| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Okinawa czy Tajwan? - CZ. 2. okinawa-czy-tajwan-cz-2,215,100186 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | Bartek Krzemiński [ 05 Wrz 2016 16:51 ] |
| Temat postu: | Okinawa czy Tajwan? - CZ. 2. |
Ciąg dalszy naszej podróży z Budapesztu, przez Stambuł do Japonii, gdzie z wyspy Honsiu lecimy na Okinawę i zahaczamy też o Tajwan. Opcja z tymi wyspami pojawiła się dość przypadkowo. Pierwotnie wybraliśmy Korę Południową, ale ceny nagle podskoczyły i zaczęliśmy patrzeć na okolice. Zaciekawił nas właśnie Tajwan i Okinawa i przystępne ceny dolotu. Wybór był jasny. Jest to druga część wyjazdu, a do pierwszej zapraszamy tutaj https://www.fly4free.pl/forum/japonia-bez-jr-pass-cz-1,215,100183 DZIEŃ 9 Tego dnia wylatywaliśmy na Okinawę. Żeby dojechać na lotnisko Kansai, najlepiej wybrać pociąg (pociągi na lotnisko odjeżdżają ze stacji Namba - z metra wystarczy kierować się znakami do kolejki lotniskowej). Ceny: Airport Express, który jedzie 50 minut, bez rezerwacji miejsc kosztuje 920Y, a Limited Express z rezerwacją, jadący ok. 40 minut kosztuje 1130 - 1340Y. Na lotnisku kierowaliśmy się na terminal numer 2, skąd odlatywały samoloty Peach. Trzeba było udać się do budynku hotelowego tuż obok, przejść przez sklep z pamiątkami i udać się do busika, który jest podstawiany co 10 minut. Podczas odprawy po raz pierwszy spotkałem się z tym, że ważono mój bagaż podręczny Po dwóch godzinach wylądowaliśmy i od początku mieliśmy okazję obserwować różne ciekawostki Załącznik: 30.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 76.12 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 30a.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 80.36 KiB | Obejrzany 7255 razy ] DZIEŃ 10 Po bardzo ciepłej nocy, rozpoczął się okropnie upalny dzień, chyba najgorętszy jak dotąd. Ze względu na budżetowy charakter wyjazdu, postanowiliśmy spróbować swoich sił w autostopie i udać się na wyspę Ikei. Z monorail wysiedliśmy na stacji Shuri, żeby skierować się na Naha IC- Okinawa Expressway. Patrząc na znaki i usytuowanie dróg, byliśmy trochę zdezorientowani, na którą drogę powinniśmy się kierować, ale wystawiając kciuki na dość odległej dojazdówce do ekspresówki, udało nam się złapać pierwszą okazję. Przemili Amerykanie, którzy dzięki nam nauczyli się poprawnej wymowy słowa CZEŚĆ (prawie jak CHEST), podwieźli nas do Okinawa City wysadzając w stronę Urumy. Stojąc zaledwie 5 minut, tym razem zatrzymał się Japończyk, który ledwo umiał mówić po angielsku. Jednak jeśli ktoś jest życzliwy i chce pomóc, to bariera językowa nie stanowi problemu Zachwyceni autostopowymi wrażeniami, u wejścia na plażę zostaliśmy zbici z tropu : wejściówka 400 Y od osoby. Hmm… Widoki mijanych wcześniej plaż już zaliczyliśmy, jednak postanowiliśmy trochę wydać, żeby wykąpać się - w końcu w Oceanie! Poza tym zabieraliśmy mnóstwo niespotkanych wcześniej muszelek oraz zjedliśmy super deser (170Y) : kruszony lód polany słodkim syropem – pycha! Zwłaszcza, że wszędzie w mieście taka pychota jest w cenie 300Y… Po kilku godzinach pływania (opalać się dało, bo słońce okrutnie paliło) postanowiliśmy ponownie wystawić na drogę kciuki. Tym razem czas oczekiwania przekroczył ok.20 minut, jednak był to strzał w dziesiątkę. Chłopak nie jechał może do Naha, tylko do Yaese, ale było to nam na rękę ze względu na bliską odległość od Muzeum Wojny na wybrzeżu. Tamtego dnia była rocznica zdobycia Okinawy przez Amerykanów i korzystając z okazji, że byliśmy tam, gdzie kiedyś cała akcja miała miejsce, nie mogliśmy odpuścić wizyty w tym muzeum. Nie udało nam się zdążyć na uroczystości memoriału, ale zwiedziliśmy cały teren muzeum wzdłuż i wszerz i bardzo polecamy! Muzeum jest świetnie usytuowane, widoki na ocean i klify zapierają dech, aż nie chce się stamtąd odjeżdżać. Mieliśmy też to szczęście, że był naprawdę ładny dzień, więc o zachodzie słońca wszystko wyglądało jeszcze lepiej. Z resztą oceńcie sami po zdjęciach. Udało się złapać stopa do centrum, zrobiliśmy zakupy i udaliśmy się po plecaki do hostelu, żeby pojechać na lotnisko przed wczesnym lotem do Taipei. Niestety musieliśmy spać na niewygodnych ławkach przed budynkiem, ale przynajmniej nikt z ochrony nie robił problemów, poprosili nas jedynie o kilka danych, żeby było jasne, że nie jesteśmy przyszłymi przypałowcami Załącznik: 30b.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 95.2 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 31.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 86.08 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 32.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 140.94 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34a.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 64.45 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34b.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 72.72 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34c.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 57.16 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34d.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 73.3 KiB | Obejrzany 7255 razy ] DZIEŃ 11 O 6 rano wystartowaliśmy do Taipei, gdzie TPE, porównując do lotniska Naha, przebija je o lata świetlne! Super lotnisko, wszędzie mnóstwo znaków co i jak, babeczki w informacji też bardzo pomocne, no i mnóstwo wygodnych miejsc do spania przed i w środku gmachu, a do tego otwarte 24h. Na miejscu kurs oscylował mniej więcej 10 TWD = 1 PLN. Na piętrze -1 kupiliśmy bilety autokarowe na Taipei Main Station (120TWD). Ze stacji kierowaliśmy się na metro oraz do automatów, gdzie można było kupić tzw. YO-YO albo inaczej EASY CARD, na które wbijało się pieniądze i dzięki niej z mini zniżką można było jeździć metrem, autobusami, a także płacić za przejazdy wycieczkowym busikiem Shuttle Bus po całej wyspie. Za kartę trzeba było uiścić depozyt 200TWD, z czego zwracane było 180 TWD + niewykorzystane środki, a powinno się zasilić kartę minimum 500TWD. Nasz hostel mieścił się niedaleko stacji Longsham Temple, dokąd przejazd metrem kosztował nas jakieś 16TWD. Tam, na ulicznym nocnym markecie dostaliśmy zawrotu głowy od pysznego jedzenia i niskich cen, jakich nie wyobrażaliśmy sobie w Japonii ! Polecamy na pewno pierożki z farszem z mięsa mielonego i pora (50TWD), naleśniki a la omlet z porem (50TWD) oraz ichniejsze okrągłe babeczki z Taro (15-20TWD). Muszę przy okazji wspomnieć, że przed wyjazdem czytałem, że nie powinno się pić wody z kranu na Tajwanie. W to wchodzą też wszelkie napoje niebutelkowane. Jednak po części obalam tą informację, gdyż obydwoje piliśmy owocowe soki z lodem nieznanego pochodzenia z ulicznych straganów i nie dopadła nas „zemsta faraona” Taki mały żal do Japonii. Może nie ma aż takiej wysokiej kultury ludzi jak w kraju kwitnącej wiśni i jest zdecydowanie więcej karaluchów na ulicach niż na Okinawie. Jednak w Taipei nie problemu żeby porozumieć się nawet ze starszymi osobami po angielsku, są o wiele niższe ceny (porównanie Norwegii i Ukrainy), lepsze warunki hosteli, świetne rozwiązanie z opłatami za przejazdy. Tego dnia szala zadowolenia przechyliła się ku Tajwanowi Załącznik: 34e.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 81.74 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34f.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 90.6 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34g.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 130.97 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34h.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 115.63 KiB | Obejrzany 7255 razy ] DZIEŃ 12 Dziś postanowiliśmy zobaczyć trochę atrakcji na północy kraju. Rano, zanim wyruszyliśmy na główny dworzec, skoczyliśmy jeszcze po śniadanie do jednego z wczorajszych straganów, gdzie kupiliśmy wspomniane pierożki. Starszy Pan ucieszył się na nasz widok i dorzucił jeszcze kilka sztuk z kukurydzą Do Hualian dojechaliśmy po ok. 2 i pół godzinie. Hostel po raz kolejny taniocha i super warunki Załącznik: 36.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 92.92 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 38.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 104.03 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 101.jpg [ 137.42 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 34.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 87.6 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 168.15 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39a.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 47.23 KiB | Obejrzany 7255 razy ] DZIEŃ 13 Skoro jesteśmy w Hualian, to nie ma innej opcji, jak pojechać do parku narodowego Taroko - taki też mieliśmy plan. Tak jak wspomniałem, YO – YO card nie działała, ale jednak na wycieczkę udało się pojechać tym samym Shuttle Bus, co wcześniej, tylko trzeba było dokupić bilet dzienny za 250TWD. Z dworca głównego, gdzie kupowaliśmy bilety, dojechaliśmy do Taroko Visitor Center gdzie zaopatrzyliśmy się w mapy parku. Stamtąd ruszyliśmy leśnym szlakiem na Shakadaang Trail – trasa wydrążona w skale, wiodąca przy rzece. Tu po raz pierwszy odczuliśmy prawdziwą egzotykę natury azjatyckiej : pająki sporych rozmiarów, czyhające na rozłożonych pajęczynach praktycznie wszędzie, a do tego cykady na 100dB co najmniej! Ze względu na osuniętą ziemię, nie byliśmy w stanie przejść całego szlaku, dlatego podjechaliśmy busikiem na kolejny: Buluowan – Swallow Grotto – Yanzikou. Tam też zobaczyliśmy most wiodący na stary i trudny szlak Zhuliu (trzeba się zapisać internetowo i uzyskać pozwolenie od władz parków narodowych oraz od policji, a dziennie może wejść maksymalnie 96 osób). My jednak udaliśmy się dalej by podziwiać widoki wzdłuż kanionu rzeki Liwu – zdjęcia nie oddają piękna szlaku… Żeby dostać się dalej, trzeba było łapać stopa, gdyż do busa trzeba by się było albo cofnąć, albo iść z godzinę, więc spróbowaliśmy okazji. Udało się po dłużej chwili i razem z młodą parą podjechaliśmy do Cimu Bridge, skąd poszliśmy zobaczyć Yuefei Pavilion wraz z mostem linowym. Chyba konstrukcja albo wiek mostu daje wiele do życzenia, gdyż w jednym czasie może być na nim max 8 osób… Tak też się stało do Tianxiang już biegliśmy, żeby zdążyć przed największą ulewą, która dopadła nas jak wpadliśmy do autobusu. Po dobrej godzinie jazdy, dojechaliśmy w końcu do głównej stacji Hualian, gdzie stanęliśmy na końcu ogromnej kolejki do kas. Chcieliśmy dostać się tego wieczoru do Taipei, żeby następnego dnia móc jeszcze pozwiedzać miasto i okolice północnego wybrzeża. Jak się okazało, wszystkiego bilety zostało już wykupione! Ok, to w sumie był niedzielny wieczór, więc ludzie mogli wracać do stolicy po weekendzie. Ale żeby wszystkie miejsca zostały wyprzedane, nawet na następne pociągi tego wieczora i następnego dnia rano?! No cóż, zostaliśmy jeszcze jedną noc w Hualien, ale to nic straconego: wysoki standard hostelu + darmowa tarta jabłkowa, bardzo tanie i dobre jedzenie w knajpce Buffet (więcej wskazówek niestety nie pamiętam Załącznik: 39b.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 147.2 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39d.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 91.65 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39e.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 136.49 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 102.jpg [ 386.85 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 103.jpg [ 329.72 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 104.jpg [ 193.07 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 105.jpg [ 290.31 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 107.jpg [ 195.53 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 108.jpg [ 233.63 KiB | Obejrzany 7255 razy ] DZIEŃ 14 Niestety ze względu na brak biletów do Taipei, zadowoliliśmy się dojazdem „PKP” do miejscowości Heping (56TWD), gdzie blisko dworca przejeżdżała droga na północ – już wiecie co to znaczy? W Su’ao okazało się, że następny pociąg miał być dopiero za dwie godziny, więc wróciliśmy na ulicę i ponownie wystawiliśmy kciuki. Po za tym tuż przy dworcu zaczynał się wjazd na autostradę do samego Taipei, więc wybór był jasny. Pan Policjant Chcąc udać się dalej, znowu trafiliśmy na pecha, bo busik odjechał nam sprzed nosa, a kolejny był za godzinę no trudno, trzeba było stopować dalej, jednak tym razem bardzo ciężko się brało : żar z nieba, a my stoimy na asfalcie w pełnym słońcu. Te 15 minut czekania wydały się wiecznością… W końcu zatrzymało się klimatyzowane (!) auto i byliśmy w siódmym niebie. Jednak niedługo, bo chłopak podwiózł nas jedynie do Liandong, gdzie znowu w upale i na rozgrzanym asfalcie próbowaliśmy swoich szans… Było tak gorąco, że nawet nie mieliśmy siły dojść do Złotego wodospadu, który był całkiem niedaleko Po kilkunastu minutach zatrzymało się kolejne autko i pojechaliśmy tym razem prosto do starego miasteczka Jiufen. Od samego początku wiedzieliśmy, że pora którą wybraliśmy na oglądanie panoramy nie jest najodpowiedniejsza, bo to miejsce słynie z wieczornych ujęć. Wtedy lampiony pięknie oświetlają wzgórza miasteczka, natomiast my widzieliśmy jedynie zachód słońca – co też nie było takie złe Załącznik: 39l.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 72.41 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39m.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 77.65 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39o.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 108.67 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 39p.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 29.15 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 109.jpg [ 237.16 KiB | Obejrzany 7255 razy ] DZIEŃ 15 Raniutko obudziliśmy się bez większych oporów i całkiem wyspani, z całym majdanem przy boku. Pozbieraliśmy wszystkie plecaki i poszliśmy do odprawy. Wszystko przebiegło dość sprawnie, ale dojście do samego terminala zajęło nam strasznie dużo czasu! Prosto, później skręt w lewo, w prawo, znowu długi korytarz, aż w końcu schody w dół, kolejny korytarz i większa sala na parterze, z której był terminal odlotu do Ibaraki. Linia lotnicza V-Air, na której dość tanie bilety się skusiliśmy. Obsługa samolotu jest przebrana w t-shirty z logiem firmy, ciemne jeansy i trampki - super odmiana Z lotniska nie mieliśmy żadnej innej alternatywy dojazdu do Narity jak autostop, więc czym prędzej poszliśmy na drogę. W Ibaraki nastąpiła zmiana pogody – nareszcie zamiast upału było przyjemnie, można było czym oddychać, a dodatkowo była mżawka – idealna pogoda na łapanie stopa. Tylko teraz tak, coś tu nie grało : wtorek, około godziny 11, małe miasteczko, czyli co? Puste ulice. Wszyscy mieszkańcy są w pracy albo w szkole (w końcu to Japonia)… Poza tym, żeby być na drodze bezpośredniej do Narity, trzeba przejechać dwie mniejsze i najpierw dojechać do miasteczka Itako, więc drogi mieliśmy sporo. Kolejnym problemem Japonii jest kiepska znajomość angielskiego. No i co, zatrzymało się pierwsze auto, ale oczywiście dogadać się mogliśmy zapomnieć. Dodatkowo, podczas naszych nieusilnych prób wytłumaczenia starszej Pani o co nam chodzi, podjechała do nas policja. Panowie podeszli, a kobiecina skorzystała z okazji i odjechała Ale to nie koniec historii, bo jak się okazało, Pan nie do końca nas rozszyfrował, a brak znajomości angielskiego dodatkowo utrudniał sprawę Jeśli chodzi o Naritę, to w sumie za dużo nie jestem w stanie powiedzieć. Świątynie San, które widzieliśmy były bardzo ciekawe, jednak bardziej interesujący był market Aeon, który widzieliśmy jadąc jeszcze autem Niedaleko Aeonu była stacja kolejki Keisei – Narita, gdzie kupiliśmy bilety na lotnisko (260Y) i za niecałe 20 minut byliśmy już na lotnisku. Zanim się odprawiliśmy, w końcu udało nam się trafić na stoisko z pamiątkami, w którym były pocztówki (na dodatek w dobrej cenie)! Wspominam o tym, bo jeżeli ktoś zbiera, to może mieć trudności ze znalezieniem ich np. w centrum Tokio albo w Osace. W Tokio widzieliśmy je tylko w dzielnicy Asakusa, a później dopiero na lotnisku w Naricie Po odprawie dotarliśmy do gate’a, przy którym można było się zrelaksować na mega wygodnych fotelach z obserwacją płyty lotniska, a nieświadomi co nas czeka, tym bardziej chciało się spać DZIEŃ 15 O godzinie 5:55 czasu tureckiego dotarliśmy do lotniska Ataturk w Stambule. Był 29 czerwca. Tuż przy wejściu z płyty głównej tłumy, mnóstwo osób śpi pokotem na ziemi, rozdają wodę i kanapki – jakby była jakaś wojna, co najmniej kataklizm! Z obsługi oczywiście nikt nic nie wie, widać tylko małą tablicę lotów, gdzie każdy lot albo odwołany albo opóźniony (nasz był o tylko 2 godziny). Jak dolecieliśmy tu z Budapesztu to wystarczyło przejść przez gate z napisem strefa tranzytowa, a tam ogromne kolejki do bramek bezpieczeństwa, gdzie prześwietlano bagaż i sprawdzano dokumenty. W końcu udało nam się dogadać z jakimiś ludźmi i okazało się, że był zamach terrorystyczny… Od początku nie wiedzieliśmy co jest grane, ale moja dziewczyna nie zdziwiła się na info o zamachu. Jak się okazało, ktoś w samolocie oglądał film z ujęciami ludzi uciekających na lotniska, z tym że były tam napisy tureckie, więc nie rozumiała o co chodzi. Wtedy nas trzasło, że jak takie mopy nie zdaliśmy sobie sprawy, że na pokładzie można oglądać telewizje na żywo! Na szczęście wszystko wydarzyło się przed naszym lądowaniem i my już tylko zbieraliśmy żniwo ataku – opóźnienie samolotu wzrosło do trzech godzin, co spowodowało nasze spóźnienie na przesiadkę na Lux Express w Budapeszcie. Dzięki temu, spędziliśmy dodatkowych i upojnych 12 godzin na lotnisku Liszta Ferenca, z którego około godziny 22 ruszyliśmy do centrum by o 24 złapać kolejny autobus do Polski. W rezultacie, trasa powrotna trwała zawrotne 35 godzin. Tak jak nie mieliśmy problemu ze zmęczeniem od pierwszych dni w Japonii, tak po powrocie przez jeszcze parę dni chodziliśmy jak para zombie. Załącznik: 40a.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 55.24 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 110.jpg [ 229.42 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 42.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 92.83 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 42b.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 117.88 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 42c.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 133.8 KiB | Obejrzany 7255 razy ] Załącznik: 43.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg [ 85.18 KiB | Obejrzany 7255 razy ] * * * Okinawa i Tajwan spełniły nasze oczekiwania, biorąc pod uwagę przede wszystkim walory natury. Ocean, klify, rajskie plaże, ale też góry, kaniony, bujna, tropikalna roślinność, sprawiły, że czuliśmy się jak pączki w maśle. Ponad to tajwańskie niskie ceny i wysoka jakość świadczonych usług, powodowały, że ten kierunek proponujemy wszystkim, a szczególnie tym, którzy chcieliby odwiedzić Azję, a nie posiadają wielkiego budżetu. LINK DO PIERWSZEJ CZĘŚCI : Co powinieneś wiedzieć udając się w te miejsca? - szczepienia - nie są wymagane - wiza - jest zniesiona, wystarczy paszport - komunikacja - świetna i tania na Tajwanie, na Okinawie bardziej ubogo (poza monorail w Naha nie można powiedzieć więcej, dlatego sporo osób decyduje się na wypożyczenie skuterów) - autostop – i tu i tu jeździ się aż za dobrze, warto pamiętać chociażby o pocztówce z życzeniami dla kierowcy - czas - Tajwan na szybko to tydzień, Okinawa z okolicznymi wyspami również (sama Okinawa to 4dni) - pogoda - przełom czerwca i lipca to 30-40 stopni codziennie, bez opadów, bluza i kurtka się nie napracowały - ludzie - życzliwi i pomocni - waluta - bezproblemowo wymienisz na lotnisku i to po normalnym kursie (przeciwieństwo Europy) - jedzenie - na Tajwanie polecamy jedzenie uliczne i próbować tego co jedzą lokalni mieszkańcy, a na Okinawie polecamy zestawy sushi itp. w supermarkecie Aeon - piwo - tajwańskie to porażka, już lepszy VIP z Biedry - deal - narodowe muzeum pałacowe + taipei 101 = 600TWD Gdyby były jakieś pytania, postaram się odpowiedzieć. Jakby ktoś nie przeczytał pierwszej relacji z Japonii to jest tutaj https://www.fly4free.pl/forum/japonia-bez-jr-pass-cz-1,215,100183 Mam taką prośbę. Jest to moja pierwsza relacja, dlatego proszę was o uwagi co mogę poprawić | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |