| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" od-miss-saigon-do-one-night-in-bangkok,215,62184 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | kevin [ 30 Gru 2014 18:54 ] |
| Temat postu: | Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Tytuł relacji nawiązuje do trasy podróży po Azji, rozpoczynającej się w południowym Wietnamie i po drodze była też jedna noc w Bangkoku… „Kurczaków” na pewno nie przebiję, ale też chciałem podzielić się relacją z krótkiej podróży po Azji Południowo-Wschodniej Pomysł na trasę podróży zrodził się po znalezieniu ciekawych biletów w Etihad, na trasie Wiedeń – Düsseldorf – Abu Zabi – Ho Chi Minh oraz Bangkok – Abu Zabi – Berlin. Cena wyniosła ok. 1900 zł (można było znaleźć nawet około 1750 zł, ale w terminie, który mi nie pasował). Czyli zwiedzamy Wietnam, Kambodżę i Tajlandię. Na każdy kraj średnio po 5 dni. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to śmiesznie krótko, dla mnie idealnie Podróżowaliśmy w dniach 6-23.11.2014. Dzieki temu, że po drodze było święto, plus dodatkowy dzień urlopu za 1 listopada, zużyłem tylko 10 dni urlopu. Zaczynamy... 6.11.2014 Katowice – Wiedeń – Düsseldorf Pierwszy etap podróży to przejazd na lotnisko w Wiedniu. PolskiBus nie wchodził w grę, bo musielibyśmy jechać dzień wcześniej i czekać do wieczora na lot (18:55). Wybraliśmy pociąg z Katowic (coś ok. 120 zł) o 9:30, na miejscu miał być po 14. Potem pomyślałem, że właściwie to mogliśmy wsiąść w Bohuminie, do którego mieliśmy bliżej... Nie wiem czemu, ale jakoś olałem czytanie o transporcie na lotnisko i potem upierałem się, żeby wysiąść na stacji Wien Simmering, która na mapie jest najbliżej lotniska. Błąd Pierwszy lot odbyliśmy do Düsseldorfu na pokładzie A320 linii Niki. Na przesiadkę mieliśmy tylko 40 minut, ale że lot z Wiednia wylądował nawet przed czasem, nie było żadnych problemów ze zdążeniem na lot do Abu Zabi. Przesiadka do A332 Air Berlin. 7.11.2014 Abu Zabi – Ho Chi Minh W Abu Zabi wylądowaliśmy po 6 rano. Dojeżdżając do terminalu można było obserwować, jak pełną parą idzie budowa nowego terminalu pasażerskiego, który ma być gotowy w 2017 roku. Lotnisko w Abu Zabi teraz Lotnisko w Abu Zabi w 2017 Znowu przesiadka, tym razem do A332 linii Etihad. Po około 7 godzinach lotu wylądowaliśmy w Ho Chi Minh. Wiza do Wietnamu Można ją załatwić przed wyjazdem w ambasadzie, ale jest to i droższe, i bardziej kłopotliwe (niepotrzebna podróż do Warszawy). Wizę można otrzymać także po przybyciu na teren Wietnamu, ale tylko na trzech międzynarodowych lotniskach. Jeśli ktoś chce wjechać drogą lądową musi załatwić sobie wizę wcześniej. Aby uzyskać wizę na lotnisku, trzeba wcześniej przez jednego z pośredników postarać się o promesę wizową. Ja korzystałem z http://vietnamvisapro.net/, więc mogę ich polecić (wyszło po $9 na osobę, przy większych grupach jeszcze taniej). Po wypełnieniu formularza i opłacie, w ciągu 2 dni roboczych dostaniemy promesę – dokument, w którym wyczytamy, że „niżej wymienione osoby mogą wjechać do Wietnamu”. To, że na tej liście poza nami znajdą się inne nazwiska, wraz z numerami paszportów to normalne. Uzyskanie wizy zajęło nam co najmniej godzinę, mimo, że udało nam się szybko złożyć w okienku paszport, wniosek wizowy, zdjęcie i wydruk promesy. Zdjęcie podobno powinno mieć wymiary 4 x 6 cm, ale to jest po prostu ich wymiar zdjęcia paszportowego. Nasze wymiary (3,5 x 4,5 cm) też są w porządku. Za wizę jednokrotnego wjazdu na miesiąc zapłaciliśmy $45. Nareszcie. Legalnie jesteśmy w Socjalistycznej Republice Wietnamu! Najtańsza opcja dojazdu do centrum to autobus, ale kursuje tylko do 18:00. Polecane taksówki to Mai Linh i Vinasun (z zaznaczeniem, żeby uważać na podróbki o podobnych nazwach). Ale ja akurat wypróbowałem Blacklane i zamówiłem dowóz do hotelu. Co prawda w wersji ekonomicznej, więc żadna super limuzyna nie podjechała. Pierwsze trzy noclegi mieliśmy w The Spring Hotel, przeciętny, trzygwiazdkowy hotel, gdzie najbardziej atrakcyjnie wygląda lobby… Po odświeżeniu się wyruszyliśmy na nocne zapoznanie z miastem. A dzień zakończyliśmy grillowaniem z Saigonem. Opera w Ho Chi Minh Wołowina i okra (piżmian jadalny) Ośmiornica to jednak nie jedzenie w moim typie... Saigon w Sajgonie | |
| Autor: | kevin [ 30 Gru 2014 21:40 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
8.11.2014 Ho Chi Minh Pierwszy dzień po przylocie przeznaczyliśmy na zwiedzanie Ho Chi Minh. Jeden dzień spokojnie wystarczy (a nawet pół), ponieważ nie ma tu zbyt wiele takich „typowych” atrakcji turystycznych. Na pewno takim obowiązkowym punktem jest Muzeum Pozostałości Wojennych (którego pierwotną nazwę można by przetłumaczyć jako Muzeum Amerykańskich Zbrodni Wojennych Exhibition House for US and Puppet Crimes). Wystawy odnoszą się głównie do amerykańskiej wojny wietnamskiej, ale są też eksponaty z czasów francuskich, jak na przykład gilotyna. Muzeum mimo zmiany nazwy nadal jest mocno antyamerykańskie. Wstęp kosztował chyba 15000 dongów (czyli mniej niż dolara - $1 = ok. 21000 dongów). Zawsze lubię coś wynieść z takiej wizyty (oczywiście nie chodzi o eksponaty Muzeum Pozostałości Wojennych Zapewne najsłynniejsze zdjęcie z wojny wietnamskiej Innym zabytkiem jest Pałac Niepodległości (zwany też Pałacem Zjednoczenia). To tutaj 30 kwietnia 1975 roku czołg z Północy wjechał przez bramę, kończąc ostatecznie wojnę wietnamską. Cena wstępu: 30000 dongów. Pałac Niepodległości Na uwagę zasługuje też katedra Notre Dame, wybudowana w latach 1863-1880, pamiątka po francuskich kolonialistach. Katedra Notre Dame Odwiedziliśmy też chińską, taoistyczną pagodę Jadeitowego Cesarza (Jade Emperor Pagoda). Jade Emperor Pagoda Ale w Ho Chi Minh chyba najlepiej po prostu zrobić sobie spacer po mieście, zachwycić się zorganizowanym chaosem ruchu ulicznego (kilka milionów skuterów i motorów - zadziwiające, jak szybko można się przyzwyczaić do przechodzenia przez ulicę wśród przejeżdżających skuterów), zjeść coś lokalnego albo napić się wietnamskiej kawy. Wietnam z niej słynie, jest drugim na świecie eksporterem kawy, chociaż u nas raczej nie jest ona popularna. Ma całkiem inny smak i aromat, podawana jest razem z zaparzaczem (chyba, że z lodem, to już będzie gotowa). Nie byłem też wcześniej świadomy, że w Azji mają tak ciekawą kulturę, jeśli chodzi o kable… Kable to po prostu sajgon… Zwykły ruch uliczny w Ho Chi Minh Widywało się też 5 osób na jednym motorze… Na wieczór zostawiliśmy sobie wisienkę na torcie. Wycieczkę „z jedzeniem” organizowaną przez XO Tours. Trochę kosztuje ($72), ale nie żałuję ani jednego centa. Pomysł na wycieczkę jest taki: siadamy, jako pasażer skutera i zasuwamy przez pół miasta, zatrzymując się na jedzenie. Kierowcami w tej firmie są tylko kobiety, ubrane w tradycyjny strój (Ao Dai), z bardzo dobrym angielskim, będące też naszym osobistym przewodnikiem. Mamy okazję zobaczyć spory kawałek miasta, przejeżdżając przez bogatsze i biedniejsze części, a także przez targ w Chinatown. Na jedzenie zatrzymujemy się w trzech miejscach, zaczynając od zupy (jakiejś ze środkowego Wietnamu – nie Pho), a potem między innymi krewetki, żaby (całe, nie tylko udka), mięso kozy, kałamarnice, przegrzebki (pycha!), małże, kraby. Nie przepadam szczególnie za owocami morza, ale tutaj bardzo mi smakowało. Wszystko z nieograniczoną ilością piwa, w towarzystwie kilkunastu innych turystów. A na koniec dla odważnych możliwość zjedzenia balut. Byłem tak pozytywnie nastawiony, że skosztowałbym wtedy wszystkiego, co mi podają. Dostałem akurat taką „lajtową” wersję, już obraną ze skorupki i w jakimś dobrym sosie. Smakuje jak… hmmm.. jajko z mięsem. Całkiem dobre. Rozkrajałem jajko łyżeczką, ale na szczęście nie trafiłem na jakiś ciężki widok, na przykład głowy i dzioba kaczki Wszyscy mówią "yo!" (na zdrowie) Balut – I did it! Jeśli miałbym komuś polecić jedną rzecz do zrobienia w Ho Chi Minh, to byłaby to właśnie Foodie Tour z XO Tours. | |
| Autor: | boryzo [ 30 Gru 2014 22:21 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Czekam na więcej, akurat jedziemy w tamtym kierunku i chętnie dowiem się gdzie co i jak. Dzięki! | |
| Autor: | kevin [ 31 Gru 2014 00:50 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
@boryzo Kontynuuję 9.11.2014 Cu Chi 70 km na północny zachód od Ho Chi Minh znajduje się region Cu Chi, gdzie można zwiedzać tunele używane przez partyzantów z Wietkongu podczas wojny. System wydrążonych ręcznie tuneli miał ponad 200 km, do dzisiaj zachowanych jest 121 km. Do wyboru są dwa miejsca: Ben Dinh, leży bliżej Ho Chi Minh i jest bardziej zatłoczone – tam jeżdżą zorganizowane wycieczki (podobno od $5, bez biletu wstępu), tunele w tym miejscu są zrekonstruowane i także poszerzane, żeby pomieścić zachodnich turystów… Drugie miejsce to Ben Duoc, będące częścią oryginalnego systemu tuneli. Tutaj było spokojnie, nie spotkaliśmy żadnej zorganizowanej wycieczki. Z tego co przeczytałem zwiedzanie w obydwu jest podobne. Bilet wstępu: 90000 dongów. Na początku wyświetlany jest bardzo wiekowy film propagandowy, potem na makiecie przewodnik trochę opowiada. Następnie przechodzimy przez kolejne tunele – schodzimy po schodach i przechodzimy kilka/kilkanaście metrów. Czołgać się nie trzeba, ale dosyć mocno schylić (a przy moim wzroście bardzo mocno). Zazwyczaj przechodzimy do jakiejś komory, na przykład jest to sypialnia, szpital, jakaś sala narad. Kto nie da rady, może po prostu nie wchodzić i przejść górą. Jest też możliwość wejścia do jednego tunelu z bunkrem na końcu przez bardzo wąski otwór (łatwiej wejść niż wyjść, ale z małymi zadrapaniami dałem radę Wąskie wejście do tunelu – ja nie dam rady? Bambusowa pułapka Na terenie kompleksu jest też „świątynia”, a w środku wujek Ho Dojazd do Cu Chi – Ben Duoc Sam dojazd do tuneli może być już przygodą | |
| Autor: | kevin [ 01 Sty 2015 18:27 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
10.11.2014 Delta Mekongu – Can Tho Następne 2 dni to wycieczka po delcie Mekongu (plus trzeciego dnia przejazd do Kambodży). Tu już w ogóle zaszalałem z kosztami, bo wybrałem dosyć drogą wycieczkę z oferty firmy Handspan ($298). Z drugiej strony to i tak jeden z tańszych turystycznych regionów świata, więc można pozwolić sobie na trochę luksusu. W Ho Chi Minh można znaleźć sporo ofert na wycieczki po delcie (także jednodniowe), ale wolałem wcześniej wyszukać coś sprawdzonego i z dobrymi opiniami na Tripadvisor. Nasza wycieczka nosiła nazwę „Mekong Waterways – Saigon to Phnom Penh). Po wymeldowaniu z hotelu w lobby czekał już na nas nasz przewodnik Quang (freelancer, pochodzący z jakiejś wioski w delcie– mogę dać namiary, jeśli ktoś potrzebuje przewodnika po Wietnamie Może wymienię atrakcje, jakie na nas czekały tego dnia: - godzinna wycieczka rowerowa po wioskach nad rzeką – łatwa trasa, bo dla skuterów drogi całe wybetonowane, tylko wąskie mostki mogły sprawiać problem. Możliwość zobaczenia wiejskich domów (zdarzały się też naprawdę bogate) i wielu różnych drzew owocowych. Wszędzie pełno bananowców Te już ścięte na sprzedaż Dżakfrut – nie wiem, czy można w Polsce go dostać. Owoce mogą ważyć nawet 30kg! Stacja benzynowa - wizyta w rodzinie wietnamskiej na herbatę i pączki, przygotowane na naszych oczach Wietnamskie pączki - rejs po rzece prywatną łodzią (czyli znowu ekstra dla nas kierujący łodzią i kucharka) Życie w delcie Mekongu Życie w delcie Mekongu 2 - lunch na łódce, dużo i bardzo dobre jedzenie, plus lokalne owoce Od lewej wietnamski banan (krótszy i słodszy od tych „naszych”), rambutan i longan (obydwa owoce podobne do liczi) - wizyta w cegielni – sporo ich było widać po drodze Cegielnia Piec do wypalania cegieł od środka Glina do wyrobu cegieł - przypłynięcie do Sa Dec i przejście przez lokalny targ, a także wizyta w domu znanym z powieści i filmu The Lover – tylko dla fanów, my chcieliśmy stamtąd jak najszybciej uciec, szczególnie, że pani, która nas tam oprowadzała miała raczej mało zrozumiały angielski akcent Targ w Sa Dec- między innymi rambutany, pitaje i surowe mięso… - przejazd lokalnymi drogami do Can Tho i zameldowanie w całkiem przyzwoitym hotelu Hau Giang (chyba lepszym, niż jakikolwiek, który sam rezerwowałem na tę podróż) Can Tho to duże miasto (ponad milion mieszkańców), po zakwaterowaniu już samodzielnie zwiedziliśmy centrum miasta, razem z nocnym targiem. W małej restauracji miałem ochotę na wypróbowanie czegoś ciekawego. W menu w oczy rzuciła się pozycja „Snake”. Nie wiem jaki to był wąż, nie wiem nawet jak wyglądał w całości, bo podany był już pokrojony w cienkie paski mięsa z warzywami. Wiem, że był niesamowicie dobry! ![]() Wąż z warzywami Can Tho – pomnik wodza | |
| Autor: | popcarol [ 01 Sty 2015 18:52 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Suuper! Czekam na CD relacji:) | |
| Autor: | Malawi [ 01 Sty 2015 19:30 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Czekam na dalszy ciąg. Bardzo dobra cena jak na Eithad | |
| Autor: | kevin [ 01 Sty 2015 22:24 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
11.11.2014 Delta Mekongu – Can Tho – Chau Doc Kolejny dzień wycieczki rozpoczynamy od wizyty na pływającym targu Cai Rang. Nie byliśmy tam wcześnie rano, to pewnie tłumaczy dlaczego nie było tam zbytnio wielkiego ruchu. Właściwie to wyobrażałem to sobie inaczej, że będzie tam pełno małych łódek, wzdłuż których będziemy przepływali, a właściwie to w większości to były większe statki, więc była to raczej hurtownia, w której zaopatrują się mniejsi sprzedawcy Handel kwitnie, a łodzie to często też domy, co widać po rozwieszonym praniu Podobno na prowincji w domu są dwie najważniejsze rzeczy. Pierwsza to telewizor, a druga hamak Naprawdę widać, że targ jest autentyczny, a nie pod turystów Następnie podpłynęliśmy pod manufakturę makaronu ryżowego. Pokazane były wszystkie etapy wyrobu makaronu. W piecu pali się łuskami z ryżu, a popiół jest używany jako nawóz. Łuskami ryżowymi pali się także w cegielniach, o których pisałem poprzedniego dnia. Delta Mekongu to wietnamskie zagłębie ryżowe, gdzie zbiory są 3 razy w roku (przy 2 razach w innych częściach kraju). Makaron ryżowy zaczyna jako placek Suszy się na słońcu I na końcu jest pocięty Popływaliśmy to czas trochę pochodzić. Mieliśmy godzinny spacer, obserwując życie mieszkańców delty. Znowu bananowce, a przodem idzie nasz przewodnik Dużo dżakfrutów. Bardzo mi smakowały. Dobra woda zdrowia doda! Mycie naczyń w Mekongu Po spacerze powrót do Can Tho na lunch, a potem już przejazd do Chau Doc, leżącego niedaleko granicy z Kambodżą. Tutaj dołączyła do nas para angielskich emerytów, więc w końcu mieliśmy jakieś towarzystwo. Po zameldowaniu w hotelu pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem, otrzymując jeszcze bilety na jutrzejszą podróż do Kambodży. Wyruszyliśmy na spacer po mieście, które ma około 150 tys. mieszkańców. Warto tu pamiętać o czymś przeciw komarom, bo jak powiedział nasz przewodnik miasto jest znane z dużej ich ilości. I rzeczywiście były widoczne chodząc po mieście i siedząc w restauracji. W Ho Chi Minh żadnego nie widziałem. Doszliśmy do rzeki, żeby zobaczyć pomnik ku czci jaśnie pangi i wróciliśmy do hotelu. Chau Doc – pomnik królowej Mekongu | |
| Autor: | kevin [ 02 Sty 2015 19:11 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
12.11.2014 Chau Doc – Phnom Penh Czas opuścić Wietnam drogą wodną. Według planu wycieczki po śniadaniu na przystań miała nas zawieźć taksówka. I rzeczywiście już przed hotelem na nas czekała… rowerowa taksówka. Nie była gadatliwa, poza pytaniem już w trakcie jazdy czy dostanie napiwek Taxi na „speed boat” Łódź, którą płyniemy w stronę Kambodży dumnie nazywa się Hang Chau Express Boat. Bilet mieliśmy w cenie wykupionej wycieczki, ale gdyby ktoś chciał kupić sobie tylko taki przejazd to kosztuje $25. W cenie jest nawet jakaś torba z „lunchem”. Po jakimś czasie jeden z członków załogi ogłasza, że będzie zbierał paszporty i pieniądze. Wszyscy je oddają oprócz nas i pary Belgów. My ze stwierdzeniem, że damy sobie sami radę na granicy. Policzyli sobie $2 od każdego paszportu za jakże skomplikowaną usługę podania paszportu pogranicznikom… Jeszcze do nas takim obrażonym tonem powiedział, że jak chcemy sami to będziemy na końcu. Jakby to robiło jakąś różnicę skoro wszyscy płyniemy jedną łódką – i tak muszą czekać na wszystkich Najpierw zatrzymujemy się na granicy wietnamskiej, stempel do paszportu i płyniemy dalej. Następny przystanek - granica kambodżańska. Bardzo wyluzowany posterunek na świeżym powietrzu, popijają sobie kawę z lodem. My „za karę” musimy sami dać paszporty i zapłacić. $32 – od niedawna koszt miesięcznej wizy turystycznej wzrósł z $20 do $30. A te dodatkowe $2 to „opłata manipulacyjna”, nie do pominięcia – Belgom się nie udało, choć próbowali, więc już się też nie wykłócaliśmy. Czytałem już wcześniej, że to tutaj normalne i byłem przygotowany na tę opłatę ekstra. Kolejna wiza w paszporcie i ruszamy dalej w stronę stolicy, obserwując życie nad Mekongiem. Cała podróż z Chau doc do Phnom Penh trwała ok. 5-6 godzin (włączając przejścia graniczne). Nasz speed boat na granicy z Kambodżą Statki mają oczy – podobno do odstraszania rzecznych demonów Granica wietnamsko-kambodżańska – po lewej posterunek Wioska już w Kambodży Wpływamy do stolicy Kambodży - Phnom Penh Zaraz po wyjściu z łódki oczywiście posypały się propozycje transportu: „tuk tuk, sir?”. To hasło będziemy słyszeć jeszcze wielokrotnie w trakcie krótkiego pobytu w Kambodży. Akurat stwierdziliśmy, że się przejdziemy do hotelu, na szczęście duża część tej drogi wiodła szerokim bulwarem nad rzeką, więc z dala od taksówek. Noclegi mieliśmy w hotelu King Grand Boutique Hotel, całkiem przyjemny hotelik z dwoma małymi basenami: jeden na dole, drugi na dachu – świetna opcja po całym dniu chodzenia. Duży plus za powitalny napój i zimny ręcznik w momencie czekania na pokój. Mała rzecz a cieszy. Po odświeżeniu wybraliśmy się na lunch i zwiedzanie Pałacu Królewskiego ($3). Przy okazji można wspomnieć, że w Kambodży nie powinno się wymieniać dolarów na lokalną walutę (riel), ponieważ to właśnie dolarami amerykańskimi płaci się wszędzie. Riele używane są praktycznie tylko do wydawania reszty, jeśli ta jest mniejsza niż $1 (centy nie są używane). 1 dolar to około 4000 rieli. Miłościwie panujący Pałac Królewski To też w kompleksie Pałacu Królewskiego Zamknięta dla ruchu droga przed pałacem Po kilku dniach chodzenia stwierdziłem, że najwyższa pora wypróbować lokalnych masażystów Powrót pieszo wieczorem do hotelu to już tylko nieustanna walka z tuk tukami. Po pewnym czasie już nie mam siły odpowiadać i po prostu udaję, że nie widzę i nie słyszę Miłościwie panujący nocą | |
| Autor: | tygrysm [ 02 Sty 2015 21:29 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Bardzo fajna relacja! | |
| Autor: | kevin [ 03 Sty 2015 11:45 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Dzięki wszystkim za wsparcie i lajki! Kiedyś zacznę chyba pisać relacje w trakcie podróży, bo to jednak czasochłonne, choć mile sobie powspominać w trakcie pisania 13.11.2014 Phnom Penh – Wyspy Mekongu - Killing fields Znowu zaczynamy wycieczką zorganizowaną. Ale tylko półdniową i aktywnie, bo na rowerze. Skusiłem się na propozycję firmy Grasshopper Adventures – Islands of The Mekong za $39. Mają bardzo dużo wycieczek rowerowych po Azji (widziałem ich później przy Angkorze i w Bangkoku), od półdniowych do klikunastodniowych. Rowery bardzo solidne, wyglądały na nowe, Merida albo Giant. Oprócz nas jest jeszcze para Anglików. Wyjeżdżamy z miasta na przystań promową i po przepłynięciu na drugą stronę znajdujemy się już w innym świecie. Z dala od zgiełku miasta, jeżdżąc wśród pól i wiosek spokojnego życia na prowincji, gdzie bardzo często odpowiadasz na głośne „hello!”, gdy tylko dojrzy cie jakiś szkrab. Im mniejszy tym głośniej krzyczy Po drodze były chyba 3 przeprawy promowe, trasa raczej łatwa, w sumie ok. 25 km, ale na samym początku było trochę błota, które trudno było ominąć i się w nie wpadało… Przynajmniej mnie się zdarzyło, ale Anglikom też Przechodzę po pniu, który na złość zanurza się w błocie… None shall pass! Może bym nie brał białych skarpetek, gdybym wiedział, że będzie błoto Pole lotosu W trackie wycieczki jedziemy na wyspę Koh Dach, znaną jako Silk Island i zatrzymujemy się w manufakturze wyrobów z jedwabiu, jest trochę opowiadania o produkcji i oczywiście sklepik. W tym samym miejscu mamy też postój na owoce. Potem jeszcze zatrzymujemy się przy buddyjskiej pagodzie, obok której jest też „podstawówka” i akurat chyba przerwa, bo pełno dzieci biegało dookoła. Pyszności! Banany, longany, pitaje, dżakfruty i mango. Wszyscy w „mundurkach” Hello! – najczęściej słyszane słowo w wiejskiej części Kambodży Szczuroławka Przed ostatnią przeprawą w oczekiwaniu na prom dostajemy jeszcze jakieś przekąski i sok z trzciny cukrowej. Potem jedziemy już autem na bogaty i smaczny lunch. I powrót do wypożyczalni rowerów, gdzie jeszcze podają nam mokre ręczniki i kokosa do picia (nie bardzo za nim przepadam, ale chyba ludziom się podoba ten sposób podania Przeprawa promowa – obok mnie pani w piżamie Krowa wodna Jesus loves you – rzadki widok w buddyjskiej Kambodży Żeby nie tracić czasu od razu spod wypożyczalni udajemy się na Killing Fields (Pola śmierci), jest to można powiedzieć taka „atrakcja” obowiazkowa, tak jak u nas Oświęcim. Kierowcę tuk tuka załatwia nam nasz rowerowy przewodnik, więc już się nawet nie kłóciłem, że za $20 – niech ma Tuk tukiem na Killing Fields Brama wejściowa do Choeung Ek Wejście kosztuje $3 i w cenie jest przewodnik audio i bardzo dobrze, bo bez niego to nie miałoby sensu. Niewiele w tym miejscu zostało, wszystkie budynki zostały rozebrane po zakończeniu reżimu, postawiono buddyjską stupę, z kościami i czaszkami ofiar, a na samym dole także z wystawą narzędzi zbrodni. Naboje były zbyt cenne, więc zabijano czym popadnie: pałkami, prętami, siekierami, motykami… Przechodząc się trochę jak po parku, pomiędzy masowymi grobami, drzewem, o które zabijano dzieci, gdzieniegdzie widać jeszcze kawałki ubrań i kości. Według przewodnika po deszczach one ciągle „wychodzą” z ziemi i są co parę miesięcy zbierane. Jest to smutne miejsce, ale na pewno warto tam pojechać, żeby zapoznać się z trudną historią Kambodży. W drodze powrotnej zahaczyliśmy też o Tuol Sleng, byłą podstawówkę zamienioną na szybko na więzienie zwane S-21, gdzie torturowano więźniów, aby wydali swoich znajomych i rodziny. Stamtąd była tylko jedna droga – na pola śmierci… Z 17 tys. więźniów znanych jest tylko 12 ocalałych. Killing tree Ku pamięci ofiarom ludobójstwa Więźniowie z Tuol Sleng Po takim dniu już tylko relaks w hotelu do końca dnia. | |
| Autor: | kevin [ 04 Sty 2015 15:00 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
14.11.2014 Phnom Penh – Siem Reap Ten dzień przewidziany był na transfer pomiędzy Phnom Penh, a Siem Reap, który jest zapleczem dla kompleksu Angkor. Zdecydowałem się na transport dosyć luksusowym autobusem firmy Giant Ibis za $15, ale podobno można znaleźć transport już za $5. Za to w tej cenie są przekąski, woda, niedziałające wifi Giant Ibis Droga czasem szeroka jak autostrada, ale bez asfaltu U mnie w rodzinie był podobny twór – nazywał się „Dzik” Zwykły przydrożny zajazd - jedzenie, kawa, sklep, toaleta (?!) Kambodża z okien autobusu Nocowaliśmy w V&A Villa, pensjonacie oddalonym jakieś 15 minut pieszo od centrum, prowadzonym przez parę kambodżańsko-angielską. Na dzień dobry angielska część tej pary, czyli Andy, dał nam mapkę Siem Reap i Angkoru z krótkim opisem co i jak. Ruszyliśmy więc do centrum aż doszliśmy do Pub Street, ulicy, przy której na początku koncentrował się ruch turystyczny. Ale teraz wraz z dynamicznym wzrostem ilości turystów znacznie powiększa się liczba restauracji i hoteli. Można też przejść się na jeden z nocnych targów, gdzie między innymi można było dostać koszulkę z napisem „No tuk tuk today or tomorrow”, ponieważ tutaj kierowcy tuk tuków próbują także znaleźć chętnych na objazd po Angkorze następnego dnia Siem Reap to także zagłębie „rybnego spa”, rybek żywiących się twoim martwym naskórkiem. Postanowiliśmy spróbować tej terapii i wybraliśmy jakieś miejsce trochę na uboczu, gdzie ta przyjemność kosztowała $2 za 20 minut, a do tego w cenie puszka piwa albo coli. Na samym początku to łaskocze jak cholera! Ale jak się już człowiek przyzwyczai to jest to nawet przyjemne skubanie Hahahahahaha – tak jest na początku Potem już spokojnie poddajemy się kuracji Przykładowy cennik masażu 15.11.2014 Siem Reap - Angkor Dzień przeznaczony na zwiedzanie ruin Angkoru. Kiedyś byłem przekonany, że wszystko, co jest tam do zobaczenia to świątynia znana jako Angkor Wat. Dopiero później uświadomiłem sobie, że cały kompleks to ponad 400 km kwadratowych! Można powiedzieć, że ograniczyliśmy się do tych najważniejszych: Angkor Wat, miasto Angkor Thom ze świątynia Bajon czy Ta Prohm (słynna dzięki drzewom wrastającym w budowle i Tomb Raiderowi, którego nigdy nie widziałem Dostępne są bilety na 1 dzień, 3 dni oraz tydzień odpowiednio za $20, $40 i $60. Lonely Planet twierdzi, żeby nie ważyć się spędzić w Angkorze tylko jednego dnia, ale ja nie wyobrażam sobie, że miałbym biegać po tych świątyniach przez 3 dni – każdy niech robi to, co lubi Za przejazd tuk tukiem po świątyniach zapłaciliśmy $15, ale był jeszcze ekstra dodatek $5 za przyjazd na wschód… Nie wiem czy wszyscy kierowcy sobie go doliczają. To teraz koniec gadania i jeszcze tylko parę zdjęć, żeby zachęcić do zobaczenia tego miejsca. Angkor Wat i dzikie tłumy przed wschodem słońca | |
| Autor: | deiwid [ 04 Sty 2015 15:29 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Świetna relacja, czekam na resztę | |
| Autor: | kevin [ 04 Sty 2015 23:43 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
16.11.2014 Siem Reap - Bangkok Z tego dnia nie będzie wielu zdjęć. A właściwie to nie będzie wcale, bo jakoś niewiele ich zrobiłem i nic ciekawego nie uwieczniłem, chyba przez to, że byłem zmęczony całą sytuacją A zaczęło się tak. Jeśli chodzi o Tajlandię, to wymyśliliśmy sobie, że gdzieś w naszej podróży musi być krótkie plażowanie – wybór padł na Krabi, które leży jednak kawał drogi od Bangkoku. Jest niedziela, 16 listopada, jesteśmy w Kambodży, a jutro mamy być w Krabi. Tak szczerze to nie do końca mieliśmy to połączenie zaplanowane. Ponieważ loty z Siem Reap były już dość drogie założylismy, że do Bangkoku dostaniemy się autobusem, a stamtąd, żeby było w miarę tanio, nocnym autobusem do Krabi. Czytałem, że jeśli komuś zależy na czasie, to z Siem Reap powinien wziąć taksówkę do granicy w Poipet, a potem już jakiego busa po drugiej stronie. My jednak w jednej z agencji turystycznych w Siem Reap daliśmy się pięknie naciągnąć. Pani tam pracująca, choć miała niby w sprzedaży bilety do Krabi, to zachęcała, żeby kupić tylko do Bangkoku i na miejscu już dalej, czym wzbudziła zaufanie. Koszt do Bangkoku to tylko $10. Ale tutaj pojawiła się jeszcze opcja VIP – czyli $5 więcej za szybsze przejście na granicy. Cóż… pani była naprawdę bardzo miła i przekonująca Mieliśmy wyjechać chyba o 8, 15 minut wcześniej w naszym pensjonacie pojawił się tuk tuk, który miał nas zawieźć do autobus (to w cenie biletu). Jednak podjechaliśmy zaledwie chyba z 500 m i wysadził nas na stacji benzynowej, twierdząc, że tu przyjedzie autobus. Dobra, już się jakaś lampka ostrzegawcza zapaliła. Po paru minutach nadjechały kolejne tuk tuki, jeden z trójką Estończyków, a drugi z parą z Polski, oni akurat jechali do Ko Chang, ale tym samym autobusem. Potem zrobiła się ciekawa akcja Na granicy byliśmy chyba ok. 12:30, gdzie po wyjściu z autobusu po prostu powiedzieli: „idźcie w tamtą stronę, po drugiej stronie będą na was czekali”. Tu już byłem na 100% pewny, że wykupiona wcześniej opcja VIP, to po prostu proste oszustwo… Mogłem też się poczuć jak „kurczak”, bo zostaliśmy oznaczeni – białymi naklejkami, a ci do Koh Chang, jeszcze mieli „K” na nich napisane. Granica kambodżańska to było parę minut w kolejce, stempel w paszporcie i przejście dalej w stronę granicy tajskiej. Nie zauważyłem tam opcji przyspieszenia odprawy za ekstra dopłatą, ale nie było aż tak źle, bo czytałem, że kolejka czasem jest tak długa, że wychodzi poza budynek. Spędziliśmy w niej chyba ok. godziny, w międzyczasie wypełniając kartę wjazdową. Polacy nie muszą mieć wizy, przy wjeździe drogą lądową dozwolony jest 15-dniowy pobyt w Tajlandii (30 dni drogą lotniczą). Widziałem, że w kolejce stali też ludzie z innymi kolorami naklejek, więc była jakaś segregacja, jeśli chodzi o firmy obsługujące transport W Bangkoku byliśmy chyba gdzieś około 18:30 i myśleliśmy, że dojedziemy na jakiś dworzec autobusowy i tam po prostu zapytamy o transport do Krabi. Ale trasa kończy się w pobliżu turystycznej Khao San Road. Wychodzimy i taka myśl, hmm… co my teraz właściwie mamy zrobić? Dosłownie przez chwilę staliśmy przy drodze i chyba zesłano nam anioła stróża 17.11.2014 Bangkok – Krabi (Ao Nang) Po 4:00 udaliśmy się do stanowisk odprawy Thai Lion Air, mój bagaż ważył ok. 14,8kg - uff, mieszczę się. Udaliśmy się w kierunku bramek, gdzie ktoś nie bardzo wiedział, co to znaczy umiar z klimatyzacją. Dobrze, że mieliśmy przy sobie coś z długim rękawem. Tablica odlotów na lotnisku Don Mueang – jak widać średnio mi się udawało spanie Czekał nas lot linią Thai Lion Air – pierwszy raz o nich usłyszałem dzień wcześniej Dużo miejsca na nogi, bo wyjście ewakuacyjne, a po prawej miejsce dla członka załogi Po wylądowaniu w Krabi wzięliśmy z lotniska autobus (150 baht), który zawiózł nas pod sam hotel w Ao Nang. Nie jest to jakiś ładny kurort, ale spędzamy tam tylko właściwie 2 dni. Plaża taka sobie, woda też nie jest bardzo przejrzysta, morze bardzo spokojne, ładne widoki na skałki. Za to co chwilę kursują długie łodzie (longboat) na plażę Railay, do której dostęp jest tylko drogą morską (nie byliśmy, ale podobno lepsza plaża – kurs za 200 bahtów w dwie strony). W hotelu byliśmy już około 9:00, ale na szczęście nie było problemu z wczesnym zameldowaniem – to jeszcze nie szczyt sezonu. Królestwo za prysznic! Plaża w Ao Nang Tak, ta kropka, to ja Zachód w Ao Nang | |
| Autor: | olajaw [ 05 Sty 2015 00:49 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Super wyprawa! | |
| Autor: | kevin [ 05 Sty 2015 20:54 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
18.11.2014 Ao Nang – Phi Phi Kolejny dzień to wycieczka szybką łodzią motorową (albo speedboatem Mieliśmy świetne miejsca z przodu łódki – wystawieni na pierwszy ogień Już sama jazda była nie lada frajdą (potrzeba około godziny, żeby dotrzeć na wyspy), a po drodze jeszcze parę przystanków (nie jestem już pewny kolejności): - Bamboo Island (Koh Mai Pai) – nie wiem, czy były bambusy, za to była ładna plaża i przejrzysta woda – mieliśmy jakieś pół godziny żeby popływać - potem zatrzymaliśmy się gdzieś na snorkeling, ale nie pamiętam nazwy. Prawdę powiedziawszy to był mój pierwszy raz, więc byłem zachwycony rafą i rybkami, które jeszcze były wabione chlebem - Viking Cave – w środku podobno są gniazda jaskółek zbierane na zupę i jakieś malowidła o nieznanym pochodzeniu, ale my tylko przepływamy obok, więc nie wiem czy można tam tak po prostu wejść - PiLeh Bay – ładna zatoka, do której jednak nie mogliśmy wpłynąć z powodu niskiego poziomu morza - Maya Bay – podobno „kultowa”, ponieważ kręcono tu film „Niebiańska plaża” z DiCaprio. Ładna plaża, ale jak jest na niej jeszcze z 200 ludzi to nie robi aż takiego wrażenia - lunch w formie bufetu na największej wyspie Phi Phi Don - Monkey Beach – zgadnijcie skąd nazwa… Stajemy jakieś 50 metrów od brzegu ponownie na snorkeling, a więc fotka małp z daleka i do wody - podwodne życie jest ciekawsze Na łódce cały czas była dostępna butelkowana woda (zimna, trzymana w lodzie) i poczęstowali nas też owocami. Bardzo przyjemna wycieczka, snorkeling był świetny. Reklamują się, że po drodze można zobaczyć latające ryby – rzeczywiście, jedną udało mi się dojrzeć. To jeszcze trochę fotek. ![]() To już na koniec dnia | |
| Autor: | kevin [ 07 Sty 2015 17:21 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
19.11.2014 Ao Nang – Bangkok Krótki pobyt nad morzem dobiega końca i czas na powrót do Bangkoku. Jeszcze ostatni spacer plażą i spokojne wymeldowanie o 12:00. Tym razem idziemy w luksus i bierzemy taksówkę (a właściwie to raczej jakiś prywatny samochód z napisem „taxi”) za 600 bahtów. Docieramy na lotnisko i chwilę potem możemy zza okien obserwować sporą ulewę – dobrze, że tak nie było poprzedniego dnia… W ogóle mieliśmy szczęście na pogodę, jedyny porządny deszcz mieliśmy właśnie wtedy i podczas jednej nocy w Siem Reap - obydwa razy byliśmy wewnątrz budynku. Poza tym kilka razy coś ledwie kropiło, ale trudno to nazwać deszczem. Na szczęście po wyjściu na płytę lotniska było już po deszczu Do Bangkoku zabiera nas teraz AirAsia, po przylocie stajemy w kolejce po taksówkę i tym razem już jedziemy na taksometr na ulicę po angielsku zwaną Wireless Road. Myślałem, że nazwa ulicy jest związana z brakiem wiszących kabli, ale to nie to Wieczorem już głównie sam wybrałem się na zwiedzanie okolicy, w której jest bardzo dużo nowoczesnych centrów handlowych. Rozpoczynając od całkiem świeżego, jeszcze nieukończonego budynku, luksusowego Central Embassy, poprzez Central Chidlom, Siam Paragon, Central World, Amarin Plaza, Siam Center do MBK Center (i pewnie jeszcze parę inncyh) – naprawdę dużo. Na dodatek też handel uliczny. Dla lubiących zakupy zapewne raj. Ja jestem antyzakupowy Tajski boks przed MBK Center Snoopy. Jeden duży i wiele małych. Sztuka czy reklama? W Bangkoku idą Święta… Central Embassy – luksusowy dom handlowy | |
| Autor: | ara [ 07 Sty 2015 18:01 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
super relacja! | |
| Autor: | kevin [ 07 Sty 2015 21:52 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
20.11.2014 Bangkok Skoro jeden (jedna Wodna taksówka. Dach może się cały trochę opuszczać, żeby zmieścić się pod niższymi mostami. Za sznurki ciągniemy, żeby podnieść płachtę. Bangkok – jak w Wenecji Po wyjściu na stały ląd miałem taki moment zawahania, w którą stronę mam iść i odezwał się do mnie jakiś miejscowy, który pokazał mi, że w tę stronę do pałacu, tu na wzgórze i jeszcze zapytał skąd jestem. Trochę czytałem wcześniej i już od razu człowiek podchodzi z dystansem do pomocnych ludzi w Bangkoku, ale akurat ten był miły, pomocny i nic nie ściemniał. Dopiero jutro mieliśmy spotkać inny typ… Na kierowców tuk tuków nawet nie zwracałem uwagi i powiedziałem sobie, że jak nie będzie trzeba to z ich usług korzystał nie będę. Jeszcze by mi zafundowali wycieczkę po jubilerach i krawcach Na początku przeszedłem tylko obok świątyń Wat Ratchanatdaram i Wat Thepthidaram, żeby udać się na Złotą Górę (Golden Mountain), gdzie mieści się Wat Saket. Jest to też świetny punkt widokowy (wstęp darmowy). Złota Góra Wat Saket (Złota Góra) – zdjęcie niepozowane, ta dziewczynka weszła mi w kadr Wat Saket (Złota Góra) Intrygująca scenka przy zejściu ze Złotej Góry Gong – także przy zejściu ze Złotej Góry Potem poszedłem w stronę pałacu królewskiego, ale nie miałem zamiaru go tego dnia zwiedzać. Więc jak szedłem obok i w stronę przeciwną do wejścia to już wołali za mną, że „nie tu, wejście jest tam!”. Spacerując udałem się w kierunku Chinatown. Niedaleko jest też dzielnica indyjska. Na skraju chińskiej przy pagodzie odezwał się do mnie taki starszy gość, który twierdził, że jest lekarzem ze szpitala (budynek obok) – nie wiem czy prawda, ale miał bardzo dobry angielski akcent, jak na mieszkańca Tajlandii Pagoda w Chinatown Dzielnica indyjska Wat Traimit Wat Traimit (Złoty Budda) Dworzec Hua Lamphong Na stację poszedłem, żeby przetestować metro. Na razie jest tylko jedna linia o długości 20 km, ale w budowie są kolejne. Ceny za przejazd są zależne od ilości przejechanych stacji – widoczne na mapkach, kupowanie bez problemów (chyba, że ktoś nie wie, gdzie jedzie Metro – na razie jedyna linia i jej początek na Hua Lamphong Z metra wyszedłem w dzielnicy Sukhumvit. Przeszedłem się ulicą Soi Cowboy – krótka ulica, a ma z 40 barów go-go. W środku dnia jednak cisza i spokój w tym miejscu Soi Cowboy Stamtąd, żeby wrócić do hotelu wsiadłem w kolejny środek transportu: BTS Skytrain – naziemna kolej, tutaj są 2 linie o łącznej długości ponad 36 km. Cena biletu także zależy od ilości przejechanych stacji. Dla tych co jeżdżą więcej są też chyba jakieś karty (Rabbit Card). BTS Skytrain Wieczór spędziliśmy już razem na Khao San, wyszukując bary z muzyką na żywo. Starali się miejscowi, muzyka w porządku, czasem trochę z angielskim przy śpiewaniu mieli problem | |
| Autor: | anulkax7 [ 07 Sty 2015 22:51 ] |
| Temat postu: | Re: Od "Miss Saigon" do "One night in Bangkok" |
Świetna relacja, bardzo dobrze się czyta! Czekam na kolejną część | |
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |