Forum strony Fly4free.pl
https://forum.fly4free.pl/

Nieoczekiwane zdarzenia w podróży
nieoczekiwane-zdarzenia-w-podrozy,135,40059
Strona 1 z 2

Autor:  Drakula [ 15 Sty 2014 22:21 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Z pewnością nie aż tak spektakularne, ale za to na długo zapadły w pamięć i są częstym tematem do śmiechu:
1. Wyprawa na południe Europy. Samochód przed wyjazdem sprawdzony wzdłuż i wszerz. Wymienione wszystko co tylko możliwe (klocki hamulcowe, tarcze, płyny, świece, komplet żarówek ...). Auto zakończyło wycieczkę ok. 100 km za Warszawą :lol: (chociaż wtedy nie było mi do śmiechu)
2. Białoruś - hotel 5-gwiazdkowy (nie wiem tylko jak te gwiazdki były liczone, może wg jakiś lokalnych, tajnych algorytmów) i jedyny w tej miejscowości. Brak wody przez 2 dni.

Autor:  tupungato [ 26 Mar 2014 14:34 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Drakula napisał(a):
1. Wyprawa na południe Europy. Samochód przed wyjazdem sprawdzony wzdłuż i wszerz. Wymienione wszystko co tylko możliwe (klocki hamulcowe, tarcze, płyny, świece, komplet żarówek ...). Auto zakończyło wycieczkę ok. 100 km za Warszawą :lol: (chociaż wtedy nie było mi do śmiechu)


Ja w turbodieslu przed wyjazdem na południe wymieniłem sprzęgło i koło dwumasowe.
W Rumunii padło "sprzęgiełko alternatora".
Jupi ;]

Autor:  paweł p [ 26 Mar 2014 17:45 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

1.Samochód po przeglądzie - w Albanii padł alternator, a Chorwacji skrzynia biegów - do wymiany :evil:
2. Nieoczekiwane zdażenie - ale dla kogoś innego - wychodząc z samolotu na okęciu (lot z Brukseli) - znalazłem pod siedzeniem portfel z dokumentami, kasą, kartami pasażera, który tym samolotem leciał wcześniej właśnie do Brukseli :roll:

Autor:  Niva [ 26 Mar 2014 18:06 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

W Chorwacji mój kochany chłop zgubił zakrętkę od wlewu oleju do silnika, ostatniego dnia pobytu, tuż przed wyjazdem do domu. Weekend, wszystkie sklepy i warsztaty zamknięte. Wracaliśmy całą drogę do Polski (ponad 1000km) z wlewem solidnie zatkanym drewnianym korkiem z beczki wina, którym uratował nas nasz chorwacki gospodarz ;)

Autor:  mashacra [ 26 Mar 2014 20:14 ]
Temat postu:  Re: Odp: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Chorwacja chyba rządzi :D
Samolotem zabraliśmy, namiot 4 os., materace, kuchenkę... cały sprzęt kempingowy.
Po rozłożeniu wszystkiego okazało się, że duże wkręcane korki do materacy zostały w domu i po jednej nocy na ziemi złożyliśmy namiot i wynajęliśmy apartament 100 m od plaży, za mniejsze pieniądze niż syfiasty kemping.

Autor:  tupungato [ 27 Mar 2014 18:57 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

A innym razem na Węgrzech: auto jakby trochę straciło moc i zaczęło syczeć.
Co prawda generalnie humanistą jestem, ale podniosłem maskę i zajrzałem co i jak. Widzę, że urwała się metalowa opaska trzymająca rurę intercoolera (chłodnica turbo). Koszt naprawy: 3zł ;-) Zwyczajna nowa opaska metalowa do rur. Do dziś z tym jeżdżę ;)

Autor:  miszti [ 09 Kwi 2014 21:53 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Siedząc w samolocie do Rzymu - szczęśliwi i beztroscy, nagle usłyszeliśmy nazwisko mojej narzeczonej wyczytywane przez obsługę samolotu. Obsługa prosiła o przejście na przód samolotu. Okazało się, że moja narzeczona zgubiła dowód osobisty (o czym nie mieliśmy pojęcia) i ktoś go znalazł, a obsługa lotniska kilka minut przed odlotem na szczęście zdążyła go oddać :) Najgorsze w tym wszystkim było to, że o braku dowodu pewnie zorientowalibyśmy się przed lotem powrotnym.
Dobrze, że nasz przygoda skończyła się zanim się zaczęła :)

Autor:  karpik [ 09 Kwi 2014 22:20 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

1) Gospodarz z coachsurfingu przypomina sobie, że jednak musi wyjechać na weekend... na godzinę przed naszym odlotem, kiedy siedzimy już z koleżanką zrelaksowane na lotnisku w KTW. Poleciałyśmy. Inny nocleg znalazł się sam.
2) Lot HEL-RKV, last call, ustawiamy się w kolejce do wyjścia i siupa - nie ma dowodu. Kieszenie, torby, plecaki - ni ma. Na pokład wchodzę tylko z boarding passem (przed oczami cały czas widząc oddalającą się wizję randki ze Świętym Mikołajem, bo żadnego innego dokumenty przy sobie brak, brawo...), siadam i już kombinuję jak tu obskoczyć ambasadę w Helsinkach, żeby móc chociaż do Polski wrócić. Wyciągam telefon, żeby się na Fejsbuku pochwalić jaka jestem zdolna - dowód wypada z etui na telefon.
3) Majówka we Włoszech, większość ekipy jedzie z Florencji do Pizy, jeden koleżka z Florencji do Bergamo, bo go szef nie lubił i kazał wracać. Między pociągiem do Florencji, a pociągiem do Bergamo 7 minut różnicy, Bergamo pierwszy. 10 minut do odjazdu, na tablicy pociągu nie widać. Rzut oka na bilet - koleżka miał pociąg z Campo Marte, a byliśmy na głównym dworcu. Taksówka i stan przedzawałowy. Zdążył.
4) Koleżanka, ta od coachsurfingu, zabiera dzieciaka do Wilna. Fly4Free dało znać, że SimpleExpress szaleje, kupuję im bilety. Pojechali, wypoczywają, w końcu dzwonią, że Koleżanka ma bilet na powrotny autobus na rano, dzieciak na kurs wieczorny. Kupują nowy bilet za zdecydowanie mniej korzystną cenę, a ja skutecznie wmawiam im, że to SimpleExpress coś namieszał. Do tej pory chyba nawet w to wierzy, a ja nie wiem jak to zrobiłam, że kupiłam dwa różne...
5) Skoro Chorwacja rządzi, to jeszcze i mój staroć. Szkoła podstawowa, jedziemy na wycieczkę do miasta partnerskiego w Chorwacji. Nauczyciele przed wyjazdeem pokazują nam hotel, w którym będziemy nocować, my - podjarane dzieciaki dzielimy się pokojami, jest radość. Po przyjeździe dowiadujemy się, że to jest wymiana młodzieży i spać będziemy u chorwackich rodzin, a historia z hotelem była wymyślona, bo inaczej nikt by nie pojechał (na naukę angielskiego nie kładziono jeszcze wówczas zbyt dużego nacisku...). Rozpacz, wrzask, chęć topienia się w morzu. Koniec końców - rewelacyjna przygoda, kontakty z Chorwatami utrzymywane po dzień dzisiejszy.

I jeszcze może perełka, na szczęście nie w moim wykonaniu, ale doświadczona w trakcie pracy dla jednego z europejskich low costów. Babeczka kupuje lot do Sofii, pakuje walizkę, wsiada do samolotu, wysiada... i mocno się dziwi, bo myśli, że jest w Hiszpanii i kupiła lot na Teneryfę (lotnisko Reina Sofia).

Autor:  juliaka [ 09 Kwi 2014 23:06 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Jesień 2013. Wycieczka do USA. W planach zwiedzanie parków narodowych, w tym głównie Grand Canyon National Park. Lecę przez pół świata, planuję wyjazd od pół roku, sprawdzam, zaklepluję, obmyślam, wszystko zapięte na ostatni guzik. Do Nevady docieram 1 października 2013 i... dowiaduję się, że rozpoczął się government shutdown. Czyli wszystkie parki narodowe zamknięte. Do odwołania. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce 17 lat temu i trwała 3 tygodnie. Ja mam wracać w połowie października. Serce krwawi czemu AKURAT WTEDY musi się to dziać?

Na szczęście Indianie też mają swój "kawałek kanionu" i oni nie podlegają pod administrację rządową, choć dotarcie tam było niełatwe. Wskazówki Indian ("za 300 kilometrów skręć przy drzewie w prawo") zapamiętam do końca życia.
Inny park (Zion) otwarty, bo biegnie przez niego droga lokalna, ale nie mogą (wyjątkowo!) pobierać niemałych opłat od turystów.
Zobaczyłam więcej niż planowałam i wydałam mniej niż planowałam, a przygód z tym związanych nie zapomnę nigdy. President Obama, thank you! ;)

Autor:  RaDiDaM [ 10 Kwi 2014 00:24 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Niva napisał(a):
W Chorwacji mój kochany chłop zgubił zakrętkę od wlewu oleju do silnika, ostatniego dnia pobytu, tuż przed wyjazdem do domu. Weekend, wszystkie sklepy i warsztaty zamknięte. Wracaliśmy całą drogę do Polski (ponad 1000km) z wlewem solidnie zatkanym drewnianym korkiem z beczki wina, którym uratował nas nasz chorwacki gospodarz ;)


Wybacz nie mogłem. Jak można zgubić zakrętkę od wlewu oleju xD? Ktoś zjadł? :P

Autor:  gmak [ 10 Kwi 2014 01:38 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

RaDiDaM napisał(a):
Niva napisał(a):
W Chorwacji mój kochany chłop zgubił zakrętkę od wlewu oleju do silnika, ostatniego dnia pobytu, tuż przed wyjazdem do domu. Weekend, wszystkie sklepy i warsztaty zamknięte. Wracaliśmy całą drogę do Polski (ponad 1000km) z wlewem solidnie zatkanym drewnianym korkiem z beczki wina, którym uratował nas nasz chorwacki gospodarz ;)


Wybacz nie mogłem. Jak można zgubić zakrętkę od wlewu oleju xD? Ktoś zjadł? :P


To właśnie wynika z nadgorliwości przedwyjazdowej, robienia dolewek i niedokręcenia. Dawno, dawno temu moja żona podróżowała małym fiatem do Szwecji (silnik z tyłu). Po zgubieniu korka najpierw tylko zachlapało tylną szybę olejem, ale potem nastąpiła szybka ewakuacja z pojazdu, bo olej na gorącym silniku zaczął ogromnie dymić i wydawało się, że jest wielki pożar. W tamtym kraju też nie dało się dokupić, ale piłka tenisowa w folii aluminiowej zadrutowana we wlewie służyła jeszcze kilka miesięcy po powrocie.

Autor:  josue [ 31 Maj 2014 12:15 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Wyprawa świeżo sprowadzonym samochodem ( Holandii) do Rumunii. 1) na granicy z Węgrami celnik mówi,że właśnie sam sprowadził samochód z NL i tam miniaturowym drukiem jest napisane,ze nasze dokumenty samochodowe są nieważne i nie możemy przekroczyć granicy z powrotem do Polski. Widzac nasza panikę zaproponował,żebyśmy przyjechali o 5 rano,to wtedy nas wypuści z Rumunii... i wypuścił ;)
2) ten sam pobyt w Rumunii,wracamy z Transylanii do Timisoary, mapa pokazuje skrót,wiec jedziemy. Nagle okazuje się,że samochód utknął w wielkim blocie. Dookoła ciemno,stoi tylko jeden duży dom. Podchodzi do nas koleś z amstafem i kijem bejsbolowym... i pyta "do you like hip hop?". Przerażeni odpowiadamy,że tak (co nie jest zgodne z prawdą),po czym koleś poszedl do domu,przyniósł płytę z rumuńskim hip hopem i pomógł nam wyjechać :) to bylo 6 lat temu,płytę mamy do dziś ;)

Wysłane z mojego GT-I9300 przy użyciu Tapatalka

Autor:  shipoffools22 [ 31 Maj 2014 12:36 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Na Sycylii wjechał w nas z impetem autem miejscowy, na skrzyżowaniu. Bez znaków pierwszeństwa, ale lokalni zwyczajowo 'ustalili' sobie własne zasady, wg których byliśmy na podporządkowanej. W rzeczywistości - facet z naszej lewej powinien ustąpić pierwszeństwa samochodowi z prawej, oboje przez skrzyżowanie jechaliśmy na wprost. Gość chcial nas zabić za uszkodzenie fury, policja przyznała nam rację. Niestety, sobotnie popołudnie, nasze auto nadawało się tylko do naprawy, ale kto tam pracuje w weekend. W szpitalu na dyżurze nikt nie mówil po angielsku, i weź tu sprawę przedstaw człowieku, gdy widocznych obrażeń nie ma, stłuczenia jedynie... Na szczęście, to końcówka wyjazdu była, policja stanęła na wysokości zadania i w poniedziałek auto bylo zrobione, z zastrzeżeniem, żeby w drodze do Pl nie przekraczać 50-60km/h.... Są wspomnienia;).

-- 31 Maj 2014 11:54 --

Taaak...a w Indiach nogę złamałam, okres Shivaratri, dojazd do najbliższego szpitala jakiś dzień jazdy pociągiem, ze mna trójka dzieci... Na szczęście to 'tylko' stopa była, przetrwałam w takim stanie 2 tygodnie (nie wiedząc tak naprawdę co się stało), dopiero w Polsce gips założyłam. Leczyłam się pół roku, kości, pomimo, że pogruchotane, zrosły się pięknie ;).

Autor:  karrolkie [ 31 Maj 2014 21:33 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

W Albanii - strzelanina :D W Nowym Jorku trafiłam na plan Gossip girl. W Mediolanie zagrałam w teledysku, później się okazało, że to sławny zespół LEDApple.

Autor:  tere696 [ 31 Maj 2014 21:48 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Malta - kilka centymetrów zabrakło by ktoś postrzelił mnie w głowę :)

Autor:  Anonymous [ 31 Maj 2014 21:53 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Włochy - zlot Ferrari i przejazd przez przełęcz Stelvio. Ryk silników i te niezapominane obrazki czerwonych samochodów ze stajni w Maranello-coś pięknego.

Autor:  bezsamochodu [ 31 Maj 2014 22:13 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Inglewood / Los Angeles
Hostel Adventurer..
W pokojach była wanna, ale również słuchawka od prysznica - szkoda było mi czasu na kąpiel, jak trzeba było szybko iść spać i od rana zwiedzać... odkręciłem wodę, poślizgnąłem się, głową w kran i 9 szwów nad brwią. ;)

Lekarz szyjący o czwartej nad ranem: " You have 9 souvenirs from Los Angeles.. "
Wtedy przekonałem się o mocy polisy ubezpieczeniowej. :)

Autor:  tejsza [ 31 Maj 2014 23:25 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

1. Pierwszy wypad samolotem z dzieckiem (rok i osiem miesięcy). Wybraliśmy się na tydzień do SHS: w miarę krótki lot, a ciepło i w październiku. Podczas lotu powrotnego (15 października 2009!) kiedy zbliżaliśmy się do WAW, okazało się, że spadł śnieg i lotnisko nas nie przyjmie, w związku z czym przekierowano nas do WRO. Tam poczekaliśmy trzy godziny (z czego dwie w samolocie, wyjadając cały płatny catering) i wróciliśmy samolotem do WAW. Podsumowując - nasze chytre plany NIEDŁUGIEGO lotu skończyły się dwunastogodzinną podróżą do domu.

2. ZTH - połowa września 2012. Po urlopie wracamy do domu. Ekipa to sześcioro dorosłych i troje dzieci (1,5 roczku, trzy i cztery lata). Wylot z wyspy mamy o siódmej rano. W teorii. W praktyce okazuje się, że rozszalała się burza i przez kilkanaście godzin wstrzymany jest wszelki ruch na lotnisku. Tym razem dla odmiany znajomym skończyły się pieluchy dla najmłodszej (pomogła wysłana do sklepu rezydentka TUI). Ponadto - w porcie lotniczym za czas jakiś wysiadła klimatyzacja i zapanowała atmosfera wielkiej wspólnoty. Po dziesięciu godzinach okazało się, że jednak zostajemy jeszcze jedną noc w Grecji i polecimy następnego dnia. Szczęściem, była to sobota :)

Autor:  josue [ 01 Cze 2014 12:55 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Kolejne nieoczekiwane wydarzenie w podróży, które przychodzi mi na myśl, to powrót z wyspy Perhentian do Singapuru.
Odległość ponad 700 km. Będąc już na wyspie decydujemy się przedłużyć pobyt do maksimum i wyjechać z wyspy o godzinie 17.00 (ostatnia łódź) na dzień przed wylotem. Obliczamy, że dojedziemy rano do Singapuru, lot mamy wieczorem, więc jeszcze cały dzień dla nas na Singapur.
Idziemy kupić bilety autobusowe do Singapuru na wyspie - sprzedawca podaje nam cenę o 30% zawyżoną. Odmawiamy i decydujemy się na zakup biletu na lądzie, wszak autobusy jeżdżą prawie puste i zawsze kupowaliśmy bilety na ostatnią chwilę.
Dopływamy na ląd i tam niespodzianka - Pani informuje nas, że są "school holidays", czyli wakacje szkolne i na najbliższy tydzień nie ma żadnego biletu w żadnym kierunku. Ta sama sytuacja dotyczy pociągów. Ktoś radzi, żeby jechać taksówką do sąsiedniego miasta. Fiat 125P dowozi nas do Jereth.
Dworzec wygląda jak w Afryce, pan za kratami sprawdza i sprawdza i znajduje ostanie dwa bilety, ale z Kuantan (odległego o 300 km) i do miasta na granicy Johar Baru. Jest godzina 19.00, autobus odjeżdża o 23.15. Nie wiemy jeszcze jak się tam dostaniemy, ale bilety kupujemy.
Taksówek brak, ale jakiś miejscowy mówi, że jego kolega (żołnierz ;) ) może nas zawieźć do Kuala Terengangu (około 100 km) za około 50 zł i tam powinniśmy złapać bus do Kuantan. Bierzemy, jedziemy bardzo szybko, pan opowiada historię regionu (łamaną angielszczyzną, znał kilka słów, nie wiem jak to się stało, ale wszystko rozumieliśmy :) ), dojeżdżamy na dworzec i słyszymy "że biletów brak, bo są szkolne wakacje. Najbliższy bilet na za 4 dni...". Panika, nie wiemy, co robić. Szukamy bankomatu, żeby wyjąć gotówkę, bankomatów brak, pieniędzy brak.
Mamy 2,5godz. do odjazdu autobusu z Kuanan. Znajdujemy przypadkowo postój taksówek, pytamy o cenę i słyszymy koszt około 1000 zł (bez gwarancji, że zdążymy, bo panowie jeździli dużymi fiatami, maksymalna prędkość 80 km/godz. ;) ). Podchodzi do nas taksówkarz z innej korporacji i mówi, że zawiezie nas za 150 zł. Wywiązuje się kłótnia między taksówkarzami (dlaczego tak zaniża cenę), łapiemy za rękę pana kierowcę, wyciągamy go z postoju i prosimy, żeby nas zawiózł. Zgadza się, podwozi do bankomatu, cała drogę nie mówi ani słowa, jedzie 150 km/godz. i tylko na koniec dodaje "musiałem zdążyć, bo Wam na tym zależy". Przyjeżdża 10 min. przed odjazdem autobusu. Zmęczeni, ale zadowoleni wsiadamy do docelowego (zapchanego) autobusu, nerwy zaczynają się uspakajać, na granicę dojeżdżamy około 5 rano.
Tym o to sposobem pokonaliśmy jakieś 300 km. taksówkami, za chyba 200 zl (a wystarczyło kupić bilet na wyspie o jakieś 30 zł droższy ;) ). Dużo stresu, naprawdę, ale dzięki temu poznaliśmy fantastycznych ludzi, którzy bezinteresownie chcieli nam pomóc. Nie wiem, co zrobilibyśmy, gdybyśmy nie zdążyli. bo kasy na bilety lotnicze nie mieliśmy ;)
Od tej pory do miasta wylotu przyjeżdżamy dzień przed wylotem, mając już wcześniej bilety...

Autor:  malyczak [ 01 Cze 2014 14:08 ]
Temat postu:  Re: Nieoczekiwane zdarzenia w podróży

Z powyższymi historiami moje to (na szczęście) drobnostki:

- Londyn - pierwszy raz w Londynie, wzieliśmy na wszelki wypadek nawigację (musiała się włączyć w plecaku bo rozładowała się), kupujemy mape ktora jak sie okazalo nie obejmuje naszego hostelu - byla na niej ulica Church Street ale w zupelnie innej dzielnicy niz nasz hostel , po dotarciu na miejsce - pakistanski rynek , po znalezieniu jednej osoby ktora wyglada "na londynczyka" okazuje sie ze musimy przejechac metrem cale miasto

- Londyn po raz drugi: kolezanka pierwszy raz za granica, 3dni przed odlotem okazuje sie ze ma dowod pekniety zalaminowany zeby sie nie rozpadl, w Polsce na lotnisku 0 problemow, w Londynie rozmowa z celnikiem , dowod niewazny - nie moga wpuscic, na szczescie po pokazaniu biletu powrotnego za 3 dni przymykaja oko

- Wypad na mecz BVB do Dortumundu - wylot z Łodzi w sobote, powrót w niedziele do Poznania. Odprawa na lotnisku dajemy dokumenty, celnik pyta kolegi :
- Na ile Pan leci?
- Jutro wracam, lecimy tylko na mecz
- To dobrze, za 3 dni kończy się ważność Pana dowodu ;)

Wakacje w Chorwacji, przylot do Zadaru , 2 dni w Zadarze potem przejazd do Maslenicy - woda, plaza i powrot z Rijeki. Ostatni autobus do Maslenicy mamy 18:15. Pierwszego dnia przy moscie na stare miasto namawiaja nas na zakup wycieczki do Kornati ( warto ;) ) . Pytamy o ktorej powrot, mowia ze max 18, my na to ze nie da rady 18:15 mamy autobus, Pan sprzedajacy wycieczke na to ze 18 to max, zazwyczaj 17:30 juz sa a jak bedzie lekka obsuwa mozemy wysiasc w starym miescie, statek tam jest 30minut wczesniej wiec 17 bedziemy "na ladzie" . Ok, kupujemy, oczywiscie 18:20 bylismy dopiero w starym miescie na ladzie, autobus przepadl, dzwonimy do taksowkarza ktory wiozl nas pierwszego dnia do kwatery pytamy o cene mowi minimum 400 Kun ale jeszcze musi szefa spytac (ok 240zl) . Zaplacic za taxi wiecej niz za lot do Chorwacji troche ból :lol: Chwile zastanawiamy się podjeżdża jakieś inne taxi, pytam czy jest wolny, on mówi że ma Klienta ale jak za 5minut nie przyjdzie to jest wolny, po 5 minutach wola nas, szybka negocjacja, udaje sie za mniej niz 200 Kun :)

Wiedeń - rezerwujemy hotel z promocji opodo.de (nie pamietam juz ale chyba -20E na rezerwacje) . Potrzebujemy 2 noce, wiec niewiele myslac jedna noc na mnie, druga na dziewczyne, inne adresy, inne maile, inne kompy, warunki uzycia kodu spelnione ;). W hotelu meldujemy się mówie jak wyglada sprawa ze mamy 2 osobne rezerwacje na 2 noce, czy mozemy zrobic check-in od razu na 2 noce i nie wymeldowywac sie po pierwszej nocy, zostac w 1 pokoju na 2 noce , obsluga mowi ze no problem, zapisuja w komputerze, biora potwierdzenia z opodo.de i wszystko wydaje sie "ok" . Po pierwszej nocy oddajemy klucz na recepcji, wypad na caly dzien na miasto, wieczorem wracamy prosze o klucz a na nim żółta karteczka, coś napisane po niemiecku i trzy wykrzykniki . Po minie recepcjonisty i fakcie że zawołał kolege widze że coś sie dzieje :lol: Pan przestraszony mowi(rozmowa wygladala mniej wiecej tak):
- Przepraszam, ale musicie zaplacic za kolejna dobe
- Dlaczego?
- Bo macie dobe hotelowa do 10AM a jest 10 PM
- Ale mamy pokoj na 2 doby
- Jak to?
- Tlumacze jeszcze raz sytuacje rezerwacjami
- Ale ja nic nie mam w komputerze, ma Pan ta wydrukowane potwierdzenie rezerwacje?
- Nie mam do dalem do recepcji dzien wczesniej , mam w pokoju potwierdzenie z maila
- Czy pokaze Pan tego maila ?
- Tak pokaze jak dacie klucz do pokoju, bo mam w pokoju
- Dobrze, ale czy przyniesie Pan to potwierdzenie?
- Tak przyniose
- Ale czy od razu ? (zaczynają mnie traktować podejrzliwie i troche jak debila :lol: w sumie to nie dziwie im się )
- Tak jak tylko wejde do pokoju, wezme z plecaka i wracam na recepcje

Dostaje klucz ide biore wydruk z maila, zanosze z powrotem na recepcje, dalej juz "z górki"
Panowie czytaja we 2 mail od opodo.de , dzwonia do maenaegera, wszystko wyjaśnione rezerwacja potwierdzona :lol:

O rozmowie na migi w Rzymie z właścicielem mieszkania który miał mówić po angielsku 'a little' a nie mówił wcale już nie wspominam

P.S.
Uważam że dzięki takim nieoczekiwanym chwilom (z happy endem) wyjazdy zapamiętuje się na długo.

Strona 1 z 2 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/