Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 28 Gru 2025 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Dzieci poprosiły mnie, żebym je gdzieś zabrał na święta. Pierwszym pomysłem była daleka Azja, ale jakoś z biletami słabo się wszystko zgrywało. Było albo drogo albo krótko.

Pomyślałem o Dżibuti, ale moja propozycja nie spotkała się z entuzjazmem. Uganda, Kenia czy Rwanda odpadły ze względu na brak szczepień.

W rozsądnej cenie był Agadir (znaczy w sumie mało rozsądnej, bo 700 PLN RT z dużym podręcznym) i o dziwo dziewczyny do tej propozycji podeszły całkiem entuzjastycznie.

Byliśmy już razem w Maroku 6,5 roku temu. Wtedy na północy i całkiem nam się podobało.

Tym razem wstępny plan obejmował zwiedzanie modernistycznego Agadir, naukę surfingu i pojechanie do Sahary Zachodniej, najlepiej do Dakhli. Może jakieś górki.

Plan się mocno zweryfikował. A jeśli chodzi o tytuł to mój znajomy opowiadał jak kiedyś podróżował po Kolumbii z przewodnikiem Lonely Planet. Najchętniej wybierał trasy opisane jako off the beaten track jednak ze zdziwieniem zauważył, że tę samą opcję wybiera znacząca część podróżujących. W praktyce trafiają oni do miejsc ekstremalnie turystycznych i kupują usługi od osób, które goszczą miłośników podróży do miejsc mniej uczęszczanych w zasadzie codziennie.

Stąd nasz pomysł na off off. Miał swoje plusy dodatnie, jednak ujemnych też nie zabrakło

Mała edycja. Odnoszę się do pierwotnego tytułu "Maroko off i off off the beaten track." Zmieniłem go na bardziej adekwatny


Ostatnio edytowany przez pabien 30 Gru 2025 21:36, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN Wakacje na Fuerteventurze z all inclusive 🌊⛳🏖️ 4* hotel Livvo Jandía Golf za 2599 PLN
Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷 Wrześniowy wypad do Chorwacji za 889 PLN 🏖️🌊 Loty i 3 noce w 4⭐️ hotelu przy plaży na wyspie Pag ☀️🇭🇷
Offline
#2 PostWysłany: 29 Gru 2025 12:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Lot do Agadiru z Kato był całkiem przyjemny z dwóch powodów. Samolot był wypełniony może w 75%, a po drodze można było podziwiać i Alpy i Atlas

Image

Image

Przejście przez granicę zajęło minuty. Znacznie więcej odebranie auta. Okazało się, że tutejszy Europcar działa także jako Goldcar. Akurat z nie do końca zrozumiałego dla mnie samego powodu wziąłem auto z pełnym ubezpieczeniem. Potem kiedy zdałem sobie sprawę z tego co zrobiłem cena wzrosła tak, że ta z ubezpieczeniem była niższa.

Udało mi się zadbać o status w Europcarze dzięki temu zamiast fiata 500 dostałem Hondę Jazz hybrydę. Masakrycznie poobijaną
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 30 Gru 2025 16:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Wracając do kwestii auta, to kosztowało 1300 zł na 10 dni, ale bonus z hybrydowości był wysoki - średnie spalanie, przy czym istotną część podróży odbyliśmy po serpentynach, wyniosło 4.4 litra. Dacia diesel byłaby niewiele gorsza, zwłaszcza że ON jest istotnie tańszy, jednak nie występują one z automatem.

Podsumowując jestem zadowolony z tego co dostałem - auto prowadziło się dobrze miało europejskie wyposażenie plus czujniki parkowania. Przy oddawaniu sprawdzono tylko czy poziom benzyny się zgadza i zaproszono do okienka po anulację preautoryzacji.

To nie jest jednak opowieść o wynajmowaniu auta lecz o podróży z jego użyciem.

W ramach przygotowań wyjazdowych miałem zarezerwowane tylko 3 noclegi, jak mi się wydawało w Agadirze. Na pierwsze dwie noce (bp przyjeżdżaliśmy popołudniu, a Agadir jednak wydawał się być miejscem wartym eksploatacji oraz na noc ostatnią - ten faktycznie w Agadirze, nawet w ładnym miejscu.

Pierwsze dwa jak się okazało zarezerwowałem w Awrir na północ od Marrakeszu.

Na początek jednak musieliśmy coś zjeść. Pierwsza wybrana knajpa okazała się być całkiem OK, nawet mieli couscous wegetariański, co nam wydawało się być bezpiecznym i pewnym posiłkiem na przyszłość.

Nasza miejscówka była tania, miała miła obsługę i ładny widok niedaleko. To plusy. Minusami były wspólna łazienka, brak okna na zewnątrz, mała powierzchnia, wspólna łazienka oraz zimno i wilgoć. Potencjalnie było to również dobre miejsce na surfing, którego planowaliśmy się pouczyć.

Jednak pierwszy dzień przeznaczyliśmy na Agadir modernistyczny. To dobre miasto dla mnie, bo wszystkie stare zabytki są nowe, więc z natury rzeczy część modernistyczna była tą, którą warto zwiedzić. Naprawdę warto.

Główne budowle są obok siebie to: ratusz poczta oraz budynek A. Jednak poza nimi jest jeszcze całkiem sporo dobrej architektury, również hotele nadmorskie są w dużej mierze niczego sobie. Samej promenady zdecydowanie jednak nie polecam: turystyczny syfimalaria plus nieustanne nagabywanie na różne activities - oczywiście dochodzi do tego: dzień dobry, jak się masz, które powodowały natychmiastowe przyspieszenie kroku. Poza tym: alko, narko i prostytucja (choć ta może nie jest zwyczajna, a występowała z okazji pucharu Narodów Afryki w piłkę kopaną. Rozważaliśmy pójście na mecz, ale dziewczyny uznały, że poszłyby tak na max 20 min, więc zrezygnowaliśmy całkiem.

https://www.instagram.com/reel/DS463b9i ... Uxb29nYnM1

Tak to wygląda wieczorową porą

A tak wygląda Agadir z okna naszego hotelu, w którym zostaliśmy na ostatnią noc. Hotel nazywa się Petite Suede, jest ładny, dobrze położony, ale w pokojach jest głośno, latem pewnie bardzo głośno, więc zatyczki do uszu (niezliczone w cenę są mocno rekomendowane)

https://www.instagram.com/reel/DS472pqi ... JnM283eg==

Przy okazji tego wpisu występuje muzyka, która nam towarzyszyła uruchamiania auta przez całą podróż.

A poniżej 3 kluczowe budowle Agadiru

Ratusz

Image

Image

Poczta

Image

Image

Image

Efiffice A

Image

Image

Image

Image

Image


i kilka bonusowych budynków

Image

Image

Image


Image

Image

SImage

Image

Image

W drodze powrotnej postanowiliśmy pojechać nad ocean poza miastem i poza surf spotami. Widok na morze był ok, ale brzeg wyglądał jak na filmiku:

https://www.instagram.com/reel/DS49efSC ... YzcXh0eA==

Agadir jest OK, pewnie nadawał się na jeszcze kilka dni zwiedzania, ale jednak moim celem było dotarcie do Sahary Zachodniej, a dziewczyny zażyczyły sobie zobaczyć trochę gór. Ja nie byłem przeciwko.

Pierwszym etapem był Paradise Valley, który nam wyskakiwał na mapie. Porażka totalna, rzecz całkiem na on the beaten path. Nawet ścieżka była utwardzona, osły, knajpy co 20 m na dole pomoc była jakaś woda i wodospad,l. Uciekliśmy i pojechaliśmy drogą dalej w górę. Tam już było lepiej a nawet bardzo dobrze. Widoki cudne, ruch mały, drogi przyzwoite

Image

Image



To było w Atlasie. Stamtąd pojechaliśmy w Antyatlas do miejscowości off the beaten track o nazwie Tafraoute. Z okna hotelu (kiedy odważyliśmy się je otworzyć, bo ciepło nie było) mieliśmy taki widok

Image

Jak na off the beaten track turystów było sporo, ale miejsce żyło swoim życiem. Poza tym rzeczy wspaniałych była taka ilość, że starczyło dla każdego, bez osłów, wielbłądów, naganiaczy i całego tego syfu. Jednak o tym będzie później
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 30 Gru 2025 20:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
W związku ze zmianą tytułu winny jestem małe wyjaśnienie. Moje córki są już dorosłe, same wyjeżdżają i potrafią sobie radzić, ale ze mną włączają tryb "małe dzieci" i ja jestem od obsługi. Taki deal, który nam odpowiada. Jednak one nie są dziećmi, same podejmują decyzje, same formułują swoje oczekiwania, więc czasami bywa trudniej.

A poza tym nie jedzą mięsa. I to okazało się być problemem w Maroku. Poszliśmy na ulicę z lokalnym jedzeniem spożywanym przez miejscowych o pytamy czy mają coś wege.

Zwykle odpowiedź brzmi: "nic" albo "sałatkę marokańską," A cous cous? "Cous cous tylko w piątek"

Ratunkiem są miejsca z zupami, a także z soczewicą i fasolą. Tylko, że zupy mają konsystencję gluta a soczewica i fasola wiadomo co robią.

Są jeszcze te ich placki.

Czasem mają tagine wegetariański, ale to albo w miejscach, gdzie są turyści, albo przy dobrej woli obsługującego.

No i są jeszcze kanapki, panini i tacos (skąd ta nazwa nie wiem? Może dlatego, że są w czymś przypominającym ciasto od burrito?)

Generalnie kanapki w wersji bezmięsnej nie występują, ale potrafią się zlitować.

Panini i tacos czasem mają wersję wege , ale wtedy wsadzają tam ryż i makarony oraz polewają obrzydliwym majonezem. No i potrafią dorzucić tuńczyka, ale o tym później.

Dość popularne są placki teoretycznie w trzech wersjach, czasem z ziołami i serem w środku, czasem podawane z zestawem śniadaniowym: oliwa, masło orzechowe, masło, miód.

To chyba oprócz ciastek i chleba, bułek wszystkie opcje.

Na dodatek zdaje się, że jedzenie poza domem nie jest tam popularne, więc zdecydowania większość przybytków oferuje tylko kawę, herbatę. Często bardzo dobre, zawsze z ogromną ilością cukru.

Zastanawianie się co i gdzie zjeść, nadzieje na cous cous poza piątkiem oraz bycie głodnym stanowiły istotny element dnia. Zwykle było tak, że ja szedłem na zwiady i robiłem wege siarę.

W Agadirze była ćwiczona fasolka, soczewica (ja wziąłem flaki - obrzydliwe)

Wieczorem w miejscu noclegu, placki i zupki oraz sałatka marokańska - prosta a pyszna - oni mają o tej porze roku smaczne warzywa.

Dzień podróży przez Atlasy przeżyliśmy o daktylach i suchym chlebie. Ponieważ Tafraoute jest tylko off the beaten track, restauracje oferują wegetariański tagine. Jednen lepszy drugi gorszy, do tego sałatki. Jedzenie spoko, ale jednak monotonne.

Z jedzeniem było ciężko, w nocy było chłodno, nad ranem za zimno żeby zjeść śniadanie na tarasie, ale okoliczności przyrody wynagradzały niedogodności.

ImageImageImageImageImageImageImageImageImageImageImageImageImage
Góra
 Profil Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 30 Gru 2025 21:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
W Tafraoute spędziliśmy dwie noce, jednak czas było udać się w kierunku Sahary Zachodniej.

Wybraliśmy drogę która na mapie pojawiała się jako route de canyons. Okazała się oferować widoki spektakularne. Po drodze było jeszcze okno życia (w Maroku to góra z dziurą leżąca nie nad morzem), ale jakoś się je nam ominęło.

Na początek był wielbłąd

Potem góry, doliny i serpentyny. Od czasu do czasu mijaliśmy "zaawansowanych podróżników" w ich 4x4, jednak droga (mimo, że przez pewien czas jej nie było) nie stanowiła wyzwania dla naszej Hondy

https://www.instagram.com/reel/DS5hxRZC ... V4NzRvY2Ji

https://www.instagram.com/reel/DS5iUX6C ... FyNDBzZWc0

Filmiki nie oddają nawet 10% atrakcyjności tego miejsca

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zdjęcia też, w ogóle natura, w przeciwieństwie do architektury i sztuki jest wielokrotnie bardziej atrakcyjna w naturze.

Z gór dojechaliśmy do miejscowości Gulemim, gdzie było dziwnie - ludzie bili się na ulicy, jakaś Pani z papierosem w ustach siadła na masce naszego auta. Czuć było napięcie. Zrezygnowaliśmy z noclegu tam i pojechaliśmy do turystycznego Sidi Ifni.

Znaleźliśmy tam nocleg tylko z nowymi i tylko z najwyższymi ocenami do tego zdjęcia jak wygenerowane przez AI i atrakcyjna cena. Śmierdziało ściemą na kilometr, ale postanowiliśmy sprawdzić i okazało się że wszystko było prawdziwe.

Jakby ktoś chciał skorzystać polecam

https://maps.app.goo.gl/2YXbUoVo2gi5JWaF7

Dostałem cenę istotnie lepszą niż na bookingu z geniuszem 3+

Miasto okazało się być całkiem przyjemne z ofertą gastronomiczną obejmującą pyszne kanapki wegetariańskie.

Dość ładne, choć moje dziewczyny zapamiętają je pewnie tak

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 31 Gru 2025 11:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Na wyjazd w czasie, znaczy zamiast świąt zaletą Maroka jest brak marketingowego christmasowego shitu. Nie było choinek, świętych Mikołajów (poza mną, z ksywą Ali Baba - co zdaje się oznacza Mikołaja), tylko biedny kelner w jednym serfiarskim miasteczku nosił czerwoną czapkę z pomponem.

Tym niemniej #merrycrisis przyszedł w Wigilię. Dzień był OK, przejechaliśmy się nad oceanem, trafiliśmy na jakieś inne kaczki, potem droga się skończyła, a w zasadzie to nie do końca - była tylko trzeba było przejechać przez nie wyglądający ani na głęboki ani niebezpieczny bród.

Image

Ja postanowiłem jednak się wycofać. W końcu mieliśmy czas. W ten sposób trafiliśmy na autostradę do Sahary zachodniej i w międzyczasie zgłodnieliśmy. Po drodze był jakiś MOP, choć ja wolę rumuński popasul.

Tam było dziwnie: brudno, biednie, dziewczyny miały powszechny w Maroku problem, faceta w damskim kiblu. No i z rzeczy wege była tylko sałatka magrebska. Więc wzięliśmy ją i herbatę - tam z miętą i piołunem, a zaspokoić głód postanowiliśmy w leżącym dalej na południe Tan Tan.

To miasto było bardziej brudne i zaniedbane od odwiedzonych poprzednio. I natrafiliśmy na niepokonywalny problem z jedzeniem. Pan w fastfoodzie, mimo że rozumiał nas doskonale stanowczo odmówił zrobienia kanapki bez mięsa. Znaleźliśmy kolejny lokal, gdzie jedyną rzeczą wegetariańską była pizza, domówiliśmy sałatkę magrebską. Pizza była obrzydliwa, a sałatka z tuńczykiem. Szach mat. A, nie jeszcze facet w niedomyjającym się damskim kiblu.

Nieopodal była nadmorska część Tan Tan pojechalismy tam, zarezerwowałem hotel licząć, że będzie tam coś do zjedzenia. Przyjechaliśmy i zaczął padać deszcz (mały z dużej chmury), jedna z dziewczyn trochę się przeziębiła, więc moim zadaniem było zorganozowanie jedzenia. W knajpie na campingu pan powiedział mi, że sori sprzedał wszystko, ale może mi zamówić pizzę. Podziękowałem. Znalazłem miejsce, gdzie można dostać taco wegetariańskie. Okazało się, być wspomnianą wcześniej niby torrillą wypełnioną: makaronem, ryżem, burakiem, ziemniakiem, majonezem, odrobiną pomidora i kapusty. Zawiozłem to coś dziewczynom i pomyślałem, że ja pójdę sobie na rybę. Ale tu pojawił się problem ryby wyglądały na złowione 3 dni wcześniej, kalmary wyglądały na jeszcze starsze. Skończyło się na tym, że zjadłem jedzenie bezmięsne - jajko, ryż i ziemniaki w bułce. Było tanie i pewnie lepsze niż dziewczyn.

Image

Image


Plusem pobytu tam było sfilmowanie krasnala na rowerze (choć słabo widać)

https://www.instagram.com/reel/DS7EhkqC ... V0eWswcg==

Przez cały czas podróży podziwialiśmy kaftany noszone przez Berberów, te zimowe wełniane są ładniejsze od lekkich, letnich. I te wywinięte kaptury!

W tej nadmorskiej miejscowości zapadła też decyzja, że darujemy sobie Sacharę Zachodnią - to miał być odpoczynek a nie hardkor. Zgodziłem się, przez chwilę planując, że wsadzę dziewczyny w samolot do Wawki, a ja polecę do Dakhli - akurat był super tani powrór do Madrytu w Sylwestra, tam nocka i dzionek i przy niewielkiej dopłacie mógłbym wykorzystać bilet z Agadiru kupiony z flexem.

Nie powstał żaden ambitny plan B, ponieważ prognozy pokazywały, że znośna pogoda może być jedynie nad oceanem. Wybraliśmy więc plan czil powolna podróż na pólnoc i noclegi w jakichś lepiej wygladajacych miejscach.

Dodatkowym bonusem wynikającym z pogody były tęcze. Pojawiały się w niespodziewanych miejscach

Image

Image

Image

Po drodze była Legzira, czyli to miejsce z czerwonymi, dziurawymi skałami. Jednak gdy tam dojechaliśmy zobaczylismy osiedle ciasno ustawionych domków, do tego, tyle aut, że trudno było zaparkować, powiedzieliśmy: nie - zobaczymy sobie spokojnie skały nieopodal, bez dziur. To był bardzo dobry pomysł, bo udało nam się trafić na miejsce z reklamy mercedesa, pozbawione tłumów, pięknie szumiące i z widokiem na te dziurawe skały (choć z tamtej odległości nie było widac ani dziur ani czerwieni

https://www.instagram.com/reel/DSsTJXVj ... doZmMybA==

Image

Image

Image

Image

Image

Image

A na koniec to, bo wyszło mi niezwykle dobrze

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 31 Gru 2025 21:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Na miejsce pierwszego noclegu w czilowej fazie wycieczki wybraliśmy Mirleft. To był dobry wybór. Miejsce jest dość turystyczne, ale toczy się tu też normalne życie. Jest duża piaszczysta plaża i ofertą gastronomiczna dla wegetarian.

Rano po raz pierwszy i jedyny na tym wyjeździe kąpaliśmy się w oceanie, potem pojechaliśmy do Tiznit. Był to piątek i liczyliśmy na smaczny cous cous.

Miasto zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Jest medina, jest i nowe miasto, ludzie sympatyczni z masą takich miłych mikro-relacji bez następujących po nich zachęt do odwiedzenia sklepu czy zakupu usługi.

Image

Image.l

Image

L

Trochę poszukaliśmy noclegu. W medinie w riadzie nie było miejsca, hotel Tourist był ładny i tani, ale warunki oferował spartańskie, kiedy na mapie znalazłem hotel Senegal, bez cen ale z dobrymi opiniami postanowiłem go sprawdzić. Nie był drogi, był też jedynym w naszej podróży, który miał klimatyzację i pilota przez co można było go trochę ogrzać

Image

Po zakwaterowaniu postanowiliśmy udać się na poszukiwanie kuskusu. Recepcjonista skierował nas na stację benzynową, trochę a w zdziwiłem ale pojechaliśmy, myśleliśmy że to będzie jakaś restauracja obok. Wróciliśmy do centrum, zrobiliśmy risercz i okazało się, że kuskus podają w barze Mauretania. Po dokładniejszym przeczytaniu opinii okazało się, że to jest jedyna speluna z alkoholem w miescie (niezłą nazwę dla niej wybrali - w Mauretani zdaje się jest totalny ban na alko).

Coraz bardziej głodni przejechaliśmy się po mieście szukając jakiejś kuskusarni, w międzyczasie nasz recepcjonista powiedział, że Pani, która sprzątała w hotelu moze nam zrobić to danie, ale dopiero po 21.

Nie mając innego wyjścia pojechaliśmy na stację, okazało się, że nie tą, po ustaleniu docelowego miejsca okazało się, że to jest fastfood dosłownie na stacji. Co gorsza cous cous się już skończył. Na szczęście byli w stanie zrobić kanapki wegetariańskie, które musiały służyć nam za posiłek. Udaliśmy się na kolejne poszukiwania, ale znaleźliśmy tylko miejsce z zupkami (dobrymi), do tego dostaliśmy sałatkę. W ten sposób w piątek nie zjedliśmy kuskusu.

Ale za to znalazłem nocleg na następny dzień. Była to miejscowość przy usjciu ouedu Massa.

Po drodze postanowiliśmy sprawdzić co to jest mini - Sahara, która pojawiała się na mapach (podejrzenie podobieństwa do Paradise Valley było duże) oraz zekspolować coś co wydawało się urbexem

Do Mini Sahary trafiliśmy w trakcie ulewy

https://www.instagram.com/reel/DSx4XTjD ... J2bjE4Yw==

Po drodze mijaliśmy nowe 4x4 więc turystyczność miejsca zdawała się być wysoka. To co zastaliśmy wyglądało na totalną sciemę oferowaną turystom zamkniętym w hotelach all inn. Była to niewielka wydma, za nią stragan z ciuchami i wielbłądy, wszystko jakieś 100 mg od drogi.

Zobaczyliśmy, zrobiłem głupi filmik i pojechaliśmy na urbex, inną drogą przejeżdżając przez tamę oglądając poszarpane przypominajace grzbiet traszki czy innego smoka szczytu oraz widok na dolinę.

A urbex okazał się być opuszczonym meczetem. Fajny.

Image

Image

Image

Image

Następnie pojechaliśmy do naszego apartamentu w Sidi Rbat. Po drodze przestraszyłem się, że może wybrałem głupio i znajduje się on na terenie kompleksu podobnego do tego w Legzirze. Okazało się, że nie. Wszystko jest OK. Przy okazji właściciel opowiedział o turystach z PL, których miał latem. On przyjechał pracować z trzema laptopami, ona na wakacje, ale nie wychodziła z domu. Host zapytał o co chodzi - ona, że polskie internety piszą, że w Maroku jest niebezpiecznie. To była wioska z domami na wynajem i niewielką liczbą przemiłych stałych mieszkańców. Powiedział, że zabrał ją na spacer, pokazał miejscowość i potem już się nie bała

A tak przy okazji tej historii, dzień wcześniej kiedy scrollowalem Facebooka pojawiła mi się jakaś morda gdzieś na pograniczu mediny opowiadająca, że odważyła się wyjść z hotelu mimo, że w Maroku jest to koszmarnie niebezpieczne.

Nie wiem po co robić takie rzeczy, my nie spotkaliśmy się z żadną niebezpieczną sytuacją, a nieprzyjemności ograniczały się do korzystania przez mężczyzn z damskich kibli (nie łazienek tylko dziur w ziemi z symbolem kobiety) oraz sytuacji, która wywołała raczej zdziwienie niż przerażenie, o czym później.

Nocleg był fajowy, Pan proponował jedzenie, ale w cenie znacznie przewyższającej tę którą dotychczas płaciliśmy, więc pojechaliśmy szukać papu.

Obok była miejscowość Massa, która zrobiła na nas świetne wrażenie - ładne sklepy i kawiarnie, jakiś bardzo miły nastrój, ale nie widzieliśmy tam żadnej restauracji (Massa to praktycznie ulicówka). Po drodze mijaliśmy popasul, ale obawialiśmy się, że będzie podobny do tego przed Tam Tan, pojechaliśmy więc do najbliższej miejscowości przy drodze do Agadiru. Szukaliśmy i znów skierowano nas na stację. Znów do fastfoodu.

Zdecydowaliśmy się jednak spróbować złożyć zamówienie. W menu znaleźliśmy pastę polską, i to powinno wzbudzić nasze podejrzenia, bo skład sugerował raczej Bolonaise niż Polonaise.

Image

Zaczynamy z wege siarą, a kelner stwierdził, że nie ma nic bez mięsa. My jednak znaleźliśmy w menu kanapkę z serem i sałatkę z mozzarellą.

Zamawiamy, po pewnym czasie Pan przynosi nam sałatkę z makaronu, ryżu, buraków, marchewki, ziemniaków, sałaty i pomidorów polaną majonezem i z tuńczykiem na górze. My mu na to, że przecież tam nie ma mozarelli a on pokazując na majonez mówi, że przecież jest.

No trudno. Byliśmy głodni, a sałatka miała dwie zalety. Dawało się zdjąć tuńczyka i nie była obrzydliwa, ale w trakcie jedzenia uznaliśmy, że to nie może być to, sprawdziliśmy w menu, a tam wyraźnie napisane: mozarella, oliwki, pesto... niczego z tego w sałatce nie było.

Ale kelner uparcie mówi, że to jest sałatka z mozzarellą. W końcu poszedł po pomoc do drugiego pracownika, ten postawiony przed faktem braku kluczowych składników, powiedział że rzeczywiście to nie sałatka z mozzarellą, ale za to kosztuje tyle samo.

Generalnie Polonaise - Bolonaise, mozarella - mayonnaise

Było ciężko, ale wyszliśmy nie z pustymi żołądkami. Uznaliśmy, że trzeba pojechać na popasul

Były taginy, ale w pierwszym pan powiedział, że wegetariańskiego to on nie ma, w drugim za to usłyszeliśmy od bardzo miłego człowieka, że on co prawda nie rozumie jak można chcieć tagine bez mięsa, ale mam go zrobić. Tylko nie chciał podać ceny, zastrzegając jednak, że nie będzie drogo.

Czekaliśmy z półtorej godziny, w międzyczasie Pan trochę próbował nawracać mnie na islam, z dziewczynami rozważaliśmy, czy to był dobry pomysł zamawiać rzecz bez ustalenia ceny, ja twierdziłem, że tym razem tak, Pan nie zdawał się mieć w planach podania jakiejś kosmicznej ceny.

Image

Powyżej samochód, który pojawił się w czasie naszego oczekiwania na jedzenie


Tagine okazał się bardzo dobry, a cena niezwykle niska.

Image

W czasie czekania na posiłek poszedłem na chwilę porozmawiać o Islamie z panem, który nam przygotował jedzenie, wracam i widzę, że moje miejsce jest zajęte, a dziewczyny robią dziwne miny.

Człowiek, który się przysiadł był w kompletnie odmiennym stanie świadomość, z mocno czerwonymi oczami. Siadł i ani słowa w nie odzywał ani nawet nie patrzył na nie. Zanim doszedłem ktoś z obsługi dość stanowczo, ale bez użycia siły go wyprosił. Dziewczyny mówią, że były raczej zdziwione, nie przerażone.

Wróciliśmy do naszego apartamentu, obudziliśmy się raczej późnym rankiem i poszliśmy zwiedzić rezerwat przyrody i plażę. Przed rezerwatem stali panowie, którzy oferowali usługi przewodników, nie wiem czy oficjalnie czy nie. Na pewno mieli lornetki, które dawały im przewagę nad naszym wyposażeniem, ale my nie chcieliśmy żeby nam ktoś gadał. Powiedzieli idźcie, ale bez nas niczego nie zobaczycie. Okazało się to nieprawdą, zobaczyliśmy różne czaple, kaczki i jeszcze jednego, czarnego ptaka, którego google głupio uznają za bielika amerykańskiego (na pewno nim nie jest), nie zobaczyliśmy ani kawałka tamtejszego endemicznego ibisa.

Tak czy siak spacer był bardzo przyjemny.

Image

Image







Image

Image

Z Massy mam tylko te zdjęcia ImageImage
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 31 Gru 2025 21:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Zbliżam się do końca naszej podróży, za ostatnie zadanie wyznaczyliśmy sobie zakup czapek (znaczy ja nie wiem jakich, ale dziewczyny wiedziały co chciały). W tym celu trzeba było udać się na jakiś souk.

Postanowiliśmy przy okazji trochę pozwiedzać - i to okazało się naszym jedynym urobkiem, bo trafiliśmy na duży i ogromny bazar, ale czapki nie znaleźliśmy

Przy okazji byliśmy obok targu rybnego

Image

Trafiliśmy na targ wtorkowy, który okazał się otwarty w poniedziałek

Image

Trafiliśmy też na osiedle, które mogłoby być na jakimś francuskim banlieux

Image

ImageImage

Na tym osiedlu znalazłem wypożyczalnię o nazwie Drakula Cars

Image

Wydało mi się to trochę absurdalne, jednak po zastanowieniu całkiem uzasadnione. Drakulę (w sensie Rumunię) z Marokiem łączy Dacia.

Wśród nowych aut w Maroku Dacii jest zdecydowanie najwięcej, są one zresztą tam produkowane.

Jeśli chodzi o auteczka, to Dacia kontynuuje tradycje Renaulta w Maroku. Są to zdecydowanie najbardziej popularne auta, co ciekawe te starsze modele kończą się na Renault 19, i Renault 21, 25. Lagun i Megane raczej się nie widzi (nie wiem czy były aż tak źle czy zdecydowały o tym inne czynniki)

Oczywiście są też Peugeoty 504, choć mniej liczne

Mniej jest Renault 5 i 4, za to naprawdę dużo Renault 12

Image

Image

Image

Image

Sporo jest jeszcze takich aut (to chyba irańskie Zamyady)

Image

Jeśli chodzi o kuskus to w Agadirze znaleźliśmy miejsce, gdzie podawany jest cały tydzień, więc jednak go zjedliśmy. Był taki sobie
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 01 Sty 2026 20:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 5949
Loty: 769
Kilometry: 1 122 711
Krajów: 83 / 38.8%
HON fly4free
Jak pewnie wspomniałem w tekście to był mój drugi wyjazd do Maroka z dziewczynami. Poprzeni był 6 lat wcześniej i popełniłem relację z niego:

maroko-z-dziecmi-i-bez-planu,213,141441

Z tamtego wyjazdu zostały nam dobre wspomnienia, dziewczyny nawet zapomniały o tym, że było zimno. Trochę się wszyscy nauczyliśmy podróżować i teraz to bez planu wyszło całkiem inaczej. Najzabawniejsze z perspektywy tych kilku lat są te walizki - teraz mieliśmy auto, a nikt nawet nie pomyślał o wzięciu walizki. Wedy też wszyscy byliśmy mięsożerni.

A w kwestii fly4free to wyjazd na 10 dni kosztował ok 6000 zł, przy czym 3500 z tego stanowiły koszty biletów lotniczych i wynajmu auta (zdecydowanie za wysokie), na miejscu było stosunkowo tanio, albo inaczej: korzystaliśmy z tanich opcji, chociaż dalekich od najtańszych, jednak poza jednym przypadkiem mieliśmy łazienkę w pokoju, a najczęściej 2 pokoje. Jedzenia też nie wybieraliśmy najtańszego, choć zdecydowanie nie korzystaliśmy z droższych opcji.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#10 PostWysłany: 09 Sty 2026 14:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 759
Loty: 1428
Kilometry: 2 943 707
Krajów: 124 / 57.9%
platynowy
pabien napisał(a):
W związku ze zmianą tytułu winny jestem małe wyjaśnienie. Moje córki są już dorosłe, same wyjeżdżają i potrafią sobie radzić, ale ze mną włączają tryb "małe dzieci" i ja jestem od obsługi.


Jeez @pabien - jakie to prawdziwe i uniwersalne co tu napisałeś!

Fajna relacja, mam znajomych z dzieckiem wege, z którym byliśmy w Korei i Japonii - bardzo podobna jazda żywieniowa!
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Profil Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group