| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Panie sułtanie, co słychać w Omanie? panie-sultanie-co-slychac-w-omanie,214,185100 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | hiszpan [ 15 Sty 2026 23:47 ] |
| Temat postu: | Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Jak każda fajna przygoda podróżnicza i ta narodziła się z przypadku. Zająłem się poszukiwaniem jakiejś dalekiej wyprawy sylwestrowej ignorując fakty, że moje towarzystwo nie ma do dyspozycji wolnych dni przed 31 grudnia i smutną prawdę, że na kilka tygodni przed wyjazdem wszystkie dalekie podróże i bilety będą już megadrogie. Na dodatek zaraz po północy miał zostać wpuszczony do sieci ostatni odcinek „Stranger Things” na który też sobie ostrzyłem apetyt. Jednym słowem już prawie porzuciłem pomysł wyjazdu na rzecz domówki gdy wpadło mi w oko wygodne i relatywne tanie połączenie do Maskatu w Omanie przez Paryż właśnie 30 grudnia po południu z przylotem następnego dnia rano jeszcze przed Sylwestrem. Hmm, na pokładzie Oman Air byłbym po raz pierwszy Oman nie wydaje się już obecnie jakąś bardzo egzotyczną propozycją ponieważ sporo polskich biur podróży wysyła tam turystów. Lecz dla mojej żony perspektywa kilku dni nad morzem i ciepłym słoneczkiem w środku zimy była baaardzo kusząca i to przeważyło. Ale tak łatwo nie będzie. Lecimy do Maskatu, gdzie wynająłem na 5 dni duży samochód z 4x4 (jest nas szóstka) i zamierzamy objechać większość atrakcji w północnej części Omanu – w tym słynne Wadi – a także zrobić wypad na pustynię wraz z nocowaniem. Aby wilk był syty i owca cała – ostatnie dni spędzimy właśnie w turystycznym Salalah, sprawdzając słynne już wśród naszych allincluzowców turkusowe plaże. Dolecimy tam sobie tanią krajówką. Plan z grubsza gotowy, przyznaję, że nie wiedziałem naprawdę czego się spodziewać. Oczywiście wskazówki z forum są zawsze bezcenne ale tym razem zdałem się na harmonogram ułożony przez przyjaciela. Myślę, że sporo udało się zobaczyć przez ten tydzień?: Czy Wadi Shab jest naprawdę najwspanialszą atrakcję całego Półwyspu Arabskiego? Jak mieszka rzeczony w tytule sułtan? Czy da się w konserwatywnym kraju arabskim opalać na dzikiej plaży w bikini ? Czy zachód słońca na pustyni bywa taki romantyczny jak go opisują? Na te i inne pytania odpowiem właśnie w tej relacji. Stay tuned. | |
| Autor: | agnieszka.s11 [ 16 Sty 2026 14:19 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Dawaj z ta relacja, lece za tydzien wiec swieze info na pewno sie przyda | |
| Autor: | hiszpan [ 16 Sty 2026 17:18 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Do Omanu lecimy więc w jedną stronę przez Paryż. Pierwszy odcinek realizowany LOTem na MAX-sie a cały bilet pochodzi ze stoku Omana. Do Maskatu zabiera nas z CDG Dreamliner Oman Air w 7-godzinny lot nocny. Na pokładzie całkiem czysto i wygodnie i jest smaczny catering. Lądujemy o czasie i moim paszporcie pojawia się kolejna pieczątka z nowego kraju ?. Pierwsze dwa dni wzięliśmy sobie pokoje hotelowe w Maskacie przez portal na B. Całkiem tanio – hotel w centrum miasta z basenem na dachu – Royal Tulip, mogę spokojnie polecić. Ponieważ lądujemy z samego rana 31 grudnia, więc prosto z lotniska pojedziemy w kierunku starożytnego miasta Nizwy a na wieczór dopiero wrócimy do miasta. Samochód zabukowałem sobie już dawno w Sixt przez ich oficjalną stronkę. Jakież było moje wkurzenie jak mi go odwołali na trzy dni przed wyjazdem ☹ bez podawania powodu! No niestety Sylwester i początek stycznia to szczyt sezonu turystycznego i wyszukiwarki nie chciały pokazać już żadnego dostępnego dużego 4x4 w moim terminie. Tym bardziej byłem zdenerwowany na Sixta (lub co bardziej prawdopodobne – jego omańskiego lokalnego partnera). Napisałem bezpośrednio do kilku miejscowych wypożyczalni i tylko w jednej znalazło się coś dla mnie – wielka terenowa Acura QX80 za niestety słone 120 OMR za dzień ☹ Ale za to ze wszystkimi ubezpieczeniami i opłatami plus wielkim limitem bezpłatnych kilometrów, które zamierzamy zrobić w następnych dniach. Powinno być jednak za połowę tej ceny jakby się utrzymała rezerwacja z Sixt. Wypożyczalnia nazywa się Al Shamel. Miałem dobry kontakt z gościem przez whatsappa, przyjechał po nas na terminal i zabrał do pobliskiego biura, gdzie szybko zrobiliśmy papiery. Uzgodniłem z nim również warunki płacenia za parkingi. W Maskacie sporo miejsc jest płatnych a płacić można tylko smsem przez lokalną kartę SIM. Ponieważ wziąłem internet z airalo to będziemy wysyłać naszemu Ahmedowi za każdym razem info gdzie parkujemy i na jak długo a on nam będzie zdalnie odpalał opłatę. Super to zadziałało (prawie super o czym później). Ruszamy na południe, Maskat nie jest jakimś wielkim miastem i szybko wydostajemy się na autostradę w kierunku Nizwy. No drogi mają przepiękne Jedyną niedogodnością są fotoradary, ustanowione na wszystkich autostradach i większych trasach równiutko co kilometr! W całym Omanie są ich grube tysiące! Ale 120km/h dla naszej amerykańsko-miękko zawieszonej wielkiej Acury to całkiem wystarczająca prędkość. Krajobraz po drodze jest górzysty Nizwa wita nas wielką bramą W planach mamy spacer po bazarach i zwiedzanie Nizwa Fort. Zaczynamy od targu kóz, który dziś niestety jest pusty Główne bazary są wielkich halach Wejście do fortu jest płatne – 5 OMR od osoby Z murów fortu fajne widoczki na Nizwę Jest sporo turystów – tak jak się spodziewaliśmy Nizwa jest jedną z ciekawszych atrakcji w pobliżu Maskatu. Nie zabawiamy tu długo – naszym głównym planem jest odwiedzenie jednej z oaz w pobliżu, gdzie można zobaczyć starożytny system nawadniający utrzymywany do dziś w znakomitym stanie. Jest on również wpisany do UNESCO. Parkujemy w miejscowości Birkat Al Mouz. Miejscowy fort Bayt Ar Ridaydah już oglądamy tylko z daleka bez zwiedzania dokładnego: Czas ruszyć wzdłuż kanałów wodnych. Mapa pokazuje, że zaprowadzą nas do oazy i ruin Bait al Sabah, opuszczonej osady na wzgórzu. Spacerując cieszymy się słoneczkiem i bardzo ciepłą pogodą pamiętając jeszcze wczorajszą zamieć śnieżną i głębokie mrozy w Polsce. Wioska Harat Al-siybani została zbudowana w XVII wieku i opuszczona pod koniec ubiegłego stulecia. Nie ma żadnych barierek i zagrodzeń, więc spacerujemy wśród niesamowitych ruin wspinając się na wzgórze do punktu widokowego : Niektóre przejścia wymagają sporej odwagi! Widoczek ze szczytu Kanały są utrzymywane cały czas w pełnej sprawności od czasów starożytnych Na koniec spacerujemy wśród bujnej roślinności samej oazy W pobliżu są jeszcze dwa forty warte odwiedzenia ale odpuszczamy, mamy za sobą noc w samolocie a przed sobą imprezę Sylwestrową więc wracamy po południu do Maskatu podziwiając jedynie wielkie meczety po drodze: Logujemy się do naszego hotelu i robimy naradę co do Sylwestra. Zapobiegliwie kupiłem dwa szampany w sklepie wolnocłowym na lotnisku w Maskacie (ogólnie jest zakaz, ale jak się wjeżdża z zagranicy to jest taka jednorazowa możliwość), więc jest jakaś baza do imprezy. W hotelu rzuca nam się plakat o imprezie sylwestrowej na dachu przy basenie organizowanej przez nasz hotel. Niestety jest wykupiona już od dawna o czym informują nas w recepcji – trochę to przegapiliśmy. Ale nie daję za wygraną, wsiadamy do windy aby obejrzeć basen na dachu a tam zagaduję lokalnego managera, który kieruje przygotowaniami do imprezy sylwestrowej. Po odpowiedniej nawijce z wejściem na jego osobiste ambicje („Pan, taki menago nie da rady??”), magicznie znajduje dla nas sześcioosobowy stolik. Zawsze wierzę, że w nawet trudnych sytuacjach dobra rozmowa rozwiązuje problemy ?. Okazuje się, że impreza sylwestrowa ma tańce i świetny catering ale nie ma alko więc nasze szampany z lotniska uratują toasty noworoczne ? (oczywiście w zaciszu pokojów). Bawimy się świetnie na tym międzynarodowym sylwestrze przy basenie na dachu hotelu. Szkoda tylko, że w Muskacie nie było żadnego pokazu sztucznych ogni o północy. Miasto nie wyglądało na przejmujące się Sylwestrem i imprezami – dla nich to dzień jak co dzień. No nic – co kraj to obyczaj – my spędziliśmy go świetnie na tańcach i degustacji wspaniałych potraw z całego świata. Nazajutrz po odespaniu nocy zamierzamy ruszyć za miasto na kolejne odkrywanie tego kraju. c.d.n. | |
| Autor: | hiszpan [ 17 Sty 2026 13:17 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Porządnie wyspani udajemy się 1 stycznia na basen na dachu złapać trochę słońca i potaplać się wodzie. O dziwo basen jest podgrzewany co jest miłą niespodzianką. W Polsce mrozy i śnieżyce a tutaj w Maskacie przyjemne 24C i pełne słońce. Dookoła rozciąga się niska zabudowa Maskatu Nad miastem krążą dwa duże sępy z gatunku ścierwników, przelatują w pewnym momencie dość noska nad nami Nie ma co siedzieć tu cały dzień – pakujemy się po południu do samochodu, trzeba jeszcze dziś coś pozwiedzać. Zostawiliśmy wczoraj wieczorem samochód przed hotelem na ulicy i dziś mamy niemiłą niespodziankę za szybą – mandat za nieopłacenie parkowania ☹ - 10 OMR. No tak, przecież nas ostrzegano. Wydawało mi się, że pod hotelem jest bezpłatnie ale odkrywam obok taką tablicę: No cóż, wysyłam naszemu Ahmedowi whatsappem fotkę mandatu aby za nas zapłacił, oddamy mu przy zwrocie auta. Własne gapiostwo kosztuje, na dodatek nie dopytaliśmy, że nasz hotel na swój bezpłatny podziemny parking… Po drodze mijamy wielki maszt flagowy. Jedziemy na południe w kierunku wioski As Sifah zobaczyć podobno jedną z najpiękniejszych plaż północnego Omanu – Sifah Beach. Akurat docieramy tam późnym popołudniem jeszcze przed zachodem słońca. My idziemy na długi spacer po rzeczywiście przepięknej plaży – ale o opalaniu się nie ma tu mowy. Miejscowi wjeżdżają pojazdami na wydmy, piknikują masowo oraz bezkarnie szaleją po plaży terenówkami Mewy prawie wcale nie boją się ludzi Ten dzień jest na relaksie po nocy sylwestrowej więc bez napinki wracamy. Ale zahaczymy jeszcze na powrocie o Takię – przedmieścia Maskatu, gdzie mieści się Pałac Sułtana i ciekawe zabytki. Po drodze widok ze wzgórza na Al Bustan Parking przy pałacu jest na szczęście darmowy, teraz zwracam na to podwójną uwagę. Idziemy już po zmroku na spacer wśród bogatych pałaców, meczetów muzeów i budynków rządowych. Piękne ogrody przy pałacu Niedaleko stoi twierdza Al Mirani Można ją zwiedzać, niestety odpłatnie. Przy wejściu wita nas sułtan Ale nie będziemy wchodzić po schodach – w tej baszcie jest winda! Twierdza jest pięknie odnowiona, na dziedzińcu atrakcje: możliwość popróbowania lokalnych potraw, potrzymanie sokoła i terraria z ciekawymi gadami. Z góry piękne widoki, jest tak trochę „cukierkowo”. Widać, że włożono w ten teren duże pieniądze na nowoczesne odnowienie Niedaleko jest największy bazar w Maskacie – Mutrah Souk. Tu już parkowanie płatne i korzystamy z pomocy Ahmeda, który zdalnie opłaca nam ten parking. Na miejscu raczej typowy arabski souq czyli bazar W przeciwieństwie do wielu innych krajów arabskich nie ma tu żadnego nachalnego nagabywania ani agresywnej promocji towarów. Nas najbardziej interesuje street food, jest sporo głównie hinduskich punktów ze smacznymi przegryzkami. Ale one tylko wzmagają nasz apetyt. Namierzamy w pobliżu dobrze ocenianą restaurację z owocami morza – Arouse al Bahar. Knajpa ma ciekawą formułę – najpierw zdobywamy stolik (była spora kolejka), następnie idziemy do lady wybrać co chcemy zjeść. Lada wygląda tak: Obok na ścianie są propozycję podania Wybraliśmy sporą lokalną rybę, kalmary i krewetki. Ustaliliśmy jak mają je przyrządzić i pan nam to wszystko zważył i dał kwitek dla kelnera. Dawno nie jadłem tak dobrych rzeczy! No mega to było. Rachunek na 6 osób – 27 OMR. Wracamy do naszego hotelu przezornie wjeżdżając do podziemnego garażu. Jutro rano wymeldowanie i jedziemy na pustynię! Stay tuned… | |
| Autor: | letadełko [ 17 Sty 2026 18:30 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana! | |
| Autor: | hiszpan [ 19 Sty 2026 16:04 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
No dzisiaj się dopiero zaczyna prawdziwe zwiedzanie Omanu! Ruszamy w pustynię naszą dzielną terenówką. Robiliśmy research gdzie pojechać i wyszło, że najwięcej ciekawych campów jest na południe od wioski Bidiyah w regionie Sharqiya Sands. Tak to właśnie wygląda na mapie: Nazwy poszczególnych campów są naprawdę fantazyjne, patrząc na rekomendacje wybieramy Camp Moonlight. Mamy świetny kontakt z gospodarzem przez whatsapaa i poleca on nam dojechanie w miarę wcześnie, bo będzie sporo atrakcji przez zachodem słońca ?. Wyjechaliśmy więc z hotelu bardzo wcześnie rano aby zdążyć jeszcze po drodze wpaść do Wadi Bani Khalid. Jedziemy na południe autostradą nr 23. Parking przed wejściem do kanionu zawalony po kokardę samochodami i autobusami więc spodziewamy się dzikich tłumów. Wejście jest całkowicie darmowe, na początku wita nas jezioro: Idziemy spacerkiem wzdłuż kanionu, którego dnem biegnie rzeka: Mnóstwo ludzi opala się na brzegach (nawet w strojach kąpielowych pomimo wielkich tablic zabraniających europejskich bikini) lub tapla się w tej pięknej turkusowej wodzie Nie zamierzamy jakoś tutaj spędzać wiele czasu ale przechodzimy w głąb kanionu. Woda zanika i idziemy surowym starym kamienistym korytem. Widoczki są przepiękne Po drodze mała jaskinia pilnowana przez miejscowych chłopaków, sporo ludzi robi sobie tu fotki Kanion zwęża się, ściany robią się coraz bardziej wysokie a gładkie dno zastępują coraz większe głazy. Mam ambicję dojść do końca aż do momentu, kiedy dalsza droga jest już zablokowana głazami. To nam wystarcza, taplamy się jeszcze w chłodnej wodzie na powrocie. Pływające wszędzie małe rybki podskubują nam pięty więc jest wesoło. Ogólnie to bardzo fajne doświadczenie, spokojny spacer na 2 godziny bez żadnego wysiłku. Niestety szczyt sezonu spowodował, że przybywają to spore tłumy. Nie żałujemy, odbijemy sobie pływanie w Wadi Shab następnego dnia. Tymczasem trzeba dojechać do Bidiyah i namierzyć nasz camp. Kończy się asfalt i naszym oczom ukazuje się księżycowy krajobraz setek namiotów i osad na skraju pustyni: Po drodze mnóstwo małych campów, niektóre iście kosmiczne Na szczęście googlemapa działa i wskazuje nam mniej więcej miejsce campu Moonlight. Wszyscy inni kierowcy zatrzymują się i spuszczają trochę powietrza z opon. Patrzymy po siebie – my nie damy rady? Przecież mamy dzielną terenówkę z napędem 4x4 i reduktorem a piach wydaje się ubity. Jedziemy dalej w pustynię w takiej konfiguracji jak zjechaliśmy z asfaltu…. Nie ma to jak pycha i zadufanie, że wie się lepiej: Taa, na szczęście ruch na pustyni jest spory i jadący za nami arab wysiada aby pomóc nam spuścić powietrze – wystarczyło tak mniej więcej zostawienie około 1,5 bara na koło i nagle nasza Acura nabiera nowych właściwości terenowych w piachu na pustyni ? Trafiamy w końcu do Campu Moonlight Nasz obóz to zbiór luksusowych namiotów zamontowanych na podwyższonych stelażach. Każdy namiot ma wielkie wygodne łózko w środku i swoją łazienkę z prysznicem obok. Na wzgórzu stoją baniaki z wodą, która jest rozprowadzona rurkami do każdego z namiotów. Jest też elektryczne oświetlenie, ale gniazdka do ładowania są tylko w namiocie centralnym. Główny namiot ma dużą jadalnię Nasz gospodarz, Mohammed poleca na dzień dobry pozbycia się obuwia – wszyscy chodzą na pustyni na boso. Rzeczywiście o tej porze roku piasek jest przyjemnie cieplutki i cały pobyt spędzamy na bosaka. W cenie mamy pobyt i śniadanie. Taka przyjemność za namiot dla dwóch osób kosztuje około 300zł więc sporo drożej niż np. w Jordanii w Wadi Rum. Dodatkowo możemy dokupić kolację z bemarów po 6 OMR co oczywiście czynimy. Mohammed namawia nas gorąco na Sunset Dune Bashing – wyprawę terenówkami na szaleństwo po wydmach i oglądanie zachodu słońca w fajnym miejscu. Koszt to 25 OMR od samochodu. Poczytałem, że warto wiec bierzemy ? Obok odpoczywa kilka wielbłądów, na które też się można zapisać na ujeżdżanie (za jedyne 5 OMR – 15min) ale to raczej atrakcja mocno dla dzieciaków. Dookoła przepiękne diuny Około 16 czeka na nas Ahmed w terenowym Lexusie i zabiera nas na szaloną jazdę po piachu! Pędzimy pełną prędkością po kamolach, skaczemy na hopkach, podjeżdżamy w pion pod wysokie wydmy – no zabawa na całego. Jak już się wyszaleliśmy wjeżdżamy na dość wysoką wydmę i podziwiamy przepiękny zachód słońca nad pustynią Można skorzystać z desek do snowboardu i pouczyć się sandboardingu – kolejna fajna atrakcja! Zjechało się tu kilka samochodów z różnych campów. Ekipa kierowców najpierw modli się wspólnie a potem serwują nam herbatkę. Słońce zachodzi widowiskowo: Nad nami wschodzi księżyc w pełni i świeci naprawdę mocno Po zmroku znowu ruszamy na nocne szaleństwo po piachu! Ahmed ma niezłą radochę, my oczywiście też! Trochę szkoda samochodu, ale hmmm no przecież nie nasz ? Wieczorem po smacznej kolacji zalegamy przy ognisku pod gwiazdami. Już w nocy jest chłodno więc warto założyć polarek a nawet lekką kurteczkę. Miejscowi puszczają lampiony i jest naprawdę klimatycznie Mamy Moonlight Camp dosłownie w całej okazałości: Ależ wygodnie śpi się w tym namiocie w ciszy na pustyni… Stay tuned… | |
| Autor: | hiszpan [ 20 Sty 2026 17:07 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Wschód słońca na pustyni jest równie piękny i też warto go zobaczyć ? Jedną z oferowanych atrakcji jest podziwianie porannej pustyni z balonów, kilka z nich unosi się nam nad głowami z rana. My nie skorzystaliśmy. Wyspani i po obfitym śniadaniu ruszamy przez wydmy z powrotem do cywilizacji. Mam niezłą radochę prowadząc naszą Acurę przez te piachy już bardziej odważnie i znacznie szybciej, wczorajsza lekcja nie poszła na marne ? Ulubiony sport miejscowych to podjazdy pod mega strome wydmy – przyglądamy się przez chwilę próbom dzielnych terenówek Ale i dzieciaki mają coś dla siebie – kulig na sankach po piasku? Da się? Proszę bardzo: Po powrocie do Bidiyah pompujemy nasze oponki na stacji benzynowej i ruszamy dalej na wschód w kierunku historycznego miasta Sur. Praktycznie cały czas prowadzi nas pusta trzypasmowa autostrada, dopiero przed Sur zwęża się przez roboty drogowe. Kto tymi drogami będzie jeździł? W Sur trafiamy na pomnik na rondzie przy wjeździe, Miasto ma dwudziestowiekową historię i wymieniane jest już w kronikach starożytnych. Obecnie stanowi istotny element przemysłu stoczniowego Omanu. Właściwie wjeżdżamy tam tylko na kawkę i soki do kawiarni z ładnym widoczkiem na półwysep Al-Ayjah z jego basztami i ładną latarnią morską: Na pustej plaży miejscowy sztukmistrz ćwiczy z papugami jakiś program występów wieczornych a my podziwiamy piękne ary araraurany w locie. Wzbudzają niezłe zdziwienie na niebie wśród lokalnych mew Dalsza trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża wygodną autostradą na północ. Mamy w planach odwiedzenie kolejnego starożytnego miasta Kalhat, wpisanego na listę UNESCO. O Kalhacie wspominał sam Marco Polo w swoich zapiskach z podróży. Niestety już w średniowieczu miasto podupadło i dodatkowo zostało splądrowane i zniszczone przez Portugalczyków. Ostało się ino Mauzoleum Bibi Mariam, które jedziemy zobaczyć. Niestety to ruiny i w dodatku zamknięte. Całujemy szlaban i już mamy odejść ale na szczęście woła nas miejscowy strażnik, mantykuje trochę, że zamknięte a my, że aż z Polski jechaliśmy specjalnie mauzoleum zobaczyć i wpuszcza nas na koniec boczkiem, boczkiem ? Oto pozostałości po Kalhat Za dużo tego nie było, ale historyczne miejsce zaliczone. Jedziemy teraz do atrakcji dnia – a właściwie do miejsca, która ciągnęło mnie do Omanu już od dawna – do Wadi Shab. Jest to kolejna dolina wyżłobiona przez rzekę ale zwiedza się ją w bardzo specyficzny sposób ? Zajeżdżamy tam już po południu i widzimy sporo autokarów, do których pakują się już tabuny turystów. Tak właśnie wyczytałem – albo rano albo po południu po szczycie dziennym odwiedzić. Trzeba zostawić samochód przy ulicy przed wiaduktem: Ścieżka do Wadi Shab zaczyna się po drugiej stronie rzeczki. Miejscowi oczywiście służą jedynym możliwym transportem – płatną łódką Na szczęście opłata to 1 OMR tylko więc niewygórowana, ale też rejs trwa raptem 10 minut. Łódki obsługiwane są w większości przez dzieci, co dla nas jest lekkim szokiem. Radzą sobie świetnie! Na drugim brzegu rozpoczynamy trekking w głąb kanionu Wadi Shab Ściany szybko się zwężają ale w skale jest wykuta wygodna ścieżka Jest tu przepięknie – co chwila oczka wodne z turkusową wodą Miejscowe chłopaki wykorzystują osiołki do transportu towarów. Trasa robi się bardzo interesująca, czasami trzeba trawersować większe głazy ale generalnie jest do przejścia dla wszystkich W końcu dochodzimy do rzeki płynącej dnem wadi. To koniec oficjalnej ścieżki. Dalszą drogę należy odbyć już w wodzie ? Rozdzielamy się, nasze panie postanawiają się tu poopalać a my niestrudzenie ruszamy w dalszą drogę już wodą To jest naprawdę niezła przygoda, mam na nogach sandały, ludzie używają też butów do chodzenia po wodzie i kamieniach. Niektórzy wypożyczają też kamizelki do pływania bo to nie jest prosty spacerek. Większość czasu trzeba normalnie płynąc w głębokiej wodzie. Te odcinki są na szczęście krótkie więc można co chwilę odpocząć na płyciźnie lub złapać się wyłomu skalnego. Przygoda jest super – co chwila za zakrętem nowe wyzwanie i przepiękne krajobrazy wąskiego kanionu. W końcu docieram do większego jeziorka ze stromymi skałami, które kończy się tajemniczą grotą. Sporo ludzi już tu zawraca ale ja widzę tajemnicze przejście do sekretnej groty z wodospadem – crème de la crème Wadi Shab! Aby się tam dostać należy przepłynąć mega wąziutkim kanałem szerokości na jedną osobę, gdzie w pewnym miejscu jest tak wąsko, że mieści się człowiek tylko bokiem właściwie ocierając szyją o skałę! Dziś jest wysoki przybór wody więc mam jeszcze dodatkowe wyzwanie – dna nie można złapać, trzeba płynąć. To absolutnie nie jest przejście dla tych co nie umieją pływać lub mają klaustrofobię! Dzieci bez kamizelek asekuracyjnych absolutnie nie powinny się tu pojawić. Na końcu nagroda – przepięknie oświetlona grota wraz z wodospadem – jest co podziwiać. Wracam szczęśliwy – droga powrotna schodzi już szybko. Moi znajomi trochę zaniepokojeni, nie było mnie prawie godzinę! Uważam, że to jedna ze wspanialszych atrakcji przyrodniczych na całym Półwyspie Arabskim – może nie dla każdego aż do końca ale warto się wysilić lub ewentualnie zrobić tę trasę w kamizelce asekuracyjnej i z przewodnikiem – na miejscu do wynajęcia. Całość przejścia i przepłynięcia Wadi Shab łącznie z powrotem w zajęła nam ponad 3,5 godziny. Oczywiście można sobie odpoczywać tam do woli i opalać się ale polecam wejść do tej wody i zrobić przynajmniej część tej trasy. Jeszcze jedna rzecz, nie wziąłem telefonu na ostatni odcinek więc kilka ostatnich zdjęć pochodzi z folderów agencji turystycznych oferujących pomoc w zobaczeniu Wadi Shab. My zrobiliśmy to sami bez niczyjej pomocy i oczywiście da się bez problemu. Na powrocie żegna nas jeszcze majestatyczna czapla, która turystów się nie boi. Czeka nas droga powrotna do Maskatu, jutro z samego rana mamy samolot do Salalah. Sprawdzam pocztę i odkrywam, że Salam Air odwołało nam poranny lot i przesunęło nas na popołudnie! No nie – tak nie chcemy. Dzwonię na ich infolinię i muszę przekonać gościa, że nie, nie weźmiemy vouchera na przyszłość, nowa godzina też nam nie odpowiada i chcę kasę z powrotem. No mega ciężko mu przychodzi mi to przyznać. Na szczęście kaska wpadła po tygodniu co do grosza a ja szybciutko kupuję Oman Air krajówkę na rano praktycznie co do grosza za te same pieniądze. Ok – to wszystko udało się ogarnąć w samochodzie na parkingu pod Wadi Shab Po drodze mamy jeszcze jedną atrakcję z listy – Bimmah sinkhole. Coś w stylu meksykańskiej cenoty: Po przygodach w Wadi Shab jakoś nie robi już na nas wrażenia – no trzeba zobaczyć i tyle. Po tych atrakcjach wodnych robimy się bardzo głodni, już nie chcemy stawać po drodze bo namierzyliśmy kolejną świetną knajpkę obok naszego hotelu w Maskacie. To Lahab Kitchen Restaurant: Ma wysokie recenzje i jest znana ze znakomitego, wolno gotowanego mięsa z jagnięcia. Zamawiamy oczywiście takie danie wraz z lokalnymi pysznymi sałatkami, w tym słynne fatoosh salat. Cały rachunek za wszystkich to raptem 12 OMR a najedliśmy się po pachy. Rano czeka nas przelot do Salalah i odkrywanie zupełnie innego Omanu c.d.n. | |
| Autor: | hiszpan [ 21 Sty 2026 16:39 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Nagła zmiana przewoźnika nie wpływa na nasze plany bo Oman Air ma lot tylko 5 minut później niż odwołany Salam Air. Nasz Ahmed z wypożyczalni Al Shamel czeka na nas na parkingu przy odlotach i odbiera bezproblemowo naszą furę. Mega wygodne oddanie samochodu, dostałem nawet filmik gdzie dokładnie podjechać. Dopłacam tylko za nasz niesławny mandat i idziemy na checkin. Na pokładzie Boeinga 737 Oman Air pusto więc domyślam się, że Salam Air po prostu odwołał połączenie z braku wystarczającej liczby pasażerów. Lot do Salalah to raptem 1,2h. Na pokładzie ciasteczko i napoje. W Salalah czeka na naszą 6-kę wielki GMC Yukon, zabukowany w Sixt za 50 OMR za dobę. Będziemy tu dwa pełne dni. W Salalah jest zdecydowanie cieplej niż w Maskacie. Rano jest 28C a w ciągu dnia dociągnie na termometrze do 32C !! Juppi Jest jeszcze wcześnie więc decydujemy się podjechać do pobliskiej atrakcji nazwanej Ain Razat Park ale to kompletna pomyłka. Kawałek rzeczki i żywej duszy Tylko wielka czapla czuwa… Zabieramy się szybciutko zobaczyć Ayn Athum Waterfall. Przy drodze znaki ostrzegawcze: No i rzeczywiście, co chwila jak okiem sięgnąć stada wielbłądów. Dojeżdżamy na parking, żywej duszy. W ścieżce pod wodospad towarzyszy nam kolejny wielbłąd. Noooo – zarąbisty wodospad! Tylko ktoś zapomniał nalać wody Taa, nie doczytaliśmy, że w tej okolicy jest środek pory suchej i większość wodospadów i atrakcji wodnych jest pozbawiona wody No trudno, wracamy do Salalah i pakujemy się na naszą kwaterę z AirBnB – to willa w kompleksie Al Shatti Villas w samym centrum miasta. Nasz dom na tę jedną noc wygląda tak: Ma …450m2, 6 sypialni, 2 salony, jadalnię i kuchnię! Pogadaliśmy z gościem przy bramie (to zamknięte osiedle) i uświadomił nas, że te wille to kompleks rządowy. Jak sułtan przylatuje do Salalah to tu się kwateruje jego świtę (willi jest 36 w kompleksie). A każdym innym czasie rząd postanowił ich utrzymanie wspomóc …. turystami! No niezły patent. Idziemy sobie na pobliższą plażę miejską Al Haffa Beach coby zadowolić w końcu nasze Panie. Ja z kolegami moszczę sobie kocyk pod palmami i odpoczywam z takim widoczkiem ?popijając bełta udającego piwo, którego sprzedaż jest oczywiście zakazana. Nawet na puszce napisali 'malt drink" coby słowa "beer" nie używać No a sama plaża miejska nie jest taka brzydka ? Oczywiście rozebranie się do kostiumów jest tu surowo zakazane. Podziwiamy ładny zachód słońca W pobliżu stanowisko archeologiczne Al Baleed Wieczorkiem udajemy się na miejscowy bazarek szumnie nazwany Souq Al-Hafa Tam typowe przedmioty dla turystów ale są też przyprawy I coś co jest sprzedawane na każdym stoisku – kadzidło i mirra: Tak – obydwa te produkty to naprawdę zastygnięta żywica pewnych gatunków drzew, które masowo rosną w okolicach Salalah. Kadzidło jest jasne i bardziej przeźroczyste a mirra ciemna i zupełnie inaczej pachnie. Tak oto na omańskim bazarku rozwiązaliśmy tajemnicę biblijną! Wieczorem wyczajamy znowu wysokopunktowaną knajpkę Olov Grill & Juices w centrum z fantastycznym kurczakiem: Na wszystkich rachunek 14 OMR ? Nazajutrz dzień plażingu – znowu! Ale tym razem nasz research przynosi ciekawostkę, kilkadziesiąt kilometrów za Salalah w kierunku Jemenu jest kilka przepięknych turkusowych plaż, gdzie „przymyka” się oko na kobiece stroje bikini. Jeden haczyk – dojazd jest off-roadowy. Ale to dla naszego GMC pestka. Jedziemy więc w kierunku Fazayah beach. Po niezłych serpentynach w górach czeka nas zjazd z wysokiego klifu wąską drogą szutrową nad przepaściami. Rzeczywiście na powrocie jest dość stromo i mega trudno dla osobówek. Po drodze widoczki wielkich klifów Fazayach beach jest długa i można sobie dowolnie wybrać miejsce. Niestety w szczycie sezonu to atrakcja oblegana przez wszystkich, którzy chcą się normalnie opalać Ale miejsca jest dosyć, turkusowa woda jest cieplutka a piasek mięciutki ? Nasze dziewczyny są w końcu usatysfakcjonowane. Najwyraźniej pojawiają się tu też żółwie składać jaja, tej samicy się nie udało wrócić... Ciekawe formacje skalne niedaleko - mushroom rocks Przy drodze powrotnej jest fajny viewpoint na plażę Afoul Jeszcze jeden stop robimy przy Mugsail Beach Jest tu miejsce występowania tzw blow holes, z których przy mocno wzburzonym morzu tryskają gejzery wody. Ale to nie dziś – jest przepiękna pogoda Zostało nam trochę czasu do wieczornego powrotu do Maskatu więc kierujemy się na północ zobaczyć jeszcze jedną atrakcję UNESCO – Wadi Dawkah. Są tam naturalne gaje kadzidłowców. No nie spodziewaliśmy się lasu ale drzewka rosną dość rzadko. Można oczywiście podejść blisko – tak pozyskuje się kadzidło używane w każdym kościele w Polsce! No i to już koniec naszej przygody w Salalah, na powrocie całujemy jeszcze tylko klamkę w miejskim meczecie Sułtana Quaboosa – dziś jest zamknięty. Zwiedzanie meczetów odłożymy na jutrzejszy ostatni dzień w Maskacie. Tym czasem oddajemy nasz wóz na lotnisku i wracamy na noc do Maskatu. Miał po nas przylecieć znowu Oman Air ale jest opóźnienie i przylatuje podmianka – Ascend Airways Stay tuned. | |
| Autor: | hiszpan [ 22 Sty 2026 20:33 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Zastanawiałem się jak się poruszać po Maskacie ostatniego dnia. Mamy do zobaczenia Wielki Meczet Sułtana Quaboosa, Operę, Qurum Beach oraz jakieś centrum handlowe na koniec przed dotarciem do lotniska na loty powrotne. Jak wszystko podliczyłem to najbardziej opłaca się …. znowu wynająć samochód, nawet na jeden dzień. Tym razem zwykłą małą osobówkę – zadziwiająco koszt to 120-140zł za 24h. Rozwiązuje to nam też problem dojazdu do i z lotniska, bo taxi do miasta tanie nie jest (lokalnego ubera nie udało mi się odpalić). Za 140zł dostaliśmy wielką Mazdę 6. Znowu gości nas Royal Tulip na ostatnią noc – na recepcji już zbijamy piątki ? to trzeci powrót i piąty nocleg w tym hotelu w ciągu tygodnia. Wziąłem się też za loty powrotne. Skorzystałem z dobrej ceny na powrót LOTem ze Stambułu (dodatkowo zaleta, że przylot jest o 8.30 rano więc na 10 będę w pracy) a do Stambułu zabierze nas po taniości FlyDubai. Przesiadka oczywiście niegwarantowana ale raczej ryzyko małe opóźnień. No to mamy komplet na ostatni dzień. Jedziemy na parking dla turystów pod Wielki Meczet. Ta monumentalna świątynia została zbudowana w latach 1995-2001 i jest największym meczetem w Omanie. Aby od niego wejść trzeba być odpowiednio ubranym. Nam, facetom wystarczą długie spodnie i koszulka zakrywająca ramiona, ale dla dziewczyn jest już większe halo. Koniecznie długa suknia/spódnica zakrywająca łydki, długi rękaw i zakryte w całości włosy. Jak ktoś się tak nie ubierze, to po prostu nie zostanie wpuszczony. Dla zapominalskich na szczęście przy wejściu jest mały sklepik. Wiemy, bo trzeba było dokupić chustę na głowę za jedyne okazyjne 7 OWR (nie da się wypożyczyć). Poza tym można wszędzie spacerować po terenie meczetu łącznie z wejściem do dwóch sal modlitewnych gdzie jedynie trzeba zostawić buty na zewnątrz. No trzeba przyznać, że meczet jest ładny i ma fajne proporcje. Główna hala szczyci się największym dywanem i największym żyrandolem w całym świecie arabskim: Po zwiedzanku rozdzielamy się, jedni znajomi wracają przez Paryż coby zaznać jeszcze romantycznego pobytu przy powrocie a pozostali wraz ze mną jedziemy zobaczyć operę Na samo zwiedzanie sali operowej nie mamy za bardzo ochoty, zwłaszcza że jest płatna więc zadowalamy się zwiedzaniem muzeum i sali odsłuchowej. Wszystko jest nieskazitelnie czyste i dopieszczone – jednym słowem „widać piniądz” ? Ciekawa jest też wystawa lokalnych instrumentów. W końcu dowiedziałem się co to jest „mandżur” ? Pozostaje nam jeszcze spacer po promenadzie przy Qurum Beach. Tu po raz pierwszy widzę jakieś psy, które są nieobecnie na ulicach Omanu. Patrząc po twarzach właścicieli – to sami expaci. Qurum Beach nie robi na nas już żadnego wrażenia, można ją sobie swobodnie darować. Po wizycie w centrum handlowym oddajemy samochód na lotnisku i czas do odlotu przesiadujemy w nagradzanym przez kapitułę Priority Pass super-saloniku PrimeClass Longue. Mamy tylko bagaż kabinowy i plecaczki więc mam nadzieję, że Flydubai nie będzie robił z tego halo. I rzeczywiście krótki odcinek do Dubaju jest całkowicie bezproblemowy. To mój pierwszy raz na pokładzie Flydubai i mogę go w końcu porównać do Air Arabia. No wypada o niebo lepiej, zwłaszcza że od stycznia wprowadzili darmowy catering (ale winko i piwo płatne). W Dubaju udaje się nam z płyty wypatrzeć Burj Khalifę: Jestem tu pierwszy raz w terminalu 2 dla low-costów i w niczym to nie przypomina przepychu i przestrzeni z terminalów 1 i 3 Jest jeszcze jeden zgrzyt. Przed wejściem do samolotu do Stambułu stoi gość i zabiera wszystkim twarde kabinówki do luków bagażowych. Na nic nie zdają mu się moje przekonywania, że w IST nie wychodzimy na airside i nie mamy dużych bagaży Lot jest dla odmiany bardzo fajny bo działa dobrze IFE i karmią za darmo normalną porcją z cateringu Emirates. Mam na szczęście zapas czasowy w Stambule więc wysyłamy dziewczyny z plecaczkami na airside a ja z kolegą ubiegamy się o pieczątkę wjazdową do Turcji. Oczywiście to formalność, więc jest jeszcze czas na wyjście z terminala i kliknięcie fotki pobliskiemu meczetowi. Do Warszawy zabiera nas pełny Embraer 190 LOTu i jeszcze rano zdążę do pracy, śniadanie zjadłem na kolację, płaszcz mam ?. I to koniec tej krótkiej przygody na Półwyspie Arabskim. Oman mega mnie zaskoczył pozytywnie i z pewnością nasze 6 dni rozciągnęlibyśmy na pełne dwa tygodnie – tyle jest fajnych miejsc do zwiedzenia. Drugim zaskoczeniem są ceny – jest naprawdę tanio! Super jedzenie, w miarę tanie doloty (składakowe), darmowe wejścia do atrakcji, tanie paliwo, relatywnie tanie, niezłej jakości hotele, nawet wynajem samochodów ogarnięty zawczasu – to wszystko może składać się na bardzo dobrze zaplanowany niskokosztowy pobyt we wspaniałym miejscu. Niewątpliwe zaoszczędziliśmy kasę też na braku zakupów alko Polecam! The End. | |
| Autor: | Raphael [ 08 Lut 2026 16:39 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
hiszpan napisał(a): No a sama plaża miejska nie jest taka brzydka ? Oczywiście rozebranie się do kostiumów jest tu surowo zakazane. Powyższy zakaz dotyczy obu płci, czy tylko, żeby nie było za pięknie, płci pięknej? | |
| Autor: | hiszpan [ 12 Lut 2026 12:11 ] |
| Temat postu: | Re: Panie sułtanie, co słychać w Omanie? |
Dla facetów oczywiście pełna dowolność. Wypada tylko założyć koszulkę jak idziesz do knajpki przy plaży. I tak jak pisałem, jest kilka plaż, daleko od miasta, gdzie się przymyka oko na "europejski" strój kąpielowy - dotyczy dziewczyn oczywiście. | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |