| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Namaste, wel-come to Nepal namaste-wel-come-to-nepal,215,139914 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | sevenfiftyseven [ 17 Mar 2019 22:25 ] |
| Temat postu: | Namaste, wel-come to Nepal |
Nepal- największe państwo świata pod względem powierzchni. Podobno tak by było, gdyby je zupełnie spłaszczyć. Wciśnięta między Chiny a Indie kraina gór, prawdopodobnie znajduje się wysoko na liście każdego podróżnika. Prawie jak zwykle, to kierunek wybrał nas a nie my jego. W marcu 2018 właśnie tu na f4f, pojawił się deal na lot do Nepalu za 1500zł. UIA+Flydubai. Zapada decyzja żeby to kupić... 11 miesięcy do przodu. Co będzie za 11 miesięcy? Nikt tego nie wie, ale najbliższy rok spędzimy ze świadomością, że będzie Nepal. Przy kupnie biletów dałem dupy. Pierwszy raz, na szczęście na tym najmniej istotnym odcinku czyli dolocie do i z KBP. W pierwszej kolejności rezerwacja Flydubai: DXB-KTM-DXB 1072AED (1100zł): 27-11.03.2019 Potem poszły dwie osobne rezerwacje UIA: KBP-DXB-KBP 265zł 26.02-13.03.2019 WAW-KBP-WAW 140zł 27.02.-13.03.2019 Bilety kupowałem po 2 w nocy, tradycyjnie już telepiąc się cały z ekscytacji nadchodzącą podróżą. Nie zauważyłem że dolot do KBP kliknąłem o 1 dzień za późno. Zorientowałem się tuż po naciśnięciu potwierdzenia płatności. Następnego dnia telefon na infolinie aby anulowali mi pierwszy odcinek, (WAW-KBP) a zostawili poprawny KBP-WAW. Nie ma takiej opcji, jedyna możliwość to full Cancel. Na szczęście przepadło tylko 2x21zł, bo reszta to niewykorzystane opłaty i podatki. Wstrzymałem się z kupnem tego odcinka na następne 9 miesięcy, bo chodziły ploty że Ryanair wchodzi na KBP. W międzyczasie odbyliśmy dwie inne dalekie podróże, w maju Malezja i Singapur, a we wrześniu Argentyna i Chile. W końcu w grudniu 2018 trasa się zamknęła gdy pojawiły się ludzkie ceny Ryanair: WRO-KBP 104zł KBP-WMI 22,50eur (100zł) Oba loty z pierwszeństwem wejścia na pokład (czyli bagaż podręczny x2). Dodatkowy luksus dla nas, że nie musimy dojeżdżać do WAW na wylocie (czyli w sumie dobrze się stało że pomyliłem się przy kupowaniu, bo za te stracone 21zł nawet nie dojechalibyśmy do WAW).TL;DR- tyle słowem wstępu, czas przejść do relacji. Pierwszy z trzech 737-800 którymi dolatujemy do Kathmandu. Każdy w innym malowaniu. Mój pierwszy lot Ryanair Sun. SEQ naszych kart pokładowych to było odpowiednio 185, 186 także ja siedzę przy oknie w rzędzie awaryjnym, a Asia na 2F. Opłaca się czekać do ostatniej chwili. Widok na płytę i TWY B tuż przed wjazdem na pas startowy. W tym roku ma rozpocząć się rozbudowa EPWR. Lądujemy w KBP. Zimno, pada, nie ma sensu jechać do miasta przez te 6 godzin przerwy między lotami. Mi to trochę na rękę- zajmuje się spottingiem. Niestety nie lata praktycznie nic ciekawego, to już nie te czasy. Wszystko co fajne i posowieckie stoi uziemione w tle. Ciekawostka: łapie samolot Iraqi Airways, który w 2014 podczas swojej pierwszej w życiu prawdziwej podróży, sfotografowałem na Islandii w locie dostawczym z Seattle do Bagdadu. https://www.jetphotos.com/photo/7862501 Jest troche stres bo #plcbl i oczywiście lecimy tylko z podręcznym, a UIA ma dosyć małe limity (7kg duży bagaż podręczny). Problem w tym że pomimo starań o jak najmniejszą ilość gratów, wyszło mi 8+3kg (plecak oraz torba na aparat). Nauczony starym dobrym Ryanairem sprzed 2010, wszystko co ciężkie wkładam do kieszeni w kurtce, a lustro wieszam na szyi. Przy boardingu całe szczęście brak wagi (plecak dalej ma 2kg ponad limit) ale sizer poszedł w ruch. Z tym to nie mam problemu, mimo że wizualnie mój plecak jest większy, bez oporu wkładam i pokazuje że jest zapełniony tylko w 60%, spokojnie się mieści w sizerze. Udało się, wchodzimy przez rękaw do 737-800 (niestety, liczyłem na 737-900ER - jeszcze nim nie leciałem). Lot trwał 4,5 godziny, ceny żarcia w miare znośne jak na air bistro, zaprzyjaźniam się więc z Stella Artois. Poprzednie dwie podróże do Azji były Emirates i Qatar, tam na każdym odcinku się "ululałem" do snu bo w samolocie mam z tym problem. Tu, pomimo starań, przez cały lot nie zmrużyłem oka. W DXB lądujemy na T1; a odlot mamy z T2 za 5 godzin. Sęk w tym, że na DXB-KTM nie ma dostępnej odprawy on-line. Idziemy więc pełni nadziei do transfer desk na air-side w T1. Trafiamy na szczęście na miłego, ogarniętego agenta, odprawia nas i możemy udać się do autobusu do T2, o nieoficjalnym przydomku "kraje trzeciego świata". Kolekcjonuje banery sieciowych fast-foodów w różnych czcionkach. Mam już po gruzińsku, cyrlicą, po tajsku, islamsku. Gdy wstaje słońce, jest szansa na spotting. Przepraszam się z T2- gdybym był na T3 to bym gówno pofocił bo tam nie ma dostępu do szyb, a nawet jakby było to i tak jest pod słońce. Z T2 kadry wychodzą nawet spoko. Po kilkugodzinnym dogorywaniu na niewygodnych krzesłach pośród współoczekujących pasażerów udających się do różnych krajów Bliskiego Wschodu, Indii i Afryki, w końcu nadeszła nasza kolej. Autobusem jedziemy kilkanaście minut, nasz 737-800 A6-FGA stoi w okolicach płyty Bizjetów. Embraer Lineage 1000 Dubai Air Wing z Burj Khalifa w tle: Kek, przed odlotem miałem nadzieję na rundkę 737MAX, takim jak na tym zdjęciu. W drodze powrotnej cieszyłem się jednak że nim nie lecimy Po starcie widok na skyline; wszystko okryte warstwą zawiesiny piasku. Lot do KTM trwa 4 godziny. Przez ostatnie 40 minut miota nami jak szatan, a ja siedzę w middle seat i po raz pierwszy w życiu (po ponad 150 lotach) sięgam po sickness bag, na szczęście nie musiałem jednak jej uzyć. Po lądowaniu widok na płyte z Mi-8 Nepal Air Force czekającym do startu, oraz 2x A320 Himalaya Airlines, B738 Oman Air, Jet Airways, A320 Air India, A332 Nepal Airlines, A333 Turkish Airlines. Przy deboardingu udaje mi się zrobić zdjęcie niesamowitego rarytasu: 757-200M (Combi)- JEDYNY jaki został wyprodukowany. Obecnie jest już wycofany z użytku. Wsiadamy do czegoś przypominającego marszrutke do Koziej Wólki i jedziemy do terminalu. Tam, około 1,5 godziny spędzamy na procedurze wniosek wizowy- opłata- kolejka do okienka po pieczątkę. Podczas oczekiwania dowiadujemy się, że nasz lot był ostatnim który przeleciał nad terytorium Pakistanu, 20 minut po nas eskalował się konflikt India-Pakistan w Kaszmirze i przestrzeń powietrzna została zamknięta. Na tablicy przylotów loty z Sharjah (Air Arabia) oraz Abu Dhabi (Etihad) widnieją jako CANCELLED. Mieliśmy farta. Cena naszej wizy (15 dni): 25$. Gdy mamy już wize i pieczątki, wymieniamy 20$ na Rupie i jedziemy taxi do miasta. Oczywiście na Thamel, czyli turystyczne getto. Cena lotnisko-Thamel jest "fixed" i wynosi 700 rupii. Tam mamy jedyny nocleg zarezerwowany na booking.com, reszte noclegów w tej podróży jak się później okazuje bierzemy wchodząc "z ulicy". W Taxi dowiadujemy się kolejnej lotniczej ciekawostki- pare godzin wcześniej w Nepalu rozbił się rządowy helikopter gdzie zginęło 7 osób, w tym znany i lubiany minister turystyki. Jak się okazało następnego dnia, ta tragedia wpłynęła również na nas. Po dwugodzinnej drzemce spacer po Thamel i kolacja. Pierwszy raz próbujemy Masala Tea. Smakuje zaskakująco dobrze. W Nepalu, jak w każdym południowo-azjatyckim kraju, nie ma absolutnie żadnego problemu z takimi sprawami jak bilety na autobus, na każdym rogu i na każdym kroku ktoś próbuje Ci wcisnąć przeróżne rzeczy, oferty. Idąc po najmniejszej linii oporu kupujemy je w hostelu- facet nam sprzedaje miejscówki na autobus do Pokhara na 7:00 następnego dnia, po cenie dokładnie takiej jaka być powinna (800 rupii). Przelicznik: 30 rupii (NPR Rupie Nepalskie) = +/- 1 zł. Kurs w kantorze w marcu 2019: 1$ = 110,60 NPR. Koniec części pierwszej. | |
| Autor: | sevenfiftyseven [ 18 Mar 2019 13:45 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
28.02.2019 Budzimy się o 6:30. Jest to niemałe wyzwanie, bo w podróży nie zmrużyliśmy oka, a do tego dochodzi różnica czasu o +4:45. Zgarniamy nasze śniadanie na wynos, które się składa z 1 banana i 1 suchego tosta na osobę. Na zewnątrz ostro pada, ubieramy się wiec w nasze decathlonowe kondomy przeciwdeszczowe i idziemy pieszo w punkt który mam zaznaczony na mapie w telefonie, gdzie rzekomo jest przystanek autobusu do Pokhara. W rzęsistym deszczu, po ciemku dochodzimy w wyznaczone miejsce na północy Thamel. Autobusów stoi kilkanaście, po kolei jeden za drugim pytamy się czy to nasz. Przedostatni okazuje się być naszym autobusem. Asi mowie żeby szla do środka, ja natomiast mam za zadanie włożyć nasze plecaki do bagażnika, a to jest wyzwanie bo ulica zamieniła się w rzekę przy tych intensywnych opadach. Pomimo starań, nie obyło się bez wpadnięcia w ta wodę ponad kostki. W środku jeszcze tylko mini-cyrk o którym wcześniej czytałem- kierowca każe nam siedzieć na samym końcu, bo fotele z przodu autobusu sa dodatkowo płatne. Bullshit, nie sa. Siadamy gdzie nam wygodnie, olewając go. I rzeczywiście, po chwili odpuszcza. Możemy jechać. Do przejechania 200km. Spodziewany czas podroży? 8 godzin. Korki, postoje, kręte górskie drogi o bardzo złym stanie- to wszystko tłumaczy. Jednak i tak będziemy szybciej bo wybraliśmy "Tourist Bus"- typowy transport publiczny jest co prawda nieco tańszy, ale jedzie się 10-11 godzin. Po drodze tankowanie. Dystrybutor jest napędzany ręczną korbą. 100 litrów zajmuje ok 15 minut. Postoje są trzy; średnio co dwie godziny: na tej drugiej pauzie jest możliwość zjedzenia bardzo dobrego posiłku, 350 rupii za "jesz ile chcesz". Wszystko zależy jednak od agencji turystycznej w której wykupiłeś bilety- każda ma inny "ulubiony lokal". Po godzinie 15 dojeżdżamy do Pokhara. Plan jest ambitny- wyrobić TIMS oraz Permit (obowiązkowe) oraz zdążyć na autobus do Nayapul aby dojechać tam jeszcze dziś, bo mamy mało czasu- w planie mamy trek ABC + Poonhill a wylot już za 11 dni. Wychodzimy z dworca i idziemy w stronę centrum. Znajdujemy pierwsze lepsze biuro turystyczne, głownie po to by się spytać gdzie jest to właściwe biuro gdzie możemy wyrobić dokumenty bez żadnych prowizji (perfidnie, co nie?). Dobry człowiek w biurze proponuje nam ze wyrobi je nam za 5500 rupii od osoby (2000 tims, 3000 permit + 500 prowizja). Akceptujemy to, bo szkoda czasu na łażenie, bo jest juz 15:30. Zostawiamy dane do dokumentów i idziemy sobie zrobić zdjęcia w punkcie tuz obok. Cena: 150 NPR za 4 zdjęcia od osoby. Potrzebujemy jeszcze wymienić hajs, bo w Kathmandu nie mieliśmy kiedy. W jedynym czynnym kantorze w okolicy nie maja tyle Rupii aby wymienić nam 400$. Dobry człowiek z biura proponuje nam ze on nam je wymieni, wybierze rupie z bankomatu. Wynegocjowaliśmy kurs 110 za 1$. Już tylko inny pracownik biura podjedzie na skuterze aby wyrobić nasze dokumenty. Czekamy, czekamy... wraca. Pamiętacie jak wspominałem o katastrofie śmigłowca dzień wcześniej? (poprzedni wpis) Pracownicy budżetówki dostali z tego powodu pol dnia wolnego i nasze zezwolenia NAJSZYBCIEJ dostaniemy następnego dnia o 10:00. Cóż, zmiana planów. Opóźnienie wyniesie 24 godziny, przy naszym już i tak napiętym planie. Dobry człowiek z biura oferuje nam nocleg w hotelu znajomego za 500 rupii za noc. Link do biura: https://www.tripadvisor.com/Attraction_Review-g293891-d12256871-Reviews-Apex_Asia_Travel_Trekking-Pokhara_Gandaki_Zone_Western_Region.html Mamy nieplanowany wieczor w Pokhara. Idziemy nad jezioro. Jest bardzo klimatycznie. Na jeziorze Phewa jest wyspa, gdzie znajduje się hinduska świątynia Tal Barahi. Popłyniecie tam wieloosobowa łodzią kosztuje w obie strony jakies... 50 NPR, wypożyczenie kapoku 20 NPR, groszowe sprawy. Jest opcja poplyniecia tam samemu, wynajmując łódkę. Pozniej jeszcze idziemy na kolacje i jest bardzo klimatycznie: 01.03.2019 Budzimy się po 8 rano, jest przepiękna pogoda i jeszcze lepsza widoczność. Zbieramy szczeki z podłogi, po czym wchodzimy na dach naszego hotelu tylko po to by opadły nam ponownie, mocniej. O 10:15 odbieramy nasze dokumenty. Prakash (wlasciciel biura) pomaga nam jeszcze wejsc do busa miejskiego, ktory jedzie na dworzec Baglung skad odjezdza autobus do Nayapul. Okazuje sie ze autobus jedzie nie tylko tam, ale jedzie dalej do Birethati oraz Ghandruk. Kupujemy bilety do Birethati (250 NPR od osoby). Teraz mamy do przejechania ok. 50km, ale to tez jest ok. 3 godzin. Kawalek za Phedi jest postoj. Nie mam pojecia gdzie jestesmy, pytam sie jedynego innego bialego czlowieka- on tez nie ma pojecia, mowi ze jest z przewodnikiem i to on kieruje. Przewodnik nam poleca zebysmy pojechali do Ghandruk tak jak oni, i trekking pokonali w niekonwencjonalny sposob czyli odwrotnie od kierunku obrotu zegara- podobno jest latwiej. Wierzymy na slowo. Drugi raz diametralnie zmieniamy plany. Dlatego nic dokladnie nie planuje przed wyjazdem, tylko wstepny zarys! Doplacamy kolejne 250 NPR i jedziemy do Ghandruk. Tak wlasnie poznalismy Samuela z Kanady i Manoj (Manusza) z Nepalu. Po pokonaniu 3 milionow dziur przez 4 godziny od wyjazdu z Pokhary, o zachodzie słońca dojeżdżamy do Ghandruk. Widok zapiera dech w piersiach. Manoj pyta sie nas czy nie chcemy razem z nimi iść do hotelu jego znajomych. Zapala sie lampka "chcą cie naciągnąć"- niesłusznie, wszystkie miejsca noclegowe maja "fixed price" zatwierdzone przez lokalne biuro turystyki. Wieczorem jemy we czwórkę kolacje, oraz próbujemy lokalne wino- bimber "raksii". Smakuje jak podgrzana wódka, ale pozostanie w pamięci. Okazuje się ze Samuel wcale nie wynajął Manoj, tylko przyjechali tu razem na trekking. Decydujemy się ze będziemy iść w czwórkę. 2.03.2019 ![]() Wstajemy 7, jemy śniadanie i wychodzimy na pierwszy dzien trekkingu. Kierujemy sie z Ghandruk do Choomrong przez nowy most. Jak starczy dnia i sil, może również wejdziemy już na właściwy szlak do ABC aby trochę nadrobić straconego czasu. Choomrong wita mnie serdecznie wymachując środkowym palcem, bo aby dojść do miejscowości trzeba przez godzinę wchodzić po naprawdę wysokich kamiennych stopniach. Nie wyrabiam kondycyjnie. Obiecuje sobie ze jutro już będzie lepiej. Dochodzimy do check-pointu, gdzie trzeba pokazać dokumenty. Dowiadujemy się, ze nici z naszej wyprawy na ABC bo wczoraj zeszły dwie lawiny, zablokowały szlak, a ludność ze wszystkich guesthousow w ABC i MBC została ewakuowana śmigłowcem i nawet nie mielibyśmy się gdzie zatrzymać. Nie wpuszcza nas nawet do Sinuwa. Trudno sie mówi. Przynajmniej możemy iść na luzie, bo zyskaliśmy ok. 4-5 dni. Zostajemy w Choomrong na nocleg. Wszechobecne są psy. Radosne pieski, czasami towarzyszą ci przez kilka godzin. Odnośnie Guesthousów. W każdej miejscowości jest ich co najmniej kilka. Im wyżej, tym są droższe. Pokój dwuosobowy kosztuje 400 lub 500 rupii. Ale trzeba minimum zjeść kolacje, oraz śniadanie. Sam nocleg bez kupowania wyżywienia kosztuje 2000 rupii. Średnio trzeba właśnie liczyć po 2000-2500 rupii za dzień za dwie osoby- wchodzi w to nocleg, wi-fi, kolacja, śniadanie, oraz Raksii pod wieczór Dodatkowo płatne: Wi-fi (100-200 NPR w zależności od miejsca, za każde urządzenie) Ładowanie urządzeń (nie wszędzie) (100 NPR za każde urządzenie) Hot shower (150 NPR) Woda przygotowana (100 NPR za litr). My jednak braliśmy wodę z łazienkowego kranu, a dla bezpieczeństwa wrzucaliśmy tabletkę do uzdatniania wody. Na popołudniowym spacerze do miejscowej szkoly, Manoj nam pokazuje, ze kwiaty Rododendronu są jadalne. Gorzkawy smak, ale doznanie ciekawe. Koniec części drugiej. EDIT: Powklejałem na nowo, powinno być ok | |
| Autor: | Misha Preston2 [ 18 Mar 2019 23:31 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Rewelacja! Za miesiąc wybieram się Waszymi śladami, podobna trasa: WAW-KBP-DXB-KTM -PKR-ABC | |
| Autor: | Semateusz [ 19 Mar 2019 07:47 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Zaczęło się ciekawie, później trochę posmutniałem z racji odwołanego ABC. Za dwa tygodnie ruszam do Nepalu na trekking i fajnie byłoby poczytać coś z ostatniej chwili | |
| Autor: | sevenfiftyseven [ 19 Mar 2019 10:49 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
03.03.2019: Choomrong- Deurali- Tadapani Dzisiejsza noc sporo cieplejsza niż poprzednia. Śpimy w standardowym "opakowaniu", do tego letni śpiwór i kołdra (o którą trzeba poprosić)- jest komfortowo. Zapomniałem w poprzednim wpisie: polecam wziąć sobie złodziejkę/rozdzielke do gniazdka- często w pokoju jest tylko jedno. W nocy budzi mnie znajomy dźwięk dudniącej blachy falistej. No super, co jak co ale naprawdę nie lubię chodzić w deszczu, oby przeszło do rana. Dzwoni budzik, jest 7:00. Dalej pada. Idziemy zjesc sniadanie- w moim wypadku eksperymentuje z "oat porridge" czyli klasyczna owsianka. Z cukrem nie jest złe. Przeciwdeszczowe peleryny znowu idą w ruch. Jak się okazuje- nie na długo. Po 5 minutach wchodzenia po schodach, ruszając w stronę Deurali stwierdzam ze już wole iść w deszczu niż się w tym udusić. Po kolejnych 5 minutach zaczyna sie z kolei przejaśniać, i problem sam się rozwiązał. Wspinając się w gore, w dolinie zaczyna się piękny spektakl niskich chmur oraz porannych promieni słońca, które coraz bardziej się przez nie przebijają. Ten dzień będzie meczący. Mapa Samuela informuje, ze wpierw wchodzimy 200m w gore, później schodzimy 600m do koryta rzeki, po czym wspinamy się 800m. Po ok. 4 godzinach dochodzimy do Ghurjung. Temperatura spadla odczuwalnie mocno, jestesmy w gestych chmurach. Bierzemy po herbatce i sprawdzamy ile pozostało do Tadapani- ok. 2,5 godziny drogi. Manoj mówi ze pójdziemy nieco innym szlakiem, aby zaoszczędzić trochę czasu. Ciag dalszy marszu prowadzi przez typowy (jak dla mnie) las tropikalny, porośnięty gesta wysoka roślinnością. W pewnym momencie mam poważny problem. Jest stromy odcinek w gore, a mi skończyła się energia po porannej owsiance. Dałem ciała ze nie zjadłem nic na przystanku w Ban Thati. Asia ratuje batonami. Jest nieco lepiej, ale dalej mocno spowalniam grupę. Gdy dochodzimy do Tadapani, mam ochote pocalowac ziemie. Śniegu jest juz pełno, a nas spowija gesta mgła. Pierwszy raz zamawiamy Momo. Fajne, smaczne pierożki. Po jedzeniu musimy odespać 2 godziny ze zmęczenia po dzisiejszym trekkingu. Budzi nas znajomy, przyjemny zapach ogniska. Z powodu awarii kobzy, Manoj dostał pozwolenie na rozpalenie ognia pośrodku podwórka naszego guesthouse. Wszyscy goście się gromadzą dookoła. Trzech Hindusów, dwóch Holendrów, nasza czwórka oraz absolutny idol- 72-letni Tony, z Portsmouth w GB. Bawi nas wszystkich swoim brytyjskim akcentem i humorem oraz mega luźnym podejściem do swojego wieku. Wszyscy z 10 razy usłyszeliśmy ze mamy się nie starzeć 04.03.2019 Tadapani-Deurali-Ghorepani Pobudka 6:30. O dziwo gdy sie budze to Asi juz nie ma w pokoju- to dziwne bo nie jest rannym ptaszkiem. Patrze na zewnątrz a tam istny raj. Kwintesencja tego wyjazdu. Zupełna niespodzianka, bo wczoraj popołudniu gdy tu zaszliśmy, wszystko było spowite mglą. Ruszamy na trekking pełni obaw i nadziei, bo wczoraj przy ognisku nasłuchaliśmy się historii od Holendrów i Toniego, o tym jaki ciężki jest odcinek miedzy Deurali a Tadapani (oni stamtąd przyszli). Stromizna, pełno lodu, a my nie mamy raków. Dochodzimy do miejsca gdzie zaczyna się stromy odcinek w gore przed którym nas ostrzegali. Odcinek miedzy Ban Thati a Deurali. Nauczony poprzednim dniem, 3 godziny po śniadaniu idę samemu do napotkanego guesthouse aby tym razem bardziej się najeść przed wysiłkiem. Zazwyczaj mam swoje lustro (600D) powieszone cały czas na szyi, jednak ze względu na bardzo prawdopodobne przeoranie zbocza kilkanaście metrów w dol w przypadku utraty przyczepności- chowam je do plecaka i dlatego brak zdjęć z tego odcinka. Mieliśmy szczęście o tyle ze szliśmy w gore a nie w dol, a pogoda była pochmurna, a nie słoneczna- dzięki temu nie było warstwy wody na lodowatych odcinkach. Niemniej gdybyśmy mieli raki to nie byłoby większego problemu nawet idąc w dol przy roztopach. Ot nasz #plcbl i wypad na trekking w Himalajach z samym bagażem podręcznym Fotka już z Deurali gdzie moja ekipa je zasłużony posiłek- ja się racze tylko herbatką, bylem jeszcze najedzony Chowmein (smażony makaron) które jadłem w pojedynkę przed trudnym odcinkiem Idziemy dalej- przekraczamy wysokosc 3000m n.p.m. Właściwie to na odcinku miedzy Deurali a Ghorepani przechodzi się przez ok. 3400m n.p.m, zatem dla nas- po nieudanym ataku na ABC, jest to najwyższy punkt tego trekkingu. Po 6 godzinach od wyruszenia z Tadapani, dochodzimy do Ghorepani. Największe ze wszystkich osad w tej okolicy. Klimat w guesthousie juz nie ten sam co mielismy wczoraj- atmosfera "zakopiansko-schroniskowa" i co najgorsze- jest z nami grupa ok. 20 osob z USA. Z Samuelem non-stop ciśniemy bekę z ich rozmow. Buty- zupelnie mokre- ale jest gdzie wysuszyc, przy piecyku w salonie. Nauczeni analogią z dnia wczorajszego, cieszymy się ze pogoda zaczyna się psuć pod wieczór. To może sugerować ze rano na Poon Hill zobaczymy czyste niebo. Ale o tym już w następnym wpisie | |
| Autor: | ibartek [ 19 Mar 2019 17:00 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
dzieki za relacje, male deja vu bo szedlem kolko ABC-Poon Hill pod koniec zeszlego roku. deszczu zero, sniegu prawie nie bylo, za to pewnie bylo zimniej w nocy i mniej zielono. najlepsze ze ceny na trasie Ghandruk - Poon Hill - Birethani byly wyzsze niz w ABC/MBC. nawet na dole w Birethani, do ktorego normalnie sie dojezdza autem zrobili sobie trekkingowe menu z cenami jak na ABC, gdzie ida tragarze. ale trasa calkiem przyjemna. | |
| Autor: | eskie [ 19 Mar 2019 22:43 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
obrazki nie banglają | |
| Autor: | sevenfiftyseven [ 20 Mar 2019 12:27 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Poprawiłem zdjęcia w poprzednim wpisie, i już wiem z czego wyniknął problem- już więcej nie powinno to się powtarzać. 05.03.2019: Ghorepani- Poon Hill- Ghorepani- Ulleri Pobudka o 5:00 rano. Wychodzimy z guesthouse bez śniadania, zostawiamy tam rzeczy, idziemy na wschód słońca na Poon Hill. Na głowe wędruje czołówka z decathlona, którą kupiłem przed wyjazdem tylko z myślą o tym momencie. Ludzi jest cała masa. Wejście zajmuje około 60 minut, po drodze trzeba kupić bilet wstępu za bodajże 100 rupii. Po zamknięciu ABC z powodu lawin, tym razem szczęście nam sprzyja bo wspinając się przy brzasku na horyzoncie, na niebie widać gwiazdy. To oznacza, że niebo jest czyste i mamy szanse zobaczyć przepiękny wschód słońca. Miejscami jest ślisko, ale spokojnie można wejść bez raków. Wchodzimy na szczyt w momencie, gdy szczyty ośmiotysięczników zaczynają być oświetlone na pomarańczowo. Magiczny widok. Nie przeszkadza nawet to, że współdzielimy go z innymi stu-pięćdziesięcioma osobami. Wszak oni też zasłużyli na zobaczenie tego- wszyscy musieliśmy tutaj dreptać kilka dni. Flagi modlitewne. Rozwiesza sie je tam, gdzie mają szanse być jak najbardziej targane wiatrem- co ma symbolizować niesienie modlitw przez wiatr. Flag się zazwyczaj tylko dokłada, a nie zabiera starych- ma to symbolizować przemijanie. Kolory są zawsze w tej samej kolejności i oznaczają żywioły- Niebieski= Przestrzeń, Biały= Powietrze, Czerwony= Ogień, Zielony= Woda, Żółty/Pomarańczowy= Ziemia,\ Na szczycie jest mini-sklep gdzie można napić się ciepłych napojów. Pije czarną kawę, szczerze- nie polecam, smakowała okropnie, dużo lepszym pomysłem jest zaczekanie do zejścia z powrotem do Ghorepani, gdzie możesz zamówić prawdziwą kawę z ekspresu Zejścia bywają trudniejsze od wspinania się. Poranne słońce roztopiło wierzchnią warstwę lodu i śniegu, i zrobiła się totalna szklanka. Można temu zaradzić- zjeżdżając na dupsku. Tylko trzeba uważać na zakręty; raz się tak rozpędziłem i nie byłem w stanie skręcić, że wyleciałem z 3-4m poza szlak Wracamy do hotelu, jemy śniadanie. Spotykamy ponownie grupe amerykańskich turystów- zastanawiamy się nad losem tych #LAgirls bo kierują się do Tadapani- przy tych warunkach bez raków ani rusz. My natomiast zaczynamy schodzić w stronę Nayapul. Całujemy Manoj po rękach, że dzięki niemu zdecydowaliśmy się odwrócić kierunek treku- mamy 1800m wysokości do zejścia, a nie do wspięcia się. Jak powstają deski: Co zrobić, gdy nie ma kruszarki do kamieni: Gdy Ci ciężko, pomyśl o niej: Po 3,5 godziny schodzenia łapie nas deszcz. Stwierdzamy, że nie ma sensu iść dalej bo za dnia i tak nie dojdziemy do Nayapul, zatrzymujemy się więc w Ulleri. Tego dnia wypadało święto Shivaratri. Wiąże się to z tym, że na jeden dzień Marihuana staje się legalna. Także tego, idziemy spać 06.03.2019: Ulleri-Nayapul-Pokhara Ciąg dalszy schodzenia do Nayapul. Wchodzimy do miejscowej szkoły. Niektóre dzieciaki codziennie z rana 2 godziny idą do szkoły, a potem tyle samo z niej wracają. Ja bym chyba wolał wracać do domu tylko na weekend Nauczyciel nas oprowadza po szkole, a następnie zaprasza do biura by nas tradycyjnie przywitać. Dostajemy chusty oraz kropke na czoło. Można zostawić datki- dajemy 100$. Potem pora na pamiątkowe zdjęcie Na dwie godziny przed dojściem do Nayapul, pierwszy raz widzę tutaj dzikie małpy. Nie żyją wyżej, bo jest im zwyczajnie za chłodno. Czujemy się "bittersweet". Pewien etap się skończył. Doszliśmy do Nayapul, jesteśmy już w busie, jedziemy do Pokhara. Było cudnie, bardzo chętnie to powtórzę. Po przyjeździe do Pokhary na dworzec Baglung, we czwórkę z plecakami pakujemy się do taksówki- Suzuki Alto(!!!) ![]() Wieczorem idziemy się dalej integrować, nad jezioro. Jest Arna, shisha, koksownik i muzyka na żywo. 07.03.2019 Samuel polecił nam wycieczkę "The Tibetan Encounter". Kosztuje troche (półdniowa od 6:00 do 13:30 za 6500 NPR od osoby) ale mówi że mega warto. Zapisaliśmy się tam dzień wcześniej. https://www.tripadvisor.com/Attraction_Review-g293891-d3610213-Reviews-The_Tibetan_Encounter_Day_Tours-Pokhara_Gandaki_Zone_Western_Region.html Punktualnie o umówionej godzinie, pod nasz hotel podjeżdża 5-osobowe Suzuki Swift. Wychodzi przewodnik, przedstawia się jako Thupten. Pięknie nas wita kolejnymi chustami- tym razem białymi. W aucie jest dwóch innych turystów- dziewczyna z Niemiec i facet z USA. Program wycieczki zaczyna się przed wchodem słońca- jedziemy do Jangchub Choeling Monastery- buddyjskiej świątyni, gdzie Tybetańscy mnisi odprawiają poranną mantrę. Jest zakaz nagrywania i robienia zdjęć podczas. Przeżycie było fascynujące- spędziliśmy 40 minut słuchając 30 mnichów, z odzywającymi się od czasu do czasu dzwonkami i gongiem. Gdy słońce już wstało obrzędy się kończą. Mnisi opuszczają świątynie, my mamy szanse lepiej ją obejrzeć. Następnie Thupten zabiera nas do kolejnego punktu programu- wizyty w gospodzie w wiosce uchodźców z Tybetu. Po drodze wyjaśnia nam, że on sam nie jest Buddystą, i nie jest w stanie odpowiedzieć na niektóre pytania odnośnie religii. W gospodzie opowiada nam o tym jak wyglądało osiedlanie się Tybetańczyków w Nepalu, o tym jak mniejsze mają prawa w stosunku do rodowitych Nepalczyków (nie mogą oficjalnie prowadzić działalności, posiadać nieruchomości, samochodów). Nie mają też paszportu. Posiadają kartę uchodźcy z Tybetu, natomiast nadawana jest ona dopiero po skończeniu 18 roku życia- przedtem, dzieci są bezpaństwowe. Goszczeni jesteśmy wpierw tradycyjną herbatą z tybetu- z mlekiem, solą oraz masłem. Masło jest po to- aby zwiększyć wartość energetyczną. A sól- żeby zwiększyć pragnienie, co za tym idzie pić więcej tej herbaty. Następnie owsianka oraz pity: Później jedziemy do klasztoru mnichów Tybetańskich "Pema Ts'al Sakya Monastic Institute". Tam mamy okazje porozmawiać z jednym z mnichów, pozadawać mu wszelkie pytania odnośnie zakonu. Kolejnym punktem programu, jest przejazd do drugiej Tybetańskiej wioski i odwiedziny miejsca gdzie tradycyjnie wytwarza się dywany. Ceny nie były zaporowe- najmniejsze dywaniki zaczynały sie od 20$, największe- ok. 1100$. Swego czasu, uchodźcy z tybetu bardzo rozwinęli przemysł dywanowy w Nepalu- za sprawą wolontariuszy ze Szwajcarii, którzy im pokazali co i jak. Nepalskie dywany, wytwarzane tradycyjnymi Tybetańskimi metodami były tak pożądane, że dywannictwo było drugim (po turystyce) największym sektorem PKB Nepalu. Przemysł rozkwitł tak bardzo, że do pracy zaganiane były dzieci. A to już się nie spodobało międzynarodowej opinii publicznej, został okrzyknięty ban na nepalskie dywany i dywannictwo spowrotem stało się niszowe. Zaciekawiły mnie wszechobecne orły- krążą zwyczajnie nad miastem. Kolejnym punktem była wizyta u lekarza, który stosuje tradycyjną tybetańską medycyne. "Diagnozował" nas za pomocą analizy pulsu. Na koniec był obiad, gdzie mogliśmy zjeść tyle Momo ile chcemy Koniec części czwartej. | |
| Autor: | sevenfiftyseven [ 22 Mar 2019 10:05 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Misha Preston2 napisał(a): Rewelacja! Za miesiąc wybieram się Waszymi śladami, podobna trasa: WAW-KBP-DXB-KTM -PKR-ABC Dzięki! Staram się zamieszczać sporo praktycznych informacji. Życzę powodzenia i zdaj relacje gdy wrócisz! Semateusz napisał(a): AZaczęło się ciekawie, później trochę posmutniałem z racji odwołanego ABC. Za dwa tygodnie ruszam do Nepalu na trekking i fajnie byłoby poczytać coś z ostatniej chwili No też byłem zawiedziony że ABC zamknięte, ale szczerze to na dobrze nam to wyszło bo mielibyśmy czasu na styk. Następnym razem lecimy na półtora miesiąca i wtedy EBC+ABC ibartek napisał(a): dzieki za relacje, male deja vu bo szedlem kolko ABC-Poon Hill pod koniec zeszlego roku. deszczu zero, sniegu prawie nie bylo, za to pewnie bylo zimniej w nocy i mniej zielono. najlepsze ze ceny na trasie Ghandruk - Poon Hill - Birethani byly wyzsze niz w ABC/MBC. nawet na dole w Birethani, do ktorego normalnie sie dojezdza autem zrobili sobie trekkingowe menu z cenami jak na ABC, gdzie ida tragarze. ale trasa calkiem przyjemna. Nie ma za co Dzięki za wszystkie lajki i komentarze. Zaraz się biorę za pisanie ostatniej części. | |
| Autor: | sevenfiftyseven [ 22 Mar 2019 12:04 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
08.03.2019: Pokhara Podczas każdej Azjatyckiej podróży nadchodzi ten dzień. Dzień przeze mnie mocno oczekiwany, i z którym najczęściej się wiążą mega-fajne wspomnienia. Dzień, w którym wypożyczamy skuter i jeździmy po okolicy Z rana, po śniadaniu idę wypożyczyć skuter, punktów jest sporo. Wytargowuje wynajem za 800NPR + 1,5 litra wachy za 200 rupii. O dziwo sporo formalności- pani spisuje wszystkie dane z paszportu, adres hotelu, nawet chciała abym zostawił paszport w zastaw ale kategorycznie odmówiłem- zwłaszcza że aby udowodnić mi że będzie tu bezpieczny, wyciągnęła paszport jakiegoś Irlandczyka i mi pokazała pierwszą stronę że przecież inni zawsze zostawiają :O Skończyło się na legitymacji studenckiej (już nieważnej) i 2000NPR w depozycie. Nigdy, przenigdy nie zostawiajcie nigdzie paszportu. Za to dostałem dokumenty do pojazdu, co się zdarzyło po raz pierwszy! Bardzo dobrze że były procedury, bo w razie W ubezpieczenie to pokrywa. W Wietnamie, gdy wypożyczałem skuter na wyspie Sapa, to otrzymałem kluczyki bez zostawienia CZEGOKOLWIEK (żadnych danych, telefonu, depozytu). Później wymeldowujemy się z hotelu przy jeziorze i z gratami przejeżdżamy do tego gdzie zatrzymaliśmy się za pierwszym razem- u znajomego Prakasha- bo stamtąd jest 3 minuty do dworca. Na pierwszy ogień- oczywiście Shanti Stupa. Zbyt wcześnie skręciłem i wjechaliśmy tam nie tą ładną, asfaltową; tylko mieliśmy prawdziwy off-road na skuterze. Zbudowali ją japończycy w 1973, ma wysokość 35 stóp i w środku znajdują się relikwia Buddy. Z góry jest piękny widok na jezioro Phewa, Pokharę oraz (przy lepszej widoczności niż myśmy uświadczyli) także na Annapurna range. Następnie jedziemy do Mahendra Cave. Po drodze zaliczamy lotnisko w Pokharze, do progu pasa dzieli cię mniej niż na St.Marteen- nawet płot lotniska w osi pasa kończy się na wysokości klatki piersiowej, aby samoloty nie zaryły o niego kołami (podobnie jest w Tivat w Czarnogórze) Absolutnie NIE polecam jaskiń na północy- zarówno Bat Cave, jak i Mahendra Cave. Za wstęp do Mahendra się płaci po 200 NPR, w zamian dostajemy wstęp do groty, po prostu- wszelkie nacieki jaskiniowe są poobrywane, nie ma żadnych ciekawych formacji skalnych. Przy wejściu podłączył się do nas gość który przedstawił się jako przewodnik, stwierdziliśmy że skoro się płaci 10 razy więcej za wstęp niż miejscowi, to pewnie przewodnik jest w cenie. W 5 minut oprowadził nas po tym czymś tłumacząc "see this? this is mineral". W pewnym miejscu chciał abyśmy przeszli kilkanaście metrów na czworaka w szczelinie- spokojnie można było się tam zaklinować, powiedziałem że nie idziemy. Było od niego czuć alkoholem. Gdy wyszliśmy na zewnątrz zażądał kasy. Nic nie dostał, nie będę wchodzić w szczegóły Później jeszcze raz na lotnisko, tym razem na inną miejscówkę. Lądujący ATR-72 nie mieścił się w kadrze przy 70mm! A teraz zagadka: co to za samolot. Stoi na terenie jednej z knajp na nabrzeżu jeziora Phewa. Nie jest to DHC-6, nie jest to BN-2. Dwa dni mi zeszło aby go zidentyfikować- to jest chiński Harbin Y-1. Pożegnalna kolacja- jutro wracamy do Kathmandu. 09.03.2019 Busy do Kathmandu odjeżdżają o 7:30, 8:00, 8:45. Dzień wcześniej kupiliśmy bilety bezpośrednio na dworcu, kosztowały 700NPR od osoby (Tourist Bus). Jeszcze przed odjazdem do stolicy, budzę się przed wschodem słońca tylko po to aby złapać poranny odlot DHC-6 do Samsun. Fascynuje mnie ten samolot! Droga do Kathmandu dłużyła się bardziej niż z Kathmandu do Pokhary w drugi dzień podróży- nie było takiego fajnego lunchu jak wtedy, do samego KTM wjeżdżaliśmy 1,5 godziny przez korki. Za to w autobusie prawdziwy luksus: dostaliśmy butelki z wodą, a podczas jazdy można było oglądać nepalsko-bollywoodzkie produkcje z gatunku melodramat miłosny. To były trzy różne filmy, ale mi się zdawało jakby cały czas leciało jedno i to samo W Kathmandu jedziemy do tego samego hotelu gdzie zatrzymał się Samuel, który wyjechał z Pokhary dzień wcześniej- Hotel Holy Lodge. Bardzo polecam, 1100NPR za pokój z pysznym śniadaniem, którym serio się można najeść! 10.03.2019 Przedostatni dzień w Nepalu, niestety. Zwiedzamy Kathmandu. Nic orginalnego nie wymyśliliśmy: Thamel- Durbar sq.- Swayambunath (Monkey Temple)- Pashupatinath. Durbar Square: Swayambunath: Na szczycie panuje zorganizowana grupa przestępcza. Człowiek ci sprzedaje lody, a człekokształtna ci je zabiera. Z Swayambhunath to Pashupatinath pojechaliśmy taxi. On chciał 700, ja chciałem dać 300, spotkaliśmy się na 550. Wstęp do Pashupatinath 1000NPR. Wejście do samej świątyni jest tylko dla wyznawców Hinduizmu. "Obcy" mogą się udać nad rzekę, gdzie jest okazja do obserwowania obrzędów kremacji zmarłych. Tu nie wejdziesz: Kolejka jak do myjni ... a następnie przenosi kilkadziesiąt metrów, w miejsce gdzie ich ciała przestają istnieć. Nad brzegiem jest 10 kamiennych wypustów, na którym równocześnie odbywają się kremacje. Tu siedzą małpki, tam chodzą ptaszki, dalej siedzi krówka, a jeszcze dalej odbywa się całopalenie. Zdjęcia nie oddają dramatyzmu tej całej scenerii- nie słychać lamentu kobiet, nie czuć zapachu dymu. O dziwo nie był to smród- głównie było czuć drewno. Tak jak przez cały wyjazd spotkaliśmy tylko trzech polaków (na Poon Hill)- to tak w tym miejscu spotkaliśmy kilkudziesięcio osobową wycieczkę z BP Rainbow. Za 100NPR pamiątkowa fota Ktoś w innej relacji napisał "(..)zarezerwowaliśmy hotel, oczywiście nie na Thamel(..)". Bardzo ryzykowne stwierdzenie. Cenimy sobie "prawdziwe" zwiedzanie, i jak najbardziej autentyczny obraz. Jednak po całym dniu chodzenia po Kathmandu, nagadywania co chwile na "Taxi", podbiegających żebrzących dzieci, trąbienia non-stop, aut i skuterów przejeżdżających 20cm od ciebie- z wielką ulgą wróciliśmy do turystycznego getta, gdzie (przynajmniej przed zmrokiem) było mega spokojnie. 11.03.2019 Kathmandu Ostatni dzień w Nepalu. Musze go dobrze wykorzystać! Zostawiam więc laskę na pastwę losu i jadę na spotting, spotkamy się na lotnisku przed odlotem o 19:00 Ruch jest bardzo ciekawy, inny niż na większości innych lotnisk. Mowa o ruchu krajowym, spora różnorodność, złapałem następujące samoloty (różne regi): DHC-6 (4), L-410 (3), Jetstream 41 (5), D228 (3), B1900 (4), CR2 (4), CR7 (1), AT5 (2), AT7 (9), MA-60 (1), M-28 (1), do tego standard czyli rodziny A320 i B737 lokalnych przewoźników. Było także 5 grubych: 332 Qatar, 2x 332 Nepal Airlines, 333 Turkish, 772 Thai i 772 Korean Air. Łącznie 60 różnych regów. Dziwna sprawa, na DXB-KTM nie było odprawy online, a na KTM-DXB była. Odprawiłem nas 5 minut przed rozpoczęciem check-inu. Odprawieni online mogą skorzystać z odprawy dla C. Ciekawostka- jest osobna kontrola bezpieczeństwa dla kobiet i mężczyzn, ta pierwsza świeci pustkami a na męskiej spędziłem 15-minut. Nie było żadnej kontroli bagażu podręcznego- ani objętościowo ani wagowo. Nasz lot był opóźniony 72 minuty, przez co bardzo dużo osób przesiadających się potraciło przesiadki, zwłaszcza że musieliby jeszcze się transferować z T2 do T3. Nam nie grozi utrata przesiadki, bo odlot do KBP mamy 27 godzin po przylocie. Zdecydowaliśmy że weźmiemy hotel- najtańszy, ze śniadaniem, w pobliżu lotniska. Padło na Pearl City Suites- troche zdzierstwo bo sama rezerwacja była na 182zł, ale doliczając opłaty i podatki wyszło ostatecznie 270zł. Pojechaliśmy z T2 Uberem, który ma nawet dedykowane stanowisko W hotelu dostaliśmy upgrade do apartamentu. Przy check-inie była obawa że będzie pokazać akt małżeństwa (a takiego nie posiadamy), ale na szczęście się bez tego obyło. 12.03.2019 Dubaj Na recepcji spełnili mój "special request" i dali nam pokój z widokiem na startujące samoloty 737 MAX, tego samego dnia gdy zostały uziemione. Hotel mamy 3 minuty pieszo od stacji metra. Zostawiamy plecaki, idziemy zwiedzać. Decydujemy się na bilety całodniowe na wszystkie strefy, które kosztują 20AED + 2AED za kartę. Fotki z metra: Potem do Dubai Burj Khalifa za dnia: Następnie chcemy pojechać na Al Jumeirah (palma). Niestety w kasie biletowej na monorail na samą Al Jumeirah nie można było płacić kartą, nie było też bankomatu więc zawróciliśmy. Udało się za to zrobić zdjęcie jakie chciałem- Burj Al Arab z miastem w tle. W metrze trzeba uważać gdzie sie wchodzi- mężczyznom nie wolno wchodzić na sam przód. Kobiety mogą siedzieć gdzie tylko chcą. Później pojechaliśmy do Al Fahidi (historical district) Wracając stamtąd można było zjeść w normalnych, nie turystycznych cenach w hinduskiej dzielnicy. Na koniec- jeszcze raz pod Burj Khalifa, na fontanne: Potem do hotelu po plecaki i na lotnisko. Tam niemiła niespodzianka- na airside można wejść max. 3 godziny przed odlotem (UIA do KBP o 4:05) więc musimy przeczekać 2,5 godziny. Znowu akcja z podręcznym- wszystko co ciężkie to do kurtki. Niepotrzebnie- bagaże WCALE nie były kontrolowane. Miejsca wybrałem w 30 rzędzie. Lot trwał 5,5 godziny. Przespaliśmy większość, pobudka przy rozpoczęciu zniżania. 13.03.2019 Kijów-Modlin-Wrocław Stemplują nam paszporty, wybieram 700 hrywien (nie opłaca się wymieniać w kantorach lotniskowych) i jedziemy do miasta. Autobus KBP-Charkovska (przesiadka na metro) kosztuje 60 hrywien od osoby w jedną stronę. Metro po 8 hrywien za przejazd, niezależnie od odległości i nieważne czy masz przesiadke czy nie. Wraacamy na lotnisko. Odlot do Modlina Ryanairem o 16:15. Mam okazje na spotting- pogoda jest słoneczna, tylko jest troche falowania. Na zdjęciu Turkish oraz dwa, wycofane Iły-62- pierwszy raz w życiu widzę ten piękny samolot. Żałuje że nie urodziłem się z 5 lat wcześniej, by móc je złapać gdy jeszcze latały (do 2012). W pewnym momencie poszedłem za potrzebą. Wracam w stronę okien, i widzę że właśnie w tej chwili przyziemił TU-134. Ostatni latający w Europie TU-134. Zdążyłem zrobić jedno, niewyraźne zdjęcie. Na szczęście humor mi potem trochę poprawił IŁ-76. Nasz KBP-WMI wypełniony gdzieś w 60%. Mamy 3A i 3B. Przed startem, podgląd na stare Tutki, Any i Iły po drugiej stronie lotniska. Kurła kiedyś to było, teraz to już nie jest Z lotniska wyszliśmy 16:55. Od razu w busa do stacji i stamtąd bezpośrednio na Warszawę Zachodnią. Zonk- nasz pociąg jest opóźniony 70 minut. Ostatecznie przyjazd do Wrocławia nie o 00:40, tylko o 02:10. To by było na tyle! Kosztowo to się przedstawiło w taki sposób (na osobę) 1500zł bilety lotnicze Nepal: 300$- (noclegi, wyżywienie, wiza, bilety). Faktycznie nas to wyniosło 400$ na osobę, ale w to wchodzi jeszcze 100$ zostawione w szkole, oraz po 50$ na wycieczkę tybetańską. Dodatkowo (na osobę): Dubaj: 250zł (Uber, hotel, metro, jedzenie, pamiątki) Kijów: 30zł (autobus, metro, jedzenie) Polska: 50zł (Modlin-Warszawa-Wrocław) Dziękuje tym, którzy dotrwali do końca | |
| Autor: | magda-lenka [ 24 Mar 2019 04:39 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Semateusz napisał(a): Zaczęło się ciekawie, później trochę posmutniałem z racji odwołanego ABC. Za dwa tygodnie ruszam do Nepalu na trekking i fajnie byłoby poczytać coś z ostatniej chwili Wchodziłam na ABC 3 dni temu. Aktualnie szlak jest otwarty, tylko jest dużo śniegu. | |
| Autor: | Semateusz [ 24 Mar 2019 07:13 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
magda-lenka napisał(a): Wchodziłam na ABC 3 dni temu. Aktualnie szlak jest otwarty, tylko jest dużo śniegu. Dużo śniegu już na ABC czy na trasie również? Robiłas na własną rękę czy brałaś przewodnika? | |
| Autor: | kostek966 [ 24 Mar 2019 11:07 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Jak na abc chcesz wziąć przewodnika to lepiej zostań w domu, marzec jest b. nieprzewidywalny, byłem 2 lata temu i też był śnieg i lawinki, polecam kwiecień-czerwiec albo od końca września, a w ogóle to trasa w Langtang dużo lepsza i ładniejsza | |
| Autor: | Semateusz [ 24 Mar 2019 11:55 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
kostek966 napisał(a): Jak na abc chcesz wziąć przewodnika to lepiej zostań w domu, marzec jest b. nieprzewidywalny, byłem 2 lata temu i też był śnieg i lawinki, polecam kwiecień-czerwiec albo od końca września, a w ogóle to trasa w Langtang dużo lepsza i ładniejsza Nie biorę przewodnika ? zadałem tylko pytanie, więc nie wiem po co ten komentarz. Chciałem się tylko dowiedzieć czy (jeśli miała przewodnika) to jest łatwiej znaleźć nocleg niż bez, bo takie opinie słyszałem. Pozdrawiam ? | |
| Autor: | kostek966 [ 24 Mar 2019 14:18 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
z noclegiem może być mały problem tylko w szczycie sezonu, ogólnie jak przyjdziesz wcześniej to się nocleg znajdzie, gorzej jak ktoś szuka pod wieczór | |
| Autor: | magda-lenka [ 28 Mar 2019 11:20 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Semateusz napisał(a): magda-lenka napisał(a): Wchodziłam na ABC 3 dni temu. Aktualnie szlak jest otwarty, tylko jest dużo śnieg Dużo śniegu już na ABC czy na trasie również? Robiłas na własną rękę czy brałaś przewodnika? Na trasie też są miejsca ośnieżone, szczególnie w okolicy Himalaya i dalej. Szłam bez przewodnika, na Mardi Himal też bez. | |
| Autor: | katka256 [ 12 Kwi 2019 09:42 ] |
| Temat postu: | Re: Namaste, wel-come to Nepal |
Poczytałabym Argentynę i Chile- może opiszesz? | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |