| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Panie prezydencie Allende! Pana okulary! panie-prezydencie-allende-pana-okulary,212,155131 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | Zeus [ 08 Paź 2020 12:47 ] |
| Temat postu: | Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Czasy ciężkie. Siedzi się w domu, miało się lecieć na inny kawał świata, a tu zong. Żeby nie dopaść w depresję, otwiera się stare fotki. I szczególnie te z listopada 2019, gdzie odbyłem podróż marzeń, czyli do Chile W sumie to nie wiem z skąd ta miłość do Chile. Ale od wielu lat była zakorzeniona w mojej głowie, że muszę tam kiedyś postawić stopę. Tyle lata czytania o prezydencie Salvadora Allende, książki Isabel Allende, piosenki i muzyka Victora Jary i Inti Illimani, wino i słynne kanapki chilijskie Alejo z Krakowskiego Kleparza. Ale zawsze coś mi wypadało, albo bilet został anulowany, nie pasowało mi czasowo lub nie zdążyłem na czas z kupnem. I tak do 2 stycznia 2019, kiedy jeszcze skacowany od sylwestra @zawiert dał super ofertę z CDG do SCL LATAM. Wtedy chyba alkohol jeszcze działał, i bez wahania kupiłem na listopad. Tak żeby sprawić mi prezent na 30 urodziny. Zadowolony już, plany układam (od dawna gotowe były), bardziej takiej trasy gringo, czyli Uyuni w Boliwii, Santiago i skok do Argentyny na urodzinowego steka. A jak plany, to i muzyka musi towarzyszyć, więć playlista America Latina na spotify powstała i przy akompanii Yerby Maty pomogła w kupowania biletów. Załącznik: chile1.jpg [ 459.84 KiB | Obejrzany 15338 razy ] Dni szły, przygotowania wszystko na tip top, aż do czasów kiedy protesty w Chile w październiku rozkręciły się tak, że w niektórych miejscach powstały godziny policyjne, lotniska zamykały się lub sporo lotów były opóźnione-odwołane. Myślenie, lecieć? Odpuścić? Polecieć za rok? (Joke…) Nie, lecę! Co będzie to będzie. Kapuściński zawsze wybierał takie kraje, że coś się dzieje. To ja też. Oczywiście w pracy, w domu sugerowali że może lepiej nie. Posiedź. Odpuść. Ale jakoś mi przyszło do głowy. Załącznik: chile2.jpg [ 261.58 KiB | Obejrzany 15338 razy ] I tak do października. Do roboty klasycznie z plecakiem, tortem urodzinowym i po oddaniu krwi, żeby popracować te parę h, i ucieknąć do Wrocławia, jako ze lot miałem z stamtąd do De Gaulla. A jak Wrocław, to ekipa wrocławską (dzięki @goldziak., @DMW, @szczotek99) na szybkie piwo(a) na pożegnanie, opowieści i planach na 2020 (Joke…). Rano, lotnisko, salon i oczekiwanie na AirFrance do CDG. Załącznik: chile3.jpg [ 473.63 KiB | Obejrzany 15338 razy ] Normalny dzień, beż mgły, przesiadka dość długa, idealna na plane spotting. Wszystko fajnie, samolot o czasie, wchodzimy, bierzemy nasze miejsca a tu coś, po francusku, że mamy wyjść na chwilę. No ok, może bagażu szukają. Tylko to szukanie staje się 20-40-60 minutowe. Jeszcze ok, nie ma tragedii. Po 2h oznajmiają, że samolot ma jakąś awarię i próbują naprawić. Ja już stres powolutku, kalkuluję że przy 90 minut przesiadki dam radę w CDG na zmianę terminala. KLM obok, niestety full, nie przyjmie nikogo do AMS i potem do CDG. Mamy czekać. Kolejne minuty, stress kolejny, wychodzi że na przesiadkę będzie mniej niż 90 minut. Już z myślami że nie polecę, kierownik z roboty ogląda FR24, informująć mi ze nowy Embraer AF przekroczył granicę Polski i zaraż będzie próbująć dodzonić się do biura LATAMu w Paryżu. Niestety obydwoje polegliśmy bo jedyne wolne języki to francuski i portugalski z Brazylii. Przyleciał, wchodzimy do samolotu i błagam o szybki start. Liczę że jak dobrze pójdzie, to na przesiadkę będę mieć 70 minut. Jeszcze realne. Lot jeden chyba z najbardziej stresujących w moim życiu. Liczę na szczęście (nigdy nie byłem w CDG, więć nie wiem jak się kierować), na dobry pas do lądowania i żeby poszło gładko. Nie bardzo. Kołujemy 10 minut, czas do przesiadki 65 minut. Gate de facto zamykają 30 minut przed lotem. Dokujemy do terminalu 2G (dzięki Odynowi że nie ma busa) i szybki bieg do 1 terminalu. Plan przestudiowany na gazetce AF, więć wiem wszystko. Bieg -> bus -> kolejka -> bieg. W teorii. Dobiegam do terminalu 1. Zdyszany, rozwalonymi spodniami (przewróciłem się na schodach) z paszportem i biletem. - Monsieur, détendez-vous. C'est bon! Patrzę za niego. Kolejka dalej się trzyma do gate. Biorę głęboki oddech i uradowany daję paszport, bilet i przechodzę kontrolę dość szybko, zdjęcie dla znajomych że zdążyłem na last call i jestem w samolocie. Załącznik: chile4.jpg [ 295.84 KiB | Obejrzany 15338 razy ] Dalej brak oddechu, stewardesa przerazona pyta: - Senhor, você está bem? Talvez você queira algo para beber? (Wszystko ok? Może coś do picia?) - Está bom. Mas uma doble caipirinha por favor (wszystko ok, poproszę podwójną caipirnha) Piję drinka, myślę że jak nie moje półmaratony to bym nie dał radę i dzwonię do mamy. - Mamo! Zdążyłem! Lecę do Brazylii! | |
| Autor: | Nvjc [ 12 Paź 2020 01:28 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Czyta się świetnie, a że nigdy tego nie pisałem pod żadną relacją, to masz dowód, że naprawdę wzbudza zainteresowanie | |
| Autor: | Zeus [ 12 Paź 2020 20:10 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Lot był naprawdę spokojny. Nadrobiłem zaległości filmowe, dobre jedzonko parę szklanek chilijskiego wina i przespałem prawie cały lot. Bardzo wygodne nowe A350. Tylko w trakcie startu przeraziły mnie jak schowki na bagaż tańczyły na lewo i na prawo jakby tańczyli Zorbasa. Załącznik: rio0.jpg [ 194.39 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Przylot na główne lotnisko w São Paulo przed czasem. Szybka kontrola, zmiana terminalu i szybki salon. Prysznic po takim locie jest zbawieniem i za to kocham lounge które mają w ofercie darmowy prysznic. Szybkie śniadanie, pierwsze piwko dnia i kolejny lot, znanym jako Ponte Aérea. Ponte Aérea to lot krajowy łączących lotniska São Paulo i Rio de Janeiro, gdzie dziennie leci ponad 120 lotów, niektóre z nich odstępem 10 minutowym. I tak, w niecałe 40 minut, jesteśmy w najsłynniejszym miastem Brazylii. W Rio! Załącznik: Rio1.jpg [ 507.99 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Przesiadka była na tak długa, bo planowałem odwiedzić miasto jako tako. Ale po przeczytaniu licznych info, to albo bym pojechał na spokojnie zwiedził co nieco i wrócił, albo miałbym stressa że nie wyrobię się. Po przeszukaniu neta, znalazłem że obok lotniska znajduje się dość, Troia z plażą które opinie miała dobrą no i liczne knajpki. Pakuję się do Ubera i jadę do Praia da Bica. Uberowcy zdziwieni że Gringo zamiast do popularnego Rio, wybiera taką małą miejscowość. No ale pieniądz to pieniądz. Droga nieprzyjemna, robi wrażenie jak “policyjne” to państwo jest, i jakieś myśli nawet miałem, czy nie warto było na lotnisku przeczekać. Ale jedziemy na plażę. Dzielnica była ładna, zadbana. Załącznik: Rio2.jpg [ 518.33 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Obrigado, i szukamy trunku na odpoczynek przy plaży i przy okazji zwiedzić dzielnicę. Domki zadbane, ludzie uprawiają jogging, grają siatkówkę z nogami. Załącznik: Rio3.jpg [ 698.05 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Załącznik: Rio4.jpg [ 437.2 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Załącznik: Rio5.jpg [ 523.88 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Załącznik: Rio6.jpg [ 576.89 KiB | Obejrzany 14989 razy ] I po znalezieniu trunka złotego, szukam miejsca na plażę, gdzie pozbieram trochę witaminy D i spoglądam na Rio (i skałę Cukrową) z drugiej strony. Załącznik: Rio7.jpg [ 388.43 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Załącznik: rio8.jpg [ 429.37 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Jak zawsze, takich miejscach, biały ubrany nie na plażę, rodzi ciekawość i stajesz się atrakcją. Ludzie przychodzą, łamanym angielskim pytają, co tu robię i czemu nie jestem na kultowej Copacabanie. Łamanym portugalskim odpowiadam, że wolałem odpocząć gdzieś obok lotniska, bez tłumów. I tak do pory obiadowej. Jak Brazylia, to obowiązkowo churrasco. Grillowana wołowinka. Dobra, bardzo dobra wołowina. Załącznik: rio11.jpg [ 253.33 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Tak jak zawsze, szukam miejsca gdzie będą sami lokalsy, i znajduję koło plaży. Menu, po portugalsku, ale ciężko wybrać nie jest. Do tego zimne piwko, faijoada (fasolka) açaí na tigela (mus z mrożonych owoców euterpy warzywnej i guaraną). Wszystko podane, jak to w Brazylii, z małą porcją farofy (prażona mąka z manioku z orzechami, boczkiem i cebulki) które brzmi dziwne ale zarazem pasowało do mięsa bardzo dobrze. Po obiedzie, wracamy na lotnisko, gdzie przed lotem zwiedzamy jeden z licznych salonów i przy świeżej caipirinhe, oglądamy start kolosów lotnictwa. Załącznik: rio10.jpg [ 185.57 KiB | Obejrzany 14989 razy ] Wieczorkiem nasz A321 czekał cierpliwie na nasz lot do Santiago. Zmęczenie było odczuwalne, tak bardzo, że chwila po kolacje, zasypiam jak kamień i budzę się dopiero na lotnisku Comodoro Arturo Merino Benítez w Santiago de Chile. Kontrola sprawna, celnicy tak samo. Pytam się czy batoniki z kofeiną mogą wejść do Chile. -Por supuesto cavalero. Bienvenido a Chile. Załącznik: SCL.jpg [ 475.03 KiB | Obejrzany 14989 razy ] I tak wolnym/szybkim krokiem docieram do Terminalu krajowego, gdzie czeka mnie nocka w Saloniku, gdzie rano uciekam na północ Chile. Oczywiście, po 2 lampkach lokalnego i wyśmienitego Cabernet Sauvignon. WITAMY W CHILE! <3 | |
| Autor: | Legion1 [ 12 Paź 2020 20:26 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Chile..moje marzenie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy | |
| Autor: | Buyaka [ 15 Paź 2020 02:45 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
O prosze, szkoda, ze nie wiedzialam, zaprosilabym na mate w boskim buenos Jestem ciekawa, jakie wrazenia na Tobie pozostawilo Santiago i okolice! Bo poki co, mimo sasiedztwa, nie mialam okazji nic wiecej zwiedzic, czekam zatem na kolejne posty! | |
| Autor: | Zeus [ 15 Paź 2020 17:24 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Nocka w saloniku do najlepszych nie należała. Ale lepsze to, niż spanie na niewygodnych poręczach lotniska w Santiago. Lot był poranny, tak żeby na spokojnie zdążyć na “jedyny” autobus (przed kryzysem było ich aż 3) do boliwijskiego miasta Uyuni. Krajówki w Chile, mają do tego że są długie. Osoba która oblatuje trasę Kraków - Warszawa lub Gdańsk - Warszawa, zapomina że kraje są długie i lot może potrwać do 2h. 2h spokojnego spania. Ale przed spaniem, instrukcja bezpieczeństwa. Na początku kastylijsku. Chilijskim kastylijskim. Próbuję coś tam połapać, ale na marne. Więc wracam do spania. Nie na długo, bo pasażer obok mnie jest ciekawski, co Gringo tu robi. Opowiadam plan zwiedzania, co robię itd (jestem w szoku że dobrze hablam po kastylijsku) no i że będę polować na taksówkę do dworca autobusowego, z skąd mam autobus do Boliwii. - ¡Te llevaré a la estación! - ¡No, gracias, esta bien! ¡No lo necesito! I tak 50 minut później byłem w samochodzie kolesia, który postanowił pokazać mi inną drogę, pełna murali. Załącznik: Calama1.jpg [ 303.21 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama2.jpg [ 400.3 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Mural poety Pablo Neruda Załącznik: calama3.jpg [ 327.8 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Mural Victora Jary Załącznik: calama4.jpg [ 391.37 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Największa kopalnia rudy miedzi na świecie, w Chuquicamata Wszędzie widzę flagi Chile, znak rewolucji która rozpoczęła się parę tygodni wcześniej. A obok, flagi Mapuche. Mapuche, to indiańska nazwa, prekolumbijskich plemion Araukanie, a oznacza Ludzie Ziemi. Do dziś zamieszkują tereny Chile i Argentyny, choć, niestety, są notorycznie prześladowani przez rząd Chilijski. Polecam książki, świętej pamięci, Luis Sepúlveda który opisuje życie oraz ich problemów. Załącznik: calama5.jpg [ 793.27 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama6.jpg [ 730.66 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Jose mnie zostawia przy dworcu kolejowym (pomylił dworce, ale mi to na rękę), dziękuję mu za przejażdżkę, chce mu podać tipa a on nie. Próbuję metodą perską, tarof, patrzy na mnie na idiotę więc daję mu laleczkę z podobizną Roberta Lewandowskiego a on zachwycony dziękuję mi i życzy udanego wyjazdu. Załącznik: calama7.jpg [ 674.07 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Dworzec kolejowy (niestety JEDYNIE na pociągi Cargo z/do Boliwii do portu w Antofagastie, dla Ferrocarril de Antofagasta a Bolivia) znajduję obok marketu Jumbo, z którego chcę spakować prowiant na drogę. Po drodze zauważam budownictwo domów. Małe, w środku pustyni, podobnie do amerykańskich filmach. Powietrze też takie inne. Trochę wysokość oraz piasek który leci non stop. No i graffiti przeciwko obecnego prezydenta, większość porównywalne do gnojka Pinocheta. Załącznik: calama8.jpg [ 471.19 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama9.jpg [ 498.81 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama12.jpg [ 585.78 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Jestem już na dworcu, odjazd mam za 90 minut, czasu sporo a dworzec nie należy do przyjemnych. Szukam knajpki, na mały lunch, maps.me polecam Pollo Rey niedaleko. Wchodzę, pusto (pora nie taka obiadowa) ale dostawcy non stop coś biorą i wynoszą. Zapraszają do stolika, dostaję menu i już oko mi wpadło, na chilijską kanapkę Chemilico z chorizo i wołowiną. Zamawiam porcję normalną i średnie frytki. Wszystko fajnie, jest wifi informuje rodziców że doleciałem aż przychodzi to bydło. Kanapka większa (i cięższa) niż moja głowa. Pytam się go, czy to porcja normalna. A on zdziwiony że tak. Por niño. Załącznik: calama_jedzenie_8.jpg [ 343.76 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Po “Happy Mealu” kieruję się do dworca. Lekko zdziwiony jestem, że nie widzę nikogo z tobołami do Boliwii. Jedynie busy do Antofagasta lub Santiago. Przychodzi godzina odjazdu, a busa nie ma. Jedynie jakaś Boliwijka wchodzi i wychodzi z okienka firmy autobusowej. Jako ze informacji nie ma na dworcu, pytam się ją, gdzie mój autobus. - Mañana! - Porqué mañana?! - Kierowca zasnął i nie wyjechał z Boliwii. To już było zbyt za dużo dla mnie. 3 dni w drodze, wszystko się udaje, a tu zong, bo kierowca nie wstał. Busów innych nie ma, jedynie do La Paz, co mnie nie urządza. Wifi, na dworcu nie ma, więc powrót do knajpki i szybko ustalić z wycieczkami co miałem dalej. WhatsUp szybko działa, i dałem radę wszystko przełożyć na kolejny dzień, znaleźć budzetowy nocleg w Calamie i powrót do dworca po nowy bilet. I tak zostałem w mieście, ciut widmo ciut nie wiadomo co. Banki nieczynne (okryte plandeką), sklepy tak samo, monopolowe za kratkami (nie widziałem cos takiego odkąd byłem w Kolumbii) ale ani sekundę nie czułem się “zagrożony”. Załącznik: calama11.jpg [ 864.58 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Hotelik, taki trochę pracownicy, ale za to tanio, zadbany, niedaleko marketu i dworca. Po 3 dniach wojażach, to może i dobrze że odpocznę chwilowo. Przy lokalnych craftach i empanadas. Załącznik: calama_jedzenie_6.jpg [ 328.02 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama_jedzenie_7.jpg [ 349.45 KiB | Obejrzany 14748 razy ] I tak do wieczora, kiedy padam do spania w parę minut, i tak do rana. Check out, i szukanie śniadania. Obok mnie trafiam na dość kultową restaurację, La Familia. Załącznik: calama10.jpg [ 396.06 KiB | Obejrzany 14748 razy ] A w środku, to w ogóle super przyjemnie, można powiedzieć jak w Gospodzie. Załącznik: calama_jedzenie_2.jpg [ 397.51 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama_jedzenie_3.jpg [ 559.66 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Zamawiam sok i kanapkę Completo Italiano. Completo Italiano to dość ciekawe połączenie. Świeże pomidory krojone, majonez (do wyboru aż 5 rodzajów!) i guacamole, gdzie kolory tworzą flagę Włoch. Załącznik: calama_jedzenie_1.jpg [ 228.7 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama_jedzenie_4.jpg [ 347.01 KiB | Obejrzany 14748 razy ] I ponownie, na ten nieszczęsny dworzec autobusowy. 30 minut przed, na wszelki wypadek. Ale tym razem, autobus przyjechał! Taki sam, jak parę lat temu mnie wiózł z Puno do Copacabany. Kierowcy niby ubrani na galowo, ale z tradycyjną czapkę chullo. Wyjazd o czasie, i przed pierwsze 40-60 minut, nic ciekawego za oknem się nie dzieje. Typowa droga, jakieś domki i Andy. Więc wracam do książki i winka aż do czasu kiedy zaczyna się słynna pustynia Atacama! Załącznik: calama13.jpg [ 249.29 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Załącznik: calama14.jpg [ 298.8 KiB | Obejrzany 14748 razy ] I tak aż do końca Chile, czyli do przejścia granicznego Ollagüe. Załącznik: calama15.jpg [ 516.2 KiB | Obejrzany 14748 razy ] Wysokość 3000 metrów nad poziomem morza, jeszcze tego mocno nie czuć, ale pozwala dokończyć wino chilijskie bo za chwilę, powrót do Wielonarodowego Państwa Boliwii! Załącznik: calama_jedzenie_5.jpg [ 412.32 KiB | Obejrzany 14748 razy ] | |
| Autor: | Zeus [ 17 Paź 2020 14:41 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
- Revolucion Pedro, revolucion - Si, revolucion Podaję paszport celnikowi w Boliwii, i coś mówili o rewolucji. Nie przejęłem się, bo to Boliwia i prawdopodobnie znowu gadają o jakimś strajku albo blokady na drodze które je lubią je tu bardzo. Celnik oddaje paszport, bierze łyka herbaty z liśćmi koki i prosi o kartę migracyjną. To zwykła kartka gdzie wypełnia się dane twoje, gdzie będziesz w Boliwii, jak przyjechałeś i inne rzeczy. Wartość tej formy jest zerowa, nikomu nie jest potrzebna ani ważna. Dostaje jednak na wartości jak ją zgubić i będziesz chcieć wyrobić nową albo na granicy dać paszport beż kartki. To wtedy zaczynają się schody i olaboga cavalero. Szkolenie jaka ta kartka jest ważna, że bez niej to będą problemy etc. etc. i będzie solidny mandat. Solidny mandat to w rzędu 5-10 USD. Czyli nić, ale nie wiem czy warto zmarnować 2-3h za słuchanie gorzkich żalów. Ale mniejsza z tym. Jesteśmy już w Boliwii. Pytam się konduktora ile tu będziemy. Do czasu kiedy kierowca skończy obiad. Patrzę że dopiero zupę je, więć dobre 15-20 minut mamy. Wchodzę do “baru” i pytam czy mają mate de coca (herbata z liśćmi koki). Nie señor, nie mamy tu liście koki, bo tam Chile, i są zakażane. No ale celnicy pili… No tak, Bienvenidos a Bolivia. Ok to może singani (lokalny bimber)? No, no señor. To może piwo? Si señor, chilijskie, amerykańskie czy boliwijskie? No oczywiście że boliwijskie. Biorę piwko i idę na pobliski cmentarz pociągów które tam stoją do dziś. Załącznik: Bolivia1.jpg [ 341.74 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia2.jpg [ 423.05 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia3.jpg [ 425.13 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia4.jpg [ 485.36 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: boliwia_jedzenie0.jpg [ 310.12 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Wracamy do busa, i jedziemy w strony Uyuni. Droga już nie najlepsza. Widać że obiecana autostrada Evo Moralesa nie dotarła tu. Więc jedziemy przez jakieś drogi polne, wśród pustyni Atacama zaglądając do GPS ile to jeszcze potrwa i na guanaco (rodzaj lamy które tu żyją) za oknem. Załącznik: bolivia5.jpg [ 355.81 KiB | Obejrzany 14608 razy ] I tak po 2 lub 3h dojeżdżamy do Uyuni. Załącznik: bolivia6.jpg [ 473.7 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Pierwszy rzut oka, całe miasto żyje głównie z turystyką tutaj a inna część z wydobyciem soli. Wygląda lepiej niż Calama, ale bardziej biednej niż Calama. Ale są moje ulubione cholitas! Cholitas to rodowite boliwianki które od paru lat, wrócili do dawnych strojów boliwijskich z charakterystycznych kapeluszami bowler. Idę do mojej noclegowni, która jest w obecnym dworcu kolejowym. Onkel Inn Wagon Sleepbox Uyuni to ciekawy projekt, kolesia z La Paz który postanowił wykorzystać wolne przestrzenie dworca na hotel w wzoru kuszetek jak za dawnych czasów. Jest dość tanio i ważne blisko do centrum i biur które specjalizują się z wycieczkami po pustyni solnej w Uyuni. Podaję paszport (polski) w recepcji, i pracownik mnie pyta czy nie jestem Grekiem. Odpowiadam że tak, a on zachwycony że może porozmawiać z osobą, którzyjego przodkowie wynaleźli demokrację. Nie chcę mu psuć zabawę, mówiąc mu że ja jestem takim Grekiem może jestem w 10-20 %, ale nie zdążyłem bo pokazuje mi na jego laptopie co się dzieje w La Paz i Santa Cruz. Okazało się, że zwykłe protesty z połowy października, przerosły do rewolucji. Departament Santa Cruz zażądał dymisji Evo Moralesa za sfałszowanie wyborów, a w La Paz, Evo Morales był w pałacu prezydenckim otoczony górnikami z Oruro trzymając w rękach dynamit, żeby chronić Prezydenta. Gadaliśmy dobre 2h (jeszcze do pokoju nie dotarłem) bo rozmowa była bardzo ciekawa. Jako że pracownik recepcji (i właściciel) był anti-Moralesowy miałem ogromna okazje się dowiedzieć naprawdę sporo. - To co, idziemy na wspólną kolację? Odpowiem Ci na twoje pytania o Boliwii. - Oczywiście że tak, zostawiam plecak i idziemy. Poszliśmy do pobliskiej restauracji która słynie z grillowanych mięs i chicharrón (smażone w oleju słonina) która staje idealną przystawkę do singani. Załącznik: bolivia7.jpg [ 425.29 KiB | Obejrzany 14608 razy ] I tak do późna, gadając o historii Boliwii i dziwnej polityce, kiedy musiałem wrócić do pokoju bo kolejny dzień zapowiadał się ciężko. Pobudka przed czasem, bo poranny pociąg pociąg do Oruro musiał klaksonem (chyba przerobiony na gaz) obudzić całe Uyuni że za chwilę jedzie. Do śniadania, mate de coca, żeby się przyzwyczaić do zmiany ciśnienia i do biura Quechua Connection 4WD SRL (dzięki za polecenie @horacy19 @aeonflux ) zapłacić za 3 dniową wycieczkę. Załącznik: boliwia_jedzenie01.jpg [ 41.22 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia8.jpg [ 478.57 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Mając jeszcze czas, skoczyłem do pobliskiego bazaru na podstawowe zakupy na wyjazd. Woda, jakieś przekąski, piwa, poncho, chullo (wszystko z alpaki), breloki z alpakami no i 2 pełne worki liści koki. Załącznik: bolivia9.jpg [ 506.66 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia10.jpg [ 623.46 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Wracam z tobołami do biura i tam już czekają nasze 4x4 do pakowania się. Jako że znam hiszpański, dostaje się do samochodu gdzie kierowca nic po angielsku, i potrzebowali kogoś do tłumaczenia. Claro, mi to pasi. W aucie już czekają para z Niemiec Johann (pamiętajcie to imię) z żoną z Dusseldorfu, Ania Polka która żyje w Sydney, kolejna Niemka Laura z Kolonii i nasz kierowca Carlos. Combo idealne, bo miałem o czym rozmawiać (regiony Nadrenii mam zrobione przez moją firmy) no i Carlos osoba pro-Moralesowa. Szybki briefing i jedziemy do pierwszego punktu, cmentarzysko pociągów. Pociągi, dawne parowozy, które zostały w historii, kiedy ciężarówki powstały tańsze i szybsze niż pociągi. Do czasu kiedy ponownie zrozumieli, ze jednak pociąg diesel jest tańszy i pociąg wrócił w 1958 roku, Zaczyna się fotorelacja teraz, bo dużo się nie działo Załącznik: bolivia11.jpg [ 642.67 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia12.jpg [ 387.34 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia13.jpg [ 373.85 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Powiem szczerze, jakoś nie spodobało mi się to miejsce, to w przejściu granicznym Ollagüe, bardziej mi się spodobało. Może tam nie było tylu ludzi. Może. A może nie były zdewastowane jak tu. Może… Załącznik: bolivia14.jpg [ 256.42 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Kolejny punkt, też nie daleko. Fabryka soli w Colchani gdzie można zrobić ostatnie zakupy przed tym 3 dniowym wyjazdem. Ważna wiadomość, można płacić KARTĄ! I co warto tam kupić? Sól w różnych smakach (polecam z czosnkiem, papryką aji no i najlepszą, WĘDZONĄ), znaki na drogę Atención lama no i piwo/woda bo potem będzie jedynie drożej. Jedziemy do słynnego punktu, do pustyni solnej i pomnika z flagami gdzie wszystkie przewodniki mają zdjęcia. Leci andyjska muzyka, otwieram torebkę z liśćmi koki i Carlos zachwycony że jakiś Gringo też to żuje. Zaczynamy gadać, jako że towarzysze już zasypiają. Temat nr1, to La Paz i Morales. Dziś na odmianę, same pochwały jaki on jest super. Opowiada mi, że na jego kadencji powstała szkoła gdzie jego dzieci chodzą, on dostał pracę bo partia Evo dopłaciła do prawa i nauki jazdy pustyni. I tak punktu gdzie solnisko zaczęło występować i słynne Salar de Uyuni. Wychodzimy z auta, dostajemy rowery i każą nam 3km przejechać się na nie. Brzmi łatwe, ale jesteśmy wyżej niż 4k metrów i jazda po soli do najłatwiejszych nie należy. Ale jest nagroda na koniec trasy. Załącznik: boliwia_jedzenie02.jpg [ 43.95 KiB | Obejrzany 14608 razy ] I obiadek na 4k metry plus zwiedzanie Załącznik: bolivia15.jpg [ 568.46 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia16.jpg [ 420.82 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia17.jpg [ 296.18 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia18.jpg [ 347.78 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia19.jpg [ 335.57 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Wyspa Incahuasi Załącznik: bolivia20.jpg [ 445.86 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia21.jpg [ 553.86 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia22.jpg [ 227.33 KiB | Obejrzany 14608 razy ] I zachód słońca na wyspie Pia Pia Załącznik: bolivia23.jpg [ 271.47 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia24.jpg [ 206.01 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Nocleg pierwszy w okolicach Mañica, w hotelu zbudowany na “cegłach solnych”, gdzie poczułem się jak w Wieliczce. Obiecana ciepła woda. Owszem była. Dla pierwszego gościa i pierwsze 5 minut. Dobrze mieć wytresowany prysznic do 3 minut. Załącznik: boliwia_jedzenie4.jpg [ 32.88 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Bogate śniadanie, i kierunek granica z Chile. Znowu liście koki, znowu polityka do momentu kiedy drogę nam zablokowali alpaki. No i jak alpaki to wszyscy wychodzimy bo to atrakcja, jak gołębie w krakowski rynku dla gości obecnej stolicy Polski. Załącznik: bolivia25.jpg [ 719.67 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia26.jpg [ 522.99 KiB | Obejrzany 14608 razy ] No i słynne tory, kolej Ferrocarril de Antofagasta a Bolivia, gdzie pociągi przynoszą cynę z kopalni Ururo do Antofagasta. Niestety pociągu nie będzie, bo ma opóznienie 20h. Załącznik: bolivia27.jpg [ 479.83 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Wracam mniej więcej do samego miejsca gdzie byłem 2 dni wcześniej, do Ollagüe do punktu widokowego gdzie można zobaczyć potencjalnie aktywnego wulkanu o tej samej nazwy. Załącznik: bolivia29.jpg [ 426.85 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia28.jpg [ 1.09 MiB | Obejrzany 14608 razy ] No i spróbować lokalny przysmak, hot doga z grillowanym chorizo z alpaki. Załącznik: boliwia_jedzenie1.jpg [ 338.84 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: boliwia_jedzenie2.jpg [ 610.64 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: boliwia_jedzenie3.jpg [ 194.1 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Kolejna wizytówka solniska Uyuni, to andyjskie kolorowe jeziora (odpowiedzialne są planktony i minerały ze źródeł) gdzie ciepła woda przyciąga słynne flaminga andyjskie. Jezioro Cañapa Załącznik: bolivia30.jpg [ 591.53 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia31.jpg [ 461.49 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia32.jpg [ 431.28 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Jezioro Hedionda Załącznik: bolivia33.jpg [ 505.49 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Jezioro Kara Załącznik: bolivia34.jpg [ 462.78 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Jezioro Colorada Załącznik: bolivia35.jpg [ 543.56 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia36.jpg [ 380.69 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia37.jpg [ 487.75 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Punkt ostatni zwiedzania, to Gejzery Mañana. I tu będzie wystąpienie Johanna. Jak to w gejzerach. Pachnie siarką, jest para, woda bulgocze no i są znaki o zakaz wychodzenia za sznurem. Załącznik: bolivia38.jpg [ 546.33 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia39.jpg [ 689.19 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Johann postanowił jednak, że chce lepszą fotkę obok gejzera, więc przeskoczył sznur. I po chwili, jak pozował wpadł do gejzera. Dobrze że do połowy, a nie cały. Z Carlos biegniemy i szukamy sposobu jak go wyciągnąć z tego gejzera, żebyśmy także nie wpadli razem. Jest pomysł, wyciągamy go. Całe spodnie ubrudzone siarką i innych minerałów. Kazaliśmy mu wywalić spodnie jak szybko, buty tak samo i niech wejdzie do auta. Oparzenia nie ma. Jest ok, nie trzeba uciekać do Chile, bo najbliższy szpital to dopiero w San Pedro de Atacama, jakieś 4h drogi no i granica która nie pracuje 24h. Zwiedzanie się skończyło i uciekamy do noclegu naszego, żeby Johannowi jakieś leki dać i niech poleży. Dojeżdżamy do noclegu, Johanna dajemy do łóżka, i powstały pierwsze oparzenia, pierwszego stopnia. Tylko ze nie wiadomo czy jakieś minerały tam nie były, no i niestety nasza apteczka nie zawiera kremów do oparzenia. Dostaje antybiotyk przeciw gorączkowy, wazelinę i każemy odpocząć. Kolacja, Johann śpi, piwko i ciepłe źródło na kąpiel i odpoczynek przy boliwijskim winie. Załącznik: boliwia_jedzenie5.jpg [ 36.1 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: boliwia_jedzenie6.jpg [ 41.23 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Poranna pobudka, i ostatnie punkty tego wyjazdu. Pustynia Salvadora Dali Załącznik: bolivia40.jpg [ 336.79 KiB | Obejrzany 14608 razy ] Załącznik: bolivia41.jpg [ 445.42 KiB | Obejrzany 14608 razy ] I ostatnie Zielone i Białe Jezioro gdzie dzielimy się na 2 wycieczki. Ci którzy wracają do Uyuni i tych (mnie także) gdzie jadą do Portezuelo del Cajón, do przejścia granicznego z Chile, żeby za chwilę być w San Pedro de Atacama. Przed głównym przejściem, zatrzymują nas celnicy i biorą mnie i Włocha do budki. Zaskoczeny, bo po co, wchodzimy do środka (żułem ostatnie liście koki wtedy) a oni dają jakiś papier do wypełnienia. Na górze opis: Questionnaire regarding your trip in Bolivia. Ogromny wydech, i wypełniamy to. Dziękują nas za wizytę w Boliwii i zyczą miłego dnia. Kolejna budka, leader bierze paszporty i bierzemy nasze plecaki do drugiego busa z Chile, żeby nas podwieźć do SPdA. I dziękuję Boliwio! Załącznik: bolivia42.jpg [ 254.73 KiB | Obejrzany 14608 razy ] | |
| Autor: | Zeus [ 17 Paź 2020 15:49 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Buyaka napisał(a): O prosze, szkoda, ze nie wiedzialam, zaprosilabym na mate w boskim buenos Jestem ciekawa, jakie wrazenia na Tobie pozostawilo Santiago i okolice! Bo poki co, mimo sasiedztwa, nie mialam okazji nic wiecej zwiedzic, czekam zatem na kolejne posty! Jak dobrze pójdzie to w kwietniu, można na mate | |
| Autor: | agnieszka.s11 [ 17 Paź 2020 21:48 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Ech, jak milo powspominac, w 2015 z San Pedro przez Laguny, Salary i dalsze Altiplano rowerem sie przedzieralam. Lekko nie bylo bo drogi to piach i kamienie ale jak pieknie... | |
| Autor: | Zeus [ 20 Paź 2020 14:41 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Załącznik: chile1.jpg [ 393.13 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Fajne to przejście. Czekając na busa to chyba 4 lub 5 razy przeskoczyłem granice zeby fotki zrobić na ziemi niczyjej. Załącznik: chile2.jpg [ 322.47 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile3.jpg [ 224.86 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Przyjechał nas bus, z którym przekroczymy granice i dojedziemy do SPdA. Leaderka podaje nam kwitki do wypełnienia (te które wartość jest zerowa, ale ważna jak je zgubisz) i dupnym głosem do nas: - Jak macie jakieś owoce/warzywa to jest idealny moment żeby je wyrzucić przez okno! Nie pamiętam, żebym kupił coś w Boliwii (liście koki “zjedzone” i tylko sól jest ze mną) więć spokojnie czekamy w busie na naszą kolejkę. Po ponad godzinie, jest nasza kolej. Powiem szczerze że to dość dziwnie to wygląda. Otwiera się brama jak do hangaru, wchodzi bus, zamyka się brama. Bierzemy plecaki, kontrola paszportowa, kwitków i kontrola celna. I taka mega na poważnie. Każdemu kazali otwierać plecak i wyciągać rzeczy z niego. I całe pakowanie szlag trafiło. Szło to dobrze, do czasu kiedy lasce znaleziono cebulę. Boliwijską. Którą nie powiedziała u celników. Niestety płacz nic nie dało, i mandacik wpadł na 100 USD. Za cebulkę. No ale, dura lex, sed lex… Spakowany, niektórzy szczuplejsi o 100 USD jedziemy do SPdA. Kilometr za kilometrem czuć że powietrze staje się gęste i ciężkie. Nic dziwnego, jedziemy z ponad 4000 metrów nad poziomem wody do 2400. Można wreszcie oddychać pełnymi płucami! Dojeżdżamy do San Pedro. Niestety przez kierowcę który zasnął i nie dojechałem na czas (no ba, prawie 24h opóźnienie) w mieście spędzę parę godzin do czasu kiedy transfer lotniskowy mnie odbierze. Miasto, jak Uyuni, żyje z turystyki na pobliskie tereny. Ale jest za to zadbany. Budynki w centrum większość kolonialnych, koło oazy w Puna de Atacama i do dziś spotkamy rdzennych mieszkańców tego regionów, atacameños. Załącznik: chile4.jpg [ 536.2 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile5.jpg [ 809.96 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile6.jpg [ 955.99 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile7.jpg [ 576.31 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Niestety ceny tutaj są mega zaporowe, więc zostaje kiosk koło hali gdzie sprzedaje empadanas w dość dobrych cenach. I tak aż do przyjazdu transferu na lotnisko w Calama. Wchodzę na teren terminala, zdejmuję słuchawki jako że idę do kontroli bezpieczeństwa, i dostaję lekkiego szoku. Zamiast tej “nudnej” muzyki którą się spotyka na większość lotnisk, tu leci Foo Fighters, Pearl Jam, Nirvana, Chris Cornell. Cała banda Seattle. W saloniku tak samo, w jednym telewizorze jakiś mecz a na drugim koncert Foo Fighters. Więć czas spędzam przy piwku i detoxie muzyki fletowej. Lot spokojny przylot tak samo, omijam mafię taksówkarską i szukam busa który mnie podwiezie na dworzec kolejowy w Santiago. Niedaleko mam nocleg, spowodowany porannym busem do Mendozy następnego dnia. Wszystko za okna fajnie, zadbane, do czasu jak wjechaliśmy do “stricte centrum”. Spalone budynki, plandeki, zamknięte miejsca. Jak wysiadłem na dworcu, było jeszcze czuć spalonego plastiku w powietrzu. Dotarłem do hotelu, były problemy z płatnością (za mało reszty dostałem z USD) i wyszedłem na poszukiwaniu coś do zjedzenia. Niestety mały wybór, więć została pobliska speluna. Klasycznie completo italiano i duże piwo. Kelnerka pyta czy na serio duże piwo, si claro. I dostałem litrową butelkę. Załącznik: chile8.jpg [ 27.73 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Spokojnie się jadło, do czasu jak grupa ludzi wpadli, rzucili podpałkę i podpalili pobliskie skupisko śmieci. I oczywiście nikt się nie przejął, no bo po co. Załącznik: chile9.jpg [ 34.74 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Bienvenidos a Chile. Następnego dnia rano, do metra i do dworca autobusowego. Powód dlaczego wybrałem busa do Argentyńskiej Mendozy, niż samolotem, to przejazd drogą Ruta CH60/Ruta Nacional 7, która uważana jest za jedno z najpiękniejszych na świecie. Droga rozpoczyna od nadmorskiego miasta Valparaiso, przeczyna Andy na wysokości 3200 metrów na Paso Internacional Los Libertadores i cały czas wzdłuż rzeki Aconcagua i najwyższym szczytem Ameryki, Aconcagua. Załącznik: chile18.jpg [ 140.11 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Zająłem wygodne miejsce w autobusie przy oknie i prawej stronie (polecam kupić bilet wcześniej żeby wybrać miejsce siedzące) gdzie odpalame całe stanowisko (aparat, kamera, mapa) gdzie dosiada obok mnie starsza osoba, tak ponad 65-70 lat. Zaciekawiony pyta mnie, po co mi to wszystko. Odpowiadam że jestem podróżnikiem - dziennikarzem i od lat marzyłem o tej trasy. I tak poznałem historię Jose. Byłego policjanta za czasów Allende, który uciekł do Argentyny w 75 do jego ukochanej w Mendozie. I to wszystko po kastylijsku (byłem zachwycony że tyle pamiętam) i litrach yerby maty. Załącznik: chile10.jpg [ 364.02 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Pierwsze 1:30h to nic zadziwiającego, domy autostrada CH57 i dopiero z miejscowości Los Andes zaczynają się piękne widoki. Załącznik: chile11.jpg [ 544.4 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Cały czas obok nas towarzyszy resztki Kolej transandyjskej, łącząca Los Andes w Chile z Mendozą w Argentynie, poprzez przełęcz Paso de la Cumbre. Niestety pucz Pinoszeta i spór nad Kanałem Beagle spowodowało ze linia upadła w 1984 i spore części torów zostały zniszczone lub skradzione. Dziś działa tylko skrócona trasa z Los Andes do kopalni miedzi w Rio Blanco, a w dalekich planach jest reaktywacja całej trasy aż do Buenos Aires. Zabawa się zaczyna dopiero w Los Caracoles (Ślimaki) kiedy droga dąży do góry (polecane jest aviomarin) i w jednej chwili można zobaczyć jak wysoko można pojechać w parę minut. Załącznik: chile12.jpg [ 603 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile13.jpg [ 533.53 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile14.jpg [ 581.25 KiB | Obejrzany 14368 razy ] I potem spokojnie aż do przejścia granicznego, gdzie znowu widzimy doliny rzeki Aconcagua oraz resztki torów. Załącznik: chile15.jpg [ 782.38 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Popijamy ostatnie łyki yerby gdzie widzimy tablice pożegnalne z Chile i wchodzimy do transgranicznego tunelu Cristo Redentor, gdzie po 1.5km oficjalne zegnamy się z Chile i Ruta CH60 i witamy Argentynę i Ruta Nacional 7 Załącznik: chile16.jpg [ 494.11 KiB | Obejrzany 14368 razy ] Załącznik: chile17.jpg [ 223.5 KiB | Obejrzany 14368 razy ] | |
| Autor: | igore [ 20 Paź 2020 15:25 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Dobrze powspominać znajome miejsca. Czekam na dalszy ciąg. | |
| Autor: | agnieszka.s11 [ 21 Paź 2020 11:57 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Dawaj dawaj, kolejny rozdzial to pewnie Malbec w Mendoza | |
| Autor: | Legion1 [ 30 Paź 2020 10:01 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Pięknie, pięknie..jak ja tam chcę w końcu dotrzeć | |
| Autor: | Zeus [ 31 Paź 2020 21:48 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Kontrola graniczna to czysta formalność. Pieczątki z Chile się nie dostanie (a szkoda) bo starczy ta z Argentyny. Po kontroli mamy czas na wyprostowanie nog i podziwiać piękność tego regionu i cieszyć się, że już jestem w Argentynie. Załącznik: argentina01.jpg [ 252.35 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina2.jpg [ 629.52 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina3.jpg [ 575.86 KiB | Obejrzany 13961 razy ] No i najpiękniejsza tablica Załącznik: argentina1.jpg [ 503.83 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Jednak lądowe przejście lądowe mają swój urok (nie dotyczy to przejść polsko ukraińskich) Ale wracamy do lądu argentyńskiego. Trzeba to jakoś opić, że dostałem się do kraju Evity Perón, Maradony i słynnej wołowiny. Niestety sklepiku żadnego nie było, tylko koleś z pączkami, churros. Robił je na miejscu, więc nos mi nie pozwalał żebym nie kupił pączka. I to był to strzał w dziesiątkę. Bo churrosy nie raz jadłem, ale nigdy nadziewane z dulce de leche (masa kajmakowa), które nie patrząc, to danie narodowe całej Ameryki Południowej! Załącznik: argentinafood9.jpg [ 251.63 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Boarding completed, jedziemy do Mendozy. I znowu te pięknie widoki, tym razem Ruta Nacional 7! (Dużo fotek nie wyszło dobrze, bo słonce mi przeszkadzało). Załącznik: argentina4.jpg [ 468.79 KiB | Obejrzany 13961 razy ] I tak raz yerba, raz churro, raz gadka dojechaliśmy do głównego dworca w Mendozie, gdzie przy samym dworcu informowało mnie, co mnie czeka tutaj. Załącznik: argentina6.jpg [ 259.39 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Żegnam się z Jose, biorę plecak i idę stronę mojego noclegu. Postoje po drodze na zrobienie fotek graffiti Załącznik: argentina5.jpg [ 485.54 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina8.jpg [ 427.77 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina9.jpg [ 422.6 KiB | Obejrzany 13961 razy ] kolejnych fotek, które pokazują że to JEST światowa stolica wina Załącznik: argentina7.jpg [ 384.61 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina10.jpg [ 856.76 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina11.jpg [ 494.98 KiB | Obejrzany 13961 razy ] i postój, na mały pit stop. Załącznik: argentinafood11.jpg [ 579.95 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Pierwsze moje wrażenie. No kurde, czuję się jak w domu. Nie są to Ateny, ale bardzo przypominają Saloniki. Chill out ludzi, graffiti, budownictwo. Kierowców jednak lepszych mają tutaj. Nocleg zaklepałem w Hostal Confluencia (który BARDZO polecam), który znajduje się zaledwie parę metrów od Mercado (Hali Targowej) i paręset do największych atrakcji. Szybki check in, skok do pobliskiego marketu, krótkie pogadanki z recepcjonistką i degustacja produktów regionalnych, przed wyjściem na miasto Załącznik: argentinafood13.jpg [ 141.86 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Mendoza minutę po minucie co raz bardziej mi się podobała. Ludzie bardzo mili, ich akcent, kraniki z ciepłą wodę w marketach, wszyscy pijących mate, ilość akcesorii do Yerby Mate no i te ceny lokalnych produktów. Kupuję krafcika (zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony poziomem kraftów argentyńskich) i gubiłem się w uliczkach. Załącznik: argentina12.jpg [ 609.51 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina13.jpg [ 690.57 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina14.jpg [ 501.49 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina16.jpg [ 679.35 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentina17.jpg [ 623.49 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Do momentu kiedy mój aparat, padł i nie chciał się odpalić ponownie. Na nić ratunki nie dały. Niestety, mój Clarkson, po tylu latach i podróżach, postanowił ostatni oddech w Mendozie. Dlatego za jakość kolejnych fotek przepraszam, ale robiłem je komórką gdzie jakość nie była najlepsze. Wracam do gubienia się po ulicach, aż trafiłem do restauracji Cordillera Vinos y Fuegos. Patrzę za szyby i widzę otwartą kuchnię/grill a za nią stoi kucharz który się bawi stekami. Kucharz przypominał mojego kumpla z szkoły (który też jest kucharzem) pomieszany z Anthonym Bourdainem. Zaryzykujemy, więc wchodzę do środka. Dostaję ładny stolik i zaglądam na wnętrze. Załącznik: argentinafood.jpg [ 324.82 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Dostaję menu. Proste, parę dan na krzyż, ceny bardzo przyjemne. Zamawiam empanada z dziczyzną, Bife de chorizo (antrykot) a punto (medium rare) no i wino. Okazuje się że knajpa dysponuje z ponad 50 różnych win i nie wiedząc którego Malbeca wybrać, kelner podstawia zrobić mi degustację trzech rodzajów. Zostaję przy szklance Don Davide Reserve z 2018 roku i czekam na danie podgryzając przystawki. Załącznik: argentinafood14.jpg [ 341.08 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood15.jpg [ 243.51 KiB | Obejrzany 13961 razy ] I na pierwsze, empanada. Świeżo upieczony pieróg, przygotowuje mnie na następne. Załącznik: argentinafood16.jpg [ 260.51 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Przychodzi król. Chyba nigdy nie widziałem coś tak pięknego. Grillowany, pachnący i ten sos chimichurri. Powinny coś takiego przestawić na Luwrze obok obrazu z Mona Lisą. Smak, zapach wszystko razem, spowodowało że to było najlepsze danie jakie jadłem w życiu. Załącznik: argentinafood10.jpg [ 513.68 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Powrót do hotelu, z prowiantem na noć. Załącznik: argentinafood12.jpg [ 234.5 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Śniadanie dość podstawowe, ale za to z uśmiechem na twarzy widać tabliczkę, gdzie dziewczyny postarały się napisać po grecku i po polsku powitanie. Załącznik: argentina15.jpg [ 566.72 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Wtedy nawet najgorsza kawa smakuje jak nektar! Do lotu powrotnego do Santiago zostało trochę godzin, spędzam je w pobliskim Mercado. Załącznik: argentinafood2.jpg [ 497.67 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood3.jpg [ 637.09 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood4.jpg [ 503.67 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood5.jpg [ 613.54 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood6.jpg [ 624.08 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood7.jpg [ 623.27 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Załącznik: argentinafood8.jpg [ 594.24 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Kupująć matero, alfajores (ciasteczka z dulce de leche), yerbe mate i różne inne pierdołki. No i co to za wyjazd by był, beż spróbowania lokalnego króla street foodu, choripán. Grillowane chorizo, bagietka i sos chimichurri. Nic więcej potrzebne nie było na tą kwintesencję smaków. Załącznik: argentinafood17.jpg [ 325.76 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Uberek na lotnisko, pogadanki z kierowcą, który zachwycony że ma obcokrajowca i może podyskutować. Lotnisko dość przyjemne (mają własną winnicę) i ceny w barku także bardzo przyjemne. Załącznik: argentinafood18.jpg [ 185.58 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Odprawa też gładko poszła, do momentu jak się okazało że nie ma mojego rzędu. Pytam się stewki, i każe mi stać na końcu. Pierwsza myśl, overbooking, więc zadowolony. Druga, kij wie jak to respektują tu. Przychodzą kolejni pasażerowie, i robi się mały tłok. Nikt nie jest agresywny, wszyscy się śmieją i czekają na dalsze rozwiązania. Załącznik: argentinafood19.jpg [ 286.68 KiB | Obejrzany 13961 razy ] Boarding completed, a my dalej stoimy. Przychodzi kierownik pokładu, przeprasza nas za zmianę samolotu (z A320 na A319) i brak naszego rzędu i prosi o poszukanie wolnych miejsc i zająć je. Tak robimy, dostaję rząd, voucher na darmowy napój w liniach SKY i zaczyna się pushback. Oglądając ostatnie migawki Argentyny, obiecuję że tu wrócę szybko, jak tylko będzie można. | |
| Autor: | naimad [ 31 Paź 2020 23:54 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
"Dobre rano" Taaak Mendoza ma swój klimat Szkoda, że nie udało Ci się wpaść chociaż na chwilę do Maipu do jakiejkolwiek Bodegas | |
| Autor: | Stasiek_T [ 01 Lis 2020 00:07 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
@naimad "DOBRE RANO" jest po czesku, "DZIEN DOBRY" też jest | |
| Autor: | naimad [ 01 Lis 2020 00:19 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Aha, hehe, myślałem, że prócz "dzień dobry" przetłumaczyli też "dobre rano" | |
| Autor: | Zeus [ 13 Lis 2020 14:33 ] | ||
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! | ||
Santiago de Chile, pt.1 I znowu te Andy. Te pięknie góry. I przylot o czasie do lotniska Santiago. Załącznik: scl0.jpg [ 104.58 KiB | Obejrzany 13607 razy ] - Gracias, hasta luego. Busem przez całe lotnisko, dochodzimy do gate przylotów, i czekamy. Czekamy. Czekamy. Dobre 40 minut, dalej w busie. Kierowcy także nie ma. Zaglądamy na lewo, prawo i widzimy że ktoś z lotniska biegnie do nas. Po prostu okazało się, że ktoś zgubił kartę/klucz do drzwi i nie mieli zapasowego przy nich. No nić, Bienvenidos a latinoamérica. Kolejka do kontroli paszportowej na 2 odcinki South Parku, i jestem ponownie w Chile. Autobus do głównego dworca, metro i do Barrio Yungay, gdzie jest mój host. Fajna dzielnica, podobna do Eskarchii w Atenach. Młodziezowo, siedziby grup socjalistycznych, anarchistycznych i antyfaszystowskich w jednym miejscu i do tego liczne graffiti! Załącznik: scl1.jpg [ 114.81 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl2.jpg [ 131.38 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl3.jpg [ 152.92 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl4.jpg [ 184.78 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl5.jpg [ 167.62 KiB | Obejrzany 13607 razy ] I skutki ostatnich demonstracji w Chile. Załącznik: scl6.jpg [ 130.14 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl13.jpg [ 153.74 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Kupuję piwko i znowu się gubię w dzielnicy. Załącznik: scl7.jpg [ 164.69 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl8.jpg [ 120.35 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl9.jpg [ 104.91 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl10.jpg [ 183.24 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl11.jpg [ 179.14 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl14.jpg [ 112.64 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl15.jpg [ 150.6 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Liczne przedszkoli z ogródkami Załącznik: scl16.jpg [ 141.6 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl17.jpg [ 143.71 KiB | Obejrzany 13607 razy ] I znowu te graffiti Załącznik: scl18.jpg [ 158.76 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl19.jpg [ 167.15 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl20.jpg [ 174.66 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl23.jpg [ 126.32 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl25.jpg [ 99.84 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Polski akcent. A dokładnie ostatnie miejsce zamieszkania słynnego geologa Polski, Ignacego Domeyko. Załącznik: scl21.jpg [ 62.07 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Załącznik: scl22.jpg [ 71.68 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Plaza Yungay, to miejsce codziennego spotkania mieszkańców baria. Stanowiska z street food, lokalni muzycy i ciekawscy ludzie którzy dopytują co gringo tu robi. I tak piwa do piwa, anticuchos do anticuchos (wołowe szaszłyki) Załącznik: scl24.jpg [ 126.46 KiB | Obejrzany 13607 razy ] Powrót do domu, lekkim zygzakiem na noc.
| |||
| Autor: | Zeus [ 19 Lis 2020 19:57 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Santiago de Chile, pt.2 Pobudka z rana. Lista kulinarna, co warto zobaczyć i spróbować w Santiago spora (dzięki Anthoniemy Bourdainowi) więc trzeba się zbierać. Liczne empanadas, kanapki, soki. Trzeba , jak pokemony, złapać je wszystkie! Z Yungay do Plaza de Armas (główny plac Santiago de Chile), idę piechotą. Bo jak inaczej zwiedzić jakieś miasto, jak nie zgubić się w ulicach. Załącznik: scl26.jpg [ 155.67 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl27.jpg [ 93.27 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl28.jpg [ 154.83 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Główna katedra Santiago, Siedziba Poczty Głównej (częściowo spalona), siedziba sądu najwyższego (pilnowane przez Pacos, policjantów 24h) Załącznik: scl29.jpg [ 159.9 KiB | Obejrzany 12719 razy ] i strefa gastronomiczna gdzie się kieruję, po completo italiano, na śniadanie. Załącznik: scl_food1.jpg [ 68.06 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl_food2.jpg [ 61.63 KiB | Obejrzany 12719 razy ] I na szybkie espresso, w jakimś lokalu prowadzonej przez anarchistów. I chyba to była jedna z najlepszych jakich piłem w tym regionie świata. Załącznik: scl30.jpg [ 123.1 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl31.jpg [ 117.35 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Pełny kieruję się do miejsca który Anthony Bourdain, rozpoczął zwiedzanie Santiago. Było ono, Mercado Central (Hala Targowa). Do targów mam ogromną miłość i z chęcią zawsze odwiedzam je gdzie tylko wyląduję. To idealne miejsce spotkać lokalne produkty, powąchać i mieć okazję spróbować lokalne produkty, świeżo i tanio. Ale niestety, nie tu. Przerobiono go niestety na fancy miejsce, z drogą kuchnią. I nachalnymi kelnerami, gdzie proszą o gringo żeby do nich odwiedzić na obiad. Wychodzę szybko, i szukam punktu pierwszego do gastro. Empanadas. I tu pierwszy zong. Knajpa nieczynna, zabita dechami i informacją, ze splajtowali z powodu rządów obecnego prezydenta Piñera. Nie zostaje mi dużo, więc spaceruję obok rzeki Mapocho. Załącznik: scl32.jpg [ 103.51 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl33.jpg [ 143.39 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl34.jpg [ 130.3 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl35.jpg [ 120.53 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl36.jpg [ 134.51 KiB | Obejrzany 12719 razy ] I tak trafiam, niechcąco bo zaden przewodnik o tym nie pisał, do Mercado Tirso de Molina. Do nowej hali targowej (z 2011). Takiej prawdziwej, kolorowej, z krzykami ludzi ze ich towar jest najlepszy. No i z lokalnimy garnkuchniami, gdzie mama gotuje i padre daje do stołu. Najedzony, zachwycony wracam do spaceru obok rzeki Mapacho. Załącznik: scl37.jpg [ 180.32 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl38.jpg [ 171.31 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Kieruję się do Barrio Bellavista. Uważany za najpiękniejsza dzielnica Santiago, obok góry Cerro San Cristóbal gdzie można dojechać kolejką lub wejść na nogach. Załącznik: scl39.jpg [ 121.98 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl40.jpg [ 140.66 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl41.jpg [ 138.74 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl42.jpg [ 166.69 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Ale dla mnie inny punkt był tym ważnym. To dom najsłynniejszego poety z Chile. Ricardo Eliecer Neftalí Reyes Besualto, albo znany na świecie Pablo Neruda. Pablo Neruda jest uważany za jednego z najwybitniejszych poetów XX w. gdzie za to został wynagrodzony nagrodą Nobla w 1971. Sam też noblista, pisarz z Kolumbii Gabriel Garcia Marquez, nazwał go największym poetą XX w. wszystkich języków. A także, jego dzieło Pieśń powszechna (Canto General) była pierwszą lekturę którą przeczytałem w samemu oryginale. Kto nie zna, polecam wersję Canto General greckiego piosenkarza Giorgos Dalaras, i muzykę Mikis Theodorakis Załącznik: scl43.jpg [ 156.93 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl44.jpg [ 157.95 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl45.jpg [ 180.03 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Jednak cena wejscia mnie odstraszyła (ponad 15 USD było bodajże) i postanowiłem odpocząć przy piwie niedaleko. Załącznik: scl46.jpg [ 157.19 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Przy wejściu do baru widzę młodych ludzi, robiących graffiti na znaku, Constitución, dodając słowo Nueva, obok ich. Pytam się, czy mogę zrobić fotkę, oni ze oczywiście i dopytują z skąd jestem Załącznik: scl47.jpg [ 160.66 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl48.jpg [ 69.19 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Zdanie za zdaniem, wylądowaliśmy w jakimś barze, i piwko za piwko zaczęła rozmowa o polityce. I tak do momentu, kiedy gliny rzucili gaż łzający do lokalu. Tak bez powodu. Jako ze nie pierwszy raz dostałem gaż, szybko namoczyłem moją arafatkę i zacząłem oddychać przez nią, próbując nie dotykać oczu. Załącznik: scl49.jpg [ 140.77 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Wychodząc okazało się, ze jest pokojowy marsz rowerowy, i albo gliny “niechcąco” (rykoszetem) rzucili gaz albo są takimi debilami ze specjalnie ją tam rzucili. Dane nam nie było dowiedzieć, więc myjemy oczy i idziemy ku strony Palacio de La Moneda, czyli pałacu prezydenckiego Załącznik: scl50.jpg [ 182.47 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl51.jpg [ 85.52 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl52.jpg [ 110.86 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl53.jpg [ 139.72 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl54.jpg [ 116.42 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl55.jpg [ 151.16 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl56.jpg [ 187.36 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl57.jpg [ 184.55 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl58.jpg [ 147.96 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl59.jpg [ 81.77 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl60.jpg [ 182.19 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Gadamy, pijemy piwo i docieramy do Centrum Gabriela Mistral. W środku sporo ludzi i orkiestra która gra za darmo piosenki Victora Jary. I tak dyskutujemy, kiedy orkiestra gra ten kawałek. Załącznik: scl61.jpg [ 152.76 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl62.jpg [ 153.01 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Dopytuję się, co to za kawałek, bo przypomina dawnego Depeche Mode. To piosenka El Baile de Los Que Sobran, zespołu Los Prisioneros. Słynny kawałek z czasów rządów Pinocheta, o ludziach dwóch systemów. Tych bogatych którzy pójdą na studiach, i tych biednych co będą kamienie zbijać. Wychodzimy, kontynuujemy spacer i znowu dostajemy gaz. Tym razem dość mocną dawkę bo wylądowałem w szpitalu polowym gdzie musieli moje oczy wyczyścić z tego szajsu. Załącznik: scl63.jpg [ 161.26 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl64.jpg [ 152.03 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl65.jpg [ 137.53 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Ale w koncu docieramy do Pałacu. Ludzi tam, pokojowo, uderzają garnkami, patelniami tak samo jak robili ich rodzice w czasach rządów Pinocheta. Żeby wkurzyć policjantów. Załącznik: scl66.jpg [ 128.56 KiB | Obejrzany 12719 razy ] I tak ponownie gadamy, o polityce, o życiu do czasu jak głód dopada nas. Spacerujemy ponownie w strony Plaza de Armas Załącznik: scl81.jpg [ 127.27 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl82.jpg [ 135.9 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl83.jpg [ 169.75 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl80.jpg [ 171.7 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl84.jpg [ 195.3 KiB | Obejrzany 12719 razy ] po chacarero i zimne piwo. Załącznik: scl_food3.jpg [ 97.4 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Żegnam się, niestety, z ekipą (kontakt jest do dziś) i kieruję się metrem Cementerio General de Santiago (Cmentarz Generalny w Santiago). Było to taki must dla mnie przed wyjazdem. Oddać hołd niektórym Chilijczykom (słynnych lub nie) oraz pospacerować między grobami innych ludzi. Załącznik: scl67.jpg [ 145.62 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl68.jpg [ 148.93 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl69.jpg [ 127.39 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl70.jpg [ 162.53 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl71.jpg [ 173.82 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Trzeba przyznać, ze jest kolorowo i ciekawie. Ludzie zamiast kwiatom młodym ludziom podstawiają piwa ku ich pamięci. Załącznik: scl74.jpg [ 252.13 KiB | Obejrzany 12719 razy ] I tak trafiam do mogiły prezydenta Salvadora Allende. Pierwszego legalnego wybranego prezydenta socjalistycznego, obalony przez USA i Operację Kondor. Allende do końca był w Pałacu, i ani sekundę się nie poddał armii Pinocheta. Broniąc gabinet, został zabity i jego słynne okulary zostały zniszczone przez strzelających żołnierze (można ich zobaczyć w pałacu prezydenckim obecnie). Załącznik: scl77.jpg [ 95.44 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl78.jpg [ 89.01 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Kolejne miejsce w cmentarzu które warto zobaczyć to kwatera Patio 29 w której w bezimiennych grobach chowano ofiary chilijskiego puczu w 1973 i innych zamordowanych w trakcie rządów wojskowej junty Augusto Pinocheta. Oraz niektórych którzy walczyli z reżimem i przeżyli go Załącznik: scl75.jpg [ 162.73 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Albo którzy zginęli, i ich ciała rozpoznano, tak jak słynnego piosenkarza - poety Victora Jary Załącznik: scl76.jpg [ 186.58 KiB | Obejrzany 12719 razy ] No i kwatera Desaparecidos de Chile. Zaginionych i do dziś nie odnaleziono ich ciał. Załącznik: scl72.jpg [ 210.56 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Załącznik: scl73.jpg [ 151.77 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Do dziś nie odnaleziono ponad 3200 ludzi, zaginionych przez rezim Pinocheta. I do dziś ich matki, na wzór Madres de Plaza de Mayo (Matki z Plaza de Mayo) z Argentyny walczą o odnalezenie ich. Tak jak w 1997 roku, kiedy U2 zagrało koncert w Santiago de Chile i zaprosili niektóre matki na scenę w trakcie piosenki Mothers of the Disappeared. Wychodzę z cmentarza. Zmęczony z mieszanymi uczuciami i spragniony. Obok wejścia do metra jest stoisko gdzie sprzedają jedn z najsłynniejszych napojów nie-alkoholowych w Chile. Mote con huesillo, to sok na bazie suszonych brzoskwiń (huesillo) gotowanych w wodzie, cukru i cynamonu i po ostygnięciu miesza się z ziarnami pszenicy (mote). Smakuje dziwnie, ale gasi pragnienie. Załącznik: scl_food4.jpg [ 36.99 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Wracam do mieszkania, pakuję się (trochę pisco, trochę dulce de leche, dużo yerby i inne pierdoły) i uciekam na ostatnie piwka do Plazy de Yungay. Załącznik: scl_food5.jpg [ 33.27 KiB | Obejrzany 12719 razy ] Na rano miałem ustawiony uber na lotnisko. Godzina taka (5 rano) i brak wiedzy czy dojadę komunikacją miejską na lotnisko, spowodowało ze uber (lub droga taksówka) to jedyna opcja. I tu zong, po jakieś 4-5 km kierowca powiedział ze nie może wjechać na teren lotniska, bo dostanie mandat za wjazd do lotnisko jako nielegalny pracownik (był nielegalnym imigrantem z Wenezueli jak się okazało potem) . Więc zostałem gdzieś na ulicy, nie wiedząc gdzie, nikt nie wiedział skąd autobus na lotnisku i do lotu jeszcze 3:30h. Została opcja otostopa i ta wygrała w koncu. Tylko jedna przesiadka i dojechałem na lotnisko po 40 minutach. Check in, kontrola paszportowa, salon, ostatnie fotki (dziękując Chile za jej zajebiścość) Załącznik: scl79.jpg [ 109.5 KiB | Obejrzany 12719 razy ] i lecimy do São Paulo żegnając Andy Załącznik: scl85.jpg [ 47.31 KiB | Obejrzany 12719 razy ] | |
| Autor: | Zeus [ 27 Lis 2020 17:53 ] |
| Temat postu: | Re: Panie prezydencie Allende! Pana okulary! |
Latam Chile musi się sporo nauczyć z Latam Brazil jak powinno wyglądać serwis pokładowy. Kanapka jako tako spoko, ale żeby wina nie było? Z kraju winiarskiego? Jak można. Załącznik: 1.jpg [ 453.1 KiB | Obejrzany 12387 razy ] Ale nadrabiam filmami i koncertami. Załącznik: 2.jpg [ 268.52 KiB | Obejrzany 12387 razy ] Przylot do São Paulo o czasie. Przesiadka miała być długa, i skoczyć do miasta. Ale zmęczenie autostopem w Santiago, dziwny rozkład jazdy pociągów i deszcz postanowiłem posiedzieć na lotnisku i pospacerować. Plan był taki, żeby poszukać i kupić drewnianego tukana i papugi ara jakie widziałem w Rio. Kontrola paszportowa, pytanie o powód przybycia, odpowiadam: Comer na churrascaria. Pracownik się roześmiał, pieczątka i Bem vindo ao Brasil. Lotnisko GRU jest całkiem fajnie do spędzenia czasu. Wybór smakołyków spory i dość tani. Sklepów tak samo. Ale niestety drewnianego tukana i Ary nie ma nigdzie… Ale jest stek w dobrej cenie. Załącznik: 3.jpg [ 435.73 KiB | Obejrzany 12387 razy ] I krafcik tak samo z Carefoura Załącznik: 4.jpg [ 357.13 KiB | Obejrzany 12387 razy ] I siedzenie w jednym miejscu, podglądać ludzi którzy się przemieszczają. Ich zachowanie, bagaże, pożegnanie bliskich jakby na wojnę lecieli albo na misję samobójczą. Je m'en fous. Dobrze się siedzi w landside, pora wrócić do airside i przetestować CIP lounge. I ostatnia Caipirinha tego wyjazdu. Załącznik: 5.jpg [ 323.02 KiB | Obejrzany 12387 razy ] Lot tak samo spokojny jak z Paryża do São Paulo. Dobre jedzenie, Załącznik: 6.jpg [ 275.04 KiB | Obejrzany 12387 razy ] nadrabiam zaległości filmowe i zaliczam “zgona” aż do śniadania Załącznik: 7.jpg [ 288.51 KiB | Obejrzany 12387 razy ] razem z najlepszym filmem jaki był w samolocie, czyli Tail Camera z widokiem na region Île-de-France Załącznik: 8.jpg [ 114.48 KiB | Obejrzany 12387 razy ] Załącznik: 9.jpg [ 226.64 KiB | Obejrzany 12387 razy ] I na końcu pas do lądowania CDG Załącznik: 10.jpg [ 117.37 KiB | Obejrzany 12387 razy ] Kołujemy do gate, ludzie wstają i po chwili komenda z głośników ze mamy wszyscy wrócić do miejsc siedzących jakich mieliśmy w biletach. Spoko, dokończę odcinek Przyjaciół. Wpada 4 smutnych panów w kominiarkach z Police nationale (szkoda ze nie Ludovic Cruchot z żandarmerii Saint-Tropez) i po chwili wyciągają kajdankami kolesia. Szybko to poszło, kontrola paszportowa i Bienvenue en France ! Załącznik: 11.jpg [ 252.08 KiB | Obejrzany 12387 razy ] Dokładnie 2h przed odlotem LO336, otwiera się check in, zostawiam manatki, kontrola, Załącznik: 12.jpg [ 431.13 KiB | Obejrzany 12387 razy ] wejście do lotu, kanapeczka z cydrem i tym wszystkim ponownie w Polsce, i koniec jeden z najlepszych podróży mojego życia. | |
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |