| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| NA POŁUDNIE na-poludnie,210,133489 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | katraviatta [ 25 Wrz 2018 14:16 ] |
| Temat postu: | NA POŁUDNIE |
Południe jest trudne. Nie polecam na pierwszą wizytę w Stanach. TRZEBA zobaczyć. Tak podsumowałabym moją relację w trzech zdaniach i mogłabym w sumie nic więcej nie dodać Ale dodam, bo zrobię wszystko, by kogoś zachęcić... Trzeba zobaczyć. Ganialiśmy od roku za biletami i mieliśmy pojechać w ogóle tutaj: Załącznik: Mapa prawie.jpg [ 181.78 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Ale nie wyszło. Biletów Brak. byliśmy już nawet gotowi wydać 3.000 PLN i ciągle biletów było brak. Gdy trafiły się bilety za 314 Eur. z Pragi do Nowego Orleanu, podjęliśmy decyzję w 15 minut. Przecież Południe też chcemy zobaczyć! Lub Wschód. Lub jedno i drugie. Nowy Orlean to super miejsce by zacząć podróż! Na przygotowanie wszystkiego mieliśmy około 2 tygodnie. To o jakieś 4 mniej niż przed pierwszą wizytą. Nie wszystko da się zaplanować w takim czasie Jestem świeżo po przeczytaniu relacji @Bubu69 i komentarzy. Ileż tu świeżości, energii i słońca! <3 Ile wspomnień sprzed dwóch lat Tak wyszło, że zaplanowaliśmy sobie cztery stany: Luizjanę, Teksas, Nowy Meksyk (tylko przejazdem) i Colorado. Wyszło... sześć Pełni energii, już tęskniąc za kotem, wyruszamy w południe pociągiem do Pragi. W zamian za dobrą cenę biletu oznacza to 2 dodatkowe noclegi, bardzo budżetowe, hostelowe Bardzo w porządku taki samolot. Prosiliśmy już w Pradze o zmianę miejsc, bo posadzono nas w środku (a myśleliśmy że to jest układ 3-4-3) i w ogóle ŻADNEGO problemu. Super obsługa w tym Condorze Załącznik: 1.JPG [ 474.01 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Lądujemy więc 10h później w Nowym Orleanie, i, pamiętając własną poradę, udajemy się szybkim marszem w stronę granicy. Pamiętam naszą kontrolę w SFO - Hi, how aru, co będziecie zwiedzać, o super, co pani robi zawodowo, super, ile macie ze sobą pieniędzy? W NO urzędnik podnosi brew. Pyta: vacation? i wbija pieczątkę. Nawet sam K. pyta się: myślisz, że to dlatego, że tak niepodejrzanie wyglądaliśmy? Kwadrans później odbieramy samochód w wypożyczalni Thrifty. Przy kontuarze, po dokonaniu płatności, już wiemy. To znaczy jeszcze nie wiemy na pewno, to dopiero druga osoba, z którą mamy do czynienia. Ale wiemy teraz, parę tygodni później. Jesteśmy w innej, mniej turystycznej części Ameryki. Jest inaczej. Gorzej? Na pewno nie! Ale inaczej. Pani wydająca samochód też podnosi brew. pyta czy chcemy ubezpieczenie (nie) i nawigację (nie). Bez nagabywania a może upgrade?, a gdzie jedziecie? Co będziecie robić? Myślę, że taka specyficzna powolność, “ja chcę tego klienta szybko załatwić” (nikt jednakowoż nie jest niemiły, absolutnie!) w dużej mierze wynika z pogody. Po wyjściu z lotniska uderza nas niesamowita wilgotność powietrza! Kto był w Azji, np. w Tajlandii, ten wie o czym piszę. Dla nieprzyzwyczajonych po 15 sekundach jest już bardzo niekomfortowo. Ja akurat znoszę ok, mnie się wydaje, że nie jest to uciążliwe dopóki człowiek jest w ruchu K. na parkingu zachwycony faktem, że może sobie wybrać, niczym na straganie, wśród 10 “mid-size” SUVów. Najpierw wsiada do jeepa, ale skoro sobie może powybierać, to szuka takiego z nawigacją. W żadnym z nich jej nie znajduje w komputerze pokładowym, a w międzyczasie inny Pan zwija ostatniego jeepa. Wybieramy więc Buick Espace. I godzimy się z pierwszym poważnym wydatkiem i mini zmianą planu - Jedziemy do Walmarta po nawigację Pierwsze 130$ FRU z porftela. Plus pierwsze wydatki na beef jerky. Mogłabym je dożylnie, na przemian z Hershey’s <3 W ogóle a propos $, żeby zrównoważyć powyższe 130$, dodam, że tym razem wykazałam o tyle przytomności, że kupowałam dolary dużo wcześniej. Gdy kurs zszedł poniżej 3.4. Posiadałam więc ponad 400$ 60 gr taniej niż obecny kurs. Hotel wzięliśmy sobie w samiutkim centrum Nowego Orleanu, więc z nawigacją już, jedziemy. Pierwsze wrażenie: trochę jak Las Vegas, nietandetnie, ale za to z palmami Załącznik: 2.JPG [ 560.26 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 3.JPG [ 645.97 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Zastanawiamy się jak będzie z parkingiem i muszę powiedzieć, że nenajtaniej. Jesteśmy już bardzo zmęczeni (jetlag), po pobieżnym przestudiowaniu krawężników - możliwość zaparkowania w NO na noc za darmo spada do 0, możliwość zaparkowania na parkometrze spada do podobnego poziomu. NO prowadzi politykę dwugodzinnej możliwości parkowania, a najczęściej w ogóle nie można zaparkować. Parkingów publicznopłatnych za to jest mnóstwo i na taki w końcu trafiamy, przecznicę od hotelu. Taka usługa kosztuje 20$ za dobę (można pewnie trafić z 3 $ taniej), a późniejsza wizyta w recepcji hotelu potwierdza zasadność użycia, hotel oferuje miejsce za...25$! Pokój nie ma okna “na świat” tylko takie skierowane do środka na patio. Nie czujemy dzięki temu ni wilgoci ni temperatury. Nie idziemy jeść. Umieramy na jetlag. Dzień 1. To dopiero dzień 1 a ja już tyle napisałam? Wstajemy wypoczęci o ósmej i szybciutko idziemy w stronę jakże słynnej Bourbon st i francuskiej dzielnicy. W ogóle NO oraz cała Luizjana to miasto/stan, których to nie posiadamy żadnej mapy. K. na wszelki wypadek bierze nawigację i się przydaje Załącznik: 5.JPG [ 534.7 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 6.JPG [ 699.25 KiB | Obejrzany 24366 razy ] K. czerpie mnóstwo wiedzy z niedawnego odcinka... The Simpsons “kręconego” w Nowym Orleanie Pierwszy cel to miejsce na śniadanie, które wygrzebał K. - cafe fleur de lis. Załącznik: 4.JPG [ 555.31 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Obecnie wspomina je jako top 3 posiłków w tej podróży! Zdjęcia kotletów ze wszystkich stron umieszczę na koniec, to śniadanie jednak zasługuje na wzmiankę teraz. Siadając w restauracji oczywiście dostaje się szklankę wody z lodem. (wilgotność!) Kawa mrożona naturalnie jest w każdym menu (uwaga - Luizjana słynie z cykorii w kawie). Potem kręcimy się po Bourbon street, napić się tu alkoholu można od samego rana, na samej ulicy z drinkiem spacerując. Załącznik: 7.JPG [ 626.76 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 8.JPG [ 676.31 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 9.JPG [ 784.62 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 10.JPG [ 708.13 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 11.JPG [ 875.55 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Trafiamy nad Mississippi, robimy spory kawałek na szwendaczce. Na Nowy Orlean zaplanowaliśmy tylko pół dnia. Załącznik: 12.JPG [ 663.91 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 13.JPG [ 655.32 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 14.JPG [ 935.68 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 15.JPG [ 700.03 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Z chęcią wyląduję tu jeszcze kiedyś, by spędzić tu kolejne półtora Luizjanę oboje chcemy zobaczyć po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu True Detective Załącznik: 15b.JPG [ 494.26 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Wiadukty nad mokradłami są bardzo spektakularne. Natomiast niefotogeniczne, ponieważ miejsc do bezpiecznego lub legalnego zatrzymania można znaleźć 0. Dorzucę wzmiankę, że zdjęcia z tej podróży bywają takie sobie, jestem świeżo po kupieniu aparatu i nie mogę powiedzieć, bym była mistrzem w jego obsłudze Nawigacja wywozi nas na parking. Taki po prostu, z ciężarówkami. Objeżdżamy całe Atchafalaya dookoła i nie znajdujemy - bez przewodnika ani mapy, a tylko z naszą nawigacją - “wjazdu”. Udajemy się więc w stronę naszego noclegu, po drodze widzimy znak drogowy na kolejny “wildlife refuge”. Zjeżdżamy, ale po zapytaniu lokalnego obcinacza drzew - mimo, że skorzystaliśmy z jego wskazówek - niestety. Mokradła udaje nam się obejrzeć tylko z samochodu, całkowicie przejazdem K., jako miłośnik zwierząt, a w tym momencie aligatorów - jest mocno zawiedzony. Rozchmurza się, gdy trafiamy przypadkiem, błądząc z nawigacją, do restauracji w Breaux Bridge. Załącznik: 16 (2).JPG [ 402.19 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 16.JPG [ 645.63 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Cóż to był za festiwal raków, kalmarów i lokalnego piwa! Ogólnie moje wrażenie z Luizjany... jeśli ktoś był już na zachodzie Stanów i wydaje mu sie, że drogi są puste - otóż nie. Tutaj dopiero, poza autostradami, drogi są wymarłe. Raj dla introwertyków, czyli dla mnie! Przestrzenie, spokój, natura... Posiadam takiego znajomego z nieodległego stanu Arkansas, który czasami raczy mnie zdjęciami swojej codzienności. Teraz już bardzo wiele rozumiem. Odległości, zieleń, maszyny rolnicze, jednopiętrowe niewielkie domki - południowcy to rolnicy, wielbiący (poza bronią) kontakt z naturą. Załącznik: 17.JPG [ 332.82 KiB | Obejrzany 24366 razy ] Załącznik: 18.JPG [ 588.93 KiB | Obejrzany 24366 razy ] To teraz tylko ciach, sto mil, i do hotelu! K. Dorzuca na marginesie, że w sumie to nie chciał mnie martwić, ale coś mu się chyba dzieje z zębem. | |
| Autor: | cypel [ 25 Wrz 2018 14:53 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Dobrze się czyta, fajny nieoklepany kierunek jak na USA. | |
| Autor: | Bubu69 [ 25 Wrz 2018 18:44 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@katraviatta - dziękuję za przeczytanie mojej relacji i tym samym wywołanie mnie | |
| Autor: | channel [ 26 Wrz 2018 09:33 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Fajna relacja | |
| Autor: | katraviatta [ 26 Wrz 2018 14:42 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@cypel @channel dziękuję bardzo, ja lubuję się w mapkach, podsumowaniach i liczbach, na pewno wszystko opiszę (gdy już policzę i sporządzę) @Bubu69 Ciebie będę jeszcze wywoływała Dzień 2 Staraliśmy się wybierać pokoje ze śniadaniem, tam gdzie to było rozsądne cenowo. Kilka mieliśmy bez, by spróbować np. pankejków w słynnej sieci IHOP. Dziś “Niestety” mamy śniadanie. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o asortyment, to mieliśmy szczęście do śniadań - zawsze była minimum jedna lub dwie rzeczy na ciepło, a czasami pełen ciepły bufet. Zawsze gofrownica, płatki, jogurty, prawie zawsze owoce i wszystko inne, co zawiera się w amerykańskim śniadaniu. A za pokój średnia wyszła nam ok. 50-60 zł mniej za dobę, niż podczas poprzedniej podróży. Więc to nie była kwestia podniesienia standardu Południe jest rozsądne cenowo <3 Dziś z miejscowości Lake Charles mamy za zadanie dostać się na przedmieścia Houston. A że zarezerowałam tam akurat piękny hotel ze świetnie wyglądającym basenem - chcemy tam być na 18:00. Podczas pierwszych dni zaplanowaliśmy więcej “akcji” a mniej jeżdżenia. Ponieważ przez północ Teksasu chcemy tylko przefrunąć a na południu według nas więcej jest do zobaczenia. Będziemy w ciągu najbliższych dni robić więc dziennie “tylko” 150-300 mil a pod koniec ciut więcej. Mokradła vol. II K. wygrzebał loklane składowisko aligatorów, znajdujące się niedaleko Lake Charles, do którego trafiamy tylko godzinę błądząc i tylko nie mogąc znaleźć jednego z nich (już tęsknimy za wspaniałą nawigacją sprzed 2 lat). https://www.outdoorproject.com/adventur ... ife-refuge Jesteśmy lekko zdziwieni, że visitors center zamknięte z powodu cięć. Nie wiemy jeszcze, że tutaj będzie to dosyć częste. Na szczęście natury zamknąć się nie da! Załącznik: 1.JPG [ 958.52 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 1a.JPG [ 957.83 KiB | Obejrzany 24096 razy ] JEST! Pierwszy forfiter! Załącznik: 1b (2).JPG [ 773.48 KiB | Obejrzany 24096 razy ] I drugi! (Pa, jaka franca) Załącznik: 1c.JPG [ 996.22 KiB | Obejrzany 24096 razy ] I inne widoczne stwory. Oraz żółwie. Załącznik: 2.JPG [ 736.86 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Generalnie chwila uwagi dla bezpieczeństwa. Na południu zabić może wiele rzeczy. Skorpiony, węże, aligatory... Nie należy lekceważyć natury. Załącznik: 3.JPG [ 706.9 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Drogi wyglądają tak: Załącznik: 4.jpg [ 338.29 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Kanały, gdzie występuje bardzo groźne życie ciągną się kilometrami, zatrzymujemy się w jednym miejscu. Generalnie ta sytuacja ze zdjęcia była BARDZO niebezpieczna. Serio. To jest aligator. Załącznik: 5.JPG [ 852.73 KiB | Obejrzany 24096 razy ] A tu w tej trawie równie dobrze mógłby być aligator. Głodny. Załącznik: 5b.JPG [ 893.64 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 5c.JPG [ 885.95 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Mokradła ciągną się kilometrami Załącznik: 6aa.JPG [ 591.02 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Przeprawa promem w Cameron. Załącznik: 7.JPG [ 422.28 KiB | Obejrzany 24096 razy ] I mokradła znienacka zamieniają się w przepiękne, białe, dzikie plaże, ciągnące się równie kilometrami. Wilgoci coraz mniej. Wybłaguję zjechanie na jedną z plaż (o wdzięcznej nazwie Holly Beach). W końcu jesteśmy W Zatoce Meksykańskiej! No powiem Wam.. jeśli ktoś szuka odosobnienia w rozsądnej cenie, nie ciągnie go do palm w Miami - Zatoka spełni wymagania. Wjazdy na taką plażę są co kilka mil. I jeśli widać przy jednym samochód, jedzie się do następnego wjazdu, no bo już “zajęte” Tutaj się nie kąpiemy. Tylko chłoniemy widoki w szybki kwadrans. Załącznik: 8.JPG [ 594.51 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 9.JPG [ 538.49 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 10.JPG [ 602.17 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 11.JPG [ 629.55 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 13.JPG [ 441.79 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 14.JPG [ 701.65 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 12.JPG [ 928.95 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Widać, że to już Teksas. Załącznik: 14b.JPG [ 408.63 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 14c.JPG [ 416.31 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Houston wita nas (prawie od razu) zapierającą dech panoramą. Załącznik: 16.JPG [ 375.91 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 17.JPG [ 335.46 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 15.JPG [ 284.06 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Nie jestem człowiekiem miasta, mimo, że pracuję w centrum Warszawy (a do niedawna pracowałam na 30 piętrze jednego z najbardziej przeszkolnych biurowców). Ta panorama... Brakuje mi trochę przymiotników! K. oczywiście zachwyca się również infrastrukturą, zobacz, zobacz ile tu poziomów!: Załącznik: 15a.JPG [ 403.4 KiB | Obejrzany 24096 razy ] No to już, ciach, wjeżdżamy w okolice Kaplicy Rothko, znajdujemy parking na uczelni (bezpłatny, bo jeszcze wakacje), a ja znajduję w parkomacie 5 $ <3 Najpierw coś zjeść, wybieramy lokalny studencki sportowy pub kraftowy (dużo przymiotników, wszystkie akuratne). W ogóle jesteśmy w dzielnicy studenckiej. Wybór piw oszałamiający! Załącznik: 18.JPG [ 663.3 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Aktualnie chyba jakiś ważny mecz się wydarza w jakiejś ważnej dyscyplinie sportowej, bo młodzież mocno przeżywa. Po fantastycznym hotdogu na chipsach idziemy do księgarni: Half price books (K. miał to zaznaczone jako must see), która okazuje się, ma wszystko. WSZYSTKO. Wydajemy tutaj 50$ na książki, komiksy, notesy i pamiątki. I moglibyśmy wydac 3x tyle. Zakładka do książki czy torba pamiątkowa - 49 lub 99 centów! Załącznik: 20.JPG [ 632.69 KiB | Obejrzany 24096 razy ] To teraz kaplica Rothko. W środku absolutnie zdjęć robić nie można. Wpuszczający wolontariusze ufają mi, że mój wielki wiszący aparat na szyi zdjęć nie wykona (poprosiłam ich o to zaufanie, bo zostawiłam w samochodzie przykrywkę do obiektywu). Wchodzimy do środka by przeżywać czarne obrazy Rothko. Ja trochę nie rozumiem, ale przeżywam też. Zostaję chwilę dłużej niż K., ale uciekam, gdy zaczynam w tej czerni widzieć rzeczy. Załącznik: 20a.jpg [ 92.66 KiB | Obejrzany 24096 razy ] (zdjęcie z internetu) Przed kaplicą znajduje się słynny obelisk Załącznik: 21.JPG [ 527.82 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Wybłaguję K. byśmy przejechali jeszcze raz przez downtown (trochę nie po drodze), chcę pomiędzy te spektakularne wieżowce! Czuję się taka mała (choć przecież w normalnym wcieleniu też jestem korpoludkiem pracującym w downtown...). Tutaj na pewno wydarzają się bardzo ważne spotkania, rangi światowej! Załącznik: 22.JPG [ 563.62 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 23.JPG [ 692.79 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 24.JPG [ 392.38 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Załącznik: 25.JPG [ 459.91 KiB | Obejrzany 24096 razy ] Wspomniany wcześniej hotel z pięknym basenem znajduje się na przedmieściach i nawet...udaje nam się być w nim niedługo po 18:00 mimo intensywnego dnia. Hotel miał być luksusowy (niby “by Radisson”) i było bardzo ładnie. Skorzystałam z chęcią z basenu. Był to jedyny hotel podczas naszej podróży, w którym na pewno, w środku, na ścianie, wędrował sobie prusak. Dziś K. zaczyna spożywać ibuprom na bolący ząb. Dochodzi do maksymalnej dziennej dawki dla dorosłego człowieka. Oraz mapka z dwóch dni: Załącznik: 26.jpg [ 281.86 KiB | Obejrzany 24096 razy ] | |
| Autor: | brzemia [ 26 Wrz 2018 14:50 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Coś się stało z samochodem? Wysłane z taptaka. | |
| Autor: | katraviatta [ 26 Wrz 2018 14:51 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Jedno koło lekko się zaryło, ale K. bez problemu w minutę odkopał. | |
| Autor: | Japonka76 [ 26 Wrz 2018 15:25 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@katraviatta zrobiłaś mój dzień | |
| Autor: | olus [ 26 Wrz 2018 15:40 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Bardzo fajna relacja, zresztą tak jak poprzednia ze Stanów. Będę śledzić z zaciekawieniem. Jedno mnie zastanawia - dlaczego nie korzystacie (przynajmniej z relacji tak wynika) w jakichś map w telefonie? Obecnie przecież nawet w wersji offline aplikacje typu Google Maps czy MapsMe świetnie sobie radzą. Myślę, że znacznie lepiej niż typowa samochodowa nawigacja, przynajmniej w kwestii punktów do zwiedzania. | |
| Autor: | katraviatta [ 26 Wrz 2018 15:59 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@olus zapytałam K. - cytuję "Nie wiem, pobrałem mapy, ale nie chciały działać lub nie umiem" oraz "znów wyjdzie z relacji, że podróżujesz z głupkiem" - nie wiem gdzie on to wyczytał. Generalnie, ja sobie myślę - to jest brak czasu na rozkminianie niektórych rzeczy. Przed urlopem ganialiśmy z dwa tygodnie na pełnych obrotach Jest jeszcze kilka zagadnień, które mogliśmy zrobić taniej lub szybciej, np. nie kupiliśmy karty do telefonu, by mieć internet. Nie sprzedaliśmy namiotów, żeby odzyskać choć część pieniędzy, nie kupiliśmy z forum annual pass... @Japonka76 Dziękuję bardzo. Z tym nastawieniem i humorem to różnie. Trochę czuję tego zblazowania, o którym wspomina w innej relacji @travelerka. No bo przecież to już druga kontrola paszportowa. Widziałam już te żółte linie na ulicach, znam te znaki drogowe, jadłam już takie beef jerky i takie hersheys... | |
| Autor: | channel [ 26 Wrz 2018 21:57 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Widokczki piękna. Missisipi - wielgachna! Cud, "mniód" to mapka (jam wzrokowiec, więc teraz wiem co i gdzie). Aligatorów się boję, ale rozumiem chęć zobaczenia. Masz fajny styl pisania, podobnie jak @Bubu69 dobrze się Ciebie czyta. Czekam co było dalej.... | |
| Autor: | katraviatta [ 27 Wrz 2018 16:45 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Dzień 3 Nie jesteśmy wyczynowymi podróżnikami. Na nogach spędzamy 8-12 h (zwykle bliżej nam do tego pierwszego czasu), z tego co najmniej 3 h w samochodzie. Zwłaszcza dziś na przykład. Korzystamy niespiesznie z hotelowego śniadania. Było ono jednym z obfitszych, przeogromny wybór dań ciepłych, jogurtów i owoców (już pokrojonych w kostkę...). W hotelu odbieramy paczki: namioty i śpiwory zakupione jeszcze w PL przez amazon. K. zostaje posiadaczem nowego iphone’a! Czeka nas podróż do Corpus Christi, z mapy wynika, że jest to ok. 266 mil. Ruszamy późno dosyć, przed jedenastą. Załącznik: 1.JPG [ 359.17 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 2.JPG [ 344.3 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Na trasie mamy znajdującą się na wyspie miejscowość Galveston, opisywaną w przewodniku (nareszcie jesteśmy na terenach, na których temat posiadamy jakieś bieżące źródła informacji...) i muszę przyznać, że sama miejscowość... meh. Załącznik: 3.JPG [ 742.47 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 4.JPG [ 541.79 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 5.JPG [ 692.76 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Ale. Co bym zmieniła, to nie zatrzymała się w niej. Jedyne, czego tu dokonaliśmy, to zakup kawy w starbucksie Natomiast DROGA przez Galveston ciągnąca się wzdłuż wyspy - to jest must see. W dodatku “odkryłam” tę drogę na bieżąco na telefonicznej mapie - K. nie chciał mi wierzyć, że jeżeli pojedziemy nie tak, jak nawigacja chce (jakby do tej pory udowodniła, że można jej w pełni wierzyć...), to może jednak nie zginiemy. Załącznik: 6.jpg [ 148.82 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Generalnie dla miłośników plażowania - cała Zatoka Meksykańska w sierpniu to super miejsce. Wczorajsza Holly Beach i okoliczne. Dziś całe Galveston wzłuż trasy - posiada mnóstwo publicznych plaż w przepięknych sceneriach. A pogoda cały czas jest idealna! Temperatura przekracza 30 stopni spokojnie. My kąpać się pójdziemy dopiero jutro. Dziś sobie jedziemy i podziwiamy specyficzną architekturę i roślinność. Załącznik: 7.JPG [ 406.87 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 8.JPG [ 348.86 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Domy wszystkie na palach. Załącznik: 9.JPG [ 438.74 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 10.JPG [ 508.36 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Nie wiemy czemu, zapewne ze względu na wszechobecną wilgoć. Oczy naokoło głowy! Trzydzieści mil frajdy... Tu zatrzymałabym się z dziesięć razy, jak nie więcej Nadrabiamy trochę mil i zajeżdżamy do Brazoria National Wildlife Refuge, by zobaczyć... aligatory! My tu gadu gadu, a to już piętnasta. Niby Teksas, ale natura iście luizjańska. Wybieramy sobie godzinny szlak naokoło jeziora. Znaki twierdzą, że wystarczy uważać, by aligator nie zjadł. Ani wąż. Załącznik: 13.JPG [ 997.26 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 14.JPG [ 932.61 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Jeszcze gwoli ścisłości w kwestii aligatorów. To nie jest tak, że są one jedyną atrakcją w takich miejscach. Na poniższych zdjęciach widać tę soczystość i unikalność natury. Jest też ona... głośna. Nie da się opisać tego dźwięku, tak samo jak kolory na zdjęciach w ogóle nie oddają tej zieleni i tej magii natury. To wręcz przezycie mistyczne i osobiste. Prawie jak w kaplicy Rothko. Załącznik: 11.JPG [ 876.35 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Tak jak kanion - trzeba zobaczyć, by zrozumieć potęgę natury Załącznik: 15.JPG [ 841.26 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 16.JPG [ 576.41 KiB | Obejrzany 23813 razy ] O, tam jest jeden Załącznik: 17.JPG [ 1003.83 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 18.JPG [ 892.54 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Ta kreatura jak dla mnie jest dużo bardziej przerażająca. Załącznik: 19.JPG [ 318.28 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Trzeba uważać na pajęczyny :/ Mnóstwo ptaków i innej zwierzyny Załącznik: 20.JPG [ 932.93 KiB | Obejrzany 23813 razy ] I zieleń, zieleń zieleń Załącznik: 21.JPG [ 979.75 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 22.JPG [ 925.57 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 23.JPG [ 951.93 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 24.JPG [ 957.12 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 25.JPG [ 903.33 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 26.JPG [ 1009.78 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 27.JPG [ 719.48 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Załącznik: 28.JPG [ 692.22 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Na tym zjęciu JEST aligator Załącznik: 28a.JPG [ 875.96 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Jest szesnasta a my pod prawie samym Houston :O Teraz czeka nas jeszcze 3 h jazdy Mijamy połacie białych pól i z gry farmville, w którą grałam w 2009 roku wiem, że są to pola bawełny. Kamieniem niech rzuci ten, który uważa, że gry nie kształcą. Załącznik: 28aa.JPG [ 502.54 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Po dziewiętnastej meldujemy się w hotelu. Był to bardzo ciężki dzień dla zęba K. obaj są mocno markotni, choć jeszcze cierpią w ciszy. Nareszcie pustynny Teksas Załącznik: 30.JPG [ 446.6 KiB | Obejrzany 23813 razy ] Udajemy się dziś do nieodległego Denny’s. I tutaj wywołam Cię właśnie ponownie, @Bubu69, to w mojej relacji, jeśli ją czytałaś, były zachwyty na ich temat Kilka perełek kulinarnych w innych miejscach, podczas tej podróży jeszcze odkryjemy. K. wieczorem połyka ibupromu spokojnie 2 x tyle co powinien. Jego ból jest już nie do wytrzymania na tyle, że ja to widzę (że jest nie do wytrzymania). Na wzmiankę o dentyście słyszę “nie stać mnie na dentystę w Stanach”. Mamy podróżne ubezpieczenie, ale na dentystę przeznaczyliśmy jakieś 600 zł na osobę. | |
| Autor: | Bubu69 [ 27 Wrz 2018 19:43 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@katraviatta - Hahaha, czyli nie jest ze mną jeszcze tak źle Naprawdę wspaniale, że akurat tam pojechaliście i opisujesz tę podróż! Faktycznie większość relacji to road trip po zachodzie, a tu taka perełka | |
| Autor: | mikuś [ 29 Wrz 2018 14:01 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Jak widzę relacje z USA, z innego miejsca niz standardowy objazd po Zachodzie, to ręce same składają mi się do oklasków ! | |
| Autor: | katraviatta [ 02 Paź 2018 11:53 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@mikuś biorę Twój komentarz za komplement, dziękuję. Dlaczego? Ponieważ wakacje, na których temat nie ma gotowych scenariuszy w relacjach, w miejsca, gdzie mało kto jeździ z naszych krajan (o znajomych nawet nie wspomnę) - takie wakacje nie jest łatwo zaplanować. Spędziliśmy na tym bardzo dużo czasu. K. bardzo się zaangażował i tak naprawdę nie wiem jakie są jego wszystkie tajne źródła. Trochę strona matadors network, trochę busy przez świat (które właśnie zrobiły wyprawę przez route 66), trochę lonely planet i trip advisor. Ale przede wszystkim szperanie, szperanie... Znajomy z Arkansas polecił nam też jedno miejsce, które wkleiliśmy w nasz plan już w Stanach będąc. Spędzaliśmy dużo czasu, prawie każdego dnia wakacji, na szperanie i doszukiwanie do końca tego, co robimy dnia następnego. Czasami decydowaliśmy nagle. To nie Zachód, gdzie, jeśli coś jest zamknięte bo pogoda, to 30 mil dalej mamy drugie coś. Tutaj, jeśli coś jest zamknięte, to następną atrakcję można mieć...jutro Jak dobrze pójdzie. No więc w Corpus Christi jesteśmy. Zacznę od nocnych majaków i jęków zęba K. Nie wiem o ile przekroczył dawkę ibupromu. Natomiast powiem wprost: nic to nie pomagało. O czwartej przebudzając się mówię, że ma iść do dentysty. O szóstej pytam, czy sprawdzał ubezpieczenie. O ósmej już wiemy, że to jednak było 1000 zł limitu a nie 600. K. dzwoni do ubezpieczyciela pytać jak to z formalnościami, potem telefon do dentysty położonego o 2 mile od hotelu. Mieliśmy ogromne szczęście, ponieważ wizyta znalazła się na godzinę 10:00 rano. Ktoś by pomyślał, że poważne zapalenie zęba, od którego pacjent nie śpi, bo jęczy, może poważnie zepsuć wakacje. Cała procedura zajęła nam zaskakująco niewiele czasu. (koszt imprezy: wizyta 65$, recepta 35 - zwrot w trakcie załatwiania więc jeszcze się nie wypowiem). Musieliśmy dziś zrobić szybkie pranie, bo luźniejszy dzień (tak, dentysta w tym jakże pomógł).Na receptę trzeba się umawiać do określonej apteki po odbiór, więc ja idę robić pranie, K. czeka na receptę pod apteką. K. zachwycony ilością informacji, jakie się otrzymuje w aptece. Dostał penicylinę na zapalenie a na ból... ibuprofen Załącznik: 1.JPG [ 447.94 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Nie myśleliśmy nawet o śniadaniu i wcale nie byliśmy głodni. Zachomikowane beef jerky pomogły. O 12:30 jesteśmy w drodze do stanowego parku Mustang Island (plaża celem kąpieli <3 ). Załącznik: 2.JPG [ 473.76 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Wjazd samochodem 10$. Wszystkie inne plaże obok przed i po wyglądają dokładnie tak samo, więc można chyba specjalnie do Mustang nie jechać.. Załącznik: 3.JPG [ 469.37 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Tutaj na marginesie dodam, że nie posiadam zaawansowanych programów do poprawiania zdjęć. Dlatego zdjęcia lekko nie w kącie prostym takie pozostaną. Załącznik: 4.JPG [ 679.33 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 5.JPG [ 582.54 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 6.JPG [ 396.5 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 7.JPG [ 477.5 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 8.JPG [ 482.67 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 9.JPG [ 483.19 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 10.JPG [ 663.04 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Woda idealna. Sąsiadów tyle co widać. Jako, że dentysta trochę wydłużył nam dzień, wypad skraca się do godziny. Na plażę to ja chciałam jechać. Uwielbiam i z chęcią wydłużyłabym i powtórzyła taki leżing! O czternastej udajemy się w stronę Austin, gdzie dziś śpimy. Ja nie prowadzę w ogóle pojazdu i lubię mieć papierowe mapy ze sobą, na które ciągle patrzę. Z mapy wynika, że koniecznie chcę i koniecznie musimy skręcić na lekko inną trasę by przejechać przez... Załącznik: 11.JPG [ 890.43 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Przecież to w połowie moje miasto rodzinne Załącznik: 12.JPG [ 768.32 KiB | Obejrzany 22925 razy ] W okolicach dużo polskobrzmiących miejscowości typu Kosciuszko czy Pawelekville. Mnie się podoba, bo celowo dzięki temu zjechaliśmy z autostrady i jedziemy sobie drogą lokalną (czyli naszą jednopasmówką). Załącznik: 13.JPG [ 509.61 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 14.JPG [ 428.45 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 15.JPG [ 406.42 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 16.JPG [ 402.52 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 17.JPG [ 214.74 KiB | Obejrzany 22925 razy ] To, że nie zjedliśmy śniadania ma swoje drugie uzasadnienie. K. od dwóch dni nie może się doczekać barbecue. Teksas słynie z barbecue! Wybraliśmy na ten cel restaurację w Lockhart pod Austin, która jest w Lonely Planet jako top 5. W środku jak karczma. Załącznik: 18.JPG [ 417.63 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 19.JPG [ 700.72 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Wchodzimy najpierw i pobieramy pół kilo różnego mięsa. Potem do drugiej sali po dodatki. Za mięso zapłaciliśmy 26 $, za dodatki 12. Zrezygnowałabym z dodatków, nic specjalnego Załącznik: 20.JPG [ 370.27 KiB | Obejrzany 22925 razy ] Załącznik: 21.JPG [ 558.19 KiB | Obejrzany 22925 razy ] (dodam, że po wizycie w stanach przytyłam tylko 1 kg, który udało się zrzucić w pierwsze 4 dni, więc nie był to kilogram permanentny). Hotel bez śniadania co jutro oznacza festiwal pankejków w IHOP, które planujemy już dziś | |
| Autor: | mikuś [ 02 Paź 2018 15:45 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
@katraviatta Oczywiście, że był to komplement Doceniam to, że wybraliście niestandardową trasę jak na USA i przez to niejako przecieracie szlaki. Tym bardziej chętnie czytam relacje i pewnie kiedyś sięgnę po Wasze wskazówki, bo już wiem, że muszę tam pojechać | |
| Autor: | katraviatta [ 03 Paź 2018 16:36 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Pomyliłam się, pankejki na śniadnie dopiero jutro Dziś szybkie Austin. Szkoda, że szybkie. Wstępnie planowaliśmy jeszcze czegoś dokonać w Austin poprzedniego dnia, no ale dentysta, więc wszystkiego dokonać musimy dziś. Dlatego z trzech okolicznych parków stanowych (McKinney Falls, Pedernales Falls, Enchanted Rock) wybierzemy tylko jeden. I dlatego w Austin spędzimy tylko troszkę czasu. To miasto ludzi młodych (hipsterskie trochę), bardzo unikalne i nowoczesne (równiez tęczowo). Podobno przez ostanie lata niezmiernie rozkwitło. Parkujemy na Congress avenue - ulicy-reprezentantce młodych. Mnóstwo sklepów pod nas i dla nas. (wstąpimy do nich w drodze powrotnej, gdyż jest 10:30, a miasto budzi się o jedenastej). Idziemy w stronę downtown, najpierw przez most nietoperzy - dzięki któremu Austin podobno zarabia wiele milionów na turystach. Ale piszczą! Oczywiście najlepiej jest most zobaczyć wieczorem, kiedy chmara tysięcy nietoperków wylatuje na nocne łowy... Załącznik: 1.JPG [ 485.21 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 2.JPG [ 551.74 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 2a.JPG [ 568.63 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 2b.JPG [ 567.31 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 2c.JPG [ 808.55 KiB | Obejrzany 22613 razy ] W Downtown jemy na śniadanie taco (dziś wtorek - taco Tuesday!). Oczywiście nie w zwykłej restauracji pfff, jesteśmy w Austin! Taco można dostać, po ok 2$ szt. - w galerii sztuki nowoczesnej Załącznik: 2d.JPG [ 425.52 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 3.JPG [ 742.01 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 4.JPG [ 506.96 KiB | Obejrzany 22613 razy ] W drodze powrotnej kupuję tu kapelusz (Z TEKSASU) i różne pamiątki. Congress avenue to miejsce dla młodych ludzi - knajpki i kawiarnie, hostele, murale, sztuka wysoka i niska... Załącznik: 5.JPG [ 518.94 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 6.JPG [ 708.85 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 7.JPG [ 677.58 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 8.JPG [ 492.4 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 9.JPG [ 910.93 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 10.JPG [ 651.48 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Wchodzimy też do sklepu z kowbojkami (najtańsze jakie znalazłam kosztowały bodajże 250$) Załącznik: 11.JPG [ 697.06 KiB | Obejrzany 22613 razy ] To podobno miejscówka z filmu deathproof (film polecam, w miejscówce nie byliśmy). Załącznik: 12.JPG [ 588 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 13.JPG [ 851.85 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Czuję, że tu by mi się podobało, gdybyśmy tak podle nie potraktowali Austin, zaledwie kilka godzin tu będąc. Z trzech podanych wyżej stanowych parków wybieramy Pedernales Falls. Nasz przewodnik zdecydowanie jest nastawiony na miasta. A my na przyrodę. Szereg rzeczy musieliśmy więc sobie wygrzebywać sami i czasami jedziemy w ciemno, po obejrzeniu zaledwie zdjęć w google grafice I chyba zawsze mieliśmy dużo szczęścia. Opłata standardowa 5$, Visitors center zamknięte na głucho (trzeba sobie zapłacić samemu) jedna grupa turystów z korei (w sumie to chyba pierwsza grupa, jaka nam się trafia...) Hahaa nareszcie, to Ameryka! Załącznik: 14.JPG [ 805.17 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 15.JPG [ 500.73 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 16.JPG [ 553.97 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 17.JPG [ 971.01 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 18.JPG [ 897.99 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 19.JPG [ 410.27 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 20.JPG [ 858.41 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 21.JPG [ 1022.9 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 22.JPG [ 980.5 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 23.JPG [ 520.41 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 24.JPG [ 783.13 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 25.JPG [ 681.73 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 26.JPG [ 834.09 KiB | Obejrzany 22613 razy ] K., znawca ryb po potwierdzeniu z tablicą informacyjną, wyrokuje iż jest to karp biały. Załącznik: 27.JPG [ 391.07 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Dziś śpimy w Del Rio, zaraz przy granicy z Meksykiem. Wybraliśmy to miejsce, bo w najbliższej okolicy był jeden punkt, który mogliśmy zobaczyć, a nie chcieliśmy się zamordować długim przejazdem bezpośrednio do Big Bend NP. Z racji tego, że zbliżamy się już do tej granicy, zdarzają się kontrole imigracyjne. Wyglądają one (na razie) tak, że trzeba obowiązkowo zwolnić do ok. 25 mil na godzinę a kontrolerzy stoją na poboczu niczym drogówka i losowo wybierają delikwentów do szczegółowej kontroli. Dziś nas nie wybrali. Takie typowe teksańskie miasteczko (to akurat Fredericksburg). Załącznik: 28.JPG [ 856.96 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 29.JPG [ 618.16 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Dwa słowa o stacjach benzynowych. Tym razem spędzamy w aucie dużo więcej czasu, bo robimy więcej mil niż ostatnio. Codziennie jesteśmy na stacji przynajmniej raz. Cen paliw szczegółowych nie mam tym razem, bo nie notowałam na bieżąco, natomiast powiem tylko, że galon regularnej kosztował od 2.29 do 3.09 w zależności od miejsca (a średnio tak ok. 2.60). Na stacjach prawie wszędzie jest kawa z automatów, którą robi się samemu jednym przyciskiem i płaci potem w zależności od wielkości pobranego kubka. Tym razem nie marnujemy czasu na starbucksy tylko właśnie pijemy kawę na śniadaniach lub na stacjach. Koszt takiej kawy to zwykle...dolar. Lub półtora. Płacić kartą, jakąkolwiek, w jakikolwiek sposób, z kodem pocztowym, bez, kredytową, debetową za benzynę - nie mogliśmy. Wiedzieliśmy więc, że musimy mieć gotówkę. Ukradkiem zrobiłam zdjęcie typowym mieszkańcom Teksasu Załącznik: 30.JPG [ 576.39 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Wspominałam już, że zrobiło się odludnie, dużo bardziej niż na Zachodzie? Otóż tutaj w tej części stanu drogi nagle wymierają. Najczęściej jesteśmy całkowicie sami. K. na prośbę “zatrzymaj się tutaj” - co prawda niechętnie - godzi się nawet w nielegalnym miejscu! Załącznik: 31.JPG [ 895.37 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 32.JPG [ 930.36 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Załącznik: 33.JPG [ 202.02 KiB | Obejrzany 22613 razy ] Wieczorem dla odmiany - Taco Bell. Coś mają wchodzić do Polski, ale ciągle jest to w sferze plotek. Totalny fastfood meksykański, ale... bardzo dobry! K. uwielbia kuchnię meksykańską (sam robi cuda w kuchni) i widocznie Taco Bell doprawia bardzo klasycznie, bo i moje i jego jest pyszne. Za dwa zestawy zapłaciliśmy w sumie 12.50. O, zapomniałam o mapie dla wzrokowców. (z ostatnich 2 dni) Załącznik: mapa.jpg [ 246.57 KiB | Obejrzany 22613 razy ] | |
| Autor: | katraviatta [ 15 Paź 2018 14:38 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Dzień 6 No więc dzień zaczynamy od tych pankejków w IHOP. Ja biorę baaardzo wielkie combo i naturalnie połowę pankejków proszę na wynos Załącznik: IMG_0139.JPG [ 621.12 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Ruszamy w stronę Big Bend NP, chcemy zobaczyć Amistad natural reserve, ale w sumie stwierdzam, że “to tylko wielka woda” - nie mamy czasu jej użyć ani do kąpieli ani do innych wodnych aktywności. Załącznik: 141b.JPG [ 570.4 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Poza tym nawigacja tradycyjnie wywozi nas do zamkniętego na głucho skupiska - tym razem budek magazynowych. Zatrzymujemy się przy poczcie (usytuowanej jakby w baraku) i pytam o wytyczne na Seminole Canyon - gdyż jak wiadomo, fakt występowania tego kanionu na mapie nie oznacza, że wjazd, by go zobaczyć znajduje się w tym samym miejscu Czemu Seminole Canyon? A bo był na papierowej mapie. Nie mieliśmy o nim żadnej wiedzy, a przewodnik też nic o nim nie miał. Nie byliśmy jakoś super przygotowani czasami Opłata standardowa 5$, K. wchodzi do visitors center by zapłacić. Ja w baletkach i sukience trochę się nie przygotowałam na godzinny szlak znienacka Załącznik: 144.JPG [ 788.28 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Bardzo lubię gdy jest ładnie opisane co widzę. Podróże mają kształcić, prawda? Załącznik: 158.JPG [ 963.55 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 157.JPG [ 1011.41 KiB | Obejrzany 20807 razy ] W dół do kanionu były schody, które w połowie miały łańcuch i napis “staff only”. Nielegalnie przeszłam pod łańcuchem Załącznik: 153.JPG [ 921.24 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 154.JPG [ 935 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 142.JPG [ 423.18 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 143.JPG [ 439.94 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 145.JPG [ 1019.86 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 148.JPG [ 958.34 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 149.JPG [ 846.65 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 150.JPG [ 844.23 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 151.JPG [ 871.26 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 152.JPG [ 921.53 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 155.JPG [ 877.03 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 156.JPG [ 910.55 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 156a.JPG [ 984.16 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 159.JPG [ 961.29 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Kończymy obchód po (lekko kamienistym raniącym me stopy w baletkach) szlaku po piętnastej, a do campingu blisko nie jest (patrzę na google mapy, że jest to blisko 4 h). A gdzie zjeść, odpocząć czy coś? Wspominałam o tym, że drogi do tej pory zrobiły się odludne lub wymarłe? Hahahahaha Załącznik: 160.JPG [ 699.61 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 161.JPG [ 491.2 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 162.JPG [ 314.41 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 163.JPG [ 311.13 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 164.JPG [ 572.52 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 165.JPG [ 293.36 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 166].JPG [ 295.49 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Fajnie tak zwiedza się Tekasas widząc spadek wystepowania człowieka, ze wschodu na zachód. Dojeżdżamy do miejscowości Alpine, gdzie wchodzimy do pierwszej z brzegu sieciówki na kolację (burgery, DQ). Burgery dobre, ale drogie i nie za ciepłe. Mocne 4 na 10. I skręcamy w drogę na Terlingua Ranch, gdzie mamy niezarezerwowany camping (gdy dzwoniłam tam 2 tygodnie wcześniej pani powiedziała mi, że zawsze mają miejsca i nie trzeba rezerwacji). Przez 70 mil nie jestem pewna czy widzieliśmy jeden samochód, czy może całe dwa. W połowie tych 70 mil zapala nam się rezerwa. Do końca trasy nie mijamy żadnego śladu życia poza wielkim bilboardem naszego rancza oraz rzędem skrzynek pocztowych. K. Nie ma oporu już z zatrzymywaniem się nigdzie, skoro jesteśmy jakby sami w promieniu tychże 70 mil Załącznik: 166a.JPG [ 238.11 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 166b.JPG [ 406.77 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Załącznik: 167.JPG [ 383.14 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Ostatnie kilka mil skręcamy na drogę piaszczystą, jest po 19stej. Ciągle brak stacji, a samochód twierdzi, że może przejechać jakieś 60 mil. Z obliczeń więc jak nic wynika, że nawet jeśli byśmy teraz zawrócili do Alpine, to czeka nas niechybna śmierć na drodze 118. (widzieliśmy po drodze pewne ciała, ale relacja nie służy przecież wprawianiu czytelników w niechybny dyskomfort). Uważam że ten wieczór był jednym z najciekawszych, najbardziej barwnych i niezapomnianych Dojeżdżamy na ranczo. Całe szczęście w miejsce właściwe, bo to nie było oczywiste, troszkę ma się wrażenie że ten świat tutaj się naprawdę kończy. Recepcja (czyli drewniany domek na kurzej nóżce, z bujanymi fotelami na werandzie) zamknięta na głucho. Nie sprawdziliśmy tego ani rano ani poprzedniego dnia. I dobrze, bo nie zobaczylibyśmy Seminole Canyon. K. objeżdża ranczo, ja wędruję na piechotkę po okolicy. Ściemnia się, więc trochę zależy nam na czasie, czeka nas debiut w rozkładaniu namiotu Toalety bardzo w porządku, namiot stoi, ani mi się śni wychodzić z niego po zmroku (prędzej mi pęcherz pęknie!). Następnego dnia rano gdy płacimy (zawrotną kwotę 32$ za 2 noce) dowiadujemy się, że mamy tutaj nawet wifi Na polu liczba namiotów: 1 (nasz). Załącznik: 169.JPG [ 532.59 KiB | Obejrzany 20807 razy ] Żeby zaleczyć nasze lęki co do benzyny (K. miał np. pomysł by spróbować wrócić do Alpine z samiutkiego rana), po raz pierwszy chyba tak naprawdę przydaje się nasz przewodnik. Który ma oznaczoną na drodze w stronę Big Bend, jedną jedyną stację benzynową. Śpimy więc w połowie spokojnie na karimatkach (po $7) w śpiworach kupionych na amazonie ($20) na bardzo twardym kamienistym podłożu. Żadne z nas nie śmiało sprawdzać teorii węży. Załącznik: 171.JPG [ 390.2 KiB | Obejrzany 20807 razy ] | |
| Autor: | katraviatta [ 09 Lis 2019 19:01 ] |
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE |
Gwoli przerywnika, gdyż... porzuciłam spisywanie relacji i wracam do niej po roku. Dokończę ją dla siebie, ponieważ wracam tutaj z ogromną przyjemnością, już kolejną podróż po Stanach planując. Wspomnienia z tej części już opisanej oraz tej, której tutaj jeszcze nie ma, potęgują chęć powrotu. I powiem wam, że tak jak zaraz po powrocie myślałam sobie, że trudno będzie wrócić do Teksasu ze względu na ogromne odległości pomiędzy atrakcjami, tak teraz myślę, że mimo wszystko wróciłabym i przejechała tę trasę jeszcze razi zobaczyła resztę. Moja druga osobista refleksja po zobaczeniu 10 stanów: Teksas jak na razie jest moim ulubionym. Biłam się z myślami, czy nie aby Kalifornia, ale jednak nie. przeważyła wartość (stosunek ceny do jakości), autentyczność i południowość. To tak w dużym skrócie Dzień... 7 chyba Kolejny dzień zaczynamy budząc się jednocześnie o godzinie 7:30 z pełnymi pęcherzami (ja przepraszam, że takie wątki wtrącam, ale skoro pamiętam po roku, że było to ważne, te węże w nocy... Sceneria cudowna! Załącznik: 1.JPG [ 265.5 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Zjadamy na śniadanie zakupione w walmarcie tortille z szynką, popijamy kawami z puszki i na szlak! W recepcji pan potwierdza: stacja benzynowa JEST po drodze do Big Bend. Jakoś tak wcześnie zaczęliśmy dzień, ale nie powiem byśmy wiele dziś osiągnęli. Dziś trafiamy na pierwszą "poważną" kontrolę graniczną - będziemy taką mieli jeszcze jedną. Panowie na stacji patrolowej nas zatrzymują, każą pokazać paszport. Ja swój miałam w walizce w bagażniku, więc doświadczeniem z amerykańskich filmów kryminalnych najpierw proszę o zgodę na opuszczenie pojazdu Z terlingua ranch do parku mamy godzinę drogi w przepięknej scenerii! Załącznik: 2.JPG [ 344.61 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 3.JPG [ 729.75 KiB | Obejrzany 15289 razy ] W Big Bend do obejrzenia są dwa główne sztandarowe szlaki: Window trail i Lost Mine Trail. Potem dowiedziałam się, że Lost mine Trail jest najsztandarowszy, ale nie żałujemy, że wybraliśmy ten drugi! pół dnia przeznaczamy więc na szlak. Załącznik: 4a.JPG [ 669.44 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Nasz punkt docelowy: Załącznik: 5.jpg [ 442.91 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Szlak, który niby oznaczony jest jako easy/moderate, nie powala też długością - 5.5 mili. Tyle że połowę idzie się w dół kanionu, a potem wraca w górę! Pierwsze pół mili luksusowo. Załącznik: 5b.JPG [ 1016.25 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 6.JPG [ 691.41 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Dochodzimy do punktu kulminacyjnego - okna. Załącznik: 7a.JPG [ 759.08 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 8b.JPG [ 988.99 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 8.jpg [ 667.93 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Łączna liczba zwiedzających - liczyłam - poza nami, którą minęliśmy na szlaku: 10. W tym idąc w dół kanionu, spotkaliśmy dwóch amerykanów, którzy od razu do nas: guys! wow, słuchajcie! (ogromne podniecenie) - tam w dół rzeki na półce skalnej jest grzechotnik! Zaraz obok trasy jak będziecie przechodzić, jeśli jeszcze tam jest na pewno go zobaczycie! Naprawdę, podniecenie w ich głosach sięgało zenitu! Szczerze - ja osobiście przez chwilę się wahałam, czy nie zawrócić Załącznik: 10.JPG [ 456.35 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 9.JPG [ 623.21 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 11.JPG [ 576.38 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Cały szlak zajął nam ok. 4,5h. Mieliśmy jeszcze jechać zobaczyć Rio Grande, ale... nie chciało nam się już Wracamy więc piękną scenerię oglądając: góry i pustynie, czyli to co może być najlepsze. Załącznik: 12.JPG [ 744.8 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 13.JPG [ 927.57 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 14.JPG [ 795.77 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Bardzo chcieliśmy po prostu sobie zrobić ognisko, zjeść pieczone ziemniaki i marshmallow oraz napić się lokalnego piwka. I tak też uczyniliśmy Załącznik: 17.JPG [ 467.28 KiB | Obejrzany 15289 razy ] Załącznik: 18.JPG [ 366.77 KiB | Obejrzany 15289 razy ] wifi na polu namiotowym pozwoliło mi nawet porozmawiać ze znajomym z Arkansas i popatrzeć w telefon, kiedy piekły się ziemniaczki. no cud miód odpoczynek. A nie jakieś tam hotele i baseny pff. A, no i takie hmm... w nocy świnki słyszeliśmy. chrumkały nam całymi rodzinami przy namiocie (tutaj akurat tylko jedna dała się sfotografować) Załącznik: 19.JPG [ 989.38 KiB | Obejrzany 15289 razy ] a jutro... | |
| Autor: | katraviatta [ 10 Lis 2019 02:28 ] | ||
| Temat postu: | Re: NA POŁUDNIE | ||
dzień 8 Coraz mniej będziemy spędzać czasu poza samochodem. Jesteśmy w połowie drogi czasowo, a tylko w jednej trzeciej kilometrowo. Dzisiejszy dzień raczej należy do tranzytowych. Jednakże mimo takich dni - zawsze staraliśmy się coś tam dołożyć by nie mieć poczucia "straconego" dnia. Ale nie powiem, podróżowanie samochodem sprawia nam obojgu OGROMNĄ przyjemność i spędzenie kilku godzin w samochodzie jest dla nas częścią wakacji. Leniwą częścią Namiot zakupiliśmy składany jednym ruchem i tak też go z szybkością światła składamy. Trafia nam się druga graniczna kontrola i już pędzimy na północ. z każdym kilometrem robi się bardziej sucho i pustynnie. Załącznik: 2.JPG [ 495.16 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 3.JPG [ 558.82 KiB | Obejrzany 15240 razy ] I w końcu jesteśmy. Załącznik: 4.JPG [ 274.01 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Ale Nowy Meksyk to dla nas stan tranzytowy. Mało osób zapewne (raczej myślę o "stanologach" czyli ludziach wielbiących się w tymże kraju, jak ja na przykład) potrafi z pamięci wymienić jedną lub więcej niż jedną atrakcję turystyczną nowego meksyku (wyzywam czytelników by sami spróbowali zamiast zaczną dalej czytać!) No więc Albuquerque dla tych, którzy oglądali Beraking Bad. Ja oglądałam, ale nie zachwycił mnie. A druga atrakcja to Carlsbad Caverns. pewnie ominęłabym czytając przewodnik, mimo że w jaskiniach bywałam i "są w dechę", więc no jak, poważny znawca już jestem! To właśnie tę atrakcję wpletliśmy już w Stanach będąc, pod wpływem zdjęć i namów znajomego z Arkansas. Z trasy do jaskinii zbaczamy bardzo lekko. Jest objęta NPSem więc to druga atrakcja na liście "annual pass" po Big Bend NP. Widoki ala Utah przed wejściem do środka. Jak dla mnie - już było warto tu przyjechać Załącznik: 5.JPG [ 957.37 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 6.JPG [ 728.24 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Powiem tak: robiliśmy zdjęcia tylko w jakiejś 10% powierzchni. Jaskinie przerażają majstatem, formami skalnymi, ogromem (gdzieś na tablicy informacyjnej było podane ile boisk futbolowych zajmowałyby te kompleksy jaskiń. Nie pamiętam ile, ale dużo!). Są kapitalnie oświetlone i równie kapitalnie opisane! Szczerze, jeśli ktoś miałby zboczyć i 100 km z trasy by je zobaczyć - warto to zrobić! Załącznik: 7.JPG [ 834 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 8.JPG [ 772.67 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 9.JPG [ 817.7 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 9b.JPG [ 625.53 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 9c.JPG [ 564.14 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 9d.JPG [ 383.33 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 10.JPG [ 489.44 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Równie fenomenalny sklepik z pamiątkami Załącznik: 11.JPG [ 436.47 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Niektórzy z nas byli przygotowani Załącznik: 12.JPG [ 541.84 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Potem fruniemy dalej na trasę... powiem wam że dla mnie to właśnie jest esencja stanów: odosobnienie, przestrzeń... słońce i niebo wkąpane w naturę i ...takie ludzkie akcenty. Załącznik: 13.JPG [ 929.74 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 14.JPG [ 446.35 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 15.JPG [ 344.41 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 16.JPG [ 331.17 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Załącznik: 17.JPG [ 303.92 KiB | Obejrzany 15240 razy ] Łapie nas również spektakularna ulewa. Załącznik: 18.JPG [ 393.73 KiB | Obejrzany 15240 razy ] I wczesnym wieczorem przejechawszy 390 mil, meldujemy się w... Roswell. W kręgu tajemnic! fragment trasy z ostatnich dni dla wzrokowców
| |||
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |