282.jpg [ 251.81 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 287.JPG [ 236.22 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 290.JPG [ 252.96 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Wracając do Aquas postanawiamy nie korzystać z autobusu, tylko zejść do wioski o własnych siłach-nie chce nam się czekać w kolejce na przystanku. Dotarcie na dól zajmuje nam 30 minut i jest raczej przyjemnym spacerkiem, chociaż też trzeba uważać na wszechobecną wilgoć i ryzyko poślizgu. Jest jednak błogo i przyjemnie, jesteśmy schowani przed światem pod gęstymi koronami drzew, słychać śpiew ptaków, szum wiatru i odgłosy miejscowej rzeki, mieszanka bardzo kojąca nasze zmysły i pozwalająca zrelaksować się nawet będąc w ruchu. Załącznik: 292.JPG [ 253.06 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Popołudniem decydujemy się wstąpić do jednej z knajpek coby uzupełnić życiodajne płyny i wrzucić coś na ząb. Przy okazji łapiemy się na jakąś procesję, która wygląda na katolicką-na czele kroczy ksiądz, ludzie trzymają proporce z wizerunkami Jezusa i Maryi, lecz tuż za nimi płynął korowód muzyki, bębnów, barwnych postaci, wstążek i kolorowych przebierańców. Jawiło mi się to jako niesamowita mieszanka, w której wpływy pogańskie wymieszały się z wiarą konkwistadorów. Załącznik: 293-Procesja w Aquas.jpg [ 234.13 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 295.JPG [ 222.97 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 297.JPG [ 251.96 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 299.JPG [ 246.97 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 300.JPG [ 239.92 KiB | Obejrzany 12693 razy ] CUSCO - SMS OD LOSU Przez ostatnie wydawać by się mogło, że cała ta walka z losem ucichła, że karty zostały niedbale porzucone na stole, gracze zrezygnowali, a gapie się rozeszli... Naładowani pozytywną energią i niepomni niedawnych problemów wsiadamy do autobusu, który ma nas obwieźć po najciekawszych miejscach w Cusco. Pogoda piękna, cudny błękit nieba okraszony białymi obłoczkami, mózg więc maksymalnie skoncentrowany na odbieranie bodźców wzrokowych. Załącznik: 304-Cusco katedra.JPG [ 255.33 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 305.JPG [ 248.17 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 310.JPG [ 249.64 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 311.JPG [ 244.03 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 243.JPG [ 240.03 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 177.JPG [ 251.04 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 325.JPG [ 238.11 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Zajeżdżamy w końcu na punkt widokowy, by wpaść prosto w objęcia... Jezusa. Chwila, chwila-to w końcu Peru czy Brazylia..? Po chwilowej konsternacji stwierdzamy, że cosik za mały ten Chrystus, a i turyści nieliczni... No i panorama też nie ta-zamiast pięknego wybrzeża mamy jedynie panoramę miasta. Coby jednak nie powiedzieć widoczki były bardzo ciekawe, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z wielkości tej miejscowości-jedyne, na co miałam czas do tej pory to historyczne centrum oraz okolice. A zabudowania rozlane są po calutkiej dolinie-jak okiem sięgnąć... Załącznik: 317.JPG [ 244.36 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 312.JPG [ 245.3 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 314.JPG [ 252.77 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 318-Sacsaywoman i Jesus.JPG [ 245.03 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Załącznik: 319.JPG [ 248.3 KiB | Obejrzany 12693 razy ] I nie wiem-może te ciemne chmurzyska, które w pewnym momencie zaczęły kłębić się nad naszymi głowami to był jakiś znak albo coś, ale tuż po powrocie do hotelu dostajemy sms-a od Ryanaira, że w Madrycie jest strajk obsługi naziemnej i nie będziemy mogli zabrać stamtąd bagażu głównego... Ale... ale jak to..? No to co teraz..? Co mam zrobić ze wszystkimi pamiątkami, co mam zrobić z lokalnymi alkoholami-wszak w podręcznym większych pojemności się nie przewiezie... Zwiędły nam miny, i uszy, i serca. Los bowiem nie tylko nie doszedł od stolika, ale się przyczaił i zaatakował w najbardziej bolesny, czuły punkt... Wakacje wakacjami, ale zawsze, zawsze przywożę jakieś smakołyki i zdobycze ze swoich wypraw, nie wyobrażam sobie wrócić z niczym! Rozdanie trzecie, los znów jest górą... Ale nie-nie dam się! Dopnę swego-choćby nie wiem co! Ta partia okazała się być rozbieranym pokerem, bo odarła mnie ze wszystkiego, co do tej pory było mi nieodzowne. Wszystkie tanie ciuchy-do kosza. Szampony, żele, kremy-zostawiamy. Najcięższe ciuchy założymy na siebie, kieszenie wypchamy po brzegi... Tylko co z tego, skoro stelaż plecaka i tak za wysoki jak na limity taniej linii...? Czy to nie jest walka z wiatrakami..? Ja sobie żyły wypruwam, a los potem puści mnie w samych skarpetkach... No i ten alkohol-to taki nasza związkowo-podróżniczy zwyczaj, że z każdej wyprawy przywozimy sobie lokalne procenty do naszej kolekcji. Poddać się i przerwać tę tradycję-kultywowaną od lat-czy walczyć..? Bo to już nie chodzi tylko o te butelczyny czy kolejną drewnianą figurkę-tu chodzi o honor, o waleczność, o ten rodzaj pozytywnej przekory, która nie pozwala podda się bez walki, która każe coś wymyślić i osiągnąć cel. Kolejny sprawdzian dla mnie samej, decyzja więc podjęta-losie, szykuj się! Bo idę z Tobą na wojnę... POWRÓT - DECYDUJĄCE ROZDANIE Los widząc moje bojowe nastawienie zdecydował się zaatakować z całą siłą. Na lotnisku w Cusco okazało się, że nasz lot do Limy-z której wylatywaliśmy wieczorem do Madrytu- jest opóźniony. Oj tam, oj tam- sam lot trwa przecież tylko godzinkę, a w zapasie mamy 10 godzin między lotami-przecież zdążymy, nie? Załącznik: 327.JPG [ 251.72 KiB | Obejrzany 12693 razy ] Kiedy w końcu przyleciał nasz Star Peru nerwy miałam tak zszargane, że klęłam na cały świat. Kiedy dotarłam do bramki na pokład zaczęli już wchodzić pierwsi pasażerowie. A tuż obok był sklepik... z alkoholami! A przecież jak mi to wszystko ładnie zafoliują, to będę w stanie to dowieźć do domu! W te pędy pognałam i zgarnęłam kilka buteleczek lokalnych trunków... Sprzedawca szczerze stwierdza, że to, czy mnie przepuszczą i tak będzie zależało od dobrej, bądź złej woli obsługi w Madrycie, więc ryzyk-fizyk. Wszystkie karty zostały już rzucone na stół, wszystkie torby spakowane, pozostał ostatni gracz i ostatni ruch-mój... Kupować, nie kupować..? Wygram, czy stracę..? Ok, męska decyzja-wchodzę w to. Rzucam na stół swoją ostatnią karę-Visa Debit-i zdecydowaną ręką wbijam pin. Co to będzie..? FINAŁ W tej niepewnej drodze do domu przyszło nam przedzierać się przez podwójne zasieki-kontrole bezpieczeństwa oraz metalowy miernik Ryanaira, który bezlitośnie obnaża każdy nadprogramowy centymetr. Chcecie wiedzieć jak to się skończyło..? Udało się! Wróciłam z tarczą (yyy... to znaczy z bagażem ... Peru ugościło nas solą zakrapianą dobrym alkoholem, pokazało cuda natury jak i rodzime obrządki. Kraj wielu kontrastów, ogromnie urozmaicony-nie da się zamknąć w jednej szufladce tego, co tam zobaczyliśmy-nawet komody by zbrakło... Załącznik: 3-Lecimy.JPG [ 230.67 KiB | Obejrzany 12693 razy ] -- 11 Mar 2016 00:24 -- keram napisał(a): @chaleanthite Bajka! Aż mi się zachciało Ameryki Południowej. Powiedz mi jak językowo? Tylko hiszpański czy po angielsku też idzie się dogadać? @keram Wiesz co... Po angielsku też się dogadasz, chociaż prędzej w jakiejś restauracji, hotelu czy miejscu turystycznym, niż na np. bazarze. Nieśmiertelne "how much" zna tam jendak każdy, ja po hiszpańsku nauczyłam się tylko trochę liczyć i to mi wystarczyło, żeby się porozumieć | |
| Autor: | fortuna [ 11 Mar 2016 03:04 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Cytuj: a poszło w eter i do fortuny trafiło zaprzeczam, nic do mnie nie trafilo. P.S. super zdjecia! | |
| Autor: | elwirka [ 11 Mar 2016 07:51 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Chaleanthite jak zwykle w wysokiej formie. Potrafisz zachęcić do wyjazdu;-) | |
| Autor: | dialam [ 11 Mar 2016 09:30 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Piękne zdjęcia:) Relacje czyta się jednym tchem. Przygodę mieliście niezłą, faktycznie trochę się wam spiętrzyło nieprzychylnych zdarzeń - ale jest co wspominać! Niesamowita historia z tym szczytem i Panią z pociągu | |
| Autor: | igore [ 11 Mar 2016 09:56 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Podoba mi się ta heroiczna walka o alkohol. Czymże są szampony, żele, tanie ciuchy, gdy w grę wchodzi możliwość zrobienia sobie pisco sour i wypicia na tarasie | |
| Autor: | ara [ 11 Mar 2016 10:53 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
świetna relacja i zdjęcia! fajnie, że udało się zrealizować plan mimo tylu przeciwności, znaczy chichotów losu | |
| Autor: | Legion1 [ 11 Mar 2016 11:37 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
@chaleanthite relacja mega | |
| Autor: | olajaw [ 11 Mar 2016 13:11 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Dopiero doczytałam całość - powtórzę tylko, że relacja fantastyczna i cudowne zdjęcia | |
| Autor: | maxima [ 11 Mar 2016 15:04 ] | |||
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja | |||
świetna relacja, przypomniała mi mój wyjazd do Peru w listopadzie W Limie polecam jeszcze lot paralotnia w Miraflores A w Cuzco piękne widoki są z San Blas
| ||||
| Autor: | chaleanthite [ 11 Mar 2016 16:20 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Pięknie dziękuję wszystkim za odzew! A teraz... @fortuna-A to TY! Ty...Ty sprawco moich nieszczęść, ja Ci jeszcze pokażę..! @elwirka-dziękuję za miłe słowa, Peru gorąco polecam! @dialam-dziękuję, cieszę się bardzo, bo trochę nad tekstem ślęczałam, a i tak nie jest do końca taki, jaki bym chciała... Przygoda ojjj, była... Ponad połowa rzeczy została w Peru, żebyśmy mogli się pomieścić do podręcznych (a na wakacje przylecieliśmy z 2 podręcznymi i 1 torbą główną...). W Madrycie przymykali oko, chociaż alkohol, który zakupiłam w Limie wyciągnęli mi z tych toreb i przebadali 2 razy w 2 maszynach...Ale ostatecznie puścili. Załoga Ryana na bagaże nie patrzyła, a sporo osób miało nawet po 3 sztuki przy sobie ( w tym i ja...), albo z daleka było widać, że torba jest za duża-ale zero reakcji, tylko miły uśmiech... Ale już sobie wyobrażam co by było, gdyby zaczęli się czepiać-tłum pewnie by urządził zbiorowy lincz, w końcu to ich obsługa strajkowała... @igore-hehe, "heroiczna walka o alkohol"-padłam!!! @ara-dziękuję!!! @Legion1-ekhm,ekhm... W maju zeszłego roku... Ma się refleks we wstawianiu relacji, nie? @olajaw-super, że sie podoba! I bardzo mi miło, że doczytałaś resztę-dziękuję!!! @maxima-dziękuję, cieszę się, że relacja wywołała wspomnienia! | |
| Autor: | lubietenstan [ 11 Mar 2016 16:22 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
swietne zdjęcia i nieprzegadana narracja - SUPER!!!! | |
| Autor: | chaleanthite [ 11 Mar 2016 16:51 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
@lubietenstan-dziękuję pięknie! | |
| Autor: | gosiagosia [ 11 Mar 2016 23:32 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Też przyłączam sie do ochów i achów | |
| Autor: | agciak [ 12 Mar 2016 10:17 ] |
| Temat postu: | Re: Peru-poker z losem - relacja |
Super relacja i zdjęcia. Gratuluję. Mam pytanie: W jakim terminie byliście w Peru i jaka była temperatura powietrza, szczególnie w Cusco? | |
| Strona 1 z 3 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |